#UJAl0

Wróciłem napruty z imprezy, rozebrałem się i poszedłem spać. Śniło mi się, że wstałem do toalety się wysikać.
Obudziły mnie czyjeś krzyki. Okazało się, że stoję nad łóżkiem mamy i pomyliłem ją z toaletą... Szlaban na imprezy na miesiąc.
lanekluski1 Odpowiedz

ja bym ci za to dała szlaban na imprezy do wyprowadzki.

metal1988

Ja bym bo odrazu wyprowadził 😂

Lindab Odpowiedz

Może mi ktoś wytłumaczyć, na uj chlać do takiego stanu? Rozumiem, że jak się jest młodym, to wszystkiego trzeba spróbować, może się kilka razy zdarzyć. Ale powtarzać to, a później się z tego śmiać, czy chwalić tym? Jeszcze rozumiem ludzi, którzy w alkohol uciekają, bo ich znieczula, bo mają jakieś problemy (nie pochwalam, ale rozumiem). Poważnie, proszę, niech mnie ktoś oświeci.
Sama osobiście lubię czasem się napić, wprawić w dobry humor. Zdarzyło mi się trzy razy, że przegięłam (potem źle się czułam, raz mogło dojść do tragedii, bo nie byłam w stanie kontrolować własnego ciała). Jednak za każdym razem wiedziałam, że jak wypiję kolejny kieliszek, to przesadzę. Wiedziałam, że powinnam przestać. No ale głupota, potem był kac, to się człowiek nauczył na swojej durnocie.

Lindab

Tak samo, jak ciężko mi zrozumieć ludzi, pijących duże ilości. Jak się to w nich mieści? Przykładowo, ktoś wprowadza kilka browców i np pół litra. Przecież pijąc jakąś tam ilość, to się w żołądku przelewa i choćby z tego względu problematyczne jest dalsze wlewanie płynu w siebie. Przynajmniej dla mnie.

hatesmog

Ech, no mnie nadal w sumie dziwi, że ja przeżyłam te wszystkie... Sytuacje.
Nie mówię o alkoholu, ale o narkotykach. Tych twardych też.
Ludzkie ciało jest niesamowite. Połowa znanych mi ćpunów powinna nie żyć według choćby wikipedii. Część już zresztą nie żyje, ale w teorii - takie ilości substancji powinny zabić. A nie zabijają. Mimo że bardzo bym tego chciała.
Da się. "Just do it" nie bierze się znikąd.

A odpowiedź na pytanie po co - dla mnie jest to "przestać czuć/istnieć". Dla niektórych ludzi egzystencja to ciągły ból psychiczny i nie wszyscy się "przyzwyczajają".
To trochę ironia losu, że ludzie giną przez przypadek, a ćpuny się jakoś trzymają, mimo że tego w sumie nie chcą.
Nie wiem, jak jest u innych, tak naprawdę. Wiem tyle, że potrzeba zaburzeń psychicznych, poważnych, żeby zacząć. A z zaburzeniami psychicznymi jest tak, że nasze społeczeństwo za mojego życia zaczęło o nich w ogóle na serio mówić... Plus - nasza świadomość jest w mózgu. Kiedy mózg choruje, percepcja jest ograniczona.
Wydawałoby się to oczywiste, ale nie jest oczywiste :>

Lindab

Hatesmog, tak jak napisałam, ludzi, którzy uciekają od czegoś jestem w stanie zrozumieć. Pod warunkiem, że krzywdzisz tylko siebie a nie wszystkich wokół którzy Cię kochają.

Pestgirl

Też nie ogarniam, co to za fun, schlać się do urwanego filmu, a rano mieć takiego kaca, że nie kontroluje się zwieraczy. Podobnie ze zjaraniem się do momentu nieogarniania rzeczywistości (o twardych dragach szczęśliwie nie mówię, bo nie znam osobiście takiego towarzystwa) . Przecież te stany w ogóle nie są fajne, to uczucie bycia ciężko chorym, a po alko cierpienie 24h. I 5 dni później robią to samo, wtf.

hatesmog

Lindab, może to zabrzmi nieco paradoksalnie, ale... Jeśli reszta się uprze, to skrzywdzisz ich cokolwiek sobie wymyślą. To znaczy - kwestia na ile my decydujemy o swoich własnych emocjach jest raczej kwestią sporną. Ale tym bardziej nie mamy wpływu na emocje innych...
Ludzie potrafią sobie wmówić, że dosłownie wszystko ich krzywdzi. Od antyszczepionkowców po homo- i inne tego typu fobie, najlepsze przykłady. Dosłownie słyszałam no ociekającą miodem (bardzo sarkazm) sugestię, że lesbijki powinny być zgwałcone przez "armię", cytuję. Z wyraźnie zauważoną agresją. Podstawa? Wspomniałam, że jedna z naszych wspólnych znajomych, która zresztą jest od tego konkretnego "pana" 4 lata młodsza, wrzuca zdjęcia na Facebooka ze swoją narzeczoną. I że to słodkie.
Nie będę się powstrzymywać przed zachowywaniem się adekwatnie do moich przekonań, żeby uchronić wrażliwy komfort psychiczny tego człowieka. Nie. Nie wydaje mi się, żeby życie ludzkie było mniej ważne od tego komfortu psychicznego, wcale nie przesadzam, homoseksualność (według mojej wiedzy to aktualne określenie, zamiast -izmu, który sugeruje chorobę) bardzo często (nadal!) prowadzi do śmierci. Sprawdźcie sobie statystyki, jeżeli nie wierzycie.
Odbiegam od tematu.
I ta osoba głęboko wierzyła w to, co mówi. Czułam ładunek emocjonalny, nie sądzę, żeby ładunek emocjonalny w ogóle szedł łatwo w parze z niejednoznacznością.

No stąd już całkiem niedaleko, że emocje i komfort psychiczny innych, niezależnie od przyczyn, jest wyłącznie ich własną sprawą, nie?

hatesmog

To jedno.
Natomiast, cóż, co do reszty mogę powiedzieć tylko tyle, że w sumie niewiele w tym "funu".
Wszystko jest kwestią obniżenia standardów, nawet już nie moralnych, ale ogólnie oczekiwań do życia, podejścia, że zawsze może być gorzej (które samo w sobie nie jest złe), że w sumie to jest ok, itp.
Nie zauważasz, jak się staczasz, bo nie chcesz tego zauważyć. A potem to już "wszystko staje się relatywne" i dyskutujesz, czy aby na pewno możesz ufać własnej percepcji.
"Wiem" już, że nie.

Osobiście funkcjonuję na zasadzie głębokiego zaprzeczenia, z przerwami, na szczęście - bo gdyby nie te przerwy, to pewnie już bym nie żyła, ale to w ogóle inna sprawa, że ja się po prostu próbuję zabić.

Natomiast dopiero niedawno, w zasadzie to wczoraj, trochę mi to strzeliło z liścia mocniej niż wcześniej.

hatesmog

Bo to, co jest najbardziej pomijane w edukacji/profilaktyce, jest jednocześnie najbardziej... Czynnikiem, najlepsze określenie, jakie przychodzi mi do głowy, to "tricky". Chodzi mi o efekty "po". I bynajmniej mnie "zjazd"/"zwałę".
Według mnie nie do końca uzależnienie jest aż takim problemem, w jaki sposób jest opisywane. To też nie tak, że moje doświadczenie jest znowuż jakieś ogromne, ale z drugiej strony nie znam osobiście osoby z podobną "rozpiętością" doświadczeń, co ja i jednocześnie tak krótkim czasem... Trochę mam wrażenie, że jestem, mimo mojego oporu przed tego typu stwierdzeniami, trochę mocnym przypadkiem.

Niemniej: uzależnienie widać. I słychać. I problem, a raczej jego istnienie jest uświadamiane.
A już mniej się mówi, że to miesza w głowie. Ja naprawdę głównie słyszałam o "dziurach w mózgu wielkości orzecha włoskiego". A wszelkie, raczej enigmatyczne, trudno się dziwić, opisy od "starszych kolegów" przypisywałam skutkom uzależnienia psychicznego.
Tyle że nie, chyba serio to nie o to w ogóle chodzi. To zmienia perspektywę, drastycznie. Tyle i aż tyle. I podejście. Z czymże oprócz tego dochodzi ogłupienie, a o "paradoksie" głupiego vs. inteligentnego raczej na pewno słyszeliście.

hatesmog

Komentarz pod komentarzem, ale centralnie zabrakło mi znaków.

Ech, bo to mimo wszystko jest trochę wszystko naraz.
I podejście, że "ćpun" to degenerat i wrzód na dupie, i jeszcze przegniwa społeczeństwo od środka.
I podejście, że społeczeństwo w sumie samo sobie wybiera, układa, podporządkowuje swoje kozły ofiarne. Które potem no już po prostu nimi są, ze wszelkimi konsekwencjami...

Tak było ze mną. Biorę odpowiedzialność za swoje działania - w sensie dosłownie uważam, że to moja wina i jeszcze wciągam innych, co jest dla mnie czymś tak złym... Ale nie ma co się bardziej rozpisywać. Niemniej nie mogę tego samego zrobić wobec siebie samej, myśląc jak o obcej osobie. Bo jest to po prostu bez sensu. Jak od linijki, ćpanie wyszło od tego, jak byłam traktowana przez matkę, potem w szkole, potem już zawsze. Jakiej odpowiedzialności za własne emocje można oczekiwać od małego dziecka?

hatesmog

Rozpisałam się, bardzo to osobisty problem. Mam nadzieję, że ktokolwiek to przeczyta, nie po to, żeby się poczuć potrzebna, chociaż retoryka "przynajmniej inni nie będą ćpać" trochę na mnie działa xd
I kurde, wcale tak nie jest.
A jednak działa.

A ja o ćpaniu słyszałam od bardzo zaburzonych osób. Tylko że mieli za dużo, nie wiem, dumy, czegokolwiek co z niej zostało, żeby mówić o tych bardziej drastycznych rzeczach.

Gugugai

Zmartwię cię, nie trzeba być naprutym żeby zrobić coś takiego. Niektórzy lunatykują i sikanie w nocy przez sen w dziwnym miejscu po prostu zdarza się.

Zobacz więcej odpowiedzi (7)
izka8520 Odpowiedz

Czyli po prostu nie umiesz pić

ccandyfloss Odpowiedz

Mój pijany ojciec nasikał kiedyś na taboret w kuchni.

meinZwiebel Odpowiedz

Nie rozumiem skąd wniosek, że zrobił to bo był pijany. Zwyczajnie lunatykował, sama lunatykuję i to będąc całkowicie trzeźwa, więc skoro wypędzanie demona z domu przez sen jest możliwe to czemu pomylenie pomieszczeń nie? Poza tym pojawiają się tu historie o ludziach którzy zmoczyli w nocy łóżko, autor tylko poszedł jeszcze do pomieszczenia które w śnie było toaletą.

Dragomir Odpowiedz

Dobry synek, dobry...

Dodaj anonimowe wyznanie