#IRuhp

Moim największym marzeniem w dzieciństwie były drzwi do pokoju. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale nigdy ich nie było. Jedyne drzwi były do łazienki, ale i one dawały jedynie trochę prywatności, bo połowę ich wielkości zajmowała szyba, której nikt nigdy nie zasłonił choćby kawałkiem firanki. Kiedy byłam całkiem mała, jakoś mi to nie przeszkadzało, jednak kiedy po raz pierwszy odwiedziły mnie koleżanki i zaczęły zadawać pytania "dlaczego nie masz drzwi do pokoju, nie wstydzisz się przebierać tak na widoku, nie boisz się, że ktoś zobaczy cię w wannie?", zrobiło mi się strasznie głupio. Kilka razy spytałam rodziców, czemu właściwie nie mamy drzwi w pokojach, ale albo mnie zbywali, albo twierdzili, że nikomu nie jest to potrzebne do szczęścia. Później wstydziłam się do siebie zaprosić koleżanki ze szkoły, bo bałam się, że znowu będę musiała odpowiadać na krępujące pytania dotyczące prywatności.

Kiedy weszłam w wiek dojrzewania, brak drzwi zaczął mi mocno przeszkadzać. Nie chciałam przebierać się i ryzykować, że akurat ktoś będzie przechodził obok - co moim rodzicom i mieszkającej wtedy z nami babci zdarzało się średnio co kilka minut - więc tuż nad wejściem do pokoju zawiesiłam kawałek grubej i ciemnej zasłony. Mamie ten pomysł bardzo się nie spodobał i zaraz ściągnęła zasłonę. Później kilkukrotnie próbowałam jakoś ukryć wejście do pokoju, ale skutek był zawsze ten sam - rodzice uważali, że wymyślam i pozbawiali mnie prywatności. Tłumaczyłam im, że wszystkie moje koleżanki mają drzwi i zapewnioną intymność, że w drzwiach do łazienki nie ma metrowej szyby i jest zamek, ale to wszystko na nic. Zupełnie jakby uważali, że rodzina nie powinna mieć przed sobą tajemnic. Nie wspomnę ile razy ktoś z rodziny korzystał z łazienki przy otwartych drzwiach albo wchodził do mojego pokoju, gdy próbowałam się uczyć, rozmawiać przez telefon czy po prostu przebrać w piżamę. By odrobić lekcje albo przygotować się na sprawdzian, musiałam chodzić do biblioteki, bo w domu przez cały czas chodził telewizor, grało radio albo ktoś wchodził mi do pokoju z jakąś błahostką.

To wszystko sprawiło, że byłam ciągle znerwicowana, nie umiałam się uspokoić, a brak prywatności sprawił, że bardzo wstydziłam się siebie i swojego ciała. Wiele razy, gdy przebierałam się w pokoju lub łazience, rodzice wchodzili sobie wtedy na luzie i mówili ze śmiechem "że mam trochę tłuszczyku na bioderkach, że mi rosną włoski, że ktoś powinien kupić sobie nowy stanik". Kilka razy palnęli takimi tekstami przy rodzinie, która nas odwiedzała i chciałam się wtedy zapaść pod ziemię. A oni? Byli wręcz dumni, że tak dobrze się znamy, a nie jak moi głupi kuzyni, każdy zamknięty w swoim pokoju.

Wyjazd na studia przyjęłam wręcz jako błogosławieństwo. Od wyprowadzki odwiedziłam rodziców może ze trzy razy i jakoś nie żałuję.
WrozkaSmierci Odpowiedz

To już zahacza o jakąś perwersję. Jak można wbijać dorastającej córce do łazienki i komentować jej nagość

Odpowiedzi (8)
Waniliowabeza Odpowiedz

Bez jaj, twoj ojciec tez kąpał sie z pindolem na wierzchu? Ok u mnie w domu chodzimy w gaciach obie, bez staników itd, ale intymnosc, prywatnosc, no pewne rzeczy są. I te durne komentarze :/ Rodzicom cos sie w glowach poprzestawiało, to nie jest normalne i jakies granice powinny być.
Przypomnial mi sie facet z reportażu pare lat temu, ktory chodził nago po domu z dziecmi argumentujac to " nagość jest naturalna i normalna"

Odpowiedzi (11)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#uH80z

Moja siostra Andżelika to taka typowa Karyna, madka Polka pijąca zimną kapuczine, jej jedynym osiągnięciem życiowym jest rodzenie dzieci (jest ich 5 i akurat one są spoko, w większości zajmujemy się nimi z rodzicami). Nie skończyła żadnej szkoły, pierwsze dziecko urodziła w wieku 15 lat, a ma już 37 lat. Siostra od 3 lat ma stałego partnera (każde z dzieci jest od innego ojca). Odkąd z nim jest, starają się o dziecko (w końcu to miłość na całe życie, od pierwszego spojrzenia), bezskutecznie.

Nikt nie wie, że od 5 lat (po urodzeniu ostatniego dziecka) wrzucam jej do żarcia tabletki antykoncepcyjne (oczywiście regularnie co listek robię jej przerwę, bo by ogarnęła, że coś nie halo). W planie pomogła mi moja dziewczyna, która na początku wytłumaczyła mi co i jak. Zrobiłem to dla dobra moich siostrzeńców i siostrzenic, a także dla załamanych sytuacją rodziców. Pozwalają jej tu mieszkać tylko ze względu na wnuki, bo pewnie nie miałyby co jeść ani w co się ubrać, gdyby były na nią zdane. To serio cudowne dzieciaki. Wolą spędzać czas ze mną i moją dziewczyną oraz z dziadkami niż z własną matką, która cały dzień leżałaby przed telewizorem. Szkoda na to patrzeć.

PS Moi rodzice dobrze nas wychowali, mam dobrą pracę, studiuję zaocznie (o co siostra ma ból, bo mówi, że takim jak ja się powodzi, a ona biedna musi prosić o pomoc, bo kto się zajmie dziećmi, jak ona do pracy pójdzie...). Brak słów.

Dzięki, że mogłem się wygadać.
Oretyrety Odpowiedz

Zarąbiście pogodne wyznanie jak na sytuację.

bazienka Odpowiedz

i bardzo dobrze
mozecie mnie zjesc, ale uwazam, ze taka patole nalezy sterylizowac
jestem tylko ciekawa, jak, bedac chlopakiem, zdobywasz te tabsy?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#tDaVp

Aktualnie mamy duży hejt na edukację seksualną dzieci. Kiedyś również nie byłam do tego przekonana, w końcu po co 7-latkowi taka wiedza. Ale im dłużej pracuję, tym bardziej jestem przekonana, że nauka o własnym ciele i zachodzących w nim zmianach jest potrzebna od najmłodszych lat.

Ostatnio miałam taki przypadek: dziewczynka, 8 lat, przywieziona na SOR po upadku z roweru. Noga złamana w dwóch miejscach. Podczas badania odkryliśmy, że krwawi z dróg rodnych. Powiedziała nam, że tak się dzieje od jakiegoś czasu co miesiąc. Przez kilka dni leje jej się krew. Podkłada wtedy chusteczki i tak chodzi. Na pytanie dlaczego nie poinformowała o tym mamy, odpowiedziała "Podsłuchałam kiedyś rozmowę mamy z ciocią Agatą i ciocia mówiła, że u niej zaczęło się od takiego krwawienia. Potem poszła do szpitala i wyłysiała przez leki, jakie jej dali. Nie chcę być łysa i siedzieć w szpitalu".

W skrócie - ciocia miała raka. Na szczęście u tej dziewczynki to był tylko okres, nie nowotwór. Jednak pierwsza miesiączka w tak młodym wieku jest dość niepokojąca i powinna być skonsultowana z ginekologiem. A wystarczyło przeprowadzić z dzieckiem rozmowę na temat dojrzewania i zmian, jakie występują w ciele albo puścić mu jakąś bajkę edukacyjną typu "Było sobie życie". Niestety wciąż większość rodziców omija ten temat .

Skoro uczymy dziecko, że gdy je coś boli, ma jakąś wysypkę albo leci mu krew z nosa, to ma do nas przyjść, to dlaczego są obszary zdrowia, o których nie wspominamy? W końcu to dla dobra naszych dzieci.
Laskowa Odpowiedz

Serio? Uważasz że rodzice zaniedbali tą dziewczynkę? Po prostu zły zbieg okoliczności - jej wczesna miesiączka i podsłuchana rozmowa, z której jak to dziecko, sama sobie wyciągnęła błędne wnioski. Też w tym wieku bałam się lekarzy i bałam się powiedzieć o dolegliwościach, bo bałam się leczenia, chociażby dentysty. To wcale nie znaczy, że moi rodzice schrzanili moją edukację na temat higieny zębów 🤦🏻‍♀️

Odpowiedzi (4)
Swiezychlebek Odpowiedz

Rodzice pewnie myśleli, że to za wcześnie na takie rozmowy, najczęściej uświadamia się dzieci które wchodzą w wiek nastoletni, bo przeważnie wtedy zaczynają dojrzewać

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#UYxhN

Mam 25 lat i nie cierpię dzieci. Nigdy ich nie lubiłam i w przyszłości mieć nie chciałam. Mojemu aktualnemu chłopakowi jasno zaznaczyłam, że nigdy się nie zgodzę na potomstwo od razu, gdy zaczęliśmy się spotykać „na poważnie”. Nie miał z tym problemu, wręcz sam stwierdził, że on również podziela moje zdanie.
Nie mogę brać pigułek antykoncepcyjnych ze względów zdrowotnych, więc zabezpieczaliśmy się wyłącznie za pomocą gumek. Rozważałam podwiązanie jajowodów, ale chłopak odradzał, mówił, że mogą wyjść z tego jakieś problemy. Głupia byłam, że nie zapaliła mi się czerwona lampka.
I wpadliśmy. Byłam przerażona, ale po chwili buszowania w internecie znalazłam tabletki wczesnoporonne i planowałam natychmiast je zakupić. Mój partner zareagował szałem i przyznał się, że celowo dziurawił gumki, bo zapragnął dziecka, przekonywał, że na pewno jak urodzę, to pokocham.
Zmusił mnie do porodu. Pilnował, kontrolował, groził, że jeśli coś się stanie płodowi, to o wszystkim się dowie moja rodzina, a on zniszczy mi życie.

Nie pokochałam. Nienawidzę tego dzieciaka, jest symbolem mojego zniszczonego życia.
Morału brak, jak tylko epidemia się skończy mam zamiar wyjechać, gdziekolwiek, jak najdalej, bo boję się, że kiedyś nie wytrzymam i coś mu zrobię.
Anda Odpowiedz

Ten facet to jakiś zwyrodnialec. W pełni zasłużył, żeby zostać sam z dzieckiem, a Ty, mam nadzieję, ułożysz sobie życie i będziesz szczęśliwa

Odpowiedzi (7)
asienaebaam Odpowiedz

Biedna Ty, ale mimo wszystko bardziej współczuje temu dziecku.

Odpowiedzi (13)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#EScIV

Jestem facetem i mam 25 lat, wygląd mam subtelny, żeby nie powiedzieć ''kobiecy'', jestem z wyglądu mało męski i dotyczy to zarówno twarzy, włosów, jak i figury.

Jakiś czas temu, jeszcze przed pandemią, miałem dziwną sytuację w klubie. Stałem przed barem z zamiarem posadzenia swojego tyłka na miejscu siedzącym i zamówienia czegoś do picia, bez alkoholu, gdyż podwoziłem kumpli i miałem ich odwieźć bezpiecznie do ich mieszkań. Opuściłem klucze od auta na podłogę, więc natychmiast zacząłem ich szukać. Za sobą słyszałem, jak jakiś już solidnie wcięty koleś mówił do kolegi "Staaary... To chyba najlepsza dupa w mieście!".
Spojrzałem za siebie, oboje patrzyli na mnie. Wstałem, spojrzałem na nich i powiedziałem "Ku**sa też mam niczego sobie".
Trochę im zajęło analizowanie co właśnie się wydarzyło, po czym padło soczyste "Ja pie****ę" i podpierając się nawzajem, poszli w głąb tłumu.

Cóż, swojego tyłka nie zmienię, więc od tamtej pory regularnie obcinam włosy i noszę zarost.

Dodam na koniec to, że często spotykałem się z dziewczynami, które zazdrościły mi ust oraz pośladków, brano mnie za homoseksualistę, a jeden z moich kolegów napisał mi na fejsie podczas mojej rozmowy z nim o licznych wpadkach związanych z moim wyglądem "Bóg musiał mieć ubaw, skoro zrobił z ciebie faceta i dał wygląd kobiety".
Kiedyś popadnę w kompleksy.
dnoiwodorosty Odpowiedz

Śmiechłam gromko :) I już nie trzeba było sprzątać, bo POZAMIATAŁEŚ.

didja Odpowiedz

Historia zabawna, Twoja riposta świetna... Ale dodam nutkę histerii: jak będziesz mieć wolne parę stów (może teraz trochę więcej, ceny szybują jak głupie), pomyśl o zrobieniu sobie badań genetycznych... A na pewno, jak zaczniesz z partnerką starać się o dziecko i nie daj Boże nie będzie Wam szło. Żeby upewnić się, że biologicznie na pewno jesteś 100% chłopcem i Twój, że tak powiem... fenotyp nie wynika z jakichś zaburzeń, które mogą przełożyć się na (bez)płodność.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#Mk90G

Uwielbiam podróże. Ludzie przeglądając moje media społecznościowe nie raz komentowali, że mam fajnie, zwiedzam świat. Widzą uśmiechniętego, pełnego życia człowieka. Bywam w miejscach z lazurową wodą i palmami, na górskich szlakach. Zazdroszczą, że rodzice nie mają nic przeciwko. Mówią, że też tak by chcieli, zwłaszcza że podróżuję autostopem. Pytają, dlaczego tak, czy się nie boję. Odpowiadam, że nie. Uwielbiam poznawać nowych ludzi. Zazdroszczą, bo pewnie rodzice mnie wspierają finansowo przy każdej podróży. Staram się ich wyprowadzać z błędu, mówiąc, że sam na siebie zarabiam.

Jestem sam, pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny. Jeden rodzic nie żyje, drugi woli wódkę. Odizolowałem się. Doświadczyłem przemocy fizycznej, jak i psychicznej. Ciężko pracowałem, aby nie wyrosnąć na człowieka zgorzkniałego oraz negatywnie nastawionego do życia. Podróżuję autostopem, ponieważ wtedy doświadczam tego, czego mi brakuje w życiu. Zainteresowania od drugiej osoby, serdeczności, troski. Dla kierowcy, który mi pomaga, jestem ważny. To miłe uczucie.
Wredna90 Odpowiedz

Zazdroszczę odwagi i pomysłu na siebie.

dnoiwodorosty Odpowiedz

Ja lubię wracać. Do wyleżanego dołka na łóżku, do deski sedesowej, której mogę zaufać i do wifi, które działa. I do kubka, do swojego kubka :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#Ie7Ha

Przez jakiś czas na wakacjach mieszkałam po sąsiedzku ze stadniną, a jak wiadomo gdzie konie tam i muchy. Muszę zaznaczyć, ze w tym sezonie było ich szczególnie dużo.

Pewnego dnia rozchorowałam się i nie mogłam udać się ze znajomymi, z którymi dzieliłam pokój nad znajdujące się niedaleko jezioro. Kiedy wszyscy wyszli, wpadłam na dość obrzydliwy pomysł - zdjęłam spodnie i majtki i rozłożył uda, chcąc sprawdzić co zrobią wszędobylskie muchy. Muchy po kilku minutach obficie obsiadły mnie tam na dole, i zaczęły spacerować, i robić to, co zazwyczaj robią muchy. To było niesamowicie przyjemne, ciężkie do opisania uczucie. Wkrótce doszłam i przeżyłam swój pierwszy w życiu orgazm. Od tego momentu czasem zdarza mi się mieć spontaniczne orgazmy nocą (ale nie, nie fantazjuję o muchach na moim kroczu).

PS Pragnę jeszcze tylko dodać, że myję się regularnie, dwa razy dziennie. I że zdaje sobie sprawę z tego, że muchy przenoszą choroby.
Kijofon Odpowiedz

Bzyknęły Cię muchy? 🧐

Odpowiedzi (2)
paella Odpowiedz

Najpierw powiedziały na końskiej kupie później na Twojej...

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (23)

#Fzmtf

Kiedyś pszczoła użądliła mnie w penisa i trafiłem do szpitala. Tam też okazało się, że jestem uczulony na jad pszczoły. Moja ówczesna dziewczyna odwiedzała mnie codzienni dopóki mój brat śmieszek nie postanowił jej sprankować i powiedzieć, że czeka mnie amputacja członka.

Pomimo tego, że lekarz jej wyjaśnił, że do tego nie dojdzie i wszystko z moim sprzętem będzie jak wcześniej to i tak mnie zostawiła. Po prostu wzięła torebkę i wyszła. Następnego napisała tylko, że "przeprasza, ale nie chce mieć chłopaka z wybrakowanym towarem, bo ona myśli już o przyszłości, dzieciach itd. a z moimi plemnikami to nie wiadomo jak będzie".

Dopiero po pół roku napisała do mnie znowu gdy zobaczyła na moim profilu, że dostałem awans i zarabiam dwa razy więcej niż wcześniej.
paella Odpowiedz

Brak najciekawszego - jak ta pszczoła natrafiła na Twojego penisa?

Odpowiedzi (15)
WrozkaSmierci Odpowiedz

Ciesz się, że odeszła. Strach się bać, że wasze wspólne dzieci mogłyby odziedziczyć inteligencję po matce

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#3BL8Y

Cieszę się, że jest ten cały koronawirus i wcale nie raduje mnie nieuchronny powrót do normalności. Nie z żadnych ckliwych powodów, typu: „mam w końcu czas dla bliskich”, tylko dlatego, że moja dziewczyna zachowuje się co najmniej dziwnie wśród ludzi.

Zanim wybuchła pandemia, nieraz chodziłem z Olą do klubów, restauracji, do znajomych. Za każdym razem nasze wieczory kończyły się tak samo: jedną, wielką awanturą. Olka zawsze była chorobliwie zazdrosna i potrafiła przyczepić się o największą pierdołę, a jak wypiła alkohol, to już w ogóle jej odwalało. Pamiętam jak dziś naszą ostatnią wspólną imprezę, na której zrobiła mi okropną awanturę o to, że… poczęstowałem koleżankę papierosem. Wszędzie widziała zdradę i nie pozwalała mi praktycznie wcale rozmawiać z płcią przeciwną. Już miałem obawy, że zaraz zacznie podejrzewać mnie o zdradę z którymś z kolegów i z nimi też nie będę mógł rozmawiać.

Kocham Olę, bo jest mądrą, zabawną i wspaniałą dziewczyną, ale tylko wtedy, kiedy jesteśmy sami. Najchętniej to by nigdzie nie wychodziła i – nie powiem – mi też jest z nią mega dobrze, kiedy spędzamy czas tylko we dwoje. Jednak czasami chcę też wyjść do ludzi i strasznie mnie wkurza, że nasze wspólne wyjścia zawsze kończą się takimi chorymi scenami. Kiedy rozmawiam z kolegami o tym, że się spotkamy, to od razu mówią, żebym nie brał Olki. Nie dziwię się im, bo ona za każdym razem tworzy niemiłe akcje. A potem przeprasza, całuje, a ja wybaczam – no bo jak mam inaczej, skoro ją kocham? Jestem trochę już tym wszystkim zmęczony.
mmichasiaa Odpowiedz

czy ty naprawde nie widzisz ze twoja dziewczyna jest toksyczna? po prostu szczerze z nia porozmawiaj, a jak nie podziala to pojdzcie na terapie (koniecznie razem)

palebomusze Odpowiedz

Przykro mi to pisać, ale Twoja dziewczyna to po prostu wampir energetyczny. Odcina Cię stopniowo od każdego, nie możesz jej na to pozwolić. Na Twoim miejscu zażądałbym udania się na terapię.

Zobacz więcej komentarzy (17)

#NPIMn

Jakiś czas temu działkę i dom obok kupiło emerytowane małżeństwo Z DUŻEGO MIASTA. Kupili jako domek letniskowy. Niestety nie pomyśleli, że dookoła domki jednorodzinne i ludzie typowo pracujący. Od razu zaznaczę, każdy próbował kulturalnie rozmawiać i prosić o inne zachowanie. Zawsze była odpowiedź, jestem u siebie to mogę. Ja jestem z dużego miasta to co ty z małego miasta mi tutaj będziesz mówił.

Zimą nikt nie zagląda do domu. Gdy tylko temperatura jest +20 przyjeżdżają i... palą w piecu by ogrzać stare muru. Niestety cała piwnica jest zawalona drewnem po poprzednich właścicielach - mokre drewno --> czarny dym. Do tego oczywiście wszystkie resztki, papa, listwy itp.I tak sobie siedzimy, my i sąsiedzi dookoła w domach przy pozamykanych oknach, na zewnątrz 25 stopni. Policja mówi, że nie mają narzędzi by sprawdzić poziom zanieczyszczenia dymu.

Nigdy nie miałam nic przeciwko dzieciom ale jest ich multum. 0 odpoczynku gdy są, np. po tygodniu człowiek chce usiąść z książką, zimnym drinkiem i odpocząć i... słyszę wrzaski że Ala chce siku, Sonia uderzyła Karola, Monisia nie jest głodna i wiele, wiele innych. Albo płacz i ryk.. I nie, że zachowują się jak normalne dzieci - wszyscy wrzeszczą do siebie przez całą działkę. Dorośli też biorą udział w tym cyrku. Ala chce kupkę, to chodź dziadek zaprowadzi - niesie się przez całą działkę. Noż nie można podjeść i powiedzieć? Gdy rozmawiam z kimś przez telefon w domu przy uchylonych oknach, to rozmówcy pyta co to za kinderparty mam obok siebie.

Działki są ogrodzone i przy ogrodzeniach rosną żywopłoty - większe, mniejsze różnie. Sąsiadom z drugiej strony padło kilka krzaczkowi zrobiła się dziura w szpalerze akurat na przeciwko ich zadaszenia ogrodowego (coś pomiędzy altaną a namiotem). Całą majówkę mieli przyjemność oglądać nagiego Kubusia, Alę, Sonię, Asię... jak kąpią się w basenie tuż przy płocie. Działka wkurzających sąsiadów nie jest mała, więc nie było to jedyne miejsce na ustawienie basenu.

Nikomu nic nie wolno. Jak zrobimy grilla, to źle, bo dym na nich leci. Inni sąsiedzi nie mogli naprawić alarmu ponieważ mieli urodziny Stasia, a alarm przy naprawianiu hałasuje! Sąsiad miał atak owadów na pewne krzaczki to zabronili mu pryskać, ponieważ zwiewa na ich działkę. Sąsiad odmówi, ponieważ ważne jest żeby szybko zareagować opryskami na ten konkretny typ - wezwali policję, że sąsiad truje chemicznie pszczoły, i pryska ich krzaki randapem itp. Mieli pecha, sąsiad używa biologicznych oprysków neutralnych dla środowiska poza szkodliwym owadem.

Wieść że sąsiadów nie ma na co dzień w domku szybko się rozniosła. Włamań/prób kradzieży było już 4 lub 5. Za każdym razem któryś z sąsiadów gdy coś widział dzwonił na policję. Okazuje się, że to tych którzy dzwonili wina - bo są w zmowie że złodziejami i robią to by sąsiadów wyrzucić z działki.
To oczywiście nie wszystko co robią.

Jesteśmy wredni. W zeszłym tygodniu było kolejne włamanie. Oprócz mnie 3 innych sąsiadów zauważyło. Nikt nigdzie nie zadzwonił, wróciliśmy spać.
paella Odpowiedz

Jak to nie można grilla czy alarmu naprawić na własnej działce? I Wy się podporządkowujecie, kiedy oni mają Was głęboko w poważaniu? Ludzie...

Odpowiedzi (5)
StaryTapczan Odpowiedz

Kiedyś miałam sąsiadów zj*bów dosłownie. Gówniaki (inaczej się ich nazwać nie da) wpadły do naszego ogrodu i zniszczyły nam drzewo. To była stara jabłonka, dużo nie było trzeba, by się cała połamała, ale jabłek dawała naprawdę dużo. Gówniarze uwiesiły się na gałęziach i jabłoń pękła, dosłownie, cały pień poszedł na pół. Stare drzewo, ale mimo wszystko szkoda, zwłaszcza że tyle owoców dawało. Bachory porozrzucały po ogrodzie wszystko, konewki, wiaderka, połamały mamy kwiaty. Ich rodzice z dziadkami siedzieli w swoim ogrodzie i nic. O tym co się stało dowiedzieliśmy się od innych sąsiadów. Ogród był zamknięty, ale co dzieciakom za problem przejść przez płot? Katorga. Kiedy byliśmy w ogrodzie, gówniaki celowo wrzucały nam piłkę do ogrodu i to nie na trawę, celowały w nas, w grilla, w stół. Daliśmy na nich japę, skarżyliśmy ich rodzicom i dziadkom, że celowo wrzucają nam piłkę na stół, przy którym siedzimy. Ich babka darła na nich gębę, ale poza darciem się nie robiła nic, a ich matka powtarzała w kółko „mali są, nie rozumieją”. Słucham? Dzieci lat 7 i 10 nie rozumieją? Na szczęście się wynieśli.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie