#uAAUJ

Kilkanaście lat temu, kiedy jeszcze chodziłem do podstawówki, miałem w klasie przyjaciela. Obaj byliśmy z biednych rodzin i obaj dużej postury. Naszymi przeciwieństwami byli dwaj szczypiorki z naszej klasy. Byli również z "lepszych" rodzin, więc szybko chcieli obrać sobie mnie i przyjaciela za swoje ofiary. Tyle tylko, że nie zawsze im to wychodziło.

Któregoś razu dostałem swoje pierwsze pieniążki do szkoły (od starszej siostry). Przyjaciel od razu o tym wiedział, bo już w drodze do szkoły wymyślaliśmy co upolować w szkolnym sklepiku. Zanim jednak do tego doszło, nasze plany stały się zagrożone! Pomiędzy naszą dwójką a dwójką cwaniaczków kolejny raz doszło do szarpaniny, w której to moje pieniążki rozsypały się na pół korytarza... Oni od razu zaczęli wszystko chwytać, a raczej próbowali, dopóki mój przyjaciel tego nie zauważył. Z pełnym bojowego nastawienia wrzaskiem rozdał się słowami "zostawcie to, to pieniądze A.!!!" i tak zaczął nimi rzucać, że sam byłem w szoku. Fizycznie nikt nie ucierpiał (chyba), więc zaczęliśmy zbierać moje pieniądze.

Wkładając je skąd wyleciały, poczułem, że... moja kasa ciągle była w mojej kieszeni! Od razu stwierdziłem, że musieliśmy zebrać pieniądze któregoś cwaniaczka, ale zachowałem to dla siebie. I te wszystkie słodkości, na które na co dzień nie mogłem sobie pozwolić, smakowały jeszcze lepiej z wiedzą, że to nasi nieudolni oprawcy stawiali.
Blablavar Odpowiedz

Ej czemu minusujecie? Fajne, anonimowe;-)

Odpowiedzi (1)
Strawberry9 Odpowiedz

I to szanuje :-D nie będzie cwaniak pluł wam w twarz

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#XdbR4

Z moją obecną żoną jesteśmy ze sobą od gimnazjum (czyli jakieś 14 lat). Małżeństwem jesteśmy od lat 6.

Dogadujemy się świetnie, jest nam ze sobą dobrze, często gdzieś razem wychodzimy, spotykamy się ze znajomymi, mamy wiele wspólnych zainteresowań, często też będąc w domu dostajemy głupawki i robimy przeróżne dziwne rzeczy, które bardziej pasują do rozwścieczonych 5-latków, a nie dorosłych ludzi. Po prostu się kochamy i jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Naprawdę nam ze sobą dobrze.

Jest jednak jeden problem. Nie mamy dzieci. I tu pojawiają się lamenty matek, babć i wszystkich ciotek. "Ile można czekać", "Ja to chyba nigdy babcią nie zostanę", "Tacy młodzi, dobrze zarabiają, spokojnie by troje utrzymali", "Ja w waszym wieku to już miałam dwoje". Jakoś to spokojnie znosimy, coś tam na odczepkę odpowiemy i ucinamy temat.

Trochę głupio im wszystkim powiedzieć, że nigdy nie uprawialiśmy seksu...
Igraszka Odpowiedz

Powiedz komuś najbardziej plotkujacemu, że oboje macie problem medyczny, że cierpicie z tego powodu strasznie. I zrobi się temat tabu wśród rodziny i znajomych

Odpowiedzi (2)
ProstowOczy Odpowiedz

Wow, zaskoczyła mnie końcówka, bo myślałam, że chodzi o jeszcze przecież młody wiek, niechęć do dzieci lub jakieś problemy zdrowotne. Tak z ciekawości - jaki jest powód utrzymywania takiego białego małżeństwa? Problemy zdrowotne? Aseksualność? Jakieś lęki? Przekonania?

Zobacz więcej komentarzy (10)

#nCBIv

Dzisiaj w miejskim autobusie byłam świadkiem dziwnej sceny.

Dwójka małych dzieci w wieku przedszkolnym siedziała sobie obok siebie i co chwilę się przepychali i kłócili o coś. Ich mama, obładowana zakupami młoda kobieta, stała trzymając się rurki i nie zwracała na nich uwagi. Do czasu. Dzieciaki pokłóciły się tak mocno, że młodsza dziewczynka przywaliła starszemu bratu z całej siły w nos, a ten wrzasnął na cały autobus, tak żeby każdy wiedział jaka tragedia mu się stała.

Mamie nerwy puściły. Położyła torby z zakupami na podłodze, złapała córkę i zaczęła szarpać się z nią. Krzyczała coś niewyraźnie, kazała stać obok siebie, a mała głośno ryczała. Mało tego, podczas szarpaniny, która zbyt długo trwała, zakupy posypały się na cały autobus, a pomidory zostały rozdeptane przez buciki dziewczynki.

Najdziwniejsze jednak było to, co nastąpiło potem. Kobieta powiedziała, że zaraz wysiadają, więc dziewczynka ma posprzątać bałagan sama i to natychmiast. Mała ani myślała to zrobić, z głośnym płaczem poszła usiąść na swoje poprzednie miejsce, a synek dołączył do mamy, która stanęła przy drzwiach i głośno komentowała, że wysiada, a córka zostanie i pojedzie dalej. Chciała ją tym sprowokować i przestraszyć. Dziewczynka wpadła w histerię i krzyczała ciągle, żeby mama wzięła ją za rękę.

Autobus się zatrzymał. Wszyscy pasażerowie przyglądali się tej scenie... a matka najzwyczajniej w świecie wysiadła i nie oglądając się za siebie, poszła sobie z synem, zostawiając w autobusie córkę i część zakupów.

Kiedy autobus ruszył ponownie, pasażerowie zaczęli krzyczeć do kierowcy, żeby się zatrzymał, ale ten zdawał się nie wiedzieć o co chodzi. Zatrzymał się na kolejnym przystanku, ktoś zdecydował się odprowadzić dziewczynkę do jej matki.

Tak szczerze, to nie wiem co mam myśleć o tym. Nie lubię rozwydrzonych bachorów i z całego serca życzyłam źle tej drącej bez powodu mordę dziewczynce. A z drugiej strony uważam, że matka postąpiła bardzo głupio. Pewnie powinnam poczekać aż będę miała swoje dzieci, żeby przekonać się jak to jest, jednak jakoś nie wierzę, że moje dziecko byłoby tak złośliwe i głupie. I nie wierzę, że tamto nie było po prostu źle wychowane. Mnie nikt nie musiał uciszać jak byłam dzieckiem, nie robiłam scen. Nie rozumiem czemu ludzie wychowują dzieci na potwory.
SenecioRowleyanus Odpowiedz

Pewnie nie przewidziała, że dziecko jednak nie wysiądzie za nią. Bo takie straszenie odejściem to jest często praktykowana metoda i zazwyczaj działa. Moi rodzice też się tak kiedyś przeliczyli, udali, że odchodzą z plaży, a ja zamiast pobiec za nimi, poszłam obrażona w przeciwną stronę (na szczęście mnie znaleźli). Choć w przypadku wychodzenia z tramwaju to było bardzo ryzykowne. Dzieci są różne niestety, to nie zawsze kwestia wychowania czy rozpieszczania.

RaniMathur Odpowiedz

Każde dziecko jest inne. Mam siostrę młodszą o 16 lat. Na wszystko reaguje krzykiem, szarpie, rzuca, kłamie i robi na złość kiedy tylko może. Jest zupełnie inna niż ja w jej wieku, chociaż wychowana przez tych samych rodziców i raczej w podobny sposób. I ja też bujając małego niemowlaczka nie podejrzewałam, że wyrośnie z niej taki potwór. Zdarza mi się po prostu wybuchać gdy jej zachowanie przekracza już wszystkie możliwe granice, nie jestem z tego dumna, ale chyba każdy ma jakiś limit cierpliwości. Nie pochwalam zachowania tej kobiety, ale jestem w stanie ją zrozumieć.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#jhxmF

Jestem dwudziestoparoletnim chłopakiem, raczej przeciętnym, sylwetka normalna, morda zwyczajna — profilowego na fb dodać się nie wstydzę, ale też nie zalewam znajomych falą zdjęć, coby im oczu nie wypaliło od nadmiaru.

Od dzieciństwa mam przyjaciółkę Magdę. Nigdy między nami nie iskrzyło, ale łączy nas naprawdę fajna relacja, no i jest kobietą, więc czasem proszę ją, by pomogła mi zrozumieć babskie spojrzenie na świat ;) Jakoś na początku studiów Magda znalazła sobie chłopaka, trochę z nim pisała, trochę się spotykała, aż w końcu stali się parą. Pogratulowałem, obiecałem obić chłopu mordę, jeśli mi koleżankę skrzywdzi (tylko w żartach i tylko jej, do niego z takimi głupimi tekstami nie wylatywałem), no generalnie wszystko super. Jakiś czas później i ja kogoś poznałem — Kasię. Kasia była naprawdę niesamowita, bardzo ładna, zabawna, mądra, fajnie tańczyła, dogadywała się z moimi znajomymi, miała sporo własnych przyjaciół. Polubiły się z Magdą, więc czasem wychodziliśmy gdzieś we czwórkę, fajnie było. Kasia była jak spełnienie marzeń.

Wiem, że kobiety wcale nie są z innej planety i myślą normalnie, to z tym „rozumieniem babskiego spojrzenia na świat” to był tylko żart, ale czasem faktycznie proszę Magdę, by pomogła mi zrozumieć, co ma na myśli jakaś dziewczyna, z którą piszę. Nic złego, przytaczam tylko kawałeczek rozmowy albo opowiadam fragment sytuacji i tyle. A Kasia była... mocno specyficzna, jak się okazało. Nie będę zdradzał szczegółów, ale wplątałem się w poniżającą relację. W tajemnicy poprosiłem Magdę, żeby mi doradziła, co robić (z początku nie wiedziałem, czy problem nie leży we mnie), ale kilka dni później nagle wszyscy moi znajomi już wiedzieli o dziwnej relacji łączącej mnie z Kasią. Byłem wściekły na Magdę i chciałem zerwać wieloletnią znajomość, ale na szczęście poszedłem po rozum do głowy i najpierw z nią porozmawiałem — zaprzeczyła wszystkiemu, więc wspólnie przeprowadziliśmy miniśledztwo.

Okazało się, że to jej chłopak cichcem regularnie sprawdzał jej telefon i postanowił rozesłać znajomym skriny moich wyznań, bo go rozbawiły moje problemy. Nigdy nie byłem taki wkurzony na nikogo, Magda też się nieźle zeźliła. Zerwała z nim od razu, ja chciałem mu obić w końcu tę mordę, ale stwierdziłem, że nie warto, no i się skończyło. Z Kasią też zerwałem (była toksyczna i... no), więc sytuacja się unormowała. Z Magdą dalej się mocno przyjaźnimy, ale co się wstydu najadłem i co do dziś się na mnie odbija, to moje :/ Dlatego dziwię się ludziom, że mają podejście „ja mojemu pozwalam przeglądać telefon, bo nie mam tajemnic”. No ty może nie masz, ale twoi znajomi i owszem!

Może mało anonimowe, bo wszyscy znajomi o tym wiedzą, ale jak poznaję kogoś nowego, to mu rzecz jasna nic nie mówię. Imiona i kilka szczegółów zmienione.
LetItDie Odpowiedz

Jak można być takim kutasem, żeby obśmiewać jedną z najbliższych osób własnej dziewczyny ze wspólnymi znajomymi

eatyourveges Odpowiedz

Może nawet lepiej, że potoczyło się to w ten sposób? Magda poznała się na swoim partnerze, a i Ty w końcu zrozumiałeś swoje błędy. No, i jeszcze wiesz, że niewiele warci są znajomi, którzy Cię wyśmiewali z powodu tej relacji, zamiast powiedzieć Ci o źródle skrinów i zignorować sytuację/wesprzeć Cię dobrym słowem.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#lREpk

Niedawno zamieszkałam w nieciekawej dzielnicy. Sąsiedzi mają dzieci, z ich mieszkania wiecznie słychać krzyki i płacz tych dzieci. Sąsiad z wyglądu jest typem kibola. Kilka razy słyszałam odgłosy bicia, za każdym razem wzywałam policję. Policjanci przyjeżdżali i mimo że prosiłam o anonimowe zgłoszenie, często najpierw do mnie pukali i wypytywali o szczegóły...

Ich wizyty nie przynosiły żadnych skutków, więc zgłosiłam sytuację do MOPS-u. Pani po drugiej stronie słuchawki obiecała, że ktoś się tym zajmie. Czas mija, a sąsiedzi jak krzyczeli na dzieci i bili, tak robią to nadal.

Prawdopodobnie podejrzewają, że to ja na nich nasyłam, bo ostatnio drzwi miałam uszkodzone i wysmarowane ekskrementami. Zaczynam się bać, ale wiem, że nie mogę tego tak zostawić. I nie wiem, co mogę jeszcze zrobić, by ktokolwiek na poważnie zainteresował się tym co tam się dzieje.
SzeptNocy Odpowiedz

Napisz do Uwagi, Interwencji.
E-mail jest podany na ich stronie. Gwarantuję Ci, że jeśli ktoś z redakcji zadzwoni do Mops zapytać czy to prawda, że nie interweniują, to bardzo szybko zajmą się tą sprawą :)

Odpowiedzi (2)
JestemKubkiem Odpowiedz

U mnie było podobnie. Sąsiedzi co prawda nie stosowali przemocy fizycznej, ale strasznie krzyczeli na dzieci i wulgarnie się do nich odzywali. Któryś z sąsiadów zawiadomił MOPS, który przyszedł sprawdzić co się dzieje. Po wizycie największym problemem tych sąsiadów było dochodzenie kto wezwał MOPS, a nie to dlaczego to zrobił, jakby w ogóle nie widzieli nic niepokojącego w swoim zachowaniu..

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#uZSqr

Przed chwilą przeczytałam wyznanie gościa, któremu śniło się, że uprawiał seks ze swoim przyjacielem.

To jeszcze nic...


Mi się śniło, że współżyłam z moją babcią, która miała przyczepione do swojego krocza wielkie, czarne dildo.
Ciężko mi było po tym śnie tak o sobie pójść do niej i wypić herbatkę.
Lubiedaktyle Odpowiedz

Będąc z moim byłym ciagle miałam sny, gdzie uprawiałam seks z innymi chłopakami. Po zerwaniu to mój były jest w 90% snach. Tez się dziwnie czuje jak wstaje XD

Odpowiedzi (2)
Igraszka Odpowiedz

Kup sobie coś takiego. Niewyżyta jesteś
A poważnie: sny są symboliczne. Seks w snach często też. Nie róbcie sensacji

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#v0fHj

Zaczęłam się masturbować bardzo wcześnie, miałam jakieś 6 lat.
A co w tym anonimowego?

Zawsze podczas tej czynności wyobrażam sobie jak odcinają "siusiaki" podczas operacji moim kolegom, z którymi akurat się pokłóciłam lub po prostu jakimś mężczyznom, np. tacie, dziadkowi.

Nie wiem co miałam w głowie, ale już mi przeszło.
nagetsik Odpowiedz

Sadystka od najmłodszych lat.

Emilsa Odpowiedz

Tak się rodzą feministki

Zobacz więcej komentarzy (2)

#pB8fn

Nie cierpię osób pijanych. Od zawsze. Gdy tylko widzę pijaną osobę, czuję się niekomfortowo i tak jakby boję się tej osoby. Mieszkam na wsi, gdzie pełno jest różnych pijaczków, więc zawsze jak chcę wyjść na spacer, to długo się waham, bo boję się, że zobaczę któregoś z nich pod wpływem.

Nie wiem skąd wziął się mój lęk do pijanych osób. Czy to już podchodzi po chorobę psychiczną?
Igraszka Odpowiedz

Alkohol wprowadza w odmienny stan świadomości, a przez to człowiek pod jego wpływem może zachowywać się iracjonalnie i niebezpiecznie. Twój strach jest zatem uzasadniony

Odpowiedzi (1)
DownZpiekla Odpowiedz

Lęk przed czyms to nie choroba psychiczna.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#3eFLJ

Jednego dnia ja dowiedziałam się o tym, że mój chłopak mnie zdradza, a moja mama, że jej mąż ją zdradza. Traumatyczne. Po prostu weszłam do sypialni, a tam mój chłopak z moim tatą... Naprawdę traumatyczne.
ProstowOczy Odpowiedz

takie coś zrobić... jednocześnie swojej żonie i córce.. już nawet nie komentuję faceta, ale ojciec to przecież najbliższa rodzina

ZielonySukulent Odpowiedz

Współczuję autorko.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#HYvU9

To był ostatni dzień roku 2013. Szedłem na sylwestrową imprezę koleżanki. Jako że nie piję alkoholu, skręciłem sobie sześć tłustych skrętów. Włożyłem jednego do pudełka z papierosami, a resztę do portfela. Kiedy już zbliżałem się do bloku, w którym mieszkała moja szanowna kumpela, ktoś do mnie zadzwonił. „Janeeeek! Prośbę mam. Mamy za mało zapitki, a za dużo wódki. Skoczyłbyś na stację po jakieś dwie butelki coli?” - dobiegające z słuchawki, rozpaczliwe błaganie tak bardzo wzbudziło moja litość, że odwróciłem się na pięcie i szybkim krokiem udałem się do najbliższego „cepeenu”. Po drodze wyciągnąłem skręta z paczki fajek i go spaliłem.

Kiedy stałem w kolejce do kasy, a pod stację podjechał radiowóz, poczułem nagłą falę dyskomfortu. Policjant stanął za mną, najwyraźniej z zamiarem kupienia czegoś. W głowie tłukło mi się „Nie zrób niczego głupiego, nie zrób niczego głupiego...”. Kijowo by było, gdybym trafił za trawkę do pudła. I to jeszcze w Nowy Rok!
Ciemne wizje szybko ustąpiły, kiedy urocza pani za kasą zaświergoliła: „Co podać?”. Poprosiłem o dwie butelki coli i ciesząc się, że zaraz wyjdę ze sklepu, chciałem uiścić należność. Dosłownie ułamek sekundy po otworzeniu portfela zdałem sobie sprawę, co odwaliłem. Jointy wysypały się na ladę, część upadła na ziemię. Rzuciłem się na nie niczym zdesperowany ćpun. Jednym ruchem ręki zgarnąłem te, które leżały na ladzie, następnie pozbierałem pozostałe tuż spod butów policjanta, słysząc jednocześnie śmiech i ciche komentarze ludzi w kolejce. Przy okazji wywróciłem dupą stojaczek z gumami do żucia.
Szybko pozbierałem moje fanty i wybiegłem ze stacji. Było już jednak za późno. „Stać!” - usłyszałem, kiedy tylko przekroczyłem drzwi. Na ramieniu poczułem ciężką łapę. Odwróciłem się i tak jak się spodziewałem – spotkałem się twarzą w twarz z policjantem.
- Zgubiłeś coś - rzekł machając mi przed nosem idealnie skręconym blantem. - To chyba twoje, czyż nie?
Zanim zdążyłem zacząć błagać o litość i szlochać, że jestem za młody, aby resztę życia spędzić w Sztumie, policjant wcisnął mi „moją zgubę” w dłoń.
- Bądź ostrożniejszy. Szczęśliwego Nowego Roku! - powiedział i wrócił do sklepu.

Chwila musiała minąć, zanim galarety, na których stałem, zamieniły się w pełnoprawne kończyny. Z trudem doczłapałem do mieszkania koleżanki. Nawet nie zdjąłem kurtki, tylko tak jak stałem, ciężko usiadłem na sofie.
I wtedy dotarło do mnie, że zapomniałem zabrać zakupy ze stacji...
Sinnove Odpowiedz

Miło z Ich strony, a Ty miales więcej szczęścia niż rozumu. :D

KapitanMajtas Odpowiedz

Taaa, policjant też chciał świętować Nowy Rok, a nie zawracać sobie głowę jakimiś jointami.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie