#QZj5R

O uczynnych sąsiadach słów kilka.

Mam takiego delikwenta w klatce, stary kawaler, lat blisko 50, mieszka z mamusią lat blisko 80. Typowy Ferdek stójkowicz z kilkoma kolegami po fachu, co to stoją dzień w dzień na straży porządku pod klatką z butelkami złocistego napoju.
Wizja szybkiego i łatwego zarobku przyciąga go niczym magnes. Miałem niedawno remont, trzy pary skrzydeł drzwiowych, framugi, wór starej glazury i zdemontowane meble kuchenne. Chłop wycenił swoje usługi na 20 zł, gdy spytałem ile za to chce. Uwijał się niczym mrówka, naprawdę człowieka tak zaangażowanego w pracę ze świecą szukać.

Od tamtej pory minął miesiąc, do dziś przychodzi i pyta, czy nie mam nic do wyniesienia, może śmieci on chociaż wyniesie, może korytarzyk odkurzy, może podłogę ogarnie. Generalnie gość jest całkiem obrotny i przedsiębiorczy. Sąsiadkom niewychodzącym robi zakupy, leniwym wyprowadza pieski, wnosi ciężkie rzeczy, wynosi śmieci, full serwis i niedrogo. Wszystkich "klientów" i zobowiązania z wyprzedzeniem zapisuje w notesie.

Raz go spytałem: - Czemu ty nie idziesz, chłopie, do pracy?
A on do mnie: - A co to, ja nie pracuję? Nienormowany czas pracy, blisko do domu, wypłata zawsze na czas...
chudalydka Odpowiedz

Skoro facet jest szczęśliwy, to co mu więcej potrzeba? :)

Odpowiedzi (1)
Ochraniacz Odpowiedz

Sam pyta o jakieś zajęcie zamiast żebrać? Szanuję :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#IiSyI

Krótka wojenna historia, jakich pewnie wiele się wydarzyło.

Mój pradziadek Michał na początku II wojny światowej wyruszył walczyć, przebył Rosję, Włochy (walczył z Andersem pod Monte Cassino). No, ale nie o tym będzie historia.
Pradziadek, opuszczając w '39 dom, zostawił w nim młodą żonę i dwuletniego syna Henia. Kiedy wrócił z wojny w styczniu '46, oprócz żony i syna zastał w nim rocznego Józia. Zapłakana prababcia powiedziała mężowi, że Józek to "pamiątka" po przejściu Armii Czerwonej. No i co było robić, dziecko niczemu niewinne, życie toczyło się dalej. Pradziadek z prababcią żyli sobie, jakby się nic nie stało, do Henia i Józia dołączyli Szczepan, Lucyna i Zosia.

Mijały lata, najstarszy syn założył rodzinę, potem kolejne dzieci wyfruwały z gniazda. Prababcia dopiero na łożu śmierci, w 1997 roku przyznała się mężowi, że tak naprawdę Józek to nie jest "po Rusku", a po rzeźniku ze wsi obok. Odpowiedź pradziadka? "Marylka, jo żem zawsze wiedzioł, że po Rusku to by kozok taki mundry nie boł, a i łoczy un mo po tym zbereźniku, zaro żem poznoł! Ino przykrości żem tobie i dziecku nie chcioł robić"...
JoseLuisDiez Odpowiedz

To wbrew pozorom zdarzało się i to nie były pojedyncze przypadki. Kobiety wdawały się w wojenne romanse - mąż na froncie, nie ma go całymi latami, czasem zdarzało się, że wszelkie kontakty, czy informacje nagle się urywały i nie wiadomo było, czy jeszcze żyje. Z drugiej strony ludzie mają swoje potrzeby seksualne, czy po prostu bliskości kogoś.
Zresztą żołnierze na froncie też często nie dochowywali wierności swoim żonom.

Odpowiedzi (3)
Cero Odpowiedz

Brzmi jak kochany mąż

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#8nkAm

W moim mieście było kilka hoteli robotniczych (dawne, słusznie minione czasy). W związku z tym po okolicznych osiedlach często kręciły się grupki pijanych, zaczepnych mężczyzn w rozmaitym wieku. Głównie zaczepiali panie, bo cały tydzień poza domem, z dala od żon, walił im na mózg.

Miałam wtedy z 11, może 12 lat, byłam chudym, płaskim podlotkiem. Przyczepił się do mnie jeden z robotników - a to cukierkami częstował, a to kotki chciał pokazywać, a to do kina zapraszał. Nie reagowałam, unikałam jak mogłam. Do czasu, kiedy zaczął się pojawiać pod moją szkołą i domem.

Wracam sobie kiedyś ze sklepu, a tu w bramie mojego bloku stoi ON - mój "cichy wielbiciel". Nie zauważył mnie, więc obeszłam blok dookoła i przez dziurę w płocie wlazłam na podwórko. A tam spotkałam sąsiada, nazywanego przez wszystkich Helmutem. Cholera wie, czy to było imię czy ksywa, w każdym razie Helmut był człowiekiem, który większość życia przesiedział w poprawczakach i więzieniach. Wielki, brzydki, cały w bliznach i tatuażach. Postrach miasta, ale dla "swoich" nieszkodliwy. Honorny facet.

Spotkałam Helmuta, który akurat na ławeczce raczył się winem "Okęcie" i był w nastroju do rozmów. Zapytał skąd wracam, jak tam w szkole, czy babcia na żylaki nie narzeka... I w końcu zainteresował się, dlaczego lezę przez krzaki i dziurę w płocie, a nie bramą? No to mu opowiedziałam o cukierkach, kotkach, staniu pod szkołą i pod domem. Helmut wino dopił, pysk obtarł i poszedł do bramy. Za chwilę wrócił, ciągnąc za sobą mojego prześladowcę. Potwierdziłam mu, że to ten, Helmut kazał mi iść do domu, to poszłam.
Minęła może godzina, pukanie do drzwi, tata poszedł otworzyć, chwilę z kimś porozmawiał i z bardzo zdziwiona miną przyszedł do mnie i powiedział, że Helmut prosił, żeby mi przekazać, że sprawa załatwiona.

I faktycznie, nigdy więcej nie widziałam swojego "wielbiciela". Ale za to strasznie długo musiałam tłumaczyć rodzicom, jakie konszachty łączą mnie z Helmutem.
Tata po tym wszystkim kupił dobrą wódkę i poszedł do niego z podziękowaniami.
A Helmut z właściwą sobie prostotą wyjaśnił mojemu tacie, że "Pan szanowny to od nauki i wychowania jest, a od wpierdolu spuszczania jest on - Helmut".
drinkapijonc Odpowiedz

Każdemu przydałby się taki Helmut :)

Odpowiedzi (6)
Galaretkozerca Odpowiedz

Też chce takiego sąsiada :v

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (41)

#TxOxb

Pracuję za granicą. Sprzątam szkołę specjalną. Głównymi uczniami są dzieciaki z zespołem Downa. Lubię moją pracę, daje mi ogromną satysfakcję... pieniężną oczywiście.

Pewnego dnia operuję mopem, ze słuchawkami na uszach i rozmawiam z mamą. Po skończonej rozmowie widzę jak przygląda mi się uczeń. Lat około 10. Patrzy na mnie z uśmiechem. Podchodzi, klepie mnie po ramieniu i mówi:
- Nie przejmuj się, ja też często mówię do siebie.
;)
amoremio Odpowiedz

I od razu humor lepszy 😊

Odpowiedzi (2)
NFZ Odpowiedz

No widzisz, nie musisz się przejmować 😉😂

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#U0qa8

Po jednej z bardzo zakrapianych imprez w plenerze, około godziny 23, mój przepity mózg postanowił wysłać nogom informację, że muszą podnieść mój zadek i zaprowadzić mnie mniej więcej w okolice domu. Niestety moja koordynacja ruchowa pozostawiała w tym momencie wiele do życzenia, więc marsz szedł bardzo opornie. Niemniej po około godzinie (czyli przejściu kilometra), udało mi się z ogromnym ciężarem w nogach i głowie dojść pod drzwi mieszkania.

W tym momencie mój przepity umysł podpowiedział mi, że należy zachowywać się TSZEŚFFO, żeby nie narazić się na zabicie śmiechem odnośnie mojego stanu przez moich kochanych rodzicieli (nigdy nie pochwalali powrotu ich syna w stanie wskazującym, ale też nigdy nie spotkały mnie żadne nieprzyjemności z ich strony w takiej sytuacji, oprócz oczywiście szyderczego śmiechu-chichu i znęcania się nad moim skacowanym umysłem następnego dnia). Włączyłem pijacki tryb asasyna i zacząłem się skradać. Powoli nacisnąłem klamkę. KLIK! Na szczęście drzwi były otwarte (pierwszy win). Delikatnie wkradłem się do mieszkania (czyli narobiłem mnóstwo hałasu, potknąłem o próg i prawie wywaliłem się na ryj), po czym doszło do momentu kulminacyjnego. Musiałem zdjąć buty, co znaczyło konieczność rozwiązania sznurówek. Oczywiście w stanie wskazującym odległość moich rąk do stóp wynosiła jakieś trzy kilometry, więc, aby ułatwić sobie zadanie, postanowiłem usiąść, aby wykonać swoją misję z należytą dokładnością i w miarę po cichu. Tu jednak nastąpił problem bo... zasnąłem. Na szczęście moja przerwa w kontaktowaniu z wszechświatem trwała krótko i ocknąłem się po minucie (tak mi się wydawało). Na szczęście w mieszkaniu panowała cisza i ciemność - nikt nic nie zauważył (tak myślałem).

Udało mi się uporać z butami, po czym czując się stanowczo zbyt pewnie postanowiłem energicznie wstać. Pewnie myślicie teraz, że wyrżnąłem jak długi i obudziłem wszystkich domowników, ale nie! Udało mi się podskoczyć z podłogi, miękko wylądować na stopach, po czym... zachciało mi się rzygać. I to jak! zawartość żołądka w postaci piwa, wina, wódki i kapki whiskey podsunęła mi się tak wysoko, że niemalże czułem jak wylewa mi się przez oczy i uszy. Tryb asasyna się wyłączył, zastąpił go natomiast tryb: RUN FOR YOUR LIFE. Na szczęście łazienka była nieopodal, więc czym prędzej wskoczyłem do niej, przyklęknąłem przed kiblem jak rycerz do modlitwy przed krucjatą, otwarłem klapę i wypuściłem z siebie demona wprost w ramiona poczciwego kibelka. I tu nastał problem. Bo łazienka była łączona razem z toaletą, a w wannie siedziała moja kochana mama. Zakrywając wszystko co widoczne, z ogromnym szokiem wymalowanym na jej twarzy... Oczywiście ojciec obserwował mnie już od momentu kiedy potknąłem się przy wejściu do mieszkania, umierając ze śmiechu.
I całą konspirację trafił szlag.
Piekarnik97 Odpowiedz

Bardzo podoba mi się twój styl pisania. Samo to sprawiło, że zaczęłam się śmiać :D

Odpowiedzi (6)
BardzoLubieMilke Odpowiedz

Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamieniem

Odpowiedzi (18)
Zobacz więcej komentarzy (67)

#tQcw4

Przechodzę właśnie anginę ropną. Jak wygląda ta choroba - prawie każdy wie. Brak możliwości powiedzenia jakiegokolwiek słowa bez bólu, gorączka prawie 40 stopni. BRAK OZNAK ŻYCIA JAKICHKOLWIEK.

Z racji tego, że mieszkam sama, zwlokłam się z łóżka o godzinie 1 w nocy i mało żywa powędrowałam do kuchni. Czekając, aż woda się zagotuje, wsypałam zawartość saszetki Fervex do kubka i walnęłam nim kilka razy o blat, aby proszek dobrze się rozprzestrzenił, po czym... Poszłam do drzwi sprawdzić kto dobija się do mnie o tej godzinie.
GroszekAlexy Odpowiedz

Małe zaćmienie umysłu, przy chorobie dość częste

Odpowiedzi (6)
CzarnyPan Odpowiedz

Pozdrawiam całą społeczność Anonimowych, którzy chorują! 😉
Zdrowiejcie szybko! 😂💓

Odpowiedzi (21)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#ZYmpu

Jako dzieciak miałam psa, wabiła się Sonia. Był to skundlony, czarny jak smoła labrador, była tylko ciut mniejsza, ciut. Niesamowicie inteligentna (pomyślicie sobie, jak każdy pies dla właściciela, ale nie, ona naprawdę była wyjątkowa, do dzisiaj potrafię oglądać filmy z psami z całego świata, gdzie rozpisują się w komentarzach jaki ten pies mądry i wyjątkowy, a na mnie to nie robi wrażenia, bo Sonia robiła tak samo, a czasem nawet lepiej).

Wracając do historii, była chora na punkcie zdjęć, całe szczęście nie była to era selfie i smartfonów. O ile na spotkaniach rodzinnych każdy śmiał się jak przybiegła na widok aparatu i do dzisiaj jest na pierwszym planie na 90% rodzinnych zdjęć, to na wakacjach nie było już tak super. Wyobraźcie sobie, że wyciągacie na plaży, z torby czy plecaka aparat i zauważacie, że leci na Was wielkie, czarne psisko, szczekając. Pewnie niejedna osoba robiła rachunek sumienia. Na całe szczęście mój tata szybko biegał, więc zazwyczaj zdążył dobiec i wyjaśnić, że ona kocha być fotografowana. Dzięki temu przez 13 lat była na wszystkich plażowych zdjęciach ludzi w promieniu kilkudziesięciu metrów od nas.

Właśnie zastanawiam się, ile osób przeglądało zdjęcia z przyjaciółmi, żonami, dziećmi, czy wnukami i mówiło "o, a ten pies 15 lat temu w Kątach Rybackich wpie*dalał się na nasze wszystkie zdjęcia''.
HejkaNaklejka0 Odpowiedz

Uśmiech na twarzy się sam pojawia po przeczytaniu takiego wyznania, ale to musiał być pocieszny piesek :D

ykanasa Odpowiedz

Pozdrowienia z Kątów Rybackich :D

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (33)

#NLn6k

Piątek, godzina 16, właśnie zaczął się mój ostatni wykład tego dnia. Czuję w kieszeni wibracje, wyciągam telefon, widzę, że dzwoni mama. Wyłączam, piszę SMS, że oddzwonię później. Ale mama dzwoni i dzwoni. Zaczynam się martwić, korzystając z tego, że wykładowca rozmawiał z dwoma studentami odbieram. Cicho mówię "halo", słyszę, że mama płacze. Mówi, że moja siostra miała wypadek, że jest operowana, a jej stan jest krytyczny. Mówię jej tylko "trzymaj się, już jadę". Zrywam się z miejsca i wypadam z sali jak wicher.

Studiuję w mieście oddalonym o 1,5 h jazdy pociągiem od miasta rodzinnego. Biegnę więc na dworzec, patrzę na rozkład - jeden pociąg odjeżdża za kilka minut. Następny za 2 h. Dosłownie przeleciałem na odpowiedni peron, pociąg już stał, większość drzwi zamknięta, bo zaraz odjazd. Wpadam do wagonu (bezprzedziałowy), siadam na pierwszym lepszym miejscu. Próbuję się uspokoić, ale jestem tak zdenerwowany, że ledwo oddycham.

Pociąg rusza, jedziemy już jakieś 40 minut, gdy do wagonu, w którym siedzę, wchodzi konduktor. Jak go zobaczyłem, przypomniało mi się, że nie mam biletu. Pomyślałem, że kupię u niego. Problem w tym, że wylatując jak wariat z sali wykładowej nie wziąłem plecaka. Miałem przy sobie telefon, kilka drobniaków, chusteczki. Kontroler podchodzi, dukam coś o bilecie, szukam jakichś pieniędzy. Pytam, ile kosztuje bilet do mojego miasta. Normalny, bo legitymacji nie mam. On mówi, że 26 złotych plus dopłata za kupno w pociągu. Mam przy sobie 4 zł 74 gr. Kontroler każe mi wstać, mówi, że będzie mandat, że mam wyjść. Wszyscy w wagonie na nas patrzą.


Tłumaczę mu, że nie mogę wyjść, że siostra miała wypadek, że jest w bardzo ciężkim stanie, że muszę zdążyć. On jest nieugięty, pewnie myśli, że kłamię. Mam dość. Wiem, że jeśli wysiądę teraz, będę na stacji na kompletnym zadupiu. Że nie zdążę. Zaczynam płakać. Mam 22 lata, prawie 180 cm wzrostu i płaczę jak dziecko, tłumacząc mu, że muszę jechać do siostry. Facet nie wie co zrobić, mówi coś o przepisach. Nagle podchodzi do nas młoda dziewczyna. Pyta, ile mi brakuje, mówi, że ma 10 zł. Dalej za mało, ale inni też podchodzą. Uzbierali mi na bilet. Obcy ludzie, których widziałem pierwszy raz w życiu. Ktoś przy mnie siada i mnie przytula, pociesza. Gdy wychodzimy, jakiś chłopak mówi, że tu obok stacji ma auto, to mnie odwiezie do szpitala.



Nie wiem, jak mam im dziękować. Zdążyłem. Byłem w szpitalu o 18:05. Moja siostra o 18:15 się przebudziła, poznała mnie i mamę. O 18:27 zaczęła się reanimacja, po około 40 minutach Ewcia zmarła.


Dziś od tego wydarzenia mijają prawie 3 lata. Do tej pory trudno mi uwierzyć, że obcy ludzie dosłownie kupili mi ostatnie minuty z siostrą.
Biola Odpowiedz

Boże,nie spodziewałam się takiego smutnego zakończenia..współczuję Ci bardzo

TimeyWimey Odpowiedz

Zatkało mnie. Totalnie mnie zatkało, mam łzy w oczach. Nie wiem nawet co więcej tutaj napisać...

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (87)

#4TaTF

Jakiś czas temu do kościoła przyszedł pewien nastolatek. Kościół pusty. No i siedzi. Niestety musiałem wychodzić i nie zdążyłem wtedy porozmawiać (a bo tak na marginesie, to jestem księdzem ;)). Kilka dni później też przyszedł. Znowu się stało tak, że nie mogłem porozmawiać.
Po pewnym czasie dostrzegłem w tym pewien schemat. Chłopak przychodził zawsze we wtorki i czwartki około godziny 17. Po kilku tygodniach okazało się, że nie mam nic do roboty, więc mogłem pójść i zapytać go, czy coś się nie stało.
Wiecie co mi odpowiedział? Że teraz powinien być na treningu karate, ale zbiera pieniądze na konsolę :D
porywaczmozgu Odpowiedz

Ooo ksiądz na anonimowych!

Odpowiedzi (11)
Asceptio Odpowiedz

Młody nie napisze w przyszłości wyznania o tym, jak karate my uratowało życie, a szkoda.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#ie7Or

Ludzie piszą o zabawkach w dorosłym życiu, no to ja też.

Lat miałem może 6, siostra z 4. Rodzice kupili siostrze maskotkę, jeża. Taki wielkości pomarańczy, brązowe "kolce", niebieski pyszczek, wyszyty czarnymi nićmi nosek, oczka czarne, plastikowe. No to mały ja MYK, jeż jest mój. No i wojna, oboje płaczemy, że chcemy jeża. No to rodzice kupili nowego, podobnego, ale niebieskawy. No i znowu wojna. Tak do chyba czwartego jeża, potem siostra się przerzuciła na kotki.

No ale ona ciągle się rozmyślała, a ja ciągle, że chcę jeżyka. Wakacje nad morzem? Jeż z bursztynami. Wyjazd na narty? Jeż-narciarz. Znowu nad morze? Jeż z muszelkami. Każdy napotkany pluszowy jeż też musiał być mój.

Wszyscy wiedzą, jak bardzo kocham jeże. Moja dziewczyna zawsze też mi jakieś kupuje. Za kilka(naście) lat mój syn pewnie wrzuci do Internetu historię "mój stary to fanatyk jeży, cały dom zawalony jeżami". Na drodze jak widzę rozjechanego jeża, to się zatrzymuję i spycham go na pobocze, żeby spoczął we "względnym" spokoju. Ostre hamowania przed jeżami to też norma. Spotkam jeża w parku? Biorę go i bronię przed psami. 1% z podatku odprowadzam na fundację "Jerzy dla Jeży". No po prostu kocham jeże.

Teraz jak to opisuję, to w zasięgu wzroku mam 14 jeży (zabawek). W aucie jeżdżą ze mną 3. KAŻDY ma imię i funkcję w mojej "jeżowej społeczności". Jest jeż prezydent, jeż rajdowiec, jeż policjant, mam nawet takiego, co chyba miał służyć jako zabawka edukacyjna "jak rodzą się dzieci" - ma kieszeń na małe jeżyki w wiadomym miejscu. Marzę o małej hodowli jeży pigmejskich. Mam ponad 20 lat, nie zasnę bez przynajmniej jednego z nich obok mnie, kilka mam takich, co robią za poduszkę, pościel w jeże też mam.

Dziewczyna na szczęście to akceptuje i śpimy w trójkę, a nawet w czwórkę i piątkę :)
margolin Odpowiedz

Pamiętam jak w gimnazjum, latem na boisku grupką dziewczyn znalazłyśmy martwego jeża.
Wuefista musiał go pochować bo rozryczane nastolatki nie chciały ćwiczyć. :/

Odpowiedzi (2)
Esmahan Odpowiedz

"mój stary to fanatyk jeży, cały dom zawalony jeżami". - rozbawiło mnie to! 😂

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (88)
Dodaj anonimowe wyznanie