#RVYjI

Niedziela, rodzinny obiadek. Siedzimy wszyscy przy stole. Patrzę na mojego brata, dziwnie się zachowuje, wierci się na krześle, jest cały czerwony... Podniósł tyłek z krzesła, ale za chwilę znowu usiadł. W końcu wydusił z siebie:
- Słuchajcie, jestem gejem.

Zapadła grobowa cisza. Na co ja, niewiele myśląc, postanowiłam wykorzystać okazję i rzekłam:
- A ja rzuciłam studia i zrezygnowałam z pracy w sklepie. Ciekawi czemu? Jestem w ciąży.
I zaczęłam się panicznie śmiać. To jednak nie był żart...

Zastanawiacie się co było później? Tata wziął pilota do ręki i włączył program przyrodniczy. Obiad dokończyliśmy w zadumie, oglądając piżmowoły.
bazienka Odpowiedz

no rzucic prace bedac w ciazy, bardzo madre

Odpowiedzi (13)
lessthan3 Odpowiedz

Po takich nowościach to i tak dobrze, że nie było awantury. Ja bym swojemu dziecku zrobiła awanture z kosmosu. Nie temu homo, bo tu pewnie bym potrzebowała na chwile wyjść i pomyśleć. Ale temu głupiemu dziecku, które rzuca studia, rzuca prace bo jest w ciąży. Bo to bym odebrała jako jawną próbe zwalenia na mnie odpowiedzialności finansowej za wnuka.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#9Z33L

Naście lat temu wraz z moim 4 lata starszym bratem uwielbialiśmy dokuczać sobie nawzajem. Kiedy miałam jakieś 3 latka, nasi rodzice zrobili nam niespodziankę kupując nam wielką (taka nam się wtedy wydawała) zjeżdżalnię, którą postawili na podwórku.

Pewnego dnia bawiliśmy się na dworze zjeżdżając na zmianę. Niestety mój wredny brat (mający wówczas jakieś 7 lat) usiadł na górze zjeżdżalni i nie chciał zjechać. Ja, stojąc za nim, zaczęłam płakać i krzyczeć, żeby zjechał, ale on z perfidnym uśmieszkiem siedział dalej. Z wielką złością i niespodziewanym napływem siły mocno go pchnęłam, po czym ten spadł i... złamał rękę w łokciu.

Brat z płaczem pobiegł do domu i powiedział mamie, że to ja go zepchnęłam, lecz ta nie uwierzyła, że 4 lata młodsza i drobna dziewczynka mogłaby to zrobić. Do tego oczywiście dostało się jemu, że nie umie się normalnie bawić, a później zwala winę na mnie. Ja się oczywiście nie przyznałam.

Skończyło się ręką w gipsie i sprzedażą zjeżdżalni.
InneKonto Odpowiedz

Najbardziej szkoda zjeżdżalni.

lessthan3 Odpowiedz

Przez takie zachowanie rodziców później dziecko, które jest prześladowane w szkole nie prosi o pomoc. Bo boi się posądzenia o kłamstwo.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#W1J1c

Przychodzę na przystanek autobusowy. Chciałem sprawdzić na telefonie, która godzina, ale pech chciał, że mi się rozładował.

Widzę jakąś blondynę, więc podbijam.
- Cześć, możesz mi powiedzieć, która godzina?
- Sorry, mam chłopaka.
- Ja dziewczynę. To która godzina?
Generalnie ją zamurowało. Po pewnym czasie odpowiedziała 8:23.
Accio Odpowiedz

Przypomina mi to sytuację z dość znanego mema: *sms*
- Cześć, zadzwoń do mnie jak możesz
- Sorry, już mam chłopaka
- Gratuluję. On też robi z nami projekt na zaliczenie?

Odpowiedzi (1)
MalaMiLiczbaPi Odpowiedz

Wow, w końcu nie brakuje najważniejszej informacji

Zobacz więcej komentarzy (7)

#tugMJ

Mam 16 lat i mamę, która uważa, że ja nie potrzebuję od niej żadnych pieniędzy. Z braku funduszy z jej strony poszłam do pracy weekendy. Na początku było ciężko pogodzić to z dość wymagającym liceum, ale dałam radę. Tylko że teraz jest jeszcze gorzej, bo mama na każdym kroku szuka czegoś, co jej mogę kupić, np. ostatnio umówiłam się do fryzjera, a ona, że pozwoli mi pójść tylko jeśli zapłacę także za nią... Nie wiem co myśleć o takim stanie rzeczy i dodam jeszcze, że nie jesteśmy biedną rodziną.
doznudzenia Odpowiedz

Pilnuj karty i gotowki.

Odpowiedzi (5)
KiedyKulturalnie Odpowiedz

Idż sama do fryzjera. Masz 16 lat i możesz.
I to matka powinna zapłacić

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#Uh4ji

Gdy miałam coś koło 11 lat, marzyłam o tym, aby mieć dezodorant. Niektóre koleżanki takowe już posiadały, czym szczyciły się na wf-ie... a pot w tym wieku, no cóż, zaczynał już pachnieć nieco inaczej, z czym nie czułam się zbyt komfortowo.

Jednak wiedziałam, jakie będzie podejście mojej mamy - pobłażające wyśmianie tematu, bo głupoty wymyślam, po co mi to, ona w moim wieku itd...

Tak więc po kryjomu, za własne oszczędności, w lokalnej drogerii kupiłam sobie dezodorant w kulce (ile stresu przy kupowaniu!!).

Używałam go, kiedy nikt nie widział, po czym chowałam w szufladzie między ubraniami. Jednak cały czas bałam się, że zostanie znaleziony, a ja wyśmiana... Po tygodniu nie wytrzymałam już życia w ciągłym strachu i zawinęłam go w papier toaletowy, po czym wyrzuciłam do śmietnika.
asienaebaam Odpowiedz

Zastanawiam się, co mają w głowach matki zabraniające dzieciom mycia sie, używania tamponów, dezodorantów, golenia sie itd. O co kaman?

Odpowiedzi (15)
vasiravana Odpowiedz

Nie rozumiem tych matek, które zabraniają swoim córkom/synom używania produktów do higieny osobistej. Moja by mnie prędzej ochrzaniła, że chodzę i pachnę jak jakaś fleja niż zabroniła używania dezodorantu czy nawet tamponów.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#R2vK0

Szedłem do szkoły, w parku na swojej drodze przeplatanej wieloma ludźmi napotkałem menelika. Rzecz jasna zaczepił tylko mnie:
- Dzień dobry, młody człowieku.
- Dzień dobry, słucham... (Oczywiście moja mina była dosyć wymowna)
- Mam do ciebie nietypowe pytanie, mogę ci je zadać?
- Tak, oczywiście...
- Lubisz ptaki?

Tutaj lekko zgłupiałem, podejrzewając niecny podstęp, ale po chwili wahania powiedziałem z niepewną miną:
- Yyyy, tak.
A pan menelik na to:
- To wspomóż SĘPA. 

Słysząc to parsknąłem śmiechem i oczywiście sypnąłem dwójkę.:D
bylejakanazwa Odpowiedz

A gdybyś powiedział "nie", to byłoby "więc sypnij groszem, a sęp zaraz odleci" :D

Eksterioryzacja Odpowiedz

Nie wiem dlaczego pomyślałam, że zaraz wyciągnie i pokaże swojego "ptaka" ;x

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#XCaRc

Byłem ostatnio w odwiedzinach u siostry. Ma dwóch synów (16 i 14 lat) oraz córkę (13 lat).
Siedzieliśmy, piliśmy kawę. W pewnej chwili N. powiedziała:
- Chłopaki, oderwijcie się na chwilę od tej gry i pozmywajcie.
(Dodam, że nie była to gra online, dało się zastosować)
- A K. nie może? - zapytał młodszy.
- Właśnie, zmywanie to babska robota - dodał starszy.

Widziałem, jak siostrze drgnęła powieka.
- A niby gdzie jest to napisane? Chłopcy mają wrodzone uczulenie na pomaganie w domu?
- Mamo, ale zawsze tak było. Mężczyźni polowali i przynosili jedzenie, a kobiety zajmowały się domem i dziećmi.
Na twarzy N. pojawił się chytry uśmiech. Wstała, wyjęła z gniazdka wtyczkę od konsoli.
- W takim razie ja i K. posprzątamy dom, a wy wypieprzajcie do lasu i proszę nie wracać mi bez dzika. Z czegoś w końcu kobiety muszą ugotować obiad, prawda?


Pozmywali.
Jeden nawet później odkurzył.
Lindab Odpowiedz

Tak jestem nie przyzwyczajona do takiego wychowywania dzieciaków, że aż muszę pochwalić. W moim otoczeniu ciągle ten sam stereotyp. Brawo dla Twojej siostry. A wy nie krytykujcie, bo wbrew pozorom takie głupie schematy w wychowaniu rzadkością nie są.

BFMV Odpowiedz

Co prawda mój syn jest jeszcze za młody na takie sprzątanie, ale u siebie w zabawkach sam trzyma porządek, do pralki pranie wrzuci (rozkłada kolorami na podłodze w kupkach i wskazane ładuje do pralki), wyprane rozwiesi (z drobnymi poprawkami, ale zawsze), odkurzaczem coś tam przejedzie i sam z siebie pamięta, że trzeba się ubrać i iść z psem (pogania mnie, że Oxi chce siku i kupę 😉😉). Chyba wychowuję potwora zniewieściałego, hah.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#JPa5f

Po śmierci dziadka moja babcia skrajnie się załamała. Nie jadła, żyła tylko o herbacie i wciskanych jej niemal siłą zupach. Wymiotowała, całe dnie leżała albo siedziała gapiąc się w sufit. Cierpiała niemiłosiernie. Babcia to najcudowniejsza, najukochańsza osoba jaką wszyscy znamy. Zaczęła mieć objawy choroby psychicznej. Najgorzej było, gdy w końcu się podniosła, próbowała coś zrobić, a potem odruchowo mówiła coś do dziadka, wołała go albo szła w miejsca, gdzie lubił przesiadywać/leżał i go tam nie zastawała. Potrafiła po prostu paść na podłogę i wyć, albo co gorsza biegała wszędzie z obłędem w oczach, szukając dziadka.

Wszystko zmieniło się, gdy podarowałam jej kociaka. Był bardzo młody, jeszcze potrzebował karmienia mlekiem, choć sam człapał. Jeśli chcecie mnie skrytykować, doczytajcie proszę do końca. Przyniosłam go do babci prosząc ją o pomoc w jego odratowaniu, bo "ja nie umiem, nie znam się, mam problemy z czasem (praca plus uczelnia)". Babcia mimo swojego stanu zajęła się nim, bo prędzej by sama padła, niż zostawiła potrzebującego na pastwę losu.

Chociaż na imię dostał Pruszek (od swojej mizerności) i był tak nazywany przez babcię od dwóch miesięcy, reagował tylko na zdrobniałe imię dziadka. Miejscówki dziadka natychmiast stały się jego ulubionymi miejscami. Potrafił miauczeniem prosić, by wsadzić go na wyściełany fotel albo ławeczkę przed domem. Gdy coś przeskrobał, np. zbojkotował narzutę na kanapie, babcia z przyzwyczajenia groźnie wołała "FELICJAN, coś ty zrobił, na litość boską?!" natychmiast przepraszał, przymilając się, na co babcia reagowała jeszcze większą miłością niż zwykle.

Rodzina uznała to za coś w rodzaju cudu/reinkarnacji/znak od dziadka. Babci wrócił dawny wigor i chociaż wciąż cierpiała po dziadku, stała się dawną sobą. Gdy wołała "Feluś", zawsze był odzew. Z czasem znów gotowała, sprzątała, gadała jak katarynka, Feluś stał się dla niej wszystkim.

Teraz część anonimowa. Kociak nie był taki sam z siebie. Ukradłam go kocicy, która mieszkała od lat na naszym osiedlu, ale była tak nieudolną matką, że każdy jej miot ginął i ludzie tylko znajdowali trupki na jezdni/w piwnicach. Próby pomocy kończyły się marnie, nawet fundacja nie dała sobie z tym dzikusem rady. Gdy zobaczyłam, że znowu ma małe, podstępem jednego ukradłam (nie chciałam zabierać wszystkich), gdy był jeszcze maleńki. To ja nauczyłam go reagowania na Felusia/Felicjana. Potajemnie spryskiwałam miejsca dziadka zapachem, do którego go przyzwyczaiłam i dopiero dałam babci. Bałam się efektu bardzo, ale byłam zdesperowana widząc cierpienie babci.

Jego rodzeństwo znów nie przeżyło. Podejmujemy kolejne próby ogarnięcia tej kotki, ale spełzają one na niczym. Poprosiliśmy o pomoc kogoś, kto może ją uśpić strzałkami i zabrać na sterylizację, ale nie wiemy, czy odpowie.
Yaspis Odpowiedz

Babcia odżyła, a koteczek ma dom. Super :-)

zxzxzx Odpowiedz

Nie rozumiem czasu... najpierw zabierasz kociaka, który jeszcze musi pić mleko (czyli max 3 tygodnie) do siebie, potem go uczysz reagowania na imię i zapach (już widzę jak takie małe kocię nauczysz czegokolwiek), w tym czasie zajmujesz się swoimi sprawami, ukrywasz kota przed rodziną, a dopiero później, jak kot jest wytresowany dajesz go babci... i on nadal potrzebuje pić mleko. Wcale nie zdążył podrosnąć, ale zdążył się nauczyć kliku sztuczek, tak?

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#jNIKE

Pamiętam, że miałem wtedy około sześciu, może siedmiu lat. Często zostawałem wówczas pod opieką starszej siostry, ale zajęta była zwykle koleżankami lub chłopakiem, więc robiłem zwykle to, na co miałem ochotę. 

Pewnego deszczowego dnia włączyłem telewizor, leciało jakieś romansidło. Nie miałem wtedy pojęcia o rodzajach pocałunków; nie widziałem też, że nie wszystkich można całować na pewne sposoby... Pamiętam, że obejrzałem cały film, nie pominąłem nawet wątków erotycznych, nie zasłaniałem oczu, właściwie to przeciwnie - śledziłem seans z zafascynowaniem. 


Minął jakiś czas i czekałem na powrót mamy do domu. Cały tydzień bez niej był dla mnie wtedy czymś strasznym. Zdecydowanie byłem maminsynkiem. Przywitałem ją buziakiem. Nie takim rodzinnym, a raczej długim, namiętnym i... mokrym. Próbowałem wsadzić język do jej ust. Zauważyłem zażenowanie i duże zaskoczenie z jej strony. Z dumą poinformowałem, że widziałem "coś takiego" na filmie.

Teraz mam siedemnaście lat i wciąż czerwienię się na samo wspomnienie tej sytuacji.
Eresmia Odpowiedz

Kiedyś coś takiego zrobiłam... Zaczęłam wsysać mamie policzek. Wydawało mi się, że tak to się robi.

indianhedgehog Odpowiedz

Moja przyjaciółka ze studiów tak przywitała kiedyś babcię xd w kawiarni. Pełnej ludzi

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#eVkGF

Pamiętacie to wyznanie, w którym ktoś kupował przez cały rok prezenty na święta? Ja robiłam tak samo. Tylko zamiast prezentów kompletowałam wyposażenie nowego mieszkania.

Wpadłam na ten pomysł mając 15 lat. Dorabiałam sobie pieniądze, więc mogłam sobie na to pozwolić. Kiedy nadszedł dzień wyprowadzki, nie musiałam wydawać ogromnej sumy pieniędzy na np. talerze, sztućce, kubki etc.
Przez 5 lat nazbierałam chyba 6 albo 7 kartonów.
Jacobs638 Odpowiedz

Gratuluję, choć ja wolałabym zaoszczędzić gotówkę, od 15 roku życia gust mi się zmienił kilka razy, nie mówiąc już o modzie, stylu czy zaawansowaniu drobnego AGD. Zastawę, którą kupiłam trzy lata temu już chętnie bym zmieniła ale nie chce się wytłuc ;) chyba muszę wpuścić psa i kota do kuchni ;)

Odpowiedzi (1)
pacanek Odpowiedz

Oszczędzasz tyle, ile masz na koncie:-)
Kumpel kiedyś sie cieszył, że zaoszczędził 6 stów, bo sam sobie pracę licencjacką (ileś tam stron) napisał. No to gdzie te pieniądze?
Oszczedziłaś tylko nerwy i czas.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie