#9isjI

Około rok temu poznałem kobietę, przez miesiąc ukrywała fakt posiadania dziecka. Stwierdziła, iż zrobiła to po to, żebym mógł ją lepiej poznać, zamiast skreślić na początku. Już wtedy powinienem dać sobie spokój, ale serce już zdążyło zabić.

Piękna sielanka bardzo szybko się kończy, zwłaszcza po zamieszkaniu razem. Bardzo szybko doszło do mnie, że każdy wieczór będziemy spędzać w domu, ewentualnie na spacerze, bo nie ma z kim dziecka zostawić, bo w przeciwnym razie trzeba je wieźć do jej matki 60 km dalej i rano odebrać, a to wiąże się z trzeźwymi weekendami. Ja mam 27 lat i nie chcę spędzać życia jak emeryt. Popukać się też jak młodzi ludzie nie bardzo mogliśmy, ewentualnie w nocy, i to po cichu, żeby małej nie zbudzić. Już wtedy zaczynało mnie to wszystko irytować. Ona nie pracowała, bo mała miała 4 lata i chciała się nią zajmować. Już wtedy powinna mi się zapalić czerwona lampka, dlaczego dziecka nie można oddać do żłobka, a ona do pracy.

Doszło do mnie po czasie, że jako facet w tej relacji zawsze będę pełnił rolę drugoplanową i moje potrzeby zawsze będę na drugim miejscu - ja śpię w salonie, bo mała chce z matką, na wypadzie w góry musimy wracać, bo mała zmęczona. Chcę sobie obejrzeć coś w TV - nie, bo mała chce akurat bajkę itd. Paradoksalnie rękę po hajs wyciągała, kiedy pokazałem jej, że potrafię kupić małej to czy tamto, ale decyzji odnośnie wychowywania już nie mogłem podjąć. To nic, że mieszkali u mnie i żyli za moje, ale kto by się na to patrzył.

Czara goryczy przelała się, kiedy mała utopiła mój telefon służbowy, gdzie były wszystkie kontakty do klientów i inne ważne rzeczy. Uniosłem się na nią i usłyszałem od matki, że nie jestem jej ojcem i nigdy nie będę i mam nie podnosić głosu na jej dziecko.

Wylała mi na głowę kubeł zimnej wody. Poczułem się tak jakby ktoś mnie uderzył tępym narzędziem. Emocje wzięły górę i kazałem jej zabierać małego bachora i wyp…ć z mojego życia.

Była to najlepsza decyzja, jaką podjąłem od dłuższego czasu. Czuję w tym momencie psychiczną ulgę. Skończyło się znoszenie jej humorów i humorów małej, bo matka nie potrafiła zapanować nad własnym dzieckiem. Skończyło się oglądanie jej byłego faceta, który przychodził do dziecka i który wtrącał się na tyle, że w pewnym momencie miałem wrażenie, że jest nas w związku troje. Skończyło ogołacanie z hajsu, bo wszędzie gdzie byliśmy musiałem liczyć wydatki razy trzy, nie mówiąc już o lekach w razie choroby, ubrankach itp., które ja pokrywałem w większości. Żadnego pożytku z takiego związku. Seksu jak na lekarstwo, no bo nie ma kiedy przy wszędzie obecnym dziecku, które ma ADHD. Moje inne potrzeby też były marginalizowane lub ignorowane, no bo dziecko.

Nigdy więcej takiego bagna i jak najdalej od samotnych matek. Tylko bezdzietne.
VelaLynx Odpowiedz

A ja rozumiem furię użytkownika.

Odpowiedzi (11)
PaniZdzisia Odpowiedz

No cóż, zatajenie posiadania dziecka przez kobietę było głupie i karygodne. Natomiast dla mnie dorosły facet, który pisze o "pukaniu" i którego przeraża wizja trzeźwych weekendów to jakaś patologia. No w sumie niezła była z was para, taka zupełnie niedojrzała ;).

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (38)

#SPoh6

Od lat jestem wielką fanką skoków narciarskich. Mój mąż, wiedząc o mojej pasji, co jakiś czas robi mi prezenty w postaci różnych gadżetów związanych ze skokami.

W moje urodziny przyszedł do domu z bukietem kwiatów i dużym, kolorowym pudełkiem, w którym ewidentnie coś się ruszało. Jakież było moje zdumienie, kiedy się okazało, że w pudełku jest mały kotek. Miał czerwoną obróżkę z doczepioną karteczką. Było na niej napisane MACIEK.
Mąż powiedział:
- Niestety, nie udało mi się dostać nigdzie Kamila Stocha, ale za to załatwiłem dla ciebie Macieja Kota.
Znajomi robią teraz wielkie oczy, kiedy im mówię, że Maciek Kot zamieszkał u mnie w domu...
AntekBezMajtek Odpowiedz

Przedstawię ci Macieja kota; fascynujący z niego facet. Całymi dniami tkwi w fotelu i lekceważy każdą pracę.
Banaszak mieszkała z nim pierwsza :)

Odpowiedzi (1)
czteryporyiseler Odpowiedz

I jeszcze Żyły sobie dla ciebie wypruwa.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#0Uepk

Nie kocham swojego dziecka.

Ola była planowana. Bardzo planowana. Staraliśmy się o dziecko przez ponad 5 lat. Gdy zobaczyłam dwie kreski na teście, bardzo się ucieszyłam. I to by było na tyle z ciążowych radości. Sam pierwszy trymestr był całkiem w porządku, poza zmęczeniem. Kiedy na pierwszym usg zobaczyliśmy bijące już serduszko, mąż ścisnął mnie za rękę wzruszony, a ja się tylko uśmiechnęłam. Nie czułam nic, żadnego instynktu macierzyńskiego, żadnej radości, bardziej ciekawość. Wszyscy znajomi, nawet koleżanki w pracy gadały jedynie o mojej ciąży i dzieciach. Ja chciałam spotkać się na kawę, pogadać o tym, co słychać, poplotkować, a nie ciągle mielić o moim brzuchu. Przy drugim usg widzieliśmy już fikające w brzuchu dziecko, ruszające rączkami i nogami. Przyznaję, to było fascynujące i takie nierealne, jednak nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Kiedy po porodzie położyli mi dziecko na piersi stwierdziłam, że jest brzydkie jak noc. Całe opuchnięte, pomarszczone, czy to na pewno moje? :)…

Zaczęłam się trochę niepokoić, gdzie ten cholerny instynkt. Chyba powinnam już zacząć kochać to tak bardzo wyczekane dziecko, prawda? Tak się nie stało. Ani miesiąc później, ani dwa, ani pół roku później. Kiedy w końcu jako tak zaczęło bardziej reagować na bodźce, uśmiechać się do mnie, pomyślałam, że może jednak w końcu się polubimy. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie nienawidziłam mojego dziecka, z czasem je nawet polubiłam, ale nigdy go nie pokochałam jak np. swojego psa. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, bez spacerów rano, zabaw z piłeczką i domu bez jego zapachu. Natomiast jeśli chodzi o moja córkę, to zajmuje się nią, bo wiem, że trzeba ją nakarmić, przewinąć, pobawić się. Nie robię tego z niechęcią. Robię to, bo chcę, bo decydując się na dziecko wiedziałam, że tak będzie. Jednak nie czuję tej wielkiej miłości. Przytulam, bujam, rozmawiam, uśmiecham się do niej, ale jeśli miałabym wybrać czyje życie uratować, to z pewnością byłby to mój pies…

Rozmawiałam o tym z psychologiem. Nie widzi w tym nic złego, twierdzi, że miłość jeszcze przyjdzie, ale ja czuję się, że zawiodłam w byciu matką. Przekopałam wiele stron i wiem, że nie tylko ja nie pokochałam od razu swojego dziecka, jednak u mnie trwa to już ponad rok, a ja nadal tylko lubię swoją córkę. Nie żałuję decyzji o dziecku, ale boję się, że nigdy nie pokocham jej tak jak powinna kochać matka.
naszapasza Odpowiedz

Po urodzeniu tez mi sie wydawalo, ze nie kocham synka. Na poczatek zwalalam wine na depresje, potem sie obwinialam, ze nie mam instynktu bo nie kocham go wystarczajaco mocno. Tez wolalam spedzac czas ze swoimi psiakami. Lubilam sie nim opiekowac ale nie tak bardzo jak powinnam. Pewnego dnia mielismy z synkiem wypadek samochodowy. Nic groznego ale musial zostac na obserwacji w szpitalu. Ile godzin przeplakalam to nie zlicze. Siedzialam tam caly dzien i noc. Wtedy do mnie dotarlo, ze kocham go i od zawsze go kochalam.
Ty tez kocham swoja corke. Nie odbilo ci na jej punkcie, nie jestes jedna z tych matek co nie widza swiata poza dzieckiem ale widac, ze ja kochasz i nie masz sie czym martwic :)

rockandrollqueen Odpowiedz

Co prawda nie pamiętam pierwszych lat mojego życia, ale od osób trzecich wiem, że moja mama miała dokładnie tak jak ty i trwało to jakieś 5 lat. Na 2 lata mama nawet wyjechała, bo macierzyństwo zaczęło ją męczyć i wychowywał mnie tylko tata. Dziś dobiegam 30 i mam z mamą świetny kontakt, jest moją najlepszą przyjaciółką i wiem, że mnie bardzo kocha, po prostu to czuję. Nie ma dla mnie znaczenia, że nie potrafiła mnie kochać, gdy byłam małym dzieckiem, miłości nie da się wybrać i w siebie wmusić.
Nie obwiniaj się, daj sobie czas, tak dużo czasu, ile będziesz potrzebować. Może miłość przyjdzie, a może nie, bo może to nie jest po prostu dla ciebie. Nie ma w tym nic złego, możesz mieć z dzieckiem świetny kontakt pomimo tego, że nie czujesz instynktu macierzyńskiego, możecie być po prostu dobrymi przyjaciółkami.

Zobacz więcej komentarzy (15)

#s51wS

Sytuacja, która mi się przytrafiła, miała miejsce rok temu w osiedlowym sklepie spożywczym. Wielkie święto - Tłusty Czwartek. Chcąc zakupić pączka, kulturalnie przywitałem się z ekspedientką, po czym powiedziałem:
- Poproszę pączka.
- Którego? - spytała.
Niezdecydowany rzuciłem, że obojętne.
- Proszę pana - kontynuowała - gdyby to było obojętne, to ludzie zamiast w usta, to by się w dupę całowali.

I tak oto ja, jako młody 20-letni mężczyzna, zostałem zgaszony przez kobietę w podeszłym już wieku :)
Selevan1 Odpowiedz

Są tacy co to lubią. *Rozgląda się nieśmiało*

Odpowiedzi (2)
Niezywa Odpowiedz

Głupio powiedziała.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#CDpY6

Sytuacja miała miejsce jakieś 15 lat temu, kiedy byłam jeszcze brzdącem uczęszczającym do 1 klasy podstawówki. Jedną z umiejętności, które miałam tam posiąść, było rozwiązywanie prostych zadań matematycznych. Pamiętam, że każde dziecko miało swój zeszycik, w którym obliczało zadane działania. Zeszyt był następnie zabierany przez nauczycielkę do oceny. Po jednym z takich sprawdzianów byłam z siebie bardzo zadowolona, bo obliczenia nie sprawiły mi wielkiej trudności. Byłam więc bardzo zdziwiona, kiedy zeszyt wrócił do mnie z niezbyt wysoką oceną.

Okazało się, że przy kilku równaniach nauczycielka przyznała mi zero punktów. Były to zadania na odejmowanie typu 3-5, 2-7. Jako wynik tych działań podałam odpowiednie liczby ujemne. Zapytałam nauczycielki, dlaczego nie otrzymałam punktów za moje rozwiązania, a ta odpowiedziała, że powinnam wpisać 0, bo nie uczyliśmy się jeszcze liczb ujemnych...
PillEater Odpowiedz

Klasyka szkolnictwa.

nevada36 Odpowiedz

Kiedyś wykazywanie wiedzy i umiejętności przekraczających poziom większości było nagradzane, teraz wysuwanie się przed szereg jest karane. Szkoła niszczy kreatywność, czy wybitność, produkując przeciętniaków.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#XNMhb

Jako małe dziecko byłam molestowana przez osobę z rodziny. Wszystko to trwało od trzech do czterech lat. Ciężko jest mi to uporządkować chronologicznie w głowie. Nie wiem, czy to nie ze względu na to, że przez długi okres czasu starałam się o tym zapomnieć tak, jakby to wszystko się nigdy nie wydarzyło.

Molestowanie zakończyło się tak naprawdę dzięki mojej własnej interwencji. Gdy trochę podrosłam, odważyłam się komuś o tym powiedzieć (co wcale nie było takie proste). Przyznałam się osobie z rodziny, która musiała przekazać to dalej (nie wiem ile osób wie, na pewno moi rodzice). Już wtedy czułam się strasznie 'brudna". Osoba, której się zwierzyłam, zapewne ze względu na swój podeszły wiek, też nie wytłumaczyła mi tego w rzetelny sposób. Powiedziała, że ten kontakt fizyczny, w tym wieku i to w dodatku z "nim" jest strasznym grzechem i za takie czyny mogę się potem smażyć w piekle (tak, teraz gdy już nieco dorosłam widzę, jak niedorzeczne to brzmi).

Nikt nigdy o tym ze mną do dziś nie porozmawiał. Nawet rodzice nigdy nie poruszyli ze mną tego tematu, co mnie po prostu bardzo boli.
Wiem, że wiele kobiet jak i mężczyzn przeżyło molestowanie, a nawet o wiele gorsze rzeczy. Wiem też, że wiele z tych silnych ludzi radzi sobie po tym w mniejszy lub większy sposób. Ale ja po prostu nie potrafię.

Od gimnazjum zmagam się z ciągle nawracającymi myślami samobójczymi. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Zaczęłam się samookaleczać i udawało mi się to maskować przed wszystkimi przez ponad rok. Mama odkryła moje rany przypadkiem, w końcu nie mogłam tego ukrywać w nieskończoność. Nie potrafiłam i nie potrafię się nikomu zwierzyć, przez co gdy dopytywała w kółko, czy robię to dla "atencji", w końcu ze łzami skłamałam, że tak. Chciałam jak najszybciej uciec od tej rozmowy.

Dziś, gdy jestem w klasie maturalnej, doszło mi wiele nowych problemów, nie tylko tych szkolnych. Nie wiem, do czego dążę, a tym bardziej po co. Nienawidzę swojego odbicia w lustrze, brzydzę się tym, co w nim dostrzegam. Boję się dotyku. Mam ochotę ze sobą skończyć i choć kilka lat temu bałam się śmierci, dziś jest mi naprawdę obojętne to, czy żyję.

Na szczęście dzięki koronawirusowi nie spotkamy się na święta. Nie będę musiała znowu sztucznie uśmiechać przy świątecznym stole, dzielić się z nim opłatkiem i słuchać pochwał rodziny, jaki to on nie jest wspaniały, na jakie to studia nie chodzi i jaką to on ma wspaniałą i piękną dziewczynę. Dobre i to.
Rositta Odpowiedz

Do psychologa chodzisz? Bo powinnaś.

Kiedyś były inne czasy wszystko tłumaczono "Bogiem" i wiele rzeczy zamiatano pod dywan... Co nie zmienia faktu że gnój powinien odpowiedzieć za to co robił.
Gdy następnym razem będą go tak wychwalać to pociśnij z grubej rury ze tez >> świetnie molestuje dzieci i niszczy psychikę- znasz to z autopsji << i patrz co się dzieje: jeśli będą na ciebie najeżdżać wyjdź i jebnij drzwiami i nigdy więcej tam nie wracaj.
Święta świętami ale zdrowie psychiczne jest ważniejsze.
A może stanie się świąteczny cud, zrzucisz z siebie ciężar tego wszystkiego a ten jełop odpowie za to co robił...

Odpowiedzi (5)
JMoriartyy Odpowiedz

A ludzie dalej będą twierdzić, że edukacja seksualna jest niepotrzebna.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#yVFuw

Potrąciłem starszą panią na pasach.

Było to około 10 lat temu. Początek pamiętam jak przez mgłę. Mimo szoku, w którym byłem, włączyłem awaryjne. Miałem koc w bagażniku, więc poszkodowaną z pomocą innych przechodniów posadziliśmy na nim. Starsza pani płacze i pokazuje prawą rękę, że mocno boli. Szczęście w nieszczęściu, że jechałem powoli, bo mogłoby się to gorzej skończyć.

Ktoś postawił trójkąt, ktoś zadzwonił po karetkę. Ludzie będący tam zachowali się naprawdę dobrze, pomogli tyle, ile mogli i umieli. Ale nie wszyscy.


Trzy młode dziewczyny jakieś 18-20 lat stały obok i dosyć długo się na mnie darły, puszczały mnóstwo niemiłych komentarzy w moim kierunku. Nie reagowałem na to, bo po pierwsze miały trochę racji, a po drugie byłem skupiony na pomocy poszkodowanej. Starszą panią podnosiliśmy z mokrej ulicy na koc na suchym chodniku, dziewczyny protestowały, krzyczały, że nie mam prawa zacierać śladów. Dobrze, że ich protest był tylko słowny, zignorowaliśmy je i robiliśmy swoje. Docinki dziewczyn nie ustawały, z perspektywy czasu wyobrażam je sobie jako trzy małe wrzaskliwe pieski szczekające na mnie.

Pierwsze przyjechało pogotowie, gdy pakowali panią do karetki, podszedł do mnie syn poszkodowanej. Facet w średnim wieku, po wyglądzie łatwo było zgadnąć, iż trzeźwość to termin znany mu z dzieciństwa. No ale potrąciłem mu matkę, więc trzymając bezpieczny dystans do ucieczki, przystępuję grzecznie do rozmowy. Facet mnie zdziwił, zaczął mnie uspokajać. Mówił: "każdemu może się zdarzyć", "dobrze, że to tylko tak się skończyło". Nie zasłużyłem sobie na takie słowa, ale poczułem mocno, że tego potrzebowałem. Następnie facet spytał mnie o 5 zł. Dałem mu kilkanaście złotych, wysypując drobne z portfela do jego rąk. Dopiero jak poszedł zrozumiałem, że albo nie jest jej synem i wykorzystał sytuację, albo sprzedałby za alkohol najwyższe ludzkie wartości.


Odjazd karetki i słowa faceta trochę mnie uspokoiły. Dziewczyny szczekały trochę mniej i czekały na policję, którą zawiadomiły. Syn poszedł pić. Jedna ze szczekających sama podsunęła mi pomysł, powiedziała, że zezna, iż źle udzielałem pomocy i że za to też jest parę latek. Podszedłem do nich wolnym krokiem, ucichły, jakby się wystraszyły, co teraz zrobię. Powiedziałem: "nie udzieliłyście pierwszej pomocy, za to grozi odpowiedzialność karna". Odwróciłem się i poszedłem do samochodu poczekać na policję. Gdy wsiadłem, dziewczyn już nie było, nawet nie zdążyłem się zorientować kiedy i w którą stronę uciekły. Zadzwoniłem do żony, znając moje przesadne poczucie humoru nie uwierzyła mi i się rozłączyła. Telefon się rozładował. Syn potrąconej wrócił. Mówię, że potrzebuję telefonu. Poszedł po kolegę, który miał telefon. Kolega też okazał się być spragnionym. Po drugim telefonie żona mi uwierzyła.


Reasumując: 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata i 1000 zł kary.
Poszkodowana 18 tys. z OC.
Kornowl Odpowiedz

To i tak dobrze. Zachowales się jak należy, mimo, że byłeś w stresie. Mam znajomego, który przejechał okolicznego pijaczka, bo ten leżał w śniegu, na nieodsniezonej drodze...

Odpowiedzi (2)
Vito857 Odpowiedz

Cóż, zdarzyło się, dostałeś karę i odpokutowałeś. Natomiast nigdy nie zrozumiem (zwłaszcza młodych) ludzi, którzy zamiast pomóc albo stoją i biernie się przyglądają, albo drą mordę na sprawcę, który nie był pijany, "tylko" spowodował wypadek.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#6lzC9

Byłam przykładną żoną przez ponad dekadę, dopóki ten zupełnie nieudany związek nie ulał mi się po tym, gdy odkryłam wieloletni romans mojego byłego już męża z moją byłą przyjaciółką. Ogólnie - postanowiłam zrzucić ciążące mi podwójne poroże za jednym zamachem.

Przez cały ten pieprzony czas, a przypominam, że czasu i okazji było sporo, nigdy nie otrzymałam od mojego byłego nic z okazji moich urodzin, bez okazji tym bardziej. Żeby była jasność, NIC oznacza w tym przypadku NIC. I spoko, zawsze usprawiedliwiałam to jakoś, życzenia złożone zawsze były, więc pamiętał. Zresztą nie jestem roszczeniowym typem, no i samowystarczalna jestem na tyle, że jeśli coś bardzo mi się podoba, potrafię sobie to wcześniej lub później sprawić.

Może to dziecinne, ale kiedy od wspólnych znajomych dowiedziałam się o tym, że standardem w nowym związku mojego eks prezenty dla nowej są na porządku dziennym, a z okazji urodzin tylko takie na totalnym wypasie, poczułam się po raz kolejny, jakby ktoś walnął mnie w pysk.

Pierwszy raz w życiu zapragnęłam być dla kogoś tak ważna, tak kochana, tak warta czegokolwiek, żeby ten ktoś chciał mi coś dać. Doszłam do wniosku, że pomijając fakt, iż mój były był i jest pod pewnym względem typowym pizdokleszczem, to jednak jego traktowanie mnie było moją winą. Pozwoliłam na to, uległa i wyrozumiała. Samowystarczalna. Wiecznie go usprawiedliwiająca.

Raz jedyny chciałabym umieć odpuścić takie podejście i w jego miejsce stać się wymagającą, roszczeniową panną, której jakiś typek chce zaimponować, pokazać, że mu zależy, czy nawet próbuje kupić drogimi prezentami.

Okropne uczucie. Na tyle nowe i kijowe dla mnie, że mam ochotę tym zwyczajnie rzygnąć.
No i wyznanie anonimowe, bo za nic w świecie nie przyznam się głośno do tego, że jestem zwyczajnie zazdrosna... nawet za te pieprzone prezenty.
:/
Wtorek09 Odpowiedz

A ja gratuluję, że odeszłaś! Najlepsze przed Tobą :)

pieprzowa Odpowiedz

Uwaga, zdradzam sekret:
* Ludzie traktują Cię tak, jak dajesz się traktować *

Swoje oczekiwania warto komunikować w sposób jasny, nieagresywny, konkretny. Mówisz, co lubisz, a jeśli Twój partner lubi sprawiać Ci przyjemność, są szanse, że będzie to robił (oczywiście mówię tu o rzeczach realnych ;) ).
Z moim byłym miałam to, co Ty ze swoim mężem. Był moim pierwszym chłopakiem, z którym spędziłam osiem lat. Po zerwaniu pobyłam chwilę sama, zastanowiłam się, czego chcę, co jest akceptowalne, a co nie, zanim zaczęłam randkować.

Kiedy randkowałam, normą było to, że mój aktualny adorator podrzucił mi kanapki do biura, przysłał kwiaty lub odebrał mnie z parasolem, co wywoływało zdumienie moich koleżanek z pracy i pytanie "co Ty robisz, że ci mężczyźni tak cię traktują?!".
Odpowiedź jest prosta - z innymi się nie umawiałam.

Teraz jestem już żoną, mój mąż wie, że lubię kwiaty, więc dostaję je często i bez okazji, codziennie dostaję śniadanie do łóżka, a prezenty, nawet jeśli nie są trafione, to są przemyślane. Oczywiście to działa w dwie strony - ja wiem, że on lubi porządny rosół, fajne gadżety kolekcjonerskie z pewnej dziedziny i bycie chwalonym za wszystko, co zrobi w domu, co nie sprawia mi trudności.

Traktujmy się dobrze - świat bywa paskudnym miejscem, warto czynić miłym i dobrym to, na co mamy wpływ. :)
Autorko, trzymam za Ciebie mocno kciuki i mam nadzieję, że nie tylko uda Ci się zakończyć rozdział myślenia o byłym, ale też będziesz szczęśliwa i dobra dla siebie - niezależnie, czy w związku, czy sama.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#eAUqL

Gdy byłam mała, zapamiętywałam dźwięk kodu wpisywanego na domofonie do otwierania drzwi.
Ostatnio znalazłam mój notesik z dzieciństwa, a w nim taką notatkę:
"kod do domu: tuut tut tut tut tuut tuuut tuut tuuuuut".

Zapisałam sobie, żebym przypadkiem nie zapomniała.
Krucypapucy Odpowiedz

Anonimowe to by bylo, gdybys zrobila tak jako trzydziestolatka.
Mimo wszystko urocze :3

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#WsYYO

Moja siostra i babcia prowadzą między sobą wojnę przez ostatnie 2 lata. Mimo wszystkich obrońców babci i znawców od tego, że to siostra powinna ją szanować - młoda ma rację. Nie będziemy wnikać w sytuację rodzinną, ale generalnie to babcia nie jest w porządku.
Dodam jeszcze, że babcia za młodu dwa razy zaszła w ciążę i dwójkę dzieci oddała... Pozostałą trójkę postanowiła wychować.

No więc sytuacja wydarzyła się kilka dni temu, na rocznicy śmierci naszego ojca, a jej syna. Cała rodzina jak zwykle w ten dzień przygnębiona, rozmowy niby żwawe, ale nastrój wyjątkowo okropny. Młodzi oczywiście zostali wypytani o związki, o szkołę... Właśnie - o szkołę.

Moja siostra jest wyjątkowo zdolną dziewczyną. Szkołę średnią zaczynała w technikum, ale kierunek po prostu jej się nie spodobał... Dużo też chorowała, miała zaległości. Tak też po pierwszym semestrze zapadł wyrok - zmiana szkoły. Jedyną opcją na uratowanie roku było liceum zaoczne. Mojej siostrze to pasuje - pracuje sobie w dzień i bardzo pomaga w domu... Ale babcia oczywiście chciała jej dopiec:
- Przecież to wstyd, co ludzie powiedzą, zaraz pomyślą, że jesteś w ciąży!
Siostra nie wytrzymała. Spojrzała na babcię i odparła:
- Wiesz babciu, to nie są te czasy, kiedy panna z dzieckiem musi je oddawać obcym, bo to wstyd.

Pierwszy raz w życiu ktoś zgasił naszą wredną babkę... Chociaż przy stole zapadła niezręczna cisza, to siostra jawnie mówi, że "warto było".
bazienka Odpowiedz

te co najwiecej jadu sacza i wyzywaja najwiecej maja na sumieniu

Odpowiedzi (5)
KotlecikSchabowy Odpowiedz

Czasem wydaje mi się, że tacy ludzie jak ta babcia robią wszystko tylko na pokaz.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (1)
Dodaj anonimowe wyznanie