#utDxs

Mam 30 lat i od 5 lat jestem żonaty. Odkąd nasza córka się urodziła, prawie w ogóle nie uprawiamy seksu z żoną. W tym roku kochaliśmy się z 3 razy, a ostatni raz w kwietniu. Tak jest prawie od 3 lat… Rozmawiałem z nią wiele razy o tym i za każdym razem słyszałem, że to ja nie chcę. Tylko że zawsze jest jakaś wymówka z jej strony, więc wreszcie odpuściłem i od kwietnia nawet nie było zbliżenia. Nie wiem już co robić, bo temat był poruszany wiele razy. Dodatkowo pracuję w bardzo dużej firmie na wysokim stanowisku. Na większości imprez firmowych jak dziewczyny zdobędą większą odwagę, próbują mnie podrywać. Oczywiście nic z tego nie robiłem.
Ostatnio na imprezie jedna z koleżanek zaczęła się przystawiać. I wtedy pierwszy raz w życiu zacząłem analizować wszystkie za i wszystkie przeciw. Do niczego nie doszło, ale jedynym argumentem przeciw było to, że mógłbym mieć problemów pracy :(
Źle się z tym czuję, boję się, że oddalamy się z żoną i wreszcie kiedyś pójdę tam, gdzie nie powinienem :(
jarzyna Odpowiedz

Niektóre dziewczyny tak mają, że po urodzeniu dziecka są tak przemęczone opieką nad dzieckiem, że temat seksu staje się drugo i trzeciorzędny przez wiele wiele miesięcy. Zostawiajcie małą regularnie u dziadków, lub kogoś kto przypilnuje - z dwulatkiem już łatwiej - i chodźcie z żoną na randki, choćby na 1 wieczór co dwa tygodnie, a czasem na dzień czy nawet krótki wyjazd na weekend. Ona musi mieć psychiczną odskocznię od tylko macierzyństwa które ma na głowie cały czas, zobaczysz że wtedy sytuacja będzie lepiej wyglądać. Jak zadbasz o takie okoliczności, to ochota na seks też wraca. Sprawdzone w praktyce ;)

Aura90 Odpowiedz

Poza trafnym komentarzem @jarzyny warto dodać, ze wiele kobiet po porodzie czuje się nieatrakcyjnych i potrzebuje WIELU komplementów. Obawiają się, czy nie są luźniejsze niż przed porodem siłami natury albo czy blizna po cc nie odrzuca partnera. Niektórym ciężko jest się pogodzić z nieodwracalnymi zmianami figury spowodowanymi ciążą - tkanki miękkie można wyćwiczyć, jednak poszerzona obręcz biodrowa już się scali, a skóra może potrzebować więcej czasu na obkurczenie i przywrócenie dawnej jędrności. Wszystkie te czynniki mogą powodować niechęć do własnego ciała i irracjonalne przekonanie, że partner również czuje obrzydzenie i chce się kochać z powinności.
Zorientuj się, wobec których partii ciała Twoja żona ma największe kompleksy i te właśnie partie najbardziej komplementuj - podejdź do niej, złap ją mocno za pośladki i wymrucz "mmm, kochanie twój tyłek przed ciążą był niezły, ale teraz jest wręcz fenomenalny!"; zacznij się do niej bez słowa dobierać całując brzuch i schodząc coraz niżej. Jednym słowem zbuduj na nowo jej pewność siebie, pokaż że wciąż Cię pociąga. Niech się poczuje jak smakowity kawałek mięcha do schrupania, a nie jak roztyta krowa rozpłodowa ;)

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#tRRWP

OK, będzie grubo.

Jestem trans. Część osób może już przewróciło oczami, wspominając wszystkie niefajne incydenty z udziałem takich osób, zbędną atencję itd. Jednak nikomu o tym nie powiedziałem i nie powiem. Fizycznie jestem kobietą lvl 24. Problem polega na tym, że nie planuję się ujawnić. Nigdy. Nie planuję też wchodzić w żadne relacje. Interesują mnie kobiety, ale przez swoje osobiste podejście religijne (niewpajane przez bezbłędnych księży czy stuknięta rodzinę) oraz to, że wiem, że nigdy facetem fizycznie nie będę. Niestety. Coraz częściej zastanawia mnie jaki mam cel w życiu. Normalny człowiek zazwyczaj zakłada rodzinę, ma przyjaciół, dzieci itd. Nie wszyscy oczywiście. Ale ja nie czuje się komfortowo, żeby z kimś się bliżej zapoznać. Przeszkadza mi traktowanie mnie jak dziewczynę. I nie zaimki, ale traktowanie, że o, dziewczyna i lubi to? O, to dziewczyny grają w gry itd. Poza tym czuję, że oszukuję taką osobę tym, że nie mówię jej kim jestem, po prostu nie mam takiej potrzeby, nie potrafię, ale to dziwne być w głębokiej relacji z kimś, kto nie jest szczery.
Teraz ta dziwniejsza sprawa: lubię grać w różne gry. Wiem, że z religią nie ma to nic wspólnego, ale w moim życiu najważniejsze jest to, co stanie się po śmierci. To moja jedyna szansa na normalne życie, gdzie będę sobą. Liczę na to, że po śmierci będę żyć w świecie z mojej ulubionej gry i z postacią, która wywarła na mnie duże wrażenie swoim charakterem i poglądami (no dobra, nie tylko). Że będzie to swego rodzaju nagroda za cierpienie tu, na Ziemi. To jest po prostu coś, czego pragnę. Poza tym wszystko ze mną w porządku, myślę.

Myślicie, że to chore, dziwne? Nigdy z nikim o tym nie rozmawiałem ani nie spotkałem się z taką sytuacją, wyznaniem tutaj. Ktoś ma podobnie, z tą drugą częścią? I nie, nic związanego z mangą, RPG :)
lesio Odpowiedz

Dziewczyny nie grają w gry? Stereotyp sprzed 30 lat. Na platformach mobilnych stanowią większość graczy.

Mam tylko obawę, że przez twoje fantazje o życiu po śmierci dojdzie do przyspieszenia tego momentu.

Quakie Odpowiedz

Ach czyli wolisz to życie z własnego wyboru przeżyć jako nieszczęśliwa, samotna i niezrozumiana, a masz tylko nadzieję że po śmierci trafisz do świata ulubionej gry?
Taki piwniczak wersja żeńska. Lepiej wyć w piwnicy do księżyca że nikt mnie nie rozumie.
A i gwoli ścisłości to już nie te czasy, żeby kobieta grająca w gry była dziwna. Sama zbieram noże, uwielbiam surwiwal, sportowe ciuchy, gram w gry. Szok. Lubię nawet rąbać drewno, spawać czy montować gniazdka w ścianie. Znaczy co? Jak rozumiem coś tu nie pasuje 🤣

Zobacz więcej komentarzy (5)

#okIUG

Historia z wczoraj

Podczas gry w kosza kolega mnie popchnął. Niefortunnie złamał mi rękę z przemieszczeniem. Niestety do szkoły do końca roku już nie wrócę. Chciałem podwyższyć średnią z 4.50 na 4.75 lub więcej. Aby to osiągnąć musiałbym poprawić 3 oceny: z matmy, biologi i muzyki. I co. Do szkoły nie pójdę to jak poprawić? Nie da się. Na szczęście nauczyciele mnie lubią więc co? Wszystko podniesione z 4 na 5. Średnia już ma 4.83.

Morał: Łam ręce i miej co chcesz
Nikomu o tym sposobie nie powiem
User100 Odpowiedz

Hmm... Nie wiem co przeszkadzała złamana ręka w pójściu do szkoły 🤔

Zobacz więcej komentarzy (6)

#BlMfM

Za dzieciaka niewinnie zapytałam tatę, czy to banan w jego kieszeni, czy też cieszy się, że mnie widzi. Miałam jakieś 8 lat i nie miałam pojęcia, co to znaczy, po prostu podobał mi się ten zwrot, uważałam, że to zabawne. Mama zapytała mnie, czy rozumiem, o co pytam; skłamałam i odpowiedziałam, że tak.
Przez kilka dni tata nie potrafił spojrzeć mi w oczy, a czasem wręcz mnie jakby unikał.

Minęło wiele lat, zanim dotarł do mnie sens tego, o co spytałam. Na samo wspomnienie czuję ciarki żenady.

#k6eSM

Działo się to trochę ponad dwa lata temu. Początek pandemii , twardy lockdown, nawet lasy pozamykane, a w komunikacji wszyscy grzecznie w maseczkach. Miałem wtedy problemy z żołądkiem, więc postanowiłem sprawdzić szczelność tych maseczek. A konkretnie to wchodziłem do zatłoczonych autobusów miejskich i puszczałem jadowite cichacze. Maseczki jednak spełniały swoją rolę, bo nikt nic nie poczuł, a przynajmniej nie dał po sobie tego poznać. Aż raz się zagapiłem i nie zauważyłem, że za mną stoi gość wbrew przepisom bez maseczki i jak puściłem cichacza, to zaczął strasznie krzyczeć. On z kolei nie zauważył, że w autobusie byli strażnicy miejscy. Zaraz go zgarnęli i wyprowadzili na zewnątrz.
Pewnie sporo zapłacił...
vylarr Odpowiedz

Trzeba było zacząć kasłać - efekt był by lepszy.

lesio Odpowiedz

Jakoś nie wierzę, że SM jechali autobusem i ignorowali człowieka (zapewne jedynego) bez maski dopóki nie zwrócił na siebie uwagi. Na początku pandemii służby wręcz polowały na takich delikwentów, bo to łatwa kasa z mandatów (potem się okazało, że jednak nie, bo można się skutecznie odwołać).

Zobacz więcej komentarzy (2)

#n08xV

Wyobraźcie sobie szczęśliwą rodzinę. Ja – żona przystojnego męża i matka uroczego synka. Wyobraźcie sobie dom z ogrodem gdzieś w małej wiosce graniczącej z dużym miastem. Wiejska sielanka, którą dzieli parę chwil jazdy samochodem od zatłoczonego centrum miejskiego. Synek nie sprawia kłopotów wychowawczych. Mąż też nie. Nikt nie pije, nie pali, nie zażywa podejrzanych substancji. Staramy się dbać o ekologię i odżywiać zdrowo. Nasze pożycie małżeńskie jeszcze do wczoraj uważałam za udane. Co prawda zawsze irytowało mnie, gdy czasem przyłapywałam męża na korzystaniu z pornografii i onanizowaniu się do aktorek, bo to tak jak ja bym mu nie wystarczała, ale ponieważ nie zaniedbywał mnie łóżkowo ani nie zdradzał, więc przymykałam oko na tę jego słabość. Nikt nie jest doskonały.

Wczoraj świat zawalił mi się na głowę, gdy zupełnym przypadkiem, szukając urzędowego druku, który zapisałam gdzieś na komputerze, natknęłam się na dokument zatytułowany XXX TOR. Po nazwie od razu zorientowałam się, że może chodzić o przeglądarkę internetową TOR, którąż mąż używa właśnie do oglądania porno. Mąż zajmuje ważne stanowisko i bardzo dba o swoją anonimowość szczególnie przy korzystaniu z TAKICH stron. Coś mnie tknęło, by otworzyć dokument. Rzeczywiście był zapisany setkami linków. Jeden z nich wkleiłam do przeglądarki. Jakież było moje osłupienie, gdy uruchomił się film porno z udziałem bardzo młodziutkiej dziewczynki. Pozostałe linki prowadziły do podobnych filmów. Ohyda. Poczułam mdłości na widok tych wszystkich młodziutkich osób robiących różne wyuzdane rzeczy.

Po powrocie męża z pracy wprost zapytałam, co to wszystko ma kurwa znaczyć. A on nieco zaskoczony i chyba trochę przestraszony wzruszył tylko ramionami i odpowiedział, że nic. Że to tylko filmiki. Pytam – po ile lat mają te dziewczynki? A on, że nie wie, ale skoro rosną im już piersi i mają włosy między nogami, więc są nastolatkami, a nastolatka to już nie dziecko, więc mam przestać patrzeć na niego jak na pedofila. Pytam dalej, czy ma świadomość, że takie filmy są nielegalne. O dziwo zgodził się ze mną i dodał, że właśnie dlatego nigdy ich nie ściągał na dysk twardy. Że jemu wystarczy spis linków, bo samo przeglądanie sieci, bez względu na odwiedzane strony, nie jest karalne. Karalne jest tylko ściąganie i posiadanie. A on nie ściąga i nie posiada, więc przepisów prawa nie łamie.

Może i nie łamie, ale ja jestem zdruzgotana. Mam wrażenie, że świat zawalił mi się nagle na głowę. Jednego dnia szczęśliwa rodzina, a drugiego masakra. Najgorsze, że mąż, którego nadal kocham, nie widzi w tym nic złego. Nawet gdy mu wskazuję na bardzo młody wiek „aktorek”, to śmieje się, że Zbyszkowi z Bogdańca spodobała się 12-letnia Danusia i jakoś nikt nie robił mu wymówek.
Ręce opadają.
didja Odpowiedz

Autorko:

1. Pornografia pedofilska jest przestępstwem, jednym z najcięższych.
2. Nieściąganie na dysk nie zwalnia od odpowiedzialności.
3. W czasach Zbyszka z Bogdańca za skrzywdzenie dziecka mąż zapłaciłby gardłem, nie tylko stanowiskiem. I to nawet bez sądu, rodzina dziewczynki by mu zrobiła kęsim.
4. Niepowiadomienie o takim przestępstwie (znaczna szkodliwość społeczna) wcale nie zwalnia Cię od odpowiedzialności karnej. Zastanów się, czy jesteś gotowa żyć w stresie.
5. Najważniesze: te dzieci nie robią tego dobrowolnie. Są ofiarami siatek pedofilskich. Często są to dzieci kupione czy porwane, torturowane kilka lat, a potem zabijane.
Poczytaj sobie np. o Pizza Gate. Chciałabyś, żeby Twój syn został torturowany gwałtami? Zresztą... skoro mąż ma takie preferencje, wcale nie jest powiedziane, że nie robi/nie zrobi tego z własnym dzieckiem.

Gwałcone dzieci są okaleczone na całe życie. Nie tylko w obrębie narządów płciowych. Wiele z nich płaci to PTSD, dysocjacyjnym zaburzeniem tożsamości, traumą w zasadzie wielopokoleniową, bo mają problem z założeniem rodziny.

Naprawdę chcesz do tego przykładać rękę? Jak to leciało? "Aby zło zatriumfowało, wystarczy, żeby dobry człowiek nic nie zrobił"?

Odpowiedzi (3)
CarolinaReaper Odpowiedz

Strasznie Ci współczuję. Szczerze, to nie mam pojęcia co ja bym zrobiła w takiej sytuacji. Nie wyobrażam sobie odkryć, że bliska mi osoba ogląda pedofilskie porno... Mąż właśnie zniszczył Wasze wspólne życie.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#K0dE0

Moja rodzina nigdy nie była dla mnie wielkim wsparciem, a znajomych wielu nie miałem przez odcięcie w czasach młodości. Nie mogłem zaprosić znajomych do domu, więc większość czasu spędzałem przed komputerem. Nie przeszkadzało mi to.

Aż w końcu przyszedł ten czas kiedy czuje się potrzebę kontaktu z ludźmi, nie umiałem go nawiązać. Czułem się bardzo samotny widząc jak inni tworzą przyjaźnie, związki, chodzą na imprezy i wspólne wyjścia. Nie umiałem się zaadaptować, wpasować, być jednym z nich. Moja psychika cały czas leciała w dół i nie wiedziałem do kogo zwrócić się o pomoc, dni działały na zasadzie szkoła - dom - komputer, bez żadnych przełomów, samotnie tak w domu jak i w szkole.

Aż w końcu nawiązałem lepszy kontakt z kolegą, który stał się dla mnie najlepszym przyjacielem. Zobaczyłem co to znaczy mieć kogoś, komu na mnie zależy. Zobaczyłem jak działa zdrowa, kochająca się rodzina u niego w domu. To były lepsze chwile mojego życia, lecz nadal czułem się źle w szkole i obarczałem go tym wszystkim. Pomagał mi jak mógł, starał się z całej siły. Potrzebowałem tego, potrzebowałem jego. I zacząłem być zazdrosny, zaborczy, chciałem spędzać czas tylko z nim bo to dawało mi poczucie normalności, jakiegoś szczęścia. Zazdrosny o dziewczyny czy inne osoby. Chciałem spędzać z nim jak najwięcej czasu, jako z najbliższą osobą, którą miałem. Aż w końcu po pewnej kłótni spowodowanej moją zazdrością i egoizmem zerwał naszą przyjaźń.


Teraz rozumiem, że byłem toksyczny, wylewałem zbyt wiele swoich problemów. Jednak próbowałem dać z siebie wszystko żeby naprawić relację, czym spowodowałem więcej kłótni, aż odciął się całkowicie. Zaczął mnie ignorować po całej linii, wspólni znajomi, których poznałem dzięki niemu odcięli się ode mnie tak samo i zostałem znów samotny. Poczułem to samo, co kilka lat wcześniej. Całkowite opuszczenie. Nie mogłem tego zrozumieć, nie byłem w stanie znów tak funkcjonować więc dobijałem się jeszcze bardziej, jednak było zbyt późno. Tylko odpychałem go bardziej od siebie. W końcu sprawa trafiła wyżej i musiałem zachować dystans, żeby nie mieć problemów. Czułem wtedy dziurę, nie wiedziałem jak pójść do przodu. Zacząłem chodzić do psychologa, psychiatry. Brać leki. Po dłuższej przerwie gość przestał mnie ignorować, jednak były to tylko zdawkowe cześć.

Minęło kilka miesięcy terapii i leków, a ja stoję w miejscu. Nadal go potrzebuję i czuję się przywiązany. Jednocześnie nadal, próbując odzyskać kontakt, czuję się toksyczny. Wiele razy mi już mówił, żebym zajął się swoim życiem, żebym dał mu spokój i poszedł do przodu. Ale nie potrafię, nie daję rady i codziennie czuję się tak samo źle. Mam wrażenie, że bez jego pomocy i obecności się nie da. Nie wiem co jeszcze mógłbym zrobić. Chcę odzyskać jego przyjaźń, ale to niemożliwe.
Anonimowane Odpowiedz

Za bardzo się skupiasz na jego osobie, zamiast na relacji, na której Ci zależy.
Możesz stworzyć nową, zdrową więź z kimś innym. Poznać kogoś, otworzyć się i dbać, żebyście obili czerpali z tej relacji.
Zamiast tego trzymasz się przeszłości jak złotego grala. Ale prawda jest taka, że relacja, którą pamiętasz nigdy nie była dobra, bo Ty czerpałeś z niej dużo, a przyjaciel dawał z siebie dużo. Jak chcesz kogoś kto zostanie, to musicie dawać mniej więcej tyle samo.
Możesz stworzyć coś nowego, zdrowego na lata. Ale najpierw musisz odpuścić fantazje o tym, co wydaje Ci się, że było.

CarolinaReaper Odpowiedz

Nieźle musiałeś dać mu popalić skoro definitywnie zerwał z Tobą kontakt. Pewnych rzeczy nie zmienisz i tyle, wyciągnij jednak wnioski na przyszłość.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#LUvgD

Istnieją trzy najlepsze okresy w moim życiu. Choć nie przeżyłem aż tyle, co moi rówieśnicy to i tak okresy te zawsze będę miał w moim sercu.

Końcówka lat 90.

Były to świadome początki mojego dzieciństwa. Słuchało się wtedy kaset magnetofonowych, które zapoczątkowały moją obsesję na punkcie kolekcjonerstwa. Podobnie było z Pegasusem, którego dostaliśmy od wujka. Przyjeżdżał do nas co niedzielę ze słodyczami. Nie tylko graliśmy w Tanki, ale również budowaliśmy rozbudowane domy z klocków LEGO. Zdarzało się również, że przywoził ze sobą aparat i robił nam zdjęcia na spacerach. Sporo wtedy spędzałem czasu na świeżym powietrzu. Na BMX'ie, na lokalnych festynach, na stadionie czy zabawach z kolegami. Wtedy również poznałem kilka świetnych gier na komputerze kolegi. Zbierałem również karty telefoniczne czy grałem w planszówki. Bawiłem się również w chowanego.

Lata 2000.

Okres ten nieco się zmienił. Porzuciłem planszówki, kasety czy zbieranie kart. Jakoś mnie to znudziło. Istniały wtedy nadal gadżety, na przykład Jojo firmy Draco, które dostałem na dzień dziecka. Nie tylko grywałem na Pegasusie, ale również dostałem swój pierwszy komputer z okresu lat 90. W ten oto sposób pojawiły się u mnie początki pasji, czyli majsterkowanie przy PC. Przechodząc do pasji to również często wędkowałem czy podróżowałem. Niedługo potem poznałem dobrego kolegę, który poświęcił mi mnóstwo czasu jak również do niczego mnie nie zmuszał. Razem chodziliśmy na wyprawy wędkarskie, podróżowałem (nie tylko z nim), graliśmy sobie w karty czy graliśmy w zośkę piłką. Wędkowanie stało się drugą z moich pasji. Prócz tego graliśmy na komputerze w gry na dzielonym ekranie lub słuchaliśmy tej samej muzyki. Wtedy poznałem Eskę czy Energy 2000.

Końcówka lat 2K10.

W 2016 roku uświadomiłem sobie, że nowoczesność mnie nie cieszy. Ta technologia, ten pośpiech. Postanowiłem spędzać czas jak w latach 90/2000. Pojawiła się też pasja samorozwoju czy polubiłem sprzątać/organizować czas czy fotografować. Tak więc rozpoczął się wielki projekt Retro.

W tym okresie poznałem najwspanialszą osobę na świecie. Nie będę rozpowiadał, bo może sobie tego nie życzy ale dała mi wiele więcej od siebie, niż ktokolwiek w życiu. Mnóstwo spędzonych razem dni, możliwość troski. Wspólne plany i pasje. Czułem się jak w prawdziwej rodzinie. W tym okresie rozwinąłem swoje wartości oraz powróciła i rozwinęła się pasja podróżowania. Pokazaliśmy sobie nawzajem sporo nowych form spędzenia czasu.

Mimo tego, że minęło trochę lat mam wielki szacunek do bliskich mi osób, pasji i chwil, które sam lub z nimi przeżyłem. Tęsknię i wierzę, ale w co? To moja skryta tajemnica. Nadal pracuję nad projektem, a także nad samorozwojem.
Breugnon Odpowiedz

Aha, ok

Vito857 Odpowiedz

W sumie... to o czym to wyznanie jest i gdzie ta anonimowa część?

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie