#DhgAU

Całe gimnazjum i liceum miałem problem w wypryskami (na całym ciele, potrafiły mi się pojawić na kolanie albo na łokciu), przetłuszczającymi się włosami, suchą i swędzącą skórą, łupieżem oraz rozwolnieniami. Rodzina twierdziła, że przejdzie mi wraz z okresem dojrzewania. Nie przeszło. Gdy sięgałem po chipsy i fast food, to nie darowano mi przykrych komentarzy. Miałem grono przyjaciół, nie stroniłem od imprez, udawałem, że mam do siebie dystans, ale tak naprawdę bolały mnie komentarze rzucane pod moim adresem. Żarty z wulkanów na twarzy, z "dodatkowych sutków" na klacie itp.

Byłem na różnych badaniach, brałem nawet parę leków, choć i tak wolałem naturalne rozwiązania (np. regularne maseczki i zmiana diety niż leki i maści). Mimo to nic nie pomogło. Na głowie nie była to grzybica, na twarzy nie był to trądzik, a skóra sucha "bo taki jej urok". Gdy część znajomych poszła na psychologię, to nie widzieli nic złego w tym, aby przy wszystkich stwierdzić, że są to objawy mojego braku akceptacji siebie samego.

Toksyczne znajomości zerwałem. Do lekarzy już nie chodzę. Czemu? Założyłem filtry wody w łazience i kuchni. Chlor, kamień i nie wiadomo co jeszcze z wiekowych rur miasta dawały się we znaki. Zmieniłem proszek do prania na dziecięcy i świąd ustał. Przestałem spożywać laktozę i nie miewam już rozwolnień, a i cera uległa poprawie. Wszystkie moje bolączki fizyczne odeszły, a wręcz skóra i włosy wyglądają jakbym regularnie chadzał do kosmetyczki i do fryzjera! Lekcja dla mnie jest taka, by słuchać siebie i swojego organizmu. Dzięki zerwaniu znajomości mam czas na kształcenie siebie (choć na studia nie poszedłem, bo musiałem pracować dla rodziny, to informatyki można się uczyć samemu), podróże i moją pracę marzeń. A znajomości znajdują się nowe, bardziej dojrzałe i takie, z których można coś wyciągnąć dla siebie oraz dać od siebie.

Piszę to, by wspomóc ludzi walczących z podobnymi dolegliwościami. Filtry można znaleźć tanie (słuchawka prysznicowa za 50 zł), a odstawienie laktozy nic nie kosztuje. Sprawdzić zawsze można, zanim wyda się setki polskich nowych złotych na lekarzy i apteki. Polecam.
Daminguska Odpowiedz

Nie wiedziałam, że można sobie założyć taki filtr. Anonimowe bawią i uczą.

Odpowiedzi (4)
DrakkainenVuko Odpowiedz

To chodziłeś do tylu lekarzy i żaden nie zalecił badań na alergie i nietolerancje? Dziwne

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#MUSOV

Jakiś czas temu miałam finał olimpiady z fizyki. Kułam do tego dniami i nocami. Strasznie no zależało, chciałam mieć laureata albo finalistę. Jestem generalnie bardzo zawziętym typem osoby.

W dzień olimpiady obudziłam się 2 godziny po odjeździe pociągu. Okazało się, że babcia, z którą niestety mieszkam, wyłączyła mi budzik, bo uważa, że "takie, co to za bardzo wyskakują z tą nauką, to mają pstro w głowie i nigdy sobie chłopa nie znajdą". Tak, moja babcia wyłączyła ten cholerny budzik, bo uznała, że zbyt dużo się uczę, a od nauki są przecież chłopcy.

Patrzyłam na zadania z tej olimpiady, rozwiązałabym na ok. 80%.
Dyznak Odpowiedz

U mnie wszystkie ciotki i wujkowie (trochę tego jest, wiek 40 - 53) mówią o chłopie i dzieciach. Za to moja babcia i dziadek zawsze mi powtarzali, żebym była niezależna i wykształcona.

outsider52 Odpowiedz

Zajebałbym. Na miejscu.

Zobacz więcej komentarzy (19)

#npScF

Mój kolega zdawał prawo jazdy w czasach, kiedy jeszcze nie było kamer w samochodach. Warto zaznaczyć, że zdawał 14 lutego, czyli w walentynki.

Na egzamin odwoziła go jego dziewczyna, a z racji takiej, że on ma romantyczną duszę, to zabrał ze sobą kopertę z walentynką dla swej dziewczyny. Planował wręczyć ją po wszystkim i włożył ją do kieszeni od kurtki.

Przyszedł czas egzaminu. Obsługa. Kolega otwiera maskę, ale że przeszkadzała mu walentynka, to wyjął ją i położył na silniku. Egzaminator spojrzał w prawo, w lewo, a następnie wyciągnął rękę po kopertę i szybkim ruchem schował ją do siebie do kieszeni. Kolega ze stresu nie zwrócił mu uwagi.

Jego egzamin trwał 15 minut. Żadnych trudności, oczywiście wynik pozytywny.

Jakież musiało być zdziwienie egzaminatora, kiedy chciał przeliczyć pieniążki, a okazało się, że w środku jest walentynka :D
Faraksa Odpowiedz

Wyznanie genialne, ale trochę jednak smutne, że dzięki łapówce tak łatwo można byłoby wszystko załatwić :(

Odpowiedzi (4)
wmw Odpowiedz

Ale śmieszek! Fajnie wyszlo. Chcialabym zobaczyc mine zachlannego egzaminatora
😀

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#Zq7p6

Od paru miesięcy dorabiam sobie jako sprzątaczka na basenie. Mamy taką zasadę, że wszystkie znalezione rzeczy lądują w koszu, chyba że są to przedmioty elektroniczne czy lepszy sprzęt pływacki.

Nawet nie wiecie, ilu ludzi zostawia szampony, płyny do ciała itp. I dzięki temu odkąd tak pracuję nie muszę kupować takich produktów. Mogę codziennie myć włosy innym szamponem przez miesiąc. Moja znajoma ostatnio pochwaliła moje włosy i spytała jakiego szamponu używam. A ja ich mam dziesiątki i niekiedy potrafię wymieszać 5, żeby powstał taki mix. Tak samo jest z balsamami do ciała, odżywkami i innymi produktami. Mam cały arsenał pod prysznicem, który wręcz nie mieści mi się półce. Z kasą u mnie krucho, więc nic bardziej mnie nie ekscytuje niż myśl, że dziś po pracy znów umyję sobie włosy szamponem za parę stówek. Choć przez chwilę czuję ten luksus.
Vegelbund Odpowiedz

No i to powinno trafić na główną. Niby żyjemy w luksusach, a obok nas są ludzie, którzy się cieszą z kiepskiej pracy, bo mogą coś zdobyć za darmo nie kradnąc.

Odpowiedzi (13)
Angel12345 Odpowiedz

Też pracowałam jako sprzątaczka ale w klubach. Kosmetyki do makijażu, pełno, ale tego się nie brało, bo kto wie na czyjej twarzy to było. Natomiast perfumy już tak. Mnóstwo ubrań, i to drogich, markowych, to już się brało, prało i jak nówka. Biżuteria, tego było pełno, bransoletki, łańcuszki, pierścionki, złote, srebrne. Zegarki, no i co najważniejsze pieniądze, czasem to w takich ilościach że przebijało moją dniowkę. A teraz najważniejsze, nigdy ale to nigdy nie całuj luster w klubie, nie dotykaj niczego poza tym co nie uniknione i myj ręce A najlepiej miej swój własny żel do rąk. Czemu, wszystko jest myte tą samą szmatą. Czasem jak firma nie dostarcza wystarczająco chemi do sprzątania to myje się wszystko płynem do toalet czy co jest dostepne. Ten sam mop co myje toalety myje potem ściany i podłogi. Jak znalazło się szklankę w kiblu to wracała na bar.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#4N8P2

To było w podstawówce, dokładniej klasy 1-3. Po lekcjach każdy poszedł do szatni, by się przebrać. Ja natomiast zapomniałam zabrać z sali piórnika, więc się po niego wróciłam. Klasa była pusta, ale w momencie, gdy już miałam wychodzić, weszła moja nauczycielka. Zaczęła na mnie krzyczeć - co ja tam robię, że pewnie coś chcę zniszczyć. Jak powiedziałam, że chodzi mi tylko o piórnik, to mnie oskarżyła o kłamstwo i wypchnęła z sali. Dodam, że byłam uczennicą dobrą, aczkolwiek ona mnie nie znosiła, gdyż byłam zbyt dziecinna według niej.

Na drugi dzień mieliśmy mieć sprawdzian z matematyki. Nauczycielka weszła do sali, lekcja się zaczęła. Siedziałam w pierwszej ławce. Wychowawczyni nie mogła odnaleźć tych sprawdzianów i przy całej klasie oskarżyła mnie o kradzież. Kazała mi wstać i zaczęła mną potrząsać, abym się przyznała. Zalałam się łzami, a ta wciąż zarzucała mi kłamstwo. Musiałam stać na środku sali, a ta znów zaczęła szukać.
Okazało się, że przełożyła sprawdziany do innej szuflady.

Pozwoliła mi usiąść, ale "przepraszam" nigdy nie usłyszałam. A to tylko jedna z wielu akcji tej nauczycielki...
Angel12345 Odpowiedz

My w podstawówce mielismy taka nauczycielke od plastyki. Ciagla za uszy linijka napie... po palcach, szarpała i darła ryja. Każdy jej się bał. Moim zdaniem zanim ktoś pójdzie w zawód nauczyciela to ppowinien przejść testy psychologiczne.

Odpowiedzi (7)
Etanolansodu Odpowiedz

Rodzice i dyrektorka sami by się nie domyślili.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#G6Qh8

Zostałam uratowana.

Od zawsze byłam bardzo nieśmiała i miałam problem z wysławianiem się przy ludziach (przy rodzinie, a co dopiero przy obcych). Żeby nie było, jestem dorosła i potrafię załatwiać jakoś swoje sprawy, np. w urzędach. Po prostu zajmuje mi to trochę więcej czasu.
W każdym razie tamtego dnia wracałam autobusem z uczelni. Byłam strasznie wymęczona, więc usiadłam sobie pod oknem, bo miałam jeszcze kawałek drogi. Miejsce obok zaraz zajął jakiś facet, nawet nie dużo starszy.

Po kilku minutach jazdy położył dłoń na moim udzie (miałam sukienkę) i najnormalniej w świecie zaczął mnie coraz śmielej dotykać, cały czas grzebiąc coś w telefonie i tylko odwracając się od czasu do czasu, by zobaczyć moją reakcję na jakiś ruch.
Myślałam, że zaraz zwymiotuję. Nie mogłam wydusić z siebie słowa i prawie się popłakałam. Nie mogłam się ruszyć, nic powiedzieć, chociaż wewnątrz wszystko krzyczało.

Właśnie wtedy pojawiła się ona - niska, malutka dziewczyna ubrana w różową spódniczkę.  Zobaczyła co się ze mną dzieje i zaraz przecisnęła się do miejsca, w którym siedziałam.
"ZOSTAW JĄ PIER*OLONY ZBOCZEŃCU".

Powiedziała to głośno i wyraźnie, dodatkowo pokazując na faceta palcem. Wszyscy zaczęli się na nas oglądać, a on zaraz uciekł i wysiadł na następnym przystanku.
Potem zajęła jego miejsce i zaczęła się mnie dopytywać, czy wszystko okej. Oddała mi też całą paczkę chusteczek, gdy w końcu ze mnie zeszło i łzy popłynęły.
Wysiadła po czterech przystankach i przed wyjściem życzyła mi wszystkiego co najlepsze, a na następny raz kazała podobnym chamom po prostu przypier*olić.

Nie mogłam wydusić z siebie nawet podziękowania.
Dragoon Odpowiedz

Chętnie bym podziękował tej dziewczynie w Twoim imieniu. Takie osoby od zawsze wzbudzały mój szacunek.

Angel12345 Odpowiedz

Nie którzy tak mają że nie potrafią zareagować. Brawo dla tej dziewczyny. I na przyszłość słuchaj się jej porady.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#3WNnd

Moja mama przespała się z moim facetem. Nakryłem ich razem w łóżku w moim domu rodzinnym, a oni mnie nie zauważyli.
Nigdy nie byłem mściwy ani złośliwy, ale ta zdrada ze strony matki i ze strony faceta, z którym byłem ponad 2 lata tak mnie strasznie zabolała, że postanowiłem się zemścić.

Przez kilka nocy jego majtki prałem w proszku, który go uczula, a po kilku dniach, kiedy skarżył się na ból i swędzenie, wkroczyłem do akcji. Poszedłem do apteki po jakieś leki i przy okazji kupiłem maść na grzybicę dla pań. Powiedziałem mu, że kiedy byłem w aptece akurat mama zadzwoniła, że znowu ma grzybicę i mam jej kupić tę maść co ostatnio.
Mój były zaczął mi wyrywać tę maść i się nią smarować, przeklinając moją matkę i prosząc o wybaczenie.

Kazałem mu się wynosić, a matce powiedziałem, że przyznał mi się do romansu z jakaś starą babą, która dla niego nic nie znaczyła, a chciał zobaczyć jak to jest, i dlatego zakończyłem związek, bo przecież nie będę z kimś, kto mnie zdradza.
Dodałem jeszcze, że były miał różne choroby weneryczne i zawsze musieliśmy się porządnie zabezpieczać.

Tego samego dnia poszła do lekarza, bo się nagle źle poczuła..

Do dziś nie wie, że ja wiem. Mam to gdzieś. Nie zależy mi na niej, bo jest dla mnie nikim. Nigdy jakoś nie mieliśmy dobrych relacji i nie brakuje mi jej. Kontakt urwałem i nowego faceta jej nigdy nie przedstawię.
Angel12345 Odpowiedz

Brawo za pomysł, też bym nie trzymała kontaktu.

Daminguska Odpowiedz

Dobrze zrobiłeś. To, co Ci zrobili jest ostatnim ch*jostwem.

Zobacz więcej komentarzy (16)

#RHYel

Wiecie jaki mam problem?

Jestem wzrokowcem. Najszybciej pochłaniam wiedzę po prostu patrząc, czytając, oglądając. Od najmłodszych lat zaczytywałam się w różnych książkach i czasopismach, dzięki czemu posiadam teraz całkiem bogaty zasób słownictwa oraz nigdy nie miałam większych problemów z ortografią czy interpunkcją. Po prostu wiem, gdzie postawić przecinek, jakie "ó" zapisać w danym wyrazie i tak dalej. To wszystko jest wyryte gdzieś głęboko w mojej pamięci i nigdy nie musiałam się nad tym jakoś specjalnie zastanawiać.

Gdzie w tym wszystkim leży mój problem, zapytacie? Ano w tym, że w dobie wszechobecnego internetu nastała dziwna moda na celowe popełnianie błędów i przekręcanie słów, mające szkalować internetowe wypowiedzi osób niewykształconych lub chorych, które pierwotnie te błędy popełniły. Najgorsze jest to, że po przejrzeniu "x" stron i komentarzy, w których zamiast "matka" napisane jest "madka" czy "spuczucia" zamiast "współczucia", mój mózg dosłownie głupieje, wręcz czuję, jak spada moje IQ. Później zaczynam mieć wątpliwości, jak dane słowo poprawnie zapisać, bo moja pamięć wzrokowa odnotowuje sprzeczne dane.

Wiem, że niektórych może bawi takie wytykanie błędów poprzez powielanie ich w dziesiątkach komentarzy, ale ja jestem dorosłą osobą i zaczynam mieć z tym problem. Pomyślcie, jaki to może mieć wpływ na korzystające z internetu dzieci, które dopiero przyswajają wiedzę o ortografii i gramatyce. Jeśli zakodują w głowie tyle niepoprawnych słów, to już przestanie być śmieszne, a stanie się tragiczne w skutkach.
Souichi Odpowiedz

Też tak mam. Najwieksza plaga obecnie jest jak dla mnie z końcówką "ą" zamiast "om". Jak widzę posta na FB gdzie ktoś napisze np. "CO DAJECIE JEŚĆ SWOIM PIESKĄ" to mnie już ch** strzela a co najgorsze też czasami zaczynam się zastanawiać czy to w końcu poprawna forma czy nie... A nastały takie czasy, że jak się kogoś poprawi w komentarzu to hejt leci na poprawiającego.

Odpowiedzi (7)
Nyuuu Odpowiedz

Mam to samo. I tak samo jak Twój mózg, reaguje mój... Styki mi się przepalają jak mam napisać "matka".
Jeden wyraz spędza mi sen z powiek, dosłownie... Mianowicie - frustracja. Dużo osób pisze "flustracja" i już kilka razy się pomyliłam. Miałam znajomą, która notorycznie pisała (specjalnie) zamiast "życie" - "rzycie" i jak mi było głupio jak pisałam piękny komentarz i walnęłam takim bykiem...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (41)

#FWipJ

Po liceum trochę posypało mi się życie i wpadłem w alkohol. Złożyło się na to wiele problemów; trochę zawód dorosłością, trochę konfliktów z kumplami i rodziną, trochę pierwszy zawód miłosny. Tak czy inaczej, postanowiłem pierd*lnąć w cholerę moje dawne życie, wyprowadzić się do innego miasta i rozpocząć je na nowo.
Nie było jednak łatwo. W nowym, dużym mieście nie znałem nikogo, a w stanie w jakim byłem trudno mi było komukolwiek zaufać. Bardzo szybko zacząłem pocieszać się alkoholem, a samotne wieczory spędzałem na serialach i piciu do lustra.

Wkrótce nie mogłem już pracować (oczywiście przez alkohol), więc moja samotność jeszcze się nasiliła. Praktycznie przestałem wychodzić z domu. Na tamtym etapie poważnie myślałem już o samobójstwie, do tego doszły problemy finansowe, bo nie miałem czelności prosić o pieniądze rodziców, a pracy nie miałem.

I wtedy, podczas samotnego, pijackiego spaceru poznałem jego: starszego, eleganckiego faceta koło sześćdziesiątki, który po prostu podszedł do mnie, gdy paliłem szluga na ławce w parku i zapytał, czy... pójdę z nim na piwo. Zgodziłem się, bo wizja picia za darmo wystarczyła, bym poszedł z każdym, ale pewnie domyślacie się już, jak zakończyła się historia.

W barze facet spił mnie porządnie, po czym zaprosił do domu, a ja, w stanie, w którym było mi już głęboko wszystko jedno, zgodziłem się iść. U niego (elegancki domek z wypielęgnowanym ogródkiem, staromodne, drogie meble, rasowy pies) gość po prostu powiedział czego chce, prosto z mostu. Nigdy nie podobali mi się mężczyźni, on zresztą też nie, ale moja samotność i jakaś dziwna wdzięczność za to, że cały wieczór mi stawiał, złożyły się na to, że uległem. Nie podobało mi się ani trochę, ale po wszystkim... przytulił mnie i powiedział, że jestem spełnieniem jego marzeń, a ja, zamiast dać dziadowi w pysk, rozpłakałem się na myśl, że ktokolwiek mnie jeszcze do czegokolwiek potrzebuje, i też go przytuliłem.

Spotykaliśmy się tak jeszcze z cztery razy, co weekend (może myślał, że pracuję), do momentu, w którym postanowiłem wziąć się w garść, wrócić do domu i iść się leczyć. Zerwałem wtedy kontakt i zmieniłem numer, by nigdy już mnie nie znalazł. Staram się o tym zapomnieć, bo w sumie wspomnienia brzydzą mnie jak jasna cholera, ale gdzieś z tyłu głowy mam przeczucie, że ten stary oblech uratował mnie przed samobójstwem, mówiąc, jaki jestem wspaniały i piękny.

No, wygadałem się, teraz mogę żyć dalej.
EverLucy Odpowiedz

Zdecydowanie anonimowe

Souichi Odpowiedz

Mocne...

Zobacz więcej komentarzy (19)

#ekh5N

Uprzedzam, że będzie o sikaniu.

Myślę, że to dość popularna przypadłość, kiedy zaraz po przyjściu do domu chce się skorzystać z toalety.
U mnie ta potrzeba jest nagła i niespodziewana. Mogę nie pić nic cały dzień, ale i tak kiedy wchodzę na moje piętro, mój pęcherz automatycznie łączy się z domowym WiFi i muszę iść. I to od razu, nie mogę nawet ściągnąć butów. Na dotarcie do toalety mam kilka sekund, inaczej spodnie do prania. Ile razy się posikałam, bo nie mogłam odpiąć paska, to moje.

W czasie juwenaliów, razem z koleżankami, pozwoliłyśmy sobie na odrobinę zabawy przed sesją. Na noc miałyśmy wrócić do mojego mieszkania.
Każdy wie, do czego zmierzam - koleżanka zajęła pierwsza kibel, a ja zesikałam się w spodnie. Szkody były tak duże, że przeciekło też na buty innych dziewczyn.

Wybaczyły, ale nawet duże ilości alkoholu nie sprawią, że o tym zapomną.
ZimnaFrytka Odpowiedz

Wyrobił ci się dość dziwny odruch Pawłowa. Nawiasem mówiąc też tak mam ;)

Odpowiedzi (2)
Angel12345 Odpowiedz

Ale to jak ty sikałaś? Biegajac na około mieszkania czy jak, że im na buty narobiłaś ? No naprawdę chcę wiedziec jak Ty to zrobiłaś, proszę wyjaśnij w komentarzu.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie