#IJ0OH

Pamiętam, że w wakacje 2014 wybraliśmy się z moją siostrą bliźniaczką i trzema przyjaciółmi do Barcelony, więc było nas w sumie pięć osób – dwóch chłopaków i trzy dziewczyny. Jako że z naszej piątki jeden chłopak był mocno zakochany w jednej dziewczynie (już dzisiaj są małżeństwem), to nie zawsze spędzaliśmy czas w piątkę, raczej to wyglądało tak, że tamta dwójka była przez długi czas razem, a ja spędzałem czas ze swoją siostrą i koleżanką. W sumie nie działo się nic nadzwyczajnego, bawiliśmy się i tyle.

Problem się zrobił się jeden dzień przed powrotem z wakacji. Poszliśmy we trójkę na plażę, niestety zorientowałem się już na plaży, że nie zabrałem kąpielówek. Oczywiście nie zapomniałem ich, aż tak nieogarnięty nie jestem, po prostu koleżanka postanowiła mi zrobić psikusa, bo nagle tak zaczęła pytać o pierdoły, że mnie zagadała i wyszliśmy. Nasz domek niestety był oddalony trochę od plaży i średnio opłacało mi się wracać, więc koleżanka rzuciła propozycję, żebym kąpał się nago, a ja ostatecznie na nią przystałem, bo nie chciałem już tracić ostatniego dnia, żeby móc wykąpać się w morzu. Niestety to był mój błąd, że na takie coś się zgodziłem i do dnia dzisiejszego mam z tego powodu pewne kompleksy.

Dziewczyny się opalały, a ja praktycznie w ogóle nie wychodziłem z wody, bo się wstydziłem. Musiałem wypatrywać z morza naszego miejsca i szukać momentu, kiedy dziewczyny pójdą się kąpać, wbrew pozorom wcale nie było to aż takie proste, a kiedy przydarzyła mi się taka okazja, to niestety moja koleżanka musiała w tym samym momencie przyjść i widziała mnie nago. Niby mi powiedziała, że przy niej nie muszę się niczego wstydzić, no ale i tak mimo wszystko mocno się sparzyłem. Od tego momentu nadal w pewny sposób mi to nie daje spokoju, zwłaszcza że teraz przyszło nam na moje nieszczęście razem pracować. Niestety po tylu latach musiała zacząć mi znowu gdzieś to wypominać, może i nie ma jakichś złych zamiarów i robi to w żartach, no ale szczerze jej poczucia humoru nie rozumiem. Przyznała mi się nawet po tylu latach, że wtedy specjalnie to zrobiła i zaczęła tłumaczyć się, że zrobiła to tylko dla żartu. Ona cały czas sprawę bagatelizuje, mówi, że przecież nic się takiego nie stało, no ale nadal jak jesteśmy razem na osobności, to musi tę sprawę przywołać, bo wie, że mnie to wkurza, a ona non stop mi powtarza, żebym trochę wyluzował i po tylu latach nie brał aż tak tego do siebie.

Czy ona musi mi to wypominać i nie może zapomnieć? Chciałbym przez tę sytuację zerwać z nią jakiekolwiek kontakty i najlepiej nigdy jej na oczy już nie widzieć, ale ona niestety jest innego zdania i uważa, że po tym wszystkim przecież nadal możemy być przyjaciółmi albo nawet coś może więcej.

#mugHV

Jestem dendrofilem. Podniecają mnie drzewa. Żeby nie było – żeby zaspokoić swoje popędy, specjalnie wybieram odludne miejsca, żeby nikt mnie nie zauważył. Ludzie często o np. seksie grupowym czy cuckoldzie piszą, że jak nie robi komuś krzywdy, to jest OK i mamy nie oceniać. Czemu więc ja jestem nazywany zboczeńcem i degeneratem? Przecież też nikomu krzywdy nie robię.
GardenTiger Odpowiedz

zboczenie to po prostu coś co odbiega od szeroko pojętej normy i tyle.

Zobacz więcej komentarzy (4)

#ZCPCf

Mam tajemnicę związaną z infekcją intymną.

