#orHU9

Od kilku miesięcy spotykałam się z facetem, który od dawna bardzo mi się podobał. Spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu, często wychodziliśmy do restauracji na wspólne śniadania i obiady, wychodziliśmy do kina, a na imprezach siadaliśmy razem w kącie i po cichu rozmawialiśmy przez cały wieczór. Wydawało mi się, że bardzo ceni moją obecność, nasza relacja stała się nieco intymna, choć nadal nieśmiała w tym zakresie.
Po kolejnym dniu sam na sam w jego mieszkaniu odprowadził mnie na przystanek i na pożegnanie powiedział mi, że jestem dziewczyną, w której nigdy nie byłby w stanie się zakochać.
Uzytkownik404 Odpowiedz

Nie było mnie tam, ale z tego opisu wynika dla mnie tyle, że facet ceni Cię jako przyjaciółkę i lubi Twoje towarzystwo, ale nie czuje tzw. chemii. I wiedząc lub podejrzewając, że Ci się podoba, postanowił
Cię uprzedzić, zanim podejmiesz konkretniejsze kroki.
Wiele razy tu czytałam, jak ktoś miał przyjaciela i jedno z dwojga chciało spróbować związku, coś nie wyszło albo druga osoba od razu się "wystraszyła" i przyjaźń przepadła - bo już było zbyt niezręcznie i trudno.
Od Twoich uczuć i charakteru zależy, czy będziesz w stanie to zaakceptować, czy też, utrzymując z nim kontakt, zamkniesz się na inne romantyczne znajomości (a to by było naprawdę toksyczne). Trudne wybory są trudne, więc powodzenia :)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#KfDiq

Którejś soboty żona musiała jechać do swojej siostry, która była wtedy po zabiegu i potrzebowała pomocy w domu. Jako że zawsze staraliśmy się jakoś obowiązki dzielić, zadeklarowałem się, że posprzątam sam dom, ponieważ sobota najczęściej była naszym dniem porządków. Zostałem z naszym 3-letnim wówczas synem.

Żona wyszła, jesteśmy z młodym sami, no to zabieram się za sprzątanie. Zajęło mi to jakieś 2-3 godzinki, ale mieszkanie błyszczało, podłogi, kuchnia, łazienki. Wszystko wyszorowałem. Syna podpuściłem, że jak swój pokój posprząta, to dostanie nowego dinozaura, a zbierał maskotki i inne takie pierdoły w kształcie tych stworów. Chciałem, żeby pozbierał zabawki, ewentualnie wytarł kurze, dałem mu nawet specjalne ściereczki.

Zadowolony rozsiadam się na kanapie, włączam tv. Mały wybiega szczęśliwy z pokoju i pyta, czy może też zetrzeć kurze w kuchni i salonie, no to odpowiadam, że skoro ma ochotę, to niech wyciera. Biega z tą ścierką za moimi plecami w jedną i drugą, ja na spokojnie oglądam film. Nagle czuję silny chemiczny zapach. Odwracam się, patrzę na syna, a on w jednej ręce szmatka, w drugiej... domestos. Podejrzał, jak sprzątałem łazienkę i stwierdził, że to będzie dobre rozwiązanie...

Wpadam do jego pokoju: panele - zniszczone, właściwie się łuszczyły, na ścianach białe ślady po tym syfie i odchodząca farba, meble to samo. Wszystko do wymiany. W salonie szybko wszystko starałem się spłukać i odratować, czytając w internecie co zrobić w takiej sytuacji. Blat kuchenny był do wymiany, ale na szczęście udało się zachować meble salonowe. Dzięki Bogu, młody podpatrzył też, że w łazience miałem gumowe rękawice do sprzątania, więc założył do sprzątania swoje zimowe, dzięki czemu nie poparzył sobie dłoni.

Już nigdy więcej nie prosiłem syna o sprzątanie. Zacznie, jak będzie trochę starszy.
A dinozaura dostał i tak, przecież w sumie to się starał i chciał dobrze.
Serwatka31 Odpowiedz

Nie ma sensu przekładać tego na później, jeśli tylko ma ochotę to fajnie to wykorzystywać i zakorzeniać w jego umyśle sprzątanie jako przyjemna zabawę - tylko zapamiętać, że podczas takiej "zabawy" trzeba go pilnować!

Odpowiedzi (1)
diq1 Odpowiedz

Nie zakręciłeś butelki?
Jak to jest, że dzieci forsują te zabezpieczenia, a ja się muszę męczyć?

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#gWBPs

Uderzyłem kobietę, na dodatek moją córkę.

Gdy Asia miała 18 lat, pracowałem w bardzo stresujących warunkach. Napięcie i nerwy teoretycznie mijały, gdy wracałem do domu.
Kiedyś położyłem się bez kolacji, a w nocy obudziłem się, by skorzystać z WC. Gdy zrobiłem co miałem, odczułem cholerny głód i zaspany poszedłem do lodówki, bo wiedziałem, że zostały naleśniki z obiadu.
W momencie wyciągania ich z lodówki obok mnie stanęła Asia (nie zza drzwi jak w filmach, tylko tak normalnie, teoretycznie była widoczna) i zapytała "tato?". W tej samej chwili wypuściłem talerz z rąk, wydarłem się i przywaliłem jej prawym prostym prosto pod oko.
Jestem 2-metrowym facetem ważącym ponad 150 kg... moja córka ma 155 cm i max 50 kg. Efekt uderzenia był dość... powalający.

Oczywiście było mnóstwo przeprosin, zapewnień, że nic się nie stało i kolejne przeprosiny, fioletowy siniak schodził dłuuugo.

Anonimowe w tym wszystkim jest jednak coś innego. Minęło parę lat, ale za każdym razem gdy tylko o tym myślę, nie czuję wstydu czy żalu, a... rozbawienie. Potrafię śmiać się sam do siebie, gdy pomyślę o tej sytuacji - nie samo uderzenie mnie bawi, a ten ciąg przyczynowo skutkowy - "Tato?". "Aaaa!". Brzdęk, łup. "AŁŁŁAAAA!". "O kurna, córuś, żyjesz?".
Jak do tego doszło, że znokautowałem najważniejszą osobę w moim życiu? Nie wiem. Ale teraz wydaje się to cholernie zabawne na swój dziwny sposób.
Mikser Odpowiedz

Głodny nie jesteś sobą

Odpowiedzi (1)
StaryTapczan Odpowiedz

Moim zdaniem ma prawo Cię to bawić po czasie, zwłaszcza, że nie uderzyłeś jej celowo. Byłeś zaspany, wystraszyłeś się. Mnie raz facet uderzył, zupełnie niechcący, coś opowiadał i machnął ręką, kiedy się znienacka napatoczyłam. Przywalił mi prosto w gębę, niechcący, ale wyglądało to całkiem śmiesznie. Oczywiście przeprosił, ale śmialiśmy się z tego oboje.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#gaQCO

Pracowałam kiedyś w galerii handlowej. Niestety nasz sklep był na tyle mały, że nie mieliśmy ubikacji dla pracowników i musieliśmy korzystać z tej ogólnodostępnej.
Któregoś dnia słabo się czułam, bolał mnie brzuch, czułam, że zbliża się okres. Poszłam więc do toalety zabezpieczyć się tamponem, żebym nie musiała potem chodzić w brudnej bieliźnie.
Ułożyłam sobie z papieru toaletowego gniazdo (bo postanowiłam załatwić przy okazji grubszą sprawę) i usiadłam wygodnie. Tampony zawsze trzymam w kieszonce spodni, tym razem było tak samo. Po ogarnięciu tyłu postanowiłam wyjąć z kieszeni tampon i nie wiem jak to się stało, ale wyskoczył mi on z rąk!
Widziałam, jak upada na podłogę i toczy się pod drzwi, które nie sięgały podłogi. Tampon potoczył się na tyle daleko, że nie mogłam go sama dosięgnąć, był już kilkanaście centymetrów za drzwiami kabiny.

Był to jedyny tampon jaki miałam przy sobie, więc już miałam w głowie wizję zabezpieczenia majtek papierem toaletowym. W momencie gdy już chciałam naciągnąć spodnie, ktoś o złotym sercu kopnął tampon z powrotem w moją stronę! Tampon wleciał idealnie pod moje nogi.
Tampon był cały czas w opakowaniu, więc wzięłam go z podłogi, otworzyłam i zaaplikowałam.

Nie wiem, czy ta osoba kopnęła tampon przypadkowo czy nie, ale nie zdążyłam jej podziękować. Jeżeli to czytasz, to dziękuję, bo tego dnia morze czerwone wylało :)
Jawiem1210 Odpowiedz

W mojej pracy jest taka publiczna paczka podpasek, wkładek i tamponów w razie co. :D pracują tam same baby.

Odpowiedzi (5)
Tsukiyo Odpowiedz

Mi kiedyś tak wyleciał tampon, też czysty. Dała radę go (ledwo) dosięgnąć ręką, ale jedyne co usłyszałam to komentarze paru nastolatek: "Eeej widzialyscie? O fuuuuuu!" "no, fuuuj".
Także to tyle, jeśli chodzi o pomoc i solidarność jajników.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#vkGFn

Straciłam psa.

Wyszłam z nim na spacer tak jak zwykle. Nagle podbiegł do nas pies rasy owczarek niemiecki. Od razu zaczął gryźć mojego małego pieska. Próbowałam go bronić, biłam owczarka po głowie, ale nie reagował. Był skupiony wyłącznie na gryzieniu mojego pieska... Mojego malutkiego, przerażonego pieska. Nie myślałam wtedy o tym, że on również mnie może pogryźć... Chciałam obronić mojego pupila. Przechodziło tamtędy mnóstwo ludzi, nikt nie reagował. Dwóch facetów powiedziało mi z takim spokojem, że już po psie, że mam zadzwonić po policję. Mój piesek leżał martwy we krwi, a ja zapłakana rozmawiałam z operatorem 112. Tamten owczarek uciekł.

Teraz jedynie wiem, że został złapany przez straż miejską. Może właściciel dostanie mandat, może nie... Nie wiem. Wiem, że nic nie zwróci mi mojego małego przyjaciela... A ja już za nim tęsknię. Nie mogę się z tym pogodzić. Płaczę pisząc to wyznanie. Może mi to coś da, że to z siebie wyrzuciłam... Nie wiem, nic nie wiem... Czuję się, jakby ktoś mi serce zmiażdżył na milion kawałków.
Satanismus Odpowiedz

To jest przestroga, że warto mieć przy sobie gaz pieprzowy.
Mój ojciec też szedł z psem, rzucił się do niego taki spory kundel i próbował pogryźć naszego psa. Ojciec wyjął gaz, prysnął mu po oczach a napastnik uciekł na oślep ze skowytem.

Luckaaa Odpowiedz

Owczarki niemieckie często się lekceważy, bo w końcu inne owczarki to przytulanki, one takie kudłate i tak dobrze z oczu patrzy, nie to co tym okropnym amstafom-mordercom. Tyle że owczarki niemieckie to jedna z najbardziej agresywnych ras psów... :( O tragedie nie trudno.
Mi też husky psa (10kg kundelek) napadł. Dobiegł do nas w nocy w parku, najpierw obwąchał, a potem za szyję do ziemi przydusił. Rękami go za pysk odciagalam, też nie myślałam o tym czy mnie pogryzie. Właściciel ze sto metrów dalej stal i rozmawiał z kimś... Przyszedł sobie powoli jak już było po wszystkim. Mój pies ciągle piszczał i się kulił że strachu. W świetle latarni nie widziałam krwi. Na rękach go do domu zaniosłam, bo nie chciał iść. W domu zobaczyłam krwawą ranę pod szyją. Szybko na pogotowie weterynaryjne. Szycie szyi i ucha. Centymetr dalej i by tętnice przegryzł... O ile pies chyba nie ma po tym zdarzeniu traumy, tak ja mam. Wcześniej każdego psa "witaliśmy". Teraz tylko te już znane, a jak idzie większy to na drugą stronę ulicy przechodzę (z czego kiedyś się trochę śmiałam w duchu)...
Bardzo mi przykro z powodu Twojego psa, to tak jakby kogoś z rodziny stracić. A jak sobie pomyślę, że z moim mogło stać się to samo, to nawet teraz mi się ręce trzęsą

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (24)

#b4Bdn

Jak byłem dzieciakiem (jakieś 5-6 lat), mój dziadek spał na kanapie, a ja, jako czuły wnuczek, chciałem dać mu buziaka w czoło. Kiedy się nad nim nachylałem obudził się i z przerażenia podniósł tak gwałtownie, że złamał mi nos i rozciął wargę. Przemył mi tylko wargę wodą utlenioną, dał chusteczkę żeby z nosa na podłogę nie kapało i powiedział, że krzywy nos będzie przestrogą na przyszłość, że nie wolno go budzić.
Shido Odpowiedz

Dzieci... no dobra, każdy budzący innych którym udało się zasnąć w dzień powinien mieć karę!
Dopiero będąc dorosłym człowiek docenia co to znaczy móc się przespać w dzień.

Odpowiedzi (2)
Schaboszczaki Odpowiedz

Buziak w czoło mnie rozczulił xd

Zobacz więcej komentarzy (2)

#oRngM

Regularnie "zostaję dłużej w pracy", tak przynajmniej mówię mojemu facetowi. A naprawdę chodzę do galerii i w sekrecie kupuję czarne koszulki z nieetycznej chińskiej produkcji.

Mój ukochany jest skończonym ekofaszystą i nie uznaje innych ubrań niż te z lumpeksu. Zgadzam się z nim w wielu kwestiach, ale sama nie jestem szczególnie radykalna. Szkoda, że w lumpeksach czarne koszulki są tylko sprane. A ja bardzo lubię czarne koszulki.
Ryso Odpowiedz

Tak bardzo fajnie jest byc niewolnikiem "partnera" XD Nie dawaj sie ograniczac fanatykowi, rob co chcesz dziewczyno.

Odpowiedzi (4)
SheDevil Odpowiedz

Facet ci mówi co ci wolno kupować? Powodzenia.

Zobacz więcej komentarzy (17)

#fUNMA

2016 rok. Wyjazd za granicę. Chęć zmiany swojego życia. Praca, miłość, dziecko. Myślałam, że uda mi się uciec od przeszłości. Od ciągłych awantur z ojcem alkoholikiem. Od cierpienia, które przeżywałam każdego dnia, patrząc na łzy mojej mamy. Nie mogłam nic zrobić, moje prośby, błaganie żeby zerwał z nałogiem były bez skutku. To uczucie bezsilności i załamania towarzyszyło mi przez całe dzieciństwo. Wracając ze szkoły do domu, modliłam się żeby tata chociaż dziś był trzeźwy. To uczucie wstydu kiedy koleżanki śmiały się z pijanego ojca leżącego w rowie...

Zaczęłam go nienawidzić, chociaż ciągle go kochałam i wiedziałam, że zrobiłby dla mnie wszystko. Niestety, dla alkoholu jeszcze więcej... Ale poznałam M. i zakochałam się na zabój.

Był przeciwieństwem obrazu wzorca mężczyzny jaki wyniosłam z domu. Dobroduszny, opiekuńczy i co najważniejsze - bez nałogów. Nieplanowana ciąża, ale i wielka radość. Przecież mój ukochany mnie nigdy nie zawiedzie... I przypadkowo przeczytany sms do niego, którego treści wolałabym nigdy nie poznać. On bierze amfę. Wcześniej też to robił, nawet handlował tym gównem. Konkluzja? Rok 2019: ja z małym dzieckiem, za granicą, z partnerem ćpunem i strachem o moją mamę żyjącą z alkoholikiem. Kocham ich obu i nienawidzę jednocześnie. Bo wiem, że zrobiliby dla mnie wszystko. Ale dla używek jeszcze więcej...
mostlas Odpowiedz

Chcesz by Twoje dziecko mialo to samo lub gorzej? Nie rob mu tego, uratuj je.

gitarzystka Odpowiedz

Bierz dziecko i uciekaj od faceta. Nie funduj dziecku traumy, nie pakuj się w życie z nałogowcem.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#BWn8l

Firma wysłała mnie na serię szkoleń prowadzenia rozmów z klientem, które w rzeczywistości bardziej przypominały "coachingowe pitu pitu" niż szkolenie biznesowe. W pewnym momencie prelegent krzyknął "Pracujcie mądrze! Do momentu aż stan waszych kont będzie wyglądać jak numer telefonu". Facet obok mnie podniósł rękę, przekazano mu mikrofon. "Eeeee... to mogę już iść? Mam dokładnie 112 zł na koncie".
lilsleep Odpowiedz

Zerżnięte z angielskiego mema :)

KrulWafel Odpowiedz

Uśmiechnąłem się, ale anonimowe to nie jest...

Zobacz więcej komentarzy (3)

#46tWd

Mam 18 lat i dwumiesięcznego synka, którego bardzo kocham, od zawsze chciałam mieć dziecko i nie żałuję że mam już bobaska mimo mojego młodego wieku, niestety mój wybranek nie okazał się na tyle odpowiedzialny, jedyne co zrobił to zniszczył mi życie, wczoraj zostałam przez niego dotkliwie pobita.

Wcześniej, nawet gdy byłam w ciąży zdarzyło się mu mnie uderzyć, a ja głupia się łudziłam, że może się zmieni, no tak to już bywa z mężczyznami romskiej narodowości :).

Nigdy nikomu tego nie mówiłam, aż po wczoraj pękłam, chodzę z podbitym okiem i bólem głowy, powiedziałam o wszystkim mamie, zakończyłam to raz na zawsze, poszłam na policję zgłosić groźby oraz pobicie, odbiorę mu też prawa do opieki nad moim synkiem chociażby nawet, że względu na bezpieczeństwo małego, od dziś zaczynam wszystko od nowa!

Trzymajcie za mnie kciuki żeby wszystko się udało. W końcu się uwolniłam! Teraz prosi o wybaczenie, czy każdy z was myśli że nie ma to sensu?
Makigigi Odpowiedz

Nigdy nie kończy się na jednym razie. Możesz być pewna, że uderzyłby też synka. Trzymam za Ciebie kciuki. Nigdy już nie wpuszczaj tego faceta do swojego życia.

KruszynkaDrobniutka Odpowiedz

Prosi ale za chwilę zrobi to samo. Nie wracaj do niego. Romowie traktują kobiety jak przedmioty.

Zobacz więcej komentarzy (30)
Dodaj anonimowe wyznanie