#uNPsm

Mam w jednej nodze wszczepione endoprotezy oraz trochę dość sporych śrub. Ale do sedna...

Nie ma takiego sklepu, do którego bym wchodziła albo wychodziła bez pikania na bramkach. Żyję już z tym 5 lat i przyzwyczaiłam się do tego, często po prostu nie zwracam na to uwagi. Z wejściem do sklepu nie mam problemu, ale już przy wyjściu niejeden raz mi się zdarzyło, że ochroniarze za mną wybiegali, kilka razy przetrzepywali mi torebkę, mimo moich tłumaczeń co jest przyczyną pikania. Sklepy, w których mnie już znają nie zwracają na mnie uwagi, bo po prostu wiedzą, że to moja noga, jednak w innych miastach nieraz sprawia mi to problem. Czasem musiałam pokazywać blizny na swojej nodze. Wzrok ludzi patrzących się na mnie jak na złodziejkę wprawiał mnie w zakłopotanie. Koleżanki nie chcą chodzić ze mną na zakupy, "bo robię obciach", no ale co ja mogę zrobić? Pikam to pikam... I pikać będę.

Przywykłam do tego, ale nie ukrywam, że jest to kłopotliwe, zwłaszcza gdy trafi mi się niewyrozumiały ochroniarz.
Herubina Odpowiedz

Pika pika? Pika!

Odpowiedzi (2)
Beztraumy Odpowiedz

Coś mi się nie chce w to wierzyć. Moi tesciowie mają oboje endoprotezy w nogach. Latają samolotami - nie ma żadnych problemów na lotniskach, chodzą po sklepach i nic się nie dzieje. Żadnych przypałów. Endoprotezy są zrobione z takich metali, które nie są wykrywanie na bramkach. Właśnie po to ,żeby pacjentom zapewnić komfort poruszania się po świecie.
Stek bzdur.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#m8Nn9

To było kilkanaście lat temu, miałem jakieś 19 lat. Mieszkałem z rodzicami i gdy skończyłem prawo jazdy, jeździłem ich samochodem.

Mama miała specyficzne podejście do mnie - zawsze mnie krytykowała, gdy pojawiały się problemy związane z moją osobą, bo chciała, żebym był najlepszy i bezproblemowy, wręcz nieskazitelny. Na przykład gdy dostałem 3 w szkole, to dawała mi szlaban (chociaż sama nie miała najlepszych ocen w szkole na wsi, gdzie się wychowała. Średnia ok. 3). Krótko mówiąc, jak coś zdarzało się nabroić, to za każdą drobnostkę mnie krytykowała. Tata też trochę, ale bardziej luźno podchodził. Poskutkowało to tym, że w szkole byłem bardzo dobry, a w życiowych sprawach nieskazitelny... mieli się czym chwalić wśród znajomych i rodziny, ale... dzięki temu powstało u mnie przeświadczenie, żeby nie mówić im pewnych rzeczy, by uniknąć zbędnego gadania i oszczędzić sobie problemów i też "Co sobie o mnie pomyślą, jak się dowiedzą?". Doszło też do tego niskie poczucie wartości, to, że bałem się ich reakcji na cokolwiek i to, że nie wiedziałem, jak się zachować w niektórych sytuacjach.

Byłem świeżo upieczonym kierowcą. Pewnego dnia pojechałem w miejsce, w które często jeżdżę i gdzie parkuję na dzikim parkingu. Po powrocie do auta zauważyłem, że może być ciężko z wyjazdem - samochody ciasno zaparkowały, trochę byłem zastawiony. Ale spróbowałem...
Chwila nieuwagi - BUM!. Przywaliłem w samochód, który mnie zastawił. Nagle przyszły myśli o tym, co rodzice powiedzą... Panika, kręcę dalej, ruszam do przodu, do tyłu, doszło obtarcie. Wychodzę z auta, szybka analiza... Rozglądam się... "Nie ma świadków, nie ma kamer, nie ma nic", patrzę na moje szkody i drugiego auta "O kur**...". Szybki odjazd.

W panice odjechałem z miejsca zdarzenia. Zaczął mnie dręczyć niepokój "Czy nie zostawiłem dowodów? A policja?". Wróciłem, ale zaparkowałem spory kawałek dalej i przeszedłem się pieszo. Obejrzałem obtarty samochód i okolice, coś leżało z mojego auta, pozbyłem się dowodu. Ukryłem się obserwując rozwój sytuacji. Przyszedł kierowca, zadzwonił do kogoś, wezwał policję. Oni spisali protokół, a ja wróciłem do auta.

Wróciłem do domu i powiedziałem, że będę potrzebował auta przez jakiś czas. Specjalnie parkowałem na osiedlu tak, żeby auto nie było na widoku. Przez bite 3 tygodnie musiałem wymyślać wymówki, żeby tylko nie próbowali iść do samochodu. W międzyczasie załatwiałem blacharza/lakiernika i żyłem w głębokim niepokoju, że policja zapuka do drzwi.
Wyrzuciłem sporą część swoich oszczędności na naprawę, ale po otarciu "prawie" nie było śladu. Sprawa ucichła, nikt się nigdy nie dowiedział. A małe ślady wytłumaczyłem "stuknięciami przy markecie".

Z jednej strony cieszę się, że jestem geniuszem zbrodni, z drugiej czuję się ch**em, że uciekłem i nie wziąłem tego na klatę.
donttouchmyfood Odpowiedz

Też kiedyś niechący przywaliłam komuś w zderzak na parkingu, kilka osób to widziało, a ja ... spanikowałam i uciekłam. Wieczorem mama się spytała czemu chodzę cały dzień jakaś spięta, powiedziałam jej wszystko i poryczałam się, że policja mnie znajdzie. Mega żałowałam tego, że odjechałam, ale po prostu stres sytuacji, zrobiłam to bez jakiegokolwiek myślenia.

Odpowiedzi (3)
NajebanaAleDama Odpowiedz

Ja na parkingu pod praca też mogłam uciec, ale zostawiłam karteczkę z numerem telefonu

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#I3AEq

Miałam kumpelę, Kingę, chociaż to chyba za dużo powiedziane, to była dziewczyna mojego dobrego kumpla. Była ona wege, eko, sreko i ciul wie co jeszcze. Jej posty na  kręciły się wokół jej wegańskich obiadów, ubrań, które upolowała na jakichś wymianach, o filozofii zdrowego życia. Fajnie, czasami lubiłam poczytać co dziewczyna ma do powiedzenia.
Ja jestem mięsożerna, lubię mięso i będę je jeść. Jednocześnie staram się żyć dobrze, oszczędzam energię, wodę, segreguję śmieci, jeżdżę samochodem hybrydowym, a kiedy tylko mam okazję - rowerem.

Bardzo lubię gotować i zdarzy mi się wrzucić na Instagram zdjęcia przygotowanych przez siebie potraw. Pewnego razu wrzuciłam zdjęcie polędwiczek z czymś tam (nieistotne). Zaczęło się niewinnie - Kinga zapytała, czy nie myślałam o przejściu na dietę wegetariańską, a najlepiej to wegańską, na pewno wyszłoby mi to na zdrowie. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że nie zamierzam, bo zwyczajnie lubię mięso.

I wtedy się zaczęło. Nękanie mnie w komentarzach, prywatnych wiadomościach, wysyłanie filmików z uboju zwierząt opatrzone "jak możesz na to pozwalać, masz ich krew na rękach!", nazywanie mnie morderczynią, doszło do tego, że jak spotkałam ją na ulicy, to pokazywała mi odruch wymiotny. Miarka się przebrała, kiedy napisała do mojej MATKI z "gratulacjami" wychowania córeczki na mordercę. Stwierdziłam, że nie zostawię tak tego i zemszczę się.

Z racji tego, że na polskich drogach odbywała się akcja "smog", a zasrana ekolożka jeździła starym rzęchem na gaz, który nadawał się tylko na złom - powiedziałam znajomemu policjantowi, że sąsiadka mojego faceta ma takiego szrota, że jak go odpala, to można się udusić. Podałam mu numery, skończyło się mandatem i zatrzymaniem dowodu rejestracyjnego. Auto było tak naprawdę jej jedyną opcją na dostanie się do pracy, więc musiała się nieźle nagłówkować, żeby znaleźć alternatywę. Oczywiście napisała do mnie, że wie, że to ja. Szkoda tylko, że nie ma na to żadnych dowodów, a nawet jakby miała - może mi naskoczyć. ;)

P.S. Mój kumpel zerwał z nią, kiedy pokazałam mu jej wiadomości do mnie.
Mmpp00 Odpowiedz

Jakaś nienormalna, mało tego, hipokrytka. :)

Franz1983 Odpowiedz

Jedna uwaga. Samochody z hybrydowym napędem wcale nie są bardziej ekologiczne od tych z klasycznym dieslem czy benzynowym (mówię oczywiście o sprawnym aucie, nawet 10 letnim, a nie jak w przypadku tej wariatki, gdzie coś musiało być nie tak).

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#bc2mF

Pracuję w sklepy spożywczym. Czasem kiedy jestem na kasie z alkoholem i obsługuję osoby, które wyglądają mi mniej więcej na 30 lat, proszę je o dowód. Uwielbiam ten wyraz radości na ich twarzach.
Primacafe Odpowiedz

I w tym momencie poczucie mojego młodego wyglądu legło w gruzach

Odpowiedzi (3)
Deaneris Odpowiedz

Nie każdy bohater nosi pelerynę : D

Zobacz więcej komentarzy (11)

#kSkpL

Swego czasu pracowałem sezonowo jako kelner w ośrodku wczasowym w jednej z nadmorskich miejscowości. Przyjeżdżały tam głównie kolonie.

Pewnego dnia dostałem anonimowo od jakiejś osoby z kolonii laurkę rozkładaną w kształcie serca, z moim imieniem, były w niej wpisane teksty taniego podrywu (np."co taki piękny pan robi tu sam?" lub "bolało, jak spadłeś z nieba ?").

Noszę tę laurkę w portfelu i gdy jestem w rozsypce, to ją wyjmuję i czytam. Dzięki temu poprawiam sobie humor. Jeśli czyta to osoba, która ją wykonała, to dziękuję i pozdrawiam :)
GeddyLee Odpowiedz

Minusy tutaj

Odpowiedzi (7)
AlaAla21 Odpowiedz

Przyjemne wyznanie ❤️

Zobacz więcej komentarzy (2)

#yHwSb

Albo jestem czubkiem, albo coś w tym jest.

Ciągle mam wrażenie, że urodziłam się o 250 lat za późno. Działam w grupie rekonstrukcji historycznej, od dziecka, odkąd tylko pamiętam kochałam wszystko co XVIII-wieczne, czułam, że to zupełnie naturalne, a wszystko to co współczesne obce. Nie wychowałam się w pałacu, w moim domu nie było niczego starego, zwyczajny dom jak większość. Jak tylko zobaczyłam na obrazku coś z epoki, byłam jak kot przy kocimiętce! Potem to się przerodziło w miłość do mody z epoki, powoli po kryjomu eksperymentowałam z fryzurami, współczesne ubrania starałam się tak skomponować, żeby choć odrobinkę przypominały te z XVIII wieku. W życiu nie włożę spodni, nawet zimą noszę sukienki i szpilki. W liceum nosiłam już koafiury z lokami i sukienki, które wzorowałam na tych z epoki, stylizowałam je na nieco współczesne, żeby nie wyglądać jak dziwadło.

Kiedy odkryłam rekonstrukcję, to się zaczęło... Przez lata pilnego studiowania epoki, zaraz po wejściu do grupy byłam jak wyrocznia, wiedziałam wszystko, nie wiem, czy wiedza była wyuczona czy to "poprzednie wcielenie". Podczas wizyt w pałacach z epoki przeżywałam deja vu, tłumaczyłam to sobie jako po prostu obsesję na punkcie epoki. W pewnym momencie byłam nawet u psychologa, bałam się, że to może jakaś schizofrenia, zrobili mi badania i właściwie wszystko w porządku.

Teraz mam 32 lata, moje mieszkanie wygląda jak "apartamencik" z jakiejś rezydencji, wcale nie trzeba być milionerem, żeby przekształcić mieszkanie w to z drugiej połowy XVIII wieku. Sama misternie wymalowałam freski na ścianach... a że mieszkam w kamienicy, wszystko sprawia wrażenie oryginału z epoki.

Anonimowe jest to, że żyję w domu jak w epoce, moje rachunku za prąd generuje jedynie bojler i lodówka, czasami żelazko, bo bez ciepłej wody i lodówki czy uprasowanej sukienki trochę było ciężko, choć uwierzcie mi, rok żyłam bez, w końcu przełamałam się. Kąpiele w wannie przy świecach to standard. Nie mam konta na FB, ze znajomymi nie z mojego miasta kontaktuję się listownie. Na każdy wyjazd z grupą czekam jak na zbawienie, na co dzień nie ubieram się w stroje z epoki, hamuję się, bo ustaliłam sobie, że zarezerwuję to jedynie na wyjazdy z grupą. Mój facet zupełnie nie podziela mojej pasji, ale nie przeszkadza mu, właściwie jestem szczęśliwa. Współczesny świat wywołuje we mnie niezrozumienie. Zwariowałam?
Madagaskar Odpowiedz

Nie oceniam twojego hobby, pasja jak pasja. Mimo tego nie chciałabym się z tobą przyjaźnić. Brzmisz pretensjonalnie. Mam wrażenie że ciągle tylko mówiszi dajesz innym odczuć że jesteś inna, lepsza, nie stąd. Twoje życie, po prostu nie polubiłam cię przez to wyznanie 🙄

Odpowiedzi (2)
tewu Odpowiedz

Ale internet masz, i znasz anonimowe... Ale uczucie deja vu związane z rzeczami dawnych epok faktycznie występuje, sama go kilka razy doświadczyłam (to chyba były lata 20 20 wieku ale nie jestem pewna).

Zobacz więcej komentarzy (31)

#ipXod

Nie rozumiem ludzi wyśmiewających bądź takich co mówią "ta dzisiejsza młodzież to taka bezmyślna, myślą że jak to robią to są fajni", którzy mówią to o osobach samo-okaleczających się... Otóż się bardzo mylą. Każdy w swoim życiu napotyka jakieś problemy i jedni je lepiej znoszą inni gorzej.


Nastolatkowie sięgają po to, bo próbują wszystkiego byleby pomoc sobie w problemie, a jak zrobi się to raz to już się prędko nie kończy, działa jak uzależnienie (przynajmniej u mnie tak było) i to naprawdę boli jak ktoś widzi twoje blizny i od razu ocenia...

Każdy ma inną historie nie oceniamy po wyglądzie.
miekkamynia Odpowiedz

"Nie oceniamy po wyglądzie". Czyli jak widzę blizny po cięciu to nie zakładać, że się tniesz?

Odpowiedzi (14)
nacomi7 Odpowiedz

minus

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (26)

#bmYeB

Mój chłopak uważa mnie za osobę bardzo pedantyczną pod względem higieny osobistej. Np nie pozwalam mu nawet usiąść na skraju pościelonego łóżka jeśli nie jest świeżo po prysznicu (świeżo, czyli jeśli umyje się po powrocie z pracy i potem tylko siedzimy i oglądamy filmy to i tak musi myć się drugi raz - przed snem).
Nigdy mu się nie przyznam skąd wynika moja obsesja na punkcie czystości. Wam się przyznam.

Będąc w szkole podstawowej zachorowałam na pewną chorobę zakaźną, a przez powikłania trafiłam do szpitala. Dostałam jednoosobowy pokój, z czego bardzo się cieszyłam, ale był jeden haczyk. W pokoju była jedynie toaleta - kibelek i umywalka. Do tego przez pierwsze dwa tygodnie miałam zakaz wstawania z łóżka oprócz wyjścia do toalety. 

A zatem przez dwa tygodnie mogłam tylko myć zęby i jako tako (jak to dziecko) się podmyć. Przez kolejny tydzień mogłam już teoretycznie iść do prysznica wspólnego, ale czułam do niego obrzydzenie (takie jak większość osób czuje do publicznych toalet).

Pobyt w szpitalu skończył się po trzech tygodniach, ale moje przyzwyczajenie do braku prysznica pozostało.
Nie pamiętam jak długo dokładnie to trwało, około roku. W tym czasie brałam prysznic tylko raz w tygodniu - w niedzielę, kiedy też myłam włosy. Na co dzień myłam jedynie zęby i pachy.

Nie wiem czy w szkole ode mnie śmierdziało. Było to jeszcze przed okresem dojrzewania, więc może nie było aż tak źle. Nie pamiętam żadnych negatywnych uwag od rówieśników, a z pewnością bym takie zapamiętała.
Rodzice nie robili mi awantur, nie wypominali. Pamiętam, że mówili, żebym szła się umyć (bo już czas spać) i tyle.

Po jakimś czasie sama z siebie powróciłam do nawyku codziennych pryszniców i teraz nie wyobrażam sobie ich braku. Nawet w warunkach polowych czy w podróży zawsze znajduję sposób/miejsce, żeby się umyć. Na samą myśl, że miałabym pójść spać brudna mnie odrzuca.
bezdomna Odpowiedz

To, że wymagasz od faceta, by mył się dwa razy dziennie, nawet jeśli po pierwszym prysznicu tylko siedzi przed telewizorem, to już bardzo niezdrowa obsesja, bo zbyt częste mycie niszczy naturalną florę bakteryjną, a więc i odporność.

ZnamTo Odpowiedz

Ja osobiście nawet jak od kogoś brzydko pachniało w szkole to nikomu nic o tym nie mówiłem, nie chciałem urazić w ten sposób kogoś, może po prostu ta osoba nie ma dostępu to ciepłej wody, czy coś w tym stylu, tak myślałem, dlatego uważałem, że jak zwrócę uwagę innej osobie to zrobi mu się przykro, a i tak nie ma na to wpływu...

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#FfhXc

Czytam sobie już jakiś czas i muszę przyznać że męczy mnie widok kolejnego "anonimowego" gdzie autor/ka mówi jakie jego /jej życie jest trudne, ciężkie, okropne, że znowu płacze, nie ma przyjaciół a tylko słabą pracę i nienajlepszy kontakt z rodziną albo jego brak.


Do kurki wodnej, ludzie zróbcie coś ze sobą... Swego czasu też miałam trochę problemów i przejmowałam się masą rzeczy, głównie źle się czułam i cierpiałam przez to że za dużo myślałam. Chciałam żeby moje życie było inne, ale nic z nim nie robiłam. Czasem mam wrażenie że wszyscy są tacy przygnębieni bo nie umieją przestać myśleć, zastanawiać się i zwyczajnie odpuścić. Czasem trzeba zaakceptować niektóre rzeczy takimi jakie są, czasem można mieć na nie wpływ. Zawsze można pójść jeszcze raz na studia, wyjechać za granicę choćby na kilka dni.


Zróbcie coś, co oderwie was od myślenia że wasz świat to miasto w którym mieszkacie, wasza praca i obowiązki. Nauczcie się nowego języka, poszukajcie hobby. A przede wszystkim zróbcie krok do przodu, nie patrzcie na to co macie tylko na to co możecie mieć. Jeśli macie już jakiś bagaż doświadczeń, a czujecie się tym przytłoczeni to zostawcie to za sobą i spróbujcie od nowa.


Nie trzeba zmieniać miejsca zamieszkania, żeby móc zacząć "żyć na nowo". Wiem że to nie jest anonimowe i przepraszam za to tych użytkowników którzy mieli nadzieję na coś lepszego. Ale tych którzy wylewają żale proszę o to, żeby przestali. Jeśli nie macie z kim pogadać to idźcie do psychologa i spróbujcie zbierać doświadczenia od nowa porzucając te stare które doprowadziły was do obecnego (złego) stanu. Mam już trochę dość czytając te smuty, żale i narzekania jak to wam jest źle i jacy to jesteście pokrzywdzeni. Jeśli coś wam przeszkadza to zróbcie z tym coś.


Zacznijcie od tego by znaleźć jakiś cel i dążyć do niego bez względu na wszystko. Nie poddawajcie się i bądźcie pewni siebie to wszystko zacznie się układać. A zawsze, gdy nadejdą chwile zwątpienia to powiedzcie sobie cicho pod nosem że dacie radę i nie poddacie się. Jeśli czegoś chcecie to walczcie o to a nie marudzicie, że tego nie macie. Może to czego potrzebujecie jest tuż obok. Pozdrawiam wszystkich którzy przeczytali do końca i życzę wytrwałości w szukaniu tego co da wam szczęście i spełnienie
PlemnikZabojca Odpowiedz

Pozdrawiam osoby, które to czytały.
Mi się nie chciało.

Odpowiedzi (9)
PiratTomi Odpowiedz

Nie ma to jak dodać wyznanie, które nie jest anonimowe, o tym, że wkurza cię, że inni dodają tu coś, co nie jest anonimowe.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (21)

#ZZwzQ

Moja historia zaczyna się w liceum. Poznałem dziewczynę, która, jak się później okazało pochodziła z bardzo bogatej rodziny. Jak jej tata sam przyznawał dorobił się na przekształceniach systemowych, kiedy panowała wolna amerykanka i można było wiele ugrać. Nigdy nie narzekałem na brak pieniędzy i nigdy niczego mi nie brakowało, ale to była całkiem inna sfera. 


Nie interesował mnie jej majątek, chociaż muszę przyznać, że okazja przejechania się samochodami wartymi ponad bańkę była dla mnie bardzo kusząca. Problemem było jednak całkowite odrealnienie jej i rodziny jeśli chodzi o życie codzienne. Nie będę podawał konkretnych przykładów, jednak nie liczyli się z pieniędzmi i wydawali je tam, gdzie kompletnie nie było to konieczne. Moja ówczesna dziewczyna nie miała planów na przyszłość. Jej tata zarządzał wszystkim w domu, wybrał jej kierunek studiów a ona z braku pomysłu na siebie stwierdziła, że może być, a jej ojciec snuł już plany co do "zatrudnienia" jej w firmie. Pytałem jej, co zrobiłaby gdyby firma jej ojca upadła, ale nie brała tego w ogóle pod uwagę, bo "co miałoby się niby stać". 


W dodatku nic nie robiła w kierunku studiów. Kompletnie nie uczyła się do matury, niby chodziła na korepetycje z matematyki, angielskiego i wosu, ale nie uczyła się samodzielnie ani trochę i jej wynik z matury był na granicy zdania. Dodam, że nie była to głupia dziewczyna, po prostu nic nie musiała, więc nic nie robiła. Nie dostała się na żadne studia, które wybrał jej ojciec, poza prywatnymi, "w sumie to i lepiej, bo będzie miał oko na nią i większy wpływ". 


My w międzyczasie rozstaliśmy się, bo mieliśmy inne priorytety, jej tata zaczął rozkręcać nową firmę, kupili jej czteropokojowe mieszkanie w nowym budownictwie w stolicy i tak minęły jej dwa lata studiów. Mój kontakt z tą dziewczyną był o wiele mniejszy, ale od czasu do czasu rozmawialiśmy. I nagle w je świecie doszło do tragedii. Nowa fabryka ojca została pochłonięta przez trąbę powietrzną, nie było w gruncie rzeczy co zbierać. Okazało się, że musieli kupić maszyny z własnych pieniędzy, bo dofinansowanie unijne im nie pykło, w związku z tym nie ubezpieczyli fabryki, która była jeszcze w trakcie budowy, ale już praktycznie na wykończeniu, z pełnym wyposażeniem. Wszystko na kredyt. 


Dom, mieszkanie, samochody w leasing, fabryka, sprzęt. Niby stara firma nie ucierpiała, ale musieli sprzedać dom, mieszkanie samochody i mocno zacisnąć pas, dziewczyna musiała wrócić do siebie i pójść na zwykłe studia. Zderzyła się ze ścianą, nie potrafiła się dostosować do życia. Przesiadka z nowego BMW do autobusu była dla niej zbyt bolesna, nie pojawiała się na uczelni, bo w rodzinnym mieście każdy ją znał i nie zniosła by tej hańby. Szkoda mi jej bardzo, ale próbowałem jej pomóc, jeszcze do matury uczyłem się z nią matmy. Ale jej nastawienia nie zmieniłem.
karolyfel Odpowiedz

Łezka się w oku kręci, jak człowiek czyta takie wypociny.
"Fabryka pochłonięta przez trąbę powietrzną", "nie było co zbierać..." - w Polsce...
"Nie ubezpieczyli fabryki" a "wszystko na kredyt" - jasne, bank daje kredyt i w ogóle się nie zabezpiecza na cesji z umowy ubezpieczenia fabryki, którą kredytuje...

Odpowiedzi (4)
AleksanderV Odpowiedz

Smoki. Smoków brakuje w tej bajce.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)
Dodaj anonimowe wyznanie