#K5jAM

Historia miała miejsce w święta. Mam siostrę bliźniaczkę i zdarza się, że nas nie odróżniają. Moja siostra jest w klasie biologicznej i w tym roku pisze maturę.

Wieczór wigilijny, moja siostra wraz z chłopakiem mieli dojechać troszkę później. Razem z rodziną czekaliśmy na resztę rodziny (wujka i ciocię z dziećmi). No, nareszcie przyjechali, tato zaprosił gości do środka i jak zawsze duże powitanie. Moja rodzina jest dość liczna i było nas dwanaście osób. Witam się po kolei z każdym i na końcu z wujkiem, który podaje mi dużą siatkę z napakowanym jedzeniem, jak zawsze na święta. A w oddzielnym worku podaje mi jakiś pojemnik opakowany w folię aluminiową. Postawiłam siatki na kuchennym stole i zaczęłam rozpakowywać jedzenie. Przyszła pora na tajemnicze pudełeczko. Otwieram je i... krzyki, piski, wrzaski, ponieważ w środku znalazłam... kilka par oczu jakiegoś zwierzęcia.

Co się okazało potem, mój wujek przywiózł oczy jeleni, dla mojej siostry, która miała na lekcji biologi je pokroić razem z nauczycielką. Potem okazało się, że wujek nas pomylił i zamiast dać to magiczne pudełeczko mojej siostrze, wręczył je mi.

PS. Od tamtej pory boję się spojrzeć w oczy mojemu psu.

#92RH9

Tata opowiedział mi ostatnio fajną historię.

Lata 90. Wojskowy poligon. Las na totalnym wygwizdowie. Zima. Po całym dniu ciężkich ćwiczeń na wielkim mrozie, przyszła chwila kiedy żołnierze z ulgą wracali do swoich namiotów. Tacie przemarzły stopy, no i po tylu godzinach w wojskowych opinaczach chciał je odświeżyć. Wziął więc miskę, nasypał do niej śniegu i postawił na tzw. kozie, żeby się roztopił i woda stała się ciepła. Gdy nadeszła chwila, że woda nabrała odpowiedniej temperatury, ojciec z niesamowitą ulgą zdjął wreszcie buty, usiadł na krześle i włożył stopy do miski. Stwierdził wtedy, że tak potwornie waliły mu kopyta, że mało nie zemdlał, ale to normalne gdy przez tyle godzin, dzień w dzień noga poci się w jednych butach. Po paru minutach, gdy stopy odmarzły, odstawił miskę z powrotem na kozę. W tej chwili do namiotu przyszedł inny żołnierz, za którym mój tata, jak i wielu innych, niespecjalnie przepadał. Spojrzał na miskę z uśmiechem, po czym rzekł:
- O, jak dobrze, ciepła woda, cholernie mnie suszy po tych ćwiczeniach - po czym ją chwycił i jednym haustem wypił połowę tej wody...
Ojciec z kumplami ze stoickim spokojem się wszystkiemu przyglądali, choć w głębi duszy pękali ze śmiechu, ale długo się nie napatrzyli, gdyż owy kolega w sekundę wybiegł z namiotu. Wymiotował chyba pół godziny.

Podobno po jakiś czasie przeniósł się do innej jednostki, bo koledzy z wojska spokoju mu nie dawali.

#gI9qg

Wstyd mi straszliwie o tym pisać, ale będąc jeszcze licealistą, wpadłem na samo dno wielkiego dołu znanego pod nazwą „friendzone”. Agata, najładniejsza dziewczyna w naszej szkole, kompletnie zawróciła mi w głowie. Przez prawie trzy lata robiłem wszystko, aby wynieść naszą znajomość na wyższy poziom, a jedyne co mi się udawało, to coraz bardziej grzęznąć w bagnie przyjaźni.

Największe upokorzenia spotkały mnie w ostatniej klasie, kiedy to Agata zakochała się w pewnym chłopaku i z wielkim zaangażowaniem opowiadała mi o szczegółach kolejnych randek i radziła się mnie odnośnie swoich kolejnych posunięć. Jednak prawdziwym gwoździem do trumny mojej umierającej godności były rozebrane fotki, które od niej dostawałem. Agata uznała, że jestem najbardziej godną zaufania osobą oraz powiernikiem wszystkich jej osobistych spraw i tylko ja mogę pomóc jej wybrać najbardziej seksowne fotki, które ona później wyśle swojemu chłopakowi...

#KyNFD

Parę miesięcy temu przeżyłam bolesne zerwanie z moim chłopakiem.
Od dawna znałam innego chłopaka, którym byłam zafascynowana. Chodziliśmy razem do klasy gimnazjum, potem do tego samego liceum, ale do różnych klas. Potem on wyjechał na studia, ale teraz wrócił do rodziców. Po zerwaniu zaczęłam coraz częściej o nim myśleć. Śledzę go cały czas na portalach społecznościowych, oglądam jego stare zdjęcia. Jest bardzo w moim typie, przystojny. Znam go, więc wiem, że jest uprzejmy i dobrze wychowany, miły. Ja kompletnie nie pasuję do tego chłopaka. On jest z bardzo bogatej rodziny, a ja jestem z biednej. Jego rodzice są wykształceni, po studiach. Mają piękny i wielki dom, są raczej szczęśliwi, dużo podróżują. On ma młodszą siostrę i brata, którzy również prowadzą piękne życie. Ten chłopak pewnie nie pamięta nawet o moim istnieniu, ale ja wiem o nim zdecydowanie zbyt dużo. Cały czas śledzę to, co udostępnia. On studiuje informatykę, ale wiem, że interesuje się innymi dziedzinami. Przeglądam muzykę, którą udostępnia. Zapisuję wszystkie jego zdjęcia na telefonie. Jest jedna przeszkoda. Wiem, że ten chłopak ma od dwóch lat dziewczynę i jest ona tak idealna jak on. Jest moim przeciwieństwem. Bogata, studiująca dobry kierunek, z bogatego i dobrego domu. Jest bardzo ładna, zawsze dobrze ubrana i szczupła. Wiem, kto to jest, bo kilka razy ją widziałam i mamy wspólnych znajomych. Ta dziewczyna mieszkała z nim na studiach, więc nie jest to byle jaki związek, który potrwa miesiąc. Jest inteligentna, charyzmatyczna i energiczna. Wiem też, że bardzo dobrze się uczy, a jej rodzice są jakimiś bogatymi przedsiębiorcami. W porównaniu do niej jestem nikim. Jestem szarą dziewczyną, która zawsze miała przeciętne oceny. Byłam sumienna, ale niewiele to dawało. Studia? W małym mieście, beznadziejny kierunek, bo tylko na to się dostałam. Jestem z biednego domu. Kiedyś miałam zaburzenia żywienia, a teraz, po terapii, zaczęłam obżerać się i znowu jestem gruba. Jestem brzydka i nie mówię tego po to, żeby się użalać, tylko serio tak jest i nie ubolewam już nad tym.

Co jest w tym anonimowego? Od jakiegoś czasu zaczęłam nienawidzić jego dziewczynę za to, że z nim jest. Przed snem zawsze wyobrażam sobie, że ta dziewczyna ginie w wypadku samochodowym albo ktoś ją zabija, a ja mam drogę wolną do mojego szczęścia i jestem już na zawsze z tym chłopakiem. Wyobrażam sobie, że ktoś ją atakuje nożem i już nie jest taka ładna albo że dostaje choroby psychicznej i ten chłopak rzuca ją dla mnie. Wyobrażam sobie też, że ona przyłapuje swojego chłopaka na zdradzie ze mną i on wtedy wybiera mnie, a ona popełnia samobójstwo. Albo że ona zaczyna nagle tyć, waży 200 kg, jest brzydka i on wybiera mnie.

Wstyd mi. Czuję, że te myśli nie są moje. Ja tak nie myślę. Ale i tak przed snem jest... zawsze to samo.
Brzydzę się własnym zachowaniem.

#8D1j6

Mając jakieś 6 lat, wybrałam się razem z rodzicielką w odwiedziny do jej koleżanki. Siedzimy, wiadomo - kawka, herbatka, a na stole leży okrągły talerzyk z ogromem cukierków. Koleżanka mamy wyszła na moment, a gdy wróciła, wpatrywałam się jak oniemiała w ten talerzyk (nie bez powodu). Ona mówi do mnie, żebym się poczęstowała, a nawet zabrała kilka do domu, a ja na to:
- Dziękuję, mama już zabrała, ma w torebce!

Mama cała czerwona, podśmiechując się ze wstydu, zaczęła mnie ubierać i stwierdziła, że czas do domu.

#XxEGW

Nie rozumiem, dlaczego niektórzy księża są nieprzychylni Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy.

Rok temu uciekałam przed księdzem, który gonił mnie z kijem. W tym roku inny ksiądz powiedział, że mamy wyjść za teren kościoła. Jakaś kobieta zaczęła na nas krzyczeć, że Owsiak nie ma nic wspólnego z kościołem i nie powinniśmy tu stać - ładnie to ujmując. Kilka razy zostałam zwyzywana za to, że chodzę i zbieram pieniądze dla Owsiaka. Ludzie ja rozumiem, możecie się nie zgadzać z tą akcją, przejść obojętnie, nie wrzucić pieniążka. Po co od razu wyzywać od najgorszych?

Jestem wolontariuszką WOŚP od czterech lat. I mam ku temu powody. Gdyby nie wyposażenie szpitala, gdzie na każdym sprzęcie było serduszko, pewnie bym nie pisała tego wyznania.

#dQP2r

Jestem śpiewaczką operową. Nie mieszkam w Polsce, ale w Polsce zaczynałam swoją edukację. Wśród muzyków klasycznych jestem już od kilku lat dobrze znana, mam swojego agenta, wiele występów na scenach operowych całej Europy. Mam opinię niezwykle pracowitej, zawsze świetnie przygotowanej profesjonalistki.
O Boże, gdyby tylko wiedzieli...

Szczerze kocham swoją pracę. Żyję występami na scenie, kocham muzykę. Ale to co dzieje się w moim domu przed każdą nową produkcją czy koncertem z nowym dla mnie materiałem to jest po prostu horror.

Jeśli mam dwa miesiące na przygotowanie dzieła, któremu trzeba poświęcić przynajmniej miesiąc, bądźcie pewni, że wezmę się do roboty może 5 dni przed deadline'em, z czego pouczę się może 2 h pierwszego dnia, nic drugiego i gdzieś od trzeciego zacznę zarywać dni i noce, głośno zawodząc i przeklinając. Wypijam hektolitry kawy, jem jak szalona podczas przerw, chodzę w szlafroku i kapciach i pragnę 10 000 razy rzucić to wszystko albo się pociąć, tak bardzo jestem nieszczęśliwa. Serio, jestem w takich momentach tak bliska olania wszystkiego - kariery, lat pracy, pieniędzy.

Rodzina wie, że mają po prostu do mnie wtedy nie dzwonić, a już broń Boże pytać, jak mi idzie. Agent i cała ekipa jest przekonana, że ten mój ostatni tydzień to intensywne doszlifowywanie materiału, a ja ryczę z twarzą na szybie, rozmazując gluty na twarzy i googlując, czy wyżyłabym w tym kraju na jakiejś minimalnej krajowej.

A potem bum - próby, premiera, wszyscy oczarowani, ja odżywam i unoszę się na fali sukcesu.

Jedynie wy i moja terapeutka wiecie o tym, co dzieje się przed każdym z tych występów. Lekarz przepisał mi tabletki na uspokojenie, terapeutka staje na głowie, ale niewiele może mi pomóc. Wie, jak bardzo destrukcyjny jest dla mnie etap nauki, ale nie mogę się od niego wymigać. Bo tylko stojąc na scenie jestem naprawdę szczęśliwa.

#EdB6n

Wybrałam się z mamą do Biedronki na zakupy, miałam 17 lat. Jak to na zakupach wzięliśmy potrzebne rzeczy i ruszyłyśmy do kasy. Kolejka była dosyć spora i wpadłam na pomysł, że zrobię mamie żart i wrzucę jej na taśmę pod produkty Durexy.

Przyszła kolej na nasze zakupy, mama zaczęła pakować, gdy w pewnym momencie zauważyła, jak kasjerka chce już kasować to, co podrzuciłam. Widziałam tylko mamy wzrok, jak zerknęła na mnie, a ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Jednak mama opanowała sytuację i na cały głos powiedziała:
- Tego proszę nie kasować, to mojej córki.
Kasjerka i ludzie w kolejce zaczęli się śmiać, mama do samochodu nie mogła powstrzymać śmiechu, a ja wychodziłam czerwona jak burak...

Podsumowanie "nie róbcie jaj z rodziców w publicznych miejscach, bo możecie sami sobie zaszkodzić" ;)

#8B6hH

Sam piwo w domu robię, więc i butelek potrzebuję. Dziś z kubła na szkło wyciągałem dwie butelki, gdy pod wiatę śmietnikową podjechał samochód. Wychodzę ze śmietnika z siatką i brzęczącymi butelkami, a przede mną staje gość ok. czterdziestki i wciska mi w rękę 10 zł ze słowami "Masz pan". Zbaraniałem całkowicie i tylko podziękowałem.
Oj, cienko musiałem wyglądać, że wzbudziłem litość u tego pana, którego serdecznie pozdrawiam! :D

Najlepsze jest to, że w portfelu miałem 4000 zł, które później miałem wpłacić w banku.
Fajnie wiedzieć, że ludzie ot tak pomagają innym :)

#0amHS

Miało to miejsce w jednej z warszawskich podstawówek w którejś z klas I-III. Miałem urodziny, więc były i cukierki. Każdy został obdarowany cukierkiem. Jednak zostało mi ich trochę, więc zacząłem nimi handlować.

Jednak koleżanka nie miała tych 20 groszy, żeby kupić cukierka, więc zaproponowała, że pokaże mi pupę. Niewiele myśląc, zgodziłem się. Ona zrobiła, co obiecała, a ja wręczyłem jej cukierka.

Uprzedzając pytania, nie, nie jesteśmy razem. Jestem gejem ;)
Dodaj anonimowe wyznanie