#uWH7Q

W moim rodzinnym domu zawsze był syf. Jako dziecko uważałam, że to normalne, by brudne gacie walały się po mieszkaniu, jednak jako nastolatka zaczęłam zauważać problem. Próbowałam z tym walczyć na różne sposoby. Z początku po prostu sprzątałam za rodziców, ale to było jak walka z wiatrakami. Po moim posprzątaniu mama potrafiła wpuścić połowę rodziny w butach i owczarka niemieckiego. Potem chciałam poważnie porozmawiać z moimi rodzicami. Ojciec mnie wyśmiał, a mama zaczęła się awanturować, że jak mi się nie podoba, to mam się wyprowadzić i jej tyłka nie zawracać, bo przecież w domu jest czysto.

Kiedyś babcia do nas przyszła niezapowiedzianie w odwiedziny. A tam, oczywiście, w salonie brudne gacie starego, kubki jeszcze z rana, masa okruszków na stole, a obok cążki do paznokci... Ogólnie syf. Babcia nawet kawy nie chciała, a potem rozgadała wszystkim, że u nas jest masakrycznie brudno. Mama się wściekła, pamiętam, że wtedy bardzo płakała, tłumaczyła, że to przez pracę. Posprzątałyśmy razem mieszkanie i już myślałam, że się przełamuje, ale nie. Za dwa dni znowu było tak samo. Z babcią zaś przestała utrzymywać kontakt i uważa ją teraz za arcywroga. Jak jadę do babci na kawę, to potrafi się i do mnie nie odzywać, a za jej plecami nazywa ją starym próchnem.

Jak poznałam chłopaka, to było mi bardzo wstyd zaprosić go na weekend. W piątek było jeszcze czysto, bo posprzątałam, ale w niedzielę znowu to samo: brudne gacie, jakieś okruszki, nieumyte naczynia rozstawione po meblach. Koszmar. Całe szczęście, wyprowadziłam się z nim na studia dosyć szybko i mogłam odetchnąć z ulgą.

Jak mama do mnie przyjeżdżała do mieszkania, to potrafiła od progu śmiać się ze mnie, że mam czysto jak w muzeum. Ojciec to samo. Z tym że naprawdę nie jestem pedantyczna. Robię gruntowne porządki raz w tygodniu, ale przez cały tydzień sprzątam po sobie. Tłumaczyłam im, że wystarczy wynieść po sobie talerz, a ciuchy wrzucić do brudownika, a nie obok.

Do dzisiaj jak tam jeżdżę to sprzątam. Bo mi głupio, jak mama zaprasza gości np. na swoje imieniny, a w domu jest po prostu brudno. Mama wychodzi z założenia, że jak pracuje na cały etat, to nie musi sprzątać. Teraz sobie jeszcze kupili psa na starość. Pies jest niewychowany i wali kupę po kątach, a oni tego nie sprzątają.

Rodzice mieszkają na wsi, więc jesienią myszy pchają się do domu. Ostatnio, będąc w domu i sprzątając, natrafiłam na szczątki myszy za mikrofalówką i powiedziałam basta. A niech sobie gniją w tym syfie. Nie będę ich po prostu odwiedzać.
AniWteAniWeWte Odpowiedz

Bardzo współczuję sytuacji, dziwię się, że rodzice nie dostrzegają problemu u siebie. Z tego co zrozumiałam, Twoja mama raczej nie wyniosła tego z domu, skoro babcia też była zniesmaczona tym syfem - ciekawe więc, skąd im się to wzięło.
Niemniej jednak moją uwagę najbardziej skupił "brudnik"! Nie wiedziałam, że w jakiejś części kraju się tak mówi na kosz na pranie :D

bojakniemytokto

A skąd wiesz czyja to byla mama? Przeciez to mogła być matka jej ojca

HenrykGarncarz

W takim razie ojciec nie wyniósł syfu z domu. Tez ma ręce i może posprzątać po sobie i pewnie syfi tak samo

ItsLeviOsa

Autorka używa słowa "brudownik" a nie "brudnik" :D ale ta wersja tego słowa jest zabawna :D

GeddyLee

kiedyś w szpitalu usłyszałem słowo "brudernik" xD

gadekONO

Też zwróciłam na to uwagę 😉 myślałam, że się mówi „kosz na pranie” a tu proszę 😊 tak samo jak z komarami. U nas się mówi, że „komar mnie ugryzł” a u mojego kolegi, że „komar go uchlał” 😂 płakałam jak słyszałam to pierwszy raz 😂

Zaufaj

U mnie w domu mówi się po prostu brudzik ;)

AmziToIzma Odpowiedz

U Ciebie i tak nie jest aż tak źle, jak u miej ciotki. Wchodzisz do mieszkania, a podłoga lepi się już w przedpokoju. Poważnie, podeszwy kleją się do podłogi, strach buty zdjąć i zniszczyć skarpety. Naczynia wiecznie brudne, nawet kiedy chce zaparzyć gościom kawę/herbatę, kubki i szklanki są niedomyte i lepkie, czasem w plamach niewiadomo po czym. Łazienka to kosmos, kibel zalepiony od góry do dołu, deska oblepiona jakimś syfem, raz na tej desce widziałam wlepione włosy w jakieś mazi. Rzygać się chce. Do tego ubrania wszędzie na podłodze, w łazience, w pokojach. Pewnie wielu z nas ma takie krzesło, na którym czasem coś wisi. U mojej ciotki tego krzesła nie widać, a przecież ma SZAFY! Do tego czwórka dzieci. Żeby nie było, pamiętam, kiedy miała jedno i mieszkanie też tak wyglądało, więc to nie tak, że dzieci dużo i nie ma kiedy sprzątać. Ona po po prostu jest syfiarą i żyje w syfie, chyba nigdy nie sprząta, nie odkurza, bo jak odkurzyć, kiedy cała podłoga w ubraniach? Nie ma gdzie usiąść, bo wszędzie ubrania i kij wie, czy to czyste czy brudne. Nie byłam u niej dobre sześć lat, bo zbierało się na wymioty już przy wejściu, ale moja mama była niedawno z jakąś sprawą i powiedziała, że jest jeszcze gorzej, bo sobie na to wszystko jeszcze jakaś fretkę kupili czy coś w tym stylu, kot im nie wystarczał. Moja mama odmówiła poczęstunku, bo by się chyba porzygała, pijąc i jedząc z brudnych, lepkich naczyń. Siku jej się zachciało, ale wstrzymywała, bo, jak twierdzi, nawet na Małysza by nie dała rady. A ciuciunia nic, zero wstydu, uśmiechnięta, odgarniała sterty ubrań z foteli, aby było gdzie usiąść. Brrrrh...

BlackMirror

A wiecie, że do pomocy społecznej przychodzą nieraz donosy na takich ludzi? Ja jestem przydzielana między innymi do takich rodzin i uczę ich porządku i zarządzania budżetem domowym. I nie zawsze jest to jakaś patologia, gdzie same pijaki czy coś.

Uzytkownik404

Dla mnie to też jest patologia, tylko innego rodzaju...
A rodzinie AmziTolzmy taka wizyta wychowawcza pewnie bardzo by się przydała... Czuję się brudna po samym przeczytaniu opisu 😧😖😟

BlackMirror

Może i tak, ale jak mówisz patologia to przed oczami masz alkoholików, bite dzieci. A tu są takie rodziny, że na pierwszy rzut byś sie nie spodziewał nawet. Czasem szkoły są w szoku, że pracuje z taką a taką rodziną i pewnie myślą, że zła opieka się uwzięła. A nie możesz powiedzieć nikomu co tam się dzieje.

Uzytkownik404

W sumie racja, patologia to mocne słowo... Z drugiej strony wychowywanie dzieci w takich warunkach jest mocno krzywdzące :/ Nie każde dziecko się ogarnie i wyjdzie na prostą, jak autorka...
A mieszkanie w domu, w którym jest brudno jak na śmietniku nie może być zdrowe, ani dla ciała, ani dla psychiki.

Podziwiam ludzi, którzy nie tylko odważają się zapuścić w takie miejsca, ale też są gotowi czynnie pomóc - wyrazy uznania dla Twojej pracy :)

EdieSedgwick

Patologia to brak zdrowia w jakiejś dziedzinie życia/zaburzony sposób wykonywania np. Czynności dnia codziennego, do których zalicza się sprzątanie. W związku z tym śmiało możecie nazywać to patologią i nazewnictwo to jest jak najbardziej poprawne. Pozdrawiam serdecznie

WeAreLegion

Brzmi to trochę jak opis akademika

Tayla Odpowiedz

Ich mentalnosci juz raczej nic i nikt nie zmieni. Tak jest im wygodniej bo jednak odniesienie talerza wymaga jakiegos wysilku a oni najwyrazniej wola zyc w syfie bo mnie roboty. Z tym “brudnownikiem” nigdy sie nie spotkalam. Ja zawsze mowilam na to kosz na pranie :p

AmziToIzma

Też mam kosz na pranie! Pierwszy raz słyszę "brudownik" xD.

MissStonem

Jeśli się myślę, to niech mnie ktoś poprawi, ale "brudownik" to chyba nazwa pomieszczenia w szpitalach, gdzie trzyma się "kaczki" do siusiania, dla osób po operacjach i inne takie akcesoria 🤔

Lesssthan3 Odpowiedz

Nie rozumiem czemu głównie pretensje masz do matki? Jeśli z ojcem pracują na cały etat to sprzątanie tak samo to sprawa mamy i taty.

Promp

Bo przecież to tylko kobieta powinna się zajmować domem! A tak ma serio to może chodzi o to, że matka pokazała nieco więcej zaibteresowania, gdy jako jedyna przejęła się słowami babci autorki. I może jakby ją zmobilizować, to ona by była w stanie przekonać swojego męża. Choć wątpię w całość

Kinster

Gdy na siłę szukasz czegoś żeby się przyczepić, tak dla zasady...

livanir Odpowiedz

Ja rozumiem na co dzień mieć mały bałagan- ot jakiś kubek z którego się przed godziną coś wypiło, ulotki niechlujnie rzucone na blat, piżama rzucona byle jak na łóżko... ale jednak na przyjście gości przydałoby się przynajmniej posprzątać porządnie na pierwszy rzut oka :/

bazienka

o dziewczyno, ja z jednego kubka caly dzien pije herbate... jestem syfiara?

arbuzek Odpowiedz

Dziwię się, że ty wstydziłaś się za nich. Ich sprawa, ich wstyd. Długo wytrzymałaś...

Achnoniewiem Odpowiedz

U mnie w domu było identycznie

airborn Odpowiedz

Twój ojciec znalazł tę jedną z niewielu kobiet, które mają podejście do sprzątania jak wielu z mężczyzn.
Ciekawe czy mój współlokator też sobie taką znajdzie czy wytresuje sobie jakąś do ogarniania domu. Innych wyjść dla tego brudasa nie widzę.

Inlassable Odpowiedz

Skąd ja to znam... Gdy poszłam na swoje, miałam cholernie ciężko utrzymać
porzadek. Musiałam uczyć się utrzymywać porządek na codzień, zamiast wielkiego sprzątania raz na tydzień, które było widać tylko przez jeden dzień. Traf chciał, że mieszkam u teściów, którzy są bardzo ułożeni. Przez moje bałaganiarstwo czułam się okropnie. Teraz, 3,5 roku po przeprowadzce widzę u siebie ogromne postępy, ale musiałam włożyć w to sporo trudu- ostatecznie bardzo pomogło mi znaczne ograniczenie otaczających mnie rzeczy, głównie ubrań. Sporo pomogła też dobra organizacja miejsca w szafach. ;)

Glizdencja Odpowiedz

To jak u moich teściów. Teściowa jest kierowniczką w dużej firmie. Codziennie kręci loki, robi makijaż, ubiera się ładnie. A w domu aż rzygać się chce, kibel osrany, podłoga się lepi, warstwa kurzu na wszystkich meblach i to taka roczna, najgorzej było, kiedy musiałam się tuż po ślubie wyprowadzic z mężem i dzieckiem z mojego rodzinnego domu, przyjechaliśmy do nich i tydzień musieliśmy żyć z robakami, z tysiącami latających moli spożywczych, rozmnażających się nawet w herbacie. Ostatnio wyrzucili na śmietnik kanapę to stwierdziłam, że raczej nawet bezdomny by jej sobie nie wziął.

bazienka

ostatnio bylo tu wyznanie, ze koles podczas minetki wzial do ust owsika, a laska jak 10/10 z insta, wiec nic mnie juz nie zdziwi

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie