#5i7VH

Coraz częściej odnoszę wrażenie, że kobiety, które chcą realizować tradycyjny model rodziny są potępiane i to z reguły przez kobiety. Jednak od początku...

Swojego męża poznałam jeszcze w szkole średniej, w wieku 24 lat wyszłam za mąż, potem skończyłam studia, znalazłam pracę, podobnie jak mąż. Od zawsze chcieliśmy dużą rodzinę, więc w wieku 25 lat byłam już w pierwszej ciąży, w wieku 27 w drugiej, w wieku 29 w trzeciej, a gdy miałam 32 lata urodziłam czwarte i ostanie dziecko.

Gdy rodzicom i znajomym powiedziałam, że zostaję z dziećmi w domu, to wszyscy się oburzyli. Nie docierały tłumaczenia, że koszt żłobka dla jednego dziecka to 1000 zł miesięcznie w naszym mieście, że za przedszkole liczą sobie 500 i zwyczajnie naprawdę nie opłacało mi się iść do pracy. Próbowałam wrócić na pół etatu do swojej starej pracy, ale nie chcieli mi dać takiego wymiaru godzin. Mąż dobrze zarabia, jest w stanie nas utrzymać, więc siedzę w domu, choć siedzę to za dużo powiedziane.

Nawet nie zliczę, ile razy moje "koleżanki", które zamiast pieluch wybrały karierę, potrafiły szydzić ze mnie, że wybrałam żywot kury domowej. Nawet rodzina, a zwłaszcza moja mama, potrafiła mi powiedzieć jak czasami mówiłam jej, że padam z nóg, że po czym ja jestem zmęczona, jak do pracy nie chodzę. Jak chodziłam swego czasu na hybrydy, to ludzie się burzyli, że jak to tak, nie pracuje, a na przyjemności ma. Ogólnie panuje przekonanie, że kobieta w tych czasach to powinna robić karierę, rodzić dzieci, opiekować się domem i mężem i przy okazji się rozdwoić.

Gdy idę z dzieciakami do sklepu czy do parku, to naprawdę widzę nieprzychylne spojrzenia. Jak byłam w ostatnim miesiącu ciąży, z dwójką dzieci pod pachą w aptece i źle się poczułam, to jeszcze usłyszałam, że tyle dzieci narobiłam, to pewnie zdrowa jestem i tylko od kolejki chcę się wywinąć.

Przytyków o beneficjentach, patologii, czy w ogóle o całym 500+ to nie zliczę. Jasne, korzystamy z dodatków, odkładamy, kupujemy za to dzieciakom ciuchy czy kursy albo kolonie latem dla najstarszych. Ale to przecież nie grzech. Poradzilibyśmy sobie i bez tego, ale skoro moje dzieci mogą mieć coś ekstra, to czemu by nie? W ludziach jakaś taka nienawiść narasta i niesprawiedliwość społeczna, ale to naprawdę nie jest wina rodzin wielodzietnych. Przynajmniej takich normalnych, nie patologicznych.

Ja wiem, że ludziom się nie dogodzi i kobiety, które nie chcą mieć dzieci w ogóle też mają przerąbane. Każdy kij ma dwa końce.

Mnie w tej sytuacji jednak boli najbardziej, że najwięcej przykrych komentarzy usłyszałam właśnie od kobiet i to często zupełnie obcych. Beneficjentka, kura domowa, krowa rozpłodowa czy po prostu "patusiara". A musicie wiedzieć, że naprawdę mamy normalny dom, stać nas na wakacje, dzieci są czyste, zadbane, w miejscach publicznych grzeczne. Po prostu nie rozumiem tej nienawiści.
Xanx Odpowiedz

Winna jest polityka i nic więcej. Ludzi i mnie też denerwuje ze mi zabierają by dać Tobie ( twoim dzieciom). Czemu ja musze ponosić koszta czyichs wyborów? To przez te wszystkie socjalne bzdury nie dosc że podatki są wysokie to jeszcze inflacja szaleje. Dostajemy po doopie podwójnie bo nie mamy dziecka. Zaraz podniesie się lament że przecież te dzieci będą na emerytury nasze pracować itd. Tak to jest prawda ale znowu pytanie dlaczego? Bo kiedyś nasi rodzice, dziadkowie dopuścili do powstania takiego modelu. Nie mam nic personalnie do nikogo, niech każdy żyje jak chce. Pokazuje tylko skąd być może bierze się taka niechęć

Odpowiedzi (11)
JMoriarty Odpowiedz

Stek bzdur. W Polsce nadal dominuje taki model rodziny jak ty opisujesz.

"Ogólnie panuje przekonanie, że kobieta w tych czasach to powinna robić karierę, rodzić dzieci, opiekować się domem i mężem" - eeeee... Nie? Domem i dziećmi się powinni zajmować OBOJE, którzy je sobie zrobili. A mąż to upośledzony, że się nim opiekować trzeba?

I jak sobie chcesz, to możesz nie pracować, nic mnie to nie obchodzi, aczkolwiek jest to postawa, której nie jestem w stanie zrozumieć ze względów praktycznych (np. mąż cię zdradzi, rzuci albo po prostu umrze).

A nienawiść ludzi wynika z tego, że dostajesz pieniądze, które są zabierane pracującym.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#R8J1k

Nie piję już rok alkoholu, więc uznałem, że czas podzielić się z kimś moim doświadczeniem.

Ludzie myślą, że odwyku potrzebują tylko pijący i ludzie, którzy rujnują swoją karierę i godność piciem. Otóż ja wcale nie byłem pijakiem, bo upijałem się sporadycznie, raz na rok może. Nie zniszczyłem sobie kariery ani się nie stoczyłem. Pewnego dnia jednak uświadomiłem sobie, że wszystkie moje problemy, złe decyzje, których żałuję i które skutkują do dziś, wszystkie głupie zachowania, kłótnie z żoną, oglądanie porno i inne dewastujące nawyki były po alkoholu. Ograniczone panowanie nad sobą jest dość oczywistym skutkiem picia, ale w moim przypadku to również niestabilność emocjonalna – stawałem się dwubiegunowy, raz przeszczęśliwy, potem przybity. Pierwszy miesiąc był trudny, ale po roku bez picia widzę, jak wszystko w życiu ulega poprawie. Jakbym obudził się z jakiegoś snu, w którym biegam i stoję w miejscu. Teraz kontynuuję rozwój osobisty, rodzinny, zawodowy itd., który zatrzymał się przez alkohol.
 
Piłem jedno, dwa piwa średnio co dwa dni. Też tak macie i myślicie, że to nie problem? To spróbujecie nie pić przez trzy miesiące.
Lunathiel Odpowiedz

"Ludzie myślą, że na odwyku potrzebują tylko pijący i ludzie, którzy rujnują swoją karierę i godność piciem" - Otóż tak, to jest bardzo powszechne spojrzenie na uzależnienia, alkoholizm szczególnie. A to jest gówno prawda i u każdego to może wyglądać inaczej. Bardzo się cieszę, że ci się udaje i że jest coraz lepiej, a przede wszystkim, że wystarczająco szybko zauważyłeś co się odwala, bez wmawiania sobie, że "wcale nie pijesz za dużo" czy coś. Gratz, anonimowy ziomeczku :)

Xanx Odpowiedz

Ja piję raz na kilka miesięcy drinka, upijam się tak rzadko że nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz. Wyjątkiem jest lato gdzie piwko fajnie gasi pragnienie. To nie alkohol jest problemem tylko po prostu nie każdy powinien w ogóle pić. Tak jest ze wszystkim i nie ma co demonizować jednej konkretnej rzeczy

Odpowiedzi (17)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#wfb90

Kiedyś mama powiedziała mi, że kupa pod butem szczęście przynieść może. Idąc tym tropem, chciałam zagwarantować sobie super przyszłość. Któregoś dnia wyszłam więc na podwórko i z każdym napotkanym na drodze psim odchodem radośnie tworzyłam sobie pod butem drugą podeszwę. Nic nie cieszyło mnie wtedy bardziej niż kolejny zdobyty okaz.

Nie wiem jak wpłynęło to na moje życie, ale do dziś potrafię się cieszyć z byle gówna.
rokiowca Odpowiedz

Ja się cieszyłam z gowna jak mój królik wreszcie zrobił kupę gdy przez cały dzień cierpiał z bólu brzucha.

cukiniakabaczek Odpowiedz

Po przeczytaniu pierwszego zdania poczułam się jak na seansie Gwiezdnych Wojen.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#M46wC

Mam 25 lat, nie mam męża ani nawet chłopaka. Nigdy nie miałam i jest mi po prostu wstyd. Nie, nie wstydzę się tego, że jestem sama. Wstyd mi, bo z jednej pensji nie stać mnie na godne życie. Tak naprawdę na nic mnie nie stać. Pracuję na pełen etat, 40 godzin tygodniowo, w weekendy po 12 godzin dziennie dorabiam w gastronomii. Wynajmuję pokój w mieszkaniu i cały czas naiwnie liczę na to, że będzie mnie kiedyś stać na kawalerkę. Gdybym jednak się na nią zdecydowała, zostałoby mi 400, góra 500 złotych na przeżycie (jedzenie, środki czystości), co przy obecnej inflacji jest niemal niemożliwe. Oczywiście z dwóch pensji wynajem kawalerki albo nawet kredyt w perspektywie kilku lat nie byłby problemem. Chciałabym wyjechać za granicę, ale nawet tam agencje mają przede wszystkim oferty skierowane do par. Chciałabym wyjechać na wakacje, bo ostatni raz byłam gdziekolwiek w wieku 15 lat, ale wszystkie wycieczki są dla mnie za drogie. Dla pary wyszłoby taniej.
Wszystkie moje koleżanki z pracy jeżdżą kilka razy do roku na zagraniczne wakacje, opowiadają o budowie domów, a ja siedzę jak ta idiotka. Nie mam jak znaleźć faceta, wiecznie jestem w pracy. Próbowałam portali randkowych – bez jakiegokolwiek powodzenia. I boli mnie to, że najwyraźniej „nie będąc do pary”, tak na dobrą sprawę nie zasługuję na godne życie.
Quakie Odpowiedz

Pierwsze słyszę żeby do pracy za granicę brali głównie pary.
Opiekun osoby starszej, zbiory - można tam zarobić niezłą kasę.
Wydaje mi się autorko, że sama się nakręcasz. 25 lat to niedużo. Daj sobie czas na wszystko.

Odpowiedzi (5)
Econiks Odpowiedz

Jeśli Twoim priorytetem jest wspólny budżet, a nie uczucie, to może faceci to wyczuwają?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (33)

#EW6dP

Sytuacja miała miejsce, gdy chodziłam jeszcze do klasy podstawowej.
Uczęszczałam wtedy regularnie do spowiedzi (teraz już nie, ale nie to jest tematem wyznania ;)). Zawsze miałam problem ze spamiętaniem „listy grzechów” i za każdym razem byłam bardzo zestresowana, czy aby na pewno wszystkie wymienię. W pewnym momencie zauważyłam, że w zasadzie popełniam w kółko te same... i te same wymieniam. Wyuczyłam się zatem tylko kilku wybranych i je wymieniałam w trakcie spowiedzi. Nie spodobało się to księdzu proboszczowi, który pouczył mnie, że powinnam bacznie zwrócić uwagę na fragment o mocnym postanowieniu poprawy. Porozmawiał również ze mną o tym, że powinnam wymieniać wszystkie grzechy jakie pamiętam, a nie tylko ich część.

Co zrobiłam zatem następnym razem? Wzięłam książeczkę do nabożeństwa i wykonałam solidny rachunek sumienia. Wszystkie grzechy wypisałam na kartce A4 i z nią udałam się do konfesjonału.

Jaka była reakcja osób czekających w kolejce – nie mam pojęcia xD
Jaka była reakcja księdza? – żebym nie robiła sobie żartów z sakramentu spowiedzi świętej
Co pamiętam do teraz? Jeden z grzechów wg książeczki, który sobie wypisałam, dotyczył tego, że nie czytam regularnie prasy katolickiej :P
gruszka Odpowiedz

Jak chodziłam się spowiadać to zawsze wymyślałam grzechy, bo nigdy nie wiedziałam co z mojego zachowania mogło być grzechem. Byłam grzecznym dzieckiem.

Odpowiedzi (8)
amnestia Odpowiedz

O taaak! W mojej książeczce so spowiedxi w rachunku sumienia znajdziemy takie grzechy jak:
Włóczenie się po ulicy
Niedziękowanie Bogu za różne rzeczy podczas codziennych czynności
Nienawracanie kolegów (w drugiej klasie!)
Zabawa swoim ciałem
Niezastawianie się nad tym, czego Bóg ode mie oczekuje
Także no.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#zAoEc

Gdy byłam w gimnazjum, miałam za zadanie napisać opowiadanie o wymarzonym (bądź nie) świecie. Ponieważ stwierdziłam, że Utopia jest nudna, napisałam o pożarze podziemnego miasta, o tym, że ludzie zabijali się nawzajem uciekając, i o jedynym strażaku walczącym z ogniem do samego końca. Ów strażak uratował kota, ale padł ofiarą tlenku węgla i zmarł sam na zgliszczach miasta. Takie typowe, smutne zakończenie. No właśnie. Zakończenie...

Mój tata, który miał za zadanie wydrukować historyjkę, korzystając z chwili mojej nieuwagi, pozmieniał trochę, a raczej dodał ciąg dalszy końca opowiadania tak, że po jego edycji brzmiało ono: „Trzy dni później Węgielek (bo tak nazywał się kot) w towarzystwie larw i hien rezolutnie nadgryzał lekko przypalone uda strażaka, od czasu do czasu wylizując rozkładający się tłuszcz z podbrzusza i pośladków. Jest dużo lepsze niż whiskas – pomyślał. Potem beknął, miauknął i spierdolił”.

Nie zauważyłam tego i oddałam pracę nauczycielce. Dostałam 5.
Lilka96 Odpowiedz

U mnie w gimnazjum kiedy ktoś napisał takie opowiadanie to nie dość, że musiał napisać drugie pod groźbą jedynki, to jeszcze był odsyłany do psychologa - zdaniem polonistki opisywanie śmierci przez nastolatka było przejawem rodzinnych problemów itp. Za to nudne opowiadania o niczym były nagradzane :(

Odpowiedzi (2)
CytatorPratchetta Odpowiedz

- Chciałem powiedzieć - wyjaśnił z goryczą Ipslore - że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#X5rfp

Stan psychiatrii młodzieżowej w Polsce.

Słowem wstępu: od 9 roku życia choruję między innymi na depresję, zaburzenia lękowe itd. Mam za sobą trzy wizyty w różnych szpitalach psychiatrycznych w Polsce. Jak to wygląda od środka?

Podstawowym problemem jest brak miejsc. Mieszkam w Warszawie, a pierwszy mój pobyt odbył się w Bielsku-Białej. Drugi w Lublinie. Dopiero trzeci, najdłuższy, udało się odbyć pod Warszawą. Szpitale są przepełnione, pacjenci śpią na podłodze, na materacach, gdzie się da. Wiadomo jakie jest szpitalne jedzenie, więc nie ma co się rozwodzić. Ogromnym problemem jest personel. Lekarze zmęczeni, nastawieni na szybkie wypisy, zero prób zrozumienia pacjenta. Jedyna pomoc jaka istnieje to inni pacjenci. Zostawieni sami sobie musieliśmy sobie pomagać, bo pomocy w większości przypadków nie dało uzyskać. Nic zresztą dziwnego, patrząc właśnie na personel. Pielęgniarki miały całkowicie wywalone. Ktoś połknął żyletkę? Trzeba się podnieść z kanapy i pomóc – to za dużo. Bójka zakończona rozbitą głową o kant ściany – czemu akurat na mojej zmianie? Sanitariusze podobnie. Zdawało się, że nie wiedzą w jakim miejscu pracują, że potrzeba podchodzić do pacjentów troszkę inaczej. Komentarze na temat blizn, wagi i innych drażliwych rzeczy były na porządku dziennym. Niestety również molestowanie przez sanitariuszy. Zgłaszane, olewane. Część personelu była z zupełnie innych miejsc – pan budowlaniec, kierowca autobusu. Skąd się tam wzięli? Braki w personelu.
Spędziłam również około miesiąca na oddziale dziecięcym w Lublinie – było tam pełno małych chłopców w wieku 7-8 lat. Rozpierała ich energia, więc dostawali silne leki uspokajające i biegali w kaftanach. Nie rozumiem, jak można oczekiwać od takich dzieciaków, żeby siedziały grzecznie, tygodniami zamknięte w pokojach.

Polska psychiatria po prostu nie funkcjonuje. Po 5 miesiącach wyszłam w dużo gorszym stanie, zastraszona. Nikt nas nie słucha, bo jesteśmy chorzy psychicznie. Nikt tego nie nagłaśnia. Nikt nic z tym nie robi.

Plus dla Fundacji Owsiaka, bo od nich dostaliśmy nowe łóżka.
bastard Odpowiedz

Znałem dziewczynę 15 latekę z próbą samobójczą, taką słabą bo nic poważnego się nie stało i wyraźnie widać że po prostu próbowała zwrócić uwagę na swój stan. Matka za namową psychiatry w szpitalu oddała ją do psychiatryka. Przez cały miesiąc psychiatra był u niej raz, a tak po prostu przebywała sama albo z chorymi ludźmi. Po wyjściu się zabiła. Taka to pomoc była.

Odpowiedzi (2)
Quakie Odpowiedz

Zdarzyło mi się być w szpitalu psychiatrycznym, tylko, że byłam dorosła. Niewiele lepiej to wygląda. Ja trafiłam akruat do tego "lepszego" szpitala w mojej miejscowości, bo w tym gorszym nie było już zupełnie miejsc. Lekarz był u mnie raz, następnego dnia po tym jak mnie przyjęli. Pani psycholog pełniąca tam dyżury przyjęła mnie dwa razy ale to tylko dlatego, że nie wiedzieli co mi jest i wyniki wstępnych badań ich zaskoczyły. Nawet mi nie chcieli powiedzieć jakie leki przyjmuję.
Byłam tam krótko bo 1,5 tygodnia ale taka dawka wystarczyła, żebym wiedziała co się tam dzieje.
Po prostu w Polsce nikt na razie nie traktuje psychiatrii i problem psychicznych poważnie. Wciąż mamy podejście byle jakie, a rząd obecny jeszcze to tylko potwierdza. Dopóki to się nie zmieni to szpitale będą tak wyglądać.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#uuN2m

Pewnej nocy mojej mamie przypomniało się, że ma wyjąć z zamrażarki mięso na obiad na następny dzień, więc zeszła do kuchni, gdzie ja siedzę sobie zacnie z rozłożonym jedzeniem na stole i jadłem smaczne, zrobione przez siebie kanapeczki. Mama mnie zobaczyła i niby spokojnie spytała co robię o tej później godzinie. Odpowiadam, że jem sobie. Na to ona, że spać powinienem, że pogadamy rano i lodówka będzie na noc zamykana. Powiedziała to takim tonem, że jednak zrobiły mi się wyrzuty, że jem. Pomyślałem, że może nawet rano być awantura. Taka jest moja mama...
Włożyła mięso do garnka, zalała wodą, położyła na zlew i poszła dalej spać.
Ja sobie jem dalej, po czym wpadłem na genialny pomysł. Pomyślałem sobie, że fajnie by było, gdyby nakrycie mnie na gorącym uczynku w ogólnie nie miało miejsca. Mama wyglądała na trochę zaspaną... Więc wyciągam to mięso z garnka, wylewam wodę, chowam garnek i mięso i wszystko ogarniam tak jakby nic się nie stało.

Rano mama mnie budzi, pyta gdzie mięso i dlaczego jadłem w nocy. Odpowiadam z poważna miną, że nie wiem o co chodzi... Zrobiła dziwną minę, odwróciła się i mruknęła „może mi się przyśniło”.

Geniusz zła.
gamma222 Odpowiedz

Ale obiadu nie było potem :D

dariaaaw Odpowiedz

To teraz módl się, żeby mama nie czytała anonimowych.:D

Zobacz więcej komentarzy (21)

#tMHsc

Pracuję w szkole jako pedagog. Sama szkołę średnią skończyłam prawie 10 lat temu, jestem w miarę na bieżąco.
Mamy multum niepełnoletnich uczniów, którzy chodzą do szkoły raz na 3 miesiące, ich frekwencja woła o pomstę do nieba, większość z nich jest zwyczajnie nieklasyfikowana.
Moim obowiązkiem jest dzwonienie do rodziców i motywowanie ich, aby dzieciak zaczął do szkoły uczęszczać, bo dopóki dzieciak nie ma 18 lat, ma zasmarkany obowiązek uczęszczania do szkoły.

Wydzwaniam do rodziców w październiku, grudniu, marcu, kwietniu, że ich pociecha nie realizuje obowiązku szkolnego, uprzedzam, że będą tego konsekwencje w postaci pisma do sądu i ewentualnie kuratora.

Wiecie jakie są odpowiedzi rodziców, których 16-letnie dziecko opuszcza 600 godzin w ciągu roku szkolnego?
- No Michaś nie wstaje rano, nie mam na to wpływu.
- Maciuś powiedział, że nie ma się w co ubrać, więc nie chodzi do szkoły.
- Kacperek obiecał, że będzie już chodził! (a Kacperka nie ma kolejne 3 miesiące)
- No bo on zasypia, wstaje o 11 i już nie opłaca mu się iść na lekcje.
- No bo on gra po nocy, zasypia o 5 rano, nie wysypia się.
- Ja nie mam wpływu.
- Nie wiem co robić.
- On mnie nie słucha.

No mówcie co chcecie, ale w moim życiu, całkiem niedawno, gdybym przez 3 miesiące nie chodziła do szkoły, to matka by mnie rozniosła.
montana8419 Odpowiedz

W Polsce obowiązuje obowiązek nauki do 18 roku życia.
Niespełnienie tego obowiązku podlega karze. Może zostać nałożona na rodziców /opiekunów karę w celu przymuszenia do realizowania tego obowiązku. W skrajnych przypadkach sąd opiekuńczy może pozbawić rodziców władzy rodzicielskiej.
To że Brajanek gra całą noc i nie chce mu się chodzić do szkoły nie stanowi tu żadnego usprawiedliwienia. Jak otrzymasz od rodziców taką odpowiedź poinformuj ich, z czym to się wiąże i jeżeli ziecko nie zacznie chodzić do szkoły, to skierujesz sprawę do odpowiednich służb. I nie ma żadnego ale.

Odpowiedzi (1)
Velasco Odpowiedz

Dzwoń do rodziców każdego tylko 1 raz. Jak nic się nie zmieni, to pisz do sądu i kuratora.

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#a1Xw8

Właśnie wróciłam z siłowni i nieprędko tam wrócę. Ale po kolei.

Za rok biorę ślub. Z racji tego postanowiłam zrzucić parę kilogramów. Dokładnie 25. Jestem gruba, ale udało mi się znaleźć faceta, któremu w ogóle to nie przeszkadza. Chcę schudnąć dla siebie. Najbardziej motywuje mnie to, że nie chcę wyglądać jak ziemniak na własnym ślubie. Przeszłam na dietę, zaczęłam biegać, jeździć na rowerze. Schudłam 5 kilogramów i byłam wniebowzięta. Postanowiłam zapisać się na siłownię.
Idę sobie zadowolona, z pozytywnym nastawieniem. I wiecie co? Jeszcze chyba nigdy nie usłyszałam tylu nieprzyjemnych komentarzy. "Chodakowskie" i "Lewandowskie" patrzyły na mnie z pogardą i szeptały miedzy sobą. "Pudziany" również rzucały niepochlebnymi komentarzami. Nie wiem, czy na każdej siłowni tak jest, ale naprawdę zrobiło mi się przykro.

Dobra, wiem, jestem gruba. Z własnej winy. Jednak próbuję coś z tym zrobić. Próbuję zmienić swoje życie i zamiast ze wsparciem, spotykam się z hejtami. Ludzie, trochę wyrozumiałości. Nie od razu Rzym zbudowano.
Affair Odpowiedz

Też jestem paczusiem, no dobra... Całym opakowaniem Paczków.
Chodziłam na siłke, ale nikt nie komentował mojego oceanu tłuszczu, który na bieżni przeżywał prawdziwy sztorm.
Przeciwnie bardzo dużo osób, dawało mi dobre rady, żebym sobie krzywdy nie zrobiła.
Olać imbecyli, rób co robisz i rób to dobrze.!

Odpowiedzi (4)
Hedervary Odpowiedz

Niektórym to nigdy nie dogodzisz. Jeśli człowiek ośmieli się napisać gdzieś że jesteś gruby, to całe mądre towarzystwo zaraz każe lecieć na siłownię i brać się za siebie "zamiast być taką kluchą co siedzi na kanapie". Ale jak się na tę siłkę pójdzie, to "intelektualna elita" komentuje i wyśmiewa. Brak słów...
Dotyczy to nie tylko wagi ale też wielu innych spraw.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (125)
Dodaj anonimowe wyznanie