#RdSNl

Jestem 18-letnim chłopakiem, wychowanym w na pozór normalnym domu. Jednak tak naprawdę wszystko wyglądało całkiem inaczej.

Odkąd pamiętam w moim domu cyklicznie powtarzały się burzliwe kłótnie pomiędzy rodzicami, po których nastawała normalność na jakiś czas. Później za jakiś czas znów awantura i znów normalność. Gdy byłem mały myślałem, że taka sytuacja jest normalna, mimo że podczas tych kłótni błagałem rodziców na litość, szlochałem, żeby się nie kłócili, wręcz wyłem z rozpaczy, oni mnie jednak nie słuchali, a ja uciekałem i płakałem w innym pokoju. Jestem wrażliwym chłopakiem i każdą kłótnię pamiętam do dzisiaj przez mgłę, niestety przez taką sytuację w domu jestem teraz niestabilny emocjonalnie i mam nerwicę lękową.

Jak wcześniej wspomniałem były okresy, w których rodzice dogadywali się normalnie - dzięki temu pojawiło się moje młodsze rodzeństwo. Młodsi bracia byli coraz więksi i również tak jak ja patrzyli na te kłótnie i względnie normalne czasy, które po nich nadchodziły. Reagowali na całą sytuację dokładnie tak jak ja - krzyczeli, prosili o spokój, nic to nadal nie dawało.

Pewnego dnia wróciłem ze szkoły i już wiedziałem - znów się kłócą, ale to nie była zwykła kłótnia, popychali się przy moich małych braciach, wyzywali najgorszymi słowami, nie mieli hamulców. We łzach cały drżąc zagroziłem im, że zadzwonię na policję. Sytuacja jakoś rozeszła się po kościach, jednak dwa dni później ostra awantura z rękoczynami powtórzyła się, za kilka dni również, i tak było przez około miesiąc. Zdecydowałem - moi bracia nie mogą na to patrzeć, nie chciałem, by w przyszłości byli w takim stanie psychicznym jak ja teraz. Postanowiłem pójść do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w miejscowości, w której mieszkam i złożyłem anonimowy pisemny donos na własnych rodziców. Opisałem tam całą sytuację, począwszy od czasów, jak byłem mały.
Urzędnicy pojawili się następnego dnia, przeprowadzili wywiad z moimi rodzicami i braćmi. Mnie akurat nie było wtedy w domu.

Od tamtego momentu minęło kilka miesięcy. Rodzice przestali się kłócić, poszli na terapię rodzinną i zaczęli wieczorami ze sobą rozmawiać bez naszej obecności. Urzędnicy od czasu do czasu monitorują sytuację składając niezapowiedziane wizyty i rozmawiają tylko z moimi braćmi i ze mną pytając, jak wygląda sytuacja w domu. Myślę, że zrobiłem dobry uczynek dla mojego rodzeństwa, jak i dla rodziców, chociaż ciężko było mi to uczynić.
MamaMuminka1234 Odpowiedz

Dobrze zrobiłeś. Może i nachodzi Was mops, ale przynajmniej masz normalna sytuację w domu.

DzieckoRosemarry Odpowiedz

Brawo. Bardzo się cieszę, ze zebrałeś się w sobie, mino ze było to bardzo trudne. Mało osób miałoby tyle odwagi. Dobrze, ze Twoi rodzice yciagneli wnioski z lekcji i zmienili swoje zahowanie.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#0Z2CE

Czasem dla żartu robię mężowi atak całusów i radośnie go obcałowuję.

Parę dni temu musiałam skoczyć po dokumenty do biura, więc pojechałam z mężem i umówiłam się z nim, że będzie na mnie czekał na parkingu podziemnym.

Wyszłam z tymi dokumentami i widzę mojego męża stojącego tyłem do wyjścia. Rzuciłam mu się na plecy i uwieszając się na jego szyi krzyknęłam "atak całusów", po czym zaczęłam dawać mu buziaki w głowę i policzki. Ten usilnie próbował mnie zrzucić, co nieco mnie zdziwiło.

Po jakichś 10 sekundach słyszę "Co się ku**wa dzieje?!" i orientuję się, że głos jakiś nieznajomy. Puszczam chłopa i widzę, że mój mąż stoi jakieś 15 m dalej i zwija się ze śmiechu.

Okazało się, że złapałam obcego chłopa. Facet w ciężkim szoku, ja też. Uciekł. Dosłownie uciekł. Mąż ma ubaw do dziś.
anonimu5 Odpowiedz

A ja to bym się nawet ucieszył jakbyś mnie pomyliła ze swoim mężem 🥰 😜

Zobacz więcej komentarzy (3)

#WJt9G

Sytuacja miała miejsce kilka lat temu na komisji wojskowej.

Od czasu pierwszej klasy gimnazjum wiedziałem, że moje prawe oko jest słabsze od lewego. Nie przeszkadzało mi to w życiu, miałem tylko problem z czytaniem liter znajdujących się daleko. W gimnazjum co roku trzeba było przechodzić podstawowe badanie wzroku u szkolnej pielęgniarki, ale jako że bardzo nie chciałem nosić okularów (z perspektywy czasu nie wiem dlaczego), nie przyznawałem się do słabszego wzroku i wypracowałem sobie sposób jak oszukać pielęgniarkę. Wchodząc na badanie już patrzyłem na tablicę z literami i zaczynałem zapamiętywać ułożenie liter. Zaczynałem czytanie od lewego, lepszego oka, a gdy przychodził czas na prawe, wiedziałem jak rozłożone są litery i trochę z pamięci, a trochę z domyślania się kształtu czytałem wszystko bezbłędnie. I tak radziłem sobie przez 6 lat.

Przyszedł czas na komisję wojskową, a ja dalej nie chciałem nosić okularów. Mój sposób działał przez 6 lat, więc myślałem, że tym razem też się uda. Cóż, nie udało się. Tym razem mnie przechytrzyli...

Wchodząc, już szukałem wzrokiem tablicy z literami, ale znajdowała się w zupełnie nieoświetlonym miejscu i nic nie mogłem zobaczyć (badanie przeprowadzane było tak, że tylko znak który miało się przeczytać był podświetlany). Okej, myślę sobie, zacznę od lewego oka, tak czy siak jakoś to pozapamiętuję i domyślę się kształtu. Pani z komisji do mnie:
- Dobrze, więc zaczynamy od prawego oka.

Myślę sobie, no nieciekawie, ale jakoś domyślę się kształtów, może jakoś to będzie. Mam tę umiejętność, że nawet gdy jestem zestresowany, sprawiam wrażenie pewnego siebie, więc na pewniaka zaczynam czytać podświetlone litery:
- I, B, O, A.
Po czwartej literce widzę kątem oka, że osoby z komisji patrzą się na siebie dziwnym wzrokiem, z lekkim rozbawieniem w oczach. Czyli na pewno czytam źle! Próbuję dalej:
- Z, S, T.
Koniec badania. Jakoś dziwnie wszyscy się na mnie patrzą.
-Dooobrze... To w takim razie czas na lewe oko.
Zmieniam oko i już po pierwszych podświetleniach zdaję sobie sprawę, jakiego idiotę z siebie zrobiłem...
Na tablicy były same cyfry.
scor Odpowiedz

Mam znajomego ( K ) który lubi jeść co będzie istotne w tej opowiedzianej przez niego historii. Na pewnej komisji psycholog pokazywał K różne kształty i pokazuje jeden z nich:
-Co pan widzi na tym obrazku
-piersi
-kobiety hehe
-Nie, kurczaka.
Podobno testy przeszedł pomyślnie.

MamaMuminka1234 Odpowiedz

W końcu coś, przy czym można się uśmiechnąć.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#ToxJq

Będzie o teściach.

Z żoną znamy się 12 lat, a jesteśmy 8 po ślubie. Z początku z teściami żyło się świetnie. Zamieszkaliśmy w tym samym miasteczku prawie po sąsiedzku. Niestety teście splajtowali i postanowiliśmy, że w ramach pomocy wynajmiemy wspólnie dwupiętrowe mieszkanie, tak aby udało nam się zachować prywatność. My zaoszczędzimy, oni wyjdą z dołka.

Niestety szybko popsuło się i jawnie zaczęli okazywać mi niechęć. Wtrącali się we wszystko, wchodzili do sypialni i przesiadywali z nami do późnych godzin. Musieliśmy pisać za nich maile, chodzić do urzędów i nim człowiek się obejrzał, po 10 miesiącach robiliśmy za nich wszystko. Nie byłem zadowolony, ale rodzinie trzeba pomóc. Sytuacja zgęstniała, gdy po latach starań udało nam się zaciążyć. Niestety był to gwóźdź do trumny w relacjach. Teściowa zaczęła przebąkiwać, że jest za młoda, aby zostać babcią. A jak postanowiliśmy się przeprowadzić...teście „zaprosili” mnie na rozmowę. Myślałem, że chcą nam gratulować, ale niestety nie o to chodziło. Powiedzieli mi, że jestem niegrzeczny, bo się nie słucham i nie robię tego co mówią, a moim życiowym celem ma być pomaganie i służenie im. Teść nakrzyczał na mnie, że - cytuję - bachora zrobiliśmy mu na złość, aby się wyprowadzić. Dali mi wybór, że albo się poprawię, albo zabierają córkę.

To, co potem przeżyłem, to już historia. Nazajutrz przy śniadaniu wszystkiego się wyparli, ale kiedy byłem w pracy nakrzyczeli na żonę za to, że jestem nieposłuszny. Niestety wtedy płód obumarł i tydzień później żona poroniła (ale pewnie nie z powodu awantury). Potem podkładali mi świnie, manipulowali pełną parą, tak że nie wiedziałem już co jest rzeczywistością. Żona bita przez nich w dzieciństwie, chodziła jak w zegarku. Sama mi powtarzała, iż musimy im pomóc i abym robił to co chcą, bo inaczej ją pobiją albo zniszczą jej rzeczy. Uważała, że to jest norma i tak się powinno postępować. Jak mówiłem co się dzieje, robiła wielkie oczy i nie wierzyła mi. Strasznie się bałem, iż ją stracę. Długo nie spałem po nocach.
Pojechałem w delegację. To była ich szansa. Teście przeprowadzili z córką "poważną" rozmowę. Mamy się rozwieść. W końcu po 15 miesiącach mi uwierzyła.

1,5 roku mieszkaliśmy z nimi. Od 3 mieszkamy osobno, w tym 2 lata się leczyłem z PTSD i 2 lata myślałem, że to wszystko moja wina. Straciliśmy wszystkich wspólnych znajomych. Tak więc, kochane żony, mimo że macie pewnie chłopów pełną parą, to jednak łatwo nas uszkodzić.
Jeśli macie podobnie, to poczytajcie o granicach i postarajcie się je wprowadzić w życie. Ja mam szczęśliwe małżeństwo i chociaż ze 2 lata teściów na oczy nie widziałem, to żona jest dla nich świetną córką. Rozgraniczyliśmy rodziny, postawiliśmy granice i jest git. To było mnóstwo, naprawdę mnóstwo pracy.
PaniDyrektor Odpowiedz

Ja tylko nie rozumiem - chcieliście być dobrzy dla rodziców, ale co to za rodzice, którzy bili swoje dziecko?
Szkoda tylu straconych lat i nadszarpniętych nerwów dla kogoś, kto od początku na to nie zasługiwał

Mikser Odpowiedz

Po tych wszystkich świństwach i krzywdach, jakie jej, oraz wam wspólnie, wyrządzili, powinni więcej nie zobaczyć jej na oczy. Nigdy nie pojmę jak można być taką łajzą. Niańcz nas plebsie i rób wszystko co każemy. Brr

Zobacz więcej komentarzy (2)

#1dDzT

W miejscu, w którym pracuję, pomieszczenie z toaletą posiada kilka ustawionych w rzędzie kabin, które od sufitu dzieli jeszcze kilkanaście centymetrów. Dodatkowo światło w tym miejscu reguluje się za pomocą czujnika ruchu.
I tak oto, jeśli siedzę na tronie chwilę bez ruchu, a potem lekko się poruszę, wszędzie wokół panuje ciemność poza światłem świecącym idealnie nad moją kabiną. Czuję się wtedy jakbym występowała na scenie teatru czy musicalu, a cała publiczność obserwowała w nabożnym milczeniu, jak siedzę na sedesie.
arizona41 Odpowiedz

Spróbuj zrobić kupę w takim kiblu z czujnikiem ruchu w nocy, zwłaszcza gdy papier się skończy.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#wwHA0

Kiedy byłem w podstawówce, do mnie i mojego kumpla przyczepił się taki nielubiany przez nikogo typ. Zaciskaliśmy zęby, ale jakoś znosiliśmy jego towarzystwo. Gdy na jakimś wyjeździe chciał ze mną usiąść w autobusie, wypaliłem w końcu, żeby się odczepił, bo wcale go nie lubię. Pamiętam jego łzy.

Ta historia ma 20 lat, a jednak ciągle mnie prześladuje. Dlaczego? Ożeniłem się z kobietą, która była prześladowana w szkole. Wciąż ponosi tego konsekwencje - brak pewności siebie itp., a ja czuję się jak jej oprawca, bo zrobiłem coś podobnego komuś innemu.
Anda Odpowiedz

Jeżeli to było jedyne co powiedziałeś, to nie masz powodów do wyrzutów sumienia. Nie byłeś prześladowcą, każdy ma prawo kogoś nie lubić i nie chcieć się z nim zadawać.

Odpowiedzi (3)
RozpierdalaczTrocin Odpowiedz

I serio to jest porównywane do prześladowania? Jak kogoś nie lubię to go nie lubię i tyle, no proste. Nikt nie będzie się z nikim na siłę zadawał.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#Q4ODy

Widziałam ostatnio ulotkę informacyjną w swojej szkole. Jako jedna ze skutecznych metod antykoncepcyjnych był tam wymieniony tzw. stosunek przerywany.
Ktoś tu chyba chce zwiększyć przyrost naturalny w tym kraju.
Ookami Odpowiedz

Więcej ciąż = więcej dzieci = więcej uczniów = więcej miejsc pracy dla nauczycieli

Odpowiedzi (3)
DarkSusan Odpowiedz

Nam pani z wdż w gimnazjun mówiła że powinnyśmy stosować tylko kalendarzyk że to taka super metoda i w ogóle, te prezerwatywy to takie niepotrzebne szkoda kasy i jeszcze ze jak to tak przez gumę, a o hormonach jedynie ze są niedobre, tylko szkodzą itd. A i jeszcze wypowiadała się o porno że są tylko dla mężczyzn i uprzedmiatawiają kobiety a jak jej wspomniałam że są porno dla kobiet to powiedziała że nie może takie coś istnieć bo by nie zarobili na tym bo kobiety nie oglądają porno. Tak to jest nauczycielka historii i wosu uczy wdż... A i jeszcze dodam że ta lekcja była w 1 gimnazjum kiedy jeszcze niektóre dziewczyny nie miały okresu a ona nam o kalendarzyku...

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#ZH16K

Jakiś czas temu przechodziłem bardzo trudny okres. W wielkim skrócie - brak chęci i sił na cokolwiek, ciągły zły nastrój, nawet powróciły myśli samobójcze. Do tego doszła jeszcze kłótnia z dziewczyną, która dość mocno mnie dobiła. Na mój stan złożyło się wiele czynników. Po tym wszystkim bardzo chciałem się komuś wygadać, potrzebowałem tego, lecz tu pojawia się problem - nie potrafię się przed nikim do końca otworzyć. A już na pewno nie w rozmowie w cztery oczy. Nie miałem odwagi poprosić o pomoc kogokolwiek, choć wiem, że taką pomoc bym uzyskał.

Wpadłem więc na pomysł - przeleję wszystko na papier. To nie to samo co rozmowa z drugim człowiekiem, ale pomyślałem, że co mi szkodzi, gorzej i tak nie będzie, zawsze mogę spróbować.

Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Siedziałem i spisywałem wszystko, co mnie bolało. Pisałem dosłownie o wszystkim, od nieprzepracowanych traum sprzed kilku lat, aż po bieżące problemy. Zebrało się tego trochę, bo cały czas dopisywałem coś nowego. Podobało mi się to, czułem, że to w jakimś stopniu mi pomaga, że czuję się nieco lepiej.

Przynajmniej do czasu, gdy zgubiłem kartki.

Nosiłem je ze sobą wszędzie, żeby w razie czego mieć je zawsze pod ręką i móc coś napisać. Dla zachowania porządku, wszystkie kartki trzymałem w kopercie. I pewnego dnia zorientowałem się, że jej nie mam.

Prawdopodobnie zgubiłem ją gdzieś na uczelni. Jeśli tak, mam nadzieję, że nie znalazł jej i nie przeczytał żaden z moich znajomych. Od tamtego czasu nie daje mi to spokoju. Obawiam się, że ktoś znajdzie kartki i rozpozna, że to moje "dzieło". Byłoby to możliwe, bo używałem prawdziwych imion osób, o których pisałem, podobnie nie zatajałem różnych nazw własnych, do tego mam dość rozpoznawalny charakter pisma.

Mam nadzieję, że koperta przepadła bezpowrotnie, bo gdyby ktoś ją znalazł i mnie rozpoznał, mogłyby zacząć się niewygodne pytania lub (mało prawdopodobne w naszym wieku, ale jednak) plotki. A tego wolałbym jednak uniknąć.

Jeśli którekolwiek z moich znajomych znalazło tę kopertę, a teraz czyta to wyznanie, bardzo proszę, niech pozbędzie się kartek, jeśli jeszcze je ma.
Ultra Odpowiedz

Eee plotki nie patrzą na wiek

Lorayne Odpowiedz

Może na następny raz załóż zeszyt i pisz inicjałami? Albo najlepiej plik na komputerze?
A jeśli chodzi o kartki, to może sprawdź czy ktoś nie odniósł ich do recepcji na Twoich studiach: może akurat ktoś pomyślał że to ważna przesyłka i odniósł bez czytania. Taka koperta może też łatwo zawieruszyć się po teczkach z notatkami albo w mniej używanym plecaku.
A w najgorszym wypadku: najprawdopodobniej znalazła to osoba która Cię nie zna. Albo na przykład sprzątaczka i wyrzuciła to do śmieci. Jeśli nikt jeszcze o tym nie mówi to prawdopodobnie nie ma problemu.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#9s57B

W dzieciństwie dostawałam klapsy - ręką, paskiem albo kablem. Kary były wymierzane za różne przewinienia - za kartki wyrwane z zeszytu, złe oceny, kłamstwa, niezjedzenie obiadu. Często słyszałam, że jestem sierotą, gdy czegoś nie umiałam zrobić. Oficjalnie w domu nie było patologii, nie chodziłam z sińcami na ciele. Mieliśmy ładny dom, zadbane podwórko, alkohol był u nas tylko odświętnie i zawsze miałam kanapki do szkoły. Zaspokajano moje podstawowe potrzeby, ale nikt nie mówił mi, że jestem kochana.
W podstawówce i liceum, gdy nie rozumiałam czegoś na lekcji, nie pytałam, bo się wstydziłam i czułam, że jestem głupia, przecież nie mam prawa czegoś nie rozumieć. Bałam się, że powiem coś źle i zostanę wyśmiana, tak jak to było w domu.
W wieku dojrzewania zaczęłam tyć. Od rodziców leciały teksty "znów się pasiesz" lub "nie jedz na noc", czasem też mówiono mi, że mam się wziąć za siebie. Utwierdzałam się w przekonaniu, że jestem jeszcze mniej warta niż sama myślałam.

Na studiach chciałam wreszcie poczuć co to jest miłość. Zaczęłam szukać chłopaka. Życie szybko zweryfikowało moje wizje miłości - faceci chcieli tylko jednego. Gdy kolejny chłopak odrzucił mnie, bo nie chciałam pójść do łóżka po 2 spotkaniach, uznałam, że tak to widocznie działa. Mężczyźni nie mają uczuć, nie mają rozumu i są zaprogramowani na jedno, a jeśli chcę od nich czułości, to muszę im dać też seks. Ale czułości prawie nie było, zawsze tylko seks i poniżanie. A ja biegałam za nimi, ciesząc się, że ktoś w ogóle raczył na mnie spojrzeć. Pogodziłam się z tym, że nikt mnie nie pokocha, bo nie da się pokochać głupiej sieroty, za którą od dziecka uważali mnie rodzice. Nieważne, że ci faceci widzieli we mnie tylko dziurę, bo pomiędzy upokarzaniem, zmuszaniem do seksu, wyrzutami, że nie chcę czegoś robić, były takie momenty, kiedy ktoś mnie przytulił bez podtekstu. I widziałam w ich oczach, że mam jakąś wartość, wreszcie dla kogoś miałam jakąś wartość, może przez miesiąc, może przez pół roku i nieważne, że tą wartością była dupa.

Teraz mam 25 lat, od ponad 3 lat jestem w "normalnym" związku. Na początku biłam mojego chłopaka gdy mnie zdenerwował, bo kara musi być, jak w domu. Dopiero on pokazał mi, że mężczyźni mają uczucia. Słowo "normalny" wzięłam w cudzysłów, bo ten związek jest najlepszym jaki miałam kiedykolwiek, ale także jest chory. Lubego pokochałam, bo zobaczyłam w nim siebie samą. On miał jeszcze gorsze dzieciństwo niż ja.
Przemyślcie to, jak traktujecie swoje dzieci, bo to rzutuje na całe ich życie.
TabascoNincja Odpowiedz

Z bratem przestalismy przyznawac sie do bledow, bo jak bylismy mali urwalismy niechcacy szuflade i jako grzeczne szkraby (babcia nauczyla) poszlismy sie przyznac, dostalismy od ojca skorzanym pasem na gola dupe (albo chyba tylko ja, bo on byl za maly, ale pozniej tez dostawal).
Kilka lat pozniej brat podpalil firanke i zamiast sie przyznac, schowal sie za lozkiem, bo przeciez lepiej splonac niz dostac skorzanym pasem.

Odpowiedzi (4)
krucheciasto Odpowiedz

Nie chce nic mówić, ale to nieprawda, że wszyscy faceci chcą tylko seksu, nawet powiedziałabym, że tacy są w mniejszości. Jakieś doświadczenie mam i nie chce mi się wierzyć, że autorka trafiała jedynie na takich, którzy zapraszali ją na randkę żeby tylko zaliczyć. Owszem, tacy faceci istnieją, ale zwykle gdy szukają tylko seksu walą prosto z mostu i nie bawią się w randki i związki. Zresztą najczęściej takie propozycje padają przez internet i łatwo jest odsiać wszystkich szukających zabawy delikwenów w kilka minut. Dlatego trudno mi uwierzyć, że wszyscy faceci poznani w różnych miejscach umawiali się z autorką tylko dla jej dupy. Wątpię, że ktoś szukający łatwego seksu bawił się w czułości, randki i związki, bo wtedy ten seks przestaje być łatwy. Może to autorka ma złe podejście. To że ktoś chce z Tobą być, zabiera Cie na randki i chce pójść z Tobą do łóżka nie zawsze oznacza, że chce tylko Twojej dupy. Seks to normalny element związku, chęć uprawiania go nie jest skrzywieniem. Może pora przestać patrzeć na seks jak na karę lub nagrodę. Szczerze mówiąc to wydaje mi się, że nie dorosłaś do związków

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#fxCAa

W 2009 roku, po długich miesiącach odkładania pieniędzy, udało mi się kupić bilet na lipcowy koncert mojego ulubionego piosenkarza. Sprawa nie była taka łatwa, bo wejściówki na tę imprezę rozeszły się w ekspresowym tempie i oczywiście nie zdążyłam ich nabyć oficjalną drogą. Spędziłam całe tygodnie zagadując jakiegoś faceta na jednym z angielskich forów internetowych. Targowałam się, błagałam i kombinowałam jak tylko się dało, aby sprzedał mi ten bilet za jakąś bardziej przystępną cenę. Ostatecznie kupiłam go dwukrotnie drożej niż oryginalnie kosztował.
Później miałam długą przeprawę z rezerwacją lotów (pieruńsko drogie były tego dnia – jak na złość) i hotelu w pobliżu miejsca koncertu (wszystko zarezerwowane).
Kiedy już wszystko miałam dopięte na ostatni guzik, los postanowił brutalnie ze mnie zakpić i w najgorszy możliwy sposób pozbawić mnie marzeń.
Moim ulubionym piosenkarzem był Michael Jackson…
chibiterasu Odpowiedz

Rozumiem, że z uwagi na sposób zakupu biletu pieniądze przepadły, ale co się w takiej sytuacji dzieje z osobami, które kupiły je legalnie? Zwrot 100% wartości?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie