#XPWMU

Po wielu próbach, w końcu udało mi się osiągnąć orgazm pochwowy w trakcie seksu. Nikomu jednak się nigdy nie przyznam (poza wami), w jaki sposób mi się to udało.

Jestem zwykłą, heteroseksualną, 23 letnią dziewczyną. Nieraz lubię sobie obejrzeć porno. Tylko, że w tych filmikach, które oglądam, nie może się pojawić żadna kobieta. Widok kobiety tylko zmniejszyłby moje podniecenie, jakoś mnie odrzuca automatycznie i już. W grę wchodzą więc tylko gejowskie filmiki.

Od jakiegoś czasu zauważyłam, ze strasznie mnie podnieca widok, kiedy jakiś facet coś sobie w wiadome miejsce wkłada, a w tym samym czasie dostaje mocnej erekcji. Ach, nawet teraz, kiedy o tym piszę robi mi się milutko.

No i teraz anonimowa część wyznania: podczas miłosnych uniesień z moim facetem, w pozycji na jeźdźca wyobrażałam sobie, że to ja jestem facetem i że penis mojego partnera znajduje się tak naprawdę nie w mojej pochwie, tylko w odbycie, i że ja też mam penisa, który przez to właśnie staje.. No i po paru minutach doszłam :) Bardzo fajne osiągnięcie, wielka satysfakcja u nas obojga, nowe wspaniale doświadczenie.. A tajemnice tego, o czym myślałam przez cały czas, zabieram ze sobą do grobu. Wiecie tylko wy.

#yjOcL

Gdy miałam 8-9 lat mieszkałam z rodzicami w domu na skraju lasu. Pewnego dnia zajechał do nas czarny samochód i wypadła z niego mała piłka. Za nią wyleciał duży, czarny pies. Auto odjechało. Pies ruszył w pogoń, ale po kilku godzinach wrócił w miejsce, gdzie wypadła piłka. Przez kolejne dni dawałam mu karmę i wodę, ale on nawet jej nie wąchał. Dopiero po tygodniu zaczął jeść. Z czasem Czarek zamieszkał w budzie w naszym ogrodzie. Staliśmy się nierozłączni. Rano odprowadzał mnie do szkoły i czekał po 6 godzin przed bramą, nie chciał wracać beze mnie do domu. W zimie woźne brały go do swojego pokoju. Razem chodziliśmy pływać w jeziorze, gdy się uczyłam leżał obok mnie. 

Gdy miałam 13 lat pojechaliśmy na wakacje nad morze. Czarek z nami. Pewnego dnia poszłam z Czarkiem na dziką plażę. Nagle mój pies pobiegł do lasu. Myślałam, że zobaczył jakieś zwierzę, więc poszłam dalej. Po chwili wrócił do mnie i odbiegł z powrotem. Zaciekawiona poszłam za nim. Doprowadził mnie do nieprzytomnego chłopca! Zadzwoniłam do rodziców, oni po pogotowie. Okazało się, że chłopak spadł z drzewa i stracił przytomność. Gdy potem pokazałam mu psa, który mu pomógł, chłopak rozpłakał się, bo go rozpoznał. To jego rodzice wyrzucili Czarka, gdy chłopak miał 8 lat. Jego rodzice z urazą zaprzeczyli i powiedzieli, że ich pies wpadł pod samochód.

Czarek został z nami. Teraz ma 14 lat i leży na moich stopach.

#u5kcH

Po 3 latach związku postanowiłem oświadczyć się dziewczynie. Byłem w sumie pewny, że to ta jedyna. Pół roku później zostawiła mnie dla ćpuna, o którego zawsze byłem zazdrosny mimo jej zapewnień, że to tylko koleżeństwo. Po miesiącu z płaczem wróciła do mnie mówiąc jaki to był błąd i że żałuje tego. Wybaczyłem.

Było przez 3 miesiące wręcz idealnie. Przez kilka dni totalnie mnie ignorowała, a dzisiaj zerwała i wróciła do niego. Serce mówi walcz, ale mózg mówi zostaw bo zrobi to samo.

#toFxp

Po przeczytaniu kolejnego wyznania o ojcu alkoholiku postanowiłam dodać swoje. Też dotyczy pijącego ojca, choć nie alkoholika. Takie odwrotne - chwalące alkohol.

Gdy byłam mała, lubiłyśmy z siostrą, gdy tata przychodził z pracy na rauszu. Nie zdarzało się to często, raz na jakiś czas. Nie przychodził nachlany, tylko na rauszu. Zawsze przywoził nam wtedy słodycze (widocznie pamiętał o córkach nawet podczas picia z kolegami) i był bardzo miły, więcej się z nami bawił i grał.

Niestety, na co dzień i na trzeźwo taki miły nie był i dużo na nas krzyczał, a wszelkie przewinienia karane były laniem. Na szczęście z wiekiem złagodniał (odkąd osiągnęłam 10 lat, skończyły się kary cielesne) - chyba im miał starsze córki, tym bardziej je kochał.

#KEXb1

Wczoraj wieczorem, będąc sama w domu, szukałam czegoś wartego poświęcenia uwagi w TV. Oczywiście nic nie znalazłam, więc zostawiłam film opowiadający o życiu Jezusa. Nie należę do osób przesadnie religijnych, ale film mnie wciągnął do tego stopnia, że gdy już kładłam się spać, analizowałam cały sens życia, istnienie Boga i występowanie różnych cudów. 

Kiedy obudziłam się rano, zerknęłam na zegar wiszący na ścianie i w osłupieniu obserwowałam wskazówkę. Musicie wiedzieć, że mam wadę wzroku i codziennie widzę ten zegar rozmazany, a odczytanie godziny jest niemożliwe - aż do dzisiaj. Wciąż pamiętając moje nocne rozkminy, byłam przekonana, że stał się cud i niebiańska siła zwróciła mi idealny wzrok. Prawie się wzruszyłam, gdyby nie taki mały drobiazg - zapomniałam zdjąć na noc soczewki kontaktowe...

#bLPHl

To był drugi rok studiów, wynająłem pokój w mieszkaniu należącym do rodziców mojego dobrego kolegi, ale napotkałem małe problemy techniczne, a konkretnie odkurzacz posiadał niekompletną rurę, więc musiałem się schylać przy odkurzaniu i było to bardzo niewygodne. Zadzwoniłem więc do właścicielki i zapytałem, czy może jakoś temu zaradzić. Ta odpowiedziała, że ma w domu metalowe przedłużenie, więc mogę przyjechać i je zabrać. Nie chciało mi się przebierać, a że było to dosyć blisko to pojechałem tramwajem w białym podkoszulku i dresie.

Kiedy wziąłem już od właścicielki tę rurę, to zanim poszedłem na tramwaj wszedłem jeszcze do sklepu i kupiłem duży syrop malinowy. Po wszystkim poszedłem na przystanek we Wrocławiu znany jako Plac Grunwaldzki i czekałem na tramwaj machając sobie wesoło metalowym przedłużeniem do rury. Byłem wtedy obcięty na łyso, a moja postura nie należy raczej do przeciętnych, więc wzbudzałem zainteresowanie ludzi na przystanku.

Kiedy wysiadłem już na swoim przystanku trzymając syrop malinowy i metalową rurkę przykułem uwagę dwóch starszych pań stojących na przystanku. Wywiązał się taki dialog: "Ooooo! Patrz Jadzia! Pała w jednym ręku, wino w drugim. Taki to ma przyszłość!". Lekko zaskoczony i rozbawiony powiedziałem z uśmiechem na twarzy, że to nie wino tylko sok. Na co dostałem odpowiedź: "Zamknij się gnoju, bo na policję zadzwonię". Wtedy odezwała się druga pani "Dobra, zostaw go. Takiego to ulica wychowuje". Nie wiedziałem, co powiedzieć, więc poszedłem do domu mocno zdezorientowany zachowaniem starszych pań.

#z3KMJ

Anonimowa jest tylko moja głupota, do której ciężko mi się przyznać bliskim.

Dwa lata temu dowiedziałam się, że mój chłopak ma zaciągnięte w chwilówkach długi hazardowe. Ponad 50 tys. Zbliżały się terminy płatności, a on przez wiele zapytań w BIK-u nie mógł wziąć bankowego kredytu konsolidacyjnego. Mimo wielkich wątpliwości i strachu, zostałam współkredytobiorcą tego kredytu - tylko dzięki mojej zdolności został ten kredyt udzielony. Pani w banku powiedziała, że za trzy miesiące będę mogła się wypisać z tego kredytu, pod warunkiem, że chłopak nie będzie brał już żadnych pożyczek.

Minęło kilka spokojnych miesięcy, wyglądało, że wszystko się ułoży. Przypominałam raz na jakiś czas, że czas mnie wypisać z tego kredytu, chłopak reagował różnie. Gdzieś po czterech miesiącach od wzięcia kredytu, pod pretekstem problemów rodzinnych, przestał się do mnie odzywać. Utrzymywał, że musi pobyć sam przez te problemy. Miałam podejrzenia, że coś jest nie tak, ale uwierzyłam. Trwało to miesiąc, ale zaczęliśmy się znowu widywać i ze sobą rozmawiać. Krótko mówiąc, rok od wzięcia kredytu zamieszkaliśmy razem. Byliśmy razem już kilka lat, mieliśmy po 26 lat, był to naturalny krok. Cały ten czas chłopak spłacał kredyt sam, jak wspominałam o wypisaniu mnie, potwierdzał, że trzeba to załatwić, albo się denerwował - różnie.

Po pięciu miesiącach wspólnego mieszkania przypadkiem zauważyłam listy z windykacji i wszystko się wydało. Okazało się, że kolejne chwilówki na hazard brał już w dwa miesiące od wzięcia wspólnego kredytu. Przestał się do mnie odzywać na miesiąc, bo przerosło go spłacanie. Ostatecznie przestał spłacać i czeka na wyroki sądów. W tamtym momencie miał coś koło 114 tys. długów. Tym razem powiedziałam o wszystkim jego rodzinie. Okazało się, że wszystkich okłamywał. Nadal jest uzależniony od hazardu, leczyć się nie zamierza. Jedyny plus, że nie dostanie więcej pożyczek. Nadal sam spłaca ten „nasz”kredyt, ale cała sytuacja mnie przerasta. Nie możemy planować żadnej przyszłości, choć mamy już po 27 lat. Jego uzależnienie od hazardu i kłamstwa to nie są jedyne problemy. Jest też uzależniony od gry strategicznej online i poświęca na nią prawie cały swój wolny czas. I tak najgorsze w tym wszystkim jest to, że jest całkowicie niestabilny emocjonalnie, często wpada w furię, nigdy nie wiem kiedy to się stanie. Rzuca czymś i krzyczy, boję się, że to pójdzie za daleko i będzie przejawiał wobec mnie agresję fizyczną.

Nie wiem, co mnie przy nim trzyma. Chyba go jeszcze kocham, ale coraz mniej. Zanim podpisałam dla niego ten kredyt, obiecywał mi mnóstwo rzeczy - że więcej tego nie zrobi, że będę mogła to kontrolować, że zastanowi się nad terapią. Już nie mam na nic nadziei, wiem, że nic się nie zmieni i wiem, że jestem sama sobie winna.
Tylko Wam mogę o tym powiedzieć, więc dzięki.

#EaGZL

Mój dziadek mieszka w USA. Trzeba powiedzieć, że to właśnie przeważnie on od początku kupował mi ubrania. Co kilka miesięcy robił zakupy i nam wysyłał, a jako że miał dużo pieniędzy - dostawałam mnóstwo dobrej jakości ubrań.

Kiedy skończyłam trzynaście lat, przestał mi wysyłać ubrania, bo mówił, że nie zna mojego gustu, że dziwnie mu chodzić na dział dla kobiet itd., tak więc musiałam sama zacząć dbać o swoje ubrania. Poszłam do sklepu i chyba trochę oszalałam. Tego wszystkiego było tak dużo! Nie wiedziałam, co wybrać, wszystkie było takie piękne. Nigdy wcześniej nie chodziłam do sklepów z ubraniami, bo miałam ich dużo i nie było potrzeby. Jednak teraz zakochałam się w tego rodzaju sklepach. Odkładałam kieszonkowe i chodziłam do galerii co piątek. Kupowałam topy, koszulki, buty, bluzy, spodnie... Tak, spodnie. Najbardziej kochałam spodnie. Wszystkie te fasony, kolory.... Chciałam kupić od razu wszystkie naraz, ale był jeden problem: moja mama. Ona nie pochwala wielu modowych nurtów, nie lubi szerokich spodni ani topów. Kiedy normalnie chodziliśmy do szkoły, nie było problemu, bo i tak mama nie wiedziała, co kupuję. Ale kiedy pojawiła się pandemia koronawirusa, zaczęłam w sumie ''cierpieć''. Codziennie przeglądam strony internetowe z ubraniami i wzdycham, patrząc na nie. Nie mogę jednak poprosić mamy, by mi je zamówiła, bo - jak już mówiłam - nie znosi współczesnej mody.

Wiem, że to może wydawać się płytkie, ale dopiero teraz odkryłam, że na świecie są ubrania inne od tych, które wysyłał mi dziadek.

#Re7Zc

Kilka osób pisało, że ich znienawidzoną częścią ciała są stopy. U mnie jest to język. I, co się łączy, ślina (tak, wiem, że ślina to nie część ciała, ale rozumiecie koncepcję).

Brzydzi mnie totalnie. Jeszcze u mnie w ustach ujdzie, potrafię o tym nie myśleć, ale np. nie mogę jeść lodów, innych niż w kubeczku, bo ogarnia mnie obrzydzenie. Nie mogę lizać lizaków, znaczków.

Brzydzą mnie oblizujące się zwierzęta, szczególnie psy (a te często np. zieją) i krowy. Mam odruch wymiotny, gdy widzę oblizujące się dziecko. Albo liżące cokolwiek - loda, lizaka, czy pokazujące język. A jak widzę takie totalnie małe, któremu ślina ścieka po palcach i brodzie, dostaję palpitacji. Obrzydlistwo. Podobnie, gdy ktoś ma wiecznie półotwarte usta lub mówi żując gumę. Trzymam się z daleka od obcych psów, odskakuję, gdy widzę ich jęzor i próby polizania mnie.

Nienawidzę pocałunków gdzie indziej niż w usta (ale "mokre" i wpychanie języka w gardło odpadają) oraz w strefę intymną. Wykrzywia mnie, jak ktoś całuje mnie po szyi, czy (nie daj Boże!) uszach - i jeszcze słyszę ten dźwięk. Brrr.
Seks oralny w moją stronę o dziwo mi nie przeszkadza, skupiam się na doznaniach, po wszystkim myję lub wycieram. Kiedy jestem stroną czynną, wszystko jest w miarę ok, dopóki nie skupiam się na ruchach języka lub gdy śliny nie zrobi się nagle za dużo i ścieka... Raz nie udało mi się zdążyć do toalety.
Macie duuużo łatwiej z tymi stopami, wystarczy je umyć raz dziennie i można chować w skarpetach, butach czy pod kołdrą.

#yCFot

Stałam se na peronie, czekając na pociąg. Za mną automat ze słodyczami. Miałam zły humor i potrzebowałam spokoju, a tu nagle słyszę, że ktoś w ten automat z całej siły wali... Odwracam się, a tam chłopczyk, 13/14 lat rozpędza się do następnego ataku na automat. Myślałam, że chce wyłudzić słodycze, żeby o tak, spadły z półki. Więc mówię: ej, kolego, przestań walić w ten automat!

Nagle podchodzi jakąś 18 letnia Pankówa i mówi: odwal się paniusiu! On zapłacił!! Tylko się automat zaciął!! I zaczęła razem z nim w ten automat walić. Głupio mi się zrobiło, nic już nie powiedziałam.

Nagle na przeciwległej stronie wjechał pociąg i Pankówa i chłopaczek mówią: Trudno! Cukierasów nie będzie! I wsiedli do pociągu razem.

Stałam tam jeszcze chwilkę, aż słyszę, że coś w automacie się poruszyło.... Cukierki wypadły... A ja je sobie zabrałam i wsiadłam do swojego pociągu jakby nigdy nic.
Nigdy nie jadłam takich gorzkich cukierków.
Dodaj anonimowe wyznanie