#MLvnd

Moja mama ma sporo młodszą siostrę - nazwijmy ją Basia. Jest między nimi jakieś 13-14 lat różnicy. Z kolei między mną a Basią tylko 8 lat. Długo mieszkałyśmy razem, nic więc dziwnego, że traktowałam ją jak starszą siostrę, była dla mnie wzorem do naśladowania. Nic też dziwnego, że bardzo fascynowało mnie jej życie towarzyskie.

Była to era telefonów stacjonarnych. Basia starała się zachować chociaż minimum prywatności (co przy mnie było bardzo trudne), więc miała w swoim pokoju taki właśnie telefon. Drugi, ogólnodostępny, był na przedpokoju. Dwa aparaty jeden numer telefonu.

Historia właściwa:
Basia rozmawia z koleżanką przez aparat w swoim pokoju. Ja podnoszę słuchawkę na przedpokoju i podsłuchuję cichutko jak myszka, żeby nie wyszło na jaw.

Punkt kulminacyjny:
Koleżanka kicha. Ja mówię "na zdrowie".

Tak oto wyszło na jaw moje podsłuchiwanie.

Grunt to bycie kulturalnym w każdej sytuacji :D

#mDB0x

Moja anonimowa historia. Nigdy o tym nie mówiłam nikomu.

Dawno temu kiedy studiowałam w większym mieście, spotkała mnie tragedia. Mój narzeczony miał wypadek. Było bardzo źle. Akurat trafił do szpitala w tym mieście. Nie będę się rozpisywać - pół roku dzień w dzień, od rana do wieczora spędzałam w szpitalu. Rokowania złe. Skończyło się jak się skończyło, serce mi pękło. Najgorsze, że wszyscy wymagali ode mnie, że się ogarnę i wrócę na studia. Przecież znajdę innego, weź się w garść dziewczyno, dobrze ci to zrobi. Nie zrobiło.

Popadałam w coraz większa depresję. Znalazłam pokój w studenckim mieszkaniu i udawałam, że studiuję. Tak naprawdę wszystko mnie dobijało. Ludzie, z którymi mieszkałam, a były to gruchające pary, ludzie na uczelni, spadające liście, ludzie w tramwaju. Któregoś dnia po prostu nie wstałam na zajęcia i od tego czasu na nie nie chodziłam.

Mijały miesiące. Współlokatorzy się mnie pozbyli. Po prostu któregoś dnia oznajmili, że do mojego pokoju wprowadza się para znajomych. Byłam już tak obojętna, że na drugi dzień mnie tam nie było. Rzeczy pozwolili przechować w piwnicy. Akurat szykowało się wolne, więc w pociąg i do domu. Jak wyszłam z pociągu automatycznie założyłam uśmiech na twarz, aby rodzice poczuli, że się cieszę. W rzeczywistości już dawno umarłam w środku. Udawałam, że na uczelni jest ok, w mieszkaniu super. Zbliżał się dzień wyjazdu ”na studia”, a ja zdałam sobie sprawę, że muszę odgrywać szopkę, ale przecież nie miałam gdzie mieszkać. Oczywiście myślałam nad wyznaniem prawdy rodzicom, ale jakoś nie mogłam.

Pojechałam. Nie wiedziałam co robić, gdzie się udać, znajomych nie było wielu, jednak w bezsilności postanowiłam zadzwonić do koleżanki, z którą wiele mnie kiedyś łączyło. Nie było jej w mieście, ale powiedziała od kogo mogę odebrać klucz i wysłała adres. W mieszkaniu studenckim skierowałam się prosto do jej pokoju, zamknęłam na klucz i nie wychodziłam.

Po jakimś czasie przyszła jej współlokatorka (też ją znałam) i z wielkimi pretensjami rzuciła w moją stronę niemiłe słowa, bo ona nic nie wie, że ja tu jestem. Jak taka dupa wołowa rozbeczałam się i uciekłam z tego mieszkania na dworzec. Było późno, kasę miałam odliczoną, stać mnie było na kawę w kfc. I tak zostałam bezdomną...

Na dworcu spędziłam 2 tygodnie. Początkowo udawałam nocami, że czekam na pociąg, ale później kiedy zobaczyłam jak mnie obserwuje ochrona, postanowiłam przerzucić się na autobusy. Jeździłam całymi dniami po mieście, zmieniałam trasy, potem przesiadałam się w nocne. W końcu nadeszła zimniejsza noc i jedyne co przyszło do głowy to klatka schodowa mojego byłego mieszkania. Znałam kod. To było okropne doświadczenie, natknęli się na mnie bezdomni. Uciekłam i na drugi dzień wróciłam do domu.

Powiedziałam prawdę. Do dziś mam koszmary z tego okresu...

#NRiHr

Wiele osób czasem zastanawia się, jaką ma super moc. Moja super moc polega na znajdowaniu czterolistnych koniczynek.
Znajduję je wszędzie, nie muszę chodzić po trawniku czy szukać łąki pełnej koniczyny. Wystarczy, że wyjdę z domu na uczelnię albo do sklepu. Nieraz przynosiłam po kilka sztuk oraz o większej ilości liści (mój rekord - ośmiolistna).

Żeby Was nie zmartwić, dodam, że zrywam je rzadko (jak byłam mniejsza, to zrywałam garściami). Teraz często robię im zdjęcia lub zostawiam z nadzieją, że nie zostaną skoszone. Czasem zerwę i oddaję znajomym, którzy mają ciężkie dni, w ramach prezentu na pocieszenie.

#RxXJn

Pracuję jako recepcjonistka w hotelu. Oprócz pokoi mamy również salę weselną, gdzie praktycznie co tydzień odbywają się przyjęcia. Na jednym z wesel goście dość szybko poczuli efekty alkoholu. Około 21 większość z nich była bardzo wesolutka. Pod koniec mojej zmiany na recepcję przyszedł jeden z gości. Nie ukrywam, jestem dość atrakcyjną kobietą, dlatego pan dość szybko przeszedł na luźną rozmowę, lekki flircik.
Pracując na recepcji, nie mogę odpowiadać na zaczepki, jednak nie ukrywam, ten gość wpadł mi w oko. Powiedziałam, że teraz nie mogę za długo rozmawiać, bo jestem w pracy. Klient od razu zaproponował mi jakiegoś drinka po skończonej zmianie. Zgodziłam się (wiem, nie powinnam tak robić, bo to jednak gość). Zadziwiałam się, że tak szybko chce uciekać z wesela, gdzie zabawa była naprawdę przednia. Oczywiście skończyło się nocą u gościa weselnego.
Następnego dnia na poprawinach dowiedziałam się, że to Pan Młody...

#0RYFT

To było jakieś 6-7 lat temu, nie pamiętam dokładnie, miałem 17 lat i byłem w technikum. Miałem paru kumpli, z którymi często wyskakiwałem na imprezy, paliłem i wagarowałem, nie byłem porządnym uczniem, muszę przyznać.

Pewnego dnia dołączyła do nas nowa dziewczyna, niezbyt ładna, cicha i bardzo zestresowana, pochodziła z Ukrainy. Jej rodzina przeprowadziła się do Polski w poszukiwaniu lepszego życia. Pamiętam bardzo dokładnie pierwszą lekcję informatyki, nauczyciel zapytał się o coś całej klasy, ona jako jedyna znała odpowiedź, jednak jej styl wypowiedzi nie bardzo przypadł nam do gustu, jąkała się i myliła czasy, czuliśmy, że mamy nad nią przewagę. Zaczęliśmy się z niej śmiać i patrzeć jak na jakiegoś głąba, tylko żeby poczuła się skrępowana, bawiło nas to, ona natychmiast ucichła i siadła na swoje miejsce. Tak było na kolejnej informatyce... i kolejnej... W pewnym momencie w ogóle przestała się odzywać, a jak chciała, to natychmiast ją uciszaliśmy, wyśmiewając się z niej. Tak było przez jakieś trzy miesiące.

Pewnego dnia niespodziewany apel, dyrektor zwołał nas, żeby przekazać nam wiadomość: Karina (załóżmy, że tak miała na imię) powiesiła się. Nie mogła znieść ogólnej biedy rodziców, samotności w obcym kraju i gnębienia na tle rasistowskim.
Nigdy nie prowadzono żadnego śledztwa w tej sprawie ani nie postawiono nam zarzutów, ale sam fakt, że w pewniej mierze wraz z moimi kumplami przyczyniłem się do jej śmierci  sprawia, że mam ochotę coś sobie zrobić.

#K4u9M

Jakiś czas temu siedziałem sobie w autobusie, szary zwykły człowiek jadący na uczelnię jako student, nie mający dziewczyny i cierpiący z tego powodu. Siedział przede mną "pulchny" chłopak, niezbyt urodziwy. Moje myśli przepełniły się żalem, że on to będzie miał ciężko znaleźć jakąś bliską osobę, dziewczynę – ciężej ode mnie. Zrobiło mi się go naprawdę żal i pomyślałem, że gdyby wziął się za siebie, zaczął ćwiczyć, zmienił się, mógłby poznać dziewczynę i być szczęśliwym.
Jadąc parę przystanków z takimi myślami, podczas gdy sam mam problem ze znalezieniem drugiej połówki, oceniłem po wyglądzie gościa, którego nigdy nie znałem, wydawał mi się po prostu przegrany życiowo.

W pewnym momencie delikwent wysiadł z autobusu, a na niego czekała piękna dziewczyna, którą pocałował na powitanie i poszli w dal... a ja odjechałem dalej autobusem z takim uczuciem, że nigdy go nie zapomnę. W tamtym momencie zdałem sobie sprawę, że już nigdy nikogo nie ocenię, tylko będę patrzył na swoje życie i na swoje błędy.

#VzZz9

Dzisiaj nawrzeszczał na mnie niepełnosprawny chłopak za to, że „ordynarnie się na niego gapiłam, jakby był jakimś pawianem w klatce ogrodu zoologicznego”. Świadkowie tej sceny stanęli za nim murem i zostałam nawet nazwana przez jakąś niebieskowłosą dziewczynę „uprzywilejowaną suką”. Myślałam, że zapadnę się pod ziemię…

Fakt, zatrzymałam na dłużej niż chwilę wzrok. I nie, nie dlatego, że chłopak jeździł na wózku inwalidzkim, ale dlatego, że był to najprzystojniejszy mężczyzna, jakiego w życiu widziałam i straszliwie chciałam do niego zagadać, ale wstyd zupełnie mnie sparaliżował i jedyne, co mogłam zrobić, to gapić się na niego bez słowa.

#xlClK

Pracuję w miejscu, gdzie klient nasz PAN. Dosłownie. Zdarzają się bardzo mili goście, zarówno Polacy, jak i obcokrajowcy. Ale ostatnio przydarzyła mi się sytuacja, która doprowadziła mnie pierwszy raz do szaleńczej zemsty. A mianowicie obcokrajowiec był tak chamski i wulgarny, że zwyzywał mnie od najgorszych tylko dlatego, że powiedziałam, że musi zapłacić za pobyt u nas w innym biurze. Później żądał, bym zamówiła mu taksówkę.

Zamówiłam. Najdroższą, jaką tylko znalazłam, za sam przejazd na lotnisko samochodem VIP gość zapłacił trzy moje dniówki. A rzuciłam jeszcze taksówkarzowi, by przejechał dłuższą trasą, ze względu na to, że PAN chce pozwiedzać miasto.

Satysfakcja niesamowita.

#fkeKq

Nie mam żadnych znajomych.

W sumie nie wiem dlaczego. Przeszedłem ścieżkę edukacji aż po studia, mam różne pasje, a znajomych nie mam. Jak widzę na fejsbuku to osoby z podstawówki mają ze sobą kontakt, do dziś chodzą na piwo, niektórzy weszli w formalne związki, ekipy sprzed 20 lat przetrwały. Technikum, studia, tak samo. Podczas tych lat spędzanych razem, byłem członkiem różnych paczek, miałem wtedy swoje ekipy do spędzania czasu, wspólnego wychodzenia, teksty rozumiane tylko przez nas.

Po skończeniu szkół straciłem kontakt ze wszystkimi pomimo tego, że wychodziłem z inicjatywą spotkań, sam zagadywałem i zawsze było to samo - zdzwonimy się kiedyś tam.

Z ludźmi ze starej pracy nie mam w ogóle kontaktu mimo pracy tam kilka lat. W obecnej pracy znajomi z działu chodzą prywatnie na miasto itd, nikt mi nigdy tego nie zaproponował mimo szeroko ogłaszanej istotności integracji.

Pasje również, obracam się w tematycznych kręgach, widuję ludzi, chcę z nimi nawiązać kontakt i najczęściej jestem traktowany jak powietrze. Więc mimo tego, że znam tych ludzi zawsze na spotkaniach siedzę sam. Aż odłączam się od grup i kontynuujęe swoje pasje i działania w samotności.

Jest to bardzo męczące na dłuższą metę, bo już przestaję zabiegać o jakiekolwiek znajomości. Przyzwyczaiłem się do bycia ciągle sam. Jednak dziczeję w tym wszystkim, bo najgorsze są momenty, gdy potrzebuję się do kogoś odezwać, a nie mam do kogo.

Ciekawostką jest to, że ludzie potrafią sobie o mnie przypomnieć w gorszych dla nich chwilach lub gdy mogę się do czegoś przydać. Wyczyścić laptopa, wymienić lampę w aucie, podłączyć kuchenkę. Poza tymi chwilami jestem niewidzialny. Gdyby nie bank i sprawy urzędowe równie dobrze mógłbym nie mieć telefonu, bo wg billingów do nikogo nie dzwonię i nie piszę smsów.

Byłem z tym u psychologa. Twierdzi, że wszystko ze mną w najlepszym porządku. Mam osobowość indywidualisty, ale introwertyzm jest wykluczony. Zresztą, pracuję z ludźmi, klientami, mam klientów którzy lubią ze mną pracować.

Tak siedzę i rozmyślam, znów gadając do mojego kota jak mi minął dzień.
Dodaj anonimowe wyznanie