Miałam 16 lat. Na WF-ie mieliśmy basen (szkoła z basenem), i po kilku dniach jak siusiałam, to czułam, że mnie piecze, a dziurka swędzi i dziwnie pachnie. Cóż, no to do lekarza. Majtki w dół i jest diagnoza – infekcja bakteryjna. Pewnie woda była brudnawa, bo moja szkoła zawsze na basenie oszczędzała.
W każdym razie lekarz przepisał mi pigułki. I problem, bo nie do łykania... OK, pomyślałam, dam radę. I znów problem – pigułka sporej wielkości, a trzeba ją włożyć głęboko. Teraz są do tego aplikatory, ale wtedy miałam do dyspozycji tylko palec...
Próbowałam i niestety, skurcz, nie dałam rady. Raz, drugi i dziesiąty i efekt ten sam, czyli zero efektu. No i co robić? Mama odpadała, bo pewnie by truła, że infekcja przez wszystko inne, a nie basen. Poszłam więc do brata... Dwa lata starszy ode mnie, ale kontakt mieliśmy dobry. Mówię mu, jaki mam problem, on lekki facepalm, ale OK. Ja majtki w dół i na plecy, a brat podszedł do sprawy profesjonalnie – kilka dotyków dla rozluźnienia i sru, pigułka włożona.
Tygodniowa terapia i po infekcji.

Z bratem mamy tajemnicę, ale przynajmniej wiem, że zawsze mogę na niego liczyć.
Szmondak Odpowiedz

A na takie badanie osoba niepełnoletnia nie musi iść z mamą? Fakt że od 15 lat można legalnie współżyc ( i to raczej bez mamy) ale chodzi o przepisy. Wiadomo że mama za parawan nie wejdzie ale obecna być chyba musi. Inna sprawa że zakończenie wskazuje na kolejne opowiadanie tego dziwnego autora.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#kYQtO

Kiedy w 2016 roku odbywały się w Polsce Światowe Dni Młodzieży, do mojej rodzinnej miejscowości miała przyjechać na kilka dni grupa osób z Malty. Miałam wtedy 17 lat i coraz częściej otwarcie sprzeciwiałam się temu, co w kościele i na lekcjach religii jest nauczane (no związku z wiarą to serio nie miało). Moja mama nie mogła przeboleć tego, że zamieszkał we mnie szatan (jest zwolenniczką totalnego posłuszeństwa) i postanowiła również naszą rodzinę zaangażować w to wydarzenie. Zgłosiła więc, że możemy przenocować u nas dwie osoby na czas pobytu w naszym mieście. Pomyślałam, że to świetna okazja, żeby pogadać z kimś po angielsku, więc nie oponowałam. Poznanie młodych ludzi z innego kraju brzmiało całkiem fajnie...
No właśnie, młodych ludzi. Ja wiem, że mówi się, że wiek to tylko liczba i młodym można czuć się w każdym wieku, ale ja się z tym do końca nie zgadzam. „Dostaliśmy” do zaopiekowania się dwóch chłopów po trzydziestce... No i mój plan pogadania spalił na panewce. Nie mieliśmy o czym rozmawiać, było strasznie niezręcznie. Byli po trzydziestce, mieszkali z rodzicami i traktowali wyjazd jako wycieczkę. Ja w kontraście miałam lat 17, częściowo wyprowadziłam się już od rodziców (szkoła z internatem), latem chodziłam do pracy, twardo stąpałam po ziemi i potrafiłam sama zorganizować wyjazd na wakacje za granicą (bez biura podróży). Nie mogłam wręcz patrzeć na to, że dwóch dorosłych facetów (nie jest to dla mnie młodzież, no nie) za pieniądze ze swojej parafii jedzie sobie na kolonię grupową.
Poza tym sam fakt, że w domu jest dwóch obcych mężczyzn sprawiał, że czułam się bardzo źle, nie jest to według mnie towarzystwo dla nastolatki.

Całe szczęście dla mojej mamy również było to dziwne doświadczenie i na jakiś czas odpuściła sobie temat angażowania mnie w grupy kościelne. O ile sama wiara to kwestia, o której mogę sobie podyskutować, to grupy kościelne zawsze były dla mnie toksycznym towarzystwem.

Nigdy więcej nie przyjmę u siebie obcych, skutecznie się z takiego poznawania ludzi wyleczyłam...
Szmondak Odpowiedz

A jakby mieli po 19 lat to co wtedy? Może byś trochę podszkoliła angielski ale to nadal by byli obcy mężczyźni w domu. A prawiczek pierwszy raz na wycieczce moze być bardziej nieprzewidywalny.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#oGy6c

Od ponad 3 miesięcy mieszkam z chłopakiem, spodziewamy się dzidziusia w lutym. Nasz związek nigdy nie był zbyt kolorowy, ale przynajmniej wydawało mi się, że się kochamy.
W noc sylwestrową, którą spędzaliśmy u mojej siostry, mój pijany chłopak kilka minut po tym, jak namiętnym pocałunkiem przywitaliśmy nowy rok, wyszedł z domu z telefonem. Poszłam za nim i zapytałam z kim rozmawia, padły dwie odpowiedzi, że z rodzicami, jak również z koleżanką. Był strasznie pijany, ale wiadomo od razu, że coś kręcił. Chwilę później po powrocie do domu odpowiedział, że rozmawiał z moją mamą. Cóż za niezdecydowany chłop! Nie wiem czemu i co mnie podkusiło, ale jak zasnął twardo od nadmiaru alkoholu, to wzięłam jego telefon, żeby zobaczyć z kim rozmawiał. Była to jego była sympatia. Czy zrobiło mi się przykro? Na pewno. A jeszcze pech chciał, że odblokowałam jego telefon na galerii i znalazłam sporo zdjęć nagich dziewczyn. Jak się okazało, mój chłopak dzwonił do byłej i pisał, prosił ją, żeby potwierdziła, że już nic do niego nie czuje. Ha, ha, po prawie 1,5 roku ze mną... Mało tego, mój ukochany miał portal randkowy, z którego korzystał wcześniej tego dnia. Poczułam się, jakbym dostała w twarz. Nie wiem totalnie co mam robić, czy zostawić go i wyprowadzić się na końcówce ciąży do rodziców, czy ratować to, o ile jest w ogóle co.
JoseLuisDiez Odpowiedz

Zachowaj telefon jako dowody i wywalcz dobre alimenty.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#Bul9k

Ludzie mówię, że dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi. Nie chciałem w to wierzyć i tak zrobiłem i to był błąd. Ale od początku.

Poznałem ją w szkole, mieliśmy po 16/17 lat. Na początku to ot, zwykła znajomość bez szans na nic większego, ale po czasie postanowiłem o nią zawalczyć. Jakoś po ok. 6 miesiącach udało się i zaczęliśmy ze sobą chodzić. Byłem szczęśliwy, wszystko było dobrze, wspólny wypad na wakacjach, ale po ok. 6 miesiącach powiedziała mi, że to koniec i ona idzie do zakonu. Kilka dni załamania, ale pozbierałem się jakoś. Potem studia, nowi znajomi, wszystko powoli zaczęło się układać i tu nagle moja wtedy była odzywa się do mnie i prosi o spotkanie. Myślę – OK, można się spotkać. Tłumaczy mi wtedy powody rozstania i proponuje, żeby spróbować jeszcze raz. I tutaj popełniłem największy błąd... Zgodziłem się.

Na początku było świetnie, później wiadomo, jakieś sprzeczki małe czy większe, ale koniec końców oświadczyłem się i wzięliśmy ślub. Pierwszy tydzień piękny i później się zaczęło. Na początku nic wielkiego – ot, małe sprzeczki, normalne, jak się wcześniej razem nie mieszkało... Ale to był tylko wierzchołek góry lodowej. Przez błahe powody przestawała się do mnie odzywać przez tydzień, dwa... Nieważne, z czyjej winy, i tak winny byłem ja. Bałem się cokolwiek sprzeciwiać, żeby znowu nie było kłótni. Wyzywała mnie od najgorszych, mimo że nic nie zrobiłem. Straciłem kontakt z moją rodziną, tak mnie zmanipulowała, że uważałem mojego tatę, macochę za najgorszych na świecie. Moi teściowie widzieli we mnie tylko robola, nic więcej... Tylko robić (teraz to mogę napisać) ich dom i do niczego nie mieć prawa głosu, nawet do takich rzeczy jak meble, sprzęt AGD czy armaturę, którą jako młodzi mieliśmy mieć dla siebie (drugie mieszkanie w domu). Kulminacyjny moment nastąpił, gdy moja żona zdradziła mnie – może pół roku, może 8 miesięcy po ślubie. Wytrzymałem tam jeszcze kilka miesięcy, bo chciałem to wszystko ratować, ale ona nic nie robiła, żeby było lepiej, ciągle się spotykała z tym gościem. Tak mnie okręciła wokół palca, że zgadzałem się na to, no jak to ja mogę jej czegokolwiek zabronić... W końcu odszedłem, bezgłośnie, bez żadnych zapowiedzi, po prostu wyszedłem do roboty i już nie wróciłem. Jedynie co się zainteresowała to raz zadzwoniła i tyle jej zależało. Teraz już wiem, że to była najlepsza decyzja z ostatnich lat – zostawić to wszystko i zacząć żyć. Złożyłem pozew rozwodowy i naprawdę się z tego cieszę.

Morał z tego wszystkiego dla mnie jest taki, że jak się raz już jakieś drzwi zamknęło, to nie otwiera się ich ponownie, bo to się źle kończy.
Moja historia może być przykładem na to, że przemoc jest nie tylko fizyczna, i że przemocowcem może być również kobieta.
Andrewson Odpowiedz

To przysłowie oznacza coś zupełnie innego. "Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki/wody", gdyż woda płynie i rzeka się zmienia. Wchodząc po raz drugi, nawet w tym samym miejscu, wchodzimy już do nowej rzeczywistości, bo rzeka się zmieniła. Filozof nie ostrzegał przed powtarzaniem dawnych decyzji, tylko zapewniał o zmieniającym się świecie.

Odpowiedzi (2)
Corazwiecejpustki Odpowiedz

Zrobiles blad podstawowy, najpierw slub a pozniej wspolne zycie. Nieprawidlowa kolejnosc i tyle.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#mlNHX

Jak poznałem sąsiada z piętra...

Był upalny letni wieczór, ja już po prysznicu, leżę na łóżku, oglądam jakieś bzdety w telewizji. Nagle jakiś wierutny rumor na klatce schodowej, ale taki, jakby kogoś żywcem przypiekali i obdzierali ze skóry jednocześnie, łamiąc mu przy okazji kości. Nie patrząc na okoliczności, zerwałem się z łóżka i wyleciałem na klatkę schodową, nie wiedząc, czy kogoś trzeba ratować, czy co tam się dzieje. W tym samym momencie otworzyły się drzwi z mieszkania obok i również jak rażony piorunem wyleciał z nich młody chłopak. Wrzask na klatce okazał się być... naprutą i naćpaną Karyną z piętra niżej, która właśnie wróciła do domu (naprawdę nie wiem, skąd wątłe dziewczę i dlaczego wydobyło z siebie taki ryk, który wyrwał mieszkańców z ich domostw). No cóż, Karyna jak szybko się pojawiła, tak szybko zniknęła w czeluściach swojej przestrzeni i chyba ktoś ją przejął, bo się uciszyła (nie, nie umarła, widywałem ją później. Co najwyżej zaliczyła zgon w przedpokoju). A na klatce zostałem ja i mój sąsiad, Przemek, jak się okazało. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że obaj wyglądaliśmy nieco śmiesznie: ja w samych kolorowych bokserkach, a on w czarnych spodenkach i jednej skarpetce. Popatrzyliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. Okazało się, że Karyna swoim wrzaskiem zerwała mnie z łóżka, a sąsiada z łazienki, gdzie miał zamiar wziąć prysznic i był w połowie rozbierania się. Jak już obaj ogarnęliśmy sytuację, każdy poszedł do siebie. Za jakieś pół godziny pukanie do drzwi, otwieram, a tam Przemek, z czteropakiem piwa i słowami, że skoro mieszkamy obok siebie, to może poznajmy się jak sąsiedzi, po ludzku. Spoko z niego ziomek. A z historii śmiejemy się nadal. Karyna nie dostarcza już takich wrażeń osiedlowych, więc może to była i dla niej stosowna lekcja.
Szmondak Odpowiedz

Gdybyście z Przemkiem zostali partnerami i ślubu by wam udzielił Robert Biedroń to by było prawdziwe wyznanie za 100 punktów.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#H8zXm

Jestem osobą, która od wielu lat zmaga się z depresją lękową, borderline czy nerwicą lękową i mam chore serce. Jestem strasznym tchórzem, ale tylko dla siebie. Nikt nie wie, że mam takie schorzenia, oprócz taty i chłopaka, nawet mama czy rodzeństwo nie wiedzą, a tym bardziej znajomi. Boję się im przyznać, boję się wyśmiania, odrzucenia, oceniania czy litości. Dlatego jak mam spadek, wymyślam różne historie dlaczego nie mogę wyjść lub wracać teraz do domu. Ale jak tak często mnie nigdzie nie ma, to boję się, że coś wywęszą, dlatego udają odważną. To ja zamawiam jedzenie, idę się pytać kogoś o drogę, robię głupie rzeczy, aby każdy myślał, że niczego się nie boją, a tak naprawdę? Naprawdę to w takich momentach płaczę pod nosem, serce mnie kłuje, że nie mogę oddychać, często dostaję paraliżu strachu, ale jakoś mi to wychodzi – biorę głębokie oddechy, motywuję się, że muszę to zrobić, aby nic nie podejrzewali. Ale jak jestem sama, to nie pójdę sama do łazienki, nie odbiorę telefonu od obcych numerów, nie otworzę drzwi kurierowi, nie zamówię jedzenia nawet przez stronę bez bliższego kontaktu. Nie wiem jak mam z tym walczyć i dlaczego dla innych potrafię się ogarnąć, ale dla samej siebie już nie. Co jest ze mną nie tak? I czemu nie mogę być normalna?
Postac Odpowiedz

Korzystsz z pomocy psychiatry? Może on by potrafił powiedzieć, czemu tak masz?

Zobacz więcej komentarzy (2)

#0LZ3w

Od dziecka miałam łeb do przedmiotów ścisłych. Całą szkołę gimnazjalną czy średnią miałam 6 z matmy, a nauczycielki mnie wręcz kochały. Aż do połowy drugiej technikum, gdzie nawróciła mi depresja i nie radziłam sobie nawet z najprostszymi zadaniami. Przyniosłam papiery do szkoły, najpierw higienistka, później psycholog szkolny, wychowawca, dyrekcja i nauczyciele. Jakie było moje zdziwienie, że jedyną nauczycielką, która wręcz wmawiała mi, że udaję czy wymyślam, bo jestem leniwa, okazała się moja kochana pani od matmy. Dosłownie zaczęła mnie szmacić, popychać, wyśmiewać, mówiła mi, że jestem stuknięta, że kiedykolwiek pomyślałam, że pójdę na rozszerzoną matmę. Miałam nauczanie domowe i zaczęłam się leczyć. Poszłam na matury – jakie było zdziwienie pani matematyczki, jak zdałam podstawę na 98%, a zaawansowane na 96%... Miałam dać jej kwiaty, ale za to podeszłam do niej i rzuciłam je, naplułam na podłogę przed nią i powiedziałam jej, że jest zwykłą szują.

Panią matematyczkę zwolnili niecałe pół roku po moim skończeniu szkoły i ma zakaz pracy z nieletnimi do końca życia, bo okazało się, że nie byłam jedyną osobą, którą ta pani tak traktowała, a i jeszcze się wyszło na jaw, że popijała w szkole.
Dodaj anonimowe wyznanie