#bGWeL

Jestem studentką. Ostatnio musiałam zmienić mieszkanie, ale okazało się, że w nowym są problemy i muszę przez jakiś czas pomieszkać z moim ojcem i jego narzeczoną w ich domu.

Ojciec cały czas się mnie pyta czy nie chcę gdzieś wyjść/pojechać itp żeby się mnie tylko pozbyć z domu. Mam go dość.
ad13 Odpowiedz

Pocieszna sytuacja, zważywszy, że pewnie kiedyś będziesz go pytać, czy przypadkiem nie chce gdzieś pójść / pojechać ze swoim wnukiem, bo chciałabyś chwilowo pozbyć się go z domu, żeby pobyć sam na sam z mężem ;D

Odpowiedzi (8)
Oretyrety Odpowiedz

Myślę, że to on ma Cię dość.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#IEhot

Dzisiaj zdarzyło się dziwnego.

Byłam w parku rano, po drodze mijałam dość sporo ludzi. Nagle na ścieżce obok zobaczyłam jakąś parkę, z tym, że facet leżał na ziemi, a laska go kopała. Ścieżka była zasłonięta krzakami, zresztą akcja działa się szybko, więc podeszłam tylko ja i jakiś młodszy chłopak idący tamtą ścieżką. Laska zaczęła odchodzić, więc krzyknęłam, żeby wróciła i wyjaśniła co się stało, na co dostałam tylko jakieś wulgarne słowo i palec wskazujący.

Chłopak pomógł temu kolesiowi wstać, na szczęście nie było niczego poza siniakami i lekkim szokiem z jego strony. Powiedział, że laska to jego znajoma, i choć miała skłonność do agresji i wulgaryzmów, to nigdy nie zachowała się tak brutalnie, mimo, że znają się kilka lat. Razem z tamtym chłopakiem daliśmy mu numery w razie gdyby kiedyś zdecydował się na rozprawę sądową, tymczasem nie chciał jechać na policję. Nie chciał wzywać karetki, bo to tylko kilka siniaków. Mówił, że idzie akurat do domu i będzie z nim kilka osób w razie gdyby źle się poczuł. Powiedział, że kopnięcia poleciały głównie w brzuch, nie w żebra. Cały czas myślę o tej sytuacji.
GeddyLee Odpowiedz

Mężczyzn doświadczających przemocy domowej jest niewiele mniej niż kobiet, ale niemal nikt nie traktuje ich poważnie.

Odpowiedzi (7)
Tradycjonalista Odpowiedz

A szkoda bo wariatkę powinno się odizolować

Zobacz więcej komentarzy (4)

#Myhnb

Mam 32 lata. Do tej pory nie miałam szczęścia do facetów. Kiedyś miał być ślub, ale wyszło inaczej.

Poznałam w końcu faceta, który jest dla mnie dobry. Jestem z nim od roku i mimo, że mam swoje mieszkanie nie możemy zamieszkać razem... Powodem są zwierzęta. A w zasadzie jedno zwierzę. Od kilku lat on ma psa rasy uznawanej powszechnie za agresywną. Pies może nie jest agresywny, ale waży niewiele mniej ode mnie i po prostu się go boję. Nie jest wychowany tak jak powinien. Ja mam gryzonie. Nie ma opcji żeby zamieszkać razem na 40m w bloku. O przeprowadzce do niego też nie ma mowy. Nie mogę od niego wymagać żeby oddał psa, bo sama zwierzęta traktuję jak członków rodziny, ale nie mam pomysłu jak rozwiązać ten pat.

A teraz anonimowa część wyznania. Do głowy same przychodzą mi myśli, żeby pozbyć się psa, otruć go. Nigdy żadnego zwierzęcia bym nie skrzywdziła i nawet nie wiem czym i jak miałabym to zrobić, ale te myśli po prostu się pojawiają.
ad13 Odpowiedz

Co znaczy, że pies nie jest wychowany tak, jak powinien? Czym się to konkretnie objawia? Czy sprawia jakieś problemy (jakie)? Czy jest coś, co sugeruje, że ten pies i te gryzonie nie mogłyby żyć pod jednym dachem? Co dokładnie jest powodem tego, ze przez rok nie nabrałaś do niego zaufania i wciąż się go obawiasz, mimo że nie jest agresywny?

Może to po prostu kwestia problemów komunikacyjnych na linii Ty-pies, w sensie, że jeszcze nie dość dobrze potrafisz odczytywać sygnały, które on daje otoczeniu (a robi to na pewno), przez co trudno Ci przewidywać jego zachowania, i stąd Twoja niepewność? Strach nie jest jakąś super bazą wyjściowa do pracy, bo pies emocje wyczuwa bezbłędnie i może mieć to spory wpływ na jego zachowanie, ale taka praca, pod okiem doświadczonego(!) w tematach komunikacji(!) behawiorysty, jest jak najbardziej możliwa, może przebiegać naprawdę fajnie (i dla Ciebie, i dla psa), oraz całkiem szybko dać dobre efekty w postaci początku naprawdę przyjemnej relacji.

Chcę wierzyć, że sytuację uda się poprawić i pies nie będzie musiał płacić za Twój (póki co nie wiem czy uzasadniony) lęk, bo ani on niczym sobie na to nie zasłużył, ani też facet nie zasługuje, by stracić zwierzę, z którym zapewne jest emocjonalnie związany.
Jeżeli będą potrzebne namiary na osoby mogące pomóc bezpośrednio, daj znać, bo chociaż sama od lat aktywnie w tym środowisku nie działam i mogę tylko wspomóc radą na odległość, to sporo kontaktów (porozrzucanych po kraju), mi pozostało, i może akurat któryś z nich by tu posłużył. Jednak na pewno najpierw musiałabym sporo więcej się o psie dowiedzieć, a do ustalania konkretów i polecania specjalisty nie posłużyłaby ta tutaj stronka.

Odpowiedzi (3)
Esza Odpowiedz

Jak można mieć psa rasy agresywnej i nie zadbać o jego ułożenie. Takie sytuacje właśnie kończą się tragediami. Twój partner nie jest chyba przesadnie odpowiedzialnym mężczyzną. Pewnie chciał sobie pieskiem przedłużyć to i owo.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#JNdFy

Moim największym marzeniem jest to żeby przywalić mojemu ojcu, który bił mnie przez tyle lat za byle co, bo tak bardzo go nienawidzę. Jedyne co mnie powstrzymuje to fakt, że na sto procent by mi oddał. Jestem kobietą, kurtyna zapadła.
ad13 Odpowiedz

Nienawiść to toksyczne uczucie, wypalające, wyniszczające wewnętrznie. Zdrowsza od niej jest obojętność - stan, gdy taka osoba, staje się dla Ciebie nikim, przestaje istnieć jako człowiek i nie wyzwala już w Tobie kompletnie żadnych, nawet najmniejszych emocji - ale do niej prowadzi zazwyczaj długa droga. Czasem przychodzi po latach wewnętrznych zmagań, a czasem dopiero po latach terapii, jednak jeżeli przyjdzie, to zawsze przynosi ze sobą ukojenie i poczucie wewnętrznej siły.

(Wyjaśniam, żeby uniknąć nieporozumień: tak - wiem skąd w autorce takie emocje; nie - nie odmawiam jej do nich prawa; tak - celowo wspomniałam o terapii pomagającej w ich uwolnieniu i uporządkowaniu, bo jest ofiarą przemocy; nie - nie uważam, że to jest proste.)

Odpowiedzi (1)
Kars Odpowiedz

Nie odda Ci, jak przywalisz mu piłą łańcuchową

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#wynI2

Jak miałam jakieś 3-4 latka, poszłam z mamą do kościoła. Mama miała zamiar się wyspowiadać, więc stanęła ze mną w kolejce. Ksiądz na chwilę wyszedł z konfesjonału, po czy tam wrócił. Mała ja nierozumiejąca co to spowiedź krzyknęłam na cały kościół:
- Mama, przed kim ten pan w sukience się chowa w szafie?

Obraziłam się na mamę, że nie doczekałam się odpowiedzi :D
ad13 Odpowiedz

Ludzie w kościele byli zdziwieni, że małe dziecko nie wie na czym ta ich dorosła zabawa polega? Toż chyba musieliby nigdy wcześniej żadnego dziecka nie spotkać, tak bardzo nic w tym nie było nietypowego.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#7H7QH

To stało się rok temu, ale skutki zaczęłam odczuwać niedawno.
W listopadzie w 2019 roku miałam wypadek. Nic strasznego, zwykła stłuczka na drodze, samochód już dawno wyklepany i jeździ, nikomu nic się nie stało, ale...

Od dłuższego czasu odczuwam duży stres kiedy pomyśle o jeździe samochodem. Czy to jako kierowca czy pasażer. Cały czas przed oczami mam wypadki, katastrofy związane z samochodami i tym podobne.



Nie wiem skąd się to wzięło, bo przez pewien czas jeździłam bez żadnego problemu, a wręcz bym powiedziała, że jazda sprawiała mi przyjemność i była rodzajem relaksu. Teraz trzęsę się na myśl o tym, ze muszę wsiąść i pojechać, jestem zdenerwowana i długo potem muszę odchorowywać dłuższe drogi.
Najgorsze jest to, że moja praca, przynajmniej dotychczas, opierała się na przemieszaniu między miastami i niestety pociągi czy busy nie wchodzą w grę, z kolei najlepsze jest to, że przynajmniej nie mam wymówki aby unikać samochodu i staram się przezwyciężać lęk.
Kars Odpowiedz

Psychoterapia byłaby tu ok, by poradzić sobie z traumą. Po tego typu wypadkach/incydentach można sobie doskonale poradzić samemu, ale też zacząć się skrajnie bać, snuć wizje jak to w Twoim przypadku ma miejsce.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#ylLI7

Mam prawie 50 lat i piętnastoletnią córkę. Ona jest doskonałym dowodem na to, że bezstresowe wychowanie nie zawsze działa.

Od zawsze mówiłam do niej na spokojnie, starałam się jej wszystko tłumaczyć, nigdy w życiu jej nie uderzyłam. Do pewnego momentu. Pewnego dnia nazwała mnie tu cyt: ty ku*wo je*ana. Tylko dlatego, że powiedziałam do niej aby posprzątała pokój bo jest brudno. Potem było coraz gorzej. Zaczęła na mnie wyklinać i mnie wyzywać dlatego, że chciałam aby wyniosła kubek do zlewu, aby wróciła już do domu bo była za długo na podwórku, bo zaczynała szlajać się z podejrzanym towarzystwem.

Oczywiście pytałam się jej dlaczego tak do mnie mówi, a ona za każdym razem mówiła: c*uj cię to obchodzi stara ku*wo, odpier*ol się ode mnie, a następnie zamykała się w pokoju trzaskając drzwiami. Nic nie dawało rezultatu, ani odbieranie kieszonkowego, ani odbieranie telefonu, w końcu zaczęłam stosować tak zwany areszt domowy. I to nie pomogło, gdyż dla mojej córki zawsze udało się wymknąć z domu. W końcu przyszło nieuniknione. Moja córka mnie uderzyła. Na początku delikatnie z liścia. Później zaczęła pięściami bić. Ja oczywiście dalej trzymałam się twardo i jej nie biłam.

W końcu nie wytrzymałam. Gdy tylko zobaczyłam, że córka się nakręca, przywaliłam jej tak mocno z liścia, że zakręciła się wokół własnej osi dwa razy (byłam od niej dwa razy wyższa i przynajmniej dwa razy szersza, więc to nie było trudne). Dopiero wtedy wrzasnęłam na nią: co ty odpier*alasz, poje*ało cię? Pobiegła z płaczem do swojego pokoju i jak zwykle trzasnęła drzwiami. Na drugi dzień przyszła do mnie do pokoju ze łzami w oczach. Dopiero wtedy zaczęłyśmy rozmawiać. Dowiedziałam się, że ją tłuką bez powodu w szkole, a wszystkie negatywne emocje wyładowywała na mnie w domu. Po tej sytuacji zmieniłam dla córki szkołę, zapisałam ją do psychologa i na terapię.

Tak skończyła się moja historia. A ile jest historii, w których rodzice całe życie biją dzieci, bądź są przez nie bije i nigdy nie dowiadują się dlaczego? Tak wiem, że to ma niewiele wspólnego z bezstresowym wychowaniem, jednak mimo wszystko nie żałuję, że ją uderzyłam. W przypadku mojej córki musiał być jakiś impuls aby ta zaczęła ze mną rozmawiać.

Ps. Zapytacie się pewnie o ojca dziecka. Otóż nie jestem z nim od lat, nigdy nie interesował się dzieckiem.
Ps. 2. Zapytacie się dlaczego nie wzięłam córki wcześniej do psychologa. Otóż cała sytuacja działa się w ciągu roku i nie bardzo miałam kiedy wziąć jej do psychologa.
rocanon Odpowiedz

Zarówno tzw. bezstresowe wychowanie, jak i bicie, czy znęcanie się nad dziećmi jest równie złym rozwiązaniem.

Odpowiedzi (3)
ohlala Odpowiedz

Wątpię, abyś naprawdę wiedziała jak prowadzić bezstresowe wychowanie i właśnie stąd wzięły się problemy.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#oMnne

Jako że niedługo zbliżają się walentynki, to przypomniała mi się związana z tym historia sprzed dwóch lat. Z chłopakiem lubimy dawać sobie prezenty, więc walentynki to kolejna dobra okazja. Więc pytam się go co by chciał na co on:

- Nowe opony do auta.

Wyśmiałam ten pomysł, wyobrażam sobie nowe opony, pięknie ozdobione czerwoną kokardą.
Novara Odpowiedz

A ty jakbyś dostała buty, to piszczała byś z radości.

ad13 Odpowiedz

O czerwoną kokardę też prosił? Nie rozumiem co w tym śmiesznego, chodzi o cenę tych opon, czy o co?

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#CAnPk

Przed nami 29. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy!

Strona Anonimowe.pl postanowiła wesprzeć tegoroczną zbiórkę. Ty też możesz pomóc, więc jeśli chcesz, to dorzuć grosika do naszej skarbonki. Wystarczy wpłacić jakąkolwiek, nawet najmniejszą kwotę, bo każda złotówka się liczy. Pomóżmy dzieciakom, bo pomagać warto!

Skarbonka znajduje się pod adresem: https://eskarbonka.wosp.org.pl/8h9tb6
ZwyklyMaszynista Odpowiedz

***** ***
Xyz

Odpowiedzi (1)
Corazwiecejpustki Odpowiedz

Uwazam, ze prosty fakt istnienia czegos takiego jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, jest dowodem na makabryczne, warte karania, zaniedbania Panstwa i jego Obywateli. Przeciez panstwo, w sensie firmy, ma dochody z podatkow. Duze dochody.
No i na co je przeznacza?
***** ***, tak nawiasem.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#pUl5G

Moja była, ówczesna narzeczona, zostawiła mnie po dość burzliwej końcówce naszego związku. Nie byłem wówczas idealnym partnerem, ale kochałem ją bezgranicznie. Tak czy siak okazało się, że już ładnych parę miesięcy przed rozstaniem flirtowała dość mocno z kolegą z pracy, a ponadto szukała pocieszenia w ramionach mojego najlepszego wówczas kumpla (wszyscy troje znaliśmy się ze studiów) - co prawda się z nim nie przespała, ale i tak czułem się zdradzony podwójnie.
W każdym razie już po naszym rozstaniu (z którym kompletnie nie potrafiłem się pogodzić) wielokrotnie się ze mną kontaktowała. Głównie po to, żeby stwierdzić, iż przeze mnie nigdy nie będzie mogła mieć dzieci (WHAT?!). Oczywiście niezbyt długo po naszym rozstaniu czekała, aby zamieszkać z kolegą z pracy, o którym mowa wyżej. Niezbyt długo też Bóg czekał ze spełnieniem cudu w postaci ciąży, która jej się przydarzyła (WHAT?!). Słyszałem, że podobno są razem całkiem szczęśliwi.

Jakiś rok temu moja kuzynka i dobra przyjaciółka opowiedziała mi, jak to na wyjeździe integracyjnym w swojej nowej pracy poznała BARDZO blisko jednego kolesia. "On wcześniej pracował tam, gdzie twoja była, więc pewnie się znają".
Nom, znają się. Są podobno szczęśliwym małżeństwem...

Moja była ani ode mnie, ani od mojej kuzynki nigdy nie dowiedziała się o zdradzie swojego męża. To pewnie byłoby bardzo przyjemne uczucie rozbić ich związek. Ale jeszcze przyjemniejszym uczuciem jest świadomość, że ona kocha go zapewne bezgranicznie tak jak ja kiedyś ją i pewnego dnia przeżyje całkiem niemiłe rozczarowanie.

A swojej byłej koniec końców jestem bardzo wdzięczny. To była moja pierwsza, dorosła miłość, ale kochałem ją tak bardzo, że nie potrafiłem nabrać do tego uczucia dystansu i robiłem wieeeele głupich rzeczy, aby tę miłość udowodnić, co dość często bywało żałosne...
W niecały rok po rozstaniu z nią poznałem swoją obecną żonę. Z błędów młodości i związku z poprzednią kobitą wyciągnąłem masę wniosków. Dzięki temu jestem obecnie nieprawdopodobnie szczęśliwy. Dwa miesiące temu urodziła nam się córka, za tydzień wspólnie przeprowadzamy się do innego kraju i traktujemy to jako fantastyczną przygodę.

Gdyby moja była mnie wtedy nie zostawiła i nie dała mi swoim postępowaniem tak okrutnej nauczki na przyszłość, pewnie nigdy nie poznałbym swojej obecnej żony. Dlatego z wdzięczności nigdy nie powiem jej o zdradzie jej męża. A fakt, że w dłuższej perspektywie moje milczenie może jej w przyszłości przysporzyć jeszcze więcej cierpienia, to już nie mój problem, no nie?
Ekoniks Odpowiedz

Chyba nie jesteś zbyt szczęśliwy, skoro tak przeżywasz tamten związek, że aż odczuwasz chorą satysfakcję na myśl o krzywdzie byłej.

Serwatka31 Odpowiedz

Co znaczy
"a ponadto szukała pocieszenia w ramionach mojego najlepszego wówczas kumpla (wszyscy troje znaliśmy się ze studiów) - co prawda się z nim nie przespała, ale i tak czułem się zdradzony podwójnie."?

Że miała romans, ale romans nie zaszedł jeszcze daleko, że się czepiasz, że się przyjaźnili, czy że w ogóle Twój przyjaciel próbował ją przepraszać i pocieszać za Ciebie?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie