#IxCYB

Panicznie boję się rozmawiać w języku angielskim. Na samą myśl o tym, że będę musiał wymienić chociaż kilka zdań po angielsku, dostaję dreszczy. Jestem młodym człowiekiem, który uczył się angielskiego przez kilka lat, zarówno w szkole, jak i poza nią. Niestety, to nic nie dało. 

Nadal nie potrafię rozmawiać w tym języku. Najgorsze jest to, że ten problem nie pozwala mi się rozwijać, blokuje moje możliwości. Tak, po prostu mam lęki przed używaniem języka angielskiego.
Rillianne Odpowiedz

To jest chyba dość powszechny problem, wiele razy słyszałam od obcokrajowców albo osób, które już długo mieszkają poza granicami naszego kraju, że Polacy boją się mówić w obcym języku. Sama też zawsze miałam z tym problem. W szkole, przed maturami, wiele osób z mojej klasy miało problem, żeby się swobodnie wypowiedzieć. Nie dlatego, że nie umieli tylko właśnie z powodu jakiejś blokady. Nie ma rady, trzeba wychodzić poza swoją strefę komfortu i mówić, mówić i jeszcze raz mówić aż w końcu przywyknie się do rozmawiania w języku obcym.

Odpowiedzi (7)
Kocimientka Odpowiedz

Od zerówki do drugiego roku studiów zajęcia z języka angielskiego miałam z 11 nauczycielami. Wszyscy skupiali się albo tylko na słówkach albo tylko na gramatyce. Żaden nie skupił się na konwersacjach. I właśnie w tym tkwi największy problem, a potem wszyscy w szoku, że absolwenci nie potrafią się porozumiewać po angielsku...

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (36)

#L4UzV

Zawsze wstydziłam się tego, że jestem ze wsi i mamy gospodarstwo, wiecznie widziałam że ludziom z miasta jest lepiej, i o ile się dało, ukrywałam fakt, że mamy krowy i świnie. 

Jak poszłam do szkoły średniej, jedna z nowych koleżanek w jakiejś rozmowie wspomniała, że codziennie pije mleko od krowy, uznałam to za mega obciach, że się przyznała do tego, nawet ze wzgardą opowiadałam to innej koleżance. 

Po wielu latach od zakończenia szkoły wciąż przyjaźnię się z tą koleżanka od mleka, jest wspaniała osobą i wiem, że po prostu nie była zakompleksiona jak ja. Wstyd mi że tak głupio o niej pomyślałam, choć wciąż nie wspominam miło czasów pracy w gospodarstwie rodziców. 

Zakompleksienie i wstręt do pracy na roli ze mnie nie wyszły, nic na to nie poradzę.
Ookami Odpowiedz

Bardziej do komentarzy niż do samego wyznania, ale trochę wkurza mnie to demonizowanie życia w mieście. Pewnie że życie na wsi ma wielkie plusy (na przykład fakt, że nawet będąc na dworze jesteś w domu), ale miasto też, to nie tylko szare blokowiska, hałas i próżność. Bo możesz mieszkać na wsi i mieć za płotem patologię, ale też w bloku na czystym, spokojnym osiedlu. Jest też kwestia wychowania, możesz być pracowitym, obowiązkowym człowiekiem z miasta i leniwym pasożytem ze wsi. Obiektywnie rzecz biorąc, życie w mieście i na wsi ma tyle samo plusów i minusów i tak naprawdę wszystko zależy od osoby. Także no. Generalizacja jest zła.

Odpowiedzi (7)
rambo Odpowiedz

Błąd, zakompleksienie jest zależne tylko od ciebie. Tylko my sami jesteśmy w stanie zmienić samego siebie. Życzę Ci abyś sobie to uświadomiła jak i powodzenia ;)

Zobacz więcej komentarzy (11)

#zZ3II

Jak ognia staram się unikać ludzi z wadą wzroku, zezem. Nigdy nie wiem jak wtedy się zachować. Nie potrafię patrzeć im w oczy. Zawsze mnie zastanawia, którym okiem mnie widzą, a które im "ucieka". Od zawsze byłam też ciekawa jak oni widzą, czy każde oko żyje swoim życiem i widzą dwa odrębne obrazy, co mnie osobiście przyprawiłoby o zawrót głowy, czy widzą jednym, a drugie jest jakby "odłączone". Nie umiem sobie z tym poradzić.
scor Odpowiedz

W technikum miałem nauczyciela z wadą wzroku - zezem. Pewnego razu postanowił wziąć kogoś do odpowiedzi mówiąc ,,Ty do odpowiedzi'' i wstały 2 osoby każda z innego rzędu ławek. Od tego czasu typował do odpowiedzi za pomocą dziennika.

Odpowiedzi (3)
StarszaPaniBezKota Odpowiedz

Mam kolegę w pracy, co oczy ma każde w inną stronę. Raz kazałam mu patrzeć na mnie, gdy ze mną rozmawia, a nie się ciągle gapi na inne babki, mówiłam że chcę całej jego uwagi, a nie części. Śmiał się. Potem mówił, że to moja wina - bo chciał patrzyć na inne, ale nie mógł oderwać ode mnie wzroku i mu się oczy musiały rozdzielić. Wszystko zależy od osoby, do kogoś bez dystansu radzę tak nie mówić.

Zobacz więcej komentarzy (14)

#eimSc

Jestem inżynierem, ale tylko z papierka, więc nie robię w zawodzie. Przez lata parałem się różnych prac. Na budowie, w warsztacie samochodowym, na budkach. Na co dzień zarabiam jako operator/montażysta.

Początek roku był dość ciężki, więc postanowiłem dorobić sobie jako kelner. Pomijając stawkę (tutaj nasuwa mi się tylko komentarz z filmu Dzień Świra podczas odbierania wypłaty) doszło do mnie, że ludzie w tego typu usługach są traktowani gorzej jak podludzie. Podczas spotkań z klientem jako filmowiec, ludzie podchodzą do mnie z szacunkiem, zawsze zwracają się per pan itp. Bardzo miłe. Natomiast w drugiej pracy czuję się czasem wręcz poniżany. Pomijając zwroty grzecznościowe, ludzie potrafią pstrykać na mnie palcami czy zagwizdać i wyskoczyć z japą do mnie, że np. nie ma jakiejś pozycji w menu. Już pomijam temat szefa, bo to inna bajka, ale po kilkunastu godzinach w pracy, gdy wychodzę czuję się jak śmieć. Podgatunek człowieka. Nie wiem jak to jeszcze inaczej opisać.
Serio ludzie, ogarnijcie się. Wam odpieprza, jak poczujecie choć trochę władzy nad drugim człowiekiem.
ZimnaFrytka Odpowiedz

Kelner to jeszcze pikuś. Pracownik fast food ma jeszcze bardziej przesrane, bo nie dość że jest straszne ciśnienie na wyniki, to jeszcze ludzie nie potrafią zrozumieć, że na coś muszą poczekać i są krzyki, wyzwiska Bogu winnego pracownika, a nawet rzucanie jedzeniem.

Odpowiedzi (3)
Niezywa Odpowiedz

Zabijaj to miłością. Im bardziej będziesz się wkurzał tym gorzej. Najlepiej być zbyt miłym w tej pracy. Wtedy ludzie będą cię dobrze pamiętać. Nadal będą chamy, ale przynajmniej ty będziesz mniej nerwowy bo nie będziesz brał tego do serca.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#XVT68

Około dekady temu, gdy miałem jakieś 15-16 lat, grywałem niemal (albo po prostu) nałogowo w gry online typu mmorpg.

Tak więc grałem sobie w grę, bardzo skupiony, gdy mama po raz któryś woła mnie z zapytaniem "czy zechcę zjeść kanapki?". Szybko, byle mieć spokój, odpowiedziałem TAK, po czym wróciłem do ekscytującej rozgrywki.
Po kilku minutach (całkowicie zapominając o kanapkach) postanowiłem odpalić sobie filmy bezkostiumowe i zrobić to, co się zazwyczaj przy oglądaniu takich filmów robi.
Poszedłem przymknąć drzwi, założyłem słuchawki no i działam.

Skończyłem, odwracam się, a tam... dokładnie, kanapki.

Później do końca dnia nie wychodziłem z pokoju z tego wstydu.
julkaxd Odpowiedz

Ciekawe, czy to znowu ten sam przerobiony żart czy to serio się stało tym razem.

Odpowiedzi (1)
PancernyRzuf Odpowiedz

Nie wiem co trzeba mieć w głowie żeby czynić samogwalt z słuchawkami na uszach, nie zamykając drzwi na klucz

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#ucSX7

Z braku laku użyłam swojego włosa (z głowy, mam je mocne i grube) jako nici dentystycznej do wyciągnięcia jakiegoś paproka, który utknął mi pod dziąsłem.


Udało się, przy okazji obyło się bez krwawienia z dziąseł, które mam zawsze po użyciu zwykłej nitki dentystycznej.


Chyba znalazłam patent na oszczędzanie.
Ookami Odpowiedz

Też tak czasem robię

Odpowiedzi (1)
malyzuraw Odpowiedz

I na łysienie

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#cNiOw

Kiedy byłam małą dziewczynką, mama często wysyłała mnie do sklepu osiedlowego. Pracowały tam dwie panie: pani w niebieskim fartuchu i pani w czerwonym fartuchu. Zmieniały się regularnie, tak że idąc do sklepu mogłam przewidzieć, którą akurat spotkam. Uznałam to za ciekawe zjawisko, dlatego też dorobiłam sobie do niego następującą teorię: w nocy, gdy sklep jest zamknięty, podłoga się otwiera i "wyjeżdża" z niej jedna pani, a w jej miejsce "wjeżdża" druga. W ten sposób jedna z nich pracuje, a druga czeka pod ziemią na swoją kolej.

Wielkie było moje zdziwienie, kiedy dowiedziałam się, że sprzedawczynie też mają domy, do których wracają po pracy.
Venrosa Odpowiedz

Myślałam, że tylko o nauczycielach mają takie wyobrażenie. Kiedyś, gdy pracowałam na świetlicy, jedna z mam przyszła dużo spóźniona po syna, tak, że wyszliśmy razem ze szkoły. Ale dzieć w drzwiach staje i patrzy na mnie z przerażeniem:
-Gdzie pani idzie?!
-Jak to gdzie, do domu.
-To pani ma dom?!!

Spoko.

Odpowiedzi (6)
LeoSign Odpowiedz

Ja jako małe dziecko myślałam że pani mówiaca na dworcu przez megafon, który autobus skąd odjeżdża, mieszka w tym betonowym słupie, na którym ten megafon wisi. Także no.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#bV0Wd

Pracuję w dużej firmie, gdzie jest częsty przemiał ludzi - jedni odchodzą, inni przychodzą. Ale jest kilka osób, które pracują tu naprawdę długo i można powiedzieć, że jesteśmy zgraną paczką (taka stara gwardia, he, he).
Wczoraj się dowiedziałem, że kolega, który jest z nami od jakichś 3 lat... jest byłym księdzem-pedofilem.

Badum-tsss...
Venrosa Odpowiedz

Miejmy nadzieję, że podwójnie byłym, a nie tylko że księdzem.

Odpowiedzi (10)
sonko86 Odpowiedz

A ja uważam, że powinien wtajemniczyć innych. Z komentarzy wynika jakby czyny pedofilskie były historią, z którą chłopina zerwał. Jak dla mnie to taka natura. Czy gdybyś dowiedział się, że nie był księdzem a "tylko" pedofilem to zatrzymałbyś tą informację dla siebie. Ja wolałabym wiedzieć, że osoba, z którą pracuję robiła takie rzeczy. Seksu nie uprawiasz zapewne w pracy, tak jak i nie wykorzystujesz dzieci, nie? Może niech znajomi mają również na niego oko.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#ehdnc

Pewnego zimowego dnia po skończonych zajęciach wracałam do domu. Przechodziłam akurat obok przystanku, na którym zgromadziła się grupka dzieciaków, a obok nich stał naprawdę przystojny chłopak. Zaczęłam się zastanawiać, zagadać czy nie, ale zanim się zdecydowałam, to zdążyłam już go minąć. Myślę sobie, no trudno, głupio będzie się teraz zawrócić. I wtedy poczułam kilka uderzeń w plecy. Odwróciłam się i w tym samym momencie dostałam śnieżką prosto w twarz. Całe szczęście, że śnieżka nie była twarda. Już chciałam przygadać dzieciakom, ale widać było, że nie chciały trafić mnie akurat w to miejsce. Nie wiem czemu, ale momentalnie obudziło się we mnie długo uśpione dziecko i rzuciłam śniegiem w dzieciaki. W taki właśnie sposób rozpoczęła się bitwa na śnieżki.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że chodniki tamtego dnia były cholernie śliskie. Gdy ruszyłam z "wojennym okrzykiem" na śmiejącego się chłopca, poślizgnęłam się. Upadłam na zadek i wpadłam w mały poślizg. Pech chciał, że na mojej drodze stanął właśnie ten przystojny chłopak, który akurat miał zamiar wsiąść do autobusu. Z niemałą prędkością wjechałam pod niego, powalając go na siebie i w takiej pozycji pojechaliśmy razem jeszcze kawałek. Gdy w końcu się zatrzymaliśmy, spojrzał na mnie zszokowany. A ja zamiast przeprosić, zestresowałam się i wypaliłam, nerwowo się śmiejąc: "Widzę, że na mnie lecisz".
scor Odpowiedz

Ahh zima, jakoś w styczniu wracając z pracy przy klatce bloku w którym mieszkam jakiś dzieciak wylewał 2L butelkę wody, trochę dziwne ale nic idę dalej. Przypomniałem sobie o tym zdarzeniu dopiero dzień później, kiedy idąc do pracy wywinąłem orła.

Odpowiedzi (3)
Odpowiedz

Przez przypadek kliknęłam "dodaj" zanim skończyłam wyznanie XD
Po moich słowach chłopak wybuchnął śmiechem. Pomógł mi wstać, wymieniliśmy się numerami i wsiadł do autobusu. Odchodząc, kątem oka widziałam jak ludzie siedzący w pojeździe z trudem powstrzymywali się od śmiechu. Kawałek dalej przechodziłam obok tego właśnie autobusu gdy stał na światłach. Kilka osób w tym chłopak, gdy tylko mnie zobaczyli zaczęli do mnie machać śmiejąc się. Nie, nie jesteśmy razem i mie mamy gromadki dzieci. Chłopak nie jest z mojego miasta, jednak nadal utrzymujemy ze sobą kontakt xD

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#ojaKT

Karmienie piersią w miejscach publicznych.. Niech rozpocznie się kolejna gówno burza, ale to co przed chwilą widziałam wprawiło mnie w osłupienie. Kobieta przy samym wejściu na basen karmi dziecko... 

Bez żadnego zasłaniania się, pół biedy jak to dziecko je i zasłania pierś ale po skończeniu bez żadnej skrępowania z piersią na wierzchu. W samym centrum (zaraz przed kasami basenu), gdzie biegają i widzą wszystko dzieci. 

Zamiast przejść się na koniec korytarza (może 50-60 m.) gdzie prawie nikt nie chodzi.
Akwamarynowa Odpowiedz

Karmienie piersią, wiadomo, siła wyższa, ale mnie śmieszą takie baby. Baby, nie kobiety. Baba wywala cycka i ma w poważaniu dyskomfort innych. Kobieta jak musi nakarmić dziecko, to robi to dyskretnie i w taki sposób, że i dziecko syte i psychika otoczenia cała.

niebieskiatrament Odpowiedz

Młody podrośnie, to go madka nauczy, że można przy ludziach sikać koło przystanku czy kiosku. Potem jako dorosły facet dalej będzie lać tam gdzie stanie. Znajdzie żonę co będzie karmić ostentacyjnie przy wszystkich i patola się rozmnaża.

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (26)
Dodaj anonimowe wyznanie