#ylaVZ

Jestem pielęgniarką pracującą na oddziale internistycznym. Na takim oddziale jest często dużo pacjentów ciężkich, leżących, wymagających opieki i pomocy we wszystkim. Część mojej rodziny i znajomych próbuje co jakiś czas mnie namówić, abym zmieniła oddział na pediatryczny, bo się na takim nie nadźwigam. Odpowiadam wtedy, że nie mogłabym pracować na oddziale dziecięcym, bo jestem bardzo wrażliwa, nie nadawałabym się do takiej pracy, bo mi było szkoda tych dzieciaczków.
Prawda jest taka, że nie pójdę na taki oddział, bo dzieci mnie niemiłosiernie wnerwiają, i zamartwiający się rodzice, zawracający co chwilę głowę, doprowadzaliby mnie do szału. Kolejnym powodem jest fakt, że nie chcę wyjść na jakiegoś potwora, bo „jak to można nie lubić dzieci”.

Nie mówię prawdy mojej rodzinie/znajomym, bo to są ludzie, którzy wyobrażają sobie oddział pediatryczny z uroczymi, uśmiechniętymi bobasami. Nie dociera do nich, że praca na takim oddziale może być bardzo męcząca, bo chore dzieci są głośne i często płaczą (z powodu dolegliwości, strachu przed badaniami). Jak podaję argument, że „nie mogłabym tam pracować, bo chce mi się płakać jak widzę chore dzieci”, to rozmowa jest szybko ucinana, a jak mówiłam prawdę, że dzieci są głośne i ciężko nieustannie wspierać rodziców małych pacjentów, to mówili, że przesadzam i ciągnęli rozmowę. Więc zaczęłam kłamać i mam dzięki temu spokój.
Awtroil Odpowiedz

Zatrudnij się w domu opieki na zachodzie - robota równie paskudna, ale zarobki znacznie lepsze.

Odpowiedzi (2)
Moussaka Odpowiedz

I jest to całkowicie w porządku, czasami dla własnego zdrowia psychicznego, lepiej zastosować taką strategię.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#VnynJ

Poszedłem z dziewczyną z Tindera do restauracji na pierwszą randkę. Bardzo szybko zorientowałem się, że ona przyszła się najeść na mój koszt. Jej mina i czerwona twarz, kiedy poprosiłem kelnera o dwa osobne rachunki, była tak bezcenna, że wynagrodziła mi irytację oraz późniejsze epitety, jakimi mnie obrzuciła tamtego wieczoru. Od razu wybuchła, że ona nie ma pieniędzy i nie zapłaci. Kelner poprosił właściciela i cieszę się, że byłem konsekwentny, nieugięty i nie dałem się zastraszyć właścicielowi. Zapłaciłem za siebie, a jej ktoś wysłał kod blik.
Oczy całej sali były skierowane na nas i z całą pewnością nigdy już tam nie pójdę.
 
Mogę napisać, że jestem z siebie dumny, że nie dałem się ani wykorzystać, ani zastraszyć. Tym chciałem się z wami podzielić i dodam – nie dawajcie się naciągać tylko dlatego, że dziewczyna jest ładna.
SpytajMilicjanta Odpowiedz

Nie wiem, skąd wytrzaskujecie takie dziewczyny. Znam dużo osób, ale nikt tak nie robi. To kwestia środowiska i typu dziewczyn, który się wybiera do pójścia na randkę. Znałam w życiu tylko kilka typowych "blachar", do których też mogłoby pasować zachowanie opisane w wyznaniu, ale to było w czasach szkolnych. Przypomina mi się wyznanie faceta, który żalił się, że lecą na niego tylko dziewczyny bez zainteresowań i z "gównopracami", które w wolnym czasie jedynie oglądają seriale i dbają o wygląd. Szukajcie w innych kręgach, jak zależy Wam na przymiotach duchowych, to spotykajcie się z takimi dziewczynami, które je mają, ale żeby to sprawdzić, z reguły nie wystarczy krótkie pisanie na Tinderze.

KajKoLukx Odpowiedz

Pytanie; Jak się wcześniej umawialiście? Zaprosiłeś ją, czy po postu zdecydowaliście, że zjecie razem obiad? Bo jak kogoś zapraszasz, to za niego płacisz, jeśli idziecie gdzieś razem, to nie.

Odpowiedzi (22)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#FdZBa

Mój ojciec był alkoholikiem. Zniszczył mi życie. Matka nigdy od niego nie odeszła. Teraz on już nie żyje (zapił się na śmierć), a ja jestem dorosła. Cały czas chodzę na terapię, bo sobie nie radzę sama ze sobą. Jestem sama, bo nie umiem być w związku. O dzieciach to w ogóle nie ma mowy. Tymczasem moja mama co kilka dni chodzi na grób ojca. Sprząta, zmienia kwiaty, zapala znicze i dziwi się, że ja z nią chodzić nie chcę. Tłumaczyłam jej wielokrotnie, że nie będę tam chodzić, bo nie mam takiej potrzeby i zwyczajnie nie chcę. Mimo to ona cały czas mi robi wyrzuty, że tak nie można, bo jaki był to był, ale to przecież mój ojciec.

Ostatnio zadzwoniła do mnie siostra mamy. Opieprzyła mnie, że robię przykrość matce, bo nie chodzę z nią na cmentarz. To zresztą wstyd na okolicę, bo mieszkamy w małym mieście i ludzie widzą, że nigdy mnie tam nie ma. Na koniec dodała, że jestem wyrodną córką, bo dzięki ojcu jestem na tym świecie i choćby za samo to jestem mu winna szacunek.

Dzięki, ciociu. W moim stanie psychicznym właśnie takiego wsparcia potrzebowałam.
Ja się nie prosiłam o sprowadzenie na ten świat. Czasem myślę nawet, że wolałabym się nie urodzić niż tak się męczyć psychicznie. Po co mi to wszystko?
Essaidoprzodu Odpowiedz

Wiem, że powinno się być wyrozumiałym dla ofiar, w tym także dla osób takich jak Twoja mama, ale... denerwują mnie tacy ludzie. Też znam taką kobietę, widziałam ją z 2 razy w życiu, ale słyszałam, że nienawidziła męża, który pił przez wiele lat (przestał nagle, po śmierci swojej matki). Gdy umarł, nagle zaczął być traktowany trochę jak jakiś święty. Wszyscy teraz za nim tęsknią. W życiu trzeba być konsekwentnym. Ja mówię: "Nie ufam nikomu, kocham tylko tych, co na to zasłużyli". Pisałam komentarz i wyznanie o mojej babce, która demoralizowała mnie od małego. Obrażała też moją mamę i obmawiała ją do ludzi w naszej dziurze. I inne osoby z gałęzi mojej mamy. Nie chcę mieć z nią kontaktu i gdy kiedyś umrze, nie będę chodzić na jej grób, chyba że przy okazji, jeśli będzie pochowana ze swoimi rodzicami. Na razie jest w wieku 70+, a w jej rodzinie zdarzały się osoby, które żyły ponad 100 lat. Moje dzieci nie będą mieć z nią kontaktu, choćby miała być ich jedyną prababcią. Więc jak najbardziej Cię rozumiem. Z ciotką nie utrzymuj kontaktu, skoro jest tak ograniczona i mało empatyczna, że próbuje Cię zmusić do czegoś, czego nie chcesz. Może zrozumie za jakiś czas. Masz swoje życie i swój rozum, podporządkowywanie się innym nie przynosi psychice wiele dobrego. Ja bym zrobiła ciotce aferę i przedstawiła jej moje argumenty, ten jeden raz

Odpowiedzi (1)
Moussaka Odpowiedz

Mamie też przydałaby się terapia. Dla współuzależnionych.

Zobacz więcej komentarzy (20)

#vbYFG

Urodziny mam przed walentynkami. Nie lubię otrzymywać prezentów, wolę sama sobie je sprawiać. W tym roku zamarzył mi się jakiś komplet seksownej bielizny. Po wybraniu modelu podeszłam do kasy. Traf chciał, że za mną stała kobieta, która uwielbia wsadzać nos w nie swoje sprawy. Kasjerka podliczając zakupy, chcąc nie chcąc zaprezentowała mój wybór. W pewnym momencie babka za mną: „Ooo, dla męża?”.
Ja na nią, kasjerka to na nią, to na mnie. Wypaliłam więc: „Nie wiem w czym chodzi pani mąż, ale to akurat dla mnie”.

Kobieta nabrała na twarzy eleganckiej czerwieni :)
Galaretkozerca Odpowiedz

Taki pocisk to bym pewnie też wymyśliła. Ale dwa dni po zdarzeniu xD

Odpowiedzi (3)
HedaLexa Odpowiedz

Eh...Czemu ja rzadko mam ciętą ripostę w momencie zdarzenia a parę minut po, lub kiedy na pewno już się nie przyda to kilka wersji się wymyśla? Autorko, jestem przekonana że wielu ludzi właśnie poczuło się kretyńsko.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#H3dP8

Wychowywałam się na wsi. Pamiętam, że kury biegały sobie wesoło po podwórku i jadły co tam sobie wydrapały. Mieliśmy mały dom, oborę, wychodek (nie mieliśmy łazienki), podwórze ogrodzone płotem, studnię, piaskownicę, ławkę przed domem i miejsce do trzymania naszego psa na łańcuchu. Oprócz mieszańca wilka z owczarkiem niemieckim mieliśmy małego kundelka, kury, gęsi i świnki. Świnki, które biegały sobie luzem po podwórku.

Tata co roku robił wino z czereśni, wiśni – co mu tam wpadło w ręce. Po wypiciu nektaru bogów, kazał mi i bratu wynieść tę butlę w wiklinowym koszu po winie i wysypać to co zostało na kompostownik. Niestety ja jako 7-letnia dziewczynka niezbyt długo mogłam nieść taki ciężar, bo zwyczajnie się zmęczyłam. Poprosiłam brata, abyśmy przystanęli na chwilę. Butlę postawiliśmy na ziemi. Na kamyczku... I pękło dno. Co tu robić? Panika. Tata będzie zły, my w płacz, a w tym czasie stróżka wina, które tam zostało, zaczęła płynąć po naszej drodze na kompostownik. Wtem podbiegły do nas świnki. I czując zapach wina zaczęły lizać je z ziemi...
To co wydarzyło się potem przeszło nasze oczekiwania... Świnie się upiły. Biegały, a bardziej próbowały biegać, przewracały się i tak śmiesznie wywijały raciczkami, kwiczały i ogólnie zrobiło się głośno, także przez nasz śmiech... Tata podbiegł do nas słysząc gwar i straszne świńskie kwiki i... Praktycznie padł ze śmiechu. Potem pomógł nam uporać się z butlą po winie i zagnaliśmy świnki do obory, zostawiając im dużo wody na kaca.

I tu historia mogłaby się skończyć. Ale nie wzięliśmy pod uwagę tego, że kury mogą zjeść pestki po winie.... Tak że wyobraźcie sobie pijane kury i koguta, który podczas piania wpierdziela się na grzbiet i wierzgając pazurami robi pijane, przeciągle kooookokokooooo.

Najlepsze wspomnienia są z dzieciństwa :)
xxxlegxxx Odpowiedz

U mnie tez była podobna sytuacja!
Babcia wyrzuciła na kompos pestki i resztki z winogron z których było zrobione wino. Kury wydziobały smakołyki i całe popołudnie leżały w piachu do góry nogami 😀😀
Pozdrawiam autorkę!

Odpowiedzi (4)
Huncwotka Odpowiedz

Folwark zwierzęcy xD

Zobacz więcej komentarzy (22)

#ctZWG

Nie wiem czy mieliście do czynienia z takimi zabawkami, które coś mówią, niekoniecznie interaktywne – takie misie, co po naciśnięciu przycisku mówią: „Połaskocz mój brzuszek” albo „Pobaw się ze mną” itp. Zabawka moich dzieci umie się bawić w chowanego, tzn. mówi „Schowałem się – znajdź mnie”.

Kiedyś dłużej czytałem książkę, a zawsze przed położeniem się spać mam zwyczaj iść i sprawdzić, czy dzieci są przykryte, czy okno zamknięte i takie tam... No więc idę cichutko do pokoju dzieci, wchodzę. Podchodzę do łóżek, cisza dookoła... a tu z szafki misio do mnie mówi: „Widzę cię!”. No mówię wam, mało się nie zesrałem z przerażenia...
Arachos Odpowiedz

No ja miałem kiedyś podobną sytuację, też z taką zabawką. Ona miała to do siebie, że nic nie mówiła, tylko się śmiała. Z czasem jak się zestarzała ten dźwięk był coraz bardziej "zużyty" jakby elektronika po prostu w środku się podniszczyła. Przez to miała taki przeraźliwy, niski, elektryczny rechot.
I ja - początek gimnazjum, środek nocy, próbuje zasnąć. Cisza i spokój, i nagle ten okropny rechot, sam z siebie...

Odpowiedzi (3)
kobitka26 Odpowiedz

Pierwsze wyznanie przy ktorym w glos sie zasmialam :-D

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (18)

#Ajqsp

Kilka lat temu, w czasach gdy elektroniczne papierosy były nowością i stoisk z nimi było mnóstwo, sama miałam okazję na takim pracować. Sama wówczas się uczyłam, a dorywcze zajęcie ułatwiło mi i mojej rodzinie jakoś radzić sobie z codziennymi życiowym wydatkami.

Nigdy nie zapomnę tego dnia, kiedy pracy było wyjątkowo dużo – od rana na stoisku kręciło się mnóstwo ludzi, dodatkowo musiałam w tym samym czasie uczyć nową dziewczynę, która też miała zacząć jako ekspedientka. Aż kilkunastu klientów zakupiło najdroższy zestaw i kilku z nich zapłaciło kartą. Gdy wreszcie się nieco rozluźniło, postanowiłam przeliczyć pieniądze i posprawdzać wydruki bankowe, aby upewnić się, że wszystko się zgadza. I w tej właśnie chwili zamarłam. Zorientowałam się, iż jedno z potwierdzeń transakcji kartą zostało odrzucone, a ja w tym całym zamieszaniu tego nie zauważyłam! Ta kwota (300 zł), która miałaby być odciągnięta od mojej wypłaty jako konsekwencja błędu, była dla mnie wówczas majątkiem.

Załamałam się... Chciało mi się zwyczajnie ryczeć, poczułam się bezsilna i nie wiedziałam co robić. W amoku zaczęłam przeglądać karty gwarancyjne i szukać numeru klientki, sama nie wiedząc po co. Nie miałam wyjścia – choć było mi wstyd i nie wiedziałam sama po co to robię (bo przecież reklamacji nie uwzględnia się itd.), zadzwoniłam do tej pani i na jej pocztę głosową zostawiłam niespójną wiadomość (zapewne brzmiało to jak: papieros... yyy... zestaw... karta nie działa... yyy... transakcja odrzucona...), po czym zaczęłam rozpaczać.

Już miałam dzwonić do szefa, gdy pani znów się pojawiła... Miałam ochotę ją wyściskać! Wyobraźcie sobie, babka nie chciała nic. Żadnego rabatu, żadnych kwiatów, czekoladek. Nic. Po prostu szkoda jej się zrobiło młodej dziewczyny pracującej na stoisku z papierosami. Wróciła. Zapłaciła. Ja podziękowałam z całego serca, a wiecie co ona powiedziała? „Zrób coś dla mnie – po prostu podaj dalej”.

I wiecie co? Nigdy jej nie zapomnę. Zawsze będę pamiętać te słowa.
No i oczywiście podaję dalej, zawsze i bez wyjątku :)
Konf Odpowiedz

"Podaj dalej" ("Pass it forward") - film, w którym dzieciak wymyśla projekt szkolny, w którym chodzi o to, że on pomoże trzem osobom, każda z nich w zamian za to kolejnym trzem i tak dalej, i tak dalej. Spoko film, polecam.

Odpowiedzi (6)
felixnetinika Odpowiedz

To dobrze,że trafiłaś na taką miłą panią, bo ludzie są różni i naprawdę nie wszyscy zrobiliby to samo. Brawa dla tej pani!👏

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#lgQUP

Wpis o tym, że nieznajomość języków jest zła.

Kilka lat temu wybrałem się z dziewczyną na wycieczkę. Naszym celem był zamek w Trokach (Litwa). Przejechaliśmy przez granicę i w pewnym momencie zatrzymuje mnie policja. Znam angielski, więc byłem pewny, że nie będzie problemu z dogadaniem się. Myliłem się.
Siedzimy w samochodzie, dziewczyna postanowiła się napić. Podchodzi pan mundurowy i mówi „kur*a żłopie”. Przynajmniej mi się tak wydawało. Z głupim wyrazem twarzy patrzyłem na pana niebieskiego, a on znowu swoje. Stwierdziłem po tych słowach, że to Polak i odpowiedziałem mu bardzo dosadnie. Niestety musiał zrozumieć o co mi chodziło (coś tam umiał po polsku, ale ni w ząb po angielsku). Staram się z nim dogadać jakkolwiek – no nie idzie. Po jakimś czasie przyjechał drugi radiowóz. Ci panowie umieli już po polsku i wytłumaczyli mi, że w języku litewskim zwrot „dokąd jedziesz” dla Polaka brzmi tak jak napisałem wcześniej.

Kary nie dostałem. Okazało się, że dużo Polaków słyszy to co ja :D
Akemi Odpowiedz

Kur važiuoji? 😂

feainnewed Odpowiedz

Ja kiedyś gdzieś przeczytałam, że panda do po islandzku bambus björn, ale to chyba nieprawda. Chociaż trzeba przyznać, że brzmi cudnie :D

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#meR9Y

Pracuję jako stewardesa. Podczas jednego z ostatnich rejsów, już po skończonym serwisie, zajęłam się uporządkowywaniem dokumentacji w tylnym bufecie – wygląda to tak, że nieoficjalnie staję się na ten czas „babcią klozetową”, ponieważ zaraz obok jest wejście do toalety, o którą często pytają przychodzący w potrzebie pasażerowie: a to czy zajęta, a to jak otwiera się te drzwi, a to już po skończeniu wychodzą zapytać, gdzie znajduje się przycisk od spłuczki... Raz jeden pan nawet chciał mi zapłacić (a może dać napiwek?) za skorzystanie! Mniejsza z tym.

W pewnym momencie pojawił się mężczyzna wielki niczym ochroniarz kogoś bardzo ważnego, taki z tych, co muszą telefon odbierać na głośniku czy tam patyku, żeby słyszeć i do ucha sięgać; uśmiechnął się i zaszył w jedynym miejscu na pokładzie, w którym można doznać błogiej i absolutnej prywatności. Przeszło mi przez myśl, jak on się tam zmieści, przecież już wcześniej musiał się pochylać, a w przejście wślizgnął się bokiem, bo nie przyjęłoby przecież jego barów.

Dosłownie kilka sekund po tym, jak się zamknął, nastąpiła niespodziewana i naprawdę solidna turbulencja – na tyle silna, że w momencie przeleciałam z jednego boku samolotu na drugi. Z przerażeniem pomyślałam o tym mężczyźnie, że jeśli nie zrobił sobie krzywdy, próbując zamknąć się w tej mikroskopijnej toalecie, to teraz już na pewno coś sobie uszkodził. Ale stwierdziłam, że dam mu jeszcze chwilkę, coby nie wyjść na wariatkę, która wali ludziom po drzwiach od kibelka i usiłuje ich stamtąd wydostać, kiedy jedynym, czego właśnie potrzebują, jest ten kibelek... Tymczasem samolotem nadal bujało, ale już nie tak gwałtownie.

Mija 5 minut... 10... 15... Facet w końcu wychodzi! Alleluja! A nawet jest cały i wygląda nieźle, poza tym, że nie wydaje się zachwycony warunkami, w jakich musiał załatwić potrzebę, która na lądzie jest prosta, szybka i oczywista. Spojrzał na kolejnego w kolejce pana oczami kogoś doświadczonego o jedno wydarzenie za wiele i tako rzecze:
„Niech pan sika na siedząco”...
Abigail666 Odpowiedz

I to jest życiowa porada, a nie jakieś bzdury, które nam się nigdy nie przytrafią, albo są zbyt oczywiste :D

Odpowiedzi (1)
JoffreyKingforever Odpowiedz

Co tam się stało, niech tam pozostanie.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#VPI1W

Jestem głupi. Autentycznie.

Skończyłem studia, jestem „kimś”. Mam pracę, w której pracuję 6 lat, wyzysk, traktowanie nowych lepiej ode mnie, januszerka. Ludzie pytają, czemu nie zmienię pracy, 6 lat doświadczenia w branży, jestem kumaty, dużo ogarniam. Z palcem w nosie powinienem dostać nową pracę za lepsze pieniądze.

Problem w tym, że uważam się za człowieka głupiego. Na studiach kułem na pamięć, byle zaliczyć. Nic nie rozumiałem z tego co do mnie mówili, po prostu ciągi liter. Praca dyplomowa to był koszmar, nie umiałem jej napisać.

Obracam się w branży energetycznej. Nie wiem jak działa prąd. Nie mam pojęcia o fotowoltaice, nie rozumiem zasady działania urządzeń, którymi się zajmuję. Znam na pamięć to co robią i tylko dlatego jestem w tym dobry, bo umiem powtarzać. Nie wiem dlaczego ważna jest kolejność przewodów w gniazdku, a płaską wtyczkę można podłączyć odwrotnie i nic się nie dzieje. W życiu prywatnym też nie jestem orłem – formularze podatkowe, umowy, pisma do urzędów. Nie rozumiem tego języka, jakim są napisane. Sprawy urzędowe to dla mnie kosmos. Dałem się kilka razy oszukać przez moją głupotę i nawet straciłem trochę kasy.

Kiedy ktoś mówi do mnie na poziomie specjalistycznym, to tylko przytakuję. Nigdy nie mam pytania, które mógłbym zadać.

Szef mnie docenia za lojalność, ale tylko słowem. Prawda jest taka, że boję się zmienić pracę, bo wyjdzie moja głupota i mnie wywalą, a potem jedyne gdzie będę mógł się zatrudnić to przy miotle.

Nie czuję się mądry w żadnej dziedzinie życia.

Jeśli rozmawiamy w jakimś gronie o potencjalnych rozwiązaniach problemu, to zawsze moje rozwiązanie jest najgłupsze, bo nie uwzględnia rzeczy oczywistych. Nie umiem przewidywać prostych rzeczy.

Jedyne na czym się znam tak naprawdę, to ćwiczenie na siłowni... Nic więcej nie potrafię.
Rokusana Odpowiedz

Za to masz wysoki poziom samoświadomości. W moim otoczeniu jest wiele osób niezbyt bystrych, którzy śmieją się z głupoty innych, a są tacy sami. Przykladowo, tłumaczę coś komuś, ktoś to słyszy i się naśmiewa, a jakiś czas później przychodzi z podobną sprawą.

Odpowiedzi (1)
Essaidoprzodu Odpowiedz

A próbowałeś prac, w których liczy się bardziej siła mięśni, którą masz? Nie każdy może i nie każdy musi być mądry. Wszyscy ludzie są potrzebni. Myślę, że każdy może znaleźć pracę, w której będzie sobie dobrze radził, oprócz osób bardzo chorych fizycznie lub psychicznie. Nie jesteś gorszy, możesz mieć sporo innych zalet. Głowa do góry!

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie