#139CQ

Lata 90., wizyta u dentysty, siedzę, czekam na swoją kolej, przede mną starsza kobitka (czeka ze mną z pół godziny).
Nudy, zaczynam przeglądać gazety i zobaczyłem Playboya, a że w środku bywały zakładki z perfumami (a takowych planowałem zakup), zacząłem przeglądać numer, wąchając co kilka stron zakładkę z próbką perfum. Po chwili spojrzałem na kobitkę, która zaczerwieniła się, wstała i wyszła z poczekalni.

Troszkę później do mnie dotarło, że wcale nie musiała wiedzieć o próbkach perfum w środku. Ale na pewno widziała okładkę z gołą babą i mnie wąchającego poszczególne strony.
Socha Odpowiedz

Wyobraziłam sobie 😂

Odpowiedzi (2)
nacomi7 Odpowiedz

ale zeby u denstysty w poczekalni byl playboy to nieźle

Zobacz więcej komentarzy (3)

#t5A3d

Z rodzicami mam dobre kontakty. Nie mogę na nich narzekać. Cały czas miałam wszystkiego pod dostatkiem, rodzice poświęcali mi uwagę i czułam się kochana. Nawet teraz, jak jestem dorosła, to dosłownie w każdej sytuacji mogę na nich liczyć i wiem, że otrzymam od nich pomoc. Kocham ich całym sercem.
Jednak nie znoszę jednej cechy mojej matki.

Jestem jedynaczką, Można się domyśleć, że byłam rozpieszczonym dzieckiem w rodzinie. Rodzice mi kupowali bez problemu wszystko, nawet laptopy. Zdarzało się, że usłyszałam odmowę, ale tylko wtedy, kiedy rodziców naprawdę nie było stać na moją zachciankę. Mama była taką osobą, która uważała, że mam na wszystko czas i mam się nie przemęczać. W efekcie robiła za mnie wszystko, dosłownie. Podawała mi jedzenie pod nos, prała mi ubrania, układała rzeczy w szafie, ścieliła łóżko, szykowała ubrania do szkoły. I to nie tylko jak byłam dzieckiem, ale również w liceum. Wiele razy chciałam to zmienić, ale przyzwyczajenie było tak silne, że trudno było mi wypracować nowe nawyki. No, a mama mi w tym nie pomagała, bo "ty się ucz, nie przemęczaj, a ja wszystko zrobię".

Nadszedł czas wyboru studiów. Miałam w planach wyprowadzkę do innego miasta. Lepsza uczelnia to raz, a dwa - chciałam w końcu DOROSNĄĆ. Ale nie udało mi się. Nie złożyłam papierów na inną uczelnię niż ta w moim mieście. Powód? Matka mnie zniechęcała. Mówiła, że mi się nie uda, że nie poradzę sobie, a ja w to uwierzyłam.

Teraz rozumiem już wszystko. Moja mama nie jest taka, że neguje wszystko co robię, wręcz przeciwnie, zawsze chwali moje sukcesy i mówi, jak to jej córka będzie miała najlepsze wyniki na studiach i że wszystko mi się uda. Ona nie chciała tylko, żebym się wyprowadziła. Tak naprawdę potrzebowała mnie bardziej niż ja ją.
Mam żal do swojej matki za to, że przez nią nie poszłam do innego miasta na studia. Miałam zaniżone poczucie własnej wartości, bo czułam się nadal jak takie dziecko pod opieką matki. W wieku 20 lat nie potrafię uprać sobie majtek, zrobić obiadu i pójść na zakupy.

Postanowiłam, że muszę naprawić swój błąd. Byłam u dziekana uczelni, do której chciałam iść początkowo. Jeśli zdam teraz semestr, będę mogła się przenieść bez problemu. Tak że jednak moje marzenie o studiowaniu w innym mieście się spełni. Mam już nawet załatwioną tam pracę przez znajomego. Boję się tylko reakcji matki.

Trzymajcie kciuki, żebym dała sobie radę z praniem skarpetek i robienia koło własnego tyłka. Już koniec bycia bananowym dzieciakiem.
TheDarkestLarrie Odpowiedz

Ty nie poszłaś na studia do innego miasta z własnej winy, a nie winy matki.

Odpowiedzi (1)
Orava Odpowiedz

Pranie i gotowanie jest naprawdę proste.
W domu rodzinnym też prania nigdy nie nastawiłam, a po wyprowadzce udało mi się to zrobić za pierwszym razem. Tobie też się uda!
Na internecie masz miliony gotowych przepisów na jedzenie, a nawet i zdjęcia w razie jakbyś nie wiedziała jak coś wygląda. Też sobie poradzisz :)
Powodzenia!

Zobacz więcej komentarzy (1)

#jrNor

Moi rodzice wzięli ślub, gdy mama była w ciąży. Z jej opowieści wynikało, że jej mama zmusiła ją. Od małego słyszałam wiele złego na temat babci. Nie miałam z nią dobrego kontaktu, mimo że rozpaczliwie próbowała do mnie dotrzeć i wyjaśnić wszystko (teraz jest już za późno, by z nią porozmawiać. Odeszła dwa lata temu). Mama kazała mi na nią mówić babka, na dziadka po imieniu. Kłóciła się z nimi bez przerwy, często, bo mieszkali w domu obok nas. Zresztą matka kłóciła się ze wszystkimi. Z rodziną nie utrzymywała kontaktu, gdy miałam 10 lat zabroniła babci zabierać mnie na spotkania rodzinne. Nie znam swojej rodziny.

Z sąsiadami wieczna wojna. Wprowadzali się nowi sąsiedzi, to od razu znajdywała powód do kłótni. Gdy spotykała ich na ulicy, wyzywała. Większość miała ją gdzieś, udawali, że jej nie zauważają. Niektórzy nie pozostawali dłużni i toczyli wojnę. Wtedy matka szła do dzielnicowego na skargę, że jest dręczona przez sąsiadów. Mimo tego zawsze dbała o to, żeby ludzie postrzegali ją jako piękną i bogatą. Ceniła tylko takich ludzi. Gdy byłam mała mówiła, że nie grzeszę urodą. Gdy mówiłam jej o swojej kumpeli, pytała tylko, czy jest ładna. Sama przed lustrem spędzała co najmniej  godzinę, zanim wyszła na zakupy.

Z ojcem nie miałam wcale kontaktu. Nigdy mnie nie przytulił, jakby nie zauważał. Gdy miałam 6 lat, wyjechał za pracą. Mama nie pracowała bo przysyłał pieniądze. Pamiętam rozmowę ich gdy miałam ok. 14 lat. Matka mówiła: "zabierz ją do siebie, mam z nią takie problemy". Nie rozumiałam o co chodzi. Może i weszłam w wiek dorastania, ale nie stwarzałam kłopotów, dobrze się uczyłam itd. Parę miesięcy później ojciec zostawił nas. Matka szalała. Nie było co jeść, wysyłała mnie do babci pożyczać pieniądze. Zaczęła się na mnie wyżywać, kiedyś wykrzyczała, że żałuje, że mnie urodziła. Minęły 2 lata, nim urząd pracy wysłał ją do pracy. Wcześniej zrobiłam jej listę, gdzie mogłaby popytać o pracę, ale ona krytykowała wszystko.

Zdecydowałam, że będę żyć inaczej.
Gdy miałam 21 lat, wyjechałam. Nowe życie zaczęłam od budowania własnego zdania. W domu nie mogłam nic powiedzieć, bo matka przekrzykiwała mnie - ona zawsze miała rację. Mimo że ciężko było na początku, wysyłałam jej gotówkę, bo znów nie miała pracy (później się wygadała, że mój ojciec się odnalazł i w tym czasie otrzymywała zaległe alimenty).

Po kilku latach wyszłam za mąż, urodziłam syna. Niedawno obchodził 2 lata. Na urodzinach matka narobiła mi wstydu. Plotkowała zawzięcie na temat naszego kolegi który był na przyjęciu. Zwróciłam jej delikatnie uwagę, że przesadziła, zadzwoniła więc do moich teściów i oznajmiła, że zrywa ze mną kontakt, bo zrobiłam jej okropną awanturę. Zaczęła mnie oczerniać, moją ś.p. babcię też. Na szczęście jej nie uwierzyli. Powiedzieli mi najpiękniejsze słowa, jakie mogłam usłyszeć: Ty matki już nie masz, ale my jesteśmy twoją rodziną.
Esza Odpowiedz

Jakaś patologia. Jeśli Twoja matka wyzywa ludzi na ulicy, a oni ja ignoruja, to dlatego że ona jest dla nich takim pół człowiekiem tylko. Kimś niewartym uwagi, tak jak pies który Cię obszczekuje zza plotu, też z nim w polemikę nie wchodzisz.

jprdl Odpowiedz

Chyba powinnaś podtrzymać rodzinną tradycję i unikać spotkań babci z twoim synem :v

Zobacz więcej komentarzy (5)

#LRiop

Kiedyś prawie zostałam zgwałcona. Pomimo mocnego upojenia alkoholem, udało mi się obronić przed trochę mniej pijanym mężczyzną, który swoją drogą nie rozumiał chyba znaczenia słów "nie chcę tego/zostaw mnie/przestań". Próbował kontynuować obmacywanie i zdejmowanie ze mnie ubrań. Jak na złość w tym momencie urwał mi się film.
Obudziłam się zupełnie naga w jego mieszkaniu, ubrałam się i uciekłam. Przez następne pół roku myślałam, że ten człowiek odebrał mi dziewictwo. W końcu przełamałam wstyd, by u lekarza dowiedzieć się, że wszystko jest na swoim miejscu, nic nie było naruszone.

Było to 4 lata temu. I chociaż bardzo wstydzę się tych myśli, to od około 3 lat zastanawiam się, dlaczego nie dokończył. Może po rozebraniu mnie nie spodobało mu się moje ciało? Nie wiem, co się wydarzyło. Cieszę się, że nie zostałam zgwałcona, ale ta sprawa nie daje mi spokoju.
niebieskiatrament Odpowiedz

Poszukaj swoich fot na stronach dla dorosłych.

Lorayne Odpowiedz

Skoro był pijany, to może po prostu mu nie stanął. Radziłabym mimo wszystko zbadać się na choroby weneryczne.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#nk5tq

Zmarł mój mąż. Zostałam z półroczną córeczką. Wszyscy mi współczuli, a ja nie mogłam nikomu powiedzieć, że zamiast smutku czułam ulgę.

Nikt nie wie, jak mnie traktował, każdy miał go za porządnego faceta. Jego prawdziwe oblicze znałam tylko ja. I chcę o nim zapomnieć. Choć nie wiem, czy kiedyś jeszcze zaufam.
KrulWafel Odpowiedz

Najgorsze jest to, że gdybyś teraz powiedziała prawdę o nim to by jeszcze ciebie ludzie krytykowali tylko dlatego, że "o zmarłych mówi się dobrze albo wcale" co jest chore...

Zobacz więcej komentarzy (1)

#oUpDI

Miałem kiedyś dość nudną pracę w jednoosobowym pokoju. To był akurat czas, kiedy przez jednoczesne studia dzienne i pracę na full time spałem nie za dużo. Czekałem akurat aż się skończy dłuższy proces na komputerze - proces, w trakcie którego nic innego nie mogę robić na komputerze. No i mi się przysnęło.

Śniło mi się, że po jednej z główniejszych ulic mojego miasta pcham czarny fotel na kołach, taki z biura.
Nagle z przeciwka biegnąc mija mnie młodsza siostra mojej byłej i coś do mnie krzyczy, potem mija mnie ta była (obie dawno temu wyjechały za granicę), zatrzymuję się na trawniku i sam do siebie - niemożliwe, to musi być sen...
No i budzę się w biurze, ale przede mną inny monitor, inna klawiatura, na ścianie na wieszaku wisi jakaś damska kurtka, obok biurka stoi damska torebka, co ciekawe, w moje trampki między sznurówkami miałem wplecione niebieskie wstążki.
Rozglądam się i myślę - no tak, ktoś mi zrobił kawał i mnie przez sen przewiózł do pokoju obok i dlatego we śnie słyszałem dźwięk kółek od fotela. I tak się rozglądam... nie, to nie możliwe, to musi być sen...
Budzę się w biurze, swoim, moja szafa, komputer, biurko... ale na ścianie naprzeciwko wisi lustro - w moim pokoju go nie ma.
Wstaję, podchodzę do lustra... a tam ja, w czarnym garniturze i granatowym krawacie... Nieeeee, przyszedłem inaczej ubrany, to musi być sen, aaaaaaaaa... obudziłem się z krzykiem.

Musiałem wyjść na papierosa, żeby się uspokoić.
HellBlazer Odpowiedz

Był kiedyś chłopiec, który śnił o byciu motylem. Po przebudzeniu się zaczął się zastanawiać czy nie jest motylem śniącym o byciu chłopcem.
Być może nadal jesteś we śnie? Może wszyscy w nim jesteśmy? Co teraz?

Odpowiedzi (3)
SpanieMoimNalogiem Odpowiedz

Sen w śnie. Fałszywe przebudzenie. Zdaża się.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#OUi9X

Moja siostra od zawsze była szarą myszką. Nie lubiła chodzić na imprezy, ciężko jej było znaleźć koleżanki, a już tym bardziej chłopaka. Ja, jako jej starsza siostra, zawsze starałam się nią opiekować i pomagałam jej trochę „rozbujać” to życie towarzyskie. Zabierałam ją na imprezy, poznawałam ze znajomymi, pomagałam się jakoś ubrać, itp.

W związku z powyższym, byłam w szoku, kiedy Miśka przyprowadziła do domu swojego nowego chłopaka. Nie dość, że facet był zabawny i inteligentny, to jeszcze do tego przystojny. Miałam wrażenie, że to jakiś cud wydarzył się w życiu mojej siostry i – żeby nie było niedomówień – byłam z tego powodu niesamowicie szczęśliwa! Kocham moją siostrzyczkę i moje serce się raduje, kiedy i ona jest szczęśliwa. Teraz mijają jakieś dwa lata od kiedy Miśka jest z tym swoim Emilem. Jest w nim zakochana po uszy, a na rocznicę… chłopak się jej oświadczył! Planują ślub, chcą dzieci, ogólnie wszystko jak z obrazka i nic tylko łzy ze wzruszenia ocierać. I na tym etapie możemy zakończyć pozytywną część tej historii.

Emil jest super, tylko że jest strasznym babiarzem. W przeciwieństwie do mojej siostry, która ma klapki na oczach, ja dostrzegam jak koleś na imprezach nieustannie zagaduje do innych lasek. Co więcej, on z nimi jawnie flirtuje i moja Miśka tego nie widzi. Raz próbowałam jej coś na ten temat powiedzieć, to się obraziła i nie rozmawiała ze mną przez kilka dni. Nie chcąc psuć sobie relacji z siostrą, zaczęłam go śledzić na własną rękę. Okazało się, że jego wieczorne wyjścia z kolegami na pokera to żadne karty, tylko imprezy w klubach. Ma konto na tinderze. Masowo lajkuje półnagie laski na instagramie. Sprawia wrażenie, jakby szukał przygody i zdecydowanie nie jest tak święty jak moja siostra. A teraz najgorsze…

Ostatnio, gdy spotkaliśmy się na imprezie, podszedł do mnie w toalecie i bez słowa uprzedzenia wsadził mi język do buzi. Tak, narzeczony mojej siostry próbował mnie pocałować. Tylko dlatego, że się upił i chyba hamulce mu za bardzo puściły. Oczywiście odepchnęłam go. Teraz wypisuje do mnie monologi o tym, jak bardzo kocha Miśkę i że przeprasza. Błaga, żebym jej nie mówiła o tym incydencie. A ja nie mam pojęcia co zrobić. Boję się, że on może zdradzać moją siostrę, ale z drugiej strony nie mam dowodu na to, że tak się dzieje, ani pewności, że tak się kiedyś stanie. Być może on po prostu stwarza takie pozory, a ja rozwalę mojej siostrze pierwszy, udany i poważny związek?
PaniPff Odpowiedz

Myślę, że wystarczy raz powiedzieć i przedstawić dowody, a potem, zostawić to jeśli nie będzie chciała nic z tym robić, to jej życie.

yo77 Odpowiedz

zdobądź trochę dowodów na to, co robi i przedstaw je siostrze. Sama zdecyduje co z tym zrobić. Przynajmniej po ewentualnym ślubie, gdy coś wyjdzie, nie będzie miała pretensji do ciebie, że jej nie powiedziałaś..

Zobacz więcej komentarzy (8)

#5PKbw

Mój ukochany w końcu mi się oświadczył! Pierścionek wymagał zmniejszenia, ale umówiłam się z narzeczonym, że zabierzemy go do jubilera, gdy już pochwalę się nim przed przyjaciółkami, z którymi miałam zobaczyć się kilka dni później.
Wyszłyśmy do knajpy, trochę wypiłyśmy i pogawędziłyśmy. Postanowiłam pójść do łazienki i zupełnie zapomniałam o tym, żeby uważać na za duży pierścionek, który... wylądował w toalecie z automatycznym spłukiwaniem.
Spłuczka działała bez zarzutu.
Diavel Odpowiedz

Bo przecież nie można zabrać pierścionka w pudełku, jeśli jest za duży i spada z palca...

Odpowiedzi (2)
ZielonaPoduszka Odpowiedz

Dlatego nie będę swojego pierścionka nosić poza domem. Najlepiej mieć ten oryginalny schowany, a na palcu jakiś tańszy, symboliczny

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#Gh1D0

Mam kilka piosenek, których nie słucham ze względu na wzruszający tekst lub melodię. Dzisiaj zebrałam się na ich ponowne przesłuchanie i zaryczałam poduszkę. Przypomniało mi się, dlaczego ich nie lubię, choć są piękne: przypominają mi, że nie mam zainteresowań, a to, co wydawało się moją pasją już nią nie jest, nic w życiu nie osiągnęłam, nie potrafię pracować nad sobą, przez co nienawidzę się jeszcze bardziej i bardziej, nigdy nie będę dla nikogo wystarczająca i nie mogę nawet kupić kota, bo mam alergię. Ciągle żartuję z tego wszystkiego, dlatego moi znajomi myślą, że jestem z tym pogodzona i nie przejmuję się takimi błahostkami. Przecież jestem taka zabawna i towarzyska!
Prawda jest taka, że przejmuję i to bardzo. Tak bardzo, że nie widzę już sensu w niczym co robię i uważam się za niepotrzebną jednostkę na tym świecie, którą selekcja naturalna powinna już dawno wyegzekwować. A z jakiegoś powodu coś mnie tu trzyma, tylko nie wiem co.
ZnamTo Odpowiedz

Głupie gadanie, wystarczająca? Nie możesz być po prostu sobą? Prędzej czy później ktoś się Tobą zainteresuje, a co do nie potrzebnej jednostki na dobrą sprawę każdy jest taka jednostką... Życie jest jak droga, pełna zakrętów i za wirowań, to co trzyma Cię przy życiu to po prostu chęć życia, być kochaną i kochać. To tylko naturalne emocje, nasze ludzkie emocje. Pamiętaj jesteś tyle warta na ile sama się cenisz.

Odpowiedzi (1)
Orava Odpowiedz

Też mam takie piosenki, które doprowadzają mnie do łez, tylko mi wystarczy o nich pomyśleć. Dotyczą one jednak śmierci i samotności po tym jak ktoś umrze.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#j4bI2

Czuję się jak najgorsza córka na świecie, bo nie wiem co mam zrobić i jak pomóc swojemu tacie. Bardzo go kocham i czuję się bezsilna. Zawsze był spokojnym, dobrym człowiekiem, moim bohaterem. W ciągu ostatnich kilkunastu lat nasza rodzina przeszła wiele trudnych sytuacji. Korzystając z tego, że wróciłam po studiach do rodzinnego domu, zaczęłam spędzać z tatą więcej czasu i zauważyłam rzeczy, których nie widziałam wcześniej.

Tato zamyka się w sobie, nie ma energii, drżą mu ręce, czasem nogi, często mu duszno, niepokoi się różnymi rzeczami. Widzę, że są to ataki paniki, ale on zawsze ignoruje to zwalając winę na wszystko inne: a to pogoda, a to wujek go zdenerwował, a to się nie wyspał. Starałam się mu sugerować źródło problemu, ale wtedy się denerwuje i mówi, że nie jest wariatem.

Czuję się bezsilna. Przecież to nie jego wina, nerwica to normalna choroba, którą można wyleczyć. Jestem tchórzem, bo nie umiem z nim otwarcie pogadać, przekonać do wizyty u psychologa. Widząc, jak cierpi, sama też odczuwam ból. Tak bardzo chciałabym pomóc, a nie potrafię.
PaniMgr Odpowiedz

To może być też Parkinson.

Odpowiedzi (1)
Xanx Odpowiedz

Skoro jesteś już po studiach to ojciec ma swoje lata, myślę że jest koło 50tki. W tym wieku mogą się zaczynać już choroby i wcale nie muszą to być problemy umysłowe

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie