#8z8JJ

Szykowałam się na wyjście do restauracji z moim narzeczonym. On uwielbia mi czesać włosy, malować paznokcie, itp. Miał zamiar nałożyć maseczkę na twarz. Zawsze przy rzeczach wyżej wymienonych mamy niezły ubaw. Przy maseczce było tak samo. Szczególnie po pewnym zdarzeniu.

Gdy już miałam nałożoną maseczkę, do drzwi zapukał kurier. Niestety, kompletnie zapomniałam o zamówionej paczce. Otworzyłam drzwi, wręczyłam pieniądze, podziękowałam. 

Jednak bardzo dziwne było zachowanie kuriera. A przecież maseczka sama w sobie nie jest niczym dziwnym. O całym zdarzeniu opowiedziałam narzeczonemu. On nie mógł wytrzymać ze śmiechu.... Jak się okazało narysował mi przyrodzenie na twarzy, a ja pokazałam się tak kurierowi i uśmiechnięta odebrałam paczkę.

#LlMUY

W dzieciństwie na wycieczce szkolnej zatrzymaliśmy się autokarem przy jakimś hotelu, gdyż dużo dzieciaków miało pilną potrzebę, w tym ja. Wychowawczyni prosiła personel, by wpuścili nas do WC. Nie bardzo chcieli się zgodzić, ale się udało. Gdy już skorzystałem z pisuaru, nacisnąłem przycisk do spłukiwania, który się zablokował i woda wraz z uryną zaczęła się wylewać na posadzkę. Kombinowałem, by to jakoś naprawić, ale się nie udało. Zawołałem nauczycielkę, która gdy to zobaczyła, wzięła mnie za rękę, zawołała resztę dzieciaków i oddaliliśmy się w ekspresowym tempie, nie informując nikogo z personelu o zdarzeniu.

Przez kilkanaście lat miałem awersję do korzystania z pisuaru, bo bałem się, że to się powtórzy. A do dzisiaj dziwię się, że nauczycielka tego nie zgłosiła, tylko uciekła.

#RONFZ

W wakacje wyjechałam na obóz młodzieżowy. Z tego względu nie było mnie w domu 2 tygodnie. Postanowiłam wrócić trochę wcześniej i zrobić niespodziankę moim rodzicom. Taty nie było, ale za to zastałam moją mamę śpiącą w moim łóżku. Było to dla mnie dziwne, ponieważ mamy dużo pokoi w których mogłaby się przespać. Kiedy wstała oczywiście przywitanie, całuski, przytulaski, itd. Ale ciągle nurtowało mnie jedno pytanie.
- Mamo dlaczego spałaś akurat w moim łóżku?
- Bo pachnie tobą - odpowiedziała.

W tej chwili uświadomiłam sobie, jak bardzo moja mama za mną tęskni, kiedy mnie nie ma obok niej.

#u7o9l

Robię coś, za co pewnie pójdę do piekła, ale warto będzie.

Moja znajoma zorganizowała imprezę, na którą przyszła moja była kobieta, która zostawiła mnie kilka lat temu, bo jak to określiła, byłem za mało zaradny i spokojny (czytaj biedny i nudny). Zadeklarowałem się, że nie będę pił i będę kierowcą i porozwożę ludzi. Chodziło mi tylko o odegranie się.

Moja sytuacja materialna bardzo się od tamtego czasu poprawiła. Wtedy jeździłem szrotem, teraz jeżdżę autem za ponad 60 tys. i nie mogłem pozwolić, żeby tego nie zobaczyła. Zacząłem jej opowiadać o mojej obecnej pracy, gdzieś tam napomknąłem, że robi się zimno, że muszę grzejnik w kuchni odpowietrzyć, oczywiście było to powiedziane tak, żeby zaczęła pytać o chatę (będąc z nią mieszkałem z rodzicami, a teraz mam coś swojego). Nie rozczarowałem się – pytała. Wymieniliśmy się numerami telefonów i moja była połknęła haczyk.

Pierwsze spotkania są już za nami. Z miesiąc czasu podymam, a później powiem jej, że jest za mało zaradna i za spokojna i że jednak potrzebuję kogoś innego. Niech się poczuje wykorzystana.

#c8QUc

W listopadzie ubiegłego roku jechałam autobusem do pracy. Kiedy do pojazdu weszła obładowana zakupami kobieta z trzyletnim chłopcem, niezwłocznie ustąpiłam jej miejsca. W tym momencie kierowca dość ostro zahamował i dzieciak zachwiał się. Aby nie stracić równowagi, chwycił się moich spodni i ściągnął je prawie do samych kostek...
Miałam na sobie stringi. Od ponad miesiąca się nie depilowałam. A autobus był pełen studentów jadących na poranny wykład.

#RPJGM

Wybrałam się z tatą do Tesco. Jestem trochę roztrzepaną osobą i strasznie dużo gadam. Jak więc na mnie przystało, całe zakupy nie zamykała mi się jadaczka. Chodziłam z karteczką i opowiadając tacie o produktach wkładałam je do koszyka. W pewnym momencie zdziwiło mnie to, że połowę tego, co wkładam, on zaraz wyciąga i podąża szybkim krokiem w dalsze alejki.

Nawet nie wiecie jak się czułam, kiedy zorientowałam się po kilku minutach, że chodziłam za obcym facetem i gadając do niego jak idiotka, wsadzałam mu różne produkty do koszyka. Dziwi mnie tylko to, że nic mi nie powiedział...

#p1ila

Boicie się koronawirusa? Jeżeli tak, to zamknijcie się w domach na cztery spusty, nie wpuszczajcie nikogo, zakupy róbcie online, pracujcie też online. Ja się nie boję koronawirusa.

Mimo iż mam pewne objawy (które mogą, jednak nie muszą wskazywać na koronawirusa), to do sanepidu mi nieśpieszno, do grobu ani siebie, ani nikogo innego nie zaciągnęłam. A objawy to np. kaszel (palacza), podwyższona temperatura ciała (od dzieciaka normą temperaturową mojego organizmu jest granica 37/37.5 stopnia), świsty w płucach (to także chyba przez papierosy, no nie?), a także katar (rok w rok mam taki katar, szczególnie uciążliwy jest na zimnie).

Jednak mimo wszystko nie zamknęłam się w domu, spotykam się ze znajomymi, rodziną (nawet z tymi starszymi osobami), bawię się z synkiem i jakoś nikt przeze mnie nie umarł. Maseczki nie nakładam nigdzie, gdyż mam zaświadczenie lekarskie, że nie muszę zakrywać nosa i ust z powodu pewnej choroby autoimmunologicznej. Nie chcę się wgłębiać w szczegóły, jednak to naprawdę nic przyjemnego i taka maseczka czy przyłbica mogłaby mnie nawet zabić.

Druga sprawa: mam półroczne dziecko i ono nie potrafi siedzieć w domu zamknięte. Próbowałam trzy dni siedzieć w domu, nie dało się, bo dziecko po jednym dniu tak się darło cały dzień, że musiałam w końcu wyjść z nim na spacer.

Nie mam zamiaru siedzieć w domu i kisnąć przez dwa tygodnie, bo WHO wymyśliło sobie bezobjawową chorobę, niegroźnego wiruska, który zabija głównie, powtarzam GŁÓWNIE starsze i schorowane osoby. Takiego 70-, 80-letniego dziadka zabiłoby nawet zwykłe przeziębienie, przez które dla młodzika wykrywają covid.

#gzsuM

Dwa lata temu moja najbliższa przyjaciółka miała wypadek samochodowy (prowadził jej chłopak, wpadli w poślizg w deszczu, zbyt szybka prędkość). To była przyjaźń na zasadzie, że znaliśmy się już od piaskownicy i byliśmy kumple jak dwa konie z przeszczepem włosów, a nie typowy friendzone.

Kierowca miał parę złamań i spędził tydzień w szpitalu. Moja przyjaciółka uszkodziła sobie kręgosłup i według wstępnych opinii lekarzy, następne kilka miesięcy miała poruszać się o wózku, a co przyniesie dłuższy okres czasu zależne będzie od postępów jej rehabilitacji.

Gdy się dowiedziałem (wraz z resztą jej przyjaciół) o wypadku, popędziliśmy do szpitala. Byliśmy przy niej i robiliśmy co w naszej mocy aby się nie załamała, poprawialiśmy jej humor, jedliśmy z nią szpitalne jedzenie, i tak dalej, i tak dalej.. 

A chłopak? Gdy doszedł do siebie, wpadł, bąknął przeprosiny i tyle go widzieli. Z początku ją pocieszaliśmy, że jest pewnie na lekach przeciwbólowych, że jest w szoku i zwyczajnie mu jest wstyd, i dlatego tak "chłodno" się zachował wobec niej. Dwa dni później wysłał jej smsa z krótkim "koniec z nami". To był dla niej duży cios, przykuta do łóżka szpitalnego, nie wiadomo jak to będzie z jej chodzeniem i na dodatek rzuca ją chłopak, za którym szalała (też go lubiłem zresztą bo do tej pory najgorszy to on nie był).

Dobry miesiąc nam zajęło wyprowadzenie jej z totalnego przygnębienia (nie chciała jeść, chodzić na badania, rehabilitację), ale w końcu się udało. Gdy wyszła ze szpitala, dużo się nią zajmowałem. Brałem ją na spacery, do kina, przełamałem ją nawet i poszliśmy potańczyć. Jak pewnie nietrudno się domyślić, zaiskrzyło między nami. Na dwa miesiące przed porzuceniem przez nią wózka zostaliśmy parą. Przy tym nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał "Wow, pokochał ją taką!! Ona to szczęściara, a on ma ogromne serce!". Traktowałem ją normalnie, dla niej i dla mnie ten wózek właściwie nie istniał i to samo co zrobiłem dla niej, zrobiłbym dla każdej w pełni zdrowej kobiety. Myślę zresztą, że tak większość niepełnosprawnych chciałaby się czuć traktowana - normalnie.

W końcu, po dziesięciu miesiącach od wypadku, zaczęła stawiać pierwsze kroki. I niedługo po tym znów zjawił się on - jej były. Najbardziej bolesne chwile w moim dotychczasowym życiu podsumowuję krótko. Zaczął się nią interesować gdy już nie była niepełnosprawna i mi ją odbił. W zasadzie sama do niego poszła, bo walki tu nie było. Postawiła mnie przed faktem dokonanym, już w pełni sił, atrakcyjna dla niego jak dawniej. Po prostu poszła w siną dal.

Rozumiem, że mogła odejść, bo jak każdy człowiek mam wady. Ale do niego?

#ybpQa

Rok temu rozstałam się ze swoim chłopakiem, z którym byłam 6 lat, nie układało nam się i ten związek nie miał większego sensu. Mimo to bardzo przeżywałam rozstanie, dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy odezwał się do mnie Marcin, moja gimnazjalna miłość. Marcin mówił, że również właśnie rozstał się ze swoją dziewczyną, że mieli nawet ustalony termin ślubu, ale czuje, że to nie jest to, dlatego się rozstali.
Spotykaliśmy się jakiś czas, byłam pewna, że nam się ułoży, on ciągle powtarzał, jak to go do mnie zawsze ciągnęło.
Jakiś miesiąc temu z dnia na dzień przestał się do mnie odzywać i zablokował mój numer. Nie miałam pojęcia, co się stało, dlaczego tak postanowił to zakończyć. A dziś zobaczyłam na Facebooku jego zdjęcia ślubne...
Współczuję dziewczynie takiego męża, który tuż przed ślubem robi skoki w bok. A sobie współczuję naiwności.

#HIgBb

Sytuacja miała miejsce jakieś 4 lata temu. Dostałam pierwszą w swoim życiu wypłatę, więc postanowiłam odreagować cały stres i poprawić sobie nastrój. Poszłam do fryzjera, zrobiłam piękny blond, skróciłam włosy. Później kosmetyczka - makijaż i manicure. Na koniec zakupy - sukienka, buty, spodnie i skórzana kurtka. 

Wieczorem wracając do domu zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby się pochwalić. Rozmawiamy, terefere, srutututu, śmiechy chichy i w pewnym momencie mówię: "Monika, czuję się tak świetnie, wyglądam dzisiaj jak milion dolarów!". Mina mi zrzedła, kiedy jakiś chłopak przechodzący obok mnie, odwrócił się i rzucił tekstem: "Chyba jak dziesięć złotych...". Nie, nie zostaliśmy parą.
Dodaj anonimowe wyznanie