#DqnJM

Mój facet to istny leń, pracy unika jak ognia, a pakowanie się w długi to jego ulubione zajęcie.

Czara goryczy przelała się w momencie, kiedy byliśmy na zakupach i moje dziecko zapytało ojca, czy może lizaka. Co na to mój partner? Że nie ma pieniędzy na takie głupoty. Moje dzieci nigdy nie proszą o nic. Nie robią awantur w sklepach. I w tym przypadku również - mój syn zwiesił głowę i ustał grzecznie przy wózku. Ten widok tak mnie złapał za serce... Zdjęłam z taśmy piwa, zdjęłam orzeszki i kilka innych produktów. Złapałam garść lizaków i położyłam na ladę. Powiedziałam "Pamiętaj, gnoju, nigdy nie stawiaj siebie ponad dziećmi". Oczywiście ukochany nie dawał za wygraną. Położył te piwa znowu na ladę. Stwierdziłam wtedy, że to koniec. Poprosiłam, aby pani skasowała mi tylko lizaki. A on? Stał jak gołodupiec bez grosza.

Nie chcę, żeby moi synowie mieli taki obraz mężczyzny w domu. Mój facet wciąż ze mną mieszka, ale to kwestia czasu. Nie mam serca teraz go wyrzucić. Ma czas do końca października - albo znajdzie pracę, albo nowe mieszkanie.
SzubiDubi Odpowiedz

Brawo za podjęcie działań i konsekwencję! Synowie Ci kiedyś podziękuja za taki przykład i silną matkę:-)

bazienka Odpowiedz

bardzo dobrze, ze podjelas decyzje o pozbyciu sie pasozyta :)
powodzenia :)

Zobacz więcej komentarzy (3)

#LBOvM

Zmieniłam mojego faceta w miesiąc.

Problem tkwił w jego kolegach. Zaczęło się od jednego kumpla z podstawówki, z którym odnowił kontakt jakiś rok temu, a który to wciągnął mojego chłopa w to towarzystwo. Byli to ludzie bez pracy, mający dzieci i od nastoletnich lat uzależnieni od marihuany. Jak potrzebowali więcej pieniędzy, to po prostu handlowali. Nie widzieli nic złego w tym, że ich partnerki zaharowują się, żeby jakkolwiek się im żyło.

I zaczęło się codziennie wychodzenie na zielone, wydawanie na to jego oszczędności, większość czasu na haju. Imponowało mu to towarzystwo, bo po zjaraniu nieźle bajkopisali i każdy się przechwał co to nie on. Starych kumpli odstawił, bo nie chcieli z nim jarać tak często. Ogólnie z mojego faceta w rok zrobił się zjarany przygłup, któremu nawet groziło zwolnienie z pracy. W ciągu roku nagle przestaliśmy spędzać czas jak dawniej, przestaliśmy rozmawiać o tym, co nas przeraża albo cieszy. Rozmowy i tłumaczenie nic nie dawały, bo jak rozmawiać z człowiekiem, który ma wyjebane, a baba tylko narzeka.

W międzyczasie zaszłam z nim w ciążę. Nie interesował się naszym dzieckiem i nawet miał gdzieś płeć, nie cieszył się tym. I wtedy stwierdziłam, że mam dość i zmieniłam taktykę. Zamiast mówić jacy jego kumple są beznadziejni i ściągają, zaczęłam się pytać o nich coraz więcej. Moje wiecznie zjarane chłopię ucieszone, że w końcu polubiłam jego kolegów, mówił mi o nich jak najwięcej, gdzie mieszkają, jak wyglądają, skąd mają towar, pokazywał mi ich zdjęcia na fb. Zapisywałam sobie wszystko.
Wszystko po to, aby pójść pewnego dnia na policję i złożyć donos na nich wszystkich. Co się potem okazało, część została skazana za posiadanie cięższych narkotyków, część za rozprowadzanie i handel nimi, część nawet za przemoc domową.

A mój chłop w końcu przejrzał na oczy widząc ile jeszcze o swoich kumplach nie wiedział i w co mogli go wciągnąć i na jaką skalę zaniedbał swoją kobietę w ciąży. Niestety musi odbudowywać relacje ze starymi kumplami.

PS. Nie mam nic przeciwko zielonemu i zajaraniu sobie tego raz na jakiś czas, w tym wyznaniu chodzi mi o tak patologiczną formę jak opisana w wyznaniu.
Owsiankozerca Odpowiedz

Bardzo dobrze zrobiłaś. Dziwię się, że walczyłaś o tego matoła, ale jeśli był tego wart to super. Nidgy się nie przyznawaj, że to ty doniosłaś, bo możesz mieć kłopoty jak to pójdzie gdzieś dalej.

titanic Odpowiedz

Na wszystkich włącznie z chłopakiem autorki?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#3PnqM

Regularnie chodzę na siłownię. Kiedy w szatni widzę buty nieschowane do szafki, zaczynam je wąchać, a jeśli rozmiar pasuje, to przymierzam. Lubię badać stopami, jak inni ludzie mają wydeptane buty. Kilka razy przyłapano mnie na mierzeniu, ale zawsze udawałem, że mam takie same i że to zwykła pomyłka - zawsze działa.
Cristality Odpowiedz

Hmm, chyba od teraz zacznę chować buty do szafki ;) Wolałbym, żeby jednak to moje stopy były tymi jedynymi dla moich butów

Odpowiedzi (1)
bazienka Odpowiedz

a teraz wyobraz sobie, ze ktos ma grzybice i wkladasz jego obuwie...

#Tdx3y

Nie mogę już dłużej tego w sobie trzymać. Muszę w końcu z siebie to wydusić. Po kolejnym takim poście aż się we mnie zagotowało... Jak można być tak bezdusznym, by za wszelką cenę starać się utrzymać warzywo, tak, WARZYWO, przy życiu?! Właśnie zobaczyłam kolejną zbiórkę na Facebooku o biednym dzieciątku, które przeszło więcej operacji niż ma lat. Jego rodzic sam napisał, że te dziecko nie może biegać ani grać w piłkę z powodu choroby. Nawet dłuższe chodzenie jest dla niego niebezpieczne. Ja się pytam: jak można pozwalać, aby tak męczyć to bezbronne dziecko? MĘCZYĆ! Bo inaczej nie można tego nazwać... Jak można być tak zapatrzonym w siebie i pozwalać, aby te dziecko tak cierpiało? Tyle operacji, a to dziecko i tak samo nie będzie funkcjonowało! A jak będzie wyglądała jego przyszłość? Będzie nieszczęśliwe, bo nie będzie mogło żyć normalnie, tak jak jego rówieśnicy. Co to będzie za życie? Męczarnia, a nie życie. Cały czas tylko "uważaj na siebie, bierz leki, nie wolno ci, bierz leki" itp. A co gdy jego rodzice umrą? Kto się takim zajmie? Kto będzie chciał wziąć na siebie taki ciężar? Tak, CIĘŻAR.

Wracając do tematu zbiórek pieniędzy na operacje - to tylko pieniądze wyrzucone w błoto i niepotrzebne cierpienie dla człowieka! Co innego, jeśli ktoś pożyje choćby te kilka, kilkanaście lat normalnie, szczęśliwie i nagle zachoruje lub stanie się ofiarą wypadku... Wtedy jest sens tego kogoś ratować, jest sens wydawać pieniądze, bo jest jakaś szansa... Co innego przedłużać niepewną wegetację, bardzo często nieświadomego człowieka, którego całe jego życie lub większość to ciągły ból. I na rzecz czego? Na rzecz wycieńczenia rodziców/opiekunów ? Kolejnych nic niewnoszących zbiórek pieniędzy? Kolejnych zbędnych operacji? Ludzie! Ogarnijcie się! Nie ma sensu! Pomóżmy tym, którym to coś da! Jeśli ktoś nieszczęśliwym trafem urodził się chory i operacje nic nie wniosą, to po co tracić pieniądze, po co męczyć człowieka i po co trudzić lekarzy? Nic na to nie poradzimy, że trafiają się beznadziejne przypadki... Uważam, że eutanazja w takich sytuacjach powinna być dozwolona. Możecie uważać mnie za człowieka bez serca, ale według mnie lepszym wyjściem jest aborcja niż zostawienie chorego dziecka/osoby w odpowiednim ośrodku. Każdy myśli o sobie, a czemu nikt nie pomyśli co czuje to dziecko/ta osoba? Nie lepiej, żeby nie cierpiało, niż żeby cierpiało ono i wszyscy wokół niego? Czasami żałuję, że czasy Spartan minęły...
Podsumowując: uważam, że tak byłoby moralniej. Nie interesuje mnie hejt, który zaraz się poleje. Chciałam się w końcu wygadać...
Krolewnazdrewnaa Odpowiedz

Moje zdanie jest takie, że niepełnosprawność ruchowa to mały pikuś. Brak biegania czy gry w piłkę wcale nie definiuje człowieka.
Dalej może być szczęśliwy.
Problem moim zdaniem pojawia się wtedy, gdy za wszelką cenę ratuje się dziecko totalnie upośledzone umysłowo, które nigdy nie osiągnie poziomu dorosłego człowieka. Będzie wiecznym dzieckiem uwięzionym w ciele dorosłego, razem z całym popędem i siła nad ktora ciężko zapanować.

Odpowiedzi (1)
Caldas Odpowiedz

Spartanie też tak myśleli, naziści zresztą też.
I mieli rację.
Utrzymywanie przy życiu za wszelką cenę takich ludzi nie ma żadnego sensu. Z jednej strony ich życie to udręka, a przedłużanie tego cierpienia to sadyzm, z drugiej środki przeznaczone na takie osoby można wykorzystać lepiej.
Współczesna medycyna potrafi w większości przypadków wykryć wady wrodzone u płodu i już na tym etapie w takich przypadkach powinna zostać dokonana aborcja.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#rddrX

Czasami zastanawiam się, co właściwie poszło nie tak ... Gdzie popełniono błąd w moim wychowaniu albo kto z otoczenia zrobił mi krzywdę, bo dzisiaj muszę męczyć się sama ze sobą, nie wspominając już nawet o mojej rodzinie i chłopaku. Cud, że wytrzymał 2 lata z takim poje@#bem ...

Moim problemem jest nadmierna wybuchowość. Ba, to za mało powiedziane. Jestem jak wulkan, który eksplodując rozku@#rwia wszystko wokół. Nie ma u mnie czegoś takiego jak poirytowanie, mała rzecz potrafi teleportować mnie w kosmos własną parą z dupy. Kiedyś zdenerwowałam się tak bardzo, że przez sekundę lub dwie przestałam widzieć :/ Denerwuje mnie dosłownie wszystko, a do napisania tego wyznania skłoniło mnie moje zachowanie sprzed 2 minut, kiedy zwyzywałam chłopaka ,bo za długo trzymałam mu talerz, który zresztą podałam ze słowami "proszę, misiaczku". Już sama nie rozumiem dlaczego coś tak małego wkurwi@ mnie do tego stopnia, że w momencie, gdy to się zdarza, uważam to coś za sprawę tak ważną, że posuwam się nawet do poniżenia kogoś. Mam dość tego, że wszystko mnie denerwuje i zastanawiania się, dlaczego denerwuje. Coś gdzieś kiedyś musiało pierd&$olnąć.

Wiem, że mi nie powiecie, ponieważ mnie nie znacie, ale może przeczyta to ktoś, kto ma podobny problem. Będę wdzięczna. Trochę mi ulżyło...
HenrykGarncarz Odpowiedz

Oprócz psychologa i psychiatry może warto zbadać hormony i zrobić morfologię, żeby sprawdzić czy tam coś nie szwankuje

lowca Odpowiedz

Do psychiatry idź. To brzmi jak zaburzenia afektu lub jakiś inny syf, którego nie kontrolujesz. Tobie nie jest potrzebna porada na anonimowych, potrzebny jest lekarz. Powodzenia!

Zobacz więcej komentarzy (5)

#DinJe

Znam rodzinę, która od zawsze korzysta z różnych pomocy. OK, pewnie dużo jest rodzin, które mają ciężko w życiu. Ale ta rodzina nie robi nic, aby mieć się lepiej.

Większość dzieci z tej rodziny jest pełnoletnia, mają już swoje rodziny i żyją dalej tak samo. Nigdy nie pracowali. Na początku korzystali tylko z pomocy miasta, kościoła. Teraz robią zbiórki pieniężne oraz rzeczowe. Jak to piszą, „rodzina w ciężkiej sytuacji, biedni, potrzebujący pomocy”, „zbiórka na urodziny dla dziewczynki z biednej rodziny”. Wykorzystują dzieci, żeby robiły smutne minki na zdjęciach „bo więcej wtedy zbiorą”. Ale pokazać badań już nie potrafią. Zebrali już ponad 30 tys zł + rzeczy do codziennego użytku. Ludzie dalej nabierają się na ich zbiórki.

Jak zatrzymać tę machinę oszustwa?

Nie, nie jestem „zazdrosna” - jak to kiedyś ktoś powiedział. Jestem zła, że ludzie nie sprawdzają komu pomagają. Bo ludzie, którzy naprawdę potrzebują pomocy jej nie dostają.

#WC1WZ

Mam 2X lat. Jestem normalną kobietą, w każdym tego słowa znaczeniu.
Podnieca mnie, gdy czytam historie o gwałconych dzieciach. Najlepiej niemowlętach, które w wyniku obrażeń zostają kalekami bądź umierają.
Oprócz tego jestem prawdopodobnie najbardziej uczciwym, sympatycznym i dobrym człowiekiem, jakiego moglibyście spotkać.
CzarnaAgraffka Odpowiedz

Trochę aż wyjebałaś poza skalę anonimowych, ale rzeczywiście ciężko się by było komukolwiek do tego przyznać. Mocne.

Escort Odpowiedz

"mam 2X lat" - "jestem normalną kobietą" -> no nie, nie jesteś normalna.

"jestem normalną kobietą" - "podnieca mnie, gdy czytam historie o gwałconych dzieciach" -> chyba, ku*wa, żartujesz?!

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#dqyWn

Od jakiegoś czasu nie za dobrze układało mi się z moim chłopakiem. W końcu nadszedł dzień, kiedy postanowiłam zakończyć ten, drętwy niczym żarty Drozdy, związek. Spotkaliśmy się w kawiarni. Przez parę minut prowadziłam monolog przedstawiając argumenty za tym, że najwyższy czas zamknąć nasz wspólny etap w życiu. Na koniec definitywnie powiedziałam mu, że to koniec. Wysłuchał mnie w ciszy. Kiedy jednak usłyszał, że z nim zrywam, zerwał się na równe nogi i wrzasnąwszy „WOLNOOOOOOŚC!”, wybiegł w pląsach z lokalu, po drodze całując w usta jakąś Bogu ducha winną zaskoczoną dziewczynę, a następnie wyraźnie rozpromieniony pognał gdzieś przed siebie, pokrzykując radośnie.

To wszystko było tak groteskowe, że jeszcze przez dobrych kilka minut dochodziłam do siebie. Najgorsze jednak jest to, że musiałam za tego chorego poj#ba zapłacić rachunek za kawę...
niebieskiatrament Odpowiedz

No i widzisz. Ty szczęśliwa i on. Można się fajnie rozstać 🤣

Szturchnijbutem Odpowiedz

Przynajmniej nie musiałaś się zastanawiać czy podjęłaś dobrą decyzję.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#AeDSq

Znacie kawał o piekle? Gdzie diabły pilnują, aby nikt nie wychodził z kotła i kłują widłami, jak ktoś próbuje wychodzić. Każdy naród ma swój kocioł, a przy kotle z Polakami diabła nie ma. Dlaczego? Bo jak któryś chce wyjść, to go od razu ciągną na dół.

Mieszkam za granicą i widzę, co się dzieje wśród Polaków. Znam dobrze angielski, umiem się dogadać i nie widzę problemu, aby iść z kimś do banku jeżeli mam czas, pomóc z listem, który przyszedł. Aktualnie znam dobrych ludzi, którzy za pomoc odwdzięczą się pomocą. Jednak kilka osób była bardzo zdziwionych, że nie oczekuję pieniędzy. Kobieta przyszła do mnie z listem. Zajęło mi kilka minut, aby powiedzieć jej o co chodzi, a ona się pyta, ile ja chcę za to, bo wszyscy coś chcieli.

Nie jest to odosobniony przypadek. Wielu ludziom się pomaga, a teraz udają, że nie znają na ulicy, bo jeszcze i ja może poproszę o pomoc, więc lepiej wykorzystać frajera. Dodatkowo dużo ludzi w pracy gnoi innych Polaków. Owszem, nie wszędzie i nie zawsze, ale ktoś czuje jakąś zawiść i już rzuca kłody pod nogi. Koleżanka jest ładniejsza, albo komuś się w życiu układa, a tu nagle plotki na plecami.

Ja rozumiem, że przejście się z kimś do banku to zajęcie czyjegoś czasu, ale ja nadal uważam, że mając wolny dzień i brak planów, mogę przejść się z kimś do banku czy lekarza, bo wiem, że kiedyś ją będę potrzebowała pomocy, to będę mogła o nią poprosić. I tak, nie raz się przejechałam na tej pomocy, ale pomagać nie przestanę i będę pomagać, jeżeli będę mogła. Może jestem naiwna, ale też szanuję swój czas i nie stawiam innych ponad swoją rodzinę.
Jawiem1210 Odpowiedz

Moja siostra ogłosiła na fb, że za 25zł rozlicza deklaracje podatkowe (ma wykształcenie kierunkowe). Zgłosiło się 16 klientów, byli to głównie rodzina męża, znajomi. Fajnie, bo trochę grosza wpadnie, a siostrze akurat brakowało. Zgłosili się ludzie z pracą za granicą, odliczający jakieś składki, trzeba było naprawdę nad każdym pitem posiedzieć, żeby bezbłędnie i z jak największą korzyścią to rozliczyć. NIKT! NIKT ze znajomych ani rodziny męża nie zapłacił. Zapłaciła tylko sąsiadka i przyjaciółka siostry. A upomnieć się niby głupio, bo to rodzina. Jeszcze na spotkaniu rodzinnym bezczelnie śmiali się, że tak fajnie, bo za darmo pit rozliczony, dobrze mieć w rodzinie kogoś po rachunkowości. Nawet im przez myśl nie przeszło, by zapłacić ani podziękować. Deklarowali jedynie, że za rok też siostrze przyślą swoje pity. A siostra zarobiła 50zł, za wypełnienie 16 pitów i poświęcenie dobrego tygodnia życia na szukaniu i analizowaniu kruczków prawnych, by wszystko było cacy.

Odpowiedzi (4)
Owsiankozerca Odpowiedz

No jesteś naiwna I dajesz się wykorzystywać. Jak sama zauważyłaś nie licz na pomoc, bo Ci nie pomogą w ramach wdzięczności. Rozumiem iść do banku, czy lekarza z kimś, kto dopiero przyjechał, ale z kimś kto jest już długo I powinien już jakoś ogarniać język to nie. Tak samo przetłumaczenie listu to kilka minut-ok, można zrobić, ale wyjście do banku, czy lekarza to minimum godzina, dwie. No nie ma mowy, żebym komuś tyle czasu poświęciła za darmo, bo ja szanuję swój czas.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#34af2

Żyliśmy sobie na spokojnie z naszymi futrzakami, wszystko mija jak zawsze.
Ale zaraz. Coś nie tak, gdzie te boleści, które co miesiąc odczuwam?

UPS. Ciąża
Ciąża nieplanowana kompletnie, nie byliśmy gotowi, a przed nami zmiany.

W pierwszym momencie strach i panika, w końcu co teraz? Jak damy radę? My? Rodzicami?!
Chwilę potem euforia, radość jakich mało. Cieszyliśmy się, jakbyśmy w totka wygrali. :)

Już plany, co dalej, wiecie - jakie imię jak chłopczyk, a jakie jak dziewczynka etc. Rodzina - pełne wsparcie. Szczęśliwi jak cholera, mimo że jesteśmy młodzi (przez co bałam się, jak zareagują).
Cały czas wydawało mi się, jakby to był sen... Ja? W ciąży? Nie czułam tego, ale jarałam się jak mało kto.

A teraz?
Siedzę w domu. Z pustką w sercu. Całkowicie rozkojarzona, nie wiem za co się wziąć. Boję się iść do toalety i patrzeć na kolejną zakrwawioną podpaskę.

Poroniłam.
Pierwszy dzień w szpitalu przeryczałam. I panikowałam gdy miałam iść do toalety, możecie się domyślić czemu.

Teraz jestem w domu, wszyscy jesteśmy załamani.
Na ten moment już nie płaczę. Wspieram partnera, udając silną, choć czuję pustkę . Nie wiem za co się wziąć, co robić. Straciłam coś wraz z tym maluchem.
NOTHING000 Odpowiedz

Pierwszy trymestr zawsze jest najbardziej ryzykowny i poronienia w tym czasie nie są niczym niezwykłym. Jeśli kiedyś znowu zajdziesz w ciążę, poczekaj aż będziesz w czwartym miesiącu i dopiero się pochwal rodzinie.

Odpowiedzi (5)
chlebek Odpowiedz

Przykra historia, współczuję Tobie i bliskim, ale to nie jest anonimowe. Wiele kobiet codziennie spotyka coś podobnego.

Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie