#LgZsg

Mam koleżankę. Koleżanka ma chłopaka. To bardzo zazdrosny typ, kontroluje ją na każdym kroku, zabrania rozmawiać z innymi mężczyznami, z większością koleżanek również... Dziewczyna ma zakaz spotykania się ze znajomymi, chodzenia do kina (nawet z koleżanką), ogółem na każdym spotkaniu sprawdza jej telefon i potrafi zrobić awanturę chociażby o to, że kolega ze studiów przesłał jej notatki... Ma zakaz dodawania do znajomych na FB innych facetów, czy to kolega z pracy, czy że studiów, nie ważne - psychol zobaczy - awantura! Chora sytuacja ogólnie, próbowałam wielokrotnie przemówić jej do rozsądku, że on niedługo zniszczy ją psychicznie itp.. Ona oczywiście nie słucha, bo to jej "pierwszy facet" w każdym tego słowa znaczeniu.

Co denerwuje mnie najbardziej? Za każdym razem kiedy jest z nim (widują się głównie w weekendy lub czasem w tygodniu, bo ona studiuje w większym mieście) blokuje mnie na FB oraz mój numer! Po prostu nie chce abym pisała do niej cokolwiek/dzwoniła kiedy są razem. Rozumiem, że nie chce go wkurzać, ale... gdybym potrzebowała jej pomocy? Gdyby coś mi się stało? Albo gdybym zwyczajnie miała chęć na rozmowę z przyjaciółką? Zazwyczaj cały weekend jestem zablokowana, a w poniedziałek rano wita mnie wiadomością: hej co tam? :)
Czy to normalne, że mnie to wkurza i myślę czy by nie zakończyć tej znajomości?
Cope Odpowiedz

Zablokuj ją w poniedziałek rano.

szinigami Odpowiedz

Wyręcz ją i bloknij przed spotkaniem z facetem. Bo coś mam nieodparte wrażenie, że ta Twoja koleżanka to ten toksyczny typ kobiet, które są w stanie rzucić wszystko dla misia, łącznie z zerwaniem wieloletnich, sprawdzonych znajomości.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#PxGa7

Na fali miliona wyznań o białych sukienkach na weselach, opowiem jeden z ostatnich swoich przegrywów.

Niedawno zostałam zaproszona na ślub swojej koleżanki z pracy. Nie przyjaźnię się z tą dziewczyną, ale pracujemy w jednym zespole i tak się złożyło, że miała gest i chęci by świętować w większym gronie. Zaproszenie przyjęłam bez wahania - w końcu to pierwsza impreza tego typu w moim życiu. Generalnie kocham biel, mam większość ubrań białych lub w jasnych pastelowych kolorach. No i jak nietrudno się domyślić, całkowicie bezmyślnie postanowiłam, że ubiorę na tą imprezę jedną z moich najnowszych zdobyczy - prostą, białą sukienkę.

Mieszkam sama, na imprezę również szłam bez osoby towarzyszącej, więc nikt nawet nie mógł mnie uświadomić jak wielki błąd popełniam. Już po przyjściu pod kościół zostałam obrzucona zabójczymi spojrzeniami, wtedy jeszcze nie wiedziałam o co chodzi. Swój błąd zrozumiałam w pełni dopiero na weselu, w momencie kiedy wręczałam prezent młodej parze i pani młoda rzuciła mi z sarkazmem, że dziękuje za coś jeszcze. Pomyślałam naiwnie, że no fakt strzeliłam gafę, ale chyba mi to wybaczą.

Otóż nie. Chociaż usiadłam na samym skraju stołu, kryjąc się jak mogłam, to dostało mi się prawie od każdego. Do znudzenia słuchałam od różnych osób "wiedziałam, że Kasi zazdrościsz, ale to co zrobiłaś to już przesada", "jak można być tak podłym i zepsuć komuś najpiękniejszy dzień w życiu", "no nie, oby ciebie też takie coś kiedyś spotkało, a nie tobie to nie grozi...".

Było mi coraz bardziej przykro i smutno, wiedziałam też, że to moja wina. Jako, że zamówiłam już jedzenie pomyślałam, że zjem i ucieknę stamtąd jak najszybciej (tak wiem, że powinnam wyjść stamtąd od razu). No i podczas spożywania pierwszego dania całkiem przypadkiem siostra panny młodej wylała na mnie swój cały talerz barszczu (był zbyt ostry i chciała go odnieść ze skargą). Po tym, chcąc nie chcąc musiałam wyjść do łazienki. Na salę już nie wróciłam. Warto wspomnieć, że zupa, która wylądowała na mnie była wrząca, co dotkliwie odczułam, będąc w letniej, zwiewnej sukience. Dawno już tyle nie płakałam ile po tamtej imprezie.

Mój szef, mężczyzna z tradycjami i zasadami, najwidoczniej uznał, że nie dostałam, wystarczającej kary za swoją winę, więc zaraz po powrocie postanowił zdegradować mnie do stanowiska, z którego przez 3 lata starałam się wyrwać. Większość ludzi w pracy się ode mnie odwróciło. Wciąż nie umiem uwierzyć w to jak jeden błąd, jedna bezmyślna decyzja może tak wpłynąć na czyjeś życie. I w to jak ludzie mogą być bezlitośni...
Docha Odpowiedz

Współczuję Ci. Nie wiedziałaś, to co prawda mnie dziwi, ale oberwało Ci się za ostro. Nie dziwię się pannie młodej, ani gościom, ale co szef miał do tego? Nie powinno się mieszać pracy z życiem prywatnym. Na Twoim miejscu poszłabym do sądu pracy. Nie miał prawa Cię za coś takiego zdegradować. Walcz o swoje.

Odpowiedzi (7)
jakjasienazywam Odpowiedz

No dobra, założyła białą sukienkę na ślub ale... Za wrzący barszcz siostrzyczka panny młodej dostałaby ode mnie w pysk, gdybym była na miejscu autorki. Już mogli ją poprosić, aby się przebrała.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (51)

#uwA4Z

Mój chłopak przez wakacje pracuje w Warszawie. Dziś miał wolne, więc postanowiliśmy spędzić ten dzień razem. Wsiadłam więc w pociąg, po sześciu godzinach przyjechałam do stolicy, popatrzyłam na peron, gdzie mieliśmy się spotkać, a tu niespodzianka - nigdzie nie było widać lubego. Wyciągnęłam więc telefon, następnie napisałam do niego SMS-a z pytaniem, dlaczego nie przyszedł.

Odpowiedział, że nie chce się już ze mną spotkać, bo znalazł sobie nową dziewczynę i zapomniał mi o tym powiedzieć.
Przekliniak Odpowiedz

To ile on ma lat, że tak zrywa?

Odpowiedzi (12)
Kurwica Odpowiedz

Dziwne, że przez tyle lat ewolucja nie wytępiła idiotów, którzy nie są przystosowani do życia w społeczeństwie z innymi. A potem tacy się jeszcze mnożą...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#3Qdxi

Przeglądałam ostatnio album botaniczny z moimi dziadkami. Babcia jest zapaloną hodowczynią wszelkich roślin, więc co jakiś czas pokazywała palcem na zdjęcie, mówiąc "a to żeśmy z dziadkiem kupowali kiedyś, do dzisiaj ładnie rośnie...".

Zatrzymaliśmy się na roślinach tropikalnych. Babcia wytężyła wzrok, po czym powiedziała:

— Ach, hodowaliśmy kiedyś coś takiego. Pamiętasz, Marian? Wielkie paskudztwo, a śmierdziało jak spleśniałe mięso. Dobrze, żeśmy to wywalili w pieruny, bo się żyć w tym domu nie dało.

To było dziwidło olbrzymie. Największa kwitnąca roślina na świecie.

W taki oto sposób moja babcia wyrzuciła bardzo rzadki tropikalny okaz, ponieważ śmierdział, stojąc w pokoju.
DeathFairy Odpowiedz

Bo ta roślina faktycznie śmierdzi padliną

aceofspades Odpowiedz

Wcale jej się nie dziwię, woń rozkładającego się mięsa to chyba najobrzydliwszy zapach jaki znam i choćby nie wiem jak rzadki byłby to okaz, to nie chciałabym mieć takiej rośliny u siebie w domu.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#dw6XO

Nie będzie anonimowo.

Ostatnio mój tata miał wypadek samochodowy. Mężczyzna, który jechał z naprzeciwka wypadł z zakrętu i uderzył w drzwi kierowcy. Tata jechał z trójką dzieci. Bok samochodu skasowany. Ratownicy zapytali tatę jak się czuje i czy może chodzić. Tata powiedział, że jest ok. Ratownicy zostawili jakiś świstek i odjechali. Dzieci nawet nie zostały zbadane.

Po dwóch dniach nagle tatę zaczął bardzo boleć brzuch. Zadzwoniłam po karetkę.

Tata jest już po operacji. Na śledzionie zrobił się krwiak, który pękł uszkadzając przy tym śledzionę, trzustkę i wątrobę. Krew rozlała się do jamy brzusznej. Śledziona i część trzustki musiały zostać wycięte.

Gdyby ratownicy zawieźli tatę od razu do szpitala, można byłoby zapobiec takim obrażeniom. Trafiło na mojego tatę - osobę, której miał kto pomóc. Nie musiało tak być.

PS. Dzieci zostały dokładnie zbadane w późniejszym czasie.
majer Odpowiedz

Nigdy po stłuczce nie wolno mówić że jest OK. Narzekać na ból głowy, brzucha i pleców. Zrobią wam od razu pełną diagnostykę w try miga.

Odpowiedzi (4)
Luesacquisita Odpowiedz

Zostawili jakiś świstek? Otóż nie, to nie był świstek to była odmowa Twojego ojca. Podpisał papier, że nie wyraża zgody na leczenie, taka jest procedura. Siłą nie mogą nikogo zabrać.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#J17aw

Pamiętacie wyznanie o moim mężu, który był maltretowany jako dziecko? #nnnSO
Namówiłam go w końcu, by dla mojego i swojego spokoju opisał najgorsze wspomnienia, więc za jego zgodą dodaję je tutaj.

Moim pierwszym wspomnieniem, było oczywiście lanie. Nie pamiętam dokładnie ile mogłem mieć lat, ale ledwo co sięgałem głową do stołu, z którego chciałem ściągnąć kawałek ciasta urodzinowego mojej siostry. Ojczymowi się to nie spodobało, odepchnął mnie a potem kopnął. Zapłakany podczołgałem się pod ścianę i zacząłem wołać mamę. Wyglądała przez okno, nie zerknęła na mnie nawet przez ułamek sekundy.

Kolejne wspomnienie, nieco starszy ja wróciłem ze szkoły z pierwszą uwagą w dzienniczku. Ciesząc się, że ojczyma nie ma w domu bez obaw pokazałem ją matce. Wtedy pierwszy raz dostałem wpier*ol od niej. Zaczęła krzyczeć, szarpać mną, a potem raz za razem policzkowała mnie. Gdy przestała, kazała mi iść do kąta, gdzie stałem bardzo, bardzo długo. W końcu zachlała mordę i mogłem wymknąć się do pokoju.

Od tamtego momentu awantury stały się codziennością, jakby właśnie tego dnia coś się w mojej matce przełamało. Przerosła nawet ojczyma, on używał tylko rąk, a ona znajdywała coraz ,,lepsze'' rzeczy do karania takiego niechcianego, niewdzięcznego bachora. Noga od starego stołu? Wyśmienita. Kapcie? Tylko, gdy miała lepszy humor. Chochla? Idealna, gdy napatoczę się w kuchni... Długo by tak wymieniać. Kiedyś pękłem i po prostu zapytałem ją dlaczego, za co mi to wszystko robi?
 
- Bo jesteś zbyt podobny do ojczulka - warczała.

Często również mawiała, że nikt mnie nie kochał, nie kocha i nie będzie kochać. Wpajała mi, że jestem zerem, niepotrzebnym gównem i nie zasługuje na nic.
Zatracałem się powoli w nienawiści do całego świata. Im starszy byłem, tym częściej myślałem o samobójstwie.

Bicie ustało wraz z dniem, gdy się postawiłem. Byłem już "dużym'' chłopcem, chociaż nie jestem teraz z tego dumny, po prostu oddałem ojczymowi na oczach matki. Wtedy zostały im tylko słowa. Choroba? Szkoda, że nie zdychasz. Złamałeś rękę? Szkoda, że nie kark itd.

Gdybym wtedy na szkolnym korytarzu nie zobaczył tego pięknego uśmiechu, tej radości w oczach koleżanki mojej siostry, nie wiem jak bym skończył. Poprawczak, więzienie albo cmentarz.

Walczę z przeszłością, mimo że nawet bo tylu latach wciąż śni mi się matka machająca przed moją twarzą swoją nową ,,zabawką'' do bicia.
Poznałem swojego Anioła, który pomaga mi teraz jeszcze bardziej. Wcześniej sama jej obecność dodawała mi siły i wiary. Ona, nasze dzieciaki, wiem, że dla nich warto żyć, wiem że dla nich jestem ważny.
Zapisałem się do psychologa, trzymajcie za mnie kciuki. Może niedługo nawet te koszmary znikną.
KotGucislaw Odpowiedz

A co z Twoja siostra? Czy ona tez była tak okropnie traktowana? Czy macie ze sobą kontakt?

Odpowiedzi (2)
crimsoneye Odpowiedz

Współczuje, Autorze. Trzymam za Ciebie kciuki. Bądź przeciwieństwem swoich "rodziców" i będzie dobrze.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#kUthE

Mam 30 lat i zmarnowane 15 lat życia u boku faceta, który zapytany na weselu swojego brata, kiedy nasza kolej, odpowiedział:

"Ślub to się raczej bierze z miłości. A ja nie wiem, czy my się kochamy. Raczej jesteśmy ze sobą z przyzwyczajenia".

Ja go bardzo kochałam, i niestety nadal kocham, ale nie mogę już z nim być.
Velasco Odpowiedz

Odejdź, na początek na jakiś czas, jeżeli mu zależy będzie robił wszystko byś wróciła, a jeśli mu nie zależy to na zawsze. Utrzymywanie takiej relacji nie ma sensu.

Aleksandrowska987 Odpowiedz

Zostaw go. Myślę że już nawet nie ma sensu ultimatum że "albo się żenimy albo rozchodzimy".
Rozumiem jak ktoś zazyna być ze sobą w wieku 15 lat i nie decyduje się na ślub w wieku 25 (niby 10 lat razem ale jednak 25 lat to jeszcze taki wiek że "jest jeszcze czas"). Ale skoro Ty masz 30, partner podejrzewam że więcej i chłopina się jeszcze nie zadeklarował to znaczu że już tego nie zrobi. Prędzej obstawiam że pozna jakąś inną dziewczynę, nagle się zakocha i z nią weźmie ślub po roku.
Dziewczyno, im szyby odejdzie u tym szybciej ułożysz sobie zycie!!!

Nawet jeśli ten tekst o miłości był głupim żartem, to bardzo niesmacznym i nie na miejscu.

A tak zapytam jeszcze, czy wcześniej nie rozmawialiście i ślubie ? O dzieciach?

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#PFnHT

Zdarzyło mi się umówić na randkę z facetem kawał czasu temu. Na randce przegadaliśmy 7 GODZIN, obeszliśmy cały park (jedyna atrakcja w malutkiej miejscowości) i czułam się w jego towarzystwie cudownie. Taki człowiek, z którym pogadałabym o wszystkim i o niczym. Jeszcze nie zdarzyło mi się na randkach tak szybko złapać kontakt z facetem. Miałam też wrażenie, że także nie jestem mu obojętna. Opowiedział mi w sumie, że na stałe mieszka za granicą, a chciał kogoś tutaj poznać, w Polsce ma rodzinę i jak czas i okoliczności pozwolą, zostaje w Polsce.
Sytuacja oczywista - marzyć za wiele nie mogłam, on tam, ja tu.

Po tygodniu w Polsce i kilku spotkaniach ze mną wrócił do siebie. Zaczęłam za dużo myśleć, snuć fantazje (a kto zabroni ;)), no ale zapał mi opadał, gdy coraz rzadziej odpisywał na wiadomości.
Sytuacja jeszcze bardziej powinna być dla mnie klarowna - przelotna znajomość, więc powinnam dać sobie spokój. Olał, było miło i tyle. Zawrócił mi w głowie i został w pamięci. Zatem żeby pozbyć się myśli o nim, jeśli taka wpadała mi do głowy, za chwilę odpowiadałam sobie "chvj z tobą!". Operacja powtarzana wielokrotnie. Do skutku.

Niecały rok później, akurat oglądałam pieczywo w sklepie... Poczułam dotyk na ramieniu, obejrzałam się za siebie i "on" z uśmiechem mnie przywitał:
- Hej Madzia!
- Chvj z tobą! - wystrzeliłam bezmyślnie.
- Chciałem... Nieważne - wyszedł ze sklepu.


Nie, nie goniłam go, sparaliżowało mnie. :(
ZdegustowanaRyba Odpowiedz

Odruch Pawłowa, który działał za dobrze 😦

pro100zDupy Odpowiedz

Koleś liczył, ze czekałaś na niego i rzucisz mu sie w ramiona a tu taki zonk 😄

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#tqEu7

W akademiku mieszkaliśmy w segmencie - ja, kumpel i dwie dziewczyny. Wspólna była kuchnia i łazienka. O łazience będzie mowa.

Pod prysznicem spaliła się żarówka. Powiedzieliśmy nieco nieogarniętej współlokatorce, by poszła do administracji załatwić żarówkę, tylko żeby powiedziała, że musi być wodoodporna, bo to pod prysznic. Poszła, wróciła, powiedziała, że wodoodpornej nie dostała.
Postanowiliśmy żartować z niej dalej. Stwierdziliśmy, że my ostatnio załatwialiśmy, teraz jej kolej. Rada: musi iść do sklepu elektrycznego, tam pewnie będą mieli. Ona, że OK, załatwi.

Wracamy po weekendzie do akademika, a tam żarówka pod prysznicem i paragon na 80 zł. Dziewczyna dumna z siebie, że poszła, kupiła, no i składka na 20 zł. Uznaliśmy z kumplem, że dowcip nam się nie udał i daliśmy jej składkową kasę.

Podobno nasze miny były genialne, gdy okazało się, że od początku domyślała się, że ją wkręcamy i postanowiła sama nas wkręcić.
IrisvonEverec Odpowiedz

A już myślałam, że serio znalazła wodoodporną żarówkę, albo sprzedawca jej wcisnął zwykłą twierdząc, że jest wodoodporna... 😄

Przekliniak Odpowiedz

Swój swojego wyczuje

Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie