#FYwLc

Studiuję pedagogikę. Pewnego lata zgodziłam się wyjechać wolontariacko na obóz z dziećmi. Większość z nich znałam, ale z racji mojego kierunku studiów dostałam pod opiekę najtrudniejsze dzieci. W tym Kacpra.

Kacper zaraz po przyjeździe zaczął swoje przedstawienie. Nie mógł się odnaleźć, co okazywał agresją. Wobec wszystkich. Naparzał szyszkami w każdego kto próbował mu przemówić do rozsądku, kolację wyrzucił na podłogę, generalnie nic mu nie pasowało.
Nie ci koledzy, nie ten domek, nie ta pogoda, nie te buty mu mama spakowała, itd. itp. Do 22:00 ani się nie rozpakowałam, ani nawet nie wysikałam. W końcu padła decyzja – dzwonimy do rodziców. Kierowniczka powierzyła mi to zadanie, bo sama w tym czasie zajmowała się tęskniącymi dziećmi i była z kimś na linii. Pierwszy dzień to kosmos. Spisała mi numer do mamy Kacpra. Wyzwanie dla przyszłego pedagoga. OK... Dam radę. 100% zaangażowania, pełen profesjonalizm. W głowie wszystkie hasła ze studiów.

Opowiedziałam wszystko ze szczegółami, mama Kacpra była w szoku. Przez pierwsze 15 minut rozmowy ciągle powtarzała, że zna swoje dziecko i ono nie jest do tego zdolne. Przez kolejne 15 min bardzo przybita ustalała ze mną szczegółową strategię. Że porozmawia z synem, że damy mu szansę na zaaklimatyzowanie się, ale jeśli nic się nie zmieni, to rusza w drogę po swoje dziecko. Sto razy przepraszała za jego zachowanie. Ja oczywiście obiecałam, że zrobię wszystko, żeby mu pomóc. OK. Wszystko obgadane. Druga z kolei z listy najtrudniejszych rozmów telefonicznych w moim życiu za mną. Brawo. Pozostało oddać Kacprowi telefon, aby mama powtórzyła mu wszystkie nasze wspólne pomysły. 20 sekund później Kacper oddał mi telefon, mówiąc: „to nie moja mama”.
Na kolonii był jeszcze jakiś inny Kacper...

Najtrudniejsza rozmowa mojego życia to był drugi telefon do mamy grzecznego Kacpra.
Bonsai Odpowiedz

Oj tam - pewnie jak kobieta wcześniej wysłuchała jaki miałaś dzień to była Ci w stanie wybaczyć lekkie niedopatrzenie ;).

IWannaMore Odpowiedz

Zastanawia mnie jedno. Skoro studentce pedagogiki (a student pedagogiki to przecież nie pedagog) powierza się z racji wykształcenia (nieukończonego nota bene) "najgorsze" dzieci to ja się pytam, jakie wykształcenie miała reszta kadry na tym obozie? I aż się boję odpowiedzi.

IWannaMore

Tak! Nie ważne jak, ważne że papier jakiś na podkładkę jest.

Serwatka31

W harcerstwie określone są kwalifilacje opiekuna i jedna taka osoba odpowiada za konkretną liczbę uczestników (na terenie obozu gdzie ma się wyższą kadrę ponad sobą, może być mneij opiekunów i dopiero na kilkudiowe wyjazdy wtedy trzeba kogoś 'pożyczać'). Oprócz tego w skład kardy mogą wchodzić osoby bez tych kwalifikacji (nie każda przyboczna na przykład jest opiekunką) i pomagać w prowadzeniu obozu.
Może tutaj jest tak samo?

nata

Ludzie po studiach zazwyczaj mają stałą pracę i rodzinę. Nie sądzę, że chciałaby im się (i mieli czas) jechać na kolonie.

TwoDays

Byłam jako wolontariuszka do pomocy na jednym obozie. Nie miałam żadnego kursu skończonego c;
Co więcej, z racji, że był to obóz "językowy", miałam uczyć jedną grup. Owszem, poziom mam nie najgorszy, ale pierwszy dzień, to była tragedia, kiedy nawet nie wiedziałam, w co się można z takimi dzieciakami pobawić :v

Agagaga

Serwatka - nie do końca, w ZHP stopień instruktorski daje Ci takie upowaznienia w organizacji jak kurs wychowawców i na takiej kolonii możesz mieć pod sobą +/- 20 dzieci ;) a osoby bez uprawnień mogą robić za kadrę młodzieżową/pomocniczą wolontariacko i odpowiedzialności na sobie nie mają :)

Agagaga

TwoDays nie musiałaś mieć kursu bo najwidoczniej ta jedna/dwie osoby z uprawnieniami wystarczyły "prawnie", ale w praktyce wiadomo, że szczególnie z młodszym i dzieciakami każde ręce do pomocy się przydają ;) ja prowadziłam kilka razy obóz ok. 20 dzieci sama jako prawny opiekun i dobierałam sobie jedną wolontariuszkę, która mi pomagała. A co do zabaw to harcerstwo mi bardzo pomogło, znałam i wykorzystywałam mnóstwo pląsów, gier, piosenek i zwyczajów z odpowiedniej dla wieku kolonii metodyki harcerskiej :) dzieciaki były wniebowzięte !

Aga97

Więc jeśli chodzi o wykształcenie kadry: wymagane jest wykształcenie średnie (liceum, technikum) i kurs wychowawców kolonijnych. W ZHP wystarczy mieć stopień instruktorski w ramach którego przechodzi się także zajęcia związane z kwk. Ciężko w tym czasie przerobić wszystkie przypadki, a na pewno nie tyle co na studiach.

izka8520

Na obozie potrzebny jest kurs wychowawców kolonijnych/obozowych, więc wszyscy w kadrze mieli kurs. Weekendowy zresztą. Jeżeli jeden z kandydatów oprócz tego aktualnie studiuje pedagogikę, to oczywiście że nie ma dyplomu ani (jeszcze) żadnych dodatkowych kwalifikacji oficjalnie, ale z racji aktualnych studiów jednak ma.

Velasco

Wystarczy zrobić kurs, by być opiekunem na koloniach. A autorce dali najgorsze dzieciaki, by samemu mieć spokój.

Vulneraverunt Odpowiedz

A wszystko to nie twoja wina, tylko kierowniczki obozu, ale to ty musiałaś to prostować i świecić oczami :)
Uwielbiam takich ludzi, nie Ciebie, tylko kierowniczkę i nie uwielbiam, tylko nie cierpię.

nata

Pewnie mama nie tego Kacpra co trzeba później się z tego śmiała.

NarnijkawGlanach Odpowiedz

A trzecia najtrudniejsza rozmowa to telefon do mamy niegrzecznego Kacpra? ;)

FoxyLadie

No, bo to już miała przećwiczone 😉

charade Odpowiedz

Za parę lat podobne historie w Polsce pewnie się powtórzą z niektórymi Lenami

Imperium

I Nelami.

chinatown Odpowiedz

Niby to śmieszne, ale pokazuje ogromny nieprofesjonalizm niektórych przedstawicieli kadry pedagogicznej.

nata

Zwykła pomyłka.

TwoDays

To był pierwszy dzień. Jeszcze nie do końca musieli sobie zdawać sprawę, że jest dwóch chłopaków o tym samym imieniu. Żaden nieprofesjonalizm c;

Agagaga Odpowiedz

Skąd ja to znam xd również zaliczyłam kilka kolonii jako wychowawca, ale zarobkowo. Na jednym z obozów tak samo pomyliłam dwie dziewczyny po telefonie zaniepokojonej mamy, będąc przekonana, że mam jedną Martę w grupie. Potem okazało się, że Amelka to też Marta, tylko że kazała każdemu do siebie mówić zmyślonym imieniem...

aura16 Odpowiedz

Do mojej mamy też kiedyś zadzwoniła wychowawczyni w sprawie Kacpra. Tyle, że ja nie mam tak na imię i jestem dziewczyną. Pomyliła rubryki...

FoxyLadie Odpowiedz

Może jestem przemęczona, ale niesamowicie mnie to wyznanie rozbawiło 😁

Velasco Odpowiedz

To błąd kierowniczki - ona dała błędny numer.
Co do wychowania dziecka - na koloniach za miuch czasów (lata 90-te) za takie zachowanie Kacperek by miał sprzątanie stołówki do końca kolonii, zakaz wyjścia poza teren ośrodka, ban na wszystkie imprezy/wyjazdy i kocówę od innych dzieci.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie