#CPcgp

W ostatnich latach miałam niezły ubaw z tych wszystkich "bezglutenowców" i "bezlaktozowców". Nie to, że się śmiałam z czyjejś choroby, tylko z tej masy, która gdzieś tam usłyszała, że gluten i laktoza są be, więc na własną rękę, bez medycznego uzasadnienia, odstawili i zgrywali męczenników w sklepiku osiedlowym, bo nie ma bezglutenowych pierożków.
A najbardziej śmieszyło mnie bezglutenowe piwo...

Od tygodnia sama jestem zmuszona (jak najbardziej że względów medycznych, a nie mojego widzimisię) szukać bezglutenowych produktów na półkach.
I najbardziej brakuje mi bezglutenowego piwa w moim osiedlowym...
Cotusiedzieje Odpowiedz

Też się zawsze podsmiechiwalam. Teraz moje dziecko ma nietolerancje większości zbóż, mlek i jajek. Żywienie takich ewenementów jest bardzo drogie 😂

Odpowiedzi (12)
Lingling Odpowiedz

A mi się podoba ta moda na bezgluteny. Odkąd się ich namnożyło tylu, produkty bezglutenowe (które u mnie to niestety mus) są wszędzie. Jest ich coraz więcej a co za tym idzie ceny powoli spadają. Kilka lat temu było zaledwie kilka miejsc gdzie mozna bylo takie cuda znaleźć i wyboru żadnego, a teraz wszystko gluten free. Oczywiście są oszołomy, które kupują "wode bezglutenowa" za miliony monet dla trendu, ale osoba rzeczywiscie zmuszona z medycznych względów na taką dietę, orientuje się w czym ten gluten jest a w czym nie i na taką wodę sie nie rzuci.

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#h5y4K

Drodzy dresiarze, chciałbym powiedzieć, że jesteście największą rysą na dupie tego kraju i powinno się was zaorać pługiem i wyrzucić na środku Wisły w okolicach Radomia. Oczywiście anonimowo, bo trochę się cykam.
KruksranaFrankDodda Odpowiedz

A może wyjaśniłbyś co ci takiego zrobili, że ich nie lubisz.

Odpowiedzi (4)
zapomneotymkoncie Odpowiedz

Ale czemu w okolicach radomia.....:(

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#JfYVk

Gdy miałam 18 lat, matka wyrzuciła mnie z domu po tym, gdy powiedziałam jej, że mam raka macicy, którą trzeba będzie wyciąć.
Matka od razu mi wyjaśniła, że nic ze mnie nie będzie, moje życie jest bezwartościowe i pasożyta nie będzie trzymać (od 16. roku życia dorabiam sobie po szkole, aby nie prosić jej o pieniądze).
To się nazywa wsparcie :)
doznudzenia Odpowiedz

Mam nadzieję, że pozwałaś zakałę o alimenty I że ktoś ci pomógł.

Bakura Odpowiedz

Nie zostawiaj tego bez alimentów dla siebie. I oby ta jędza doświadczyła podobnego odrzucenia w życiu ;)

Zobacz więcej komentarzy (5)

#GXmGk

Nie będę się zbytnio nad tym tematem rozwodzić, więc pokrótce - jako dziecko miałem fantazje seksualne na temat jeleni. Na szczęście szybko mi przeszło.
Ikazc Odpowiedz

Jelonek Bambi? Chciałeś wyru..ać Bambi?? Tyle bajek zniszczonych przez podteksty seksualne, eh dzięki, jeszcze jelonka brakowało.

karolyfel Odpowiedz

Powiedz żonie, może pomoże Ci zrealizowć fantazję z dzieciństwa na temat poroża.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#4Mosf

Mam pewien problem, nie jakiś poważny, raczej natury egzystencjalnej. Chodzi o mojego najlepszego przyjaciela, z którym znam się od dziecka. Teraz mamy po 23 lata, wciąż mieszkamy w rodzinnych domach niedaleko siebie, a on jest moją najbliższą osobą i z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że go kocham.

K. jest przede wszystkim dobrym człowiekiem. Miły, pomocny, muchy by nie skrzywdził. To cichy i spokojny introwertyk, nie szuka mocnych wrażeń, woli spędzić czas w domu. Poza mną nie ma bliższych przyjaciół, ale mu to nie przeszkadza.
K. jest przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany, niebieskie oczy, ciemne włosy. Ideał faceta, za którym ogląda się prawie każda dziewczyna. On natomiast nie jest zainteresowany związkami, mówi, że tego nie czuje, jeszcze ma czas i nic na siłę.
Mieszkamy na wsi, na kompletnym odludziu. Od początku naszej znajomości byliśmy ze sobą blisko, bo wracaliśmy razem ze szkoły, a popołudnia też spędzaliśmy razem.

Ale wracając do mojego problemu. Od jakiegoś czasu czuję do niego coś dziwnego. Uprzedzając domysły: nie, nie zakochałem się w nim, nie pociąga mnie fizycznie. Ale czasami nie mogę przestać o nim myśleć. Jest dla mnie bardzo ważny i wiele rzeczy robimy razem. Widujemy się często, prawie codziennie. U niego albo u mnie.
Razem oglądamy filmy i seriale. Czasami oglądamy w moim pokoju leżąc w łóżku. Czasem nie chce mu się wracać, więc zostaje na noc i śpimy razem (podkreślam, bez podtekstów). Wiem, że to dziwne, ale ja naprawdę uwielbiam z nim spać. Lubię jak jest tak blisko i możemy ze sobą porozmawiać przed zaśnięciem.

Ciężko mi to pisać, bo sam nie wiem, co chcę powiedzieć. Ja naprawdę go kocham i zrobiłbym wszystko, żeby był szczęśliwy. Sam nie wiem czego chcę, bo przecież nie związku. Obaj jesteśmy hetero. Najbardziej boję się tego, że któregoś dnia go zabraknie. Że coś mu się stanie albo po prostu się wyprowadzi, może kogoś pozna i wyjedzie, a ja bez niego nie będę potrafił normalnie żyć.

Czuję się winny, a przecież nic nie zrobiłem. Może ja naprawdę się w nim podkochuję, ale nie mam tego świadomości. Chciałbym, żeby zawsze był blisko, żebym mógł go czasem objąć i poczuć jego zapach. Czuję, że to zmierza w złą stronę, ale jeszcze raz napiszę, że nie chodzi mi o seks ani nic z tych rzeczy, tylko o wszystko inne. Chciałbym z nim mieszkać, jeść śniadania, przygotowywać kolacje, wyjeżdżać razem na urlop. Po prostu z nim być.

Nie wiem czy wiecie, o co mi chodzi, ale to mnie strasznie męczy. Wiem, że zwykli przyjaciele nie robią takich rzeczy. Może to jakiś boczny etap znajomości, coś pomiędzy przyjaźnią a związkiem. Jemu chyba odpowiada nasza obecna relacja, wydaje się szczęśliwy. Zależy mi na nim i nie chcę mieć tego poczucia winy, że robię coś złego.
Kotkot Odpowiedz

To jedna z najbardziej kochanych rzeczy jakie ostatnio przeczytałam. Z tego co mówisz to on ani nie szuka związków ani nigdzie się nie wybiera. Skoro jest wam dobrze majac taki kontakt to chyba nie ma co się na zapas przejmować i mysleć nad tym co dalej. Niech bedzie dalej tak jak jest

tewu Odpowiedz

Przyjaciele na śmierć i życie. Kiedyś popularne zjawisko, dzisiaj doszukuje się w tym od razu homoseksualizmu...

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (34)

#DBB0R

Dzień jak co dzień, wstaję, jem śniadanie, idę do szkoły. Jest lekcja matematyki. Nauczycielka podchodzi do mnie, bierze moją głowę i wkłada ją sobie w biust, a później zaczyna się ze mną całować. Otwieram oczy, myślę - ale zwariowany miałem sen. Ogarniam się, wykonuję poranne czynności i idę do szkoły. Jest lekcja matmy, cały czas pamiętam ten sen i o nim myślę. Nauczycielka podchodzi do mnie i mówi: "Tak, Maciek, ja też pamiętam". Ja zszokowany, co ona ma na myśli? Na co ona, że pamięta o pracy domowej. Mam wziąć zeszyt i rozwiązać równanie. Podchodzę do tablicy, zaczynam rozwiązywać równanie, odwracam się, a tam cała klasa na czele z nauczycielką zaczynają tańczyć w kółeczku jak na weselach. Myślę - co tu się wyprawia?
Otwieram oczy. Cholera, miałem sen w śnie. Znowu muszę wstać i iść do szkoły.

Najgorzej. Jem śniadanie, opowiadam bratu jakie bzdury mi się śniły, na co on patrząc na mnie z uśmiechem na ustach przemawia: "to ja jestem twoją nauczycielką od matematyki" i zamienia się w nią.

W tym momencie dzwoni budzik, znajomy głos mówi: "Maciek, wstawaj, bo zaśpisz do pracy", a ja przekręcam głowę, widzę moją żonę i uświadamiam sobie, że od 11 lat nie chodzę już do liceum i jestem dorosłym facetem z żoną i robotą.
KafelkiZPodlogi Odpowiedz

Wy się smiejecie, a takie sytuacje naprawdę się zdarzają XD

Gro9 Odpowiedz

Dajesz wyślij..... I nagle otwierasz oczy, wokół jakieś klimaty cyber-industrialne, w tle szumi silnik antygrawitacyjny statku a przed tobą stoi Morfeusz i mówi: Witamy w prawdziwym świecie.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#qbeXZ

Pamiętacie historię dziewczyny, która miała w pracy swojego toaletowego wielbiciela (wchodził zaraz po niej do ubikacji)? Wracam z zakończeniem historii.


Tydzień temu mieliśmy spotkanie integracyjne, wyszliśmy do pubu na kilka drinków, super atmosfera, każdy w dobrym nastroju. Po kolejnym piwku poczułam, że pęcherz domaga się wizyty w toalecie. OK, wstaję i za ułamek sekundy tyłek z krzesła podnosi mój "wielbiciel''. Spojrzał na mnie z poważną miną i mówi: "Albo to jakieś żarty, albo jesteśmy jak Ferdek z Paździochem, nawet nie wiecie ile razy chciałem iść do WC. Patrzę, a toaleta zajęta, głupio stać pod drzwiami, ale z drugiej strony przecież nie będę trzymał pół godziny...'' ekipa ryknęła śmiechem.
W lokalu każda płeć miała swoją łazienkę, więc tym razem nikt nie musiał na mnie czekać, a ośmieleni alkoholem zaczęliśmy w holu obok łazienek analizować nasz przypadek. Jak się okazało, wstajemy o tej samej godzinie, ja mam w zwyczaju pić rano szklankę wody z cytryną, on herbatę, do biura docieramy praktycznie o tej samej godzinie około 07:45 i obydwoje robimy sobie kawę... dlatego mniej więcej po godzinie chce nam się sikać.
W tym tygodniu sytuacja kiedy w tym samym czasie musieliśmy skorzystać z toalety zdarzyła się tylko raz, a to dlatego, że kawę robię sobie teraz koło 10.

PS Ślubu nie będzie :-) za to nasze relacje bardzo się poprawiły, bo przestałam go w końcu podejrzewać o tak dziwne upodobania... Głupia ja mogłam z nim po prostu pogadać, zamiast wymyślać głupoty z liścikami - wstyd mi jak nie wiem.
zielonybanan Odpowiedz

Plus dla Ciebie za wyjaśnienie sytuacji i przyznanie do błędu. Przynajmniej wiesz, że nie chodziło mu o Ciebie, tylko o WC.

milA00 Odpowiedz

Z tego co pamiętam to właśnie sporo osób w komentarzach sugerowało, że może to być zwyczajny zbieg okoliczności i niepotrzebnie wszystko tak analizujesz. Fajnie, że to sobie wyjasniliscie :)

Zobacz więcej komentarzy (6)

#2UNzu

Miałem wtedy chyba 18 lat. Byliśmy wtedy z moją dziewczyną sami w jej mieszkaniu. Mieliśmy wtedy jeszcze ok. 3 godziny dla siebie, zanim wróci z pracy jej mama. Wiadomo... ludzie młodzi, hormony działają, więc wykorzystywaliśmy każdy moment luksusu, jakim było puste mieszkanie.

Jesteśmy w środku akcji w dużym pokoju (ten pokój nie miał drzwi zamykanych na klucz), ciuchy porozrzucane po całym pokoju. Nagle słyszymy klucz w zamku... cholera... ktoś tu wrócił wcześniej. Szybko wyskoczyliśmy z łóżka, moja dziewczyna szybko zarzucała na siebie sukienkę, ja natomiast słysząc otwierane drzwi nie zdążyłem zebrać swoich rzeczy. Fakt, że w mieszkaniu tym moja dziewczyna miała podwójne drzwi - zewnętrzne i wewnętrzne - dawał mi cenne sekundy, a jej czas, by zgarnąć moje ciuchy i wpakować je do szafy. W panice poleciałem z kocem do łazienki (była łączona z toaletą) - do tej pory się zastanawiam, na cholerę był mi ten koc. OK, sytuacja opanowana. Zaraz po tym, jak zamknęły się drzwi za mną, tak otworzyły się te od mieszkania. Usłyszałem głos jeszcze nie teściowej i jak moja dziewczyna mówi:
- Cześć, mamo. Oooo, dzień dobry. Co mama robi tak wcześnie?
Myślę sobie - jak to "dzień dobry"? Ano mama przyszła do mieszkania z koleżanką z pracy...
- Tylko na chwilę przyszłyśmy i za chwilę wychodzimy...
Ufff, Bogu dzięki, bo w łazience nie było kompletnie nic w co bym się mógł oblec oprócz tego nieszczęsnego koca i ręcznika.
- ... byłyśmy tu w okolicy i tak nam się sikać zachciało, że biegiem do domu przyleciałyśmy.

SZLAG. jeszcze raz runda rozpoznania. No cholera, mogę się jeszcze tylko papierem toaletowym owinąć. Zacząłem żałować, że teściowa sama nie przyszła. Wtedy by był przypał, ale przynajmniej by koleżanka nie miała plotek na temat młodego faceta, który półnagi biega po mieszkaniu i córki bałamuci. Przysięgam, to były moje najdłuższe minuty, gdy nasłuchiwałem jak teściowa z koleżanką przebierają nogami i pytają, za ile wyjdę z łazienki. Z odsieczą na szczęście przyszła moja dziewczyna, która w przypływie olśnienia wypaliła: "Mamo... Paweł ma biegunkę, to może jeszcze potrwać". Teściowa wtedy szybko się zebrała i opuściła mieszkanie. O włos od przypału ;)

PS Ta sytuacja nie sprawiła, że byliśmy bardziej ostrożni. Tego typu akcji, choć o mniejszym kalibrze, mieliśmy jeszcze kilka  :)
Gro9 Odpowiedz

Śmiechłem.
W końcu historia odświeżająco inna od masówki która ostatnio zalewa anonimowych. Modlę się żeby jeszcze powprowadzali filtrowanie po kategoriach. Człowiek odznaczyłby "nieszczęśliwie porzucona" i miałby spokój z tą masówką pod jedno kopyto ( a 3/4 wpisów by znikło).

Odpowiedzi (3)
ElumElum Odpowiedz

Zachowała zimna krew 👏🏻

Zobacz więcej komentarzy (6)

#G93mD

Udzielam korepetycji. Kilka lat temu uczyłem dziewczynę 3 lata młodszą ode mnie (ja 19, ona 16). Byłem grzecznym uczniem liceum, więc dyrekcja pozwoliła mi uczyć w sali szkolnej. No i tak z lekcji na lekcję coś zaiskrzyło. Później to już średnio to można było nazwać nauką ;)

Któregoś razu "uczymy się" i słyszę, że ktoś idzie! Szybko koszulkę na siebie, dziewczyna zapina guziki - nigdy się tak szybko nie ubierałem. Wchodzi sprzątaczka... Myślę - dobra, może nie widziała... Chociaż dziewczyna nie całkiem dokładnie ubrana siedzi mi na kolanach, a ja jej coś tam niby tłumaczę... Na bank widziała! Pani sprzątaczka nie odezwała się ani słowem, spojrzała spod byka, wzięła kosz na śmieci i wyszła.

Myślałem, że konsekwencji nie będzie, ale nic z tego... Po tej akcji straciłem jedną uczennicę - córkę sprzątaczki, której też dawałem korepetycje :D
Mikser Odpowiedz

Uznała, że jej córka nie potrzebuje korepetycji z anatomii

HenrykGarncarz Odpowiedz

Na początku myślałam żeście się po prostu całowali... rozumiem że się wam „chciało”, ale nie baliście się ryzykować utratą reputacji i nabawieniem się masy problemów? Skoro nawet się nie zakluczyliście to mógł wejść ktokolwiek. Sprzątaczka mogła pójść na skargę i zrobić raban. Pomijam jakiś brak szacunku do instytucji państwowych i potencjalnych „podglądaczy”
No ale może to ja byłam nudna w czasach szkolnych

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#SnRzC

To będzie wyznanie o mojej mamie, która traktuje mnie jak... Kopciuszka?

Otóż zacznijmy od jej pedantyzmu. Owszem, ja też lubię jak jest czysto, ale nie do tego stopnia, żeby odkurzać co drugi dzień... Jak źle odkurzę jest wielki problem i mama nie odzywa się do mnie CAŁY dzień.
Potrafiła zrobić mi wielką awanturę za to, że wstawiłam kubek do zlewu i nie umyłam go od razu. Karą za takie drobne przewinienie często są rzeczy pokroju pastowania podłóg w całym domu albo mycia okien. Oczywiście wszystko to robię sama, mama rzadko kiedy sprząta.
Od około 11 roku życia, czyli od kiedy nauczyłam się gotować, to ja gotuję obiady. Nie zawsze, ale przeważnie to ja stoję przy garnkach.
Pomijając już te aspekty, moja mama ma zawsze podejście pt. "To twoja wina". Nieważne co się stanie i czy było z mojej winy czy nie. Bardzo często zachowuje się jak hipokrytka.
Przykład? Napiszę o sprawie, która zaczęła się jakiś miesiąc temu i ciągnie się do dzisiaj.

Około miesiąc temu zaczęła mnie strasznie swędzieć głowa. Chodziłam cały czas za mamą i prosiłam ją, żeby sprawdziła mi głowę, bo bałam się, że to wszy. Mama za którymś razem łaskawie się zgodziła, popatrzyła na skórę głowy i stwierdziła, że nie mam żadnych wszy, tylko uczulenie. Uwierzyłam jej, bo już raz mnie uczulił szampon i miałam podobnie. W ciągu następnych dwóch tygodni prosiłam ją jeszcze parę razy o sprawdzenie skóry głowy, bo swędzenie nie przechodziło, a nawet było coraz gorsze. Za każdym razem twierdziła, że nic nie mam i tylko jej przeszkadzam.

OK, po tych dwóch tygodniach pojechałam do mojej siostry na ferie. Po jakichś paru dniach siostra zauważyła, że cały czas się drapię i sprawdziła mi głowę. Miałam OGROMNĄ ilość wszy (nic dziwnego, skoro miałam je na głowie ponad dwa tygodnie). Oczywiście kupiłyśmy szampon, ale też trzeba było wyprać całą pościel, ubrania itp. Moja mama oczywiście się o tym dowiedziała od siostry i zadzwoniła do mnie z pretensjami, że nie dość, że zaraziłam siostrę i siostrzenicę, to przeze mnie muszą teraz wszystko prać...
Nie powiem, że nie było mi przykro, w końcu to nie była moja wina, a miałam poczucie, że sprawiłam siostrze duży kłopot.
Jak wróciłam do domu, swego rodzaju "kara" była dla mnie przygotowana. Mama chciała "nauczyć mnie odpowiedzialności za swoje czyny".

Musiałam więc wyprać całą swoja pościel w wannie z naprawdę wrzącą wodą (jak pierze się rzeczy, które nosiła albo w których spała osoba z wszami, trzeba mieć wysoką temperaturę) rękoma. Oprócz tego, że oczywiście ręce poniszczyły się od proszku, to oczywiście miałam pełno bolesnych bąbli od poparzeń. Teraz już w miarę wszystko się zagoiło, bo było to dwa tygodnie temu, ale ręce nadal trochę bolą, głównie podczas pisania.

PS. Po trzech kuracjach nadal mam wszy, jutro robię to czwarty raz i boję się, że znowu nie zadziała.
lanekluski1 Odpowiedz

bardzo Ci współczuję, szczerze. ale Twoja mama nie jest pedantką, tylko zwykłą sadystką.
nie wspominasz nic o ojcu? nie masz z nim kontaktu czy biernie przygląda się temu ci wyprawia Twoją matka? jakie doświadczenia z matką ma Twoja siostra?

Odpowiedzi (7)
Aldi2018 Odpowiedz

Twoja matka jest potworem i sadystką!

Zobacz więcej komentarzy (24)
Dodaj anonimowe wyznanie