#h1i9b

Byłem z dziewczyną przez ponad 2 lata. Było pięknie, dogadywaliśmy się we wszystkim. Jak to w związku - zdarzały się i kłótnie. Przez pewien czas była bardzo nerwowa, co mi zaczęło przeszkadzać. Rozstawaliśmy się, potem do siebie wracaliśmy i tak w kółko, jednak byliśmy pewni, że kochamy się na zabój. Przez około 2 tygodnie coś między nami się psuło, jakoś nieszczególnie brałem to do siebie byłem pewny, że i tak jest moja i nie muszę się już starać jak na początku. Ba, jakiż ja byłem głupi. Pewnego dnia po kłótni postanowiłem się z nią ostatecznie rozstać, byłem zdecydowany jak nigdy. Nie wiem dlaczego tak naprawdę to zrobiłem, ale zrobiłem. Płakała długo, obiecała, że się zmieni. Ja byłem jak ze skały - koniec. 

Mijały dni, tygodnie. Kontaktu zero. Wiele razy chciałem napisać, ale jakoś brakło mi odwagi, mając przed oczami ją zapłakaną i to z mojej winy. Uciekałem w imprezy, nowe znajomości, pracę. Jednak coś we mnie pękło, oprócz widoku jej zapłakanej zaczęły przewijać mi się obrazy nas. Kiedy byliśmy szczęśliwi, kiedy każdej nocy wtulała się we mnie, kiedy mówiła jak bardzo mnie kocha, kiedy pragnęła ze mną dziecka... zawsze miała iskierki w oczach i cudowny uśmiech. Postanowiłem do niej zadzwonić, jednak nie od razu, odkładałem to na następny dzień. W końcu któregoś dnia wieczorem dostałem telefon. Zginęła w wypadku.

Tak więc chciałem tylko powiedzieć nie tylko mężczyznom, ale i kobietom. Doceniajcie swoją drugą połówkę, kiedy jest źle naprawcie to! Pamiętajcie o sobie nie tylko w walentynki. Nie poddawajcie się, jeżeli naprawdę się kochacie. Nie zwlekajcie, bo naprawdę czasem może być już za późno.

#10ifp

Kiedyś pracowałem w laboratorium fotograficznym. Jednego dnia przyszedł koleś, którego znam z liceum. Wyjął z aparatu kartę pamięci, podał mi ją i mówi, że jest tam 6 zdjęć jego dziewczyny nago i żebym mu zrobił po 10 odbitek każdego. Dodał, że jak chcę mogę sobie zrobić też kopie dla siebie, bo dziewczyna to szmata, która właśnie z nim zerwała i wkrótce gorzko tego pożałuje.

Faktycznie, takie zdjęcia były na karcie... Ale po chwili wewnętrznych rozterek skasowałem całą zawartość i wróciłem do kolesia z informacją, że "Niestety system plików na karcie był uszkodzony, próbowałem odzyskać zdjęcia, ale się nie udało, wszystkie są stracone". Koleś się wpienił, zaraz cały czerwony, jak nie zaczął rzucać kur*ami, no ale w końcu poszedł.

Nie znam tej laski, więc w sumie powinno mi być wszystko jedno, ale tak sobie pomyślałem wtedy - co jakby padło na moją siostrę?

#xjMKa

Rok 1997, miałem 15 lat, byłem 1 klasie LO i zostałem wykorzystany / uwiedziony przez matkę koleżanki z klasy.

Na początku roku poznałem Adę i od razu miedzy nami zaiskrzyło.

Niby na razie koleżeństwo, ale może coś więcej. W każdym razie wrzesień był gorący, a ja poszedłem odwiedzić Adę. Jak się okazało jeszcze nie wróciła od babci, ale przed sekundą dzwoniła, że za 20 minut ma autobus i za godzinę no półtorej powinna być, to mam poczekać.

Ok. Nie wiem wtedy jak to się stało i wstęp jak z jakiegoś pornosa. Ale mama Ady 38 letnia, bardzo atrakcyjna kobieta jakoś podając mi wodę tak się nachyliła iż widziałem iż nie ma stanika. Na reakcję nie trzeba było czekać i w ciągu chwili namiot w spodniach. Nie uszło to jej uwadze i powiedziała wprost dobierając się do mnie "Pokaż czym się będzie bawić moja córka". Nie wiem czemu, czy podniecenie, czy szok, ale się nie broniłem i po chwili ona naga i ja też. Jej kolejne słowa " No masz fajnego, ale muszę przetestować czy dobrze mi córkę wyru...sz"
I tak po prostu doszło do zbliżenia. Rozprawiczyła mnie starsza o prawie 20 lat kobieta.
Zero magii pierwszego razu, po prostu zostałem wykorzystany.
Po wszystkim powiedziała  Ada będzie zadowolona, rób jej dobrze i nic jej nie mów".

Kilka dni potem przeżyłem pierwszy raz z Adą i to był jej pierwszy raz, a ja skłamałem, że mój też. Dodatkowo jej jama i moja jako, że były w trójce klasowej szybko się zaprzyjaźniły i do tej pory się kumplują. Z Adą nie jestem, wyjechała na studia do innego miasta niż ja i tak się los potoczył.

#qIVx8

Byłam gruba, jestem gruba i prawdopodobnie zawsze będę gruba. W dodatku jestem niska i masywna. Taka kula. Ale akceptuję kulistość mojej sylwetki. Nie musiałam pracować nad akceptacją, po prostu wszystko mam w mojej wielkiej dupie. Wyznanie będzie dotyczyło ubioru.

Już skończyłam liceum, ale do dziś pamiętam, jakie miałam problemy w szkole przez to, jak wyglądam. W czerwcu, czyli pod koniec roku szkolnego, temperatury sięgały czasami ponad trzydziestu stopni i logiczne, że w taką pogodę ciężko wytrzymać w długich i ciepłych ubraniach (zwłaszcza będąc takim ulańcem jak ja). Do szkoły ubierałam to, co osoby z mojej klasy. W naprawdę upalne dni wskakiwałam w krótkie spodenki, zdarzało mi się ubierać też bluzki lub sukienki na ramiączkach. Regulamin tego nie zakazywał, większość dziewczyn ubierała się tak jak ja. Ale zawsze po lekcji musiałam zostawać tylko ja. I tylko mi tłumaczono, że rozpraszam chłopców, że inni ludzie się na mnie patrzą i następnym razem mam ODSŁONIĆ MNIEJ CIAŁA. Heloł, tego ciała się nie da schować (przynajmniej nikt mnie z tego powodu nie zabije).

W klasie oczywiście robiono sobie ze mnie rozmaite podśmiechujki, chłopcy robili zdjęcia moich ud lub ramion na lekcji albo na przerwie. Komedia życia - gruba ubrała spodenki, bo jest upał. Szczerze? Bardziej przykry byłby widok zapoconego, czerwonego grubasa w długich spodniach i bluzce z rękawem. Lałoby się ze mnie tak, że nie pomógłby hydraulik.

Dosłownie taki sam problem był na wychowaniu fizycznym. Mieliśmy zajęcia z młodą panią, która nie dość, że cały czas pytała, czy ćwiczę w domu to jeszcze zwracała uwagę na mój ubiór. Zaleciła mi kupno szerszej koszulki („dziecko, udusisz się, a masz czym oddychać”) i dobór stanika sportowego. Kobieto, ja mam 90F i lepiej nie będzie.
Dziwi mnie takie podejście. Dlaczego jesteśmy stygmatyzowani z powodu ciała? Skoro już to ciało jest to wiadomo, że nic się nie da zrobić z dnia na dzień. Mam sobie odciąć udo, brzuch?
Można mówić, że to dla zdrowia, dla chudnięcia. Tyle, że ja nie chcę chudnąć i pasuje mi mój wygląd, ale ludziom najwyraźniej przeszkadza.

#UiuqL

Sytuacja z dzisiaj. Wybrałam się z mamą na typowy miejski bazarek z ubraniami, butami itd. W pewnym momencie zauważyłam mężczyznę (około 30 lat) z synkiem na rękach. Chłopczyk miał około 5 lat. Ewidentnie wzrokiem szukali mamy dziecka pomiędzy straganami. W pewnym momencie popatrzyli się na siebie znaczącym wzrokiem i tata powiedział do dziecka: "Wołaj mamę". Młody przytaknął, po czym mężczyzna podniósł go na rękach do góry i chłopczyk zaczął płakać. 

Tata zadowolony ze swojego sposobu wołania małżonki kręcił chłopcem w górze, niczym syreną strażacką. Sposób zadziałał, gdyż dosłownie kilka sekund później przybiegła młoda kobieta i powiedziała spokojnym głosem: "No przecież już idę". Gdy chłopczyk ją dostrzegł momentalnie przestał płakać i z naburmuszoną miną powiedział: "No nareszcie!".

#qdhh0

Właśnie kończę liceum i... Jestem samotna.

Mam super osoby w klasie, od tych dwóch lat bardzo chcę się z kimś zakumulować, ale nikt nie chce ze mną. Rozmawiam z nimi na przerwach, czasem się pośmiejemy, ale jakby wszyscy na początku wspólnie stwierdzili, że nie chcą się ze mną zadawać. Wiele razy próbowałam się z kimś spotkać po szkole. Z jedną osobą albo z grupą. Umawiałam się na pizzę, koncerty, kino, basen, kręgle, co tylko przyszło mi do głowy. Za każdym razem kiedy wyjście było już umówione na dzień przed dostawałam jakąś wymówkę typu składam meble i nie mam czasu. Przyjmowałam odmowy spokojnie i z uśmiechem tłumaczyłam, że nic się nie stało. Bo chyba wkurzenie się mojej sytuacji nie poprawi. Znajomi z gimnazjum o mnie już zapomnieli i kontaktu odnawiać nie chcą. Mam 18 lat i nie byłam na żadnej osiemnastce, imprezie czy sylwestrze. Rodzina pyta o co chodzi, a mi jest zwyczajnie wstyd, że wszyscy mnie unikają. Cały czas widzę tylko zdjęcia z mediów społecznościowych moich znajomych, którzy świetnie się razem bawią na imprezach, na które nie byłam zaproszona. Myślałam, że coś we mnie musiało ich ode mnie odrzucać, ale przecież codziennie witają mnie przytuleniem i rozmową. Może zwyczajnie są zbyt mili żeby kazać mi spadać na drzewo i tylko nie chcą żeby mi było przykro?

Tak się tylko chciałam wyżalić, bo mam już dość. Po raz kolejny siedzę w domu po odwołanym spotkaniu. Dwa lata już spędziłam siedząc w domu. Dla wszystkich szkoła średnia to najlepszy czas w życiu i ponoć przyjaźnie tu zawarte mają być na całe życie. Kurwa mać, ja pierdole.

#qutVI

To było kilka lat temu. Tata poszedł na zakupy do sklepu spożywczego. Zapłacił banknotem 100 zł. Ekspedientka zaczęła banknot oglądać, sprawdzać, czy nie podrobiony, na co mój dowcipny tata strzelił: "No przyznaję, ładna mi wyszła". 

Ekspedientka zadzwoniła po szefa, nic nie dały tłumaczenia taty, że tylko żartował. Szef zadzwonił po policję, ci przyjechali ze sprzętem do sprawdzania banknotów. Z banknotem oczywiście wszyscy było w porządku, ale od tej pory tata już taki dowcipny, jeśli chodzi o pieniądze, nie jest.

#a2NMY

Mam 34 lata i czuję, że zmarnowałam życie. Moje znajome ze szkoły mają rodziny, domy, mieszkania, samochody, a ja nie mam nic. Nie mam nawet siły przeglądać facebooka i patrzeć na szczęśliwe życia innych ludzi, nic tam nie zamieszczam bo po co? Czym się pochwalę? Facetem pracującym na produkcji za niewiele więcej niż ja, ze słabością do alkoholu?

Spotkałam na swojej drodze kolegę ze szkoły, był szkolnym popychadłem, jąkał się, i nosił okulary. Teraz jest moim przełożonym i udaje, że mnie nigdy nie znał. Kieruje całą ogromną halą produkcyjną. Poznałam go dopiero kiedy zobaczyłam nazwisko. Mści się na mnie za czasy szkoły. Od kiedy został kierownikiem, nie mam w pracy życia. Brygadzista ciągle ma do mnie o coś pretensje, mam wrażenie, że wszystko robię źle, nie mogę odpocząć 15 sekund, albo wyciągnąć telefonu bo mam nad głową kamerę i za chwilę mam rozmowę dyscyplinującą. Nie mam już koleżanek na dziale, bo te zauważyły, że jak ze mną rozmawiają to zaczynają mieć problemy.

Zabrali mi dwa tygodnie temu dniówkę za nieprzestrzeganie przepisów BHP bo nie założyłam kasku i stoperów idąc po coś na inny dział. Nie mogłam w to uwierzyć. Dla mnie dniówka to bardzo dużo. Nie wytrzymuje tego psychicznie, chodzenie do pracy jest dla mnie ogromnym stresem. Nie mogę spać w nocy, zajadam stres i jeszcze zaczęłam tyć. Chciałam zmienić pracę, ale przez tą pandemię nie mogę znaleźć innej. Nie stać mnie na to, żeby nie pracować. Patrzę codziennie w lustro i nic mi się nie chce. Nawet takie szkolne popychadło tyle osiągnęło w życiu, a ja skończyłam jako byle kto, w byle jakiej pracy z początkami depresji i facetem, który zamiast mi pomóc mówi, żebym się ogarnęła, bo nie może mnie słuchać.

#D2bmp

Mam psa, labradora. Moja mama traktuje go jak swojego synka, czasami wydaje mi się, że nawet traktuje go lepiej ode mnie. Rozpieszczanie, spacerki, smaczne jedzonko i co najważniejsze, dużo gadania do niego, przytulania się etc... Bardzo go kocham, ponieważ mamy go od szczeniaka. Niestety trochę podupada na zdrowiu, stawy mu siadają, drogie leczenie i w ogóle.

Był okres, kiedy czuł się bardzo źle, a my myśleliśmy, że powoli od nas odchodzi. Miał wtedy 6 lat. Pewnego razu poszedł do łazienki. Nigdy tam nie przebywał, a psy, kiedy odchodzą wybierają sobie właśnie takie miejsca na umieranie. Daliśmy mu jeść, pić, przykryliśmy kocykiem, nie zapominając o miłych słowach i panice, dzwoniąc do mamy, że nasz pupil chyba odchodzi. Cała rodzina była w rozpaczy. No nic, siedzimy wraz z siostrą razem z naszym czworonożnym przyjacielem i nie ukrywając łez mówimy mu, że dziękujemy za spędzone z nami 6 lat. Nagle zaczyna zbierać mu się na wymioty. Oho, jeszcze tego brakowało... Patrzymy, a tu co? 

Zwymiotował... skarpetkę. Normalną skarpetkę. Po czym wstał i zadowolony poszedł do siebie na posłanie spać. My żegnaliśmy się z nim, a on nam takiego psikusa zrobił. Cieszył się przy tym niezmiernie, no bo w końcu usunął ciało obce ze swojego psiego żołądka.

#T4k60

Jako małe dziecko (5-6 lat) oglądając TV zawsze gdy oglądałem z kimś i była scena, gdzie się całowali, odwracałem się w drugą stronę i nie patrzyłem, co bardzo śmieszyło moja starszą o ponad 10 lat siostrę. Kazała mi patrzeć, ale ja i tak tego nie robiłem. Co innego gdy oglądałem sam, to patrzyłem i zastanawiałem się, co w tym takiego jest ekscytującego. 

Kilka dni później znowu oglądałem TV z siostrą i mieliśmy zgaszone światło, a w telewizji znowu była scena, gdzie się całowali. Chwilę popatrzyłem i zacząłem biegać wokół stołu i nie wiem jak to się stało, że chyba nawinął się temat z siorą o scenie w tv. I tak biegałem, biegałem. Nagle do niej podbiegłem i ją pocałowałem... Ona nie stawiała oporów... A ja jeszcze powtórzyłem to ze 2-3 razy w taki sam sposób, że biegłem biegłem i podbiegałem do niej... Nie było to jakie cmok cmok na szybko tylko namiętnie... Pytała mi się po tym, czy oczy zamykałem, a ja że nie bo nie wiedziałem... 

Do dziś nigdy nie rozmawiałem z nią na ten temat. Czuję po tym do niej obrzydzenie jak i do samego siebie, że pierwszą dziewczynę w życiu całowałem w wieku podanym wyżej i była to jeszcze moja siora ;/ Mam nadzieję, że ona o tym już nie pamięta. Chociaż pewnie tak, bo oboje jesteśmy w chu.. pamiętliwi. Jedyne co mnie pociesza, że siostra się wstydzi gadać ze mną na tematy intymne i nigdy nie poruszy tego tematu. Mam taką nadzieję.
Dodaj anonimowe wyznanie