#4JRHH

Ludzie są śmieszni. Opowiem wam sytuację, przez którą ja już tracę wiarę w ludzi.

Zazwyczaj szczepimy suczki żeby nam się nie szczeniły. Jednemu pieskowi nie mogliśmy podać zastrzyku ponieważ była już ciężarna. Aktualnie mamy trzy pieski, którym szukamy nowego domu. Szczeniaki chcemy oddać za darmo. I prawie 90% osób, które do nas dzwonią o te szczeniaki wymagają od nas żebyśmy je zaszczepili, wyrobili książeczki zdrowia i oddali im za darmo. Po rozmowie z weterynarzem koszt na jednego szczeniaka wyniósłby do około 120 zł. Mówię takiej osobie, że mogę to zrobić czyli zaszczepić i wyrobić książeczki ale po zwrocie kosztów, to od razu wydzierają się na mnie, że przecież mają być za darmo (niejednokrotnie też obrażają i wyzywają od niecenzuralnych przekleństw). Nie rozumieją, że w ten sposób aby stracę pieniądze, których i tak nie odzyskam, a tym bardziej że nie zarabiam ponieważ się jeszcze uczę. Czy to tak ciężko po zabraniu szczeniaka za darmo pojechać do weterynarza i zrobić te szczepienia?

#rWwd3

Zapewne każdy z was ma inne spojrzenie na sytuację na granicy polsko-białoruskiej. Szanuję każdą opinie ale chcę wam powiedzieć jaki ja mam na to pogląd, może bardziej wewnętrzne niż każdy z was, ale się nim z wami podzielę. Mój tato pracuje w wojsku, tak sam wybrał sobie ten zawód, ale był na poligonie 4 tygodnie, przyjechał do domu, zjadł obiad i dowiedział się, że tego samego dnia ma być o 2 w nocy na granicy.

Będzie tam kolejny miesiąc. No pewnie myślicie - śpi w hotelu i tak dalej. Nie, śpi w przedszkolu gdzie nawet nie ma łazienki do umycia się, więc myją się w  umywalkach. Każdy rozkaz nie wykonują z własnej woli tylko z tego co każe im dowódca, wyższe organy i wy pewnie myślicie że to co się dzieje, ten jeden filmik z krążący w internecie to ci żołnierze tego chcieli. ALE NIE. Mówiąc dalej ci emigranci chcą do Niemiec, no racja, ale jeśli Niemcy ich nie przyjmą to wracają do kraju, z którego przybyli czyli do nas. Teraz wszyscy mówią niech przejdą, idą dalej, mogą być u nas. A potem będą tylko popychadłami. O i stoją 24/7 w zimnie, krzakach, w czym im powiedzą, a pieniędzy nawet nie ma na baterie do latarek czy same latarki.

Więc nim zaczniecie ich oceniać to zastanówcie się, bo oni to robią dla was i dla mnie też, a to ja nie mam rodzica prawie 2 miesiące w domu.

#KwwGf

Nie jest to ani smutna sytuacja, ani żadna jakoś bardzo emocjonalna. Po prostu chcę wam opowiedzieć moją historię związaną z miłością.

W tej chwili jestem singielką, ale pół roku temu miałam jeszcze chłopaka (nazwijmy go Maciek). Z Maćkiem raz się rozstaliśmy, a po trzech miesiącach znowu zeszliśmy. Zerwanie miało miejsce we wrześniu 2019, a potem zaczęliśmy razem chodzić ze sobą w styczniu. Nie kochałam go, aż tak, ale chodziliśmy razem do klasy (jestem w lo) i czułam jakąś taką presję od niego byśmy znowu razem byli. Nie było lekcji by się na mnie nie gapił, a o przerwach nie wspomnę. Co chwilę czułam jego wzrok. Nie odzywał się do mnie przez 4 miesiące, aż w końcu zgodziłam się.

Była sytuacja gdy Ola z starszej o rok klasy zadzwoniła do mnie, że Maciek mnie zdradza. Oczywiście nie uwierzyłam i miałam to gdzieś. Czas szybko leciał i był marzec 2021. Byłam u najlepszej przyjaciółki (dajmy jej na imię Anita), a ona robiła mi makijaż. Z Anitą przyjaźniłam się od 3 lat i nigdy nie czułam jakiejś w tym głębszej relacji. Nagle przeszła do detali na mojej twarzy i przez parę sekund patrzyła mi się w oczy. Poczułam mrowienie w szyi, ale ona po sekundzie przeszła już do tych detali. Przez resztę wieczoru patrzyłam jej się ciągle w oczy. Gdy wróciłam do domu emocje mną targały i byłam pewna, że się zakochałam. Od razu zerwałam z Maćkiem. Tego samego dnia miałam jeszcze sen, że całuje Anitę i wiecie co? Nic już więcej do niej nie poczułam. Nie wiem czym było spowodowane to parodniowe zauroczenie, ale było to bardzo dziwne.

Gdy zerwałam z Maćkiem poczułam ulgę, trochę wolność. Dalej chodzimy razem do klasy i dalej ze sobą nie rozmawiamy. Jak opowiadam o sytuacji mam nadal mrowienie w w szyi. Może to nie jest jakieś bardzo emocjonalne wyznanie, ale boję się powiedzieć o tym chwilowym zauroczeniu mojej Przyjaciółce. Nie mam komu się wygadać, więc postanowiłam, że napiszę to anonimowe wyznanie. Cieszę się, że pozbyłam się tej tajemnicy oraz pewnego ciężaru.

#b7a9q

Zacznę od tego, że jestem alkoholiczką i ostatnimi czasy nałóg zaczął nawracać. Problemy w domu przekładały się na picie, picie na problemy w domu i błędne koło się zataczało. Mimo wszystko zawsze przy sobie miałam znajomych i chłopaka, którzy mnie wspierali i lubili mimo wad. Pewnego razu zaszalałam za mocno i zostałam z niczym. Dosłownie z niczym.

Nie miałam żadnych swoich rzeczy, więc też postanowiłam, że to ostatnia szansa. Wróciłam na terapię, podjęłam zmiany, chciałam się zrekompensować. Po powrocie do domu odzyskałam swoje konto skąd się dowiedziałam, że nie mam już chłopaka. Okłamałam go w kilku kwestiach, co dla niego było niewybaczalne. Próbując porozmawiać ze znajomymi, powiedziano mi, że "mamy do pogadania i to tak nie zostanie". Przegięłam i nie pamiętam tego, za co okropnie mi wstyd.

Zostały mi dwie osoby, na których mogę polegać. Swoje rzeczy odzyskałam, ale ludzi już nie odzyskam. Nie chce żebyście mi współczuli, po prostu wyciągnijcie z tego lekcje, bo to niesamowite, jak coś tworzone dekadę może rozpaść się w jeden miesiąc.

#zd4md

Kochani dbajcie o swoje związki.
To, że jesteście razem parę lat nie znaczy, że będziecie ze sobą całe życie.
Jeśli kochacie się, walczcie o tą miłość.
Zrób mu / jej jakąś niespodziankę, prezent bez okazji.
Powiedz że Kochasz, że Ci zależy.
Małe gesty, które cieszą.
Pokaż, że może zawsze na Ciebie liczyć.
Nie pozwól by ten płomień zgasł.
Zapytaj, jak się czuje, pomagają i wspieraj w trudnych chwilach.

Czy to naprawdę tak dużo ?

I nie pozwól nigdy by do waszego związku wdarł się ktoś trzeci, z dobrymi radami...
Bo może okazać się, że ten ktoś tak naprawdę nie dobrych zamiarów.

