#VYg0n

Za każdym razem, kiedy słyszałam historię o tym, że ktoś nie wytrzymał i popuścił w spodnie, myślałam, że to bzdura. Jak można nie wytrzymać, do jakiego kresu wytrzymałości się doprowadzić?
Dane było mi się przekonać.

Wracałam pociągiem z miasta, w którym studiuję. Najpierw jednak wstąpiłam do KFC, a tam wiadomo, wielka dolewka. Wypiłam łącznie chyba z 2l płynów. Na dworcu nie było bezpłatnej toalety, jedyna, jaką oferowali, nie posiadała sprawnego terminala, a ja zawsze płaciłam tylko kartą i nigdy nie miałam problemu. Myślałam wtedy, że najwyżej zrobię w pociągu, jeśli będę w dużej desperacji. Punktualnie byłam na peronie, punktualnie też przyjechał pociąg. Odjechał z kilkuminutowym opóźnieniem, ale w ogóle się tym nie przejmowałam. Po około godzinie mój pęcherz zaczął dawać o sobie znać, wstałam więc, aby poszukać toalety. I jak na złość, był to jeden z tych starych, ledwo toczących się pociągów, a jedyna w nim toaleta była nieczynna. Pomyślałam, że to chyba jakiś pechowy dzień, od rana spotykały mnie małe niepowodzenia. Na szczęście niedługo miałam być w domu. Opóźnienie pociągu narastało, do tego stopnia, że wydłużyło się o 20 minut. Teraz to dla mnie nic, ale wtedy każda minuta była jak wieczność. Usiadłam delikatnie na pięcie, aby powstrzymać coraz bardziej intensywną potrzebę. Kręciłam się i wierciłam, końca nie było widać. Przy kolejnym i kolejnym ruchu poczułam delikatną stróżkę moczu.Wystraszyłam się nie na żarty. Kiedy w końcu pociąg znalazł się na mojej stacji, wstałam, zabrałam torbę i... Popuściłam znowu. Zdesperowana uklęknęłam, udając, że wiążę but. Bałam się, że coś będzie widoczne na moich jasnych jeansach. Na dworcu kolejowym w moim mieście również była toaleta, na monety. Nie byle jakie – wyłącznie złotówki, ewentualnie mniej. Wiedziałam, że nie mam drobnych i chciałam od razu iść do domu, ale naprawdę bałam się, że nie dotrę tam sucha. Usiadłam na ławce ze łzami w oczach i zaczęłam wyciągać wszystkie rzeczy, by znaleźć choćby jedną złotówkę. Wszystko na nic, byłam wściekła, straciłam czas. Szłam coraz szybciej, byłam zmęczona, ale zdesperowana. Wybrałam krótszą trasę, która biegła zaraz obok liceum. Mimo późnej pory zaraz obok boiska gromadziły się grupy młodych ludzi. Za nic w świecie nie chciałam zmoczyć się przy kimkolwiek. Leciałam jak oszalała. Do domu miałam niecały kwadrans. W pewnym momencie poczułam, że to koniec. Leciało ze mnie. „O nieeee!” Powiedziałam to na głos. Kilka przechodniów odwróciło się w moją stronę. Było mi tak wstyd... Zlałam się w majtki!
didja Odpowiedz

Rozumiem, że odczuwasz dyskomfort. Ale - nie jesteś zła na PKP, że wskutek ich olewatorstwa musiałaś cierpieć, a na końcu zabrudziłaś, a może nawet zniszczyłaś sobie bieliznę i spodnie. Nie jesteś zła ani nie jest Ci wstyd, że w trzeciej dekadzie XXI wieku w centrum miasta (dworzec) nie można skorzystać z toalety. Nie zastanawiasz się, czemu nie wpadłaś do tego liceum, skorzystać z wc. Nie - Ty się wstydzisz nietrzymania moczu.
Przez takie podejście ludzie z nietrzymaniem moczu z powodów zdrowotnych wciąż są stygmatyzowani. Nie idź tą drogą.

Odpowiedzi (1)
Vito857 Odpowiedz

Zdarza się, ludzka rzecz.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#UJXJI

Wynajmuję pokój w mieszkaniu 3-pokojowym. W jednym z pokoi mieszka dziewczyna, w drugim ja z chłopakiem, a w trzecim... Ukrainka. I, żeby nie było, nie mam nic do obcokrajowców. Uważam po prostu, że jeśli zdecydowali się bądź nawet jeżeli nie mieli innego wyboru i zamieszkali w naszym kraju, to mogliby się dostosować do panujących warunków tutaj, nauczyć się choć podstaw naszego języka itp. Ale do brzegu...

Wyżej wymieniona Ukrainka jest to dziewczyna młoda, przybyła do Polski w marcu na skutek wojny w swoim kraju. Dziewczyna pracuje. Ale... Myje się w samej wodzie, śmierdzi od niej potem. Po prostu. Pranie też chyba wstawia w samej wodzie, nie używając żadnego detergentu. Suszarka z praniem stoi w korytarzu, to pranie śmierdzi tak samo jak ona. Mamy cotygodniowe dyżury, w których każdy po kolei sprząta w częściach wspólnych w mieszkaniu. Pewnego dnia wpisała ona na liście datę i swoje imię, że niby sprzątała. Mieszkanie było w takim samym stanie, czyli było nieczysto, jak przed jej „sprzątaniem”. Pranie wstawia o godzinie 1 w nocy. Mamy do pokoi drzwi przesuwne, nie zamykające się na żaden zamek, więc wszystko słychać i pralkę w korytarzu również. Kąpie się o dziwnych porach, bo też nocnych. I nie, nie dlatego, że o tej godzinie kończy pracę. Absolutnie. Ja z pracy wracam ok. 22, ona już wtedy zawsze jest w mieszkaniu i miałaby czas się wykąpać i wstawić pranie o ludzkiej porze. Ale nie. Trzeba po nocy.

Dzisiaj nie wytrzymałam. Kąpała się, była w łazience z pół godziny. Chciałam skorzystać z toalety (niestety nie mamy oddzielnej). Nie mogłam. Kiedy wyszła, powiedziałam jej, że o tej porze nikt się nie kąpie. Że o tej godzinie ludzie śpią. Wszyscy wstajemy wcześnie do pracy, prócz niej. Powiedziała, że jej to nie obchodzi i to nie jest za późna pora na mycie się. Powiedziałam, że od niej śmierdzi, że jej pranie śmierdzi itd., tzn. bardziej podniesionym tonem to powiedziałam. Ona na to, że nie mam prawa jej mówić co i kiedy ma robić. Ja się z tym nie zgadzam. Jest mniejszością. To ona ma się dostosować do warunków panujących w mieszkaniu, a nie my wszyscy do niej. Mieszkam tu już 4 lata i żadna osoba, która zachowuje się w ten sposób, nie będzie mówiła, że ona ma to gdzieś i będzie robiła co jej się żywnie podoba. Zagotowało się we mnie. W końcowym efekcie dziewczyna się popłakała. Powiedziała, że nie chce więcej ze mną rozmawiać. Okej. Zrobiło mi się trochę głupio. Napisałam o tym zdarzeniu do właścicielki mieszkania. Zobaczymy co z tego wyniknie. A Wy, co sądzicie? Postąpiłam słusznie czy raczej przekroczyłam jakąś granicę?
Totylkojanikt Odpowiedz

Dobrze postąpiłaś. Jeśli większości w mieszkaniu nie podoba się jej zachowanie, musi dostosować się do was, jak jej się nie podoba, nich szuka innego miejsca.

hildyr Odpowiedz

Według mnie brzmisz trochę jak taka osoba, której się wydaje, że skoro dłużej tam mieszka to może narzucać ludziom zachowania, do których jest przyzwyczajona. W końcu mieszkasz tam 4 lata, nie będzie Ci jakaś pindzia z Ukrainy mówić, że może się umyć kiedy jej pasuje! XD A tak na serio, mogliście z nią wcześniej porozmawiać, przede wszystkim na spokojnie. Sama nie wykazałaś się kulturą wrzeszcząc na nią i mówiąc, że śmierdzi.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#7RZ7f

Jestem starą, zgorzkniałą, toksyczną babą. Nie jestem zadowolona ze swojego życia, uważam, że niesprawiedliwie mi dokopało. Do kogo mam mieć pretensje też nie wiem. Najpierw krzyczałam do Boga, jak nadal nie było lepiej i mi nie odpowiadał, to przestałam wierzyć. Zazdroszczę ludziom pokrzywdzonym (niepełnosprawnym, chorym), którzy mają chęć życia i zdobywają szczyty. Zazdroszczę osobom, które wiodą normalne życie, mają rodziny, hobby. Czasem udaję przed innymi, że też jestem szczęśliwa, ale to widać, marna ze mnie aktorka. Przeszłam wiele terapii, brałam mnóstwo antydepresantów (leczę się około 20 lat) i nie widzę poprawy. Pierwszą próbę zabicia się miałam w wieku wczesnonastoletnim, ale słowo „depresja” padło dużo później. Na powierzchni trzyma mnie rodzina, która szantażem, groźbami każe mi żyć. No i mnie utrzymuje. Jestem takim balastem. Ludzie przeważnie próbują mnie uleczyć tak zwanym kopniakiem, wtedy leżę tygodniami, gapiąc się w sufit. Nie umiem wziąć się w garść.

Z jednej strony cały świat namawia, aby rozglądać się, czy ktoś potrzebuje pomocy, z drugiej każe uciekać od osoby toksycznej. Jestem samotna.
garda Odpowiedz

Jeżeli rodzina trzyma twoją głowę nad wodą, to znaczy, że nie jesteś dla nich balastem. Jeżeli to przeczytałam i piszę do Ciebie, to znaczy, że robię to z własnej, więc nie musisz przepraszać. Jeżeli piszę do Ciebie, to znaczy, że pragnę Cię wesprzeć i powiedzieć, że Twoje życie jest takie samo jak życie każdego z nas. Nie jesteś gorsza.

Hvafaen Odpowiedz

Masz dla kogo żyć. Dla siebie, dla rodziny, są osoby którym na tobie zależy.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#AQYrV

Moim największym kłopotem jest moja starsza siostra – trochę ponad trzydziestoletnia kobieta, samotna matka, która zresztą niedawno podrzuciła dziecko niedoszłym teściom, a sama przyjechała do mnie (mieszkam w Niemczech) szukając pracy i lepszego jutra, a przynajmniej tak powiedziała rodzinie i znajomym. Matka wymusiła na mnie obietnicę, że ją przypilnuję i pomogę, przez co teraz płacę za to zszarganymi nerwami, plotkami, jakie generuje moja siostra i ciągłymi konfliktami.

Moja siostra nie pojawiła się w żadnej z czterech prac, jakie jej znalazłam – wypłakiwała się potem, że przecież ona skończyła studia i bycie sprzątaczką byłoby dobre dla mnie samej, ale na pewno nie dla kogoś takiego jak ona. Potem odstraszyła moich znajomych – co chwilę śmiała się z nich, że pewnie pierwszy raz w życiu urwali się z wiochy i na widok samochodu dostaną zawału. Znalazła sobie dziwne towarzystwo w dzielnicy, w której mieszkam, przy którym wymyśla jakieś dziwne plotki na mój temat, zaczynając od mojej orientacji seksualnej, kończąc na tym, że jestem hipochondryczką i moje częste wizyty u lekarza (w moim wypadku AZS się kłania) to nic innego, jak podbijanie sobie ego, skoro nic nie osiągnęłam i tak próbuję zwrócić na siebie uwagę.

Nie wytrzymałam i wyrzuciłam ją z domu, w końcu nie dość, że niszczy mi życie towarzysko, to i pieniężnie się nie przelewało.

Matce siostra poskarżyła się, że nie dałam jej swojej karty bankomatowej, przez co musiała żyć z resztek po mnie, co również nie było prawdą. Oczywiście wszyscy uwierzyli mojej potrzebującej, źle potraktowanej przez życie siostrze, a nie „starej pannie”, jakby mój status miał jakiekolwiek znaczenie. W chwili obecnej próbowałam zaplanować sobie wyjazd do rodziny na święta (mimo że jest dopiero sierpień) i gdy wspomniałam o tym mamie, ta powiedziała mi prosto z mostu, że powinnam zostać u siebie, skoro nie jestem rodzinna i tak źle potraktowałam siostrę, która będzie z wizytą u nich w tym roku.

Poddałam się. Mam dosyć ich wszystkich. Święta spędzę samotnie, bo jestem wytykana przez ludzi z otoczenia palcami, a moja własna rodzina ma mnie za najgorszą...
Velasco Odpowiedz

I prawidłowo, a opiniami innych się nie przejmuj.

Odpowiedzi (1)
Quakie Odpowiedz

Soro Twoja rodzina woli wielbić pasożyta, a Ciebie mają gdzies. Cóż lepiej zrobisz odcinając się od nich. Będziesz zdrowsza.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#dfTb8

Mój mąż mnie zdradza, ale nie wie, że ja o tym wiem. Postanowiłam się odegrać, ktoś chętny?
arizona41 Odpowiedz

Jak wiesz i masz dowody, to pisz pozew rozwodowy. To że ktoś zachowuje się jak ostatni ch.., to nie powód żeby robić z siebie k...ę.

franco1122 Odpowiedz

Zrób jak ja. Zbierz dowody i złóż pozew, ale się nie przyznawaj że wiesz. Na rozprawie wyciągnij kwity i będzie pozamiatane. Zdrada w drugą stronę nie przyniesie Ci satysfakcji.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#O5fTw

Na wszystko szkoda mi pieniędzy. Mąż i ja mamy własne mieszkanie, 12 tysięcy miesięcznie dochodu, żadnych kredytów i spore oszczędności. A mi szkoda kupić sobie cokolwiek, czego nie do końca potrzebuję, np. książki. Albo stanika, skoro mam „aż” trzy. Muszę się bardzo pilnować przy mężu, żeby nie mówić, że coś bym chciała, bo wtedy mi kupuje. A mi dalej szkoda kasy, bo przecież tego nie potrzebowałam, nawet jeśli używam, jak już kupił. Jak ostatnio kupowałam sobie buty, to zastanawiałam się nad tym dwa miesiące. Poprzednie były rozerwane. Najchętniej bym kupiła najtańsze, ale wiem, że takie nie wytrzymają długo, więc wybieram te ze średniej półki cenowej albo na promocji. I to mnie już boli, bo muszę wydać na siebie pieniądze. Dwa lata chodzę w porwanym płaszczu zimowym, który co roku skrupulatnie zszywam w tajemnicy przed mężem. W tym roku chyba będę musiała sobie już kupić nowy. Ale mówię tak od dwóch lat i nadal w tym samym chodzę.
TrzyPingwiny Odpowiedz

Zacznij się leczyć, bo to nie jest normalne.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#rYuKD

W tym roku nie idę do szkoły w roli nauczyciela. Zostałem zmuszony do rezygnacji z pracy. Wszystko za sprawą pewnego gnojka, który notorycznie nie przynosił stroju do ćwiczeń na WF-ie. Nie miał ani szortów, ani koszulki na zmianę, o odpowiednim obuwiu halowym już nie wspominam. Trudno sobie wyobrazić, ale przez cały miniony rok nie ćwiczył ani razu na moich zajęciach.

Początkowo udawał, że zapomniał stroju, a po upływie dwóch-trzech miesięcy takiego udawania już nawet przestał się tłumaczyć. Po prostu przychodził na WF, lecz zamiast w szatni przebierać się razem z kolegami, siadał od razu pod ścianą w sali gimnastycznej. Nie był na nic chory, nie miał żadnego zwolnienia, nic mu nie dolegało, nic nie bolało. Nie wiem, czy miał jakieś kompleksy czy co. Moim zdaniem był zwyczajnym leniem, któremu nawet nie chciało się poruszać trochę, pobiegać, pogimnastykować. Ale gdy przyszedł koniec roku i gdy trzeba było wystawić ocenę, to pierwszy ustawił się do mnie w kolejkę, abym mu wpisał tróję. Odmówiłem oczywiście, a on się tylko uśmiechnął ironicznie. Zapewne wiedział, że z WF-u nie można nie zdać. Miał rację, ale mimo wszystko postanowiłem go „przeczołgać”. Powiedziałem, że wpiszę mu tróję, jeśli zaliczy przynajmniej kilka z wymaganych sprawdzianów typu przewrót w przód, do tyłu, stanie na głowie i tego typu pierdoły. Umówiliśmy się na następny dzień na konkretną godzinę w mojej kanciapce, będącej jednocześnie magazynkiem sportowym. Mam tam biurko i jest trochę miejsca na położenie materaca. Bieganie na setkę i na tysiąc już mu darowałem, aby nie robić cyrków na oczach całej szkoły. Wolałem, aby „czołganie” odbyło się za zamkniętymi drzwiami.

Chłopak stawił się o umówionym czasie. Jak na ironię, znowu bez stroju. Oznajmiłem, że w dżinsach ani w ciapach na materac nie wejdzie. Won do chałupy po szorty i po buty albo ćwicz na bosaka i w slipach. Wybieraj. Był zdziwiony takim obrotem sprawy. Próbował oponować. Wówczas oznajmiłem mu, że domowa koszulka i prywatne majtki to nie jest strój do ćwiczeń i dlatego kazałem mu je zdjąć albo wypieprzać. Nie planowałem tego, ale wkurzył mnie. Postawiłem krótkie ultimatum. Albo ćwiczy na golasa, albo będzie pierwszym w historii szkoły uczniem, który nie zdał przez WF. I nagle zniknął jego nonszalancki uśmieszek. Nagle zaczęło się proszenie, przepraszanie, wręcz błaganie itd. Lecz tak jak on uparcie nie nosił wcześniej stroju, tak ja teraz pozostawałem uparty. Gacie w dół albo ocena niedostateczna. Wybrał rozebranie się. Sam zdjął majtki i koszulę. Ja go fizycznie do niczego nie zmuszałem. Potem wykonał kilka ćwiczeń nago. Tym razem ja szczerzyłem zęby, widząc jego sprzęt kołyszący się miedzy udami.

Niestety, sprawa potem się wydała i dziś już nie uczę WF-u. Uważam, że to niesprawiedliwe.
arizona41 Odpowiedz

Trzeba było dawać mu pałę za każdą lekcję bez stroju, uwalić go i mieć gdzieś jego prośby. Jak się nie zgadza - to ma komisyjkę.

Odpowiedzi (1)
Mysza84 Odpowiedz

Dopuściłeś się molestowania ucznia. Zwolnienie Cię było JEDYNĄ MOŻLIWOŚCIĄ dla szkoły. Ale nie jest zadośćuczynieniem dla tego biednego chłopaka. Moze bedzie mial traumę na wiele lat. Miałeś prawo postawić mu najgorsza możliwą ocenę. Powinieneś zgłosić problem do wychowawcy, do rodziców dużo wcześniej. Czy naprawdę lenistwo jest jedynym powodem, który przychodzi ci do głowy dla którego chłopak nie przynosił stroju? Nie przyszło Ci do głowy, że mógł mieć np problemy w domu? I normalnie nie posiadać tego stroju? Bo po prostu rodzice nie dadzą mu 40 zł żeby sobie kupił, bo nie mają, bo przepili? Albo może mieć jakieś leki, wady i wstydzi się przebrać przy innych/ ćwiczyć? Powinieneś poważnie i krytycznie przemyśleć swoje postępowanie... i chociaż spróbować przeprosić, chociażby w liście...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#1gNuN

Coś, o czym się nie mówi, a moim zdaniem warto: medycyna estetyczna.

Od wielu lat jestem aktywnie pracującym kosmetologiem. Na koncie mam wiele szkoleń i konferencji, pracowałam w kilku klinikach z lekarzami lub w gabinetach kosmetycznych, które współpracowały z lekarzami.

Powiem Wam szczerze, że jeśli chodzi o zabiegi z zakresu medycyny estetycznej, 90% lekarzy wykonujących te zabiegi nie ma o nich zielonego pojęcia. Najczęściej są to dentyści lub okuliści, którzy chcą sobie dorobić. Gabinet wynajmuje taki na jeden dzień w tygodniu, by robili wszelkie zabiegi iniekcyjne. Spotkałam w swojej karierze lekarzy, którzy wykonywali np. botoks czy wypełniacze po dwudniowym kursie w Warszawie. Zerowa wiedza na temat skóry, jej immunologii, fizjologii. Nie potrafili często zdiagnozować pacjenta i zdarzało się, że dobrali zabieg niezgodny z zaleceniami. W najgorszym przypadku po wykonania dermamelanu doszło do poparzenia skóry, bo lekarz nie poinstruował pacjenta odnośnie zaleceń w domu. Kilka razy niedoświadczony lekarz poparzył laserem naczyniowym pacjentkę, bo wystrzelił impuls kilka razy w to samo miejsce albo źle ustawił parametry, albo próbował być mądrzejszy od szkoleniowca.

I wkurza mnie, że ja, choć potrafię i mam doświadczenie, często nie mogę wykonywać podobnych zabiegów (zależy od polityki firmy), bo jestem marnym kosmetologiem. Jasne, są zabiegi nie dla kosmetologów. W życiu nie podjęłabym się zrobienia botoksu, ale na litość boską, lekarze często wiedzą mniej ode mnie, jeśli chodzi o procedury zabiegowe czy samą budowę skóry, możliwe powikłania czy leczenie pacjenta. Lekarze górują nad kosmetologami, bo prawnie mogą przerwać ciągłość skóry. Ja nie mogę według prawa, choć większość zabiegów na tym właśnie się opiera.

Jasne, znam kosmetologów, którzy nadają się tylko do robienia henny, bo ich wiedza jest na poziomie zerowym. Jednak mam też koleżanki, które wydają publikacje, jeżdżą na zagraniczne szkolenia i są świetnymi fachowcami. Nadal jednak często zaniżane do roli „kosmetyczki”.

Strasznie brakuje w polskim prawie ustalenia kompetencji kosmetologa na nowo. Medycyna estetyczna i kosmetologia poszły naprzód. To nie czasy, gdzie robimy tylko paznokcie i manualne oczyszczanie. Nie możemy często nawet wykonać czy kupić peelingu chemicznego, choć zwykły dentysta, który ze skórą ma tyle wspólnego co nic, może, i to robi.

Naprawdę widziałam wiele partactwa ze strony i lekarzy, i kosmetologów i warto by było powiedzieć: dość.

Wam chciałabym tylko uświadomić, że jeśli chcecie poprawić urodę, to lekarz nie zawsze jest dobrym wyborem. Warto udać się do specjalisty, dobrej kliniki, dobrego fachowca. Trzeba słuchać tego, co mówi osoba wykonująca zabieg – czy kluczy i mówi ogólnikami czy tłumaczy na czym zabieg polega i jakie są zalecenia.
TrzyPingwiny Odpowiedz

I taki dentysta lub okulista, który może robić prywatnie hajsy na tym, na czym się zna najlepiej, wybiera dorabianie jako kosmetyczka? Przecież gdyby coś spie*dolil, to może mieć problemy. Oni są chronieni głównie w publicznych szpitalach, bo tam ręka rękę myje, żeby nie wyszło, że szpital będzie płacił odszkodowanie, na które go nie stać. Prywatnie to raczej każdy by miał w tyłku obronę lekarza.

Odpowiedzi (2)
Eldingar Odpowiedz

Skoro masz taki ból dupy, sama idź na sześcioletnie studia, skończ roczny staż i zrób znowu pięcio, sześcioletnią speckę. Sorry, ale takie podstawy jak fizjologia studenci medycyny ogarniają już na początku studiów.
To wyznanie brzmi jak próba wyleczenia kompleksów kosztem personelu lekarskiego.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#m9d61

Czuję, że niedługo umrę.
Niedawno minęła 19 wiosna mego życia, więc jestem młodym człowiekiem, wręcz chłopcem. Chłopcem, którego męczy przeświadczenie, że niedługo zniknie z tego świata.
Nie chodzi tutaj o samobójstwo, lecz morderstwo.

Skąd się to wzięło?
Zaczęło się od powtarzających snów, które ukazywały scenę mego morderstwa (ataku nożem), miejsce, ale bez czasu. Sny pojawiały się nagminnie, a często takowe u mnie się sprawdzają. W dodatku mam dosyć silną intuicję, potrafię przewidzieć niektóre wydarzenia. Po snach w mojej głowie zakodowała ta myśl, że niedługo zakończę swój żywot. Z dnia na dzień pogrążam się w tym, ale nie czuję strachu, odczuwam spokój. Jestem na tę ewentualność przygotowany. Ostatnio miałem nawet wrażenie, że nadszedł ten czas, gdy pewien mężczyzna (bardzo stereotypowy punk) podążał za mną przez około 2 kilometry, skręcając w dokładnie te same uliczki co ja (nasze drogi rozeszły się, jak wszedłem do sklepu). Wtedy również się nie bałem, wręcz czekałem na ten moment, przyjąłbym to bez wzruszenia.

Paradoksalnie, od czasu snów diametralnie zmieniłem swoje zachowanie. Nadal jestem osobą niewierzącą, lecz z dnia na dzień staram się być lepszym człowiekiem, który szerzy miłość i empatię dookoła. Chcę, aby ludzie zapamiętali mnie jako dobrego człowieka i chcę, aby inni coś ode mnie mieli. Mam jednak nadzieję, że nie dojdzie u mnie do ostatecznego pożegnania.

Również spotykaliście się z takimi myślami? Rekomendujecie wizytę u specjalisty?
Szczerze, nie wiem co o tym myśleć.
arizona41 Odpowiedz

Zainwestuj w jakąś zbroję, kolczugę, czy coś co osłoni cię przed ciosem nożem. Poza tym, skoro znasz miejsce, to nie chodź tam.

WrozkaSmierci Odpowiedz

Sny są odbiciem różnych wydarzeń rzeczywistych, filmów, marzeń i lęków. Może podświadomie boisz się pewnych osób i miejsc, więc masz koszmary

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie