#QBGqH

Niedawno wróciłam z wakacji z przyjaciółmi. Pierwsze wakacje jako osoba pełnoletnia. Jeździliśmy po kilku polach namiotowych w kilku miejscach - potem wspinaczki, kajaki, spływy, pływanie itp. Na jednym z takich miejsc poznałam fajną dziewczynę, z którą od razu złapałam super kontakt - te same zainteresowania, podobny styl życia, wiedziałam, że możemy się zaprzyjaźnić, tym bardziej, że mieszkała jakieś 70 km od mojego miejsca zamieszkania. Wymieniłyśmy się numerami i social media, i cały czas do siebie pisałyśmy.

Po powrocie do domu przeglądałam z mamą zdjęcia z wycieczki i opowiedziałam o nowej koleżance. Mama mi powiedziała, że jakoś znajomo wygląda, ale nie wiedziała skąd ją zna.

Przypomniała sobie następnego dnia. Nowa koleżanka była w jakiejś bazie osób zaginionych, którą przeglądała mama. Porównałyśmy zdjęcia i racja, były bardzo podobne, chociaż imię i nazwisko się nie zgadzało. Koleżanka zaginęła kilka lat temu, już jako osoba dorosła, kilka dni po swojej osiemnastce. Poinformowałam fundację, sprawę potraktowano bardzo poważnie, nawet policja tego samego dnia ze mną rozmawiała.

Niedługo potem jej zdjęcie zdjęto z "bazy", w fundacji powiedziano nam, że sprawa jest nieaktualna. Ona zlikwidowała social media, nr jest wyłączony. Strasznie to przeżyłam. Mama pojechała ze mną pod adres, który ona mi podała, ale jej współlokatorki poinformowały nas, że wyprowadziła się w pośpiechu i nie zabrała większości rzeczy.
Jest pełnoletnia. Wydawało nam się z mamą, że pomagamy, bo rodzina ją szukała, ale teraz myślę, że ona nie chciała być znaleziona. Że z jakiegoś powodu uciekła i przeze mnie musi znowu uciekać. Zniszczyłam jej życie i jest mi z tym bardzo źle. Bardzo żałuję, jeżeli to czytasz - przepraszam.
dnoiwodorosty Odpowiedz

A nie przyszło ci do głowy, żeby najpierw porozmawiać z koleżanką? W końcu to nie dziecko pozostające pod opieką, tylko dorosła kobieta.

Vito857 Odpowiedz

Jak to zwykle bywa najpierw zrobiłaś, potem pomyślałaś.
Szkoda tylko dziewczyny, bo zapewne nie po to zasypywała drogi za sobą, żeby ponownie uciekać.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#Hh2gx

Cześć, z góry przepraszam za chaotyczność, ale piszę to z płaczem. Chciałabym was prosić o opinię. Chodzę do liceum, uczę się bardzo dobrze i nawet mam kilka koleżanek. Mam całkiem spoko rodziców, lepiej dogaduję się z tatą. Jest jedno ale.



Chyba coś jest ze mną nie tak. Prawie codziennie płacze, nawet nie wiem dlaczego. Często myślę o tym, że moje życie nie ma sensu, nie wiem co robić po liceum. Uważam że lepiej skończyć to teraz niż męczyć się dalej. Kilka razy mówiłam mamie o tym, że płaczę, jednak ona wcale mnie nie rozumie. Zawsze mówi, że to od siedzenia na social mediach bez przerwy, że w ogóle nie spotykam się z ludźmi (to nieprawda, spotykam się - rzadko bo rzadko, ale po prostu nie mam takiej przyjaciółki od serca, której mogłabym wszystko powiedzieć). Rodzice krzyczą na mnie, że zamykam się w pokoju i nie rozmawiam z nimi, ale nie rozumieją mnie. Za dużo ode mnie wymagają - całe życie mam wręcz wzorowe oceny, w liceum parę razy dostałam złą ocenę (mam świadectwo z paskiem) i już mają z tym problem. Proszę Was o opinie, bo chciałabym wybrać się do psychologa, jednak nie wiem czy po prostu nie przesadzam. Boję się, że rodzice mnie wyśmieją i że powiedzą ze po prostu jestem leniwa. Dziękuję za przeczytanie i komentarze.
Retiro Odpowiedz

Ewidentnie czujesz się źle, więc jak najbardziej jest to powód by iść do psychologa. Nawet to, że ktoś przesadza może być dobrym powodem, bo już sygnalizuje, że coś jest nie tak. Smutny jest ten stereotypowy koktajl z nastoletniej neurozy, depresji, izolacji, lgbt, uzależnienia od telefonu i braku wsparcia od rodziców. Myślę, że psycholog Ci pomoże, wydaje mi się, że możesz iść sama, nie musisz się pytać rodziców :)

Odpowiedzi (2)
WendyWu Odpowiedz

Pamiętaj, że to całkowicie normalne, że człowiek w tym wieku nie ma jeszcze planu na siebie...
Nie tak dawno sama przechodzilam przez takie same dylematy, oo prostu nie wiedziałam, co chcę studiować, jako kto chcę pracować i masa moich koleżanek miała ten sam problem. Tylko dwie wiedziały - jedna od roku przygotowywała się do architektury, a druga chciała się dostać na medycynę. Reszta poszła na żywioł. I albo wybrała kierunek i im się spodobało, albo zmienila. Ale studia lepiej mieć, bo masz większe szanse dostać pracę.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#SSxR7

Mam problem miłosny. Jestem w długoletnim związku z moim partnerem. Jesteśmy ze sobą od młodości. Ostatnio bardzo mnie zranił. Nie chce tu opisywać tej sytuacji. Mimo przeprosin, myślę o tym codziennie. Bardzo mnie to zabolało. Oprócz tego, zawsze byliśmy zgodnym i idealnym związkiem. Lecz ja postanowiłam trochę odetchnąć.



Miałam chwile wolnego, żeby pozbierać myśli. Doszłam do wniosku, że jestem nieszczęśliwa. Nie czuje się już przy nim kobieco, traktuje mnie trochę jak siostrę, mówi do mnie jak do dziecka, kontroluje. Seks nam nie wychodzi, a ja chodzę cały czas zestresowana. Poprosiłam o chwilę przerwy, lecz w między czasie pojawił się kolega. Poznałam fajnego faceta, przyjaźnimy się. Mój partner o tym wie i jest zazdrosny. Nie wiem, co zrobić. Moja prośba o przerwę nie była spowodowana, poznaniem nowego znajomego. Po prostu postanowiłam coś zmienić, zastanowić się nad własnym szczęściem. Kolega ogromnie adoruje, kupuje kwiaty i rzuca komplementami. Nic do niego nie czuję. Sytuacja mnie dobija, nie wiem co zrobić. Jak dalej poprowadzić tą przerwę? Nie chce stracić partnera, ale okropnie jest dla mnie toksyczny, mam wrażenie że jest uzależniony ode mnie.
oldhighhat Odpowiedz

skoro ta przerwa dała ci już takie, a nie inne wnioski, to teraz pora na konfrontację z partnerem i przedstawienie ich jemu, a nie nam.

Odpowiedzi (1)
Waniliowabeza Odpowiedz

Ludzie nauczcie sie rozmawiać w zwiazkach. Wymieniac mysli, uczucia. Nie ogarniam tych wyznan czasem.
Ludzie uprawiaja seks, ale o nim nie gadaja
Ludzie sie kochaja, znaja jak łyse konie ale nie gadaja o waznych uczuciach.
Po co? Eee napisze wyznanie ulzy mi i dalej bede sie martwic i wsciekac i co tam jeszcze....

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#rYpqT

Chciałabym opowiedzieć trochę o tym, że z rodziną najlepiej na zdjęciach. Jest to historia moich rodziców, bardzo smutna bo zaczęła się już kilkanaście lat temu, gdy dowiedzieli się, że mój brat jest kaleką, nigdy nie powie słów "mamo" "tato". Jest to także historia o mojej pieprzniętej ciotce.

Cały dramat moich rodziców zaczął się ponad rok temu. Moi rodzice mieli dużą gospodarkę, około 50 ha + 3 ha lasów. Niestety, zapragnęli lepszego życia, dla siebie, dla Bartka. Wyjechali za granicę, dokładniej do Belgii wszystko sprzedali w pi... wyprowadzili się nie znając języka, zostawiając swoją młodą, bo zaledwie 18-letnią córkę w ciąży z partnerem, a także mieszkanie, które praktycznie było ojca a teoretycznie moje (czyli córki w ciąży jakby ktoś się o to przyczepił)

Na początku moi rodzice szukali domku w Polsce lecz moja ciotka od początku wmawiała dla moich rodziców, że tam w za granicą Bartek pójdzie szybciutko do ośrodka, że cały czas mu coś załatwia. Tak mu szmacisko załatwiło, że moja mama pojechała do Belgii radosna, zadowolona z życia, a wrócił dosłownie wrak człowieka. Okazało się później, że są tam ośrodki dla tak upośledzonych osób, jednak tak ciężko tak się tam dostać, że mój schorowany ojciec musiałby pracować 6 lat, aby Bartek dostał rentę, a później kolejne 10 lat aby on dostał się do jakiekolwiek ośrodka. A ciotka cały czas im wmawiała, że Bartek od stycznie pójdzie do ośrodka, aby czekać na telefon od nich, bo oni sami nie dzwonią. Nawet zaufana osoba (moja mama nie chciała mi mówić kto to, ponieważ ta osoba boi się mojej ciotki, jak zresztą cała rodzina w Belgii, bo oprócz ciotki jest tam też jej mąż, jej córka, dzieci jej męża i brat mojego ojca ze swoją żoną i synem) poszła do tego ośrodka, pytać o ten ośrodek to dla tej osoby powiedzieli, że nie ma nawet takiej możliwości, że Bartek pójdzie jak na razie do szkoły. I że to oni (moi rodzice) mieli dzwonić do szkoły, a nie szkoła do nich.

Mama podejrzewa, że ciotka po prostu chciała wykończyć ich tak psychicznie, aby to ona została Bartosza opiekunką i aby moi rodzice jej płacili, ponieważ kiedyś wtrąciła niby przypadkiem w rozmowie: "A ja sprawdzę, jakie ceny są opiekunek u nas w Belgii i później wam powiem". Moja mama podejrzewa, że ona już wcześniej wiedziała o tym, jakie ceny są tych opiekunek.

Przez ten koronaświrus moja mama nie mogła nawet przyjechać, pomóc mi przy synu jak byłam zmęczona w połogu. A zresztą nie tylko przez ten wirus, ale głównie przez Bartka, bo gdyby nie Bartek to mama by rzeki przepłynęła aby przyjechać i zająć się wnukiem.

Niestety ale muszę kończyć ponieważ kończy mi się miejsce. Jakby były jakiekolwiek niejasności to proszę pisać w komentarzach.
modanaczekolade Odpowiedz

Całe to wyznanie jest pieprznięte. Komunikacja w waszej rodzinie straszliwie kuleje. Zamiast pogadać z ciotka to zakładacie, że chciała was wykończyć psychicznie, a nikt nie wpadł na to, że ciotka powtarzała bzdury, które od kogoś usłyszała. Po za tym, jak nie mogła przyjechać przez koronawirusa? Mój wujek normalnie z Belgii przyleciał na początku czerwca. A na dodatek co to znaczy, że Twoja matka ma przyjechać i zająć się wnukiem? A to jej dziecko czy Twoje? I dlaczego to wina Bartka?

Odpowiedzi (8)
dnoiwodorosty Odpowiedz

Przepraszam, ale to są dorośli ludzie. Każdy z nas ma codziennie kontakt z jakimiś marzycielami, fantastami, świrami czy zwyczajnymi oszustami i jeśli nie wpadamy w sieci ich projekcji czy matactw to głównie dlatego, że prowadzimy weryfikację tego, co nam wciskają. Dwójka dorosłych ludzi zostawia 18-letnią córkę w ciąży - bez żadnego zabezpieczenia (w postaci mieszkania, które sprzedają razem z resztą dobytku) to jakiś absurd.

Nie rozumiem dlaczego wszystkiemu winna i najgorsza jest ciotka. Decyzje podejmowali rodzice i nikt im nie zabraniał używania przy tym myślenia.

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#WDjuo

Jako mały chłopak byłem wyśmiewany w podstawówce. W gimnazjum się postawiłem i to ja stałem się oprawca innych. Szczegóły są nie istotne.

Teraz dość często o tym rozmyślam. W zasadzie coraz częściej odkąd czytam anonimowe. Jest tu wiele wyznań o tym że ktoś był ofiarą lub oprawca w szkole. W komentarzach wylewane są dosłownie wiadra pomyj na tych pierwszych a tym drugim mówi się że to nie ich wina. Że taki mamy klimat.

W zasadzie to co piszecie jest równoznaczne z wkładaniem noża w ręce nożownika...

Teraz przechodzimy do anonimowej części.

Dlaczego udało mi się przejść tak diametralna przemianę z wody w ogień? Dlatego, że zrozumiałem że mówienie oprawcy, iż swoim zachowaniem krzywdzi ofiarę sprawia, że czuje się silniejszy.
Tak zwany hejt jest celowany w osoby słabsze, dziwniejsze, takie które ma to zaboleć. Jeżeli np. ja chciałem kogoś skrzywdzić to robiłem to w najokrutniejszy sposób jaki potrafiłem.

Konkluzja: aby pozbyć się oprawców i ofiar nie możemy mówić, że hejt boli ofiarę. Należy głośno powiedzieć, że hejt szerzy ktoś słaby, który w ten sposób ukrywa swoje kompleksy i słabości
Papiejinho Odpowiedz

Święte słowa autorze, nie wolno pokazywać swojemu oprawcy, że jest Ci przykro, czy cierpisz z powodu jego przemocy, ani też zniżanie się do jego poziomu w kontrataku. Zaś kontratakiem ma być SZCZERE wyłożenie co o takim typie sądzisz. Jak trafisz z osądami typ momentalnie baranieje.

badar3 Odpowiedz

co ty człowieku wypisujesz? jakie krytykowanie ofiar?? to oprawca, bully jest najgorszym ścierwem. Nie ubieraj gówna w sreberka. Jeżeli krzywdziłeś ludzi w gimnazjum, liceum czy gdzie indziej, wykorzystywałeś słabszych to jesteś zwykłym smieciem i ścierwem. W dupe wsadź sobie swoje konkluzje, jestem pewien, że jeśli nie teraz to kiedyś w życiu za to zapłacisz bo są ludzie którzy dobrz będą pamiętali twoje uczynki i nie przekona ich pieprzenie typu "człowiek był młody i głupi" albo "to dawne dzieje, byliśmy dziećmi"

Zobacz więcej komentarzy (5)

#TOAZ2

W wieku 12 lat uzależniłam się od hardcorowej pornografii i masturbacji, teraz mam 18 i jestem uzależniona od seksu. Anonimowe jest to, że jestem niepozorną, uroczą dziewczynką, która dobrze się uczy. Czuje pociąg seksualny do wielu facetów nawet tych dużo starszych. Mam dziwne fetysze i fantazje. Utrudnia mi to funkcjonowanie w normalnym życiu. Większość moich myśli sprowadza się do seksu, muszę robić to kilka razy dziennie żeby wystarczało. Wiem, że powinnam to leczyć, ale po pierwsze wymaga to większej ilości pieniędzy, a po drugie jest to dla mnie wstydliwy problem.
Odpowiedz

Przykro mi ze to wyznanie zostalo potraktowane w ten sposób mimo ze jest prawdziwe. Pomysl sobie ze ktos zdecyduje sie na otworzenie przed ludzmi a jedyne co otrzymuje to kpine i brak wiary.

Odpowiedzi (3)
Retiro Odpowiedz

O, troll pedo-tatuś się rozkręca z nową serią! :D

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#nqsPf

Nie lubicie żali, ale napiszę z dwóch powodów. Może wielu z Was pozwoli to zrozumieć to, co ja zrozumiałam. Po drugie, terapeuta kazał się komuś wygadać. Wam, bo nie mam przyjaciół. Oto dlaczego:


W dzieciństwie znęcano się nade mną na najróżniejsze sposoby. Bicie groźby, zamykanie w ciemnych pomieszczeniach. Kiedy jako pięciolatka zostałam pobita pasem, wyrwałam się i próbowałam dopaść telefonu. Najpierw wytłumaczono mi, że zmartwię tym babcię, a i tak mi nie pomoże. Matka zaciągnęła mnie do pokoju, jeszcze raz złoiła dupsko i zostawiła. Potem zastała mnie modlącą się o pomoc, więc zbiła mnie za "manipulację".


Dwa lata później wujek próbował wciągnąć mnie do ciemnej komórki w akompaniamencie mojego wrzasku, śmiechu rodziny i słów "dobrze, że nie mamy sąsiadów, bo wezwaliby policję". Tak, przy obydwu sytuacjach dom był pełen ludzi. To nauczyło mnie, że jestem nikim, że nikt się za mną nie wstawi, że mój strach i ból są śmieszne. Dlatego nie mam przyjaciół ani bliskich. Bliscy mają być w końcu wsparciem, kimś, przy kim czujemy się dobrze i bezpiecznie. A skoro matka nie chciała mi tego dać, to kto zechce?


Do tej pory wracają do mnie tak żywe urywki z tamtych dni, jakby to znów się działo. Na terapii dowiedziałam się, że to PTSD, ze wszystkimi innymi objawami. Nie mam przyjaciół przez własny strach i niechęć, ale i przez moje wybuchy, drażliwość i strach, które odpychają ode mnie innych.
Próbował wciągnąć mnie do komórki, a nie udało mu się dlatego, że byłam zbyt silna, opierałam się, groziłam powiadomieniem wychowawczyni, policji. Wkrótce uznano, że nie warto już mnie bić, ale są bezpieczniejsze sposoby na dokopanie dziecku.

Wyszydzanie wyglądu, docinki, krzyki stały się codziennością. Mama już nie zamykała mnie, ale siebie. Bywały dni, kiedy bez wyraźnego powodu odmawiała mi rozmowy, przytulenia, nawet spojrzenia. Z desperacji potrafiłam klęczeć, błagać, robić sobie krzywdę, co kończyło się plaskaczem za "manipulację". Bo tym jest wyrażanie swoich uczuć, strach i rozpacz dziecka. Dlatego odtąd wszystko ukrywałam, co skutkowało okropnymi fizycznymi skutkami w ostatnich latach. Bólem całego ciała tak ogromnym, że nie wstawałam z łóżka przez wiele tygodni.


A ojciec? Ojca nie było. Pokazano mi, że jestem niegodna uwagi i ciepła żadnego z rodziców. Dlaczego więc ktoś obcy, "przyjaciel", miałby mi je dać? Nie mam nawet odwagi odezwać się wśród ludzi, zawsze spodziewając się odrzucenia.
Nie mam bliskich, zamiast tego mam depresję. Wstyd mi za to jaka jestem, choć powoli dociera do mnie, że to nie moja wina. Nienawidzę siebie, ale powoli zaczynam przenosić tę nienawiść na tych, którzy mi to zrobili. Jestem młoda, więc straciłam tylko niewielką, choć podobno najlepszą część życia. Resztę zamierzam odzyskać, a to wyznanie to kolejny krok.
antonizelazo Odpowiedz

Powiedzenie komuś na żywo a napisanie o tym to zupełnie co innego. Twój terapeuta pragną abyś otworzyła się dla kogoś. Żebyś przełamała strach. Proponuję abyś ładnie się ubrała, umalowała i zrobiła inne zeczy żeby wyglądać schudnie a następnie udała się do publicznego miejsca. Zalurzmy na dworzec albo jakaś stacje komunikacyjna. Tam znajdź kogoś kto sam czeka na środek transportu. Jak nie pierwsza to druga albo trzecia z tych osób cię wysłucha. Nie zapomnij na początku zapytać czy możesz porozmawiać z tą osobą. Strach i stres będzie ogromny ale za to osiągniesz cel który dał ci terapeuta :)

Odpowiedzi (4)
Retiro Odpowiedz

Straszliwie smutne i wstrząsające wyznanie. Trzymam kciuki, żeby udało Ci się wyleczyć Twoje rany.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#cX4tB

Jestem szesnastoletnią dziewczyną, posiadam młodszego brata (lat trzynaście). Nietrudno jest zauważyć, że w naszym domu traktowani jesteśmy kompletnie inaczej.


Wykonuję w domu bardzo wiele prac (pomagać zaczęłam około dziesiątego roku życia) i nie było by w tym kompletnie nic złego, gdyby nie to że mój brat, który także mógłby już dużo robić, nie musi nic. Przykładowo nasz weekend wygląda tak, że ja muszę posprzątać salon, kuchnię, łazienkę i swój pokój, wszystkie te pokoje poodkurzać, zrobić pranie, wyprasować ciuchy dla całej rodziny itd. (wszystko to obowiązki które zostały mi narzucone przez mamę). W tym czasie mój albo jeździ gdzieś z kolegami, albo gra na komputerze. Dodatkowo w tygodniu sprzątam i robię różne rzeczy na bieżąco. We wszystkim trzeba mu pomagać, nie potrafi sam się uczyć i mimo ogromu wolnego czasu ma okropne oceny i jego edukacja leży. Młody nie zna słowa ,,nie". Potrafi godzinami drzeć się w swoim pokoju (podczas grania z kimś), przez co nie mogę się uczyć ani robić nic co wymaga skupienia, jednak mimo moich próśb mama nie zwraca mu uwagi. Jestem karana za bardzo małe przewinienia, na niego jeszcze nikt nawet nie nakrzyczał. Przez wiele lat zastanawiałam się dlaczego jesteśmy traktowani inaczej i co mogę w sobie zmienić, teraz już tylko czekam aż stanę się pełnoletnia i będę się mogła wyprowadzić.
Retiro Odpowiedz

Żeby nawet dywanów nie odkurzył!?! Twoja matka to za przeproszeniem jakaś ciemniaczka, która nie umie dzieci wychowywać we współczesnym świecie. To jest rażąca niesprawiedliwość i robienie krzywdy i Tobie (za dużo obowiązków) i jemu (wychowywanie kaleki).

Odpowiedzi (2)
dnoiwodorosty Odpowiedz

Im bliżej 18 (i Twojego odejścia z domu) tym częściej informowałabym rodziców, że właśnie dlatego opiekę nad nimi na starość przejmie brat. Żeby potem nie było zaskoczeń :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#Acj8L

Czuję się niewidzialna i niedoceniana. Jestem już dorosłą kobietą, po studiach, z dobrą pracą jednak czuję się często pomijana i po prostu głupia.

Mam męża, kochanego faceta i do tego bardzo mądrego. Po doktoracie z fizyki, z wielkimi grantami i projektami oraz sporym dorobkiem naukowym.

Z pozoru to żaden problem, dogadujemy się wspaniale ale przy nim już mnie nikt nie dostrzega. Wszyscy pytają się mojego Marcina o opinie, nawet jeśli dotyczy ona pielęgnacji kwiatów (a na tym się znam). Gdy planujemy wakacje wszyscy mówią, że jak to dobrze, że możemy jeździć skoro Marcin zna angielski. Ja też znam ale nikt o tym nie pamięta. Tego typu teksty są na porządku dziennym. Nie wiem dlaczego ale wszyscy wychodzą z założenia, że mój mąż to alfa i omega, a ja w porównaniu z nim to niedorozwój. Sam Marcin się nie wywyższa i nie pokazuje jaką ma wiedzę, można z nim pogadać o wszystkim.


Zanim go poznałam to inni nie traktowali mnie w ten sposób. Teraz czuję się niewidzialna i po prostu głupia. Nawet nasi znajomi tylko jego pytają o opinię albo zapominają, że ja też coś potrafię. Kolega kiedyś z tłumaczeniem z języka włoskiego na polski przyszedł właśnie do Marcina, a nie do mnie, choć sama uczyłam tego języka swojego męża.

Jest mi po prostu po ludzku przykro, że przy swoim mężu nic nie znaczę. Jakbym była tylko ozdobą, jakąś rzeczą, którą wiecznie nosi przy sobie. Źle mi z tym.
Retiro Odpowiedz

Twój mąż jest jak planeta Jowisz, która swoją grawitacją przyciąga wszystkie obiekty, w swoim pobliżu. Cierpisz bo uważasz, że stałaś się tylko księżycem w jego orbicie - wszyscy i tak zwróceni są stronę Jowisza. Ktoś może Ci powie, że nie trzeba było pchać się w jego pole grawitacyjne. Mogłabyś być wtedy samotną, małą niby-planetką taką jak Pluton, wtedy na pewno wszyscy bardziej by Cię docenili. No ewentualnie mogłabyś sobie ściągnąć jakiegoś swojego podrzędnego satelitę, jakiegoś Charona, który nie zabierałby Ci słonecznego blasku. Ale chyba podobało Ci się kręcić wokół Jowisza, dałaś się złapać, no i teraz nie ma wyjścia, musisz się go trzymać.

Ty wiesz, że jesteś Europą - niezwykłym i fascynującym księżycem, który posiada wodę na swojej powierzchni, warto byłoby Cię zbadać, poświęcić Ci uwagę, skorzystać z Twoich zasobów, ale trudno jest coś zauważyć bo pozostajesz w cieniu gazowego olbrzyma.

Ale Europa dumnie krąży wokół Jowisza, niezależnie czy ktoś ją docenia czy nie. Jeśli Ty masz potrzebę bycia docenioną, to czy nie jest tak dlatego, że samej siebie wystarczająco nie doceniłaś?

Odpowiedzi (3)
puciok3 Odpowiedz

Świetne wyznanie, dobrze się czyta, podobała mi się zwłaszcza ta część o pielęgnacji kwiatów, moja babcia ma wiele kwiatów i je pielęgnuje, mówi do nich czule, pryska je wodą z takiego psikatora, fajny jest ten psikator, lubie takie.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#cBRS0

Dziś na wesoło ;)
Podwoziłam dziś teścia na spotkanie (ze względu na wiek i stan zdrowia nie może sam jeździć), trasa około 3 godzin w jedną stronę.
Rozstaliśmy się na parkingu i pomyślałam, że skoczę do sklepu (centrum handlowego), żeby dokupić rzeczy na obiad. Przy okazji chciałam skorzystać z toalety.
Jak chciałam tak zrobiłam, tylko, że zupełnie zapomniałam, że nie jestem w domu (od jakiegoś czasu pracuję zdalnie i rzadko jestem na zewnątrz kilka godzin) i nie zamknęłam drzwi kabiny (w domu nie zamykam, mieszkam tylko z mężem).
Pozycja na małysza i nagle drzwi się otwierają.
Nie wiem, kto był bardziej zdziwiony, ja, czy ta Pani ;).
Retiro Odpowiedz

Uwaga, bo dla niektórych czytelników tej strony takie sytuacje są bardzo pikantne xD

Duszycien Odpowiedz

Wyślij to do Chwili dla Ciebie

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie