#SEVab

Nastolatki potrafią być okrutne.

Moja koleżanka, od zawsze traktowana w klasie jak "piąte koło", nie miała lekko w życiu. Niczym nie zawiniła, po prostu ktoś chciał poprawić sobie humor, niszcząc jej poczucie godności i własnej wartości.

Klasa podłożyła jej do torby telefon koleżanki z klasy. Następnie, gdy wróciły po lekcji wf-u do szatni, zaczęło się szukanie telefonu i winnych jego zniknięcia. Bez pozwolenia wzięły torbę koleżanki, przeszukały ją i (a jakżeby inaczej) znalazły tam podłożony wcześniej telefon. Wezwano nauczyciela, dyrekcję. Zrobiła się z tego głośna afera i dziewczyna miałaby poważne problemy, gdyby któraś z "prankujących" dziewczyn nie pękła i nie przyznała, co się tak naprawdę wtedy stało.
Sprawa rozeszła się po kościach, nikogo nie ukarano za podłożenie "świni".

Gdy rozmawiałam z koleżanką po kilku latach, przyznała, że dalej ma żal o to, co się wtedy stało. Wspomnienia, okrutne i niemiłe, ciągną się za nią bez końca.
A to wszystko tylko dlatego, że nie umiała się obronić i została wytypowana na najsłabsze ogniwo.

Dziewczyny, pewnie czytające niekiedy ten portal - wstydźcie się. Tego się nie zapomina. I nie życzę, by Waszym dzieciom ktoś wycinał podobne "żarty".
Anonimowa2694 Odpowiedz

Niestety to nie tylko dlatego, że nie umiała się obronić. Winę ponoszą również osoby biernie przyglądając się temu. Również można winić rodziców, którzy nie wyczulili dzieci na to, że jak komuś dzieje się krzywda to trzeba głośno powiedzieć o tym a nie ślepo podążać za oprawcami. Można winić także nauczycieli ale napewno nie ofiarę, ona była jedna przeciwko kilku osobom.
A Ty autorko rozumiem, że też nic nie zrobiłaś? Po jakimś czasie odpadły Cię wyrzuty sumienia?

Odpowiedzi (8)
Anonimowajaj Odpowiedz

Dziewczyny w szkole są gorsze od chłopaków, bo oni jak się pokłócą to strzelą sobie po twarzach i na drugi dzień jest wszystko ok. A dziewczyny potrafią znęcać się psychicznie nad innymi dziewczynami latami...

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#I3zFt

Mój młodszy brat (wtedy ok. 6-7 lat) często rozrabiał, biedna babcia nie mogła go nigdy poskromić i wtedy zamykała go w łazience. Chłopak pukał wtedy do drzwi i obiecywał, że już będzie grzeczny. Babcia nieugięta, mówiła, że ma karę tyle i tyle czasu, i koniec kropka. Po takich kilku karach mój rezolutny braciszek zaczął chować pod wanną zabawki i smakołyki. Już żadna kara nie była mu straszna :D Babcia myślała, że chłopak dzielnie znosi kary, a ten bawił się w najlepsze. Ja jako dobra siostra nigdy go nie wydałam :)

Już nie rozrabia, ale pomysłowość mu została :)
UltraFiolet Odpowiedz

Kiedyś zamknęłam młodszą siostrę na tarasie za zniszczenie mojego rysunku i rzucałam jej z okna jedzenie, koce, rękawiczki...
To były piękne czasy... Dopóki nie wrócili rodzice oczywiście.

Odpowiedzi (1)
Mauvee Odpowiedz

A mnie kiedyś ojciec zamknął w łazience na całą noc. Ech.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#4db0N

Moja znajoma chciała nauczyć swoją 8-letnią córeczkę opiekuńczości i poczucia obowiązku i adoptowała psiaka ze schroniska, spełniając tym samym marzenie młodej o posiadaniu zwierzęcia.

Młoda, jak i cała rodzina psinkę wręcz ubóstwiała, pies z nimi spał, wylegiwał się na kanapie, nie pojechali na wakacje, bo nie było go z kim zostawić; generalnie traktowali go jak członka rodziny. Nagle młoda zaczęła się czuć źle, wymiotowała, mdlała, traciła czucie w kończynach. Lekarze, szpitale, diagnoza - rzadka choroba o ciężkim przebiegu. Młoda mogła od czasu do czasu, kiedy tylko jej stan na to pozwalał, przyjeżdżać do domu, warunkiem były dość sterylne warunki i żadnych zwierząt.

Znajoma z wielkim bólem serca dodała ogłoszenie na "spotted" pewnego miasta, że odda małą, posłuszną i wychowaną psinkę tylko w dobre ręce, ze względów rodzinnych. To była ostateczność, nikt pomimo starań nie mógł "przechować" psa do momentu wyzdrowienia małej. Odpowiedzią na ogłoszenie był jeden wielki hejt. "PIES TO NIE ZABAWKA", "JESTEŚ NIEODPOWIEDZIALNA" , "JAK TY BYŚ SIĘ CZUŁA JAKBY CIĘ ODDALI" i wiele innych, pojawiały się nawet wyzwiska.

Może warto czasem wstrzymać się z komentarzem, jeśli nie zna się sytuacji?
Dasha199 Odpowiedz

Nie ufam ludziom którzy tak komentują.

Odpowiedzi (1)
Pielgrzym Odpowiedz

Rozumiem, że są osoby, które oddają psy, bo im się znudził, ale to co robią ludzie pisząc takie komentarze jest dla mnie poniżej jakiegokolwiek poziomu...
Życzę powodzenia i szybkiego powrotu do zdrowia dla córki.
Pozdrawiam

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (24)

#WbklG

Mam ogromny problem z moją przyjaciółką.
Z D. znamy się od dziecka i jesteśmy jak siostry. Jej mama prowadzi jedyny sklep i D. od zawsze zakładała, że go przejmie i zostanie w naszej wiosce liczącej niewiele ponad 200 mieszkańców, dlatego wybrała zawodówkę. Ja marzyłam o tym by wyrwać się do większego miasta, studiować. Krótko po tym jak zdałam maturę, D. wpadła do mnie oznajmiając, że pokłóciła się z matką i wyjeżdża razem ze mną.

Po początkowym szoku nawet się ucieszyłam - zawsze to ktoś znajomy w obcym mieście. Niestety D. bardzo utrudnia wspólne mieszkanie mi i pozostałym lokatorkom
(mieszkamy na stancji w 6 osób). Średnio raz w tygodniu urządza awantury - głównie o korzystanie z łazienki. Uważa, że za często i za długo się myjemy, niepotrzebnie w ciepłej wodzie, zajmujemy miejsce kosmetykami, za często wstawiamy pranie. W końcu skoro na wsi się tak nie robiło, to po co dbać "przesadnie" o wygląd.
Miałyśmy składać się na środki czystości i papier toaletowy - uznała, że kupujemy wszystko za drogie i ona się nie będzie dokładać - papier ma swój, szary, najtańszy, którego zużywa wyliczoną ilość. Dodatkowo, jeżeli ja lub inna z lokatorek przyprowadzimy kogokolwiek, to już jest awantura, że ona nawet nie może mieć spokoju we własnym domu.

Nie mogła długo znaleźć pracy. Żadna nie spełniała jej wymagań. Ona się musi wyspać, to na rano jej nie pasuje, w ogóle kto to wymyślił pracować 8 godzin, ona jest wykończona już po 5. W końcu załatwiłam jej etat w tej samej sieciówce z ciuchami, gdzie sama pracuję. Niestety szybko tego pożałowałam - D. kombinuje byleby mieć jak najmniej godzin, a jednocześnie cały czas narzeka na brak pieniędzy.

Co w takim razie robi całymi dniami? Nudzi się i narzeka, na wszystko - na smog, na to, że na stancji nie wolno trzymać zwierząt, że miasto jest za głośne, brzydkie, jest za dużo ludzi.

Przynosi mi wstyd wśród znajomych, kiedy czasami przyłazi po mnie na uczelnię.

Propozycja wyjścia do kawiarni/knajpy - raz z nami poszła, to komentowała tak, że wszyscy się na nas gapili. Bo ona to zrobi sobie herbatkę trzy razy z tej samej torebki, a nie ponad 10 złotych za kawę. Kino - też nie. Zakupy - zapomnij. I nie chodzi tylko o kasę - ona po prostu nie toleruje większych skupisk ludzi.

Znałam wcześniej jej poglądy, ale nazywanie mojego czarnoskórego kolegi, przy reszcie znajomych małpą albo wrzeszczenie zakaz pedałowania na widok dwóch chłopaków trzymających się za ręce w parku, to już przegięcie. Na zwrócenie jej uwagi, zawsze odpowiada tak samo - To nie jest normalne, bo u nas na wsi tego nie ma.

Nie chciałabym zrywać tej przyjaźni, ale mam ochotę wykrzyczeć jej, żeby wracała na tę wiochę skoro nie potrafi żyć w mieście. Nikomu o tym nie mówiłam, bo nie chcę wyjść na tą, co się wypina na dawnych znajomych, bo miasto ją zmieniło.
Sara1234567 Odpowiedz

A powinnaś. Mi by było wstyd z kimś takim się pokazać publicznie

Odpowiedzi (4)
Igraszka Odpowiedz

Dlaczego nie chcesz zrywać tej przyjaźni? To jeszcze jest jakaś przyjaźń?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#ZIWpX

Nie zbieram naklejek na świeżaki w sklepie z owadem.

Moja dobra znajoma ma 5-letnie dziecko i gdy się o tym dowiedziała, to śmiertelnie się na mnie obraziła. Powiedziała, że jestem egoistką i w ogóle nie myślę o innych, bardziej potrzebujących osobach. Doszło nawet do tego, że umieściła na swoim profilu społecznościowym długi post, w którym to narzeka na swój ciężki los, że wszystko ona sama musi robić i że nikogo nie obchodzi los jej biednego synka. A wszystko dlatego, że powiedziałam, że nie zbieram i w sumie nie zamierzam zbierać tych naklejek. Oczywiście post był skierowany w moją stronę, bo udostępniła też mój profil.

Jakiś czas później sprawa przycichła, więc uznałam, że może jej przeszło. Ale gdzie tam! Napisałam do niej, chciałam jakoś załagodzić konflikt (mimo że cała sytuacja nieco mnie śmieszyła), ale usłyszałam tylko, że jej synuś ma przeze mnie depresję, bo nie może dostać tego świeżaka, którego sobie wymarzył. Generalnie to zakończyła naszą znajomość, gdyż cytuję "Ja nie mogę spotykać się z osobą, która krzywdzi moje dziecko! Chyba że zmienisz zdanie, to wtedy zastanowimy się razem z Krzysiem (imię chłopca zmienione), czy dać Ci drugą szansę".

Po tych słowach stwierdziłam, że chyba rzeczywiście nie ma sensu dalej ciągnąć tej znajomości. Szkoda tylko, że jakiś głupi pluszak pokazał, jak bardzo krucha była ta znajomość...
Igraszka Odpowiedz

Ten pluszak nie pokazał jak krucha jest znajomość tylko na jakim poziomie intelektualnym jest ta kobieta

Odpowiedzi (1)
Awtroil Odpowiedz

Bo w tym kraju jak coś jest za darmo to ludziom od...a. Bardzo dobrze że to koniec znajomości, bo nie warto zadawać się z osobą, która potrafi sprzedać przyjaciela za pluszaka.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#DdF5N

Wiecie co jest smutne i zabawne?

Jestem początkującą artystką, nie piosenkarką, nie aktorką, po prostu zajmuję się pewną dziedziną podchodzącą pod sztukę.
I pracuję pod pseudonimem, a moje prace zaczynają być popularne w pewnych kręgach, coraz więcej osób kojarzy moje fałszywe imię.
I to mi daje ogromną radość, to jest spełnianie moich marzeń, które moje rodzina niszczyła mówiąc "z tego nie ma chleba" lub "tylko nieudacznicy to robią".
Moja rodzina przez lata wyśmiewała to co kocham i gdyby nie jakiś impuls z góry, to pewnie wierzyłabym w ich słowa.
Jeden jedyny raz zaryzykowałam, wysłałam swoją pracę do miejsca, w którym mogła zyskać rozgłos, miejsca za granicą.
Kilka miesięcy później dostałam pozytywną odpowiedź, moja praca okazała się sukcesem, może nie na skalę światową, ale kilkaset tysięcy osób się zainteresowało, zaczynam powoli na tym zarabiać.
I teraz mam jakiś zalążek szczęścia w życiu, jestem spełnionym człowiekiem.

Pytacie, co w tym anonimowego?
Moja rodzina, która wyszydzała moją pasję, nie interesowała się, zabraniała mi tego robić, teraz ma pretensje. O co?
Że nie podpisuję tego ich nazwiskiem, że moje prace nie są opatrzone imieniem i nazwiskiem jakie mam w dokumentach, bo mój sukces to ICH DUMA i oni chcą się mną chwalić i och, oni tyle mnie wspierali...
Tu się zdziwią, bo po 18 urodzinach nazwisko zmieniłam, a oni? Oni niczym nie zasłużyli na to, by dzielić mój sukces.

Możecie nazwać mnie wyrodnym dzieckiem, ale w moim domu nie było łatwo, a mój sukces? To MOJE wiele zarwanych nocy, to MOJE ciężkie godziny i dni pracy, to MOJA pasja i to MÓJ sukces w czymś, co negowali.
Jest mi przykro za ich zachowanie, ale wiem, że dobrze robię. Całe życie mnie wyśmiewali mówiąc, że moja pasja to ścierwo, zajęcie dla głupców i artysta to osoba przegrana na starcie.
Osiągnęłam wiele, idę na szczyt, ale pod własnym nazwiskiem, moje nazwisko to moja marka, marka, na którą ciężko pracowałam, latami chowając moje prace tak by nie skończyły jako podpałka do ognia.
Sama się tworzyłam i sama tworzyłam moje prace i nie pozwolę, by moja rodzina zbierała za to laury.
SzarookaKocica Odpowiedz

Dobra, a powiedziałaś im to? Czy tylko kiwasz głową i nic nie mówisz, a to nam opowiadasz że tylko twój sukces?

Odpowiedzi (5)
CzarnaSowa Odpowiedz

Ja dałam się stłamsić i cholernie żałuję. Są rzeczy których się już nie da odrobić w dorosłym wieku tak żeby być zadowolonym z efektów. Trzymaj się i powodzenia!

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#nuGi5

Jestem raczej zadbaną kobietą. Codziennie prysznic, zmiana bielizny i ubrania itp. Zawsze zwracam uwagę na to, aby było bez żadnych plam, uprasowane, wyczyszczone z kociej sierści. Dbam również o depilację każdej części ciała, a że robię to za pomocą maszynek, to szczególnie na nogach dość szybko dorastają niemile widziane włoski.

Mam również kolekcję okresowych majtów. Są one bez dziur i plam, ale to takie typowe, bawełniane, babcine gaciory, w których podpaska super się trzyma i są mega wygodne. Używam ich tylko w te dni, na co dzień lubię delikatną, koronkową bieliznę.

Jakiś czas temu moje dziecię zaczęło ząbkowanie i okres marudzenia. Zbiegło się to z wyjazdem męża, więc czas głównie spędzałam na tuleniu młodego, dla siebie za bardzo czasu nie miałam. Troszkę się zaniedbałam, szczególnie jeśli chodzi o depilację.

Wstaję rano, śniadanie, przebranie dziecka i takie tam, szybkie rozeznanie w lodówce, trzeba iść na zakupy. Dziecko prawie ubrane, lecę jeszcze do łazienki, a tam oznaki czerwonego potoku. Szybka zmiana bielizny, założenie wkładki, bo po co podpaska, skoro to początek, do sklepu kilka kroków.
Dochodzę do sklepu, czuję, że coś za mokro. No ale szybko biorę co trzeba i pędem do domu. Zostało mi około 200 m, aż nagle leżę. Ubytek w chodniku. Jakaś pani podchodzi, pomaga się podnieść, a ja jak lalka z powrotem na ziemię - okropny ból w nodze. Pani pomimo moich protestów zadzwoniła na pogotowie i na moją prośbę po teściową, żeby ktoś przypilnował młodego.

Trafiłam na SOR, gdzie rozcięto mi spodnie, bo noga złamana. Leżałam w samych okresowych gaciach i z nieogolonymi nogami podczas zakładania gipsu. Włosy mam bardzo ciemne i dość grube, przez co moje nogi wyglądały bardzo nieestetycznie, wisienką na torcie była okresowa czerwona plama na babcinych gaciach.

Nigdy nie było mi tak wstyd.
Aleks96 Odpowiedz

Jaka osoba która przebywa w szpitalach nie jako pacjent to powiem krótko. Nas to gówno obchodzi, chociaż nie, akurat gówno nas bardziej obchodzi bo ma znaczenie w diagnostyce. O ile nie masz wesz czy innych żyjątek lub nie jesteś skrajnie zaniedbana (odoleżyny, bród który wżarł się w skórę itp...) to i tak jesteś jedną z najczystszych pacjentów na sorze. Ja rozumiem że każdy ma swoje poczucie komfortu, czystości i tak dalej ale my po chwili po twoim wyjściu nie będziemy pamiętać że istniałaś, także błagam nie dajmy się zwriować i rozluźnijmy trochę te koronkowe stringi ;)

Odpowiedzi (2)
Nefcia Odpowiedz

Nie takie rzeczy widzieli, ale też spotykałam się z podejściem "zawsze zakładam ładną bieliznę, gdybym w razie czego trafiła do szpitala" :P

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#sIDPW

Krótka przypowiastka o tym, jak udało mi się pewną potyczkę ze Śmiercią wygrać.

To nie jest żart, gdybym równo rok i dwadzieścia pięć dni temu nie przestał pić, zapewne nie miałbym okazji pisać tego wyznania. Moje wyniki badań wprawiły w zadumę Panią Doktor i powiedziała tylko tyle: "Panie Arku, pan gra z grabarzem w berka". Te krótkie, żołnierskie słowa wprawiły z kolei w zadumę mnie. Jak to, czyżby brak kondycji, bóle mięśni, stawów, mocno podwyższone ciśnienie, bóle brzucha, codzienny odruch wymiotny, krwawienia z układu pokarmowego i brak apetytu mogły być spowodowane banalną "niedojrzałością czerwonych krwinek", przekroczeniem norm wątrobowych o banalne (tak) 3000 procent i ogólnym zatruciem organizmu? Gdzieżby tam, przecież ja piję sobie tylko rekreacyjnie. Tak właśnie myślał nietrzeźwy umysł.
Dwa miesiące w szpitalu i zajęcia prowadzone przez terapeutów dały mi odpowiednią wiedzę i narzędzia do tego by zrozumieć, jak bardzo podstępną chorobą jest alkoholizm i jak z nim walczyć. Ukazały, że mózg potrafi być bardzo egoistycznym oszustem i dla własnej przyjemności niszczyć karmiące go ciało bez względu na konsekwencje. Obserwacje zmian zachodzących w rozumowaniu w trakcie trzeźwienia otrzeźwiły mnie jeszcze bardziej. Obserwowałem swoje ciało uważnie. Już w szpitalu wrócił apetyt i zniknął odruch wymiotny, ustąpiły krwawienia, metabolizm wracał do normy. Po trzech miesiącach zniknęły popękane naczyńka krwionośne na twarzy i innych miejscach ciała, po sześciu ustąpiły bóle mięśni i stawów. Zacząłem porządkować swoje życie. Miałem naprawdę bardzo dużo szczęścia, że miałem jeszcze kochające osoby wokół, które nie odwróciły się ode mnie i z całych sił pomagały w leczeniu. Miałem dużo szczęścia, że trafiłem na wspaniałych lekarzy i terapeutów, którzy chcieli i potrafili przekazać wiedzę niezbędną w leczeniu i dawali energię niezbędną do tego. Miałem naprawdę dużo szczęścia... Dziękuję.

Dziś mam dobrą pracę i naprawiam skutecznie to, co popsułem.

Jeśli choć jednej osobie moje słowa pomogą w podjęciu walki z nałogiem, to warto było.
Marynowanegrzybki Odpowiedz

Gdyby mój brat w porę się opamiętał jak ty to jeszcze by żył. Powodzenia życzę i wytrwałości

Odpowiedzi (1)
pacynkazeszmatek Odpowiedz

Muszę zapytać, to ile piles i jak często, że doprowadził es się do takiego stanu?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#b4aw8

Chodząc do podstawówki i gimnazjum, nie miałam zbyt wielu przyjaciół, a rola rodziców w moim życiu ograniczała się do krzyków i zmuszania do nauki. Byłam cichą, szarą myszką, kujonką, której wszyscy dokuczali. Chłopcy w klasie nie chcieli mnie tknąć nawet kijem od szczotki, a gdy nauczyciel kazał im siedzieć ze mną w jednej ławce, zachowywali się tak, jakby musieli spędzić lekcję z jakimś mutantem albo kosmitą. W tamtych czasach byłam pewna, że zostanę starą panną, która umrze, nie znając uczucia miłości ani bliskości, jakie może dać drugi człowiek.

Gdy miałam 15 lat, przypadkowo natknęłam się na stronę z anonsami miłosno-erotycznymi. Po pierwszym "szoku" pojawiła się ciekawość, a zaraz potem myśl - dlaczego miałabym nie spróbować tego całego seksu? Zainteresowanie płcią przeciwną już dawno przyszło, poza tym nie zanosiło się na to, żebym w najbliższym czasie miała okazję zaspokoić tę ciekawość z kimś np. ze szkoły albo osiedla. Zatem po rozważeniu wszystkich za i przeciw, odpowiedziałam na ogłoszenie pewnego 30-latka. Nazwijmy go Marek.

Decyzji tej nie żałuję do dziś. Marek nigdy nie zrobił czegoś wbrew mojej woli, był porządnym, doświadczonym człowiekiem. Zanim poszliśmy do łóżka, zapewnił mi odpowiednią wiedzę o antykoncepcji, tym, co i dlaczego dzieje się z ciałami ludźmi w trakcie dojrzewania, a także upewnił się, że chciałam spróbować z nim seksu - a nawet wtedy nie przeszedł od razu "do rzeczy", tylko stopniowo uczył mnie dawać i czerpać przyjemność z pieszczot. Dzięki niemu uwierzyłam w siebie. Z szarej myszki stałam się atrakcyjną, pewną swojej wartości młodą kobietą.

Oprócz łóżka łączyła nas także przyjaźń. Mogłam mu się wyżalić, gdy było mi smutno albo pokłóciłam się z rodzicami. Był dla mnie trochę jak ojciec, z tą różnicą, że nie awanturował się za każdą błahostkę i zamiast wyzwisk, dawał ciepło i zrozumienie.

Nasza znajomość trwała prawie dwa lata. W jej trakcie przeżyliśmy mnóstwo wspaniałych chwil, zarówno w łóżku, jak i poza nim. W pewnym momencie, przestaliśmy się prawie całkowicie zajmować seksem, pozostając przy "samej" normalnej przyjaźni. Potem jednak poznałam swojego obecnego chłopaka, a Marek ograniczył kontakt, nie chcąc, by mój wybranek odczuwał przez niego zazdrość.

A szkoda, bo mimo upływu tych trzech lat, nadal zdarza mi się, że nieco za nim tęsknię.
ZapachZimy Odpowiedz

Bardzo był porządny. 30 letni chłop w łóżku z dzieckiem.

Odpowiedzi (15)
airborn Odpowiedz

Stała się dla niego za stara, stąd ograniczanie seksu.

Zobacz więcej komentarzy (9)
Dodaj anonimowe wyznanie