#X33SX

Cała sytuacja zaczęła się jakoś na początku wakacji, gdy moja babcia zaczęła narzekać na bóle nóg. Mama jak i ja od razu stwierdziliśmy, że może powinna wybrać się do lekarza, bo bądź co bądź, nie jest bardzo stara. Rzecz jasna, babcia zignorowała nasze prośby i nasze zmartwienia stanem jej zdrowia, mówi się trudno, może to tylko chwilowe.

Od wakacji, aż po dziś dzień marudziła, że te nogi jej doskwierają. Dalej z moją rodzicielką nakłanialiśmy ją do wizyty u lekarza, przez 3 miesiące skutku brak. Babcia dalej bezproblemowo poruszała się, więc temat co jakiś czas ucichał. Do zeszłego poniedziałku, gdzie babcia całkowicie bez powodu przewróciła się. Nie było to żadne potknięcie ani nic z tych rzeczy, jej nogi zaczęły zawodzić. Rzecz jasna, kochana babunia dalej szła w zaparte, ze do lekarza nie pójdzie, bo nie i koniec dyskusji, na nic nasze argumenty, prośby i zmartwienia. Przez cały tydzień wydarzyło się wiele.
Dziadek, który notabene jest starszy od babci o chyba 5 lat, musiał ją podnosić, bo nie mogła zejść z łóżka. Pewnej nocy babcia spadła z łóżka i zawołała dziadka. Dziadek chcąc jej pomóc został szybko zdemotywowany słowami, że nie musi jej pomagać, ona pośpi sobie na podłodze.

I nastało dzisiaj, tj. 7 listopada. Babcia od rana zaniemogła na nogi całkowicie, nie może stać. Dywan w jej pokoju, jak i ona sama za przeproszeniem obsrany, to samo z deską w kiblu. A babcia od rana urzęduje z piwem. W końcu, po wielu godzinach przekonywań i wizycie jej drugiej córki - mojej cioci, przekonaliśmy ja by wybrała się do lekarza. Rzecz jasna teraz trzeba ją przygotować, umyć, posprzątać w toalecie, jej pokoju.

A jak można podsumować całą tą przykrą sytuacje? Ja zarówno z ojcem jesteśmy bardziej zdenerwowani, choć nam obu jest przykro i szkoda babci, mama miała problemy ze snem od dwóch tygodni z powodu tej sytuacji, ciocia martwi się o swoją mamę, a ja mogę to podsumować jednym przysłowiem: "Polak mądry po szkodzie", bo upartego dorosłego bądź co bądź na siłę do lekarza nie weźmiesz. Tak że, troszczcie się o swoich dziadków i babcie, bo mogą zaniemóc w najgorszym momencie.

#TG377

Jeśli uważacie, że jesteście mało asertywni, to spróbujcie to przebić.
Dzisiaj wychodząc z supermarketu zostałem zaczepiony przez pijaczka z prośbą o 1 zł na piwo. Ja od tego nie zbiednieję, a on przynajmniej powiedział wprost o co chodzi, a nie oszukiwał że zbiera na jedzenie, więc się zgodziłem. Okazało się, że wziąłem tylko kartę, ale już obiecałem i widział, że szukam pieniędzy, więc głupio było odmówić.
Obiecałem mu, że jak poczeka to zaraz przyniosę z domu 2 zł.
Tak, zamiast po prostu zostać w domu wróciłem się w tamto miejsce z obiecanym hajsem.
Przynajmniej pijaczek życzył mi miłego dnia i obiecał wypić moje zdrowie.

#cdRRD

Mój ojciec choruje na schizofrenię paranoidalną i od lat dręczy mnie, moją mamę i brata, ale nic nie daje wzywanie policji, gdy dostaje ataku ani zakładanie kolejnej niebieskiej linii.

Ojciec prowadzi swoją firmę i zarabia dużo pieniędzy i tylko przez ten fakt całe zło, które nam wyrządza jest lekceważone. Moja mama, kobieta która zawsze chciała się rozwijać, skończyć kilka kierunków studiów, mieć dobrą pracę itd. w tym momencie boi się sama wyjść do sklepu. Jest kompletnie zniszczona psychicznie, płacze po nocach, a potem udaje, że wszystko jest w porządku. Kilka razy powiedziała mi o rzeczach, jakie mówił jej ojciec, czyli między innymi, że: na nic nie zasługuje, jeśli spróbuję się rozwieść, to zniszczy jej życie, że ma uważać w nocy, bo przyjdzie do niej ją udusić (mają oddzielne sypialnie).

Mój brat, jak chodził do gimnazjum był wyzywany przez ojca od nieudaczników, krętaczy, oszustów. Brat nienawidził ojca przez kilka lat, ale teraz zaczynają się rozumieć. Uwierzył we wszystkie zmyślone chore historie i powoli sam zatraca się w chorobie. Ja mam teraz 18 lat w 2022 piszę maturę i chcę iść na studia do innego miasta. Problem w tym, że czuję się jak śmieć.

Gdy miałam trzynaście lat zostałam zgwałcona i do teraz nie powiedziałam o tym nikomu. Mój ojciec wielokrotnie mnie dotykał w intymnych miejscach, jak byłam małym dzieckiem, później kilka razy mnie uderzył i bardzo długo znęcał się nade mną psychicznie. Nie mam wcale wolnego czasu, bo szkołę kończę o 15.30 później idę się uczyć kilka godzin i muszę opiekować się matką, która coraz bardziej popada w depresję, a później jadę autobusem do babci, która ma drugi etap Alzheimera. Wracam do domu około 22 i jestem padnięta. Moi znajomi uważają, że ich olewam, bo często nie kontaktuję się z nimi kilka dni i powoli tracę kontakt z każdym. Po gwałcie przytyłam 40 kg, stwierdziłam, że nie mogę mieć tego, co wychwalał mój gwałciciel, czyli chudych nóg, zgrabnych rąk, płaskiego brzucha. To wydaje się strasznie głupie, ale ta skorupa tłuszczu, która nagromadziłam na sobie daje mi poczucie jakiegokolwiek bezpieczeństwa. Czuję, że jeśli nikomu się nie podobam, to nikt mnie nie skrzywdzi.
Nigdy nie miałam przyjaciela i nigdy się w nikim nie zakochałam. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić jak tak naprawdę wyglądają relacje między ludźmi I jak wygląda zdrowa miłość. Od mojej mamy słyszę tylko, że facet musi mieć nade mną kontrolę, by związek się udał, to samo słyszę od brata, ale nie potrafię tego zaakceptować. Mój pierwszy związek skończył się po miesiącu, bo facet zaczął mnie obrażać i podniósł na mnie rękę – od brata usłyszałam, że to normalny facet był. Nie radzę sobie z tym wszystkim. Nie potrafię zaakceptować tego, że naprawdę tak może wyglądać moje życie w wiecznym strachu, w wiecznej beznadziei. Nie radzę sobie z niczym.

#OWd7g

Był pewien okres, gdy moja mama się często źle czuła. Któregoś dnia wybrała się do lekarza, po czym wróciła do domu i zajęła się sprzątaniem przed wizytą babci, która miała w niedługim czasie wpaść dowiedzieć się co i jak. Podczas robienia porządków, mama uderzyła głową o wystająca blachę, aż zakręciło się jej w głowie. Przez to, że uderzyła dość mocno, usiadła na sofie i złapała się za głowę. W tym momencie wchodzi babcia (dodam, że wchodzi bez pukania) i pierwsze co widzi to mamę, która trzyma się za głowę.

B: Rany boskie! Anielka, co się stało??
M: Chyba mam guza.
B: Na boga! Co lekarz powiedział?
M: Że wyniki będą za dwa tygodnie.
B: To skąd wiesz, że masz guza?
M: Bo sobie go nabiłam.

Taka ot śmieszna sytuacja, którą babcia zawsze wypomina mamie, mówiąc że prawie zeszła na zawał ;)

#JAuyf

Historia o tym dlaczego o prawdziwych bohaterach nie usłyszymy w wiadomościach.

Zawsze byłam wesołą dziewczyną. Pełna rodzina, nigdy nie było mi czegoś brak jeśli chodzi o sytuację materialną, wspaniały chłopak, z którym wiążę swoją przyszłość. Tata pracuje za granicą i mimo że starał się, abym nigdy nie odczula wraz z bratem jego nieobecności, to ja odczuwałam to najbardziej.

Gimnazjum minęło mi wspaniale. Klasa najlepsza w szkole, najwyższe średnie, zgrani jak żadna z klas. W trzeciej klasie dowiedziałam się, że jestem chora na nowotwór. Zaczęła się lawina biopsji, zabiegów, naświetlań. Udało się, nowotwór się zmniejszył, ale nie zniknął. Co cztery miesiące odwiedzałam gabinet onkologa. Zaczęło się liceum - bajka. Każdy rok z czerwonym paskiem i średnia powyżej 5.5. Druga klasa liceum - kolejna niespodzianka. Cukrzyca typu 1. I tutaj coś się zmieniło, nadal się uśmiechałam, ale to nie było szczere. Nosiłam w sobie dużo żalu, że to znowu ja będę się leczyć. Skończyłam liceum po drodze będąc dwa razy hospitalizowana z powodu zaniedbania, nie brałam insuliny.

Trzy miesiące temu nowotwór powrócił. Tydzień temu wracałam z zajęć zupełnie dobita. Nie mogłam się ponownie ogarnąć, chociaż mówiłam sobie, że żadna choroba nie da rady mnie pokonać. Ale to nie pomagało. Poszłam na dworzec, z zamiarem skończenia tego porąbanego horroru. Usiadłam na ławce na peronie i... myślałam. Myślałam o tacie, który kiedy płakałam przez telefon ze strachu przed pierwszą biopsją następnego dnia rano zjawił się w Polsce w klinice, gdzie miałam mieć zabieg. O mamie, która zawsze mnie wspiera, o bracie, który zawsze się denerwował, kiedy spóźniałam się do domu. O moim chłopaku, który czeka na mnie w domu z obiadem. Myślałam, że znikając zaoszczędzę im nerwów i stresu związanego z leczeniem. Wiedziałam, że będą cierpieć, ale że to minie po czasie, ból zniknie, a oni się przyzwyczają do mojej nieobecności. Siedziałam i byłam zdecydowana. Było 5 minut do pociągu, więc wstałam i podeszłam do torów. Rozległ się sygnał nadjeżdżającego pociągu, a ja zrobiłam krok w przód i... upadlam na plecy.

Okazało się, że to ochroniarz stacji. Kazał się podnieść i zaprowadził do swojej kanciapki. Byłam otępiała, dopiero jak usiadłam, zaczęłam cicho płakać z beznadziejności. On usiadł i zaczął opowiadać, że to najgorsza rzecz jaką mogę zrobić. Mówił o swojej córce, która po kłótni z nim i śmierci matki zrobiła to samo, tylko że jej się udało. Mówił z takim bólem, że widziałam w nim swoich bliskich. Rozmawialiśmy długo, po czym wróciłam do domu. Weszłam i zobaczyłam uśmiech i troskę w oczach mojego ukochanego. Popłakałam się, bo zdałam sobie sprawę, że byłam totalną egoistką chcąc pozwolić, aby w jego oczach zagościły łzy i ból. W oczach moich bliskich.
Obiecałam sobie, że wygrałam wcześniej, więc wygram znowu. Proszę, trzymajcie kciuki.
Dodaj anonimowe wyznanie