#nBNX8

W ostatnie święta Bożego Narodzenia siedziałem sobie przy stole z rodziną rozmawiając i coś tam podjadając. Nagle zza drzwi mojego mieszkania zaczęły dobiegać niepokojące odgłosy.. Podchodzę zdziwiony do drzwi, razem z żoną zaczęliśmy nasłuchiwać. Słyszę: "wpuść mnie, jestem psem sąsiada, umiem mówić, bo są święta"... Zdziwiony otwieram drzwi, a tam pies sąsiada z przymocowanym do brzucha głośnikiem oraz śmiejący się wniebogłosy sąsiad.

Przyszedł przypomnieć, że miałem być u niego już 15 min temu, na umówioną, świąteczną wódkę :)
Zihat Odpowiedz

Świetna historia, krótka, treściwa i z humorem. Kreatywny ten wasz sąsiad :D

trzy Odpowiedz

Mało anonimowe, ale bardzo przyjemne wyznanie :D

Zobacz więcej komentarzy (4)

#odT0Q

Kilka lat temu, w czasach gimnazjalnych, mój chłopak (obecnie narzeczony) miał dość mocną depresję. Jego sytuacja rodzinna była ciężka, matka alkoholiczka, ojciec za granicą udawał, że problemu nie ma, problemy w szkole itp. Jedyne co mógł robić to chadzać do szkolnego psychologa i szukać porad w internecie.

Pewnego dnia pochwalił mi się, że znalazł całkiem ciekawą grupę osób z problemami, które anonimowo na pewnej stronie mogą opisać swoją historię i uzyskać porady oraz wsparcie od innych użytkowników.
Sama stworzyłam tam konto i za każdym razem, kiedy widziałam, że nikt nie odpisuje na jego posty, logowałam się i robiłam wszystko, żeby jakoś go wesprzeć.
Kilka razy potem mój luby opowiadał mi o dziewczynie, która pomogła mu wyjść z dołka (oprócz mnie).

Nigdy mu nie powiem, że to byłam ja :)
TrocheSeksu Odpowiedz

I to właśnie jest miłość... troszczysz się nawet, gdy druga osoba o tym nie wie, i nie chcesz niczego w zamian 😃

bazienka Odpowiedz

powiedzialas mu?
ja bym sie ucieszyla nawet po latach- wszak mial w tobie podwojne wsparcie

Zobacz więcej komentarzy (8)

#qgBkG

Moja rodzina uważa mnie za hipochondryczkę, bo przed wypiciem napoju w puszce myję każdą puszkę wodą z mydłem, zanim się z niej napiję.

Dziś koleżance w pracy (sklepikarce) puszka z energetykiem wpadła wprost do worka wypełnionego śmieciami z toalety - śmieciami, chusteczkami, zakrwawionymi tamponami, które miałam wyrzucić. Wyjęła ją i odstawiła na półkę sklepową. Smacznego.
Kkaamm Odpowiedz

A ile stworzeń biega po tych puszkach w magazynach, zanim trafią na sklepowe półki...

Odpowiedzi (8)
Stefana Odpowiedz

Chyba zaczne myć wszystko ze sklepu.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#jsEmF

Między 2010 rokiem a 2018 pracowałem w zakładzie pogrzebowym. Ot, nic takiego.
Często jeździliśmy na wezwania policji czy prokuratury, można rzec dzień jak co dzień.

Raz w moim bloku dwa piętra niżej mojego była awantura u młodych sąsiadów. Ktoś wezwał policję. Za jakieś kilkanaście minut dostałem info na telefon (a miałem dyżur całotygodniowy), że na takim adresie jest przewóz ciała policyjny i auto z trumną już wyjechało. Okazuje się, że to adres mojego bloku i mieszkanie, gdzie przed godziną była awantura i interwencja policji. Niby wszystko składa się w kupę, ale z balkonu widziałem, że gość już sobie palił na ławce pod blokiem.

Dojechali chłopcy, schodzę do nich, tam już całą akcja + zbiegowisko dzieci i wszystkie potencjalne klientki w oknach. Ekipa się rozkłada (trumna, worek, rękawice, maski, bo nie wiadomo co tam policja odkryła), ja im mówię, że coś mi nie gra, na to koledzy - no spoko, to ty idź sobie to wyjaśnij, skoro coś ci nie pasuje. Myślę - OK.

Wchodzę na 2 piętro, staram się wyczuć nosem, czy wszystko pachnie jak należy, dzwonię. Otwiera sąsiad. Patrzy na mnie, ja na niego. I wyskoczyłem z tekstem: Witam sąsiada, a u sąsiada wszyscy żyją? Ten patrzy jak na idiotę i mówi, że tak, jeszcze tak, chociaż chętnie by ukatrupił swoją dziewczynę. Mówię mu na poważnie, że policja zgłosiła, że jest u niego zgon. Gość śmieje się strasznie, ale mówi, że nie, u niego wszyscy żywi.

Wracam na dół do kolegów i mówię, że zero trupa, wszystkie żywe. No to za telefon i dzwonienie na policję. Po około 15 minutach okazało się, że były dwie interwencje policji, jedna była ze zgonem, a druga to awantura u sąsiada. No to pojechaliśmy na nowy adres i zrobiliśmy swoje.

Mała pomyłka, ale bardzo długo sąsiad patrzał na mnie wzrokiem pomylonego szaleńca, a sąsiadki miały przez tydzień o czym gadać. :)
Mrowkaz Odpowiedz

A S Bytom początek...

Odpowiedzi (4)
GdzieMojeTeletubisie Odpowiedz

Mama podawała swoje dane facetowi z zakładu pogrzebowego żeby zrobili rachunek za pogrzeb. Mówi swoje imię a facet na to, Jolanta, Jolunia ... wczoraj taką chowaliśmy i się uśmiechnął.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#Nun9A

Kiedy skończyłam dwadzieścia dwa lata, padłam ofiarą gwałtu.
Wymawianie tych słów na głos brzmi sztucznie i sztampowo, ale chcę to wreszcie z siebie wyrzucić całkowicie. Historia poprzedzająca to wydarzenie będzie wyglądać przeciętnie, chociaż tylko z pozoru.

Poznałam go kilkanaście lat temu. Zaczęło się niewinnie, od wymiany e-maili. Potem kontakt polegał na długiej wymianie wiadomości, poprzez które staraliśmy się wzajemnie poznać. Krok po kroku budowaliśmy relację, która przerodziła się po dłuższym czasie w związek na odległość. Dalszy etap polegał na spotkaniach, wspólnym spędzaniu czasu na gruncie realnym, aż wreszcie zamieszkaliśmy razem w okresie wakacyjnym.

Felernego lata byłam po dość stresującym roku studiów. Na terenie "polskiej metropolii" wynajmowaliśmy razem mieszkanie położone w jednej ze spokojniejszych dzielnic.

Starałam się budować z nim wspólnie fundamenty zdrowego związku. Jednak była to złudna rzeczywistość. Ów związek zaczął się stopniowo wypełniać dziwną alienacją z jego strony. Próbował mnie stopniowo ustawiać pod swoje dyktando. Coraz częściej narzekał na moje kontakty lub rodzinę. Dochodziła do tego próba alienowania mnie od ludzi, którzy stanowili bliskie mi grono zdroworozsądkowych przyjaciół. Za każdym razem, gdy on wyrażał jakieś niezadowolenie, ja stawiałam na szczerą rozmowę, dyskusję i zmiany dwustronne - czyli coś, co robi dwójka dorosłych ludzi, chcących pójść na kompromis lub przezwyciężać przeciwności losu. Toksyczność tego jegomościa polegała na coraz mocniejszej próbie wmawiania mi, że jestem kimś innym niż w rzeczywistości, natomiast moje fundamenty związane z przyjaźniami lub pasjami - to jedno wielkie gówno. Dalej, w wyniku takich działań, pogłębiało się zdystansowanie między nami. Mimo prób mediacji i jakiegoś szukania wyjścia z owej "toksyczności" oddalaliśmy się od siebie. I tutaj docieramy powoli do kuriozum.

Około 2 miesiące później, podczas wspólnego mieszkania z nim, dostałam jakiegoś zapalenia okolic intymnych. Byliśmy u ginekolog. Dostałam leki, co wiązało się z brakiem "wiadomej cielesności". Po pewnym czasie zauważyłam, że za każdym razem, gdy on robi mi kolację, po jedzeniu jestem zbyt senna. Poranne posiłki robione przez niego dawały efekt osłabienia. W końcu takie regularne stadium zmęczenia, osłabionego organizmu, skończyło się tym, że któregoś ranka obudziłam się po stosunku (dalej byłam na lekach), którego nie pamiętałam. Ten człowiek zgwałcił mnie analnie. Niedługo później, na jego komputerze, znalazłam zdjęcia - przedstawiające mnie w bieliźnie, śpiącą jak śnięta ryba. Nie pamiętałam ani stosunku, ani faktu robienia owych zdjęć.

On wszystkiego się wypierał. Reagował agresywnie. Próbował mnie zgnoić. Zerwaliśmy. Od tamtych wydarzeń minęły 4 lata, a moja trauma wciąż trwa.
Yaspis Odpowiedz

Współczuję, mam nadzieję, że wyjdziesz z tego.

Selevan1 Odpowiedz

I nie zgłosiłas na policje mając zdjęcia? Próbowałaś jeszcze z nim rozmawiać?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#dpTBu

Sytuacja dosłownie sprzed chwili, potrzebuję się wygadać.

Jestem młodą dziewczyną i od kilku lat mieszkam za granicą (w nieistotne jakim kraju). Mam właśnie kilka dni wolnego, więc jadę do Polski do rodziny - tyle słowem wstępu.

Byłam na peronie trochę wcześniej i czekałam na mój pociąg, był totalny spokój. Nagle pojawił się koło mnie starszy człowiek - siwy, z podbitym okiem i kilkoma pozszywanymi ranami na głowie, najwyraźniej lekko nietrzeźwy. Podszedł do mnie bardzo niepewnie i z niepokojem zapytał, czy mówię po polsku.

W mojej głowie w takich sytuacjach zawsze rozgrywa się szybka kalkulacja - czy powinnam się przyznać, że tak, czy może lepiej uniknąć potencjalnych problemów i udawać obcokrajowca.

Jednak coś mnie w tamtym momencie tknęło.. Sama wiem, jak to ciężko na emigracji bywa, jak nieraz trudno się połapać na dworcach za granicą, tym bardziej bez języka.. Wiec się ujawniłam i tak się to wszystko zaczęło.

Pan - całkowicie wniebowzięty, że mnie spotkał - wypytywał najpierw o podróż, czy na dobry peron trafił, czy "tędy do Polski" itp. Na wszystko odpowiadałam zgodnie z prawdą - trafił dobrze, jedziemy razem, nie ma przesiadek. Myślałam, że na tym się skończy (a nawet się cieszyłam, że mogłam być pomocna), ale on się niestety do mnie dosiadł i zaczął opowiadać różne historie, popijając wódkę z gwinta. Wtedy żałowałam, że się przyznałam do polskości; mówiłam, że mnie te rzeczy nie interesują, że nie chcę z nim rozmawiać i zajęłam się telefonem, ale on był nadal natrętny. Gdy pociąg przyjechał, to niestety też się dosiadł. Byłam zła. Oznajmiłam, że nie rozmawiam podczas podróży, włożyłam słuchawki do uszu i miałam spokój. Jakoś to zaakceptował (nadal popijając) i jechaliśmy.

Podczas kontroli biletów stało się coś nieoczekiwanego - konduktor uprzedził mnie, że w pewnym mieście trzeba się będzie jednak przesiąść do innego wagonu, bo kilka ostatnich odczepiają - OK, to nowość. Wiedziałam, ze pan menel tego nie zrozumiał, ale byłby straszny wstyd, gdyby inni pasażerowie się zorientowali, że mówimy w tym samym języku (polscy emigranci na pewno mnie teraz zrozumieją), więc stwierdziłam, że powiem mu o tym tuż przed tym miastem, a potem się szybko przeniosę do innego wagonu i go zgubie.
Jednak dosłownie dwie minuty jazdy przed tym miejscem pan udał się do toalety (nie szczędząc sobie pijackich krzyków).
No i co wtedy? Pomyślałam "gościu, straciłeś właśnie jedyną okazję, żeby się ode mnie dowiedzieć o tej przesiadce"... Zaczęło mnie dręczyć sumienie - jak mam się teraz zachować? Pobiec za nim i mu szybko powiedzieć, bo powinnam? Zignorować ten fakt i siedzieć dalej, ale potem się zadręczać?
Mam w sobie dużo egoizmu, niestety lub stety...
Wzięłam pod uwagę, że nie respektował moich próśb o zostawienie mnie w spokoju i zostałam na miejscu, a że był długo w toalecie, już się przesiadłam.

Teraz jadę dalej... Nigdzie go nie widzę. I trochę mnie dręczy sumienie.
Ivanhoe Odpowiedz

Czekam na nagłówek w prasie. "Pijany awanturował się w pociągu. Krzyczał że chcą go zawieść do Birkenau."

Sibling Odpowiedz

Znalazł sobie cwaniura pijaczyna przewodnika za frajer. Niech Cię sumienie przestanie dręczyć.

Zobacz więcej komentarzy (11)

#rQEko

Nienawidzę swojej matki. Zdaję sobie sprawę, jak to brzmi, dlatego już spieszę z wyjaśnieniem.

Od zawsze byłem niechcianym dzieckiem, o czym dosyć często mi przypominała, usłyszałem od niej więcej razy "ty chu.. je..ny żebyś zdechł" lub "mogłam cię wyskrobać i miałabym spokój" niż "kocham cię, synu". Jestem "kochanym dzieckiem" (mam ponad 25 lat) tylko kiedy coś dla niej zrobię, np. wyślę e-mail, bo tego zrobić nie potrafi mimo wielu prób nauczenia jej.

Doprowadziła do rozpadu swojego małżeństwa, bo ile można słuchać ciągłych wyzwisk i narzekań, sama dążyła do awantur i kłótni, niejednokrotnie z rękoczynami. Doskonale pamiętam, kiedy podczas kłótni z moim ojcem szarpała się z nim, a mi, małemu dziecku, kazała iść do kuchni i przynieść nóż. Do kuchni poszedłem ze strachu, ale noża nie przyniosłem. Każdą awanturę odreagowywała na mnie. Byłem jeszcze w podstawówce, kiedy pewnego wieczora mój ojciec po kłótni wyszedł do sklepu, a ona po prostu mnie popchnęła i zaczęła kopać dla odreagowania, a po wszystkim powiedziała "tylko nie rycz, bo ten chu.. wróci i będzie się mnie czepiał", więc nie miałem innego wyjścia, jak tylko tłumić wszelkie emocje, przecież gdyby się wydało co zrobiła miałbym jeszcze gorzej.

Oparcie znajdowałem w moich dziadkach, jej rodzicach. Próbowali przemówić jej do rozsądku, żeby się uspokoiła, dziadek nawet groził, że pozbawi ją praw rodzicielskich, jak nie przestanie mnie bić i wyzywać. Poskutkowało na jakieś 2 tygodnie, później było tak jak wcześniej. Niestety dziadek zmarł, kiedy byłem jeszcze w podstawówce, a babcia nie miała siły sama walczyć w sądzie. Jedyne co mogła zrobić, to pozwalać mi spać u siebie i bronić słownie, co później poskutkowało tym, że moja matka zaczęła robić z siebie ofiarę, płacząc, że ona jest niekochana, a babcia woli mnie od niej i z zazdrości ją wyzywała i życzyła śmierci.

Kiedy już dorosłem i się przeprowadziłem do innego miasta, za namową mojej dziewczyny postanowiłem udać się do psychologa. Kiedy moja matka się dowiedziała o tym, zaczęła się litania, że po co ja tam chodzę, opowiadam obcym ludziom o prywatnych sprawach i co najlepsze z tego wszystkiego, jak powiedziałem jej, że przez jej traktowanie mam problemy emocjonalne, to stwierdziła, że "już nie jesteś dzieckiem i cię nie biję, to z czym ty masz problem, a poza tym w beczce cię nie trzymałam, to nie miałeś tak źle".
Kochana mamusia, bo mnie nie trzymała w beczce, no po prostu szok.

Wiem, że całe to wyznanie brzmi jak fejk, ale uwierzcie, chciałbym, żeby to wszystko było zmyślone. Nie wiem jak dobrze zakończyć to moje narzekanie, więc napiszę tylko tyle, że życzę wam, żebyście byli lepszymi rodzicami niż moja matka.
Ivanhoe Odpowiedz

Dobre zakończenie powinno brzmieć, "...i od tej pory nie miałem już kontaktu z kochaną mamusią, więc nie wiem jak jej się tam powodzi".

Odpowiedzi (1)
Samanti Odpowiedz

Zerwij wszelkie kontakty z tą wariatką, wyprowadź się, nie podawaj adresu, numeru telefonu, odetnij się całkowicie. Żeby jej tak na starość nie miał kto podać szklanki wody, za piekło które Ci zgotowała.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#VUsR8

Cała akcja działa się jakieś 15 lat temu w przedszkolu. Otóż pewnego dnia w moim kochanym przedszkolu miała miejsce awaria toalet. Przedszkolanki mówiły, żebyśmy starali się wytrzymać i ewentualnie robili tylko siku. A że moja przemiana materii od małego była na przerażającym poziomie, to krótko po śniadaniu musiałem, no po prostu musiałem udać się na "posiedzenie". Jednak co zrobić, awaria toalet, zakaz od ulubionej przedszkolanki... więc mały ja sprytnie rozegrał tą sytuację i załatwił się do śmietnika w toalecie.

Nigdy nie uwolnię się od żartów mojej rodziny po tym, gdy cała akcja wyszła na jaw.
OhJeez Odpowiedz

Ale w sumie jak na pomysł przedszkolaka, to wcale nie taki zły. No awaria toalet, potrzeba potrzebą, a właściwie sranie do śmietnika nie jest jakieś bardzo niehigieniczne i nie powoduje większych problemów w sprzątaniu. Lepiej tak niż na przykład obok ubikacji. Droga rodzino autora, proszę przestać z niego żartować, to wcale nie było złe rozwiązanie!

Odpowiedzi (6)
bazienka Odpowiedz

lepiej do kosza ni w majty albo jakbys to upchnal gdzies w kacie i zaczelo smierdziec....

Zobacz więcej komentarzy (3)

#Ss6Bu

Kiedyś podróżowałem stopem, jeździłem tak i po Polsce, i po Europie. Gdy już dorobiłem się auta, sam chętnie zabierałem autostopowiczów.
Kiedyś podwoziłem jakąś młodą dziewczynę, a ta po paru kilometrach powiedziała, że mam się zatrzymać i dać jej dwie stówy, bo inaczej pójdzie na policję i zezna, że się do niej dobierałem.
Z auta ją wywaliłem, a od tamtej pory żadnych autostopowiczów nie zabieram.
NocnaZmora Odpowiedz

Strasznie to smutne, że takie istoty istnieją. Kiedyś też jeździłam na stopa (ostatni raz jakieś 3 lata temu) ale trochę się boje i przestałam.

Stayweird Odpowiedz

Swoją drogą jest odważna w swojej głupocie. Bym się bała ze po takim tekście ktoś serio sie zacznie do mnie dobierać...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (6)
Dodaj anonimowe wyznanie