#0Uepk

Nie kocham swojego dziecka.

Ola była planowana. Bardzo planowana. Staraliśmy się o dziecko przez ponad 5 lat. Gdy zobaczyłam dwie kreski na teście, bardzo się ucieszyłam. I to by było na tyle z ciążowych radości. Sam pierwszy trymestr był całkiem w porządku, poza zmęczeniem. Kiedy na pierwszym usg zobaczyliśmy bijące już serduszko, mąż ścisnął mnie za rękę wzruszony, a ja się tylko uśmiechnęłam. Nie czułam nic, żadnego instynktu macierzyńskiego, żadnej radości, bardziej ciekawość. Wszyscy znajomi, nawet koleżanki w pracy gadały jedynie o mojej ciąży i dzieciach. Ja chciałam spotkać się na kawę, pogadać o tym, co słychać, poplotkować, a nie ciągle mielić o moim brzuchu. Przy drugim usg widzieliśmy już fikające w brzuchu dziecko, ruszające rączkami i nogami. Przyznaję, to było fascynujące i takie nierealne, jednak nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Kiedy po porodzie położyli mi dziecko na piersi stwierdziłam, że jest brzydkie jak noc. Całe opuchnięte, pomarszczone, czy to na pewno moje? :)…

Zaczęłam się trochę niepokoić, gdzie ten cholerny instynkt. Chyba powinnam już zacząć kochać to tak bardzo wyczekane dziecko, prawda? Tak się nie stało. Ani miesiąc później, ani dwa, ani pół roku później. Kiedy w końcu jako tak zaczęło bardziej reagować na bodźce, uśmiechać się do mnie, pomyślałam, że może jednak w końcu się polubimy. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie nienawidziłam mojego dziecka, z czasem je nawet polubiłam, ale nigdy go nie pokochałam jak np. swojego psa. Nie wyobrażam sobie życia bez niego, bez spacerów rano, zabaw z piłeczką i domu bez jego zapachu. Natomiast jeśli chodzi o moja córkę, to zajmuje się nią, bo wiem, że trzeba ją nakarmić, przewinąć, pobawić się. Nie robię tego z niechęcią. Robię to, bo chcę, bo decydując się na dziecko wiedziałam, że tak będzie. Jednak nie czuję tej wielkiej miłości. Przytulam, bujam, rozmawiam, uśmiecham się do niej, ale jeśli miałabym wybrać czyje życie uratować, to z pewnością byłby to mój pies…

Rozmawiałam o tym z psychologiem. Nie widzi w tym nic złego, twierdzi, że miłość jeszcze przyjdzie, ale ja czuję się, że zawiodłam w byciu matką. Przekopałam wiele stron i wiem, że nie tylko ja nie pokochałam od razu swojego dziecka, jednak u mnie trwa to już ponad rok, a ja nadal tylko lubię swoją córkę. Nie żałuję decyzji o dziecku, ale boję się, że nigdy nie pokocham jej tak jak powinna kochać matka.
naszapasza Odpowiedz

Po urodzeniu tez mi sie wydawalo, ze nie kocham synka. Na poczatek zwalalam wine na depresje, potem sie obwinialam, ze nie mam instynktu bo nie kocham go wystarczajaco mocno. Tez wolalam spedzac czas ze swoimi psiakami. Lubilam sie nim opiekowac ale nie tak bardzo jak powinnam. Pewnego dnia mielismy z synkiem wypadek samochodowy. Nic groznego ale musial zostac na obserwacji w szpitalu. Ile godzin przeplakalam to nie zlicze. Siedzialam tam caly dzien i noc. Wtedy do mnie dotarlo, ze kocham go i od zawsze go kochalam.
Ty tez kocham swoja corke. Nie odbilo ci na jej punkcie, nie jestes jedna z tych matek co nie widza swiata poza dzieckiem ale widac, ze ja kochasz i nie masz sie czym martwic :)

rockandrollqueen Odpowiedz

Co prawda nie pamiętam pierwszych lat mojego życia, ale od osób trzecich wiem, że moja mama miała dokładnie tak jak ty i trwało to jakieś 5 lat. Na 2 lata mama nawet wyjechała, bo macierzyństwo zaczęło ją męczyć i wychowywał mnie tylko tata. Dziś dobiegam 30 i mam z mamą świetny kontakt, jest moją najlepszą przyjaciółką i wiem, że mnie bardzo kocha, po prostu to czuję. Nie ma dla mnie znaczenia, że nie potrafiła mnie kochać, gdy byłam małym dzieckiem, miłości nie da się wybrać i w siebie wmusić.
Nie obwiniaj się, daj sobie czas, tak dużo czasu, ile będziesz potrzebować. Może miłość przyjdzie, a może nie, bo może to nie jest po prostu dla ciebie. Nie ma w tym nic złego, możesz mieć z dzieckiem świetny kontakt pomimo tego, że nie czujesz instynktu macierzyńskiego, możecie być po prostu dobrymi przyjaciółkami.

Seven777 Odpowiedz

Uwielbiam zwierzęta. Ale mówienie wprost, że kocha się bardziej psa niż własne dziecko mnie po prostu rozwala. I że uratowałabyś psa zamiast dziecka, gdyby była taka konieczność... Ja pier.ole, to chore.

Hvafaen

To ogromnie smutne. Naprawdę, że istnieją tak chorzy ludzie. Można nie kochać swojego dziecka, ale by go nie ratować? Boże, miej Ole w opiece, bo na matke nie ma co liczyć.

donuts

Ja latami odczuwam to że ojciec mnie nie kochał i nie kocha. Dziś mi się oberwało że złamałam nogę i to moja wina, i jestem brudasem bo nie sprzatnelam kosmetyczki, a chodzę o kulach i mam jedną sprawna noge. Zresztą całe zycie to odczuwałam. Brat dostał laptopa ja nic. Życzenia na urodziny? Zapomnijcie. Starałam sie, naprawdę ale dla niego jestem zerem. Niee da się tego ukryc, współczuję temu dziecku.

Fruktoza666

Nie,
Nie jest.
Zyjemy w swiecie gdzie takie tematy sa tabu. Nie czuje instynktu maciezynskiego i nie ma w tym nic zlego. Dziecko nie jest najwyzsza wartoscia w zyciu kobiety, wrecz przeciwnie. Im wiecej bedziemy o tym normalnie rozmawiac tym lepiej

Hvafaen

Jednak powinno być, nie najwyższą, ale gdzieś w top 10 jeżeli zdecydowała się je sprowadzić na świat. Ja wiem, że postęp itd. Ale nie chcesz żyć w świecie bez odrobiny moralności. Dała temu dziecku życie, zabrała szansę na adopcje żeby co? Żeby uratować psa jeżeli dom by się palił?

TylkoRaz

Miłość nie jest czymś zależnym od naszych wyborów. Po prostu jest albo jej nie ma i tyle, co autorka powinna zrobić skoro jej mózg intensywniej reaguje na psa niż dziecko? Zabić się, obwiniać, nienawidzieć? Życie było by dużo łatwiejsze, gdybyśmy zawsze kochali tylko tych których powinniśmy, niestety tak to nie działa, kogo za to winić?

Hvafaen

Nie trzeba kochać by robić swoje powinności. A ona poszłaby najprawdopodobniej siedzieć, gdyby uratowała psa, nie dziecko.

ohlala

@Hvafaen

Nie histeryzuj. Autorka myśli, że tak by zrobiła, a nikt nie wie, jak naprawdę by postąpiła w takiej sytuacji, nawet ona sama. Ludzie dużo mówią, ale w stresujących chwilach różnie reagują.

Hvafaen

Ja nie histeryzuje, tylko widzę powage sytuacji😅
Te słowa wywarły na mnie wrażenie po prostu- widzisz taką małą istotkę, dla której ty (i partner) jesteście całym światem, kocha was odkąd was poznała i myślisz sobie, że jej życie jest mniej cenne niż psa. Może mam za dużo wyobraźni, bo od razu wyobrażam sobie ten wybór- np. Utonięcie, spalenie się żywcem w domu itd.

TylkoRaz

No to nie wyobrażaj sobie czegoś co nie miało miejsca i nie dotyczy Ciebie bo to nadinterpretacja. Autorka napisała, że wolałaby ratować psa, a nie że by to zrobiła na 100%. Poza tym pies też czuje ból, też się boi, też ma tylko jedno życie a jego ludzie są dla niego całym światem. Życie nie jest sprawiedliwe, daj innym czuć i myśleć tak jak czują i myślą.

DrwaII

Współczucie i troska o najmniejszych to normalny ludzki odruch. Dziecko jest wyżej w hierarchi niż pies. Życie psa jest ważne, ale nie ważniejsze niż ludzkie.

Zobacz więcej odpowiedzi (17)
Zupan Odpowiedz

Coraz więcej wyznań na ten temat. Czyżby to nowy trend czy wreszcie się mówi głośno o tym?

Atropos

Zaczyna się o tym mówić.

Ogólnie to takich ciążowych i poporodowych tabu trochę jest... Albo kwestii pomijanych, bo po co zniechęcać kobiety w wieku rozrodczym.

Ciąża i macierzyństwo są albo cukierkowe jak mamuśki z insta, albo jak horrory ciotki Ziutki o tym jak ją pokiereszował i na porodówce

Kurina3

Mówi się coraz więcej.
Kiedys koleżanka z pracy wyznała mi w sekrecie, że żałuje tego, że nie zrobiła aborcji. Kocha swoje dziecko, ale gdyby mogła cofnąć czas.... Powiedziała że, tylko mi mogła to powiedzieć, bo wiedziała, że nie będę jej oceniała (koleżanka wie o moich poglądach). Serio, spośród całej swojej rodziny i przyjaciół zdecydowała się na rzucenie balastu na mnie, kobietę, z którą łączy ja tylko miejsce pracy. Bardzo to smutne, że kobiety nie mogą rozmawiać na te tematy otwarcie i szczerze, bo boją się krytyki i linczu.

Madhu

Może dlatego, że mamy XXI wiek i kobiety mają po dziurki w nosie udawania, że macierzyństwo to spełnienie ich marzeń, cel życiowy, nieskończone źródło szczęścia? Może mają dość wmawiania im, że tylko dziecko uczyni je "prawdziwymi kobietami"? Może po prostu pora na to, żeby przestać oceniać kobiety po tym czy mają dzieci czy nie, czy chcą je mieć czy nie, czy są szczęśliwe będąc matkami czy nie.
Autorka ma prawo do swoich uczuć i wyrażania swojego zdania. Jednak nasze społeczeństwo nie jest jeszcze gotowe na prawdę - że nie każda z nas spełni sie, jako matka. Że nie każda z nas chce mieć dzieci. Że nie każda z nas życie odda za swojego potomka. Że nie każda z nas kocha swoje dziecko. Że żałuje.
Trzymam kciuki za autorkę, żeby jakoś się to wszystko ułożyło :)

DrwaII

Madhu, tyle się mówi o tym by nie brać psa ze schroniska jeżeli nie jest się gotowym i pies to nie zabawka. zapewne popierasz te słowa. Dlaczego więc usprawiedliwiasz ludzi, którzy zrobili sobie dziecko z premedytacją (o wpadkę bym się nie czepiał), ale się rozmyśliły? To jest dla ciebie normalka? Zabawa ludzkimi uczuciami? Nikt nie zmusza kobiet do macierzyństwa, to nie jest spełnienie marzeń każdej kobiety, ale po cholere te, które się nie nadają robią te dzieci? Gdybyś to ty była niekochanym dzieckiem ze zepsutą psychiką i zaburzeniami inaczej byś gadała. Feminizm ma swoje granice.

Kurina3

@drwall właśnie wiele kobiet robi sobie dzieci, mimo, że niekonieczne są pewne właściwości swojego wyboru przez presję. Presję społeczeństwa, męża, rodziców, teściowej, koleżanek, ciotki Wiesi... 'Jak zobaczysz, to pokochasz', 'będziesz żałować, jak będzie za późno na dziecko' ciągle słyszą. Nie każda młoda kobieta ma w sobie tyle siły i silnej woli, by powiedzieć nie, dzięki, to nie dla mnie.
Nikt nie wmawia kobietom od małości, że muszą adoptować kotka ze schroniska, bo inaczej nie spełnią się jako kobiety.

Hvafaen

Bez obrazy, ale to już szukanie winnego na siłę. Z całym szacunkiem, ale kobiety nie są idiotkami, które usilnie próbują zniszczyć sobie życie (i to 5 lat jak w wyznaniu), bo nie wiedzą czego chcą. Miliony ludzi mówią, że prawdziwa kobieta jest szczupła/wymalowana czy jakaś tam, ale jednak 50% kobiet wygląda jak sobie chce. Wybacz, ale twój argument jak dla mnie nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Te kobiety zwyczajnie nie doinformowały się lub dziecko im się znudziło. I to nie atak, stwierdzam fakt. Proszę tego nie odebrać jako obraze.

Kurina3

@hva mało jest wyznań o tym, że kobietę ktoś namówił do zajścia w ciążę lub nie przerwana ciąży? Na pęczki.
Nie wiem skąd pochodzisz, ale w wielu małych miejscowościach ślub i dzieci to jedyne słuszne cele w życiu kobiety.
Do presji społecznej dochodzi do tego presja kulturowa i religijna. Wszak celem zawarcia związku małżeńskiego jest posiadanie potomstwa.
Ty chcesz mieć dziecko, do tego jesteś jeszcze dość młoda i nie mieszkasz w Polsce, więc nic dziwnego, że może tej presji nie czujesz. Weź pod uwagę to, że Twoja rzeczywistość może znacząco różnic się od cudzej.

Madhu

Drwal kim ty jesteś, żeby mówić komukolwiek co ma czuć i do kogo? Przecież autorka nie nienawidzi swojego dziecka, zajmuje się nim, jak potrafi. Nie oddała go, nie porzuciła. To się nazywa odpowiedzialność. Zwierzę, tak samo, jak dziecko nigdy nie było, nie jest i nie będzie zabawką. I właśnie na tym polega dorosłość i dojrzałość - robimy coś, co nie koniecznie nam pasuje. Bo tak trzeba. I autorka właśnie to robi. Reszty twojego wywodu nawet nie skomentuję, bo jest żałośnie śmieszny. Czego nie wiesz, to sobie wymyślisz i dopowiesz.
Hva - mówienie komukolwiek jaki powinien być, jak powinien wyglądać, co czuć jest złe. Ale jeszcze gorsze jest stygmatyzowanie i najeżdżanie na autorkę, która nie odnalazła siebie w roli matki. Serio, ludzie, serio? Będziecie ją piętnować, bo miała odwagę powiedzieć to, co czuje? Nikt jej do miłości nie zmusi i nikt jej nie zabroni czuć, to co czuje. Kochać psa bardziej niż dziecko. Dlaczego? BO MOŻE. I jest to jak najbardziej ok.

Atropos

Wiecie Państwo powyżej, coś Wam powiem. Nie wiem czy sami macie dzieci, czy może na dokładkę sobie je urodziliście, ale...
Każda kobieta ciążę, poród i czas z dzieckiem po porodzie przeżywa inaczej.

Ja się w życiu nie przyznałam, że mimo wielkiej miłości do mojego płodu po porodzie nie czułam do mojego dziecka nic. Totalnie, od momentu, kiedy wyszło na świat, przez całą kolejną dobę było mi wysoce obojętne i jedyne o czym marzyłam to wyspać się i odpocząć, bo byłam skrajnie wycieńczona.
Dopiero po tej dobie zaczęło iskrzyć na stykach i się wszystko uruchomiło, zaczęłam się cieszyć tym, że mam dziecko, kochać je.

Więc jestem w stanie uwierzyć, że nawet najbardziej wyczekiwane w czasie ciąży dziecko po porodzie może nie zostać pokochane przez matkę, tak jak się tego "oczekuje". A co najgorsze, trzeba to uczucie udawać przed wszystkimi, bo inaczej to idą opinie jak powyżej i gorsze.

miednica Odpowiedz

Instynkt macierzyński u ludzi nie istnieje, więc nic dziwnego, że go nie czułaś.

Hvafaen

Jak wytłumaczysz więź i przywiązanie kobiet do swojego dziecka? Oraz silną chęć posiadani potomka?

miednica

Wyrzutami hormonów szczęścia przy porodzie.
Wszystkie badania naukowe zaprzeczyły istnieniu instynktu macierzyńskiego u ludzi i chłopski rozum tego nie przebije.

Hvafaen

To się nie dzieje tylko przy porodzie i ciąży. Niektóre kobiety widzą dzieci i same bardzo chcą je mieć, skręca je z zazdrości. Ja na przykład, gdy myślę o moim przyszłym dziecku (które jest zaplanowane na za dwa lata) już je kocham. I to jest niezależne od tego w jakim miejscu cyklu jestem.

Postac

Miednica, weź podeślij link do tych badań, bo widziałam coś zupełnie przeciwnego.

rockandrollqueen

Hormony, to nic innego jak instynkt macierzyński. Po prostu, na chłopski rozum, hormony szaleją = czujesz potrzebę posiadania potomstwa.

bazienka

ale miednica ma racje, oksytocyna odpowiada za zawiazywanie wiezi pomiedzy matka a dzieckiem
u mezczyzn jest to wazopresyna, hormon takiej opiekunczosci stadnej powiedzmy
instynkt to maja zwierzeta

Awruki

Planujesz dziecko za dwa lata? A może poczekaj do osiemnastki xD Jasne ze miłość to w dużej mierze hormony, tak działa ludzki organizm.

Hvafaen

Falafele planują inaczej. A dokarmie se trolla.

Awruki

Nie no, poza żartami, biorąc pod uwagę co piszesz w komentarzach to obyś za dwa lata zmądrzała bo szkoda dziecka xd

Hvafaen

Popatrz na swoje komentarze, proszę cię. „xD” już nie odzywaj się niepytany, bo tylko mi cię szkoda.

Zobacz więcej odpowiedzi (1)
Hvafaen Odpowiedz

W ciągu 5 lat starania o dziecko nie doinformowałaś się nawet o tym jak wygląda noworodek?

Dustfromcoffe

Co za bzdurny komentarz.

Kornowl

Tyle komentarzy dodajesz i nie rozróżniasz co to odczucia? Podobno psychologię studiowałas.

Hvafaen

Kto studiował psychologie?😂 Pomyłki pomyłkami, ale to to już wymyślone na bank.
No sory, ale każdy chyba wie, że noworodki są brzydkie. Nigdy nie słyszałam o dziecku 5 minut- godzine po porodzie, które było piękne różowiutkie, miało otwarte oczka i nie było całe pomarszczone. Natomiast autorka się zdziwiła dlaczego jej dziecko, które przed chwilą wylazło z pochwy i posmakowało pierwszy raz świata jest trochę ohydne.

Mondziolek

Hvafaen czy Ty masz jakiś kompleks jeśli chodzi o dzieci? Bo co widzę Twoje komentarze odnośnie dzieci, macierzyństwa to jad kapie az na podłogę sąsiadów, bez kitu.
Chyba, że ogólnie jestes taka zlosliwa to sorry ;)

Hvafaen

Nie rozumiem? Niby w jaki sposób jestem złośliwa? Kocham dzieci. Ale nikt nie powie, że żółto szary pomarszczony noworodek jest ładny. Pewnie jest kochany lub powinien być, ale ludzie nie rodzą się ładni jak np. Pieski. I to jest zwyczajny fakt, a nie obraza. Dlatego jestem zdziwiona, że dorosła kobieta, która miała 5 lat by doinformować się o wszystkich aspektach macierzyństwa, nie wiedziała jak wygląda noworodek. I była zdziwiona przy własnym porodzie. Należy mówić o takich rzeczach by potem kobiety nie były zdziwione własnym dzieckiem.

rockandrollqueen

Nie wierzę, że trzeba to komuś tłumaczyć, ale ok, spróbuję.
Chodzi o to, że instynkt macierzyński i hormony działają tak, że gdy już zobaczy się to swoje dziecko zaraz po porodzie, to wydaje się ono najpiękniejszym cudem i najwspanialszą istotą na świecie, pomimo krwi, śluzu, zmarszek i innych brzydkich rzeczy.
Natomiast autorka tego nie doświadczyła, po prostu widziała brzydkiego noworodka.

bazienka

Mondziolek, ona jest ogolnie zlosliwa, to najwieksza hejterka anonimowych
rock, przeciez mowie, ze to tepak i trzeba jej oczywiste rzeczy tlumaczyc...
podczas porodu wyzwala sie oksytocyna, hormon odpowiadajacy za budowanie wiezi u kobiet (i za orgazm tez ;p ) i to z jej powodu zazwyczaj ta wiez sie zawiazuje
nie oznacza to, ze matka nie widzi, ze dziecko nie wyglada najlepiej, ale po prostu pod wplywem hormonow i uczucia nie przeszkadza jej to
gdzies wczesniej pisalam, ze takie rzeczy sa czesto tematem tabu, bo od kobiet tego instynktu sie oczekuje... oraz uznawania swojego dziecka za najpiekniejsze na swiecie
i potem sa zgrzyty, z emloda matka jest zaskoczona wymietoszeniem dziecka po porodzie ( bo na filmach same piekne noworodki, a znajomi wrzucaja slitasne foteczki), chociaz na logike dziecko wykonuje ciezka prace rodzac sie, kosci czaszki sie przemieszczaja i takie jajoglowe troche wychodzi
i ptoem zaskok, ze jednak co chwila placze, ze co 2-3 godziny wola jesc ( kolezanka swojego synka karmla co godzine przez godzine), ze pogryzione, pekajace sutki i wiele innych zatajanych przed porodem rzeczy
moja inna koelzanka byla np. zaskoczona, z ejak przystawia coreczke do jednej piersi, to z drgiej tez leci mleko, nikt jej nie powiedzial
matki czesto ze zlosliwosci zatajaja takie rzeczy jak ktos sie waha, by mial rownie ciezko, jak one, prawdziwy obraz macierzynstwa jest idealizowany

Hvafaen

Rock, myślę, że to, że matki zakochują się w dzieciach od pierwszego wejrzenia to sprawka hormonów, ale nadal nie ślepną i widzą, że to dziecko brzydko wygląda. Ja tak myślałam, bo wszystkie historie z porodówki, o których słyszałam zawierały to, że dzieci były brzydkie. Można kochać swoje dziecko od pierwszego wejrzenia i w tym samym czasie widzieć, że jest brzydkie, bo przecież wiadomo, że takie nie zostanie. Rozumiecie? Bo teraz jestem zdezorientowana czy tylko ja wiedziałam, że dzieci zaraz po porodzie są brzydkie, ale i tak matki się w nich zakochują?

Hvafaen

I mój cały komentarz i następne nie były o tym dlaczego nie pokochała tego dziecka, o tym dlaczego była zdziwiona, że noworodki nie wyglądają jak na pinterest. Nie wiedziałam, że to hejt i złośliwość. I nadal nie rozumiem dlaczego zostało to tak odebrane.

Hvafaen

I żeby znowu nie było nieporozumień. Mam w planach dzieci i gdy wyobrażałam lub myślałam o porodzie. To zawsze w tych wyobrażeniach ten noworodek był taki brzydki, ale ja i tak byłabym nic zachwycona. Próbuję pokazać, że (o ile nie jestem jedynym płatkiem śniegu na świecie), że kobiety mają świadomość, widzą, że to dziecko jest brzydki i nie są zaskoczone, bo takiego się spodziewały, ale i tak są nim zachwycone, choć z tyłu głowy jest to „jakieś takie zielono szare”, ale to wcale nie ostudza ich zapału. Kumam, autorka nie pokochała dziecka, ale nawet matki, które zakochują się od pierwszego spojrzenia na to brzydkie dzieciątko mają świadomość i nie są zaskoczone, że jest pomarszczone, szare/niebieskie itd. A autorka była, co wskzuje na to, że nie wiedziała, że dziecko ma takie być. Moja mama na przykład mówi, że mnie, gdy mnie zobaczyła (a miała cesarke) to pomyślała „o, mamo”, ale była zakochana.

Zobacz więcej odpowiedzi (7)
ZapachZimy Odpowiedz

Nie ma sensu sobie wmawiać że jej nie kochasz. Miłość to nie uczucie tylko wybór, zaangażowanie, cierpliwość, świadomość. Może i na razie nie budzi w tobie uczuć taki mały nijaki człowiek. Dla mnie dzieci do 3-4 roku życia są takimi "bazpłciowymi" kukłami bez charakteru. Dopiero potem zaczynają ujawniać jakieś ciekawe cechy, można z nimi porozmawiać, spędzić konstruktywnie i sensownie czas. Uważam że jesteś dobrą, świadomą i refleksyjną matką i dajesz córce dobry start. Dajcie sobie czas.

Tradycjonalista Odpowiedz

To nie twoja wina że tak czujesz ale fakt, że ratowałabyś psa zamiast córki jest straszny

Hypnosis Odpowiedz

Może cię to troszkę pocieszy ale przy pierwszym dziecku uczucia do niego pojawiły się dopiero po 2 latach, na początku była tylko niechęć i stres. Przy drugim znowu miałam instant miłość do dziecka :)

LilRedDevi Odpowiedz

U mnie miłość pojawiła się późno, jak dziecko zaczęło być bardziej człowiekiem, niż wymagającym warzywem, choć nie pamiętam kiedy to było dokładnie. Wiem, że moja mama się mocno martwiła, bo w opiece nad niemowlakiem nie wykazywałam żadnych emocji (czasem zniecierpliwienie może). TeraZ córa ma 3 latka i choc bywa nieprzytomnie wkurzająca i absorbująca, to przez większość czasu czuję, że bardzo ją kocham :). Trzymam kciuki.

Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie