#5gBG8

Mam niepełnosprawną siostrę. Jeździ na wózku i zawsze przez to była mniej lubiana w szkole.
Lata temu pewnego dnia jeden chłopiec z klasy zaprosił ją na urodziny. Bardzo się ucieszyła, że wreszcie ktoś ją gdzieś zaprosił i nie będzie tą jedyną wykluczoną. Radość prysła dość szybko. Ledwo moi rodzice odjechali zostawiając siostrę z „przyjaciółmi”, ten chłopiec razem z kumplami postanowili nauczyć ją pływać i wrzucili do basenu. Na całe szczęście w domu był wtedy starszy brat tego chłopca, który od razu ruszył na pomoc mojej siostrze i poinformował swoich i moich rodziców o całym zajściu.

Wczoraj wzięli ślub :)
Seven777 Odpowiedz

Jak można mieć tak mało wyobraźni. Mam nadzieję że te dzieciary poniosły stosowną karę.

Cristality Odpowiedz

Ale ze szwagrem to się nie będzie lubić

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#oq5gV

Jak bardzo życie mnie nienawidzi?

Poznałem pewną dziewczynę. Zakochałem się bez pamięci w niej i w jej córeczce. Żyło nam się dobrze, ja pracowałem, a ona studiowała i zajmowała się domem. Zawsze starałem się, aby niczego im nie brakowało.

Pewnego dnia, gdy moja ukochana wracała z uczelni, została potrącona przez samochód. Na szczęście nic się nie stało, ale musiała pobyć trochę w szpitalu. W tym czasie zajmowałem się naszą córką, pracowałem i codziennie odwiedzałem ją w szpitalu. Wydobrzała.

Kilka miesięcy temu znów miała wypadek. Tym razem było znacznie gorzej. Konieczny był przeszczep nerki, na szczęście kwalifikowałem się jako dawca.

Gdy wróciła do pełni sił, pewnego dnia gdy byłem w pracy spakowała siebie i córkę i bez słowa wyjaśnienia wyjechała. Jak się później dowiedziałem - za granicę.

Było mi ciężko, bo byłem bardzo zaangażowany w ten związek. Najbardziej przykro mi z powodu córki. Nie jestem jej biologicznym ojcem ani nie byłem w formalnym związku z jej matką, przez co nie mogę sobie rościć do niej żadnych praw i boję się, że już nigdy więcej jej nie zobaczę.
Bezszelestnieeeee Odpowiedz

Mi to szkoda było by nerki.

Odpowiedzi (2)
Awtroil Odpowiedz

To niech oddaje nerkę.

Zobacz więcej komentarzy (9)

#rExub

Kilka dni temu byliśmy z dzieciakami nad zalewem. Zauważyłam dziecko chodzące w sposób wyraźnie wskazujący na "grubszą" zawartość w majtkach. Co zrobiła matka po tym, jak ojciec zaniósł jej malca z informacją co ma w majtkach? Wyszła poza oznaczone kąpielisko - tak 2-3 metry obok. i wypłukała całą zawartość do wody, gdzie obok kąpało się kilkadziesiąt dzieci!

Najgorsze było to, że zalew jest w pełni wyposażony w łazienki, które znajdowały się w niewielkiej odległości za nami. Czy potrzeba naprawdę ta dużo wyobraźni, żeby zachować się jak cywilizowany człowiek? I nie trzeba chyba dużego wykształcenia, żeby wiedzieć co to są bakterie kałowe i jak naraziła zdrowie tylu dzieci.
Killbill Odpowiedz

Ja tam bym zwróciła uwagę. Dla takich osób nigdy nie umiem siedzieć cicho😶

Aria444 Odpowiedz

Od razu zwróciłabym uwagę tej kobiecie. Ludzie nie mają wstydu.

Zobacz więcej komentarzy (7)

#EJgXd

Mam 25 lat, fajną pracę, ciekawe studia (rozpoczęte w tamtym roku), możliwość realizowania swoich pasji w ochotniczych służbach mundurowych i wyrozumiałego, kochanego faceta. A tak właściwie to miałam. Bo straciłam wszystko. Od początku znajomości powtarzałam, że dzieci mieć nie chcę, ale jeżeli jego marzeniem jest rodzina, wrócimy do tematu przed 30., może wtedy spojrzę na to inaczej. Zgadzał się.

Był czas, w którym brałam silne antybiotyki, które sprawiły, że antykoncepcja hormonalna zawiodła. Dla mnie 2 kreski były prawdziwym koszmarem, ale skoro wiedziałam, że jest poinformowany o moich preferencjach, szybko skontaktujemy się z lekarzem w wiadomym celu. I wtedy zaczął się koszmar... Awantury, krzyki i szantażowanie, że on chce dziecko, bo jego znajomi już mają, oraz ciągłe wmawianie, że mi się odmieni wraz z pierwszym kopniakiem. Popełniłam największy błąd i postanowiłam, że nie przerwę ciąży, bo w końcu się kochamy i jego zdanie też się liczy. Czego żałuję do tej pory, jak niczego innego.

Moje życie straciło jakikolwiek sens, bo oddałam samą siebie, wszystkie swoje marzenia. Trochę jakbym się zgwałciła. Znienawidziłam swoje ciało, swój umysł. Wstydzę się wyjść na ulicę, bo dla mnie rosnący brzuch jest właśnie powodem wstydu, dlatego że straciłam osobowość. Pierwsze kopniaki? Pobiegłam wymiotować i leżąc na podłodze błagałam, żeby ktoś to ze mnie zabrał. Już nic nie ma sensu i nic mnie nie nie cieszy. Pozwoliłam, żeby ktoś skreślił moje życie. Wcześniej każdy mówił, że jestem wesoła, pełna marzeń i zachwytów. A teraz? Leżę w łóżku i marzę żeby umrzeć. A on? Zamiast mnie wspierać żeruje na moim nieszczęściu i krzyczy na mnie, że się nie cieszę.

Przegrałam życie, dosłownie. Chciałabym umrzeć, ale tak przypadkiem. Jak widzę info o człowieku, który walczy o życie, to proponuję Bogu (w którego zaczynam wątpić) zamianę - moje istnienie za tego człowieka, który chce żyć. Ale nawet On mnie nie słucha. To nie jest chwilowy kryzys, bo trwa już ponad 6 miesięcy i żaden psycholog nie wmówi mi, że sensem życia jest rodzenie dzieci. To już moja codzienność.
Wychować wychowam, dam jeść, ubiorę - ale to zawsze będzie mi przypominało o tym, jak bardzo ktoś mnie zranił udając, że mam w nim wsparcie. A facet? Jak w memie - nie mam nic do niego, nawet szacunku.
Etanolansodu Odpowiedz

Zrzeknij sie praw i oddaj dziecko ojcu, chcial to niech ma, niech sie zajmuje. Nie musisz nic wiecej robic.

Odpowiedzi (4)
NiebieskiGrzybek Odpowiedz

Jak tylko urodzisz zostaw tego dzieciaka "cudownemu" ojcu. Jak ktoś ci zarzuci, że jesteś złą matką bo zostawiłaś dzieciątko swoje abo zerwij znajomość bo i tak jest warta wielkie g, albo wymijaj że z powodów zawodowych z tatusiem mu jest lepiej. Nie daj sobie wmówić, że dziecku z matką jest lepiej. Po porodzie uciekaj stamtąd jak najdalej bo psychicznie staniesz się wrakiem. Jakbyś jednak stwierdziła że chcesz mieć jakiś kontakt z dzieckiem co ci szkodzi być jak stereotypowy tatuś, raz na dwa tygodnie na pół dnia i koniec. Nikogo nie można zmusić do miłości. Walcz o siebie teraz, nie masz jeszcze straconego życia. Trzymaj się i życzę ci żeby udało ci się jakoś przetrwać te ciąże i wrócić do normalnego funkcjonowania.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (31)

#vnW3w

Przychodzę tu i z wyznaniem, i z prośbą o opinie.
Mianowicie chodzi o oddanie mamy do ośrodka.

Mama od urodzenia jest lekko niedorozwinięta umysłowo, ale z wiekiem to się pogarsza. Bywają chwile, że jest w miarę "normalna", ale często jakby wyłącza jej się myślenie i podejmuje dziwne i niezrozumiałe decyzje, jak choćby związek z bezdomnym, znoszenie śmieci do domu czy jedzenie nieświeżego jedzenia. Pozornie dba o siebie, czasami pracuje fizycznie, choć jest coraz ciężej.
Rodzina od zawsze się jej wstydzi, podśmiewa. Ja bronię jej jak mogę, ale sama nie daję już rady. Mieszkamy razem, choć jestem przed 30., ale nie mogę jej zostawić. Mieszkać dalej z nią też już nie mogę. Mam dość sprzątania w kółko toalety, po skorzystaniu z której wszędzie zostawia brązowe ślady. Nie myje rąk, więc brzydzę się wszystkiego w domu. Nie mam siły i czasu pilnować, żeby nie zrobiła kolejnej głupoty.

Ktoś zaproponował mi, że powinnam ją oddać do ośrodka przystosowanego dla takich osób, bo sama się wykończę (już od dawna mam zdiagnozowaną depresję). Nie wiem co robić, liczę na Wasze porady. Boję się pytać o opinię rodzinę czy znajomych, bo mimo że mi nie pomagają, dla nich to byłoby straszne wyjście. A mi jest coraz ciężej, chcę mieć własne życie i nie spędzać całych dni na sprzątaniu po niej.
Yasamen Odpowiedz

Uważam, że to dobry pomysł. W takim ośrodku zajmą się nią odpowiednio, a Ty zaczniesz żyć swoim życiem

Odpowiedzi (4)
Credit Odpowiedz

Oddaj ją do ośrodka, ale odwiedzaj jak najczęściej.

Zobacz więcej komentarzy (23)

#UKRR6

Mam 23 lata i zawsze mam gdzieś schowaną małpkę.
Zacznijmy od tego, że alkoholiczką nie jestem, piję tylko w określonych przypadkach, a właściwie w jednym.
Gdy moi rodzice wracają do domu.
Ogólnie przez 3/4 roku mieszkam sama (ja na zachodzie Polski, a oni krążą po różnych delegacjach zagranicznych i wyjazdach po całym świecie), ale czasem się zdarza, że wracają, i to jest koszmar.

Awantura jest od samego wejścia, bo buty krzywo stoją, bo ścierka leży na blacie, bo ręcznik jest mokry (nic dziwnego, skoro chwilę wcześniej wycierałam ręce). Na te kilka dni moje życie zamienia się w koszmar z dzieciństwa. Oprócz ciągłych awantur mam wyrzucaną połowę jedzenia z lodówki (bo za dużo żresz), każde moje wyjście jest okraszone lustrowaniem mojego stroju z tekstem (przestań żreć, zobacz jak wyglądasz). Zabieranie mi talerza spod nosa to też już codzienność, a muszę dodać, że moja waga jest i zawsze była w normie.

Przez to wszystko co miało miejsce w moim domu od prawie dziesięciu lat jestem bulimiczką. Udało mi się wygrać z chorobą bez niczyjej pomocy, ale gdy oni wracają, to ledwo panuję nad sobą, by do tego nie wrócić.
Wszystko co zrobię jest złe, krzywe, obrzydliwe, żałosne.
I wtedy zamykam się w pokoju i sięgam po małą małpkę schowaną w szafie. Jeden łyk i jestem w stanie nie dać im satysfakcji rozryczenia się, odłączam się i skupiam na czymkolwiek innym.
Co najciekawsze, na co dzień alkoholu nie lubię. Ale swoją rodzinę tylko po nim mogę znieść. Mimo że wiem, że to nie rozwiązuje moich problemów, to jest mi łatwiej. Po prostu.

Wiem, że powinnam się wynieść, ale gdy ich nie ma, mam opłacone wszystko łącznie z rachunkami i jest naprawdę dobrze. Dzięki temu od trzech lat pracuję ile mogę i gdzie tylko mogę, by odłożyć sobie pieniądze na życie w innym mieście. Został mi tylko rok. Rok i ich więcej nie zobaczę.
A jedyne czego bym chciała w życiu, to by ktoś kiedyś wprowadził testy psychologiczne dla przyszłych rodziców, bo wiem, że nie tylko ja miałam koszmar w domu. Setki tysięcy osób przeżywało coś podobnego tylko dlatego, że ich rodzice to świry. Na zewnątrz idealni rodzice, w domu potwory. Życie jednego mnie nauczyło: Nikt cię tak bardzo nie zniszczy, jak własny rodzic.
Vito857 Odpowiedz

Szkoda, że nie masz możliwości nie przebywać w domu, kiedy ci się ta hołota zwala na głowę.

tramwajowe Odpowiedz

Wyszłaś z bulimii, jak masz stresową sytuację to się powstrzymujesz, a mimo to napisałaś 'jestem' bulimiczką. Coś w tym jest.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#MS2r8

Jestem sama i raz w tygodniu chodzę do kina tylko po to by móc usiąść obok kogoś i udawać, że przyszłam z kimś i że mam znajomych.

Często wybieram młodych i przystojnych chłopaków. Wtedy udaję, że to jest mój chłopak i tak naprawdę nie jestem samotna.

Wiem, żałosne. I w dodatku tracę pieniądze na bilety i popcorn.
veriki Odpowiedz

Możesz nie kupować popcornu, wyjdzie o pół wypłaty taniej.

AAAAmacarena Odpowiedz

Chodzenie do kina to nie marnowanie kasy :P BTW. Wiem że wyznanie mówi o czymś innym, ale nie ma nic wstydliwego w chodzeniu do kina samemu. Nikt na to nie patrzy, a przynajmniej można się skupić na filmie i iść na to, co się chce.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#EgjmH

W życiu każdego dziecka przychodzi taki moment, w którym całe wyobrażenie o świecie dorosłych - jako o bezdennej studni niepodważalnych autorytetów - rozpada się niczym domek z kart.

Miałem dziesięć lat. Tydzień po świętach Bożego Narodzenia rodzice zrobili u nas w domu spotkanie z wujkami.
Zjadłem ciasto, wypiłem oranżadę i posłuchałem niezrozumiałego dla mnie wywodu wujka na temat literatury nowozelandzkiej, jedna z ciotek zagrała na pianinie jakiś utwór z repertuaru Stanisława Sojki (wyjąc przy tym przeupiornie), a mama skubała sałatkę z pomidorów tłumacząc, że jest na diecie i prędzej kaktus jej na oku wyrośnie, niż da się nakłonić na ciasto. Mój tata tymczasem chwalił się swoją kolekcją znaczków. Jednym słowem – straszliwa nuda.

Koło godziny 21 mama kazała mi się położyć, co też uczyniłem. O 2 w nocy obudziłem się z silną potrzebą oddania moczu (to przez tę oranżadę). Wyszedłem więc z mojego pokoju i zobaczyłem coś, czego zobaczyć nie powinienem. Towarzystwo trochę się opiło. Półprzytomny wujek zataczając się, tańczył walca z choinką, ciocia z nosem czerwonym jak dojrzała wiśnia grała na pianinie sprośną przyśpiewkę „Cztery razy po dwa razy” (wyjąc przy tym przeupiornie), podczas gdy moja mama, utytłana po czoło bitą śmietaną, wpychała w siebie pokaźny kawałek ciasta. W kącie pokoju zaś siedział mój tata i z nogami zarzuconymi za głowę, niczym jakiś jogin-masochista, usiłował podpalić swojego bąka…

Ostrożnie zamknąłem drzwi, aby nikt nie zorientował się, że wstałem. Ostatecznie odlałem się przez balkon. Trauma sceny, którą zobaczyłem, pozostała w mojej głowie do dziś.
Mikser Odpowiedz

Oj tam no, przynajmniej przy Tobie trzymali fason 😂 Aż mi się przypomniała jedna z wielu hucznych imprez u nas na ogrodzie. Wujek chodził na czworaka mówiąc "hau hau", przyjaciel rodziny będący księdzem u nas na parafii prawie spalił sobie brodę w ognisku, potykając się o śledzie z mojego namiotu, a widząca to ciotka posikała się ze śmiechu. I to dosłownie. Oczywiście do tego tańce, podczas których każdy wywijał niczym król parkietu, wyjąc nie mniej upiornie niż ciotka z wyznania. A rano zastałam ojca śpiącego pomiędzy wujkiem a jego żoną, przytulonego do mojego misia. Do tej pory żałuję, że nie zrobiłam zdjęć, ale impreza musiała być niezła 😂

Odpowiedzi (5)
MagicPower Odpowiedz

Haha wchodzę na stronę i od razu to wyzwanie, rozwaliło mnie 😉👍 Miły początek dnia 😀

Zobacz więcej komentarzy (13)

#TrLMJ

Dziś, po 3 latach treningu pole dance, okazało się, że mój chłopak wywija na rurze lepiej ode mnie. Spróbował pierwszy raz w życiu.
Mikser Odpowiedz

Jesteś pewna, że pierwszy? 😎

Kanapkaznutella Odpowiedz

Wiem z doświadczenia, że pole dance to ciężki kawałek chleba, więc nie byłabym taka pewna co do tego pierwszego razu. Chociaż może ma chłop talent 😜

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)
Dodaj anonimowe wyznanie