#0coJ4

Ostatnio pojawiło się tu wyznanie, w którym ktoś opisał jak raz przejął obowiązki mamy i nie może zrozumieć czemu ona ciągle narzeka.
W tym wyznaniu poprę jego stanowisko, no po prostu muszę z siebie to wyrzucić.

W domu jest nas 3 - mama, tata, ja. (No i pies).
Zarówno tata i jak i ja nie mamy obecnie łatwo - ja jestem na rozszerzeniu z biologii i chemii, oprócz zwykłych matur przygotowuję się też do olimpiad - a to uwaga: ZAJMUJE czas. Z domu wychodzę o 7, najczęściej wracam o 16 i od razu idę do książek. Nie wiem, może są osoby, którym wystarczy 3 razy przeczytać temat w domu i będzie obkuty, ale ja do nich nie należę, żeby wszystko przyswoić, przygotować, być pewnym zrozumienia tematu, nad książkami siedzę dziennie po 4h-5h. Czysta nauka, zero telefonu, komputera, w przerwach staram się rozciągać. Jednocześnie dbam o swoje inne obowiązki jak mogę (pozmywam naczynia, wyjdę z psem..)
Tata za to pracuje fizycznie, wychodzi i wraca tak jak ja, z tym, że on jest po prostu wykończony po tylu godzinach ciężkiej pracy, często odsypia chociaż pół godziny (jednak on również zawsze dba o ewentualne obowiązki, nigdy nie odmówi naprawy czegoś zaraz po powrocie z pracy, pomoże itp.)

I teraz mamy mamę. Sorry, nie mamę a niewolnicę jak często ona powtarza. Nie pracuje (chociaż obiecała, że do pracy wróci jak skończę 3 podstawówkę). Oczywiście, traktujemy ją koszmarnie!
Jedyne co robi to zakupy i gotuje obiady. Śniadań i kolacji u nas nie ma.
Jej dzień wygląda tak, że wstaje o której chce, koło 13 wyjdzie do sklepu, który jest 50m od bloku, kupi "pomysł na..", makaron i pierś z kurczaka. Wróci do domu, poogląda telewizję do 15, poświęci 30min na zrobienie tego obiadu i wraca do telewizji (w międzyczasie komputer). Domem się nie zajmuje wcale. Wszystko się lepi, w kuchni zwykle latają muchy, czasami myślę, że jemy ich larwy.

Ja staram się ogarniać jak mogę łazienkę (+ mój pokój), tata pokój rodziców, ale żeby nadążyć za kuchnią to niewykonalne. Cały sos spadnie na podłogę/blat itp.? Będzie tak leżał.

Zawsze dziękowaliśmy mamie za to co robi, chociaż obiady mamy tylko z proszku, to zawsze mówimy jaki smaczny był, kiedy przychodzą ferie itp. to ja również staram się z 3 razy ugotować coś sama.
Ale regularnie zdarzają się jej fochy, gdzie dosłownie ryczy jak my z niej robimy tu niewolnicę, tylko siedzimy na dupie, a ona lata jak kopciuszek.
Ja wiem, że ona też mogła się wypalić, ale BEZ PRZESADY.
Nikogo się do domu nie da zaprosić, ja momentami staję na głowie, jak chociażby poproszę mamę o wstawienie prania (z obietnicą, że ja je potem rozwieszę itp.), a przychodzi 22 i się okazuje, że prania nie ma, bo jej też się należy odpoczynek.

To jest tragedia.
Szalomea Odpowiedz

No to masz inną sytuację, niż ta opisana w wyznaniu, do którego nawiązujesz.

Postac Odpowiedz

Myślę że pójście do pracy mogłoby jej pomóc. Wyszłaby z domu, codziennie by się z kimś spotkała. Jak się więcej robi to i siły jest jakoś więcej.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#74zqI

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad zmianą kierunku albo całkowitym rzuceniem studiów. I nie wynika to wcale z faktu, że wybrałam zły kierunek, czy nie widzę się jednak w tym zawodzie. Chodzi o podejście moich wykładowców. Albo raczej wykładowczyń, bo to one stanowię tu źródło problemu.

Studiuję pedagogikę wczesnoszkolną, uwielbiam pracę z dziećmi, nie odstraszają mnie nawet kiepskie zarobki i cały ten syf, który ma teraz miejsce w ministerstwie oświaty.
Jednak nie mogę znieść komentarzy i podejścia niektórych prowadzących. Po tym wstępie można by spodziewać się, że komentują właśnie ogólne warunki pracy nauczyciela, ale nie, problem jest zupełnie inny.

Ich zdaniem, skoro chcesz pracować z dziećmi, to na pewno nie możesz już doczekać się swoich. To irytujące na co drugich zajęciach wysłuchiwać o tym, że urlop dziekański to takie cudowne rozwiązanie i nie powinnyśmy się martwić studiami, bo przecież jesteśmy w idealnym wieku do rodzenia dzieci. Zegar biologiczny tyka.
Na porządku dziennym są też sugestie, że powinnyśmy się ubierać bardziej kobieco, ogólnie podkreślać nasze sylwetki, szczególnie biodra. Dlaczego? Bo szerokie biodra oznaczają płodność, a każdy facet myśli jedynie o przekazaniu swoich genów dalej, szuka więc kobiety, która może mu dać jak najwięcej potomstwa. Dodatkowo nie powinnyśmy wiązać się z facetem poniżej 1,80 wzrostu, bo tacy to mają mniej testosteronu i mniejsza szansa, że spłodzą zdrowe, silne dziecko.

Ostatnio dostałyśmy na zajęciach taką niby psychozabawę, test, czym przede wszystkim kierujemy się w naszych związkach. Pytania brzmiały m.in. "Czy kiedy jesteście razem czujesz jakby między wami dochodziło do reakcji chemicznej?" albo "Czy byłabyś gotowa poświęcić dla niego swoją karierę zawodową?".
Na uwagę, że może nie każda z nas jest w związku, pani profesor wielce się oburzyła, bo jak to mieć ponad 20 lat i nie być w trwałym związku? Ona jest w ogóle zaszokowana, że żadna z nas nie jest jeszcze mężatką! Przecież 2 lata związku i natychmiast na ślubny kobierzec, inaczej facet nie traktuje nas poważnie! A jeżeli ktoś woli żyć na kocią łapę, to wyrządza tym samym krzywdę dziecku, które będzie odstawać od rówieśników wychowanych w normalnych domach!

Nie wiem, co mam o tym myśleć. Inne dziewczyny po prostu nabijają się z tych poglądów, ignorują uwagi, ewentualnie jest kilka takich, które w pełni się zgadzają i już nie mogą doczekać się macierzyństwa.
I jestem jeszcze ja. Wiem, że z powodów zdrowotnych nigdy nie będę mogła mieć dzieci. Mój jedyny związek opierał się na biciu i zastraszaniu. Do tej pory nie umiem nawiązać relacji z mężczyznami.
Nikt na uczelni o tym nie wie, a ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że nigdy nie będę uznawana za wartościowego członka społeczeństwa.
PS. Studiuję na publicznej, świeckiej uczelni.
00n Odpowiedz

Są ludzie, wedlug ktorych cokolwiek nie zrobisz i kimkolwiek nie zostaniesz to i tak bedziesz, w ich oczach, bezwartościowa. Ale to jest ich problem, a nie Twój. Najprościej ignorować takie osoby, ale czesto nie jest to łatwe do zrobienia. Nie łam się, ważne jest to co Ty myślisz

MamaMuminka1234 Odpowiedz

Po ostatnim zdaniu moja teoria legła w gruzach.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#yEKj3

Kilka lat temu, gdy chodziłam do szkoły średniej, zaczęłam się pieścić w sposób, który zapewne się domyślacie. Pewnego razu spróbowałam z tubą kleju (był zakręcony szczelnie). Następnego dnia wzięłam klej do szkoły. Kolega chciał coś posklejać, więc go pożyczył i powąchał. Stwierdził, że śmierdzi śledziem.

Nigdy nikomu się do tego nie przyznałam. Skończyłam z tym już dawno, chociaż nadal śmieszy mnie ta sytuacja. Z drugiej strony szkoda mi chłopaka..
KlaraBarbara Odpowiedz

Swoją drogą odważnie, ja bym nawet szczelnie zakręconemu kleju nie zaufała

Odpowiedzi (3)
Pielgrzym Odpowiedz

Nie pomyślałaś o tym by to umyć?
Pozdrawiam

Odpowiedzi (12)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#8Nt0Z

Mam pewną fobię. Mianowicie straszliwie przeszkadzają mi dźwięki, takie jak: mlaskanie, chrapanie, przełykanie śliny, a nawet głośne oddychanie. Ogólnie dźwięki takiego typu.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że dla mnie to jest po prostu męka, bo randka z partnerem, wspólna kolacja z rodziną, która dla innych jest świetną okazją do fajnego spędzenia czasu, dla mnie jest męczarnią.

W dodatku moja rodzina nie potrafi mnie zrozumieć. Ile razy słyszałam od rodziców wyzwiska jak ja to nie mam szacunku do nich itd. Oczywiście to nie jest tak, że ja ich wyzywam, jak zaczynają jeść/pić herbatę (itd), tylko po prostu wychodzę do innego pokoju.

Nawet moje koleżanki są w stanie mnie zrozumieć i nawet starają się uważać, żeby w moim towarzystwie nie mlaskać lub nie ciumkać, natomiast moja rodzina nie jest w stanie pojąć tego, że dla mnie jest to straszne. Oczywiście wszelkie, poważne rozmowy nic nie dają. Nie wiem już co robić.
Venrosa Odpowiedz

Mizofonia. Bywa.

Odpowiedzi (1)
jakisLogin0001 Odpowiedz

Oprócz mlaskania i chrapania nie lubię jak ktoś pociąga nosem. Wciąga katar do gardła a mi się robi niedobrze

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#7rou7

Od wielu lat zawsze miałam długie paznokcie.

Jakoś ostatnio stwierdziłam, że należy się moim pazurkom trochę odpoczynku; zdjęłam hybrydy, paznokcie obcięłam na krótko. Żyło się dziwnie z pałkami, ale niesamowicie wygodnie tyłek się podciera. Niesamowite. Serio.
GrubyJakKot Odpowiedz

Jeszcze bardziej szanuje moje krótkie paznokcie :D

Odpowiedzi (5)
Eksterioryzacja Odpowiedz

Krótko, zwięźle i na temat ;)

Zobacz więcej komentarzy (7)

#3JkFt

Mam 24 lata i z uwagi na studia w rodzinnym mieście, mieszkam jeszcze z rodzicami. Od dłuższego czasu jednak doprowadza mnie do szału moja mama, która notorycznie narusza moją prywatność "dla mojego dobra" - a to przegarnie mój pokój gdy mnie nie ma, bo przecież "wstyd żeby był taki bajzel" (przy czym ja naprawdę nie lubię bałaganu i ten "bajzel" to w najgorszym przypadku niepościelone łóżko i jakiś samotny kubek, co zresztą i tak nie powinno nikogo obchodzić, bo zwykle zostawiam drzwi do pokoju zamknięte) przy okazji przekładając mi rzeczy w szafce nocnej (możecie się pewnie domyślić, jakiego typu rzeczy tam trzymam.

Jasne, mogłabym pewnie wymyślić jakąś lepszą skrytkę, ale moim zdaniem sam fakt, że będąc dorosłą, pracującą na siebie osobą, muszę coś przed rodzicami ukrywać, jest dla mnie komiczny. A to przestawi mi jakiś mebel, bo "przecież tak ci będzie dużo lepiej", a to wywali jakiś mój drobiazg, bo uznała go za śmieć. To są niby małe rzeczy i stoją za nimi dobre intencje, ale im dłużej to trwa, tym bardziej każdy kolejny raz mnie irytuje.

Nie da się jej przetłumaczyć, że nie mam ochoty, żeby grzebała mi w rzeczach czy zmieniała układ pokoju. Nawet jeśli zwrócę jej uwagę niedelikatniej jak się da i dziesięć razy podkreślę, że wiem, że chce dobrze, to kończy się obrazą i wypominaniem mi przez dłuższy czas, jaka to jestem niewdzięczna.

Ostatnio problem wszedł na zupełnie nowy poziom. Mama nawet łaskawie nie zapuka do drzwi, tylko wparowuje mi do łazienki gdy się myję albo przebieram, bo nie może poczekać kilku minut żeby sobie coś wziąć albo chociaż dać mi sekundy żebym się zakryła. Za każdym razem zwracam jej uwagę, proszę żeby wyszła i przestała tak robić, ale mama sobie nic z tego nie robi - albo zbywa mnie śmiechem, albo się obraża i zarzuca chorobliwą wstydliwość, no bo przecież "jak byłaś mała to musiałam codziennie oglądać twój goły tyłek, więc nie przesadzaj". Spoko, tylko jakby nie patrzeć nie jestem już mała. Nie chodzi nawet o to, że się wstydzę, ja naprawdę nie mam problemów z nagością, ale mam prawo do jakiejś fundamentalnej prywatności we własnym domu. Niestety moja mama często zachowuje się, jakby ta moja potrzeba prywatności była atakiem na jej osobę.

Jasne, mogłabym zamykać łazienkę na klucz, ale mamy w niej piecyk, do których mam lekki uraz i zwyczajnie boję się tak robić. Dodatkowo jestem anemiczką i zdarza mi się mdleć, więc zamykanie się na dłuższą metę może być zwyczajnie niebezpieczne. Na szczęście za parę miesięcy się wyprowadzam, ale takie zachowania mamy robią się coraz częstsze i doprowadzają do coraz gorszych kłótni, co jest dla mnie bardzo trudne, bo zawsze byłyśmy sobie bliskie i naprawdę boli mnie to, jak bardzo pogarsza się przez to nasza relacja.
27listopad01 Odpowiedz

Zacznij zamykać pokój na klucz jak Cię nie ma. A jeśli nie masz zamka to założenie kosztuje kilkadziesiąt złotych. Co do łazienki to sama zacznij jej wparowywać. Rozmowa nie działa to zachowuj się jak ona.

Odpowiedzi (8)
devilwithin Odpowiedz

JAK MNIE TO WYRZUCANIE "ŚMIECI" WKURWIA. Potraciłam w ten sposób wszystkie ściereczki do okularów. Najlepsze jest to, że jak ją pytam, czy coś wyrzuciła, to się zarzeka, że nie. Bo ona zwyczajnie ma nawyk wyrzucania rzeczy, swoje też wyrzuca, a potem nie pamięta i szuka. Niestety, częściej wyrzuca te moje...

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#Yv7lZ

Pochodzę z katolickiej rodziny, wychowywana byłam według katolickich wartości i od dziecka jestem do nich bardzo przywiązana. Zawsze też uczestniczyłam w życiu Kościoła - śpiewałam w scholi, należę do Ruchu Oazowego, staram się żyć zgodnie z przykazaniami i nauką Kościoła.

Michał jest bratem jednej z moich przyjaciółek z Oazy. Poznaliśmy się, gdy pewnego razu przyszedł po swoją siostrę i już po krótkiej rozmowie zauważyliśmy, ile nas łączy. Mamy podobne poczucie humoru, wyznajemy podobne wartości, a ponadto łączy nas nie taka częsta pasja, jaką jest lotnictwo. Znajomość rozwinęła się bardzo szybko, po dwóch miesiącach byłam szaleńczo zakochana i wiedziałam, że on również.

Postawiłam wtedy sprawę jasno - wspólne sypianie dopiero po ślubie. Michał się na to zgodził. W miarę jak rozwijał się nasz związek widziałam, że nie było to dla niego łatwe. Wspierałam go, jak mogłam. Z rozmów z przyjaciółkami, które same były w związkach, dowiedziałam się, że i dla nich jest to bardzo trudne. Radziłam im wtedy, żeby zaufały Bogu i modliły się. Przyznaję, że patrzyłam wtedy na nie z góry i jakoś nigdy nie zastanowiło mnie, dlaczego mi przychodzi to w zasadzie bez trudu, wierzyłam, że to dzięki wsparciu, które dostaję z góry. Po jakimś czasie Michał oświadczył mi się, a ja, szczęśliwa, zaręczyny przyjęłam. Chciałam dzielić z nim życie, wychowywać wspólnie dzieci, zestarzeć się razem. Prawie rok później wzięliśmy ślub. I wtedy zaczęły się schody. Jeszcze przed ślubem fantazjowałam o naszym życiu, ale zawsze w sposób czysto romantyczny, nigdy fizyczny. Nigdy też nie pozwoliłam sobie na jakieś głębsze rozważanie naszej cielesności.

Cóż, wesele dobiegło końca, a my poszliśmy się przespać we wspólnym pokoju. Pierwszej nocy wykręciłam się zmęczeniem, ale kolejnej musiałam stanąć z problemem twarzą w twarz - nie potrafiłam zmusić się do współżycia. Uwielbiam go przytulać, uwielbiam jego całusy, ale odkryłam, że to, co dzieje się między mężem a żoną, jest dla mnie po prostu obrzydliwe. Od tamtej pory dużo rozmawialiśmy, również z księdzem. Myślę, że chyba mogłabym się przełamać choć raz, aby mieć dziecko, ale Michałowi nie o to chodzi, on chciałby mnie mieć codziennie, a tego ja nie potrafię. Nigdy mnie to nie pociągało, ale myślałam, że po ślubie będzie inaczej, wierzyłam w wielką miłość. I cóż, jest inaczej - jest dużo gorzej.

Po tygodniu przestaliśmy sypiać we wspólnym łóżku, bo Michał nie był wstanie zasnąć, mając mnie obok siebie. Wiem, że nasz przypadek jest doskonały do stwierdzenia nieważności małżeństwa, ale nie chcę tego robić, kocham Michała nad życie.
Oboje czujemy się jak zamknięci w klatce, z której nie ma żadnego wyjścia.
kartezjusz2009 Odpowiedz

Dobry seksuolog to najwłaściwsza decyzja. Ważne, żebyście go wybrali razem i sprawdzili, czy na pewno nie zaleci czegoś, co jest przeciwko wam i waszym przekonaniom.

Odpowiedzi (1)
Venrosa Odpowiedz

Zastanawiam się, czy to Twoja aseksualność, czy wynik agresywnej indoktrynacji prowadzonej od dzieciństwa.
Idź do dobrego seksuologa i to jak najszybciej! Jeśli Ci zależy na mężu i go kochasz, to pozwól się zdiagnozować i podejmij decyzję albo o stwierdzeniu nieważności małżeństwa albo o terapii.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (32)

#j08M1

Parę dobrych lat temu, na nasz numer stacjonarny dzwonili cały czas telemarketerzy z zaproszeniem na jakieś spotkania, na których naciągali na kasę. Nie pomagały prośby i groźby żeby nie dzwonili. Raz zadzwoniono do nas z zaproszeniem, a za przyjęcie go miałam dostać kolczyk - drugi do odebrania przy wizycie na spotkaniu. Poprosiłam więc ładnie o wysyłkę zaproszenia, dla świętego spokoju. Oczywiście nie poszłam.

Niedługo później znowu dzwoniono z takim zaproszeniem. Zrobiłam to samo i stałam się posiadaczką całkiem niebrzydkich kolczyków :D od tego czasu telefonów było mniej ;)
Morgenrot Odpowiedz

Ja poszłam na pokaz po drugi kolczyk, zżarłam darmowy obiad i jeszcze mnie na chatę odwieźli. Rzecz jasna, nic nie kupiłam, ale co wyjanuszyłam, to moje. :D

Odpowiedzi (5)
Jawiem1210 Odpowiedz

Moja mama dostała nowiutki toster od takich naganiaczy ze spotkania.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#BiQlV

Chciałem podzielić się z Wami moją historią dotyczącą bicia dzieci przez rodziców.

Mówi się teraz bardzo dużo o tzw. "bezstresowym wychowaniu", o tym, że nie można dać dziecku nawet klapsa, ponieważ w przyszłości odbije się to na jego psychice itd. Owszem, przemoc domowa to ogromne zło, nie zamierzam temu zaprzeczać. Poznajcie jednak moją historię.

Od dziecka byłem ogromnym leniem, jednocześnie byłem też bardzo zdolny. Rodzice zmuszali mnie do nauki, ja nie chciałem tego robić. Oszukiwałem, kręciłem, twierdziłem, że nie mam zadania domowego lub, że już je zrobiłem. Na wysokości trzeciej klasy podstawówki zacząłem być bity przez mamę. Ona z bezsilności do mnie, widząc jaki jestem zdolny, ale niezwykle leniwy, posunęła się do tych drastycznych kroków. Nie uderzyła mnie nigdy z innego powodu niż lenistwo i kłamstwa związane z nauką. Rozmowy ze mną bym zaczął się uczyć, zachęcanie, przekupstwa czy nagrody nie pomagały. Biła mnie przeważnie paskiem, który towarzyszył mi w nauce aż do gimnazjum. Dostawałem systematycznie, coraz mocniej.

Spodziewacie się pewnie teraz, że mam jej to za złe, że jej nienawidzę, że na każde wspomnienie o tych scenach chce mi się płakać. Nic bardziej mylnego. Nikt poza osobą w identycznej sytuacji jak moja, nie jest nawet w stanie wyobrazić sobie tego jak ogromnie jestem jej wdzięczny za to co robiła. Dziękuję jej za to, że‚ wybiła ze mnie lenistwo’. Nie mam najmniejszego uszczerbku na psychice w związku z tymi wydarzeniami. Mam za to co innego - wykształcenie i dość sporą wiedzę, której bez niej nigdy bym nie zdobył. Myślę, że gdyby nie ona, to teraz pracowałbym co najwyżej za najniższą krajową jako niewykwalifikowany pracownik fizyczny. Dziękuje jej za to, że się nie poddała mimo, że bardzo się jej sprzeciwiałem. Była na skraju załamania nerwowego, wykończona moimi kłamstwami i kolejnymi kiepskimi ocenami. Przez pewien czas brała nawet tabletki na uspokojenie.

Nie zachęcam nikogo do takiego modelu wychowywania dzieci, powiedziała mi kiedyś jak ogromnie żałuje tego co robiła. Robiła to jednak z troski o mnie. Ja nie żałuję ani jednego klapsa czy uderzenia, którym oberwałem. Wiem, że zawdzięczam temu niemal wszystko.

A piszę do Was akurat dzisiaj, gdy spełniło się moje największe życiowe marzenie. Mianowicie, dziś po raz pierwszy całkowicie samodzielnie wystartowałem, leciałem oraz wylądowałem jednym z największych samolotów pasażerskich świata.

Pozdrawia Was pilot, który bez mamy nie osiągnąłby tego.
YersiniaPestis Odpowiedz

Zdolny ale leniwy. Jak ja to uwielbiam.

Odpowiedzi (4)
Lorayne Odpowiedz

Cudownie. A ja jestem w podobnej sytuacji i nabawiłam się nerwicy natręctw, skończyłam również z dyplomem chociaż zarobki mam średnie, mam mnóstwo problemów i lęków.
Moi rodzice uważali, że byłam leniwa, okazało się jednak po latach że to były zaburzenia koncentracji. Psychologowie mi to stwierdzili i mówili to moim rodzicom. Uleczyłaby mnie terapia i leki. Ale dla moich rodziców pasek był tańszy i wydawał się skuteczniejszy niż takie fanaberie. Nawet jeśli mówisz, że nie zachęcasz to jednak budujesz tym wyznaniem dobrą opinię innych o biciu dzieci by je przymusić do nauki. A to co pomogło Tobie, jakiemuś innemu dziecku może zniszczyć życie.

Zobacz więcej komentarzy (18)
Dodaj anonimowe wyznanie