#X15Ip

Od roku mieszkam ze swoim narzeczonym i jego bratem. Jego brat - no przyznam - nie grzeszy mądrością i jest żartownisiem. Ale jest jeszcze coś - jest gejem. Ich rodzice o tym jeszcze nie wiedzieli do niedzieli. Nie wiedział jak im o tym powiedzieć. Obawiał się ich reakcji. Ale przejdźmy do rzeczy. :)

Jak typowa polska rodzina zaprosiliśmy moich przyszłych teściów na obiad. Z okazji tego, że to ja i mój narzeczony im to zaproponowaliśmy mój przyszły szwagier oznajmił, że nie zamierza spędzić niedzielnego popołudnia w domu i że o takich rzeczach powinniśmy mu mówić wcześniej, a nie w ostatniej chwili. Przymknęliśmy na to oko i sami wszystko przygotowaliśmy, a on poszedł się bawić.

Rodzice narzeczonego przyszli. Zaczęły się pogawędki i te sprawy. Nadszedł dość późny wieczór. Słyszmy jak ktoś otwiera drzwi (mamy jadalnie naprzeciwko drzwi, więc od razu widzieliśmy, że to mój przyszły szwagier). Nie przyszedł sam. Był z nim jakiś chłopak (Mateusz) i widać, że obydwoje mało nie wypili. Moj szwagier zaczyna coś śpiewać i mówić do Mateusza. Wszyscy byliśmy zdezorientowani i nie wiedzieliśmy co zrobić, ale mama mojego narzeczonego od razu wkroczyła do akcji. Zaczęła krzyczeć, że czemu wraca tak pijany do domu itp. Facet nie fatygował się.
- Mamo, tato! Jestem pedałem.
Po tych słowach chwiejnie zaczął wychodzić po schodach i śpiewać do chłopaka, którego zostawił przy drzwiach
- Mateuszku, czekam na ciebie w łóżku.
Mina moich przyszłych teściów była bezcenna, a mój narzeczony nie mógł powstrzymać śmiechu.
Przekliniak Odpowiedz

"Mateusz, wajhę przełóż"

Anda Odpowiedz

Ok, to nawet było zabawne

Zobacz więcej komentarzy (1)

#3aNxX

Będąc 17-latkiem zawsze miałem ochotę na wiadome rzeczy. ;) Niestety nie miałem dziewczyny, co oznacza, że nie mogłem się zaspakajać inaczej niż samodzielnie. Pewnego razu będąc na spacerze wieczorem zobaczyłem pewną kobietę w wieku około 40-letnim, która prosiła przechodniów o parę złotych na piwo, a więc po dłuższej chwili postanowiłem podejść do niej i zaproponować „parę złotych”.

Ona zdziwiona, że tak chętnie proponuje jej pieniądze zapytała się, czy coś chce w zamian.... ja nie wiele myśląc zaproponowałem „loda” kobieta nawet nie mrugnęła tylko się zgodziła, zapytała się tylko jeszcze czy lubię takie starsze itp. Poszliśmy w bardziej odludne miejsce za garażami gdzie mi zrobiła dobrze, niestety trwało to tylko kilka minut, bo więcej nie chciała, wtedy wypaliłem z propozycja żebyśmy zrobili to tu i teraz, gdy się zgodziła zauważyłem, że była już prawdopodobnie pod wpływem alkoholu.

Cały stosunek trwał może z 15 min potem skończyłem w niej i ze strachu pod byle, jakim protestem ulotniłem się. Nadal mnie nachodzą myśli, choć minęły już z 3 lata czy może zaszła ona w ciąże.... że urodziła moje dziecko.
gitarzystka Odpowiedz

Na Twoim miejscu bardziej przejęłabym się możliwością zarażenia jakąś chorobą.

Caldas Odpowiedz

A nie naszła Cę myśl, że mogła Cię czymś zarazić?

Zobacz więcej komentarzy (2)

#nSi3E

Słowem wstępu, jestem 24-letnim facetem. Jestem też zdania, że każdy człowiek ma prawo do decydowania o swoim życiu i o tym, jak chce je przeżyć. Uważam, że jeśli dwoje dorosłych ludzi się kocha i chce być razem, to nikt nie powinien się do tego wtrącać.
Ostatnio coraz częściej słyszy się o środowisku LGBT. Organizują różne akcje i parady. Niedawno także w moim mieście odbywał się tzw. marsz równości. Nie brałem w nim udziału, ale oglądałem później zdjęcia w Internecie. Większość ludzi biorących w nim udział wyglądała naprawdę zwyczajnie, a charakteryzowały ich jedynie tęczowe flagi, przypinki albo kolorowe dodatki.
Jednak na marszu pojawiło się także kilka pewnych, nazwijmy ich "osobliwości":
- wielki i gruby facet w obcisłej sukience, kolorowej peruce i ostrym makijażu,
- młody chłopak ubrany w różową księżniczkową sukienkę,
- chłopak w czarnym gorsecie i czarnych, skórzanych spodenkach.
Niby każdy ma prawo wyglądać i nosić się, jak chce, ale tak sobie myślę, że media często wychwytują jedynie takie "osobliwości" i pokazują, że właśnie tak wygląda całe środowisko LGBT. Nie każdy zauważa, że przeważająca większość uczestników marszu to zwyczajni ludzie. Poza tym nie każda osoba na marszu to gej czy lesbijka, ale to także członkowie ich rodzin i przyjaciele. Czuję się zwyczajnie zażenowany patrząc na takich przebierańców i według mnie, takie paradowanie po mieście przyniesie wręcz przeciwny skutek, niż zamierzony, a na pewno nie przybliży do akceptacji przez społeczeństwo.

Jestem gejem. Od prawie 5 lat jestem w związku z mężczyzną, który jest także moim najlepszym przyjacielem. Nie czuję potrzeby chodzenia na marsze, ubierania kolorowych ciuchów i machania tęczową flagą z okrzykiem "jestem homo, zaakceptujcie to wy homofoby". Jedyne czego tak naprawdę chcę to spokój, żeby nikt nie właził z butami w moje życie, żeby pani z osiedlowego sklepu nie patrzyła na mnie z obrzydzeniem, żebym nie musiał się bać, że ktoś mnie kiedyś napadnie na ulicy, bo nie podoba mu się sposób, w jaki żyję. Ja nikomu nie narzucam tego, jaki jestem i nie chcę, aby ktoś narzucał się mnie.
Ot, takie moje przemyślenia...
nihonto Odpowiedz

Właśnie, ja się z tymi paradami nie identyfikuje. Parada równości w założeniu miała pokazać, że ludzie o innej orientacji są tacy sami jak reszta. Jednak jak widzę takich przebierańców to mi się robi nie dobrze, bo to nie jest pokazanie, że jest się taki sam jak inny i równy tylko pokazać chyba swoje zboczenia.

OperatorBetoniarki Odpowiedz

Właśnie o to chodzi że w środowisku LGBT są zarówno debile jak i normalni zwyczani spoko ludzie, tacy jak autor :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#hpYSs

Mój ojciec prawie całe życie był alkoholikiem. Nocne kłótnie i bójki z mamą, wybijane szyby i krzyki były dla małej mnie normalnością. Choć przez większość mojego życia nie zdawałam sobie do końca sprawy z powagi sytuacji, to gdy weszłam w wiek dojrzewania zaczęłam mieć trochę problemów psychicznych. Nerwica lękowa, depresja... Moja mama niestety nabyła czegoś w stylu syndromu sztokholmskiego i mimo, że ojciec pół życia się nad nią znęcał i nie dawał spać w nocy, to ona nigdy nie chciała nigdzie go zgłosić i chociaż spróbować pozbyć się problemu.

W ostatnim czasie znienawidziłam ojca. Do tej pory był mi obojętny. Nie chciałam tylko, żeby robił krzywdę mamie. Fakt, często płakałam, bo marzyłam o życiu, gdzie zachowywałby się on jak normalny, kochający tata. Ostatnio coś we mnie jednak pękło. Zdałam sobie sprawę przez to, że przez niego mam problem w kontaktach z ludźmi, bo boję się, że ich polubię lub pokocham, a oni staną się takimi zwierzętami jak on.

Dlatego od jakiegoś czasu życzę mu śmierci. Chcę, żeby zdychał w męczarniach i żeby nikt nie był mu w stanie pomóc. Ostatnio miał wypadek, który po czasie przerodził się w coś poważniejszego. Nocami dużo krzyczał z bólu, a był kompletnie nawalony i do tego brał silne leki przeciwbólowe, więc sprawa była poważna.
Ja jednak słysząc jego agonię uśmiechałam się.
Nie jest mi z tym źle. Nadal chcę żeby zniknął z tego świata.
CzarnaSowa Odpowiedz

Trudno cię winić.

Sennymisiek Odpowiedz

Ciekawe ile ludzi, którzy piszą o karmie wierzy w reinkarnacje.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#lJr98

Za każdym razem, gdy ktoś mówi, że jestem głupsza od Julii, to przypominam sobie jak w wieku pięciu lat wmawiałam jej, że jako jedyna jest adoptowana, a ona w to wierzyła.

Jesteśmy bliźniaczkami.
Zozol Odpowiedz

Gdyby uwierzyła to w wieku 15 lat to faktycznie byłoby to przejawem głupoty. 5 lat... Dziecko w tym wieku jest w stanie uwierzyć niemalże we wszystko.

Odpowiedzi (1)
bazienka Odpowiedz

jednojajowymi?

Zobacz więcej komentarzy (3)

#1CgBM

#2TcpG - to moje wyznanie o bracie, który mnie molestuje. Przeczekałam kilka nocy, ale on nadal to robi. Odważyłam się powiedzieć o tym rodzicom i że chciałabym spać w salonie. Nie uwierzyli mi. Spać w salonie nie mogę, bo moi dziadkowie rządzą tym domem i oni powiedzieli, że mam nie zmyślać i spać z bratem, a w salonie się nie śpi tylko przyjmuje się gości.

Brat niestety odważył się zgwałcić mnie. Na szczęście nie udało się mu. Musze przeczekać jeszcze kilka miesięcy (albo lat :( ) żeby rodzice znowu zaczęli więcej zarabiać i przeprowadzimy się gdzie indziej.
doznudzenia Odpowiedz

Musisz znalezc jakiegos innego doroslego i o tym powiedziec. Moze jakas normalna nauczycielka, moze matka przyjaciolki, ktos kto ogarnie rodzicow, a jeszcze lepiej zabierze Cie na policje. To nie jest normalne. Brat bedzie sobie pozwalal na wiecej, bo teraz ma ciche przyzwolenie rodzicow i dziadkow. On znow sprobuje Cie zgwalcic. Bron sie jak tylko sie da, jesli jednak by do tego doszlo to idz na policje, sama, nawet w srodku nocy, bo rodzice beda sie wykrecac i Ci nie pozwola. W takiej sytuacji smiem twierdzic, ze lepiej by Ci bylo w domu dziecka albo w rodzinie zastepczej.

Odpowiedzi (1)
aivil21 Odpowiedz

Aż człowieka krew zalewa, jak takie rzeczy czyta... Autorko bardzo mi przykro z powodu twojej sytuacji, ale mam dla ciebie radę: jak znów zacznie się dobierać do ciebie, ty dobierz mu się do krocza - uderz z całej siły, czy nawet złap i złam. Jeśli nie możesz liczyć na bliskich zacznij się bronić. Myślę, że zwijanie się z bólu sprawi, że odechce mu się czegokolwiek. Odwagi autorko, trzymaj się!

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#p4N5A

Od zawsze straszliwie bałam się wszelkich pajęczaków, lecz nigdy żadnego nie zabiłam. Zakryta od stóp do głów w goglach i chuście cierpliwie łapałam wszystkie w miskę i gazetę wynosząc na dwór. Tydzień temu siedząc około 3 w nocy na fotelu poczułam gilgotanie na udzie, gdy spojrzałam zobaczyłam dość dużego, ale chudego pajączka. Nie myśląc wiele wzięłam go do ręki odstawiając na podłogę patrząc jak oddala się w kierunku stolika do kawy. Chwilę zajęło mi rozumienie, co właśnie zrobiłam, nigdy nie byłam z siebie równie dumna niż w tej chwili.
Cope Odpowiedz

Brawo! U mnie niestety lądują pod pantoflem :/

Odpowiedzi (1)
CzekoladaPsa Odpowiedz

Ja bym od razu zabiła skubańca!

Zobacz więcej komentarzy (7)

#W3w9H

Ot historia z przed lat już prawie dziesięciu.

Ja, młody, ambitny absolwent technikum informatycznego stwierdziłem, że żeby nie obciążać rodziny udam się na studia zaoczne i będę równolegle zarabiał choćby na same studia.

Pracy jednak nie było, na szczęście udało się jakieś szkolenia finansowane z unii wyłapać. Po szkoleniach półroczny staż. Grupa podzielona parami, każda para do innego miejsca pracy. Mi trafił się Ośrodek Pomocy Społecznej.

Na stażu, jak to na stażu, byłem takim przynieś-wynieś-pozamiataj. Moją opiekunką stażu była bardzo miła, niestety niepełnosprawna pani, ze sporą wiedzą, ale też ambicjami Szybko skumplowałem się z tamtejszym IT. Jak się okazało - na krótko. Szybko złożył wypowiedzenie.

Wyobraźcie sobie moje zdziwienie jak dowiedziałem się, że przejmuję jego obowiązki! Przypominam, że ciągle byłem stażystą, więc każdy wykorzystywał mnie do każdej możliwej pracy. Tak więc robiłem backupy serwerów, aktualizacje oprogramowania, modernizowałem sieć, ale też pisałem zaświadczenia, pomagałem przy wywiadach środowiskowych, wypisywałem koperty, nosiłem pocztę itd...

Okazało się też, że moja opiekunka stażu wcale nie jest taka miła jak się wydawało. Wychodziła z założenia, że jeżeli ona ze swoimi problemami coś może (przypominam, że była niepełnosprawna) to inni też. A była drobiazgowa i pedantyczna. Potrafiła wielokrotnie zwracać gotowy projekt graficzny (tak, zajmowałem się też robieniem wizytówek, grafik i innych zabaw graficznych), tylko po to żeby po naniesieniu zmian, znalazła nowe problemy i nowe zmiany. A potem następne. I następne... Do tego ciągłą krytyka, szpiegowanie facebooka, "dywaniki" i opierdol za wszystko, co jej nie pasowało.

Nie mogłem zakończyć stażu, bo był warunek, że muszę znaleźć pracę inaczej będę musiał całe stażowe zwrócić.

Na miesiąc przed końcem stażu nie wytrzymałem. Chciałem się powiesić. Uratował mnie kumpel, który przypadkiem stwierdził, że zobaczy co u mnie.
Na drugi dzień wróciłem do pracy. Byłem jak zombie.
Na szczęście w połowie dnia kumpel zadzwonił do mnie, że ma dla mnie pracę w firmie, w której pracuje. Następnego dnia już się nie pojawiłem na stażu.

Tak. IT zwolnił się z tego samego powodu. Niestety niezgodnie z przepisami podlegał pod tą panią a nie pod dyrektora placówki.
Cope Odpowiedz

Cieszę się, że dałeś radę. A co do tamtej kobiety, to mam nadzieję, że ktoś jej utarł nosa!

Zobacz więcej komentarzy (2)

#u4cZF

Z moim mężem jestem od ponad dziesięciu lat. Wszystko zawsze się dobrze układało. Kilka lat temu przeprowadziliśmy się do własnego domu. Było wspaniale. Mąż musiał jednak coraz więcej pracować, ja wychowywałam nasze kilkuletnie dzieci. Ponieważ żyliśmy w nowym otoczeniu daleko od rodziny szukałam i nawiązałam wiele nowych znajomości. Bardzo się cieszyłam, jak w sąsiedztwie wprowadziła się rodzina taka jak my. Nasze dzieci bawiły się często razem.

Po jakimś czasie, trochę niepostrzeżenie zaprzyjaźniłam się z mężem sąsiadki. Był przystojny, wykształcony, komunikatywny i często rozmawialiśmy razem, gdy wracał z pracy. Mój mąż z powodu problemów finansowych firmy, w której pracował, coraz częściej wracał późno. Wieczorami opowiadał o swoich problemach, ja tylko udawałam, że słuchałam. Po jakimś czasie przestaliśmy wspólnie siadać do stołu. Przestało mnie interesować, kiedy wracał do domu. Wyobrażałam sobie jak byłoby fajnie żyć z nowym znajomym z sąsiedztwa.

Mąż bliski załamania nerwowego zmienił prace na mniej płatną. Z powodu kredytu było dużo ciężej z opłaceniem wszystkich rachunków. Nie chciałam jeszcze iść do pracy, bo dzieci były małe. Opamiętałam się dopiero, gdy rodzina z sąsiedztwa się wyprowadziła. Jak się później okazało mój nowy znajomy pozostawił swoja rodzinę dla dużo młodszej koleżanki z pracy. Ja zostałam z moją rozpadającą się rodziną. Czułam się strasznie, że emocjonalnie zdradziłam męża. Udało mi się szybko „odbudować” rodzinę jednak straciłam zupełnie szacunek dla samej siebie.

Dopiero jak wyrzuciłam wszystko z siebie i opowiedziałam mężowi o mojej emocjonalnej zdradzie byłam w stanie normalnie żyć. Mąż opowiedział, jak czuł się w tym czasie samotny i chciał się wtedy wyprowadzić. Niekiedy trzeba wszystko wyrzucić z siebie, aby nie stracić szacunku do samego siebie…
LisaRowe Odpowiedz

Dobrze, że się wyprowadzili, bo inaczej to Ty byś była winna rozpadu małżeństwa - jego i swojego.
Szkoda Twojego męża, ale mam nadzieję, ze odbudowaliście relacje.

Arszenik Odpowiedz

"Nie chciałam jeszcze iść do pracy, bo dzieci były małe." - jak się ma kredyt na głowie, a żywiciel rodziny ledwo wyrabia, to się nie zasłania dziećmi, tylko się zabiera do roboty. Są opiekunki, żłobki, przedszkola. Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem kobiet, które wolą siedzieć w domu i żerować na mężu, zamiast ruszyć dupsko i wziąć się do pracy.

Odpowiedzi (18)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#fw4fN

Byłem włamywaczem.
Znaczy tylko raz, posłuchajcie zanim zlinczujecie.
Mając 15 lat pierwszy raz w życiu miałem przyjaciela. Nigdy nikt się o mnie nie troszczył i nikogo nigdy nie obchodziłem, więc pojawienie się takiej osoby to był dla mnie szok.

Ten ktoś miał problemy psychiczne oraz miał dziewczynę. Pewnego dnia ta dziewczyna mi napisała, że mój przyjaciel nie odbiera i nie odpisuje na sms'y i podejrzewa, że on właśnie popełnia samobójstwo. Ja szybko się ubieram i pędzę do jego mieszkania. Walę w drzwi ponad 5 minut - nic. To wchodzę na balkon (mieszkanie na parterze) i patrzę czy jest w domu - nic. Miał zamontowane bardzo stare okna, takie drewniane, więc bez problemu otworzyłem je z zewnątrz (to jest proste) i wszedłem do domu. W salonie, w kuchni, w łazience i jego pokoju go nie ma. Na stole leży jego telefon z miliardem nieodebranych połączeń. Czyli chyba nie tnie się w wannie, ok, spadam stąd. Wychodzę, zamykam okna, zeskakuję z balkonu i idę do mojego domu.

A tu on z ojcem wracają z zakupów. Nie wziął telefonu, bo chciał odpocząć od swojej dziewczyny. No to idziemy do niego do domu, bo kupił czipsy i energetyki i będziemy grać w Diablo. Ja cały obesrany odpowiadam "no pewnie".

Wchodzimy. Widzimy ślady butów. Trawę. Na oknach jest odcisk dłoni. Dzwonimy na policję. Przyjeżdża patrol, patrzy, bada. "Panie, pewnie jakieś dzieci się przy oknie bawiły. Nie było włamania, bo nie ma żadnego śladu na oknach. Po za tym nic nie zginęło." i odjeżdżają.

Kumpel i jego ojciec cali wkurw.. bo wiedzą, że włamanie było, no ale co zrobią. Nic nie zginęło, wszystko na miejscu, drogie telefony leżące na stole dalej tam leżą. Założyli więc tylko kraty na balkonie i tyle.

I on już nigdy się nie dowie, że to ja się do niego włamałem, bo chciałem wiedzieć, czy on jeszcze żyje, czy może już się wykrwawił w wannie.
PS: nie jesteśmy już przyjaciółmi (przyjaźniliśmy się 5 lat). Powiedział, że to koniec naszej przyjaźni i mam się pier***ić, bo nie chcę być z siostrą jego nowej dziewczyny, ani nawet jej przelecieć.
rollsandbooks Odpowiedz

PS mnie rozwalił 😂

czolgista1990 Odpowiedz

czyli tak na prawde przyjaciółmi nigdy nie byliście, co najwyżej dobrymi kumplami

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie