#4XAEo

Wdepnąłem w pułapkę na skorpiony - to jest taki lep, trochę jak na muchy, skorpion się przyczepia, nie może się ruszyć i w końcu umiera. Wdepnąłem w tę pułapkę boso... Jeden skorpion był już w nią wklejony i był jeszcze żywy... Przez kolejny miesiąc nie miałem nawet możliwości założenia buta, że o bólu nie wspomnę, bo najbardziej to i tak bolała ujma na honorze, że jestem takim debilem.
MamaMuminka1234 Odpowiedz

Gdzie Ty mieszkasz, że pułapki na skorpiony zakładasz?

Odpowiedzi (5)
DzikieWeze Odpowiedz

Australia? Tam wszystko jest większe i chce Cię zabić 😂🕷🦂

Zobacz więcej komentarzy (2)

#kB7J7

Kupuję za małe buty, bo chcę żeby zrobiły mi się odciski. Chcę mieć odciski, bo lubię zjadać skórkę z odcisków.
DaenerysT Odpowiedz

Poczekaj, aż Ci zacznie paznokieć wrastac.

Odpowiedzi (3)
00n Odpowiedz

Wow, to pewnie Twoja wersja obgryzania skórek z palców u rąk. Swoją drugą czy chodzi Ci o odciski z tym płynem w środku, czy te suche?

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#YPpMS

Mam od jakiegoś czasu problem ze swoją mamą. Mieszkamy razem, ja jestem w drugiej klasie liceum, a ona, tuż po czterdziestce, chyba przeżywa drugą młodość. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że… no właśnie. Trochę przesadza, posłuchajcie.

Tata odszedł od mamy do młodszej laski, jakieś 3 lata temu. Matka się kompletnie załamała, na szczęście terapia i antydepresanty z czasem jej pomogły i nie skończyła jako alkoholiczka. Cieszę się bardzo, że się podniosła i dzisiaj jest w świetnej formie. Tylko czasami mam wrażenie, że chyba w aż „zbyt świetnej”.

Moja mama ma lepszą figurę niż ja. Trzy razy w tygodniu chodzi na siłownię i dwa razy na basen plus raz w tygodniu ma zajęcia taneczne. Dba o siebie bardzo, codziennie ma pełny makijaż, zrobione włosy, zawsze ubiera się w kuse i seksowne sukienki. I tu właśnie zaczyna się problem. Od pewnego czasu ona stała się w tym wszystkim strasznie wyzywająca i wulgarna. Nie ma w sobie żadnej skromności, zakłada tak krótkie spódniczki, że prawie widać jej tyłek. Dekolt zawsze do pasa. Momentami to po prostu jest niesmaczne. Wstyd mi, gdy idzie w takim stroju na zebranie do szkoły. Ona kompletnie nie wygląda jak matka, tylko jak jakaś prostytutka. Mówiłam jej o tym, ale ona sobie nic z tego nie robi. Jednak nie to jest w tym wszystkim najgorsze.
Najbardziej mi wstyd zapraszać do siebie znajomych. Gdy tylko wpadną do mnie koleżanki, moja matka stara się grać kumpelę. Zagaduje do nich głupimi tekstami o lakierach do paznokci i próbuje rozmawiać jak ze swoimi koleżankami, nie zauważając, że to znajome jej córki, młodsze o ponad 20 lat! Najgorzej jest, kiedy przyjdą do mnie koledzy. Wtedy matka zaczyna się przed nimi wyginać, przybiera dziwne pozy, ewidentnie wypina tyłek, by przykuć ich wzrok. Flirtuje z moimi kolegami, a przecież każdy z nich mógłby być jej synem! Moi koledzy z chęcią na to patrzą i ciągną te durne pogawędki, a potem nabijają się z niej. Mam ochotę zapaść się pod ziemię, jak widzę, gdy moja własna matka robi z siebie pośmiewisko.
Co więcej, ostatnio przestałam zapraszać do siebie mojego chłopaka, bo nawet do niego ma jakieś chore teksty… Jest mi strasznie przykro i nie wiem jak z nią rozmawiać. Nie chcę, by znów wróciła do depresji, ale jej aktualne zachowanie przekracza wszelkie normy. Co jej powiedzieć, by w końcu do niej dotarło, że nie musi się tak zachowywać, by czuć się wartościowa?
CyraneczkaZKoviru Odpowiedz

Radzę żeby mama poszła znowu na terapie. Im dłużej robi takie szopki, tym gorzej.

Odpowiedzi (1)
Hyperloop Odpowiedz

Może jej wytłumacz, że fajnie że się dobrze bawi, ale nie powinna tego robić Twoim kosztem? A jak nie rozumie, to odwróć szybko sytuację, jak by to było, gdybyś to Ty wypinała sie w kusej kiecce do jej kolegów? Ona ma ewidentnie problem z samooceną, i szuka potwierdzenia z zewnątrz że jest jeszcze ladna i atrakcyjna.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#UVykU

Muszę się do czegoś przyznać.

Czasami jak mi się nudzi, otwieram w Windowsie notatnik albo Wordpada i piszę fejkowe rozmowy na nieistniejących forach, bez jakiegokolwiek zamiaru ich publikacji. Czasem wychodzi z tego dosłownie kilka stron rozmów, które nigdy się nie odbyły. Myślę, że nie jest to choroba psychiczna, bo nie mam żadnych głosów w głowie, które każą mi to robić, a ja sam wiem, że ci ludzie nie istnieją. Po prostu pisanie tych konwersacji sprawia mi przyjemność, tak samo jak czytanie ich na przykład kilka miesięcy później.

Zazwyczaj w tych rozmowach rozwijają się kłótnie. Wymyśliłem już kilka postaci, które pojawiają się w kilku plikach i ich "wypowiedzi" zawsze są bardzo pesymistyczne, a reszta "użytkowników" odpowiada i analizuje daną "wypowiedź" i w końcu temat się kończy.

Przez jakiś czas myślałem, że mi to szkodzi, że być może będzie mi to niepotrzebnie zabierać czas, bo jak już wspomniałem, nie chcę tych "rozmów" nigdzie wrzucać. Ale czasami dzięki nim dochodzę do naprawdę ciekawych i zaskakujących wniosków. Czasami dana "kłótnia" inspiruje mnie do wyszukania czegoś w Internecie i poszerzania swojej wiedzy.

Mam kolegów i nie zastępuję ich tymi wymyślonymi. Czasem po prostu zamiast obejrzeć film albo zagrać w grę wolę napisać albo przeczytać swoją wymyśloną konwersację na wyimaginowanym forum internetowym.

Błagam, powiedzcie, że nie jestem sam.
Hamcheese Odpowiedz

Spoko. Każdy, w mniejszym lub większym stopniu prowadzi konwersacje sam że sobą. Ty tylko przeniosłeś to na wyższy poziom.

darkwalll Odpowiedz

Nie jesteś sam, przecież masz wymyślonych rozmówców!

Zobacz więcej komentarzy (15)

#vTL7K

Moja korespondencja z jedną firmą, która mi dostarcza media:

"Przed chwilą był u mnie Państwa pracownik spisać stan licznika. Usłyszałam hałas na klatce schodowej, ktoś szedł po schodach, słyszałam jakąś rozmowę, stuknęły drzwi i chyba były to moje drzwi, bo odgłosy z korytarza stały się głośniejsze. Cały dzień mocno wieje, więc pomyślałam, że to przeciąg otworzył drzwi mieszkania, ale nie - do mojego mieszkania właśnie wchodził Państwa pracownik bez pytania mnie o zgodę. Mój pies był przy drzwiach szybciej niż ja, więc zostałam zapytana, czy pies gryzie. Cóż, gdyby nie pchał się nieproszony do cudzego domu, nie musiałby ryzykować pogryzienia. Szczęśliwie trafił na psa, który co najwyżej obszczeka intruza. Pan zapytany dlaczego wchodzi do mojego domu bez mojej wiedzy nie widział w tym nic niewłaściwego. Powiedział wręcz, że uznał, że nie ma mnie w domu, bo... dzwonek do drzwi nie działa, więc zamiast zapukać uznał, że nikogo nie ma (nigdy nie słyszałam, żeby niedziałający dzwonek do drzwi był dowodem na nieobecność mieszkańców w domu) i to, że otworzył i wszedł to było zupełnie przypadkiem, bo on chciał wsadzić w drzwi karteczkę, żeby do niego zadzwonić i podać stan licznika, a te drzwi to się same otworzyły.
Proszę mu przekazać, że następnym razem nie skończy się na skardze, a na wezwaniu policji. Niech się też zastanowi jak by się mogło dla niego skończyć pogryzienie przez psa i czyja by to była wina. Psa, bo broni własnego domu i nie odróżnia kto jest groźny, a kto nie? Moja, bo nie trzymam psa na smyczy w mieszkaniu? Czy kogoś, kto WŁAZI MI DO DOMU BEZ MOJEJ WIEDZY?".

Co w tym anonimowego? Żałuję, że pies go jednak nie użarł. Żałuję, że nie trzasnęłam go w samoobronie w łeb krzesłem. Żałuję, że niemal zawsze w takich sytuacjach cały wachlarz możliwych rozwiązań pojawia się w mojej głowie minimum godzinę po fakcie.
AmziToIzma Odpowiedz

Na posesję mojego kolegi też kiedyś próbował wejść jakiś człowiek. Mój kumpel ma dwa psy, owczarki niemieckie, które są łagodne i przy właścicielu nikomu krzywy nie zrobią, przeciwnie, łaszą się i proszą o zabawę, ale bronią posesji, kiedy wyczują zagrożenie. Przy bramce mają domofon i informację, aby dzwonić, jest też ostrzeżenie przed psami, tak na wszelki wypadek, ale facet zignorował i domofon, i ostrzeżenie. Zaczął się szarpać z bramką, nie mogąc jej otworzyć, usłyszała to suka i się na tę bramkę rzuciła, na szczęście złapała faceta tylko za rękaw, w ostatniej chwili się człowiek opamiętał. Gdyby go złapała za rękę, to kto miałby problem? Wyczuła zagrożenie, kiedy jakiś obcy szarpał się z bramką, ostrzeżenie było, ale pewnie problem i tak miałby mój kumpel i jego rodzina przez "agresywnego psa, który atakuje ludzi".

Odpowiedzi (1)
Agatorek Odpowiedz

tak poza głównym tematem...dlaczego nie zamykasz drzwi na klucz, kiedy jesteś w domu, a raczej mieszkaniu (domyślam się po klatce schodowej za drzwiami)?
Jak mieszkałam w bloku, to nigdy nie zostawiałam otwartych drzwi (m.in przez ryzyko kradzieży "na klamkę"), mimo mieszkania na strzeżonym osiedlu z wejściem do klatki z domofonem i kamerami.

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#aZYK7

Parę ładnych już lat temu wpadłam do mojej koleżanki. To dość dziwna, mocno ekscentryczna dziewczyna, która nigdy nie miała zbyt wielu znajomych, bo niektóre jej zachowania budziły powszechne zgorszenie. Za to miała wielu partnerów seksualnych, których zmieniała jak rękawiczki. Kiedy sobie plotkowałyśmy i gadałyśmy o pierdołach, zwierzyła mi się, że ma w zwyczaju zachowywać sobie na pamiątkę zużyte kondomy. Uznałam to za niesmaczny żart i nawet zripostowałam, że lepiej zbierać wykorzystane „prezesy” niż niechciane dzieci. Koleżanka zorientowała się, że nie uwierzyłam w jej słowa i zanurkowała gdzieś w szafie. Wyjęła stamtąd wielkie pudło, które otworzyła przed moim nosem. Było tam kilkaset gumek. Każda z nich zawiązana na supełek z przyczepioną karteczką, na której widniało imię faceta, data odbycia stosunku oraz ocena punktowa satysfakcji z tego zbliżenia…
DwaNastroje Odpowiedz

Już lepiej by to wyglądało, jakby miała pamiętnik i w nim przyklejała foliowe OPAKOWANIA po gumkach.
Swoją drogą, okropnie to musiało je*ać.

DzikieWeze Odpowiedz

Przecież to musiało śmierdzieć 😂😂😂

Zobacz więcej komentarzy (19)

#dxbG0

Koleżanka mnie poprosiła, żebym poszedł do szpitala na pediatrię, coś tam jej załatwić. Jak tylko wszedłem, to podbiegł do mnie mały dzieciak, przyładował mi z dyńki w jajca i uciekł. Przez kolejne dwa dni unikałem siadania...
FoxyLadie Odpowiedz

Może miałeś czerwone spodnie, a on właśnie w swoim wyobrażeniu był bykiem?

Odpowiedzi (4)
majer Odpowiedz

Może przypominałeś wujka?

Zobacz więcej komentarzy (1)

#XnRyU

Moja przyjaciółka jest psychiatrą... I od liceum leczy się na schizofrenię. Prawie nikt nie zna sekretu jej doskonałej empatii wobec pacjentów.

Uprzedzając pytania - tak, wolno pracować w zawodzie lekarza przy takiej diagnozie.
Lubiesloneczniki Odpowiedz

Wow, pierwszy raz jest odpowiedź na pytanie, które serio chciałam zadać!

Odpowiedzi (1)
Alessandria Odpowiedz

Mam znajomą, która ewidentnie przenosi swoje odczucia na osobę diagnozowaną, co więcej robi to z większością swoich nowych koleżanek. To tak, jakby każdy miał ten sam problem, co ona i czuł tak samo. A przecież każdy inaczej odbiera różne zdarzenia i niekoniecznie każda nieśmiała, zahukana dziewczyna była molestowana przez bliską osobę. Za każdym razem analizuje, kto to mógł być i usprawiedliwia nawet najgłupsze uczynki tych dziewczyn, kompletne nie znając ich przeszłości.To przykre, że ktoś, kto sam nie radzi sobie ze sobą, ma niby pomagać innym. :/

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#5F16n

Parę lat temu przyszłam na jedną z moich pierwszych w życiu rozmów o pracę, a właściwie o staż. Poważna, nowoczesna firma, wszystko lśni, strach było czegokolwiek dotknąć. Wchodząc do pokoju, w którym miałam mieć rozmowę, źle stanęłam, straciłam równowagę i padłam na szafkę, zrzucając z niej małą, złotą rzeźbę konia. Pan, który miał mnie przesłuchiwać, widząc całą akcję powiedział: "To nawet nie jest pani pierwszy dzień w pracy, a już mi pani konia zwaliła".

Dostałam ten staż! :D
HowDeepIsYourLove Odpowiedz

To wyznanie jest bardziej wyreżyserowane niż Titanic.

Odpowiedzi (2)
majer Odpowiedz

Nawet nie chcę pytać, na czym ten staż polegał.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#r9L5T

Czasy przedszkola, pamiętam, że była to zima. Okres ferii, mało dzieci wtedy przychodziło. W pewien dzień przyniosłam swoje lalki, zabrakło do zabawy moich najlepszych koleżanek, z pozostałymi osobami niezbyt się lubiłam. Nikt nie chciał się ze mną bawić, byłam załamana, płakałam, wręcz histeryzowałam z braku zainteresowania. Nie wiem dlaczego, ale pobiegłam do łazienki i zamknęłam się w jednej z kabin. Stanęłam na kibelku, długo myślałam, nie wiedziałam co robić, no i w końcu postanowiłam - skoczę i się zabije, wtedy wszystkie dzieci będą żałować tego, że się ze mną nie bawiły.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam. Pech chciał, że nic mi się nie stało, jedynie deska się złamała i coś tam jeszcze pękło. Szybko po tej akcji przestraszona wróciłam do zabawy. Nauczycielka nie wiedziała kto to zrobił, była wezwana nawet dyrektor przedszkola. Do dziś nikt nie wie, że to niedoszła 5-letnia samobójczyni zniszczyła jedną z ubikacji.
Reparka Odpowiedz

W sumie to niepokojące że w głowie 5 letniego dziecka w ogóle zrodziła się myśl o zabiciu siebie.

Odpowiedzi (4)
slodkieklamstewka Odpowiedz

Będąc w wieku ok 5-6 lat, podczas kłótni przyłożyłam sobie nóż do klatki piersiowej grożąc starszemu bratu że się zabiję. Na szczęście nóż był mały, do obierania warzyw... W późniejszych latach miałam spore problemy emocjonalne, możliwe więc że już od małego miałam jakieś zaburzenia. Dzieci również mogą mieć depresję.

Zobacz więcej komentarzy (2)
Dodaj anonimowe wyznanie