#dR6CB

Mam 17 lat, a przeraża mnie to, w jakim kierunku idzie świat. Ogromne problemy młodych ludzi, którzy nie radzą sobie, strach przed tym, co znowu wymyśli rząd. W ludziach jest tyle jadu (dawno nie spotkałam kogoś miłego), do tego cały ten stres związany ze szkołą czy pracą. Boję się o swoją przyszłość, co będzie jak już skończę np. 30 lat?

#LDBwh

Mam 16 lat i wcześniej byłam pewna, że w przyszłości będę miała swoją rodzinę, męża, dzieci itp. Natomiast odkąd zaczęłam czytać anonimowe, trafiło mi się tu dużo obrzydliwych wyznań o seksie, srających i rzygających dzieciach, zdradach itp., przez co ostatnim czasem coraz bardziej przemawia do mnie wizja spędzenia dorosłego życia jako singielka z kotami. Tak, z powodu anonimowych zmieniłam swoje podejście do tych spraw :D
zacnyziom Odpowiedz

Czytając anonimowych może się wydawać że wszyscy są molestowali przez ojca, zdradzeni przez partnera albo zdradzający partnera, uzależnieni od poro i masturbacji, alkoholicy, sypiający z bezdonymi, nie radzący sobie z dziećmi i mężem, nie potrafiący wyjść do ludzi z powodu fobii społecznych, kochający na zabój do momentu przespania się z kimś tej samej płci przypadkowo na imprezie i przynajmniej raz zaliczyli zesranie się w gacie. Otóż nie wszyscy tacy są, można znaleść jeszcze wartościowych osobników gatunku ludzkiego założyć z nimi rodzinę pod warunkiem że sama jesteś zrównoważona prowadzić udane życie.

Odpowiedzi (2)
QueOlka Odpowiedz

Koty też potrafią nieźle narzygać i nasrać.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#oknNP

Strasznie chciałabym się z kimś przespać, ale w moim wieku to jeszcze nielegalne.
zacnyziom Odpowiedz

A wiesz dlaczego nielegalne? Bo w tym wieku nie rozumiesz jeszcze, że jak się chce to nie znaczy że trzeba, że jak coś przyjemne to nie konieczne dobre dla ciebie.

Odpowiedzi (2)
zozol181102 Odpowiedz

Poczekaj na odpowiedni moment i odpowiednią osobe, nie warto się spieszyc chociaż wiem ze hormony robią swoje. Pośpiech w rozpoczynaniu zycia seksualnego jest często powodem złych wspomnien z jego początków, a prawda jest taka ze początki zycia seksualnego mogą byc cudowne kiedy sie je zacznie w odpowiednim czasie i z odpowiednią osobą .Warto poczekac

Zobacz więcej komentarzy (7)

#VaTPo

Nienawidzę siebie. Dosłownie. Przechodząc obok lustra nie patrzę się w nie, brzydzi mnie mój widok. Nienawidzę mojego głosu, twarzy, sylwetki, nóg, po prostu każdej części mnie. Nie jest to powodem żadnej traumy, mam tak po prostu. Mam przez to wiele problemów (wierzcie mi, niska samoocena naprawdę potrafi utrudnić życie). Do tego dochodzi masturbacja, spowodowana brakiem bliskości drugiej osoby. Nigdy nie miałam i nie mam chłopaka, cholernie pragnę mieć kogoś, do kogo mogłabym się przytulić, wygadać się, cokolwiek... Okropne uczucie, a robienie sobie dobrze raz czy dwa razy dziennie odpycha to pragnienie na bok. Traktuję to jak odskocznię. Problem w tym, że po każdym razie nienawidzę siebie jeszcze bardziej. Nie potrafię spojrzeć nikomu w oczy, brzydzę się sobą. Jest mi wstyd. Nikt nie wie, że to robię, ale i tak po zdarzeniu czuję się głupio choćby przy kimś stojąc.

Siedzę w tym bagnie od długiego czasu. Z roku na rok porzucałam swoje hobby, aż nie zostało mi żadne, a miałam ich wiele. W dzień śpię lub gram, a w nocy zwykle do 2-3 plączę się bez celu, ewentualnie znów sobie pogram. Jak byłam dzieckiem, zawsze chciałam wiedzieć jak będę wyglądać w wieku 17 lat, czy przejdę ogromny "glow up", będę miała chłopaka i mnóstwo znajomych, wychodziła każdego dnia na imprezy i domówki. Teraz, gdy jestem już w tym wieku, wyglądam jakby rozjechał mnie czołg, znajomych i chłopaka nie mam, na imprezie nigdy nie byłam, bo nikt mnie nie zaprosił. Moja opinia wśród innych też jest niska. Nie wiadomo z jakiego powodu ludzie zawsze coś do mnie mieli.


No cóż, anonimowi, to chyba na tyle. Nie oczekuję od was niczego. Wrzucam to tak o. Być może żeby spróbować, jak to jest móc się komuś wyżalić, nawet jeśli te osoby są obce :)
Czerwonooka Odpowiedz

A tak właściwie to w co grasz?

NiePieknaINieMloda Odpowiedz

Jak miałby Cię polubić ktokolwiek skoro Ty sama siebie nie lubisz?
Jesli chodzisz skwaszona caly czas to się nie dziwie, ze nikt Cię nigdzie nie zaprasza. Po co? Byś każdemu, dookoła psuła humor? Bije od Ciebie zła energia i ludzie to wyczuwają.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#Qs3uJ

Nie jest to jakkolwiek interesująca historia, więc osoby pragnące wrażeń mogę już teraz pożegnać. Chcę po prostu wyrzucić ciążące mi słowa, zawołać o pomoc, gdzie wiem, że nie dostanę żadnego odzewu.

Jestem młodą kobietą, która próbuje przetrwać w tym jakże cudownym świecie. Kilka lat temu spotkałam osobę, która doszczętnie spierdoliła mi życie. Jest powodem mojej zrujnowanej psychiki, masy kompleksów i stresu pourazowego. Przez ostatnie sześć lat odkrywam, jakie spustoszenie zasiała w mojej głowie. I kiedy myślę, że już wszystko wiem, że dam radę sobie z tym poradzić, to nadchodzi coś nowego, kolejny nieoczekiwany cios.

Pół roku temu znalazłam kogoś, komu na mnie zależy. To chyba pierwsza osoba w moim życiu, która naprawdę o mnie walczy. Postanowił wybrać drogę cholernie trudną do przejścia. Trwa przy mnie pomimo moich ataków histerii, zaników pamięci, przy których jestem agresywna, czy totalnego otępienia, z którego nie da rady mnie wyrwać.
Oboje wiemy, że powinnam zgłosić się po profesjonalną pomoc. Ale na taką mnie nie stać, zaś naszym cudownym polskim lekarzom z NFZ już dawno przestałam ufać, bo narobili mi jedynie więcej krzywdy.
Mam dosyć.
Pomimo tego, że czuję przy nim największe możliwe szczęście, że kocham go najbardziej na świecie. To mam dosyć. Nie mogę patrzeć na to, jak on cierpi przez to, że nie potrafię sobie poradzić z tym co mam w głowie.
Każdego dnia - jak jakąś jebaną mantrę - powtarzam sobie "zabij się". Po kilkadziesiąt, jak nie kilkaset, razy dziennie. Robię to bardziej podświadomie niż świadomie, i nie jestem w stanie przestać.
To "zabij się" z każdym dniem jest coraz mocniejsze, coraz głośniejsze.
I to jest moje największe marzenie - zniknąć z tego popieprzonego świata.
Ale oczywiście nie mogę. Przez kilka osób, które nie poradzą sobie beze mnie. Za bardzo mi na nich zależy, bym mogła ich opuścić.
Więc próbuję, a może jedynie udaję, że próbuję. Może też mam nadzieję, że kiedyś naprawdę będzie lepiej. Że kiedyś będzie mnie stać na to, by poprosić o pomoc. Albo że potrąci mnie ciężarówka.

Dziękuję Ci, jeżeli przeczytałeś ten tekst. Nie wiem co on może dla Ciebie znaczyć, jednak dla mnie fakt, że go skończyłeś, znaczy wiele. Może przypadkiem zostawisz dla mnie parę słów. Może mnie obrazisz, może coś doradzisz, ewentualnie zostawisz bez słowa.
Życzę Ci, byś miał więcej szczęścia.
RzeczywistySzok Odpowiedz

Skoro problem jest aż tak poważny, to nie ma co zwlekać i udać się do specjalisty. Możesz zaoszczędzić pieniadze lub poszukać pracy dodatkowej, uruchomić zbiórkę czy udać się do fundacji- jest szereg dróg. Tak, nie jest to proste, jednak w walce o siebie trud chyba nie gra aż takiej roli. Weź pod uwagę też fakt, że tak jak Ty teraz wypowiadasz się o kimś "zniszczyła mi życie" tak owa "pomocna osoba" może kiedyś powiedziec o Tobie. To nie jest tak, że ktoś ma nieskonczoną cierpliwość czy silną psychikę, którą można testować do woli. Ta osoba zaoferowała Ci wsparcie, docen to i zawalcz o siebie :)

Lunathiel Odpowiedz

A propos tego ostatniego: no miałam więcej szczęścia, bo już zdążyłam trafić na dobrego psychiatrę przyjmującego na NFZ. I to była dosłownie pierwsza osoba, która mi serio pomogła w tej kwestii. Ale u mnie to też trwało ładne 5-6 lat, oraz wymagało wielu prób, błędów i momentów, w których myślałam że już się poddaję z szukaniem dalej. Także da się, tylko trzeba próbować do skutku. Dam ci jedną dobrą radę: zamiast losować lekarzy przyjmujących gdzieś w twojej okolicy, zacznij od razu szukać kogoś, kto się specjalizuje w trudnych przypadkach i konkretnie w takich przypadłościach, na jakie cierpisz. Bo psychiatria to bardzo rozległa dziedzina i nie każdy lekarz tak samo dobrze zna się akurat na twoich zaburzeniach. Also, każdy lekarz potrafi przepisać leki pierwszego rzutu ze słowami "proszę przyjść za 2 miesiące", ale nie każdy potrafi drążyć temat i dalej próbować ci pomóc, kiedy te leki (i następne, i następne, i tak dalej) jednak nie będą działały tak jak powinny. Ale to od ciebie zależy, czy będziesz uparcie, aż do skutku szukała takiego lekarza. Powodzenia 💗

Zobacz więcej komentarzy (5)

#VI95x

Mam ponad dwadzieścia lat, ale nadal nie wiem dlaczego, choć jestem heteroseksualna (wiem, bo podobają mi się faceci, marzę o założeniu rodziny, lubię się z facetami przytulać i jak raz się całowałam, to czułam coś więcej), to czuję też pociąg do kobiet, który objawia się tym, że:

a) zauroczyłam się znaną osobą (kobietą w średnim wieku), oglądam jej zdjęcia, czytam o niej, mam erotyczne fantazje z nią związane

b) uwielbiam czytać książki o tematyce miłości safickiej, oglądać takie wątki w filmach lub serialach

c) w liceum po pijanemu na imprezach zdarzało mi się fantazjować o pocałunku z dziewczyną (w jednym roku była to jedna koleżanka, w innym inna), przytulałam się do niej wtedy i wyobrażałam sobie, że jesteśmy razem, a jak już alkohol ze mnie schodził, to wymyślałam w głowie wierszyki na jej temat i było mi strasznie smutno, że nie mogę się zdradzić z tym, co czuję, bo nikt by tego nie zrozumiał

d) też w liceum zakochałam się w nauczycielce i przez pół roku pisałam dla niej wierszyki w notesie, których rzecz jasna nikomu nie pokazałam, ale ukryłam w najgłębszych czeluściach szuflady

e) nie mam raczej fantazji erotycznych o facetach, choć jak sobie pomyślę o współżyciu z mężczyzną (domniemanym, bo jestem dziewicą), to czuję podniecenie - najczęściej jednak myślę o tym, jak by to było z kobietą, lub bardzo często mam poliamoryczne fantazje o trójkącie z kobietą i mężczyzną.

Nie wiem skąd biorą mi się takie myśli w głowie, ale mam tak od lat i nie rozumiem dlaczego. Czemu są we mnie takie sprzeczności. Czasem jak mam gorszy dzień, to myślę sobie, że może Bóg dlatego nie stawia na mojej drodze odpowiedniego faceta, bo od tak dawna grzeszę takimi myślami, a są one tak bardzo złe i niewłaściwe.
opowiemwam Odpowiedz

Może ci przejdzie jak znajdziesz sobie jakiegoś faceta.

Odpowiedzi (16)
ms0nobody Odpowiedz

Jest coś takiego jak biseksualizm, poczytaj sobie.

Zobacz więcej komentarzy (8)

#lffCd

Zacznę od tego, że z koleżankami w sylwestra byłyśmy na imprezie u mnie w domu. Nic nadzwyczajnego, ale jak to bywa po alkoholu, trochę nas poniosło. Żadna z nas nie pamięta jak było dokładnie, co najgorsze jest możliwość, że czegoś nam dosypali... Dużo nie wypiłyśmy, więc jest to bardzo możliwe, zwłaszcza uwzględniając to jak się czułyśmy i jakie fakty ujrzały światło dzienne. Do tego za dwa tygodnie musimy sprawdzić, czy przypadkiem nie wpadłyśmy. Rok 2022 zapowiada się zajeb*** :/
Efetonina Odpowiedz

To kogo Ty zaprosiłaś do swojego domu?

Odpowiedzi (1)
thor1908 Odpowiedz

Nie uczyli cię na biologii, że z koleżankami nie wpadniesz? Ludzie nie rozmnażają się poprzez partenogenezę.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#7Io9E

Mam 41 lat, kochanego męża i trzech wspaniałych synów. I nienawidzę swojej matki.

Zawsze byłam uważana za córeczkę tatusia, którego bardzo kochałam. Niestety rok temu zmarł, bardzo to przeżyłam. Nie mam przyjaciół, którym mogłabym bym się wyżalić. Moja matka zawsze bardziej lubiła moje siostry, ale z tym to ja dawno się pogodziłam. Najgorsze jest to, że mnie nie szanuje, wyzywa, jak czegoś nie zrobię tak, jak ona chce  (niestety mieszkamy razem). Od zawsze było, że źle rozpalamy w piecu. Trawę kosimy nie w ten dzień, co ona by chciała itp.

W niedzielę jak przyjechały moje siostry z rodzinami, to one jadły obiad w domu rodziców, a ja ze swoją rodziną oddzielnie. Moja matka twierdziła, że 5 gąb wykarmić to już za dużo. Moje siostry dostawały jedzenie na wynos, ja nie. Ja musiałam sama robić przetwory na zimę, one dostawały. Niby nie mam o to jakichś pretensji, choć boli sam fakt, bo czemu one dostawały, a ja nie? Ma trzy szafki przetworów, nie zdąży ich zjadać, więc cześć wyrzuca albo stare proponuje mi. Ma jajka, ale ja żebym mogła je brać, musiałam kupić kury. Teraz zresztą i tak kupuję jajka, bo matka mówi mi, że nie ma, a tak naprawdę chowa je w szafie i sprzedaje. Ale moje siostry mogą brać jajka...

To wszystko boli bardzo. Po śmierci taty jest jeszcze gorzej. Cały czas ma pretensje do nas że jej nie pomagamy, choć podwórko jest idealnie wykoszone, paszę dla kur ma, opał ma. Do ludzi nagaduje na nas, że w ogóle jej nie pomagamy. Ja już nie mam siły. Jeszcze przed śmiercią taty pobudowaliśmy się i teraz dopiero będziemy się przeprowadzać, niestety 100 metrów od matki. Nie mogę z nią już wytrzymać, choć to moja matka i robię co mogę, by jej pomóc, to ciągle jej mało i ciągle jej źle.

Nikt z otoczenia o tym nie wie, bo ja się wstydzę, że ona mnie tak traktuje. A dla wszystkich wokół jest miła. Ja nie mam już siły, gdyby nie mąż i synowie, chyba bym ze sobą skończyła.
Jawariat Odpowiedz

Co za problem? Skoro i tak ma Cie gdzies, to zakręć kranik zwany pocną dłonia

Odpowiedzi (1)
Hvafaen Odpowiedz

Dlaczego jej pomagasz i z nią mieszkasz? Nienawidzisz siebie czy jak?

Zobacz więcej komentarzy (8)

#6x7Kg

Może zacznę od tego, że moja żona nie umie bawić się z dziećmi, okazywać im uczuć, a nawet jak się nimi zajmuje, to co chwila niechcący coś zrobi, że co chwila płacz. Może nie jest szorstka wobec nich, ale sztywna, brakuje jej ciepła.
I tutaj spotykam jej przeciwieństwo w tej kwestii, rehabilitantkę dzieci, do której jeżdżę z nimi dwa razy w tygodniu. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że strasznie mnie pociąga, pierwszy raz pomyślałem, że wolałbym kogoś od mojej żony.
Nie chodzi o pociąg seksualny, moja żona jest piękna, wysportowana, inteligentna – ideał, chciało by się rzec. Ale ta terapeutka jest tak ciepła, miła, kiedy widzę jak rozmawia i ćwiczy z dziećmi, nie tylko moimi, jak rozmawia przez telefon z mężem, to wiecie, czuć promieniowanie dobrocią i łagodnością. Człowiek mimowolnie się uśmiecha, tak jak moje dzieci.
Jedynie przy niej mam myśli, że chyba źle wybrałem w życiu.

Oczywiście to tylko uczucia i myśli, które rozwiewa szybko codzienność, nie pozwalam sobie nawet na fantazjowanie. Dochodzę jednak do wniosku, że wybieranie żony w młodym wieku, kiedy się patrzy tylko na wygląd i status w grupie, to nie najlepszy pomysł.
JMoriarty Odpowiedz

Jakoś nie opisałeś swojej relacji i podejścia do dzieci. Ciekawe czy jesteś taki słodki i ciepły jak ta rehabilitantka.

Domandatiwa Odpowiedz

Osoby pracujące z dziećmi i mające dla nich ogrom ciepła i cierpliwości też mają swoje wady (każda ma unikalny pakiet wad, oczywiście). Wiem po sobie. Poznałeś tę kobietę z najlepszej strony. Rozmawiając przez telefon ze świadomością, że mali pacjenci ją słyszą, żadna osoba przy zdrowych zmysłach nie pozwoli sobie na okazanie wyraźnej irytacji, a tym bardziej mocnej złości.

Wysoki status w grupie wiąże się często z bardzo wartościowymi cechami charakteru.

Nie doradzę, jak odnaleźć w żonie ciepło, może wymagać to wiele zachodu, może wymagać tego, żebyś zaczął od siebie i swojej postawy, nawet jeśli byłoby tak, że to zmiany w niej są kluczowe. Życzę wiele dobra.

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie