#r5iK7

Pisałam tutaj niedawno, że mam 37 lat, moja córka 18, jestem sama i poznałam fajnego faceta, który ma 28 lat. Dał mi swój numer i zastanawiałam się, czy do niego zadzwonić.
Napisałam tamtą historię pod wypływem impulsu i nie spodziewałam się, że wzbudzi takie zainteresowanie. Dziękuję Wam za liczne komentarze.

Zastanawialiście się czemu wahałam się zadzwonić. Otóż:
- to pięknie brzmi "nie przejmuj się opinią innych", oczywiście. Niestety życie to nie bajka i ludzkie gadanie czasem może je naprawdę uprzykrzyć lub nawet zniszczyć. Jestem nauczycielką. Wszyscy mnie w okolicy znają i muszę mieć nieposzlakowaną opinię, inaczej mogę mieć kłopoty. Jestem już "starą panną z dorosłą córką". Wyobrażam sobie co będzie jak dołączy do tego jeszcze "młody gach",
- on jest starszy od mojej córki tylko o 10 lat. Nie jestem pewna jak by na to zareagowała,
- zawiodłam się kilka razy na mężczyznach, którzy byli już w moim wieku, a nadal pozostawali niedojrzali, a co tu dopiero ktoś młodszy? Bałam się po prostu.

Mimo wielu wątpliwości nie mogłam jednak wyrzucić go z głowy, więc zadzwoniłam. Był zaskoczony, bo trochę czasu już minęło, ale ucieszył się (i nie wydaje mi się aby udawał). Umówiliśmy się.
Tak właściwie to część mnie miała cichą nadzieję, że podczas tego spotkania czar pryśnie. Mogłabym wtedy z czystym sumieniem przestać o nim myśleć.

W świetle dziennym wyglądał na jeszcze młodszego niż w rzeczywistości. Pokazał mi nawet datę urodzenia w dowodzie, żebym nie miała wątpliwości, czy nie zaczął naszej znajomości od kłamstwa. Naprawdę ma 28 lat i najwyraźniej bardzo dobre geny, bo dałabym mu góra 24 (co może stwarzać kolejny, potencjalny problem, bo ja wyglądam na dokładnie tyle ile mam).
Opowiedział mi o sobie, że jest jedynakiem, że jego rodzice są od dawna po rozwodzie i z każdym z nich ma skomplikowane relacje (z różnych powodów). Potem mówił o swojej pracy, która jest jednocześnie jego pasją. Oczy mu błyszczały, a ja wiedziałam, że już po mnie.
Opowiedziałam mu o sobie, a potem niestety czas było się pożegnać. Odprowadził mnie do auta i... tyle. Tym razem nie było szalonych pocałunków. Byliśmy bardziej opanowani. Powiedział, że teraz to on zadzwoni, bo ma już mój numer.

Nie wiem co będzie dalej, co przyniesie przyszłość. Postanowiłam się nie zamartwiać na zapas. Podoba mi się ten facet, zarówno pod względem charakteru, jak i wyglądu. Nadal cudownie mi się z nim rozmawia, nadal uwielbiam jego śmiech i nieco sarkastyczny ton wypowiedzi, no i te oczy. Czar nie prysł, jest tylko gorzej, jakby mnie coś do niego przyciągało. Śmiem twierdzić, że ja też mu się podobam. Zobaczymy, czy coś z tego będzie. W tej chwili się nie martwię, po prostu żyję. Czekam czy zadzwoni. Myślę, że to zrobi.
Kozibobek Odpowiedz

Trochę jak scenariusz do komedii romantycznej, czekamy na jakiś pozytywny zwrot akcji

asienaebaam Odpowiedz

Życzę Wam, żeby wyszło coś fajnego.

Zobacz więcej komentarzy (21)

#UKeth

Jestem przedszkolanką, która lubi dzieci i swoją pracę. Lubię bawić się z dziećmi, śpiewać z nimi piosenki, wymyślam dla nich kreatywne zabawy, uczę literek i staram się jak umiem umilić im każdy dzień w przedszkolu.

Jest jednak jedna rzecz, która mnie irytuje w ich zachowaniu. Chodzi o sposób w jaki dzieci kolorują malowanki: wychodzenie poza linię, nieodpowiednio dobrane kolory (niebieskie włosy, fioletowe drzewo), część malowanki niepomalowana. Nie oszukujmy się, większość to bazgroły, które nie wyglądają ładnie, ale muszę chwalić, udawać sztuczny zachwyt "jakie piękne", "jakie cudowne", "brawo", "super"... - mimo, że w duchu czuję zażenowanie tym na co patrzę. Wiem, że są to maluchy i nie oczekuję malunków na poziomie Picassa. Irytuje mnie bardziej sam fakt udawania, że są wspaniałymi malarzami. Oczywiście jestem od motywowania i chwalenia dzieci, dlatego żadne z moich podopiecznych nigdy nie usłyszy ode mnie bolesnej prawdy, jednak to co zalega mi w sercu wylewam na papier w domu.... i tu zaczyna się anonimowa część wyznania.

Mając 29 lat kupuję sobie malowanki dla dzieci. Najróżniejsze, ze zwierzakami, owocami, w okresie świątecznym z choinkami i Mikołajem. Wieczorami, weekendami w wolnych chwilach je maluje. Starannie, nie wychodząc za linie, odpowiednio dobierając kolory, czasem bawię się w cieniowanie. Po skończeniu z dumą patrzę na moje dzieło i chwalę się w duchu za mój "wyczyn". Wszystkie malunki odkładam na półkę, nie wyrzucam.

...A potem przychodzi kolejny dzień, idę do przedszkola i z przyklejonym uśmiechem na twarzy chwalę dzieci za ich cudowne rysunki...
ZabaApokalipsy Odpowiedz

Może pokażę Ci to od innej strony. Dostałam w zerówce opieprz za pokolorowanie tygryska na zielono - różowo. Sama wpadłam na ten pomysł i kolorując byłam dumna z siebie, że robię to po swojemu i nikt inny nie będzie miał takiej samej pracy. Wiedziałam, że to nie są "właściwe" kolory. Po prostu to była moja "wizja artystyczna". Może twoi uczniowie też tak miewają? Ja bym pytała, dlaczego dobrali akurat takie kolory. Co do foiolerowego drzewa - w niektórych kredkach trudno się odróżniało brąz od fioletu (np te małe bambino, kiedy papierki się pozdzierały), a istnieją też drzewa, które mają fioletowe liście. Co do niebieskich włosów - istnieją ludzie z tym kolorem! Oczywiście, że to nie jest naturalny kolor włosów, ale dziaciak może mieć w swoim otoczeniu osobę, która się tak farbuje + w niektórych kreskówkack postaci mają niebieskie włosy. Wiem, że to tylko przykłady, ale czasem warto spojrzeć szerzej niż "dzieciak zrobił to źle". Dzięki temu, że ja w dzieciństwie nie rysowałam szablonowo (tylko tak, jak faktycznie widziałam świat) później łatwiej mi było nauczyć się rysować. Dosłownie na początku samodzielnej nauki rysowania musiałabym się oduczać banalnego dobierania kolorów, czy rysowania "zakodowanymi" w głowie znaczkami (np słońce jako żółte koło z promieniami)

Odpowiedzi (1)
Coline89 Odpowiedz

Nie wiem, w jakim wieku są te dzieciaki, ale chyba jako pedagog wiesz, ze poziom rozwoju psychomotorycznego u dzieci w tym wieku wręcz nie pozwala na to, by kolorowaly obrazek nie wychodząc za linie. A co do kolorów - mój tato, leśniczy, całe życie ubierał się na zielono, dlatego w przedszkolu rysowałam mu zielone włosy bo w moich oczach naprawdę miał te zielone włosy. Dzieci postrzegają świat tak a nie inaczej - po prostu.

Zobacz więcej komentarzy (24)

#VueWw

Gdy byłam mała, babcia każdego ranka i wieczora kazała mi odmawiać modlitwę. Strasznie tego nie lubiłam i wymyślałam mnóstwo powodów, by nie mówić po raz setny "Ojcze nasz" i "Aniele Boży".

Pewnego dnia babcia zmarła. Na stypie jakiś wujek dowiedział się o jej próbach nauczenia mnie modlitw i zażartował, że babcia umarła przeze mnie, bo byłam nieposłuszna. Inni dorośli zaczęli się śmiać, a ja przez wiele lat poważnie myślałam, że przyczyniłam się do jej śmierci.
Mikser Odpowiedz

Żart się udał wujkowi, że normalnie można ze śmiechu umrzeć :/

rassdwa Odpowiedz

Tak bezmyślnie można skrzywdzić dziecko,

Zobacz więcej komentarzy (6)

#9zHhr

Dwa lata temu poznałam chłopaka przez znajomą. Był cudowny. Chodził do teatru, był bardzo oczytany, jego hobby była wspinaczka, a każdego dnia wysyłał mi wieczorem piosenkę, którą bardzo mi poleca - każda była przepiękna. Byłam szczęśliwa, bo dla mnie był ideałem. Miesiące mijały i zakochałam się do szaleństwa, a słysząc głosy innych - on także. Po roku znajomości byliśmy razem. Byłam pewna, że spotkałam miłość swojego życia. Pasowaliśmy do siebie. Mieliśmy nawet wprowadzać się do wspólnego mieszkania.
Aż pewnego dnia cztery miesiące temu zadzwonił do mnie i powiedział, że musimy natychmiast się spotkać. Pojechałam na umówione miejsce, w którym on już był. Po chwili rozmowy powiedział, że musimy zerwać, bo on już nie może wytrzymać tego, że jestem w jego życiu. Nawrzucał mi, podkreślił moje wady i zaznaczył, że ma nadzieję, że się od niego odczepię. Popłakałam się i byłam zdezorientowana, bo jeszcze dzień wcześniej mówił, że mu bardzo na mnie zależy. Złamał mi serce i przez tydzień codziennie płakałam, ale w końcu uznałam, że nie będę na takiego kłamcę traciła czasu. Kontakt się urwał, nie wiedziałam, co robi ani gdzie się znajduje. Myślałam, że może wyjechał.

Miesiąc temu zadzwoniła do mnie jego matka i powiedziała, że Janek popełnił samobójstwo - powiesił się w piwnicy. Zatkało mnie. Napisał mi list. Byłam i jestem w ogromnym szoku, ponieważ zawsze tryskał energią i nigdy nie wspominał, że źle się czuje. Wtedy przy telefonie, myślałam, że cały mój świat się właśnie zawalił.

Winię siebie za to, że niczego nie zauważyłam i nie pomogłam. Winię siebie za to, że może nie okazywałam mu zbyt dużo uwagi, przez co ominęłam oznaki depresji. Byłam na pogrzebie i czułam się, jakby z nim zakopywano połowę mojego życia, i nadal nie mogę się pozbierać. Codziennie wspominam jego uśmiechniętą twarz i zastanawiam się, co czuł w takich chwilach.

Co było w liście? Nasze wspólne zdjęcie z podpisem, że mnie kocha i, że mnie przeprasza, że to nie moja wina. Ciężko mi teraz, ale staram się żyć dalej, mimo że wieczorami zalewam się łzami. Wiem, że chciałby, żebym była szczęśliwa, ale jedyne co robię w wolnych chwilach, to biorę list ze sobą i odwiedzam go na cmentarzu.
Janek był cudowną osobą. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się tam na górze i wtedy opowiem mu całe moje życie, a on - jak to on - nie będzie mi przerywał, bo Janek zawsze słuchał, tylko może ja czasem słuchałam za mało.
19941995 Odpowiedz

Nie obwiniaj się.. samobójcy dobrze się maskują z emocjami. Nie chciał, żebyś się martwiła, widocznie nie chciał by ktoś zmienił jego decyzję...

pisarzyk Odpowiedz

Chciał cię odsunąć od siebie. Moja zmarła przyjaciółka zrobiła to samo. W pewnym momencie nawyrzucała mi i grupce znajomych wszystkie rzeczy, na jakie byliśmy wrażliwi, bo celować w czułe punkty to skuteczna metoda, by się kogoś pozbyć. Krótko, bo chyba niecały miesiąc później, dowiedzieliśmy się o jej samobójstwie. Trzymaj się.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#UFUx7

Przed laty miałam bardzo dziwną obsesję - próbowałam pod każdym względem upodobnić się do swojej znajomej, nazwijmy ją Kasia. Nawet za często z nią nie rozmawiałam, ale z jakiegoś powodu fascynowała mnie ona i wszystko co robi. Może było to spowodowane jej popularnością i powszechnym uwielbieniem ze strony kolegów ze szkoły, w każdym razie robiłam wszystko, by być jej kopią.

Zaczęło się od naśladowania jej ruchów, gestów, sposobu wypowiadania się. Potem malowałam się jak ona, przefarbowałam włosy na podobny kolor. Gdy skróciła włosy, ja zrobiłam to samo. Niektórzy zwrócili na to uwagę, ale przede wszystkim uznali, że bardzo ładnie wyglądam, odkąd zmieniłam styl. To tylko pogorszyło sprawę. Potrafiłam spędzić cały dzień na podglądaniu jej na różnych portalach, na przewidywaniu tego, co będzie robić. Ubrania, kosmetyki, muzyka, seriale, jedzenie - wszystko co ona lubiła, ja też zaczęłam lubić.

W trzeciej klasie liceum obsesja weszła na nowy poziom. Zainteresował się mną pewien chłopak, zaczęliśmy się spotykać. Do teraz nie mogę sobie tego darować, ale chciałam, żeby był... kopią chłopaka Kasi. Wymagałam, by nosił podobne ubrania, by miał takie same zainteresowania, by grał w piłkę itp. Najpierw to olewał, ale później zaczęło go to denerwować i ze mną zerwał. Wtedy nie rozpaczałam z tego powodu.

Ta obsesja trwała mniej więcej do końca zimy, bo przekroczyłam wtedy pewną granicę. Zaczęłam śledzić Kasię i jej chłopaka. Gdy miałam czas, to obserwowałam nawet jej przyjaciółki. Było to okropnie stresujące, ale nie mogłam się powstrzymać. Na swoje nieszczęście mieszkały niedaleko mnie, więc nie było dla mnie problemem iść za nimi przez parę godzin i wrócić do domu przed nocą. Zdarzało się, że wieczorem stawałam przed jej domem i patrzyłam na nią. Jak chodzi po pokoju, przebiera się. Którejś nocy z domu wyszedł jej ojciec, spanikowałam i uciekłam. Wtedy postanowiłam, z ciężkim sercem, dać sobie spokój z tą obsesją. Później miewałam fazy na kopiowanie innych ludzi, ale już bez przekraczania takich granic.

Wstyd mi, gdy pomyślę o tym licealnym stalkowaniu, ale z drugiej strony, gdyby nie ono, to może nadal byłabym niezadbaną szarą myszką bez przyjaciół. Kasia, choć nieświadomie, pomogła mi się zmienić.
Melancholija Odpowiedz

LOL, mocne. Czy byłaś kiedyś u psychiatry? Czy, w ogóle, kiedykolwiek przeszło Ci przez myśl, że możesz być chora? Nie chcę być złośliwa ale pytam ze szczerym zaciekawieniem

Odpowiedzi (5)
Ylifosretrik Odpowiedz

Anonimowe na pewno, ale na miejscu Kasi bałabym się Ciebie, i zgadzam się z poprzednim komentarzem, to brzmi jak zaburzenie, które powinno być leczone, zanim staniesz się niebezpieczna dla otoczenia i siebie.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#FxzdY

Mam nadmiernie czuły węch. Niby nic takiego, ale jest bardzo męczące.

Idąc ulicą czuję gdzie nasikał pies i każda niesprzątniętą psią niespodziankę. W publicznych toaletach nie mogę oddychać. Wędlina po jednym dniu w lodówce, dla mnie jest nie do zjedzenia. Jeśli ktoś jest choćby leciutko spocony, to mam problem wytrzymać w jego obecności. Nie jestem w stanie podróżować komunikacją miejską, bo mam wrażenie, że czuję każdego żula, który kiedykolwiek tam był.

Kiedyś siedząc na ławce w parku poczułam wyraźny zapach padliny, zainteresowało mnie to i zaczęłam szukać źródła. Parę metrów dalej znalazłam pogryzioną kostkę kurczaka. Po powąchaniu potrawy jestem w stanie wymienić każdą przyprawę użytą przy gotowaniu. Jestem w stanie rozpoznać znajomego mi człowieka tylko po zapachu, nawet jeśli nie użył perfum. A jeśli użył perfum będę je czuć z kilku metrów i jestem w stanie podać nazwę, jeśli kiedykolwiek w życiu je wąchałam. Jeśli w galerii muszę przejść obok perfumerii czuję się otumaniona i przez chwilę muszę dochodzić do siebie.

Czytałam, że papierosy przytępiają węch, więc próbowałam palić, ale każdego papierosa czułam na sobie do następnej kąpieli, a czasem nawet po, więc była to tortura. Jestem w stanie powiedzieć czy śmieciarka już jechała czy nie, tylko po zapachu na ulicy jakiś czas później. Nie chcę chodzić z zatyczką do nosa, bo każdy kto miał katar wie jakie to męczące. Jakieś porady, jak trochę przytępić węch?
lowca Odpowiedz

Zostań sommelierem - wielu z nas by dało się pokroić za takie powonienie!

PaniMgr Odpowiedz

Pracuję jako terapeuta integracji sensorycznej. U dzieci z nadwrażliwością węchową stosuje się trening węchowy. Może warto spróbować?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#KLllC

Czasami przed kąpielą udaję, że jestem tancerką erotyczną i zamiast po prostu się rozebrać, tańczę, w moim mniemaniu, bardzo ponętnie i powoli zdejmuję z siebie ubrania.
Strasznie mnie to podnieca, ale nie potrafiłabym tak zatańczyć przed moim facetem.
Cristality Odpowiedz

Szkoda, facet mógłby się bardzo ucieszyć ;)

rassdwa Odpowiedz

Tancząc przed facetem załóż opaskę na oczy. Zatańczysz i wzmocnisz efekt.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#koPd6

Ostatnio było wyznanie o psie, który ma uraz związany ze zmywarką. Przypomniała mi się w związku z tym historia z moim poprzednim psiakiem.

Często przygotowywałam mu coś oprócz typowej psiej karmy, żeby miał jakieś urozmaicenie - a to smażyłam wątróbkę, a to porcje rosołowe. Zwykle jak byłam na zakupach, to kupiłam więcej i wrzuciłam do zamrażarki „na potem”. Oczywiście potem znów byłam na zakupach… Tym sposobem cała zamrażarka w psim żarciu, bo ja raczej jadłam wszystko na bieżąco. Czasami zabierałam się za jej oczyszczanie, a pies jest bystry, więc po jakimś czasie ogarnął, że zwykle jak wyciągam coś z zamrażarki, to potem to smażę i on ma kolację - w efekcie na sam dźwięk otwieranej zamrażarki zwykł przybiegać i czatować.

Dostałam od znajomych sporo mięsa z prywatnego uboju, no to gdzie to upchnąć? Do zamrażarki naturalnie. Pękała w szwach, ale jakoś ją (na siłę) domknęłam. Kiedy kilka dni później otworzyłam ją, żeby zrobić psu kolację, drzwiczki jednej z półek z trzaskiem odpadły, a z wnętrza dosłownie wystrzeliło kilka sporych kawałków mrożonego mięsa.

Pies, który był tuż obok mnie (i chyba jednym kawałkiem nawet dostał), zwiał z kuchni z podkulonym ogonem. Od tamtej pory była odwrotna tendencja - jak widział, że będę otwierać zamrażarkę, wyprowadzał się z kuchni.
Baybaybrain Odpowiedz

Teraz już nawet zamrażarki rzucają mięsem. Co się porobiło z tym światem.

zjemcikota Odpowiedz

Czy dawanie psu smażonego mięsa w takiej ilości jest odpowiednie? Nie jestem psiarzem, ale wydaje mi się średnio zdrowe.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#74ckA

Zawsze byłem bardzo związany z matką. Była dla mnie bardzo ważna. Uwielbiałem się do niej przytulać, jej ciepło było dla mnie bardzo ważne. Nie byłem typem nieodciętej pępowiny i maminsynka, tylko po prostu ją kochałem i lubiłem to okazywać.
Umarła gdy miałem 16 lat i chyba w tym czasie potrzebowałem jej bardziej niż myślałem. Dalsze moje życie to były tylko zakręty, żadnych prostych. Straszna trauma, umarła na moich rękach, pamiętam do dziś jak ją reanimowałem, jak patrzyła na mnie, jakby błagała żebym już przestał.

Mój ojciec całe życie się bawił. Zarabiał dobrze, ale matce dawał kilka groszy, a reszta na dziwki i przelew. Gdy umarła nie mógł się otrząsnąć, ale musiał mnie "wychować". Z takim czy innym skutkiem ale mu się udało, chociaż bardziej zawdzięczam to moim o 15 lat starszym braciom. Ze śmiercią matki chyba nigdy się nie pogodziłem i nie pogodzę. Nie miałem dokąd iść gdy miałem gorsze dni z żoną i spytać o poradę. Nie miałem babci, do której mogłem podrzucić dzieciaki żeby z żoną iść do kina.

Mój ojciec zachorował. Dwa lata moi wspaniali bracia się nim opiekowali, ja im oczywiście pomagałem, ale większość to ich zasługa. Na śmieć ojca byliśmy przygotowani dlatego nas nie zaskoczyła i nie była taka straszna jak śmierć matki. Miałem do ojca pretensje, że tak naprawdę to zabrał mamie te lata życia, które on dłużej od niej żył. W każdym razie przeszliśmy nad tym do porządku dziennego, taka kolej rzeczy.

Niestety niemożność przeżycia żałoby odbiła się i tym razem na moim zdrowiu. Od śmierci ojca mam koszmary, stany lękowe, zaburzenia snu. Śni mi się, że go karmię, a on wymiotuje, że go reanimuję, że chcę zmienić pieluchę i nie mam siły go podnieść.
Pewnej nocy przyszedł we śnie i się pożegnał. Myślałem, że to koniec. Ojciec pojawia się dużo rzadziej, ale teraz dla odmiany noc w noc ktoś zabija moje dzieci, torturuje córkę (lvl 10) lub chce odciąć dłoń synowi (lvl 3). Jestem wykończony, czasem boję się zasnąć. W nocy wstaję sprawdzić czy są zamknięte drzwi nawet kilka razy. W dzień nie jest lepiej. Czasem boję się ludzi, a szczególnie z tatuażami na rękach. Za to potrafię płakać na reklamach, szczególnie tych takich rodzinnych. Biorę leki od lekarza pierwszego kontaktu, ale one tylko powodują, że się uśmiecham, lecz lęki nie mijają. Już mam mocno dość, a do tego ostatnio rzuca mi się na serce.
Melancholija Odpowiedz

To wybierz się do psychiatry. Serio, on na pewno Ci pomoże lepiej niż jakimiś cukierkami rodzinny. Trzymam kciuki, bo życie nie może tak wyglądać

Odpowiedzi (3)
Jonaszeq Odpowiedz

Dziesiątki takich wyznań dziennie, pod każdym dziesiątki komentarzy treści "Wybierz się do psychologa." a ludzie i tak nie ogarniają co należy zrobić w sytuacji takiej jak ta. 🤦🏻‍♀️

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#QvjLy

Wyjechałam na studia. Życie w Warszawie wygląda zupełnie inaczej niż w mojej małej miejscowości na Pomorzu. Żeby było łatwiej, wyjechałam razem z X - przyjacielem. Studiujemy ten sam kierunek, spędzamy razem większość czasu. Wydawało mi się, że to taki kolega idealny, przecież znamy się tyle lat! Można z nim pogadać o wszystkim, pośmiać się, ale jednocześnie potrafi być poważny, pomoże zawsze, gdy zajdzie taka potrzeba. Tak mi się przynajmniej wydawało.

X wyjeżdżając, zostawił w rodzinnej miejscowości dziewczynę. Związek (wydawałoby się) świetny, rozwijający się. Ona jest rok młodsza, miała skończyć liceum i za rok do nas dołączyć. Gdyby tylko widziała to, co ja widzę... Otóż X jakoś zachłysnął się innym życiem, a także innymi dziewczynami. Często rzucał komentarze, że ta ma ładne to, ta ma ładne tamto, a ta to w ogóle jest piękna. Traktowałam to jako wygłupy, w końcu on traktuje mnie jako "kumpla".

Natomiast czara goryczy przelała się na jednej z pierwszych imprez integracyjnych. Kolega organizował domówkę. Ten wieczór X skończył w łóżku z koleżanką, bynajmniej nie śpiąc. Inni imprezowicze byli w pokoju obok, słyszeliśmy wszystko. Nie mam nic przeciwko przygodnemu seksu, pod warunkiem, że nikogo się nie krzywdzi. On skrzywdził. Zdradził dziewczynę, która jest w niego zapatrzona jak obrazek. Próbowałam z nim potem rozmawiać. Twierdzi, że ich związek i tak nie ma sensu ze względu na odległość, a jeszcze nie zerwał, bo nie wie kiedy spotka się z dziewczyną face to face. On czuje się jak wolny, gotowy na zabawy, a ona te kilkaset kilometrów dalej wciąż o nim myśli. Pomiędzy nimi jestem ja. Z jednej strony nie mam żadnych dowodów na tą zdradę, nie chcę niszczyć moich relacji z X. On wie o różnych sytuacjach z mojego życia, umówiliśmy się kiedyś, że pewne sprawy zostają tylko i wyłącznie między nami. Z drugiej strony gdzieś tam jest moja znajoma, fajna dziewczyna, która jest oszukiwana i krzywdzona. X powiedział, że nie przyzna się dziewczynie do zdrady, bo ona i tak będzie wystarczająco cierpieć po rozstaniu. On kompletnie olał sprawę, zachowuje się jakby nic się nie stało. Czasami zagaduje mnie na temat jakiś naszych wspólnych koleżanek z uczelni, które są nim zainteresowane. Ja urywam temat.

Nie umiem spojrzeć na niego tak jak kiedyś. Czuję się, jakby obok mnie były dwie różne osoby: kochany, pomocny X i jakiś frajer, którego powinnam zmieszać z gównem. Nie umiem mu już tak zaufać. Nie wiem też jak mam rozmawiać z dziewczynami, które chcą z nim kręcić. Uważam, że jak ktoś raz zdradził, to będzie w stanie zrobić to znowu. Czuję się niezręcznie. Nie mogę z nikim o tym pogadać, bo ustaliliśmy, że pewne rzeczy zostają między nami. Nie wiem, czy powinnam powiedzieć o wszystkim jego dziewczynie. Nie wiem jak mam go traktować. Nie umiem się odnaleźć w tej sytuacji.
Niebieskooko Odpowiedz

Jeśli z nia nie zerwie to powiedz jej. Jesli zerwą, to lepiej zeby nie wiedziala o tym. A co do kolezanek co o niego pytaja mów, ze fajny facet ale ma dziewczyne. I juz. Mowisz prawde a przy okazji te jak zobacza ze kreci z innymi to go nie beda chcialy potem.

Odpowiedzi (1)
szinigami Odpowiedz

Jeśli jest w niego rzeczywiście zapatrzona jak w obrazek, to nie ma sensu mówić. Na 90% i tak nie uwierzy, a jeszcze Ci się oberwie za „próbę rozwalenia idealnego związku”.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie