#HHFcG

Gdy usłyszałam kiedyś na jakiejś lekcji jak niebezpieczne jest podawanie swoich danych w internecie, to wymyśliłam sobie imię i nazwisko, którym posługiwałam się w internecie przez kolejne 10 lat. Wymyśliłam tej osobie także masę innych danych przez ten czas. Podczas logowania się na wszystkie gry, fora, strony zawsze podawałam te same dane, profilowe (jakiejś losowej laski) i zawsze jak z kimś pisałam, to przechodziłam na ten zmyślony tryb osoby, by nigdy nie zagubić się we własnych kłamstwach. Pozwalało mi to często na robienie mega dużych głupot, wypisywanie bzdur itd. Każdy wie jak to działa, gdy jest się anonimowym, czasami powie się za szczerze albo za wulgarnie to i owo. I o wiele gorsze rzeczy...

Dziś mój chłopak uświadomił mnie, że przez ten cały czas podawałam wszędzie swój e-mail z prawdziwym imieniem i nazwiskiem.
Pitches98 Odpowiedz

*facepalm*

niebieskakremowka Odpowiedz

Ale zamysł był dobry. :D

Zobacz więcej komentarzy (16)

#VxZCZ

O tym, jak pierwszy raz trafiłem na filmy xxx.

Niektórzy mają ciekawe historie. A to kolega im przyniósł na pendrivie, a to znaleźli kasetę ojca, jeszcze inni oglądali telewizję po północy i trafili na tego typu film.

9-letni ja po prostu lubiłem pewien serial produkowany bodajże przez Polsat. Postanowiłem go odnaleźć w internecie, żeby sobie obejrzeć odcinki, które przegapiłem. Ten serial nazywał się "Mamuśki". Reszty możecie się domyślić. Bynajmniej nie znalazłem tego, czego chciałem.
AjHejdDisGejm Odpowiedz

Za małolacika grałem w gry na poszkole, któregoś razu odruchowo wpisałem w przeglądarkę "po" i enter, a zamiast tego algorytm wybrał inną stronę na "po...", z której korzystał wcześniej ktoś z domowników. Nie było chyba wtedy trybu Incognito, lub nie każdy o nim wiedział xd

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#FYWc3

Ze swoim partnerem życiowym jestem od 10 lat, od 8 mieszkamy wspólnie. Ogólnie to nie mogę narzekać, Bartek mnie wspiera, obowiązki domowe wykonuje lepiej ode mnie, ma dobrą pracę, obydwoje dobrze zarabiamy. No jakoś się wiedzie.

Około 5 lat temu strasznie dusiłam go o zaręczyny. Uważałam, że to niezbędne, żeby założyć rodzinę, chciałam zostać matką, kupić dom na przedmieściach i spokojnie żyć. Bartek za to nie był jeszcze gotowy, ojcostwo, rodzina nie były dla niego priorytetami. Chciał podróżować, rozwijać się zawodowo i szaleć razem ze mną. Zrozumiałam to po roku ciągłych awantur i przekonywania, że teraz tylko dziecko jest nam potrzebne do szczęścia. Przecież i tak bym go nie zmusiła (z natury jest bardzo uparty). Żyliśmy więc sobie na kocią łapę i w sumie ani za bardzo nie podróżowaliśmy, ani on za bardzo się nie rozwinął zawodowo. W tym czasie moja kariera poszybowała do przodu. A teraz on nagle wyskoczył z propozycją małżeństwa i posiadania dzieci...

Chciałabym się cieszyć, ale nie potrafię. Nie chcę teraz siedzieć w pieluchach, totalnie mi przeszło. Boję się, że jak wyjdę z zawodu, to już do niego nie wrócę (mam dosyć prężnie rozwijający się zawód). Nie chcę utkwić w domu już od pierwszego dnia ciąży (pracuję z prądami i ultradźwiękami, które szkodzą dziecku). Jasne, jest tacierzyński i on może poświęcić karierę, ale wprost mi powiedział, że nie może, bo przecież ma tak szerokie perspektywy...

Kocham go i chcę z nim być, ale mam ochotę mu powiedzieć, żeby się wypchał. Było się decydować 5 lat temu, kiedy prosiłam go o to, byśmy wspólnie zostali rodzicami.
Ifyoulikeme Odpowiedz

No to mu powiedz żeby się wypchał. Czemu on ma zawsze dyktować warunki.

oldhighhat Odpowiedz

ja też przeczekałam ten moment wyrzutu hormonów i napadu instynktu macierzyńskiego, obecnie minęło już wiele lat i ona nadal nie wrócił. chyba robimy coś nie tak jako całe społeczeństwo, że ludzie przestają chcieć się rozmnażać, co przecież jest podstawowym pędem każdego gatunku. taka luźna dygresja.

Odpowiedzi (27)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#2x4ZO

Krótko.
Ja przedstawiciel handlowy. Długie trasy. Zepsute jedzenie w jednej z knajp na trasie. Autostrada, noc. Biegunka i brak toalety. Staję na pasie i biegnę w krzaki. Nie zdążyłem. Narobiłem na spodnie. Co robić, wyrzucam spodnie. Obesrane spodnie wiszą na drzewie. Kur... w spodniach zostają kluczki. Auto na awaryjnych, a ja w majtkach ściągam przez pół godziny spodnie z drzewa. Udało się. Upokorzony jadę dalej. Tak, w aucie miałem spodnie na zmianę.
nevada36 Odpowiedz

Dlatego w pracy, czy na wyjeździe zawsze warto mieć ubranie na zmianę.

Odpowiedzi (3)
Ellesans Odpowiedz

Jeszcze parę lat temu nie sądziliśmy, że będziemy tęsknić za posranymi wyznaniami, co?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#xzXsl

Mam dziwną przypadłość, a mianowicie potrafię się rozpłakać bez powodu, przy oglądaniu, czytaniu czy nawet słuchaniu czegokolwiek, co jest choćby odrobinę wzruszające. Wystarczy głupia reklama w tv, książka, która dobrze się kończy lub historia o tym, jak ktoś komuś pomaga, a ja ryczę jak bóbr...

Dałoby się przeżyć, ale jestem facetem i mam 32 lata.
skorpionorozec Odpowiedz

To podejrzewam, że przy reklamie allegro z dziadkiem, który uczy się angielskiego, to rodzina wyciąga ponton XD

Odpowiedzi (3)
misiotulisio Odpowiedz

Faceci też płaczą :)

Zobacz więcej komentarzy (53)

#bc67V

O tym, jak okradziono moją mamę.

Lata 80. Mama poszła do banku wypłacić pieniądze na samochód. Odstała swoje w kolejce, podeszła do okienka, dostała pieniądze, włożyła je w szarą kopertę, a tę do torebki. Wychodziła z banku, gdy podszedł do niej bandzior i kazał oddać pieniądze. Mama wystraszona całą sytuacją wyjęła z torebki kopertę i oddała ją złodziejowi.

Zapłakana poszła do salonu, gdzie czekał na nią tata (nie byli w banku razem, bo tata coś innego załatwiał). Zaczęła opowiadać mu co się stało i włożyła rękę do torebki. I nagle zaczęła się śmiać... Z torebki wyciągnęła kopertę, w której były pieniądze!

Okazało się, że złodziejowi dała kopertę z... podpaską. Mama zawsze nosiła jedną na czarną godzinę, a że nie było wtedy innej możliwości, by dyskretnie schować ją w torebce, to zapasową podpaskę trzymała w kopercie.

I tylko żal, że nikt nie widział miny złodzieja po otwarciu koperty :)
Beztraumy Odpowiedz

Szkoda, że nie była zużyta.

Odpowiedzi (1)
User100 Odpowiedz

Fiu fiu. Lata 80. Samochód w salonie. Podpaski.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#44nw9

Kilka lat temu byłem ze znajomymi na ognisku w miejskim parku. Próbowałem pieczonych mięs, różnych sosów... w pewnym momencie poczułem, że w moim żołądku bulgocze i że czym prędzej muszę skorzystać z toalety. W parku nie było takiej opcji, a przynajmniej mi nie mieściło się to w głowie, dlatego na sztywnych nóżkach pobiegłem do domu.

Wszystkie lampki w głowie zapaliły mi się na czerwono, zwieracze zaciskałem ostatkiem sił. Minąłem plac zabaw dla dzieci. Na placu tym rosła dość rozłożysta wierzba płacząca. Zrozumiałem wtedy, że do domu jednak nie doniosę, więc co sił pobiegłem wypróżnić się pod tą wierzbą. Wbijam pod płaszcz gałęzi zapewniający anonimowość, kucając ściągam portki i majtki. Wypinam się, patrzę... a pod wierzbę ktoś kulturalnie zaciągnął ławeczkę i tuż przede mną na tej ławeczce leży jakaś panna, którą obłapia koleś, z którym chodziłem do podstawówki. Niestety, było już za późno... Zepsułem im atmosferę tamtego uniesienia.
Mało tego, tamta panna okazała się być siostrą mojego bliskiego kumpla, więc zaczęliśmy się częściej widywać. Na szczęście nigdy, ani na trzeźwo, ani po alkoholu, żadne nie wspomniało o tamtej sytuacji.
DrTenma Odpowiedz

Dobrze, że ją kulturalnie zapinał, bo już myślałem, że to jakieś zboki:)

Fin Odpowiedz

Zły Ty, zły. Oni tak ładnie się bawili pod wierzbą, a Ty im przerywasz

Zobacz więcej komentarzy (11)

#peUny

W drugiej albo trzeciej klasie podstawówki siostra katechetka opowiedziała nam o prawdziwym świętym Mikołaju. Był to biskup z Turcji.
Więc napisałem swój list do Mikołaja, a następnie przepisałem go do Tłumacza Google i przetłumaczyłem na język turecki :D
koniczynka Odpowiedz

Moja przyjaciółka zrobiła w zerówce lepszy numer. Jej ojciec jest lekarzem, więc jeździ po świecie na konferencje. No i zdarzyło mu się być w Mirze i odwiedzić grób św. Mikołaja. Opowiedział o tym córkom. Dziewczynka była wychowana tak jak ja, czyli w Mikołaja czy innego Gwiazdora nigdy nie wierzyła. Ale poszła do przedszkola i powiedziała reszcie dzieci, że św. Mikołaj nie żyje i jej tata był na jego grobie.
W przedszkolu armagedon. :)

lykkja Odpowiedz

Byłam kiedyś wolontariuszką przy wizycie św. Mikołaja z Laponii (tak, tego "oficjalnego"). Jedno dziecko powiedziało mi, że on nie może być prawdziwy, bo święty Mikołaj pochodzi z Turcji...

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#SfBI8

Obok mnie mieszka staruszka, którą czasem odwiedza dość przystojny wnuczek. Jest taki sztywny i jakoś nigdy się nie zgadaliśmy, nawet w sumie nie wiem jak ma na imię, ale ładny chłopak z niego.

Dziś mama kazała mi dać psu proszek na odrobaczenie, więc logiczne jest, że potem będę musiała zobaczyć, czy w kupie nic się nie rusza. To stwierdziłam, że ogarnę to wieczorem, bo będzie mniejsza szansa, że kogoś spotkam. Proszek dany, no i idziemy na spacer. Spacerujemy i nagle stało się - kupa. No to sprawdzam, czy nikogo nie ma - wydaje się, że czysto, wyjmuję telefon i świecę w tę kupę. Nagle słyszę głos przystojnego wnuczka:
- Hej, coś się stało? Zgubiłaś coś?
- Nie no, tylko świecę w kupę...
- Aha, to miłej zabawy.
Oddalił się szybciej niż przybył.

W sumie dopiero po czasie pomyślałam, jak to dziwnie zabrzmiało :D
Jababa Odpowiedz

Może uznał, że masz niecodzienne hobby i teraz zbiera dla Ciebie zdjęcia interesujących kup?

MisPanda Odpowiedz

A potem się okaże, że on też lubi świecić w kupy i będzie tru lof

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#KRlVO

Moja żona nie pracuje - moja pensja wystarcza na nas oboje. Gdy wracam do domu, wiecznie słyszę narzekanie, od mojej drugiej połówki, jaka to nie jest zapracowana opieką nad dwójką dzieci, gotowaniem, sprzątaniem itd. Nieraz wracając do domu, musiałem sam sobie robić na szybko jakieś danie, bo na pytanie czy jest obiad, otrzymywałem dosyć nieprzyjemną wiązankę, z której wynikało jednoznacznie, że moja Weronika nie miała czasu na jego zrobienie. Nie narzekałem z tego powodu, może nieco się dziwiłem, że w domu jest tyle do roboty.

Rok temu dostałem w pracy obowiązkowy płatny dwutygodniowy urlop. Moja kobieta słysząc to, od razu postanowiła, że znajdzie sobie jakąś pracę i zostawi mi dom na głowie, żebym się przekonał jak to jest być nią. Jak powiedziała tak zrobiła, na szybko załatwiła sobie poprzez koleżankę pracę w sklepie odzieżowym i gdy przyszedł czas mojego urlopu zamieniliśmy się rolami.
Pewnie teraz wszystkie czytające 'internetowe mamy' czekają na końcówkę. Końcówkę, w której się okaże jak to sobie nie radzę, czekam na Weronikę aż tylko wróci z pracy, jak to nie mam czasu dla siebie i zaczyna mnie boleć od tego głowa, przez co muszę małżonce odmówić wieczornego seksu i ogólnie aż zacznę stękać i kwiczeć od nadmiaru obowiązków.
Otóż nie.

Po raz pierwszy moje dzieci były tak wcześnie w szkole, mimo że zawsze był z nimi problem i się spóźniały. O dziwo wystarczyło zabrać im telefony i powiedzieć, że dostaną je pod szkołą. Równo o 7:50 były przed salą, w plecaku zamiast drożdżówek miały kanapki zrobione przeze mnie. Tak, znalazłem na to czas. Prawdę mówiąc miałem go tyle, że zdążyłem rano odpowiedzieć na kilka maili. Po powrocie do domu, zrobieniu prania, ugotowaniu zupy z przepisu z internetu (naprawdę takie to ciężkie?), wyrzuceniu śmieci, umyciu naczyń i zrobieniu reszty obowiązków z listy, którą zrobiłem dzień wcześniej, nareszcie miałem czas na pogranie trochę w najnowszego wiedźmina. Mimo, że pracuję jako programista, nie mam czasu na gierki, czego nie bardzo rozumie moja Weronika.

Po powrocie dzieciaków ze szkoły, obiecałem im, że pogramy w planszówkę jak tylko odrobią lekcje. Tak też było, w czasie gdy spędzałem czas z dziećmi, wróciła moja małżonka. Ponarzekała, że pewnie cały dzień siedzę i się obijam, i poszła z koleżankami na miasto. Cóż...
Podobnie spędziłem następne dwa tygodnie wolnego. Dawno nie byłem tak zrelaksowany. Przeciwnie Weronika, dziesiątego dnia zrezygnowała z powodu 'okropnych warunków'. Oczywiście dowiedziałem się o tym po moim urlopie.

Puenta? Kobiety, skończcie marudzić, siedzenie w domu to naprawdę mało w porównaniu do pracy waszych facetów. A zapracowanie wynika z waszego braku organizacji.

Bonus: Przyjechała w odwiedziny teściowa i powiedziała do córki, że nareszcie dom nie wygląda jak burdel. Najlepsza pochwała jaką otrzymałem w życiu. :)
JebitnySkuterek Odpowiedz

Zależy od żony :)

Odpowiedzi (5)
Mikser Odpowiedz

To, że Twoja żona ciągle narzeka i jak widać miernie sobie radzi z obowiązkami domowymi nie znaczy, że wszystkie takie są. Zgodzę oczywiście, że wielu mężczyzn ma w swojej pracy znacznie więcej obowiązków ale to nie prawda, że kobiety praktycznie nic nie robią i w dodatku są niezorganizowane

Odpowiedzi (28)
Zobacz więcej komentarzy (97)
Dodaj anonimowe wyznanie