#mT6iL

Był czas, że pracowałem i jednocześnie studiowałem zaocznie w mieście oddalonym o 70 km.

Żeby było taniej, w czasie zjazdów nocowałem u kumpla. Zresztą często zajęcia kończyły się po ostatnim autobusie powrotnym.

I to był jeden z takich dni. Wracaliśmy nocnym z zajęć, kiedy na przystanku wsiadło dwóch bandziorów z owego czasu: adasie na nogach, ortalionowe spodnie, skórzane kurtki i tona złota w formie różnych łańcuchów. W autobusie tylko ja, mój kumpel, u którego nocowałem i kierowca. Panowie podeszli i grzecznie poprosili, żebyśmy wyskoczyli z fantów.

Mój kolega sięgnął prawą ręką do lewej kieszeni (nie wiem dlaczego to nie wydało się oprychom podejrzane. Naprawdę nie wiem...), po czym ją wyprostował. Jeden z panów bezwładnie obalił się na ziemię, gdzie zaczął brudzić krwią podłogę. Kolega miał w ręku pałkę teleskopową.

Przez chwilę zapadła taka cisza, że myślałem, że silnik przestał działać i autobus stoi w miejscu. Po chwili jednak autobus naprawdę się zatrzymał na najbliższym przystanku. Kierowca otworzył drzwi, pomimo że nikogo na przystanku nie było, i grzecznie poczekał, aż pan przytomny wywlecze pana krwawiącego z autobusu, zostawiając za sobą malowniczy krwawy ślad.

Wysiedliśmy na swoim przystanku jakieś 10 minut później.

Nie słyszałem o żadnych doniesieniach w mediach o tym zdarzeniu, żadne służby nas nie szukały, nikt się nie mścił.
Sasai Odpowiedz

Trafił wam się legendarny kierowca autobusu który jest dobrym ziomkiem i nie nakablował. Teraz to wasza kolej żeby klaskać :D

Odpowiedzi (1)
Czerwonaswinia Odpowiedz

No tak. Oni byli we dwóch, a wy byliście sami....fujary

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#oHYGa

U mnie w domu nie mogę mówić do rodziców np. "podaj", muszę mówić "czy może mi mama podać", nie mogę też mówić "chodź", tylko "czy może mama/tata podejść" albo "tata, może już tata przyjść". To jest okropne, czasem w jednym zdaniu muszę mówić użyć słów mama/tata (gdybym tak nie powiedziała, uznane by to było za brak szacunku).

Czasem wychodzą zdania typu "czy może mama kupić X, bo ja nie mogę z mamą jechać do sklepu". Mam 22 lata i mam 3 dorosłych braci. Każdy z nas musi tak mówić. Kiedyś znajoma rozmawiała z mamą przez telefon i powiedziała "to otwórz garaż", byłam w szoku, że mówi do mamy tak bezpośrednio, u mnie musiałabym powiedzieć "może mama otworzyć garaż".
Sasai Odpowiedz

Ja mówię do swojej mamy na "ty" i na końcu lub początku zdania dodaję "mamo"

Odpowiedzi (1)
BlackMirror Odpowiedz

Takie mówienie kojarzy mi się z dystansem. Ja tak zwracam się do teściów a do swoich rodziców mówię normalnie

Zobacz więcej komentarzy (40)

#AY7IH

Zainspirowana wyznaniem o spektakularnych glebach, postanowiłam opisać własną.

Zmarła matka mojej ciotki, niby daleka rodzina, ale nadal rodzina. W dzień pogrzebu przetrzymali mnie dłużej w pracy, więc pędziłam, żeby się nie spóźnić. Chciałam jak najszybciej wejść do kościoła, przeskoczyłam więc kilka schodów. Oczywiście potknęłam się na którymś i wyłożyłam plackiem przed głównymi drzwiami, waląc w nie jeszcze głową. Musiało mnie na chwilę zamroczyć, bo kiedy się ocknęłam, stali nade mną jacyś panowie i pytali, czy wszystko w porządku. Czerwona jak burak podziękowałam za pomoc i weszłam do środka, żeby schować się między ludźmi.

Niby typowa gleba, nic szczególnego, gdyby nie fakt, że następnego dnia w pracy wszyscy plotkowali o tajemniczej grzesznicy, która w ramach pokuty musiała leżeć krzyżem pod kościołem :D
Mszyca Odpowiedz

Spodziewalam sie wyznania o tematyce geologicznej, wyrazajacego zachwyt nad zyznoscia ziemi.

Odpowiedzi (2)
doznudzenia Odpowiedz

Wyznań swoich nie wrzucam, więc niech będzie tu, bo mi się przypomniało:
Impreza firmowa, wiadomo alkohol był, do domu odstawia mnie taksówką jeden z szefów, w taxi jeszcze kierownik i współpracownik. Kobietę odstawiają pierwszą, żeby bezpiecznie dotarła do domu. Wysadzają mnie przed moim blokiem, kilka schodków i drzwi. Na ostatnim schodku się potknęłam (bo miałam szpilki, których normalnie nie noszę +%), wywalilam się na kolana uderzając głową w barierkę, tak że aż zadźwięczało, przy okazji pokazując mój zad pod sukienką. Tak, widzieli. Uciekłam do klatki. Był guz i wstyd, i mega kac moralny i alkoholowy. Ale od tej pory szefu odstawiał mnie do domu jako ostatnią, żeby oszczędzić mi ewentualnego wstydu przy innych, bo sam by chciał, żeby jego córką, czy żoną też się ktoś zajął.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#1vlhb

Kojarzycie tego mema z kotem przy komputerze i podpisem "Andrzej, to jebnie"? Otóż...

Akcja dzieje się w czasach, gdy mem był popularny. Ja to cicha i spokojna licealistka, nigdy w życiu nie przeklinałam ani nie powiedziałam żadnego brzydkiego słowa. Po prostu grzeczna, ułożona dziewczynka z aureolką nad głową.

Siedziałam w pokoju, czytając książkę, a mój ojciec przykręcał półkę do ściany. Chwilę patrzyłam na to, co robi, a potem nie wiedzieć czemu mimowolnie powiedziałam "Andrzej, to jebnie".

Tata patrzy na mnie w szoku, ja sama w szoku, czemu powiedziałam to na głos. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że tata faktycznie ma na imię Andrzej, a mema na pewno nie kojarzy.

Nigdy więcej przy nikim nie przeklęłam na głos :)
Legendka Odpowiedz

A bylo tacie mema pokazac I tez by sie posmial.

Odpowiedzi (1)
CzarnaSowa Odpowiedz

No ale jebło czy nie?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#sulPc

Kilka lat wstecz, kiedy szczytem moich możliwości z uwagi na fakt studiowania było pracowanie w sklepie.
Pora letnia; ludzie wolą byczyć się nad wodą niż przyleźć na zakupy do małego osiedlowego sklepiku.

Mimo zrobionego przeciągu na przestrzał (okno na zapleczu otwarte na oścież, drzwi wejściowe również), powietrze stoi w miejscu. Ostatni klient jakieś pół godziny wcześniej, w pobliżu nikt się nie kręci, a mnie zawirowało w jelitach. Myślę se "pierdzielę, nie wychodzę, przecież to tylko bączek". Zwieracze rozluźnione, spomiędzy pośladków wydobył się najdłuższy i najgłośniejszy bąk, jaki tylko dane było słyszeć w moim życiu. Smród, kiedy tylko doszedł do moich nozdrzy, momentalnie postawił mnie na nogi. I wtedy wszedł klient. Podszedł do lady, spojrzał na mnie, na otwarte drzwi, na widoczne otwarte okno, znów na mnie i spytał:
- Szambo wybiło?
Odpowiedz

moje lico zostało opatrzone jedynie soczystym rumieńcem ;)

Odpowiedzi (1)
Beebee Odpowiedz

A ty co odpowiedziałeś ??

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#HDdlp

Słyszeliście może kiedyś o samoprewencji?

Mam depresję od ponad 10 lat, cały czas mam myśli samobójcze, parę nieudanych prób za sobą. Ale znalazłem sposób, aby żyć. Otóż żyję na kredyt, załóżmy, że mam myśli samobójcze i biorę kredyt na 6 lat na jakąś tam sumę, której nie spłacę w jednym roku ze względu na to, że mnie na to nie stać. Wtedy muszę żyć kolejne 6 lat, aby spłacić kredyt, bo  w razie samobójstwa dalsza rodzina zostałaby obciążona kredytem, dlatego nadal sobie żyję. I tak od kredytu do kredytu.

Jedni powiedzą, że to głupota a ja powiem, że to samoprewencja. Może i głupia, ale działa. Jak spłacę obecny kredyt, to wezmę mieszkaniowy i będzie spokój z myślami samobójczymi na 30 lat.
majer Odpowiedz

A mówią że przez kredyty ludzie się wieszają.

Odpowiedzi (2)
36873 Odpowiedz

Nie chcę Cie dobijać :P Ale istnieje takie coś jak "Odrzucenie spadku" spadkiem są również długi, jakie denat zaciągnął. Więc rodzina nic by nie musiała spłacać :)

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#XR7KX

Kocham swoją rodzinę. Męża, córkę... Jestem szczęśliwa, mając ich obok siebie na co dzień.
Z natury jestem jednak samotnikiem, zawsze byłam.
Dlatego kiedy mąż planuje kilkudniowe wypady "gdzieś tam" przy długich weekendach czy podczas ferii lub wakacji, czasem ze smutną miną oznajmiam, że nie dostałam urlopu na te dni i niestety nie mogę jechać z nimi.
Gdybym powiedziała wprost, że chcę pobyć sama, byłoby im przykro, szczególnie córce.

To są MOJE dni. Mam urlop, spędzam go SAMA, w ciszy i spokoju, grając sobie bez żadnej asysty za plecami w moje ulubione gry, leżąc cały dzień w łóżku w piżamie i czytając książki. Trzy dni samotności i świętego spokoju daje mi więcej relaksu i odpoczynku niż najlepszy wyjazd z rodziną.
SenecioRowleyanus Odpowiedz

No i git, chociaż szkoda, że nie masz takiej relacji, żeby powiedzieć też partnerowi.

Odpowiedzi (5)
CyraneczkaZKoviru Odpowiedz

To może powiedz mężowi? Jak wyjeżdżają okłamujesz go ciągle że w pracy jesteś? To przykre że nie masz takiej szczerej i prawdziwej relacji z swoim mężem. I tak on tego prawdopodobnie teraz nie zrozumie. Tylko i wyłącznie dlatego że go okłamujesz a nie dlatego że czasami lubisz pobyć sama.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#BkN1d

Dziewczyna mnie zostawiła. Nie mogłem się pozbierać emocjonalnie. Chciałem odreagować i poczuć się jak gówno, więc wypiłem 6 piw, zadzwoniłem na nr z anonsu towarzyskiego i się umówiłem.

Jestem na miejscu, dzwonię, podaje mi dokładny numer mieszkania. Wchodzę do windy, a tam taki smród, jakby ktoś się zesrał... Wstrzymuję oddech, wysiadam z windy, trochę mi się zakręciło w głowie. Pukam, otwiera półnaga dziewczyna. Wchodzę i... rzygam jej na chacie w przedpokoju.
Rzuciłem jej 100 zł na ziemię obok wymiocin i uciekłem.

Nie zapomnę jej wyrazu twarzy. Była naprawdę zdziwiona.
MartinoItaliano Odpowiedz

Otworzyła Ci drzwi a Ty sie zrzygałeś?? Dziewczyna teraz bedzie mieć kompleksy przez Ciebie....

PurpleLila Odpowiedz

Chciales poczuc się jak gowno, a poczułes gówno. Życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać

Zobacz więcej komentarzy (7)

#ifvjl

Jestem pielęgniarką.
Większość osób twierdzi, że to "gówniana" robota i najgorsze jest wycieranie miejsc intymnych pacjentów ze stolca czy innych wydzielin ludzkiego ciała.
Mogę Was zapewnić, że to jest nic w porównaniu ze śmiercią chorego.
Dla mnie fizjologia to nic strasznego, ot, każdy to robi, tak jesteśmy stworzeni.
Jednak nie mogę znieść tych błagających o pomoc oczu.
Swojej bezsilności w tym wszystkim.
Po każdej śmierci przychodząc do domu płaczę i modlę się za tą osobę.
Większość ludzi, kabaretów, polityków opowiada bajki, jakoby cały dzień siedzimy w dyżurkach i pijemy kawusie.
Nikt nie widzi naszych postrzępionych dusz i wylanych łez.
Na studiach uczyli nas, aby nie przywiązywać się do pacjentów, ale uwierzcie mi, tak się nie da. W tych momentach stajemy się ich przyjaciółmi. Na te kilka tygodni, miesięcy, jesteśmy ich wsparciem, psychologiem.
Kocham ten zawód, uwielbiam, jak pacjenci wychodzą do domu w otoczeniu szczęśliwej rodziny.
Jednak za każdym razem jakaś cząstka mnie pęka, gdy ktoś umiera mi na rękach.
Igraszka Odpowiedz

Podziwiam Cię i jestem wdzięczna, że są takie osoby

Odpowiedzi (1)
idaemean Odpowiedz

Od śmierci mojej Babci minął prawie rok. Czytając Twoje wyznanie znowu przypomniały mi się jej oczy. Były już zamglone, odchodziła, ale cały czas patrzyła na mnie, chociaż w pokoju było pełno ludzi z rodziny. Nigdy nie zapomnę tego wzroku,żalu, jakby nieme wołanie o pomoc,strach. A ja nie mogłam nic zrobić. Tylko patrzeć.
Dlatego podziwiam Cię,że wykonujesz ten zawód. To bardzo trudna praca,nie dla każdego,ale cholernie potrzebna. Na pewno robisz wiele dobrego. Pozdrawiam.

Zobacz więcej komentarzy (16)

#u79zB

Miałam 16 lat, gdy przyszedł na świat mój brat. W ten dzień czułam, jakbym to ja urodziła dziecko. Wiedziałam, że to ja będę się nim opiekowała i że muszę go chronić. Niestety przed naszą matką.
Odkąd pamiętałam w domu było piekło. Melina zmieniała się choć na chwilę w normalny dom tylko przed wizytą pani z MOPS-u. Co chwilę inny "tatuś" w domu, wizyty znajomych zakrapiane alkoholem, bicie, wyzywanie od najgorszych, przypalanie mojego ciała papierosami czy dawanie mi piwa dla zabawy przy kolegach było codziennością. Nie raz musiałam chodzić po różnych innych "domostwach" tego typu i szukać matki, gdy nie wracała po 22 do domu, bo bałam się zostawać sama w nocy, albo spać w zamkniętej łazience, żeby nie dobierał się do mnie kolejny kolega matki, która w tym czasie spała pijana lub naćpana.
I do takiego domu trafiło niewinne maleństwo. Matka całą odpowiedzialność za dziecko od razu zrzuciła na mnie. Wiele razy nie szłam do szkoły, tylko zostawałam w domu, bo na przykład dziecko było chore. W końcu brat zaczął nazywać mnie mamą. Zajmowałam się nim najlepiej jak umiałam.
Gdy skończyłam technikum, poszłam do pracy, znalazłam kawalerkę i wystąpiłam o bycie matką zastępczą. Sprawę wygrałam, a nasza rodzicielka skwitowała to słowami - w końcu mam tego bachora z głowy.
Kiedy ktoś pyta, czy to moje dziecko, to zawsze odpowiadam, że tak.
Wiedziałam o tym już w dniu jego narodzin.
RuskiTapczan Odpowiedz

jesteś silna, życzę Ci jak najlepiej!

Arszenik Odpowiedz

Rozumiem, że czujesz się jego matką, bo przejęłaś nad nim opiekę i masz prawa rodzicielskie. Jednak zastanawia mnie to, czy kiedykolwiek powiesz mu, że jesteś jego siostrą. Jak zacznie pytać o ojca to co mu powiesz? Mimo wszystko życzę Wam jak najlepiej i podziwiam Cię, że tak wspaniale zajęłaś się braciszkiem. Życzę powodzenia i dużo dobrych chwil:)

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie