#JeQHq

Rozmawiałam ostatnio z moim chłopakiem o naszym związku i spytałam, co tak najbardziej go we mnie przyciągnęło. Odpowiedź byłą cholernie szczera... "Tak naprawdę to wiedziałem, że jesteś naiwna i wszyscy się z ciebie śmieją, więc założyłem się z kumplami, że cię w sobie rozkocham i potem cię rzucę, żebyśmy nadal mogli się z ciebie śmiać, ale jak już byliśmy razem, to mi ciebie trochę szkoda było, a potem to się już przyzwyczaiłem, a dopiero potem tak naprawdę zakochałem już bez pamięci".
Fotel Odpowiedz

Nie wiem czy umiałabym być z kimś, kto dla fejmu i zabawy umie skrzywdzić drugiego człowieka. Przykre.

KapitanB Odpowiedz

Brzmi jak wstęp do kiczowatej komedii romantycznej :v

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#oMjNW

Rok temu postanowiliśmy z chłopakiem zamieszkać wspólnie, więc wyprowadziliśmy się z naszych rodzinnych domów. Głównym powodem było to, że moi rodzice nie dawali mi żyć, bo miałam chłopaka i spotykałam się z nim bez ślubu i to było dla nich obleśne, niegodne i zboczone.

Pech chciał, że po jakimś czasie przycisnęło nas strasznie z kasą, więc postanowiliśmy, że będziemy zarabiać na kamerkach w internecie jako para. Tak też zrobiliśmy.

Jednym z pierwszych klientów, który wykupił prywatny wideo-chat, był mój ojciec.
mamyczas Odpowiedz

Taka hipokryzja lvl Janusz, erotoman-gawędziarz

Odpowiedzi (1)
FamousLastWords Odpowiedz

Coraz więcej śmieciowych i zmyślonych wyznań.. po pierwsze skąd wiecie kto wykupił wideo-chat? Raczej na takich stronach nie ma kamerki widza, a raczej wątpię że nick to jego imię i nazwisko. Po drugie.. raczej normalny człowiek pójdzie do pracy, zamiast świecić dupskiem w internecie. Ale co ja tam wiem...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#zHfdH

Jak by to powiedzieć... żyję w patologicznej rodzinie. Ale spokojnie, to nie będzie mówienie o tym, jak wielką traumę mam z tego powodu.

Schematyczna sytuacja: ojciec alkoholik, mama, która nie potrafi nic z tym zrobić i ogólnie jakby problemu w ogóle nie było, bo to "normalne" ;)
Awantury po pijaku, bicie mnie, rodzeństwa i mamy było czymś, co dosyć często się zdarzało, ale ojciec nawet na trzeźwo jest zwykłym damskim bokserem.

Przez to wszystko ukształtował mi się dosyć buntowniczy charakter względem kochanych rodziców. Często się kłócę z nimi o samo to, kto ma rację, najbardziej skora do kłótni jest matka, która z ojcem nieźle się dobrała, jedno wyniszcza cię fizycznie, drugie psychicznie. Jedyna wartość, która się dla nich liczy, to pieniądz. Nie pokazali nigdy, co to prawdziwa przyjaźń, miłość czy lojalność.

Nawet ciężko określić, które z nich jest gorsze. Mama zawsze próbuje mieć rację, a rzadko ją ma, robi problemy o byle głupotę, a kiedy coś już jej powiesz bardziej osobistego, to przy najbliższej kłótni wykorzysta to przeciwko tobie i cię naobraża. A ojciec to zwykły (nie)pijący, który przez twoją kłótnię z mamą szukał wymówki, żeby się na kimś wyładować i ciebie pobić. Kiedy ktoś inny był jego ofiarą, to wielki koniec świata, oburzenie, ja często stawałam w obronie mamy czy rodzeństwa jak byłam młodsza, a zaznaczę, że nawet nie jestem tym najstarszym dzieckiem. Kiedy mnie pobił, wszyscy się patrzyli i nikt mi nie pomógł, nie odciągnął go, bo ja na to sobie zasługuję przez swoje pyskówki.
Szkoda tylko, że nikt nie pokazał mi innego sposobu na wyrażanie emocji z wyjątkiem krzyczenia i używania brzydkich słów. Jak tylko wracam do domu i ich widzę, czuję się źle i cała radość ze mnie uchodzi.

Nie chcę być taka jak oni. Chcę założyć rodzinę opierającą się na miłości i zaufaniu. Oby mi się to w przyszłości udało.
3125 Odpowiedz

Jeśli nadal z nimi mieszkasz i nadal te sytuacje się zdarzają, zadzwoń na niebieską linię, nie powinnaś tego tolerować. Tacy ludzie nie powinni być rodzicami. Trzymaj się!

Odpowiedzi (1)
nessy Odpowiedz

Jakby nie było rodzice są wobec siebie lojalni. Jeden bez drugiego żyć nie może. Tak ugrzęźli w tej relacji, że życia bez niej nie mają. Żyć bez siebie nie mogą.

Czy Ty potrafiłabyś inaczej?
Odciąć się, chodźby tylko w głowie.
Obserwować ich, ale nic nie robić.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#BbTgf

Za każdym razem, gdy się masturbuję, staram się, by w moich myślach były tylko takie oczywistości jak śladowe skupienie na ''wspomagaczu'', który czytam lub oglądam, uważanie na to, czy przypadkiem ktoś nie wchodzi do domu i reakcja na przyjemność.

I ewentualnie słonie.

Spokojnie, to nie jakiś dziwny fetysz, po prostu w ten sposób odwracam swoją uwagę za każdym razem, gdy zacznę myśleć o którymkolwiek człowieku, który w jakimkolwiek stopniu mi się podoba, bo uważam, że strasznie niezręcznie byłoby masturbować się do wyimaginowanego wizerunku prawdziwego, istniejącego człowieka.

A to, że akurat słoniami tę uwagę odwracam, wyszło w sumie przypadkiem :P
gitarzystka Odpowiedz

Pewnie przez te trąby... ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Odpowiedzi (1)
Przekliniak Odpowiedz

Spróbuj z pytonami

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#rcHV1

Paląc w piwnicy u babci i dziadka, czasem napotykam w niej jednego z nich i czasem dostaję od nich pieniądze na papierosy.

Babcia dając mi pieniądze zawsze powtarza: "Tylko nie mów nic dziadkowi, bo by mnie chyba zabił, że na truciznę ci daję".
Dziadek dając mi pieniądze powtarza: "Tylko nie mów nic babci, bo by mnie chyba zabiła, że na truciznę ci daję".

No to żadnemu nie mówię :D
Lavellan Odpowiedz

Działając osobno, szybciej się ciebie pozbędą ᕕ( ᐛ )ᕗ

Odpowiedzi (4)
olto Odpowiedz

Pewnie sami popalają po kryjomu :D

Zobacz więcej komentarzy (3)

#RvUZP

Kojarzycie te wszystkie historie pod hasłem „facet zrujnował mi życie”? Frazesy w stylu „dla niej straciłem głowę, teraz żałuję”, „miłość kompletnie mnie zaślepiła”, „nieszczęśliwie zakochany straciłem chęć do życia” i tym podobne? No to właśnie to spotkało i mnie, ale nie do końca.

Zakochałam się po uszy w gościu, który był moim zupełnym przeciwieństwem. Inny światopogląd, inne zainteresowania, inny gust, inne plany na przyszłość... Zupełnie nie moja bajka. Nie wspominając o tym, że no tak do końca przykładnym, grzecznym chłopem to on nie był: impreza bez alkoholu dla niego nie istniała, aczkolwiek alkohol bez imprezy jak najbardziej, natomiast papierosy wypalane regularnie od 14 roku życia nie były jedynym, co jarał. A ja? Grzeczna, jednak wredna. Sztywna księżniczka uważająca się za lepszą od innych, na siłę podkreślająca swoją wyższość, gardząca takim patologicznym plebsem. Ale co z tego, skoro autentycznie się nim zauroczyłam? Po raz pierwszy w życiu na kimś mi aż tak zależało.

Momentalnie zaczęłam patrzeć na wszystko z innej perspektywy. Chcąc bliżej go poznać, zainteresowałam się jego pasjami, jego gustami - rzeczami, które do tej pory z góry skreślałam, nawet nie chcąc się w nie zagłębiać, woląc miast tego z góry uznać za niewarte uwagi - jak się okazało, zupełnie niesłusznie. Jednocześnie jakoś tak mimowolnie zaczęłam bardziej otwierać się na ludzi. Nauczona doświadczeniem przestałam oceniać po pozorach, stałam się życzliwa i miła. Zobaczyłam, że nie zawsze „inny” znaczy „gorszy”, a różnice w gustach nie muszą od razu przekreślać znajomości. Że warto czasem posłuchać innych, a nie tylko własnego ego. Że dobrze jest czasem dać coś od siebie, a nie tylko brać. W przeciągu kilku miesięcy z patrzącej na wszystkich z góry egocentrycznej zołzy zmieniłam się w do bólu dobrą, absurdalnie miłą i szczerze altruistyczną dziewczynę. Zyskałam wiele nowych pasji i zainteresowań, a nowo poznani znajomi pomogli mi wydostać się z toksycznego środowiska.

Odbudowałam zniszczone relacje z rodziną, otworzyłam się na nowe doznania, powróciłam do dawno porzuconych zajęć. Znalazłam sens życia, jakim jest w moim przypadku pomoc innym, zyskałam siłę na walkę z przeciwnościami i, co najważniejsze, szczęście.

I wiem, jak dalece idąca jest to nadinterpretacja, jednak, choć jest to absurdalne, chcę wierzyć, że to wszystko zawdzięczam właśnie owemu chłopakowi. Który, nawiasem mówiąc, dał mi kosza ;)
Nalli Odpowiedz

Czułam się jakbym czytała książkę Danielle Steel, czy inną szmire.

Odpowiedzi (4)
mamyczas Odpowiedz

A wszyscy, którymi gardziłaś wstali i zaczęli klaskać.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#cFMLy

Gdyby nie to, że muszę wychodzić z psem, to w ogóle nie rozmawiałabym z ludźmi. Taki typ człowieka ze mnie, że boję się zawierać znajomości.

Mój towarzyski pies zaczepia wszystkich po kolei i dzięki niemu mam okazję z kimś pogadać tak o niczym :)
KapitanB Odpowiedz

Kiedy twój pies jest bardziej rozrywkowy od ciebie :v

dexterone Odpowiedz

Chyba muszę adoptować psa.

Odpowiedzi (16)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#BRHZI

Nigdy nie przepadałam za swoją bratową, a od jakichś dwóch lat wprost jej nie cierpię. Byłam miła, na początku próbowałam złapać kontakt, ale ni w ząb nie mogłam z nią znaleźć wspólnego języka, ona ucinała wszystkie próby, na nic nie miała ochoty.
Lody? Jest na diecie. Wspólne wyjście do kina/ opery/ teatru? Nie jest zainteresowana. Nie, na spacer też nie pójdzie. Jak przyjeżdżała do mojego domu rodzinnego, przesiadywała w pokoju brata, nawet jeśli on był z nami na dole. Nie przeszkadzało mi to zbytnio, nauczyłam się ją zlewać.

Pałę przegięła, kiedy się zaręczyłam. Od początku przygotowań do ślubu wypomina mi, że kiedy ona chciała mieć wymarzoną sukienkę, to musiała poświęcić wakacje i pracować na magazynie w Niemczech. Że ja niczego nie poświęcam. Że jestem chamska, że rodzice proponują mi, że dorzucą się do mojego wesela itd., itp. Nie dociera do niej, że za wesele płacę tylko ja i narzeczony, a jej wesele sponsorowali jej i moi rodzice.

A teraz najlepsze: bratowa była koleżanką z roku brata, pobrali się zaraz po licencjacie. Ja mam 31 lat, mój luby 36. Oboje pracujemy w wyuczonym zawodzie i nie narzekamy na zarobki.

Co w tym anonimowego? Datę ślubu ustaliłam na 24 grudnia, bo wiem, że na święta bratowa co roku leci do matki do Irlandii. Cała rodzina - poza ślubnym in spe, który zna prawdę - myśli, że marzymy z ukochanym o "cudownym ślubie w zimowej scenerii i magicznej atmosferze świąt", a ja po prostu mam nadzieję, że bratowa i jej dziecko będą tego dnia w Irlandii, a ich rodzinę będzie reprezentował tylko mój brat.
Legendka Odpowiedz

Nie ma co sie przejmowac takimi ludzmi. Ja bym z nia w ogole nie rozmawiala, niech sobie siedzi sama jak dzikuska jakas. Jak sie brat na to nie skarzy to ty sie nie masz czym stresowac.

XX2411 Odpowiedz

A nie pomyślałaś o tym, że będzie chciała by Twój brat (a Jej mąż), towarzyszył Jej w wizycie u Jej rodziny? Lub odwrotnie, że Twój brat będzie chciał by Ona towarzyszyła Jemu podczas Twojego ślubu? Także, Twój plan może wziąć w łeb.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#xaNlT

Mam naturę śmieszka właściwie od zawsze. Tym razem jednak śmieszkowanie pozwoliło mi odkryć swoją pasję.
Była godzina 8:15, gdzieś na jednej z uczelni na południu Polski. Podchodzę pod salę, gdzie czekają już moi znajomi. Witam się z nimi i tak gadamy, po czym słyszę coś, co podsuwa mi genialny pomysł.
Moja znajoma mówi, że w sali obok siedzą pierwszaki, które miały mieć jeden z podstawowych przedmiotów z profesor X. Profesor mi dobrze znana, starsza legenda uniwersytecka. Zawsze była punktualna, chyba że akurat się rozchorowała. Wiadomo, zdrowie już nie te. I tu wyczułam swoją okazję.

Szybkie rozeznanie w planie i dowiedziałam się, że pierwszaki są z tego samego kierunku co my, zresztą mają ten sam przedmiot z panią profesor, który my mieliśmy. Rzuciłam pomysłem do znajomych, żeby podać się za zastępstwo i przeprowadzić dla nich wykład (z sali dobiegały głosy o wyjściu, bo kwadrans minął). Znajomi to podchwycili i powiedzieli, żebym szła i zniszczyła marzenia pierwszaków o wolnej godzinie. Szybko przejrzałam jak wyglądam (akurat miałam tego dnia przedstawiać projekt, więc byłam elegancko ubrana), przyczesałam włosy i wparowałam do sali.

Trochę się zdziwili. A ja tymczasem powiedziałam pewnym tonem, że przysłała mnie pani profesor, bo niestety się nie zjawi i przepraszam, ale korki, więc się spóźniłam. Chwila zaskoczenia, ale łyknęli haczyk i rozłożyli się i przygotowali do notowania moich słów. Czułam się dziwnie, ale nie mogłam już tego przerwać. Zapytałam na czym skończyli i kiedy mi odpowiedzieli nabrałam wiatru w żagle i zaczęłam wykładać.

Szczerze? To najlepszy żart, na jaki mogłam wpaść. Czułam się jak ryba w wodzie, kiedy tłumaczyłam kolejne zagadnienia, rozrysowywałam wszystko. Ten błysk zrozumienia, kiedy łapali o co chodzi sprawiał, że czułam się szczęśliwa mogąc tam być. Też pytali mnie o różne rzeczy i wchodzili ze mną w dyskusję. Wykład poszedł mi tak dobrze, że w sumie kiedy zorientowałam się, że czas zakończyć, część z nich wydawała się być zawiedziona, że to już koniec.

Niestety całość się szybko wydała. Podobno już na kolejnym wykładzie pani profesor przyznała, że się rozchorowała i prosiła kogoś na uczelni, by przekazał, że zajęcia odwołane. I szukała śmieszka, który prowadził te zajęcia, kiedy miało ich nie być. Ale śmieszka nie znalazła (choć bałam się, że ktoś mnie wsypie).
I do dziś nikt nie wie, że to byłam ja. I że niewinny żarcik rozpali moją miłość do nauczania innych.
Marian6660 Odpowiedz

Myślę, że szybko ci przejdzie. Czym innym jest poprowadzenie jednego wykładu wyrywkowo a czym innym 6 razy w ciągu dnia gadanie tego samego z perspektywą, że jutro będziesz musiała powtórzyć to jeszcze 3 razy.

Odpowiedzi (11)
Ala223 Odpowiedz

Całkiem fajna historia!!! Liczę tylko, że kiedyś nie stracisz zaiteresowania nauczaniem

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie