#RAkFu

Od prawie 4 tygodni przebywam na zamkniętym oddziale szpitala psychiatrycznego...

Ale od początku...


Mam 33 lata. Uważam siebie za osobę młodą, przed którą jeszcze wiele lat, miejmy nadzieję szczęśliwego, życia. Mam jednak duże problemy sam ze sobą. Jestem hazardzistą i alkoholikiem. I mam OGROMNY problem z kontrolowaniem swoich emocji.


Półtora roku temu poznałem cudowną kobietę. Anioła. Po kilku miesiącach znajomości, uczuć, które się pojawiły i związku na odległość - dowiedziała się o moich problemach. Mogła je*nąć tym spokojnie. Ale dała mi szansę.

Pojawiłem się w ośrodku uzależnień. Zaczęła się moja praca nad sobą. Jednego dnia rzuciłem pracę w pubie, odłączyłem się od znajomych, którzy byli tylko od picia i grania, spakowałem się i przejechałem 500 km, by rano zadzwonić do mojego Anioła spod klatki mówiąc, że "kupiłem bułki".


Spędziłem 17 dni z moją partnerką. Rozmawialiśmy godzinami do samego rana. I wiecie co? Pierwszy raz w życiu spojrzałem na siebie naprawdę z boku i dojrzałem, jak złe i puste było moje życie.


Ustaliliśmy, że za 3-4 miesiące przeprowadzę się do niej. W międzyczasie wyjechałem do Londynu zarobić na swoje długi, ustaliliśmy termin terapii, a ja zacząłem chodzić do AA. Odpuściłem sobie jednak pomoc psychologiczną. I złamałem się... Doznałem porażki totalnej - emocjonalnej, z nałogami, życiowej... Moja partnerka się o tym dowiedziała. I dostałem kolejną szansę... Pewnie nie powinienem. Miałem swoją szansę i zawiodłem. Ale dostałem drugą.


Wróciłem z Londynu i wprowadziłem się do swojej partnerki. Wyciągnąłem wnioski z mojego potknięcia, zacząłem szerzej patrzeć na swoje problemy i zacząłem kolejną walkę. Chodziłem na terapię 2-3 razy w tygodniu, znalazłem stałą pracę i zacząłem tworzyć cudowną rodzinę z moją partnerką i naszą córeczką. Ale ciągle było coś nie tak... Emocje szalały we mnie czasem nie do opanowania. Mimo terapii, mimo leków. I pewnej nocy doszło do sytuacji, w której ujrzałem prawdziwy strach mojej partnerki i naszej córeczki... To było straszne... Wiedziałem, że nie tu granica została przekroczona... Następnego dnia spakowałem się i znalazłem się przed drzwiami szpitala psychiatrycznego prosząc o pomoc.


Jestem tu od prawie 4 tygodni... Faszerowany lekami, bez ŻADNEJ terapii, ograniczany nawet do przepustek, by zobaczyć się z moją rodziną. Choć spełniam wszystkie zasady, dostosowuję się do wszystkich zaleceń, to zostałem ograniczony w tym szpitalu. Żałuję, że się tu znalazłem... Choć pewnie warto było spróbować dla mojego Anioła i naszej córeczki...
Pielgrzym Odpowiedz

Oddziały psychiatryczne w Polsce to parodia... Przykro mi że musisz to znosić. Szkoda że nie możesz chodzić na zwykłą terapię...
Pozdrawiam

majer

Psychiatria na całym świecie to w najlepszym wypadku parodia, a w najgorszym, ośrodek gorszy niż więzienie o zaostrzonym rygorze. To ostatnie miejsce w cywilizowanym świecie, gdzie można stosować tortury w ramach dozwolonych procedur.

rogaliczek

Niekoniecznie. Nie wiem jak w innych krajach, ale w naszym na pewno nie odróżniamy pojęć szpitala psychiatrycznego od ośrodka psychiatrycznego. Szpital, jak sama nazwa wskazuje jest szpitalem-miejcem leczenia przypadków medycznych zagrażających życiu człowieka, a ośrodek powinien być miejscem pomocy dla ludzi, którzy sami nie umieją sobie poradzić ze swoim problemem, ale ich choroba nie zagraża ich życiu. Pod tym względem jesteśmy w ciemniej dupie.

Venrosa Odpowiedz

Zrobiłeś dużo. Pierwszym krokiem do uleczenia jest przyznanie się do uzależnienia. Mam nadzieję, że przetrzymasz szpital i nie stracisz motywacji do pracy nad sobą

Adkalopatka Odpowiedz

Pamiętaj, że jesteś tylko człowiekiem a ludzie często popełniają błędy. Jednakże musisz też wiedzieć, że twoja partnerka wkrótce może być zmęczona z życia z uzależnionym, więc to może być twoja ostatnia szansa... Musisz to wygrać, bo je stracisz. Trzymam kciuki. :)

SzeptNocy Odpowiedz

Dobrze, to ja powiem jak to wygląda- do szpitala psychiatrycznego trafia się w dwóch przypadkach: stanowi się zagrożenie dla siebie lub stanowi się zagrożenie dla otoczenia. Tylko w tych dwóch wypadkach można się tam znaleźć "z ulicy". W pozostałych przez psychiatrę/psychologa/sąd i nie jest to ani proste ani szybkie.
Na oddziałach zamkniętych (obserwacji) nie ma możliwości posiadania nawet sznurówek, a co dopiero telefonu czy komputera. A przepustki i widzenia przysługuja niemal każdemu, chyba, że pacjent "rzuca się" na wszystko co się rusza.
Więc albo tę historię wymyśliłeś albo trafiłeś do szpitala przez sąd na leczenie odwykowe, a rodzina po prostu nie chce Cię znać.
Obstawiam wymyślenie.

Nea

No popatrz, ja na obserwacji normalnie miałam telefon. W jednym szpitalu nawet ładowarkę mogłam mieć. Nie ma reguły.

SzeptNocy

No popatrz, reguła potwierdza wyjątki. "Zwyczaj" z nieposiadaniem kabli/sznurków/ostrych przedmiotów jest chyba logiczny. A brak komunikacji (telefon/komputer) jest podyktowany nie podsycaniem złego samopoczucie i znilwelowaniem kradzieży. Jeżeli chciało im się pilnować, to super, miałaś rozrywkę. Jednak wyjątek nie stanowi reguły :P

Jogja

Byłam na trzech różnych zamkniętych oddziałach i tylko na dziecięcym były ograniczenia co do sprzętu (można było mieć telefon bez aparatu i odtwarzacz MP3) i to po to, żeby dzieciaki nie nagrywały siebie nawzajem i nie wrzucały do sieci. A i tam był dostęp do internetu na komputerze w szkole. Na oddziałach dla dorosłych w dwóch różnych szpitalach mogłam mieć nawet laptop, tylko bez ładowarki. Osobom z uzależnieniami nie dawali prawie wcale przepustek. No i autor stanowił zagrożenie dla otoczenia, to go wzięli. W szpitalach, w których byłam, trzeba było po prostu przekonać lekarza w izbie przyjęć. Historia nie wydaje mi się wymyślona.

SzeptNocy

Jogja, no pewnie, przekonać :D
I wszelkie osoby bezdomne, uciekające od długów, uzależnione od bycia w centrum uwagi, śmieszki, autorzy felietonów/artykułów, osoby zawierające zakład itd, etc- byliby z miejsca przyjmowani do szpitala. Od tak, bo co komu szkodzi pozew, uszczerbek na zdrowiu czy gnębiebie pacjentów. 😁

ototo

ha ha też uważam że z tym Internetem to już przegięcie.

ototo

przy okazji ilu bywalców nam się pojawiło :)

ototo

Nea na obserwacji może i tak ale nie na leczeniu. To chyba różnica. Po co mu dostep , żeby w necie mógł sobie pograć? poker, bukmacherka, zwykły totek... przy uzależnieniu od hazardu?

BigMomma Odpowiedz

Wydaje mi się, że o to w tym chodzi. Trafiasz tam po to, aby zrozumieć co możesz stracić. Zawiedziesz, gdy po jakimś czasie od wyjścia zechcesz wrócić do szpitala. To powinno być jednorazowe przeżycie, które postawi Cię na nogi. Masz teraz czas na to aby zastanowić się nad sobą, nad bodźcami, które Cię denerwują. I nie próbuj omijać tego tematu, albo ładnie go nazywać. Bądź szczery z samym sobą. Powodzenia!

yookine Odpowiedz

Nie wiem czy tylko mnie tak drażni jak ktoś kogoś podnosi do godności niemalże boskiej. Niby nie powinno mnie to obchodzić, bo dla niego ona może być jak anioł, ale tracą te wyznania jak je czytam. Tak z przymrużeniem oka na nie patrzę

Wafelka Odpowiedz

Nie wiedziałam, że na oddziale zamkniętym ma się dostęp do internetu ;) oraz że w ogóle można posiadać telefon czy też laptop

GeddyLee

zależy od szpitala

ototo Odpowiedz

Internet dla osoby uzależnionej od hazardu chyba tylko po to żeby mógł sobie w pokera pograć i pielęgnować swój nałóg. Co za bzdury.

BellaIza Odpowiedz

Chwila. Zamknięty oddział, a Ty masz Internet?
Dobry żart, kolego.

Effy Odpowiedz

Spędziłam kilka tygodni na praktykach w ośrodku i oddziale psychiatrycznym i jako początkująca osoba w medycynie nie widzę w większości działań tam sensu. Leczenie opiera się na faszerowaniu lekami, ale terapia nad sobą nie istnieje, masz siedzieć cicho i nie robić problemów, bo inaczej dostaniesz więcej leków albo izolatkę. Lepiej znaleźć samemu dobrego psychiatrę, grupę wsparcia i pracować nad sobą.

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie