#UnvNh

Jestem samotną matką. Z byłym rozstaliśmy się w zgodzie, w naszym związku nie układało się od dawna - w zasadzie to rozstaliśmy się, okazało się, że jestem w ciąży, więc na szybko do siebie wróciliśmy, by tworzyć rodzinę. No, nie udało się, z perspektywy czasu uważam, że lepiej byłoby, gdybyśmy tej żałosnej próby nie podejmowali. W każdym razie "związek" trwał, choć wyobrażenie o nim mieliśmy różne, co powodowało dużo kłótni, a w końcu milczące spędzanie kolejnych dni. Nie umieliśmy się dogadać, wzajemne pretensje narastały. Dojrzewała we mnie myśl o rozstaniu, choć jakiekolwiek moje sugestie czy próby pokojowego załatwienia sprawy kończyły się awanturą, że chcę zniszczyć naszą rodzinę. Ale były zaskoczył mnie któregoś dnia - w szczerej rozmowie wyznał, że poznał inną, dogadują się, a wręcz ona sprawia, że chce pracować nad sobą. Dogadaliśmy się tak, że przez pewien czas udajemy, że tej drugiej nie ma, a on poznaje ją w cudowny sposób jakiś tam czas po rozstaniu - okazało się, że dobrze zrobiliśmy, bo nasze rodziny nasze rozstanie przeżywały mocno, to była rodzinna tragedia.

Były naprawdę przy tej dziewczynie zmienia się na lepsze - angażuje się w wychowanie dziecka, zachowuje się dojrzale i tak dalej.

Ale wiecie co? O tym, że ją poznał, wiedziałam na kilka miesięcy, zanim się przyznał. Zamiast mieć pretensje, że znowu wychodzi wieczorem, to spokojnie się na to zgadzałam, mówiłam, że jestem zmęczona i chcę odpocząć, bo dziecko wreszcie śpi. Prasowałam mu rzeczy, żeby wyglądały lepiej, ganiałam do fryzjera, żeby za bardzo nie zarósł. Kilka razy pojechałam do przyjaciółki, aby miał wolną chatę, choć nie wiem, czy skorzystał. Chodziło mi o to, żeby zobaczył, że gdzieś tam może być ktoś dla niego stworzony, kto da mu miłość i akceptację, której ja nie mogłam.

Chyba się udało, a nasze dziecko wreszcie ma ojca z prawdziwego zdarzenia.
Czarnykot11 Odpowiedz

Jesteś mądrą kobietą. Życzę Ci, abyś też znalazła kogoś stworzonego dla Ciebie.

Odpowiedzi (1)
Kuudere Odpowiedz

Szanuję za postawę, w końcu ktoś z dojrzałym podejściem.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#P9FlM

Mnóstwo tu wyznań o zemście, o tym, jak wyrafinowane pomysły rodziły się w głowach osób, którym ktoś zalazł za skórę.
Moja będzie trochę inna.

Wszystko zaczęło się w liceum, poznałem tam pewną siebie, ambitną i co wtedy najważniejsze, piękną dziewczynę. Gdyby porównać moją sytuację finansowo-życiową do jej sytuacji, to tak jakby porównać armię z plemienia Hulubu ze środkowej Afryki do armii USA, i to takiej z przyszłości.
A ja typowy chłopaczek z małej wioski, wszystko średnie, ciuchy średnie, wygląd średni, życie - średnie. A ona - idealnie białe ząbki, włosy kruczoczarne, ubrania ze sklepów firmowych, wokół niej mnóstwo ludzi, śmiech i imprezy co weekend.
Zebrałem się na odwagę, podszedłem do niej i zapytałem, czy się ze mną umówi i... Zgodziła się, miałem po nią przyjechać w piątek i mieliśmy się poznać. Dostałem szansę.
Godzina 0.
Podjechałem autem rodziców ( swojego oczywiście nie miałem - biednie), była to zwykła skoda.
Nie wsiadła. Wyśmiała mnie, kazała się ogarnąć i powiedziała, że się rozmyśliła, skanując wzrokiem moje proste jeansy, koszulkę polo i stary samochód.
Oczy mnie zapiekły i lekko zwilgotniałe opuściłem na swoje buty i wsiadłem do auta...

I teraz wchodzę ja, cała na czarno, czarny charakter tego wyznania... Odrzuciłam go, czego - jak się okazało - później żałowałam.

W szkole widywałam go praktycznie codziennie, czasami myślałam, że byłam za ostra, ale wtedy liczyło się "bycie kimś", nie zaprzątałam sobie głowy takim zwykłym chłopaczkiem.
Czas mijał, ja miałam kolejnych idealnych chłopaków z drogimi ciuchami i własnymi samochodami, ale coraz częściej słyszałam o nim i o niej, jego dziewczynie. Nie wiedziałam dlaczego, ale wszyscy ich lubili, każdy ich znał, tak nagle... Prawda wyszła na jaw niedługi czas przed studniówką. Okazało się, że oni jako para to coś więcej niż tylko zakochana młodzież, oni tworzyli duet.

Studniówka, na parkiet wychodzą oni z mikrofonem i zaczynają śpiewać, idealnie, czysto, razem... Potem zaczynają tańczyć, nie wiem, co to było, ale nie potrafiłam  od nich oderwać wzroku, tak jak i reszta szkoły, na sam koniec przechylił ją przez ramię i delikatnie pocałował. Aplauz był ogłuszający, a oni po prostu się ukłonili i zeszli z parkietu. Kiedy schodzili pragnęłam, żeby na mnie spojrzał, ale nie zrobił tego.

Wtedy zrozumiałam, jak bardzo musiało być mu smutno, jak wiele odwagi musiał włożyć w to, by do mnie podejść, przypomniały mi się tamte dni i nie mogłam uwierzyć, że taka byłam...
Po 8 latach nadal go pamiętam, on mnie pewnie nie. Życie się zmieniło, ale trudno się przyznać, jak wielką suką byłam.
Nefcia Odpowiedz

Dobrze, że go wtedy odrzuciłaś, bo z tamtym Twoim charakterkiem pewnie wsadziłabyś go sobie brutalnie pod pantofel, wydoiła wszystkie soki, a na koniec porzuciła dla jakiegoś "fajniejszego" i koleś by miał traumę. A tak to sobie chwilę pocierpiał, ogarnął się i jest nadal tym fajnym kolesiem, którego wolałaś wyśmiać. Dla Ciebie też to wyszło na dobre, m.in. dlatego, bo obserwując jego i jego partnerkę coś jednak zrozumiałaś :)

Odpowiedzi (2)
Arszenik Odpowiedz

Aż mi się ciebie szkoda zrobiło. A nie, jednak nie. Skóra mi cierpnie na samą myśl o takich bananach jak ty, którzy patrzą z pogardą i wyższością na innych, którzy nie mają rodziców z pełnymi portfelami.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#rezeu

Od dziecka mam dobrą pamięć słuchową. Kiedy poszedłem do szkoły, nadszedł czas na naukę czytania. Odnosiłem w tej dziedzinie niesamowite sukcesy.

Tak naprawdę nie umiałem czytać, zapamiętywałem powtarzaną wiele razy czytankę na pamięć. Nauczycielka zorientowała się, że coś jest nie tak, kiedy podczas "czytania" patrzyłem na nią, a nie na książkę.
crimsoneye Odpowiedz

Ale to musi być przydatne przy nauce języków. O ile nie trzeba potem pisać, to zazdroszczę....

Odpowiedzi (6)
SammyWinchester Odpowiedz

Ostatnie zdanie wygrywa 😂 mój brat robił tak samo, a jak go nauczycielka pytała w którym miejscu teraz czyta to nie potrafił powiedzieć

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#4i9dV

Tak się mi życie złożyło, że w wieku 14 lat zostałam zdiagnozowana z depresją, nerwicą społeczną, stanami lękowymi, osobowością paranoidalną i czymś tam jeszcze. Przed rodziną się nie chwaliłam, bo chwalić się brakiem zdolności do życia to raczej nie ma po co, wiedzieli tylko najbliżsi. Życie biegło, raz czarno, raz zielono. I nastał ten dzień - ktoś puścił parę, nagle cała rodzinka dowiedziała się o moich problemach zdrowotnych. Olaboga i te sprawy.

Wtedy moja ciotka uznała, że może dać popis tego, czego nauczyła się w internetach i zabawiła się w coacha. Od "wszyscy w ciebie wierzą" aż do memicznego wręcz "a próbowałaś nie być smutna i poznać kogoś". Jako że z założenia z głupszymi nie dyskutuję, bo jak wiadomo sprowadzą cię do swojego poziomu i pokonają doświadczeniem, przytakiwałam tylko "tak, ciociu, próbowałam". Ciocia przez dłuższy czas mnie dręczyła, chyba wzięła nawet lekcje coachingu w internecie, bo coraz to lepszymi tekstami mnie obdarowywała.

Tutaj muszę zaznaczyć, że ani ja, ani w sumie większość rodziny za ciotką nie przepada, ale od zawsze stwarzają pozory, jakby mieli chronione zwierzątko w swoim rodzinnym zoo.

Jakieś 2-3 miesiące po tym, jak okrutna informacja przeszła przez całą moją rodzinę, ciotka wylądowała na SOR-ze ze złamaną ręką. Rodzinka po ciuchu śmieszkowała, że pewnie skakała z drzewa na drzewo z resztą małp i coś jej nie wyszło.
Pojechaliśmy do szpitala, bo ciocia podobno tak dręczyła lekarzy, że aż ją na oddział wzięli (dziw, że nie na zamknięty...)
Lamenty, wołanie do Boga, bo ona cierpi, ogólna tragedia i trzeba ogłosić żałobę narodową.

W końcu nastała cisza, bo ciotka wręcz odchodziła już z tego świata. Wtedy właśnie ją zapytałam "A próbowałaś może nie cierpieć? Nie mieć złamanej ręki? Wierzymy w ciebie!".

W ciotkę chyba demon wstąpił, albo posłuchała się moich rad, najpewniej w sumie oba, bo wściekła wyskoczyła z łóżka i własnoręcznie mnie wyrzuciła z sali.
Od tego zdarzenia minęły dwa lata, a ciotka dalej się do mnie nie odzywa.  :D
ZeusKosmateus Odpowiedz

No dobra, boskie, ale ciocia chciała być tylko miła. Martwiła się o Ciebie, mogłaś jej powiedzieć, że coś takiego nie pomaga... lepsze jest chyba takie nieudolne pocieszanie z dobrymi chęciami, niż gdyby miała to zbyć albo jeszcze psioczyć, że wymyślasz.

Odpowiedzi (9)
Etanolansodu Odpowiedz

Dlaczego masz za złe, że ciotka- osoba starej daty, nie mówiło się wtedy tyle o depresji, próbowała i zależało jej na tym, by ci pomóc?

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#XC0bT

Gdy moje dziecko było małe, często dostawało od dziadków czy cioć grające zabawki. Zabawki, które może i w pierwszym momencie były fajne, ale po kilkunastu minutach ciągłego ryrania miało się ich serdecznie dość. Tak bardzo dość, że doprowadzały do szału!

Co robiłam? Gdy dziecko szło spać, rozkręcałam taką zabawkę i odrywałam w niej kabelek od głośnika. Zabawka dalej świeciła, jeździła czy co tam miała robić, ale przynajmniej w ciszy :)
PurpleLila Odpowiedz

Wcale się nie dziwię, że tak robisz

AnonimowyWalezy Odpowiedz

No ja się nie dziwię :D
Jakby się tak zastanowić, to ja też kupuje chrześnicy takie zabawki, a co chwilę słyszę, że mała zepsuła :/
To ja już chyba wiem...

Zobacz więcej komentarzy (12)

#mQcbD

Ostatnio czytając inne wyznania, a raczej komentarze do nich, naszły mnie pewne przemyślenia.

Feminizm - kochacie ten temat :)

Tylko większość z was nie potrafi się w nim wypowiedzieć.



Wrzucę tu minisłowniczek:
Szowinizm - mężczyźni górą, baby do garów itp.
Feminizm - każdy jest tak samo wartościowy, każdy robi w życiu to, do czego się nadaje (kobieta/mężczyzna do wojska, mężczyzna/kobieta do malowania paznokci, ogólnie kto co umie i do czego ma talent, tam jest jego miejsce).
Mizoandria - kobiety górą, faceci to plebs.
Panie krzykunki w tv podające się za feministki, przedstawiające zupełnie inne wartości - ktoś, kogo nikt nie rozumie, nawet one same.

Większość Polaków reprezentuje drugą ideologię, większość z nas to feminiści, a pomimo tego ciśniecie po sobie jak po burych sukach.

Wyprzedzając komentarz o lodówce i 3. piętrze, kobiety mają pełne prawo do wnoszenia lodówek :) Po prostu zajmują się tym ci, którzy są silniejsi fizycznie, czyli zazwyczaj mężczyźni. Chyba że facet ma ręce jak zapałki i zapadniętą klatę, a kobieta pakuje na siłce, wtedy logiczne, że zajęciem siłowym zajmie się kobieta, nie? Tak jest logiczniej, łatwiej, sprawiedliwiej.
Kobiety i mężczyźni zawsze będą się trochę różnić, ale nie aż tak, żeby każdemu układać życie według dziwnego schematu. Jest tylu wspaniałych kucharzy i tyle dobrych policjantek, że chyba szkoda by było zmarnować ich zdolności, prawda?

Kiedyś usłyszałam od policjantki, że nie jest feministką. Tak? W takim razie zdejmij mundur i zaszyj się w kuchni, skoro uważasz, że kobieta nie jest godna takiego stanowiska. Co śmieszniejsze, to była bardzo chwalona i doceniana funkcjonariuszka, która pomimo swojej waginy potrafi zdziałać więcej niż niejeden człowiek z penisem.

Powiedzcie, dlaczego tak bardzo śmiejecie się z feminizmu pomimo tego, że sami go sobą przedstawiacie i dlaczego pozwalacie dziwnym babom na przywłaszczenie sobie tego określenia, kojarząc je z "równością"? Bardzo mnie to ciekawi.
majer Odpowiedz

To normalne że z waginą można więcej zdziałać. Rób coś z dyndającym penisem, obijającym się o kolana. Przecież na dłuższą metę tak się nie da.

Odpowiedzi (6)
QuiltyQuilty Odpowiedz

A tej przysłowiowej lodówki na trzecie piętro, to przeciętny mężczyzna (mam na myśli normalnego faceta, który nie wyciska niewiadomoile na siłowni) też sam nie wniesie. Ba, myślę, że i z pralką byłby problem!

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (41)

#ZKrUY

Mam 14 lat i interesuję się techniką, elektroniką, a szczególnie rakietami. Jestem ogromnym fanem Elona Muska i jego firmy SpaceX.

Po długim researchu i nauce kupiłem potrzebne składniki i zacząłem budować swoją rakietę. Niestety głupi ja podczas robienia lontu z saletry i cukru nie wiedziałem, że nie wolno podgrzewać całej mieszkanki dłużej niż minutę/dwie.

Efekt - ogromny wybuch w kuchni, całe mieszkanie w dymie. Garnek stał się silnikiem rakietowym i zwęglił się kompletnie. A koledzy z bloku chcieli dzwonić na straż, widząc ogromny dym unoszący się z mieszkania.

No ale mnie nie powstrzymało. :D Tylko teraz będę ostrożniejszy ;)
Marny Odpowiedz

Musisz robic dokładniejszy reserch ;)

mals Odpowiedz

piona ja tez lubie Elona Muska, wyznanie calkiem fajne nie przesadzajcie ze spamuje.Ja tam jestem za , ze nie siedzisz przy kompie tylko sam cos probujesz.Nie zniechecaj sie porazkami tylko działaj.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#2bpu6

Jak miałam 10 lat, ojciec zaczął się do mnie dobierać - obmacywać piersi itp. Płakałam, bo czułam, że to coś złego, ale on wmawiał mi, że wszyscy ojcowie tak postępują ze swoimi córkami i to nasza tajemnica.
Gdy miałam 14 lat, pierwszy raz zgwałcił mnie. Uciekłam, błąkałam się cały wieczór po polach. Chciałam pójść na policję... Ale wtedy wszyscy by się dowiedzieli, mama nie miałaby życia, a brata by zabrali do domu dziecka - takie było moje wyobrażenie wtedy, nie wiem, czy tak by się stało naprawdę.

Mój koszmar trwał ponad 7 lat.
Wiele osób się domyślało, że coś jest nie tak - ojciec potrafił mnie klepać w tyłek przy mojej jedynej koleżance, albo obmacywał mnie w nocy w namiocie, gdy spałam u kuzynki.
W wieku 20 lat wyprowadziłam się z domu, założyłam rodzinę. Jednak wydarzenia z przeszłości wciąż we mnie tkwiły. Przeszłam załamanie nerwowe.

Niedawno powiedziałam matce o pierwszym gwałcie. Odwróciła się ode mnie i wybrała stronę ojca...
Jej reakcja na moje wyznanie: Pierdzielisz...Obwinia mnie o to lub - co gorsze - nie wierzy. Nastawiła rodzinę przeciwko mnie, babcia mnie unika, zrobiła ze mnie wariatkę w jej oczach.
Nie ma to jak rodzina...
xyzMagia Odpowiedz

Sprawa jeszcze nie jest przedawniona, zgłoś to na policję

Odpowiedzi (4)
mals Odpowiedz

wspolczuje Ci, zglos to na policje niech gnój odsiedzi swoje.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#XKrFZ

Parę lat temu, gdy jeszcze ja i moja obecna żona Kasia byliśmy na studiach, czasem zdarzało mi się wpadać na noc do jej domu. Chata była duża, a rodzice Kasi – wyjątkowo wyluzowani. Nie mieli nic przeciwko, żebym spędzał czas z ich córką pod ich dachem. Szczególnie dobra więź łączyła mnie z jej tatą. Facet okazał się zabawnym luzakiem z dość nieszablonowym poczuciem humoru.
Wcześnie rano rodzice Kasi wychodzili do pracy, więc czasem zdarzało nam się opuścić jakiś wykład czy dwa, aby wykorzystać wolną chatę i bez większego skrępowania oddać się bzykaniu.

To był jeden z tych dni. Obudziliśmy się i od razu przystąpiliśmy do działania, pozbywając się resztek snu za pomocą czynności wiadomej. Kiedy już mieliśmy zacząć, Kasia zapytała: „Masz prezerwatywę?”. Zawsze miałem. Zacząłem macać ręką podłogę, aby zlokalizować spodnie, jednocześnie podśpiewując na całe gardło:
- ♫ Prezerwatywo, kondomku, gumeczko... Gdzie jesteeeeeś!?♫
Wtedy otworzyły się drzwi, do pokoju wparował tata mojej ukochanej, rzucił na łóżko paczkę Durexów i odśpiewał:
- ♫ Tu jestem! Tu jestem! Hop-sasa-sa!♫
I wyszedł.

Kurczę, zapomnieliśmy, że była sobota...
Nalli Odpowiedz

A gumki śmiały się i dokazywały razem z nami.

Odpowiedzi (1)
PlayingTheAngel Odpowiedz

A kot wstał i zacząl klaskać

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)
Dodaj anonimowe wyznanie