#mjHjz

Źle przeczytałem nazwisko dziewczyny, z którą się spotykam. Zamiast jej prawdziwego nazwiska, mój chory umysł podpowiedział mi jego odmianę, która chcąc nie chcąc kojarzy się z... klozetem.
Nie potrafię wyrzucić tego obrazu ze swojej pamięci i wziąć ją na poważnie. Zawsze kiedy z nią rozmawiam, mam przed oczami gadający kibelek.
jankostanko33 Odpowiedz

Rada jest jedna. Musisz się z nią szybko ożenić, wtedy przyjmie twoje cudowne nazwisko i będziesz mógł ją traktować poważnie.

Odpowiedzi (3)
majer Odpowiedz

Coś jak z Mirosławem Klose. Zawsze przed oczyma staje mi klozet.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#LjFhB

Poniższy tekst tyczy się kupowania zwierząt na święta.

Wczoraj zadzwoniła kuzynka, żebym przyszła zobaczyć kota jej brata. Myślę sobie, że pewnie przebrali go w jakieś ubranka świąteczne. Wchodzimy z narzeczonym do nich, witamy się, coś mi nie gra. W łazience karton z kocykiem, ich kotki nie widzę. Przemknęło mi tylko przez myśl "nie żartujcie sobie, że kupili nowego kota".

Chwilę później wyciągają małego kocura rasy ragdoll. Urocze stworzenie, OK, ale czemu go kupili? Powód: kotce, którą mają odbiło i stała się agresywna. Nowy kotek jest prezentem dla ich synka, któremu dopiero co stuknął roczek.

Dla wyjaśnienia - mieszkam z tymi ludźmi w jednym dużym domu, mamy tylko oddzielne wejścia. Znam tę kotkę od małego, pilnowałam jej na samym początku, jak nie mieli czasu. W późniejszym okresie przychodziłam i normalnie się głaskała, tak samo było, jak urodziło się dziecko. Kotka całymi dniami go pilnowała, leżała pod wózkiem, ogólnie dobrze się zachowywała. Teraz pokazują mi rączkę młodego "Tutaj go ugryzła, popatrz". W porządku, ugryzła, ale czemu?

Kolejne wyjaśnienie: mój kuzyn, a ojciec tegoż dziecka i właściciel kota, ma tragiczne przyzwyczajenia odnośnie zabaw ze zwierzętami. Kotkę często straszył, popychał ją na podłodze, tak aby zatrzymała się 2 metry dalej itp. Z moją i jego suczką owczarka niemieckiego (podzieliliśmy się płatnością za nią) bawi się na zasadzie wiecznego drażnienia, rzucania się na nią z góry, przepychania. Pies zaczyna gryźć w obronie. On nie widzi w swoim zachowaniu nic złego. Pies ten mieszka w kojcu, aktualnie zajmuje się nim tylko ja z narzeczonym, chodzimy na spacery, normalnie się bawimy, tresujemy.

Nawiązując do jego przyzwyczajeń, tak samo uczy syna, który ciągnie kota za ogon, sierść (kotka jest dosyć puchata). Dziecko tak samo zachowuje się względem owczarka i mojego innego psa, starego yorka, który jak tylko widzi młodego, to pokazuje zęby. Też go kiedyś pociągnął za ogon.

Teraz posadźcie niewinne, nierozumne jeszcze dziecko, którego rodzice podżegają do dręczenia (tak to trzeba nazwać) kota, a po drugiej stronie zwierzę, które usiłuje się bronić. Siedzą tak ze sobą całymi dniami, kot się czuje jakby był z oprawcą w domu i zaczyna świrować. Nawet nie wiecie jaka przerażona była, kiedy przyszliśmy. Leżała w kącie kanapy, na każdy krok w jej stronę odpowiadała syczeniem.

Decyzja zapadła z ich strony "Uśpimy ją albo oddamy, bo jej odwaliło, agresywna jest". Moje sugestie, żeby iść do weta, może coś ją boli - "Nie". Sugerowanie, że dziecko coś zrobiło nieświadomie kotu - "Nie, to wszystko jej wina"...

Mi brak słów, nijak przegadać ludzką głupotę. Nowy kot zapewne skończy tak samo, był kupiony pod wpływem chwili, jest prezentem. Żal mi tych zwierząt. Dlatego mój apel - zastanówcie się 200 razy, zanim kupicie żywe stworzenie.
ZapachZimy Odpowiedz

Debilom powinno się zabronić posiadania jakichkolwiek zwierząt. I dzieci.

cytrynkaporzeczka Odpowiedz

Znam pewne małżeństwo. Posiadają 3 dzieci i stwierdzili, że w takim razie będą mieć 3 psy, żeby każde dziecko miało własnego psiaka. Tak więc mając 2 psy na łańcuchu na podwórku dokupili 3 psa, który miał być w domu. Problem jednak tkwił w tym, że żadne z dzieci nie opiekowało się poprzednimi psami i nie chciały kolejnego. Pies szybko wylądował w budzie, bo nie miał kto z nim wychodzić na spacery. W kojcu ma tyle odchodów, ze musi po nich deptać, bo nie ma jak tego ominąć. A rodzice? Śmiali się ze mnie gdy opłakiwałam śmierć mojego psa a zarazem jedynego przyjaciela przez wiele smutnych lat. A ja cały czas namawiam męża na przygarnięcie pieska, bo pomimo posiadania małego dziecka i zmęczenia z tym związanego, cały czas brakuje mi mojego przyjaciela przy boku.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#YqAtF

Cieszyłem się, jak mój ostatni dziadek umarł.

Jak miałem więcej niż 5, ale mniej niż 10 lat, dziadek miał wylew i po tym nie był w stanie chodzić, więc resztę życia leżał na łóżku. Mama co tydzień do niego jeździła w odwiedziny (nie dla spadku, dziadek żył do końca życia w nędzy), a moi wspaniali nadopiekuńczy rodzice w dni wolne i wakacje nie chcieli mnie zostawiać w domu samego, więc byłem skazany zawsze tam jechać. Nienawidziłem tego, z dziadkiem nie było o czym rozmawiać i wolałem spędzić ten czas na zabawie z kolegami, niż siedzieć w tym brudnym śmierdzącym domu.

Jaka to była ulga i radość dla mnie, gdy w końcu zapłakana mama przyjechała ze szpitala (gdyż stan dziadka jakoś tydzień przed śmiercią się pogorszył i go tam zabrali) i powiedziała, że dziadek nie żyje... Oczywiście udawałem, że mi smutno.
Rest2 Odpowiedz

Łatwo autora osądzać ale nikt nie wie czy autor zdążył nawiązać z dziadkiem jakąkolwiek więź zanim dziadek miał wylew, biorąc pod uwagę wiek autora bardzo wątpię. Jeśli nie to nic dziwnego, że w taki sposób podchodził do sytuacji. Dla niego to był praktycznie obcy człowiek.

Odpowiedzi (3)
Sara1234567 Odpowiedz

Nigdy nie rozumiałam jak rodzić może obarczać dziecko maartwymi/umierającymi członkami rodziny.
Moja matka w imię "co ludzie powiedzą" zajmowała się babką, stara wredna próchnica, ale "co ludzie powiedzą". I tak się zajmowała, że wyeksmitowała mnie z mojego pokoju na podłogę (dziecko w w wieku wczesno szkolnym) i jeszcze miala pretensje, że śmiałam się sprzeciwiać.
A na koniec budzi mnie w śródku nocy żeby mnie" pocieszyć" bo próchnica w końcu zdechła. Jakby bylo mi przykro, że w moim pokoju leży trup..

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#ZkTfk

Przypomniały mi się ostatnio częste wizyty w starym domu babci, gdzie przyjeżdżała również moja ciocia z kuzynem (moim rówieśnikiem).
Miałam prawie 9 lat, on - nieco ponad osiem. Bawiliśmy się całymi dniami z licznym kuzynostwem (młodszym), a gdy ono poszło spać, oglądaliśmy filmy na strychu.
Nie pamiętam, jak to się zaczęło, ale wpadliśmy na pomysł, aby się pocałować, jak w tych wszystkich amerykańskich filmach, które widzieliśmy. Zaczęło się niewinnie, od "cmoknięcia", tudzież buziaka w policzek, ale im więcej czasu od tego zdarzenia mijało, tym bardziej nam się to podobało. W końcu doszliśmy do tzw. pocałunku z języczkiem, który nazywaliśmy "tak, jak to robią dorośli". Czasami nawet przestawaliśmy się bawić z kuzynostwem na jakiś czas, żeby zamknąć się razem w toalecie i móc się całować.
Ustaliliśmy specjalny kod, którego używaliśmy, gdy któreś z nas "miało ochotę".
Spotkania powtarzały się przez kolejny rok, może dwa lata, po jakimś czasie kuzyn coraz bardziej nie miał ochoty na nasze "zabawy", aż w końcu na wiele lat przestaliśmy to robić.
Mimo to wciąż mam z nim dobry kontakt. Myślę, że jest jedyną osobą, którą mogę nazwać przyjacielem.
Spotykamy się praktycznie tylko w wakacje i święta, a gdy jesteśmy sam-na-sam, śmiejemy i zastanawiamy się, co my wtedy mieliśmy w głowach.
Nikt się nigdy nie dowiedział, jesteście pierwsi.
gruszkinawierzbie Odpowiedz

W końcu ktoś, kto się śmieje, a nie kończy wyznania "Mam nadzieję że nie pamieta"

IrisvonEverec Odpowiedz

Czasem przerażają mnie dziecięce pomysły na zabawy. Jak przypomnę sobie jeszcze, co ja robiłam, jak byłam smarkata i poczytam tego typu wyznania, jak to, to zaczynam się zastanawiać, co odwali moja córka za kilka lat. 😨

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#n9XbI

Pracuję w biurze wraz z kilkunastoma osobami. Jest normalny dzień, jak to w korpo. Góra papierów i milion telefonów. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby nie pewna dziewoja.
Od roku pracuje u nas typowa blondynka. Ma już na koncie kilka dziwnych akcji, ale dzisiejsza przebija wszystko.

Siedząc przy swoim biurku, mam zaszczyt widzieć jej monitor i w sumie wszystko co pisze. Dostała dzisiaj za zadanie napisać życzenia świąteczne na stronę - nic prostszego!
Ale nie dla niej. Patrzę, co ona robi: napisała tekst, wrzuciła jakąś grafikę i jedyne co jej zostało, to marginesy. Jako że nasza strona ma określone wymogi i czcionkę, blondi stara się do niej zastosować.

I tu nadchodzi czas na kulminację wyznania. Dziewoja marginesy wyznacza... od linijki. Normalnie przykłada 30-centymetrową linijkę do monitora i sprawdza ile cm ma margines i jak to na blondi przystało, przesuwa całe linijki spacją.

Poplułam się z wrażenia. :D
esen1a Odpowiedz

Trzeba było podejść i pokazać jak się to robi, może dziewczyna ma problem z obsługą edytora tekstowego (może i nie powinna mieć na tym stanowisku). Nie ma co się śmiać bo samemu tez niekiedy robi się błędy, z których inni się śmieją. Pracowałem kiedyś w korpo i to jedna z tendencji pracy w tego typu przedsiębiorstwach.

Tayla Odpowiedz

Zapomnialas wspomniec ze jest blondynka.
Tak na powaznie skoro widzialas ze miala problemy to jaki byl problem podejsc i jej pomoc? Lepiej stac obok i sie smiac.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#ZIl89

Kilka ładnych lat temu, jeszcze jako nastolatka, zostałam zaproszona na randkę przez chłopaka ze szkoły.
Poszliśmy do kawiarni, ja wzięłam kawę i jakąś bezę, a on ciasto z truskawkami.

W pewnym momencie nadział jedną z truskawek na widelec i podstawił mi ją pod nos.
Za Chiny nie zorientowałam się o co mu chodzi i zamiast ją zjeść, powiedziałam "no widzę przecież, że to truskawka, nie musisz tak tego do mnie przysuwać".

Chłopak się speszył, ja nie wiedziałam o co chodzi.

Doszło to do mnie dopiero dziś wieczorem, kiedy opowiedziałam o tym mojej koleżance, a ona uświadomiła mi moją tępotę.

PS Drugiej randki nie było.
cytrynkaporzeczka Odpowiedz

Sama należę do ludzi tępych życiowo więc akcja bardzo w moim stylu. Trochę chichłam.

Odpowiedzi (2)
Swiezychlebek Odpowiedz

Lepiej późno niż wcale.

Zobacz więcej komentarzy (10)

#w9zQh

Czasy gimnazjum, kilkanaście lat temu. Określenie "gimbaza" jeszcze wtedy nie funkcjonowało, ale dwóch kolegów z klasy mogłoby uchodzić za prekursorów gatunku.

Mianowicie wpadli na bardzo "inteligentny" pomysł, by wydrukować nekrolog nielubianej przez nich nauczycielki i powiesić kartkę wśród innych na bramie pobliskiego kościoła.
Sprawa szybko się wydała, nauczycielka dosyć mocno to odczuła zdrowotnie, sprawców nie wykryto.

Tzn. nie wykryto do pewnego momentu. Bo ja wiedziałam, kto to zrobił. Przypadkiem siedziałam na tylnym siedzeniu samochodu zaparkowanego pod bramą (mama załatwiała coś w kościele), więc koledzy mnie nie widzieli, pomimo iż uważnie lustrowali i nasze auto, i to stojące obok. Nie, nie doniosłam. Bałam się, że się dowiedzą (a był to typ ludzi, którzy potrafili uprzykrzyć życie), zresztą nawet nie byłam pewna, czy dyrektor mi uwierzy na słowo, bo innych dowodów nie miałam.

Co zrobiłam? Wydrukowałam ich nekrologi, powiesiłam na tej samej bramie oraz na wszelki wypadek na wejściu do szkoły. Co zabawne, koledzy na ich widok tak się wystraszyli, że ktoś ich wykrył, że sami poszli do dyrektora i się przyznali. Musieli przeprosić nauczycielkę na apelu w obecności całej szkoły, do tego obniżono im zachowanie.

Nikomu nigdy się nie przyznałam, że to byłam ja. Bo nauczycielka była surowa i wymagająca, miała też specyficzny sposób bycia i wypowiadania się (możliwe, że ze względu na wiek), ale była też sprawiedliwa, odnosiła się z szacunkiem do uczniów i nikogo nie faworyzowała ani nie gnębiła (nawet wspomnianych kolegów po całej sytuacji traktowała na równi z innymi). I chociaż nie lubiłam jej przedmiotu, to do dziś wspominam ją jako jednego z najlepszych nauczycieli, jakich spotkałam w swoim życiu. A wtedy po prostu uznałam, że nie zasłużyła na coś takiego tylko dlatego, że dwóch dzieciaków nie radziło sobie z materiałem i w taki sposób postanowili to na niej odreagować.
TheDarkestLarrie Odpowiedz

Wszyscy się tak dziwią, że "jak to tak, nauczycielka zachorowała?", ale zobaczyć coś takiego dla niektórych jest poważną sprawą, nie od dziś wiadomo, że silny stres działa na ludzi negatywnie. U nas w szkole np. ktoś na lekcji udawał, że rzucał granat i klasa umówiła się, że schowa się pod ławki. No wkrętka się udała i to nieźle, bo nauczycielka przebywała kilka miesięcy na urlopie zdrowotnym, a po powrocie nie wyglądała najlepiej. Dlatego akurat nie dziwi mnie reakcja nauczycielki.

Odpowiedzi (4)
ZapachZimy Odpowiedz

Czy to było Gimnazjum 6 imienia wąsatego Marszałka w mieście Świętej Wieży? Pamiętam identyczny "numer"...

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#bVRya

Piszę to wyznanie, żeby uświadomić pewną "grupę" ludzi. Przeważnie są to mężczyźni, ale kobiety również do niej należą, chociaż na pewno jest ich mniej.

Jest takie przekonanie w męskim gronie, że kobiety lubią się przyczepić za byle co, mają fochy i to magiczne "domyśl się".

Mieszkam z moimi kumplami w wynajętym mieszkaniu. Ogółem są inteligentni, studiują wymagające kierunki, ale są tak tępi życiowo, że już ręce opadają. Jednym słowem bardzo nieogarnięci. Tylko ja rozumiem, że ktoś z natury jest taki (sam jestem nieogarnięty), ale oni w ogóle nie wykazują chęci do zmian. Wiadomo, wspólne mieszkanie, to i jakieś obowiązki są. Raz czy dwa razy coś pożyczyć, ale nie ciągle.
Umówiliśmy się tak, że każdy kupuje po kolei wspólne artykuły, takie jak: mydło, srajtaśma, płyn do naczyń. Ja zacząłem i koniec na tyle. Jak ja nie kupię srajtaśmy, to oni będą się rękami podcierać. Jak nie kupię płynu do naczyń, to nie będą zmywać, chociaż tutaj i tak jeden kumpel to fenomen. Tak zwany kolekcjoner, wszystko zbiera i trzeba chodzić do niego do pokoju po naczynia, bo już brakuje.

Jeden jest gruby i w dodatku od niego je*ie, nie napiszę, że źle pachnie, bo to nie zobrazuje powagi tej sytuacji. Potem wielce zdziwiony, że powodzenia wśród kobiet nie ma. A potem słyszysz, że kobiety to lampucery, patrzą na kasę i z samymi debilami chodzą, a tacy faceci jak on nie mają kobiet. Sam nie mam dziewczyny i nie miałem, to co ja mu powiem, ja wyznaję zasadę, że aby komuś dawać wskazówki, to trzeba być przykładem, bardzo nie lubię, gdy ktoś jest "ekspertem w czymś", a nic sobą nie reprezentuje.

Sam święty nie jestem, ale jak ktoś zwraca mi uwagę, to się nie gniewam i staram się poprawić. A u nich to jak głową w mur, w dodatku łatwo ich urazić. Zwrócenie uwagi podziała na chwilę, następnego dnia jest od nowa Polska Ludowa. Próbowałem w ramach żartów przygadać, czasem już dość chamsko, to tak samo, czyli nic. Sam bardzo porządkowy nie jestem, czego mój pokój jest przykładem, tylko że ja sam z niego korzystam. We wspólnych pomieszczeniach trzymam rygor, gdy coś mi spadnie, to podniosę, jak pochlapię stół, to od razu zmyję, zmywam naczynia po jedzeniu, tak żeby nikt po mnie tego nie robił. A jak chcę zrobić sobie jedzenie, to muszę najpierw pozmywać naczynia, które będą mi potrzebne i dopiero wtedy zaczynam gotować. Jak zwracam uwagę, to słyszę, że muszą się uczyć i zrobią to później. Tylko kur** czas na piwo i wspólne rozmowy to mają. Wiele razy było tak, że siedzieliśmy sobie w ujeb**** kuchni pełnej garów i rozmawialiśmy.

I teraz przechodzę to sedna. Gdy jedna osoba w związku musi robić wszystko we wspólnym mieszkaniu, to jest to nie denerwujące, ale wkur*******. Potem zdziwienie, że ktoś jest zły na kogoś za byle co. Uwierzcie, że to kumulacja wszystkich takich małych rzeczy.
LetItDie Odpowiedz

Niestety, mieszkam z takim ewenementem w pokoju. Już planuję ją postawić do pionu, ale czekam na kumulację, coby nie było, że czepiam się o każdy szczegół.

Powodzenia z tym towarzystwem, będzie potrzebne. Niech Moc będzie z Tobą :)

Odpowiedzi (2)
Kaktusowyplacek Odpowiedz

Kup własną srajtaśmę i zakitraj w pokoju, a oni niech się rękami pocierają skoro tak lubią 😂

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#zCmBC

Idą święta, piosenki świąteczne lecą już w radiu i ta jedna, która sprawia, że dla mnie ten czas jest nadzwyczaj magiczny...



Wiadomo jako dziecko odkrywałam prezenty pod choinką, radość z podarunków i to, że Mikołaj był również u cioci, dziadków czy nawet sąsiadki. Parę lat później żadnego prezentu pod choinką, stara sztuczna choinka z równie starymi ozdobami. Jedyny żywiciel rodziny stracił pracę, drugie z rodziców niepełnosprawne z niską rentą. Wtedy nie cieszyło mnie to, że chociaż mamy co zjeść w wigilię. Kolejne święta już nieco odkuci, za swoje zaskórniaki porobione skromne prezenty. Radość z dawania okazała się większa niż ta wcześniejsza z brania, gdy brat i rodzice odkrywali co dostali mimo, że dla mnie dalej nic nie było pod świątecznym drzewkiem.



Dziś mam już swoją rodzinę, co roku pachnącą żywą choinkę, uwielbiam ozdoby świąteczne aczkolwiek nie przesadzam ze strojeniem domu niczym z amerykańskich filmów, prezenty dla bliskich szykowane ze starannością, aby każdy dostał dopasowany podarunek, a kolacja wigilijna jest wynikiem pracy tylko własnych rąk. Wspomnienia bolą, gdy jednego roku przestałam być dzieckiem, ale w wyniku tego szybciej doceniłam drugą stronę magii świąt, a okres przedświąteczny to czas wspierania tych, którzy nie mają tak kolorowo jak ja... A piosenka? "Kto wie czy za rogiem nie stoi anioł z Bogiem..."
realista82 Odpowiedz

Jest nareszcie tekst z podanym najważniejszym szczegółem, mogę umrzeć.

Odpowiedzi (1)
Swiezychlebek Odpowiedz

Kto wie czy za rogiem
Nie stoją Anioł z Bogiem?
Nie obserwują zdarzeń,
I nie spełniają marzeń!!!
Kto wie?
Kto wie?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#EEB1T

Szef prosił mnie, abym wysłała mu zdjęcie kartki z godzinami z ostatniego miesiąca, aby mógł mi przelać wypłatę.

Wysłałam przez przypadek swoje zdjęcia w bieliźnie, które wysyłałam dzień wcześniej swojemu mężowi. Zapadłam się pod ziemię...
HornyYaoist Odpowiedz

Znowu nie ma najważniejszego, ile podwyżki dostałaś?

Odpowiedzi (2)
KrwawyBaron Odpowiedz

I cyk Awans

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie