#q8bYG

Kiedy wspominam moją babcię, mam łzy w oczach, bo widzę wszechogarniającą miłość, która niczego nie wymaga i wszystko daje. Wspaniale wspominam dzieciństwo z nią, a ostatnie spotkanie zapadło mi na zawsze w pamięci.

Przyszedłem do babci, kiedy była już bardzo chora i leżała w zasadzie na łożu śmierci. Zobaczyła, że jestem, uśmiechnęła się, wyciągnęła 10 zł spod poduszki i dała mi mówiąc:
- Masz, wnusiu...
- Ale ja mam.
- Weź, na pewno potrzebujesz...

Mimo choroby, do ostatniej chwili wnuczek był najważniejszy...
Ywioan Odpowiedz

Moja prababcia też tak robiła :) była osobą leżącą w ostatnim czasie, ja nastolatką i zawsze wyciągała kilka monet spod poduszki dla mnie i godzinami opowiadała piękne historie :) pamiętam sposób, w jaki wypowiadała, a raczej wykrzykiwała z radością moje imię, gdy przychodziłam. To niesamowite ile dla starszych ludzi znaczy to, że dzieciaki chcą z nimi spędzać czas.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#6NuJF

Mój obecny mąż, a wcześniej chłopak uwielbiał mnie straszyć. A to nagle krzyknął, a to wyskoczył gdzieś zza rogu. Bardzo mnie to denerwowało, bo myślał, że jest zabawny, a to po prostu mnie drażniło, rozpraszało i było głupie… Nie mogłam się naprosić, żeby przestał.

Pojechaliśmy na wakacje na wieś. Lata 80., dziura zabita deskami, kibel w polu kukurydzy – na większe tylne danie trzeba wykopać dziurę w ziemi (o ile dziki nie przeszkodzą), brak łazienki, jedynie bieżąca woda w kranie, więc myjemy się w misce. Obok zakwaterowana rodzina z 5-giem dzieci, matka potężna, a ojciec szczuplutki, nie za wysoki, ale dużo pijący i bardzo agresywny po wódce. Na dwa tygodnie naszego pobytu, kilka razy pojawiała się ówczesna milicja (tak, to nie pomyłka), bo nie można było gościa uspokoić po wódce, dostawał małpiego rozumu. Pewnego dnia znowu zaliczył cug, latał z siekierą w ręku i szukał ofiary. Schowaliśmy się, obserwowaliśmy i czekaliśmy na rozwój wypadków. W pewnym momencie mój chłopak zgłodniał i poszedł po coś do jedzenia, a w tym samym czasie żona agresora, wykorzystując swoją siłę zamknęła męża-pijaka w komórce, oczywiście odebrała mu siekierę. Dokładnie widziałam gdzie ją położyła i w mojej głowie zalągł się szatański plan… ;)

Powiedziałam chłopakowi, że nie mogą pijaka znaleźć, gdzieś się schował z tą siekierą, chyba uciekł w kukurydzę. A że jest już późno, to myjemy się i idziemy spać. Wymyliśmy się w misce, no i teraz trzeba tę wodę z miski wylać. Więc chłopak wychodzi ostrożnie na długi ciemny korytarz, szybkim krokiem udaje się w kierunku pola kukurydzy, a ja w tym czasie chwyciłam siekierę i usiadłam w ciemnym kącie pod naszym pokojem. Chłopak wszedł z miską, ja się nie ruszam. Chłopak zaczyna widzieć jakiś cień, napięcie rośnie, stawia kroki coraz wolniej… w tym czasie ja powoli wstaję i unoszę z warkotem siekierę w górę nad głowę… Mina chłopaka bezcenna, panika, wrzask pod niebiosa, kupa w portkach, rzucił we mnie miską, sama posikałam się ze śmiechu, kiedy mój chłopak uciekał przerażony w kukurydzę…

Nigdy więcej mnie już nie straszył, tak jesteśmy razem 27 lat…
Marynowanegrzybki Odpowiedz

I to jest fajna, śmieszna anonimowa historia! Tak anonimowa bo napisana przez anonimową osobę. Pozdrawiam

Madhu Odpowiedz

Jak można z warkotem coś unosić? W sensie warczałaś czy co?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#hxvMp

Kilka lat temu latem wybierałem się z rodziną mojej dziewczyny na kilkudniowy rejs żaglówką. Ja i jej tata dostaliśmy za zadanie zrobienie zakupów.
Jako że jej tata jest zwolennikiem zdrowej żywości, więc oczywiście nie mogło zabraknąć świeżych owoców i warzyw. Polecił mi zatem wybranie kilku kalafiorów z takiej dużej skrzyni, ale że na pokładzie miejsca raczej nie ma za dużo, to miałem oderwać wszystkie liście (było ich wyjątkowo dużo). No to zabrałem się z zapałem do roboty, chwyciłem jeden kalafior i zacząłem oskubywać go z liści.
Nagle podchodzi do mnie tata mojej dziewczyny i dusząc się ze śmiechu mówi, że przecież kapustę to on już wziął... Okazało się, że prawie pozbawiłem kapustę wszystkich liści.

Dobrze, że ekspedientki tego nie widziały. Szkoda, że teść nie dał mi o tym zapomnieć do dzisiaj.
JMoriartyy Odpowiedz

To jakaś nowa moda, nie wiedzieć co to kalafior?

Odpowiedzi (2)
NeedYou Odpowiedz

Aż mi się przypomniał słynny kalafijor

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#O45FU

Z reguły w dzieciństwie byłam grzecznym dzieckiem. Kłamstwa, afery i kłótnie to nie była moja bajka. Do czasu...
Ponad 10 lat temu, mając 5 lat na karku, jechałam z mamą samochodem (istotne jest tu, że był to samochód dziadka) do lekarza na badania. Podczas jazdy były śpiewy, śmiechy i żarty, aż nie zatrzymała nas policja. Mama bezstresowo odsuwa szybę i zaczyna się standardowa rozmowa z policjantem. Po usłyszeniu prośby o podanie dokumentów zaczyna się wertowanie wszystkich schowków. Jak się okazało, nie było niektórych dokumentów od samochodu, bo dziadek miał je ze sobą, miny mamy nie zapomnę do końca życia. Na szczęście jej ukochana córeczka wpadła na genialny pomysł...
Zaczęłam się dusić i kaszleć. Tak, specjalnie. Z małych zielonych oczu zaczęły płynąć łzy, a między oddechami błagania o pomoc. Mina policjanta oczywiście bezcenna. Mama wyczuła, o co mi chodzi i zaczęła szukać w torebce inhalatora, a potem krzyczeć, że go nie wzięła, a mam atak astmy. Policjant kazał jechać szybko do domu i uważać, bo 2 km dalej stoi następny patrol, ale przekaże, żeby nas nie zatrzymywać.

Za to "małe" przedstawienie dostałam wielki domek dla lalek, którego wcześniej nie chcieli mi kupić. A jednak kłamstwo czasem się opłaca.
AjHejdDisGejm Odpowiedz

5letnia Opka była bardziej pomysłowa, niż większość dorosłych

Zobacz więcej komentarzy (1)

#qc0ug

O mojej "traumie" z dzieciństwa.

Moja mama ma koleżankę, jeszcze z podstawówki. Koleżanka urodziła syna z niepełnosprawnością. Nie wiem dokładnie co to było - psychicznie i umysłowo był kumaty, nawet bardzo, ale fizycznie niemal warzywo. Czy muszę dodawać, że mąż tej pani stwierdził, że sytuacja go przerosła i szybko zniknął?
Chłopak był trochę starszy ode mnie, czasami bywałyśmy u nich z mamą, czasem bywałam razem z dzieciakami ze szkoły. Szkoła i cała społeczność osiedlowa bardzo angażowały się w pomoc tej rodzinie. Nie ukrywam jednak, że mnie jako dziecko ten chłopak trochę przerażał. Był miły, fajny, raczej chodziło o tę jego fizyczną inność tak obcą dla nas, zdrowych dzieciaków.

Któregoś dnia mama wróciła od koleżanki bardzo poruszona. Syn koleżanki zapytał, czy ona w trakcie ciąży wiedziała, że on się taki urodzi. Powiedziała, że tak. Wtedy on zapytał - "Mamo, to dlaczego nie usunęłaś ciąży? Zobacz, jak wygląda nasze życie - ja się męczę i ty się męczysz. Nie masz koleżanek, bo ciągle zajmujesz się mną, a ja nigdy nie mogłem nawet zrobić ci laurki na Dzień Matki. Gdybyś mnie usunęła, to pewnie tata by od ciebie nie odszedł i byłabyś szczęśliwa"...
Nie pamiętam ile miałam wtedy lat i pewnie nie powtórzyłam tu jego słów dokładnie, ale sens był właśnie taki. Moją mamę to poruszyło, ale dla mnie jako dziecka to był prawdziwy wstrząs etyczny.

Minęło wiele lat i ja ciągle myślę o tym chłopaku. Myślę o tym, że nigdy sobie nie pobzyka, nie upije się tanim winem, nie pójdzie na koncert rockowy ani na studia, nie pojedzie z plecakiem w Bieszczady, nie zmieni pieluchy swojemu dziecku. Myślę o jego życiu, w którym nic od niego nie zależy. O życiu w więzieniu ciała. O życiu, którego nawet nie może sobie sam odebrać.
Zastanawiam się też, czy świadome urodzenie dziecka z taką niepełnosprawnością jest aktem odwagi i miłosierdzia czy raczej egoizmu. Nigdy nie pomyślałam źle o żadnej osobie, która usunęła nieprawidłową ciążę. Myślę, że ocaliła duszę, która być może dostała szansę urodzić się w innym, zdrowym ciele. A jeśli nie ma reinkarnacji, to przynajmniej nie cierpiała tak bardzo...
TylkoRaz Odpowiedz

Brzmi bardzo tendencyjnie, ale dobrze napisane i w punkt.

Odpowiedzi (5)
bazienka Odpowiedz

no ale taka jest prawda, wiekszosc dzieci rodzonych na sile i cierpiacych wolaloby sie nie urodzic gdyby mogly decydowac
tylko matki rodza je na sile, by sobie potem pocierpiec wszem i wobec

Odpowiedzi (39)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#1kHKU

Był rok 2009. Byłem wtedy na drugim roku studiów. Wynajmowałem mieszkanie z dwoma współlokatorami, którzy niemal na każdy weekend jeździli do domu. Ja zazwyczaj wolałem zostać i imprezować. Ochoczo korzystałem z wolnej chaty, zapraszając coraz to nowe "koleżanki", zazwyczaj poznane w jakimś klubie.

Tej soboty było tak samo. Wypatrzyłem w klubie zgrabną blondynkę, a jako że nigdy nie byłem nieśmiały, podszedłem i zagadałem. Blondynka też była usposobiona towarzysko. Dowiedziałem się, że ma na imię Anka i jest na trzecim roku jakiejś tam filologii. Więcej informacji nie potrzebowałem do szczęścia. Sporo wypiliśmy, dużo tańczyliśmy, aż w końcu zgodnie zdecydowaliśmy, że idziemy do mnie. Będąc w mieszkaniu, szybko przystąpiliśmy do konsumpcji świeżo zawartej znajomości. Było całkiem fajnie, kiedy nagle Anka zaczęła krzyczeć, że mam przestać, bo ją strasznie boli brzuch. Kiedy z niej zszedłem zauważyłem, że krwawi. Była cała spocona i dziwnie oddychała. Płakała, żebym jej pomógł, a chwilę później straciła przytomność. Byłem mocno nawalony i nie myślałem racjonalnie. Byłem pewien, że byłem niedelikatny i coś jej uszkodziłem w środku. Mało sam się nie popłakałem. W panice wybrałem numer pogotowia i zacząłem krzyczeć, że uprawiałem seks z dziewczyną i coś jej zrobiłem, bo jest nieprzytomna i krwawi. Bardzo szybko przyjechała karetka i radiowóz. Zdołałem się opanować na tyle, żeby opowiedzieć ratownikom co się wydarzyło. Ankę zabrało pogotowie, mnie policja. Wzięli mnie na badanie krwi, a potem na komendę. Cały czas powtarzałem, że nie chciałem jej nic zrobić, więc stwierdzili, że przesłuchają mnie jak wytrzeźwieję i jak będą mieć jakieś wiadomości ze szpitala, co z Anką.
Byłem przerażony. Bałem się, że dziewczyna umrze, a mnie wsadzą za zabójstwo.

Dopiero w niedzielę wieczorem ktoś się mną zainteresował. Policjant powiedział, że jestem wolny. Nic Ance nie zrobiłem. Była w ciąży pozamacicznej, o której nie wiedziała. Pękł jej jajowód. Na szczęście szybko trafiła na stół operacyjny i lekarzom udało się ją uratować. Jak się wybudziła, to powiedziała lekarzom, że nic jej nie zrobiłem i że poszła do mojego mieszkania i uprawiała ze mną seks z własnej woli.
Czyli nie tylko jej nie skrzywdziłem, ale w zasadzie to uratowałem życie, dzwoniąc po karetkę. Poczułem niesamowitą ulgę. Nie mogłem uwierzyć, że to się tak skończyło.

Kilka dni później odwiedziłem Ankę w szpitalu. Podziękowała mi i przeprosiła, że przez nią znalazłem się w tak nieprzyjemnej sytuacji. Nie miałem do niej żalu. Przecież byłem pijany, napalony i sam do niej podbiłem, a ona nie wiedziała o tej ciąży.

Nie zostaliśmy parą. Nigdy więcej się nie spotkaliśmy. Nie wiem jak jej, ale mnie na bardzo długo odechciało się imprez i przygodnego seksu.
tramwajowe Odpowiedz

Ta historia jest bardzo dobrze napisana. 5+ za styl.

Imaginarium Odpowiedz

Życie to uratowali jej medycy. Ty po prostu miałeś więcej szczęścia niż rozumu.

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#t9eL8

Kilka lat temu byłam w bardzo dziwnym związku. Przez pewien czas było pięknie i kolorowo, a następnie tragicznie - i tak w kółko. Głównym powodem naszych kłótni był alkohol, po którym mój chłopak robił się bardzo agresywny, wiecznie oskarżał mnie o zdrady, co skutkowało tym, że nie pozwalał spotykać mi się ze znajomymi (jeśli nawet gdzieś wyszłam, to śledził mnie lub wydzwaniał, bo przecież mogłabym go zdradzić...).

Pewnego dnia miarka się przebrała, zwyzywał mnie od najgorszych i zaczął mnie szarpać, co spowodowało siniaki na moim ciele, następnie zaczął się śmiać i stwierdził, mi się należało...
Miarka się przebrała. Po tym incydencie stwierdziłam, że pierwszy i ostatni raz facet podnosi na mnie rękę i postanowiłam zakończyć ten związek, bo uważam, że skoro facet podniósł raz rękę, to zrobi to ponownie.

Przez dobre pół roku błagał o przebaczenie, warował pod moim domem, pisał jak bardzo mnie kocha, a gdy nie odpisywałam pisał, jak bardzo mnie nienawidzi, dzwonił kilkadziesiąt dziennie. Chciałam zgłosić to jako stalking, ale wiedziałam, że w polskim systemie prawa i tak to nic nie da.

Po ciągłym napastowaniu byłam na skraju załamania nerwowego, więc postanowiłam się zemścić. Wybrałam z Google najpiękniejsze zdjęcia audi i wystawiłam w cenie o kilka tysięcy mniejszej niż najtańszy samochód z tego rocznika na bardzo znanej stronie z ogłoszeniami, podając jego numer telefonu. Wiedziałam, że były nie może go zmienić, gdyż jest to jednocześnie jego prywatny i służbowy numer.

Telefony się rozdzwoniły, już pierwszego dnia miał 200 połączeń, a ogłoszenie było ważne przez 2 tygodnie. Skąd to wiem? Bo głupek napisał o tym na fejsie. A najlepsze jest to, że nie wpadł na to, że to ja. No i przez chwilę w minimalnym stopniu mógł się poczuć jak ja, ale przynajmniej od tego czasu miałam spokój.
Mrowkojad Odpowiedz

Jak miło nareszcie przeczytać wyznanie kobiety, dotkniętej przemocą ze strony partnera, która już po pierwszym razie zdobyła się na tak odważny krok i po prostu go zostawiła. Duże brawa, jestem dumna.

kontosanonimos Odpowiedz

Haha, Dobre to

Zobacz więcej komentarzy (10)

#fR9DT

Dziś są moje urodziny, więc moja siostra, która niestety nie grzeszy inteligencją, zamówiła ciasto z bezami. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie trzy drobne szczegóły.
Po pierwsze – pracuję w cukierni i okazało się, że właśnie w niej zostało złożone to zamówienie, więc osobiście musiałem nakładać na wypiek bezy i zrobić napis „Wszystkiego najlepszego, Łukasz!”.
Po drugie – siostra wydała niedawno sporo pieniędzy na maszynkę do suszenia pomalowanych paznokci, więc postanowiła pożyczyć ode mnie kasę na ciasto z bezami, które sam przygotowałem.
Po trzecie – K#rwa! Nienawidzę bez!
Laskowa Odpowiedz

Wszystkiego najlepszego Łukasz. Życzę Ci tortu bez bez.

Odpowiedzi (3)
Corazwiecejpustki Odpowiedz

"Pracuj jak dla siebie" nabralo nowego wydzwieku.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#sx3pP

W egzystencji płodowej walczyłam o możliwość wyjścia na świat, gdyż moje życie było zagrożone, wręcz wisiało na włosku. Udało mi się zapobiec najgorszemu tylko ze względu na moją wrodzoną zaradność i pomysłowość w kwestii rozwiązywania problemów.

Otóż byłam poważnie okręcona pępowiną, która perfidnie zaciskała mi się na szyi. Lekarz prowadzący był na tamtym etapie rozwoju medycyny bezradny, nawet nie próbował martwić mojej mamy, więc ta chodziła sobie spokojnie całą ciążę, nie będąc niczego świadomą. Przy porodzie lekarz był bardzo zaskoczony, gdy zobaczył mnie, wychodzącą na świat z rączką do góry. Stwierdził, że poradzę sobie w życiu, bo nie każdy płód wpadłby na to, by włożyć sobie rękę pod pępowinę okręcającą się na szyi i asekurować się przed niedotlenieniem i, co za tym idzie, kalectwem. Brawo ja!

PS Dalej trzymam prawą rękę tuż przy szyi, kiedy zasypiam.
GeddyLee Odpowiedz

Co to za wyznania dodane "dawno temu", które przechodzą bezpośrednio na główną omijając poczekalnię?

Odpowiedzi (5)
radiant Odpowiedz

Oczywiście pamiętasz także, jak jako plemnik zwisałaś w jajcu swojego ojca.

Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie