#Kertt

Kiedy byłam w 5 klasie podstawówki, dostałam od rodziców MP3.
Musiałam być wyjątkowo głupim dzieckiem, bo wydawało mi się, że jeśli ja nikogo nie słyszę w słuchawkach, to nikt inny mnie też nie słyszy.

W ten oto sposób jeździłam po wiosce na rowerze drąc mordę i śpiewając na całe gardło, do momentu kiedy raz wyładowała się bateria i muzyka nagle się wyłączyła, a ja przerażona prawie zapadłam się pod ziemię, bo usłyszałam własne wrzaski.
Malinowysorbet Odpowiedz

Aż dziw że żaden moher nie narzekał na tę dzisiejszą młodzież, chyba nie było tych z anonimowych ;)

Odpowiedzi (3)
Zio Odpowiedz

Dobre xD

Zobacz więcej komentarzy (4)

#1RH6p

Przedstawię wam dzisiaj horror, jaki przeżyłam w podstawówce. Mimo że minęło wiele lat, nie potrafię wymazać tego wydarzenia z pamięci.

Jako młoda dziewczynka, w wieku 9 lat, dostałam pierwszą miesiączkę. Wiele kobiet ma pewnie podobne dolegliwości, a mianowicie biegunkę, która jest jedną z dolegliwości podczas okresu.

W klasie okres miałam jako pierwsza, wtedy był to powód do wstydu - podpaski trzeba było absolutnie ukrywać przed chłopcami, o okresie nie mówić.
Ogólnie cała ta sytuacja była dla mnie stresująca i niekomfortowa, tym bardziej że byłam bardzo nieśmiała i nigdy, w razie potrzeby, nie miałam odwagi prosić nikogo o pomoc.

Pisaliśmy sprawdzian z matematyki, kiedy nagle poczułam silną potrzebę udania się do toalety. Spytałam nauczycielkę o to, czy mogę wyjść i jeszcze przed usłyszeniem odpowiedzi, goniona potrzebą, wybiegłam z klasy.
Wtedy zaczął się koszmar. Ja w toalecie, silna biegunka. Przy okazji zauważyłam, że podpaskę miałam przekrzywioną i zdążyła mi przeciec, a siedząc przez godzinę na krześle byłam pewna, że zostawiłam ślad. Podpaski ze sobą nie mam, odwracam się - na rolce jakiś ostatni świstek papieru. Panika, nie wiem co robić. Nauczycielka przybiegła, wali w drzwi, wkurzona, że wyszłam z lekcji bez zgody, wydziera się, grozi obniżeniem oceny z zachowania. Okropne babsko dalej krzyczy, każe wychodzić, bo inaczej wyważy drzwi - u mnie łzy w oczach, cała się już trzęsę ze stresu. Ona biegnie po konserwatora, mówi, że zamek w łazience się zaciął, każe otwierać. W międzyczasie lekcja się skończyła, uczniowie zwabieni tymi krzykami zbiegli się na korytarzu. Dodam, że toalety wychodziły u nas bezpośrednio na korytarz, więc wszyscy obecni niedaleko byli świadkami całej sytuacji.

Koniec końców wyciągnęli drzwi z zawiasów (!!!), w środku zaryczane dziecko z zakrwawionymi majtkami, niepodtartą pupą, w kabinie zapach nieciekawy, konserwator z nauczycielką stoją w łazience i się gapią, uczniowie wścibiają głowy do środka, wszyscy zainteresowani całą akcją.

Całe szczęście wraz z tym tłumem zwabiony został nauczyciel starszych klas, z którym nigdy nie miałam lekcji, który kazał się wszystkim rozejść, sam zasłonił kabinę drzwiami, żebym zdążyła chociaż założyć z powrotem spodnie, a potem zaprowadził mnie do łazienki dla nauczycieli. W międzyczasie zadzwonił do mojej mamy i podał jakąś bluzę, która od miesięcy leżała w rzeczach znalezionych w sekretariacie, abym przewiązała ją sobie w pasie i żeby prowizorycznie zasłonić czerwoną plamę na spodniach, kiedy szłam z mamą do samochodu.

Nigdy nie czułam się tak upokorzona jak wtedy. Jako ciekawostkę dodam, że po tym wydarzeniu została mi trauma, w wyniku której mój organizm zatrzymał miesiączkowanie i kolejny okres dostałam dopiero dwa lata później.
Docha Odpowiedz

Co za babsztyl! I ten ktoś ma wykształcenie pedagogiczne? To absurd, że młody człowiek musi się wręcz czasem prosić, aby do toalety wyjść. To poniżające. Nauczyciele, którzy tak reagują to wręcz swojego rodzaju patologia. Jak można wyważyć drzwi zamiast po ludzku zapytać co się stało?! Gdyby mojemu dziecko ktoś coś takiego zrobił ruszyłabym niebo i ziemię aby tego pseudonauczyciela wyrzucili ze szkoły

Odpowiedzi (7)
Malinowysorbet Odpowiedz

Dlatego uważam, że żeby uczyć w szkole zwłaszcza podstawowej powinno sie przechodzić badania o przystosowaniu do zawodu. U mnie na roku na kierunku nauczycielskim były tak wredne osoby, że nie szło się z nimi dogadać, skoro mieli takie podejście do rówieśników to do dzieci mieć będą?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#IVcsH

Jako dziecko miałem raka.
Pamiętam jedną sytuację. Siedziałem sobie w szpitalnej świetlicy, ja, dwunastolatek - jeszcze nie o wszystkim mi mówili, ale wiedziałem, że jest źle i potrzebna będzie operacja.

I tak sobie siedzę, aż tu nagle podchodzi dzieciak, sześcioletni może, i pyta prosto z mostu:
- Zrobią ci operację?
- Mam nadzieję.
- To się nie martw, mojej cioci zrobili i teraz już wszystko w porządku.
Pokiwałem głową, bo nie bardzo wiedziałem, co mam mu na to odpowiedzieć. Ale i tak było coś miłego w tym, że postanowił do mnie podejść i mnie pocieszyć, fajny gest jak na takiego malucha.
- No wiesz, ona też się martwiła, mama mi mówiła, że nawet bardzo - mówił dalej sześciolatek. - Ale potem miała operację i nawet poznała nowego wujka i już ma normalny nos...
- Nos? - zapytałem zdziwiony. Czyżby miała jakiegoś guza w nosie?
- No nos, bo też miała taki duży i śmieszny jak ty, tylko tak bardziej mniejszy - tutaj chyba widząc moją minę trochę zwątpił - Boo... Ty masz operacje na nos, tak?
- Hmm, ja... nie... nie na nos.
- Aha - zasmucił się trochę. - No to ... Wiesz... Nie martw się, nos ci pewnie też kiedyś nareperują jak mojej cioci.
I zawstydzony gdzieś mi uciekł.

I minęło tyle lat, raka nie ma, a nos został jaki jest... A może faktycznie powinienem pomyśleć o jakiejś operacji?
IrisvonEverec Odpowiedz

Eej, no... Chciał dobrze.:D Na swój sposób to też kochane.

Trochę późno, ale gratuluję Ci wygranej z tym cholerstwem, Autorze.:)

A o operacji nosa to myśl tylko jeśli chcesz poznać "nową ciocię". 😂

filifionka Odpowiedz

Ale przynajmniej chociaż na chwilę odwrócił Twoje myśli od choroby. :)

Odpowiedzi (1)

#QdUtU

Jadę sobie autobusem, widzę ładną dziewczynę czytającą Anonimowe. Chcąc zagadać, wykrzyknąłem na cały autobus:
- KALAFIJOR!
Podniosła wzrok, uśmiechnęła się.
Jutro bierzemy ślub.

Żartowałem.

Chyba była nowa na Anonimowych, bo w ogóle nie zwróciła na mnie uwagi. Za to pozostali pasażerowie do końca podróży patrzyli na mnie jak na wariata, a jedna pani nie pozwoliła nawet swojemu dziecku wziąć ode mnie zabawki, którą upuściło, a którą ja grzecznie chciałem podać.
Malinowysorbet Odpowiedz

Skoro miałeś na tyle odwagi by krzyknąć na cały autobus to już trzeba było się dosiąść i zagadać, ale jest jeszcze nadzieja, że przeczyta to wyznanie i się odezwie :)

anonimowakk Odpowiedz

jak usłysze kiedyś 'kalafjor' przyłapana na czytaniu anonimowych chyba też udam, że nie słyszałam bo widzę, że już się utarł schemat na taki podryw i oczekuje się od razu zagadania, randki, małżeństwa i gromadki dzieci. Było raz, udało sie, więc dajcie spokój z kalafjorem, albo wymyślcie coś kreatywnego

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#OBdIi

W naszej korpofirmie był to niezwykle ważny dzień, związany z bardzo ważnym kontraktem. A tu bach, jedna z koleżanek ledwie chodzi, skręca ją, biedna ma łzy w oczach, bo odpowiadała za kluczowy element prezentacji dla inwestora, a tu cóż... miłość i sraczka przychodzą znienacka. Nie jest to jednak typowe wyznanie o kupie, bo dziewczyna dzięki dobremu człowiekowi nie zaliczyła spektakularnej wpadki ani nic z tych rzeczy. Chodzi bardziej o zachowania, jakie taka sytuacja rodzi.

Słaniającą się zauważył ktoś z dyrekcji. Kazał jej jechać do domu, nie martwić się o nic, a nawet wezwał firmowego kierowcę, żeby dotarła szybko, bezpiecznie i bez wpadek. Zachowywał się bardzo dyskretnie i wyrozumiale - wiem to od samej zainteresowanej. Pojechała pewna, że pracę i tak już straciła. Prezentację wygłosił za nią sam dyrektor, który w naszym wewnętrznym gronie usprawiedliwił ją lakonicznym "Pani M. bardzo źle się poczuła, więc odesłałem ją do domu, ale spokojnie, damy sobie radę". Facet kulturalnie ani słowem nie wspomniał o dokładnej przyczynie, chociaż większość z nas albo wiedziała, albo się domyślała.

Zarząd naszego działu i kierownik byli znacznie mniej wyrozumiali niż tamten dyrektor. Cała sytuacja stała się najgorętszą sensacją. Koleżanka na szczęście była jeszcze na zwolnieniu... na szczęście, bo nie chcę wiedzieć co by czuła, jakby słyszała, że o jej rozwolnieniu za sprawą kierownika powoli huczy już pół firmy, i to huczy w tonie "powinna zostać, kto to widział, żeby człowiek mógł zachorować?!".

Sprawa nagle ucichła z godziny na godzinę. Dlaczego? Na zebranie zarządu działu, gdzie m.in. dyskutują o nagrodach, zwolnieniach i naganach, wbił dyrektor, który koleżance pomógł razem z jednym z prezesów, bo korposzczury narobiły takiego szumu o to nieszczęsne rozwolnienie, że dotarł on aż pod dach firmy. Prezes rzekł (cytuję): "Szanowni państwo, komu własne kiszki nigdy nie wbiły noża w plecy, niech pierwszy rzuci w tę panią zwolnieniem" i to wystarczyło. Prezes wyszedł, a dyrektor jeszcze opierd*lił krótko zarząd za chamstwo i brak kultury.

Jednak nie zawsze jest tak, że im wyżej ktoś siedzi, to tym mniej ma ludzkich odruchów.
Malinowysorbet Odpowiedz

No to chociaż jeden rozsądny się znalazł.

Hmmmmmm Odpowiedz

Nie do pomyślenia, że dorośli ludzie przeżywają jak 8 latki hahah kupaa!aa ma sraczkee! Niech sie zwolniii bo ona robi KUPEE!!

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#QP9lY

Mam starszego znajomego, który niedawno stracił żonę. Zdążył pogodzić się już ze stratą, ale sytuacja, jaka miała miejsce kilka dni temu, po prostu mnie rozbroiła.

Mianowicie znajomy ten odwiedził mnie i zapytał, jak powinno się gotować jajka, bo cytując "jakieś pół godziny gotowałem, a one wciąż twarde". Kiedy ze zdziwieniem odparłam, że przecież jajka gotuje się do dwóch minut od zagotowania, jeśli chce się je zrobić na miękko, on oznajmił, iż przecież mięso trzeba długo trzymać, żeby zrobiło się dostatecznie dobre. Na końcu dodał coś o jakiejś specjalnej maszynie, jaką zamierza sobie kupić specjalnie do tych nieszczęsnych jajek, żeby nie było kłopotu i żeby mógł sobie zjeść swoje ulubione, na miękko.

Zgaduję, że kolega rzadko pomagał nieszczęsnej żonie w kuchni.
Drodzy mężczyźni, uczcie się gotować...
gjftkgcguhbv Odpowiedz

Mój dorosły kuzyn gotując jajka nalał ok. 1 cm wody.

Odpowiedzi (1)
36873 Odpowiedz

Moja żona była dzisiaj tak chora, że musiałem zanieść ją do kuchni aby zrobiła mi śniadanie. :(

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#xiuzI

Z cyklu: "Mam X lat i dopiero się dowiedziałem"

Mam 37 lat i dopiero teraz, przy okazji gry komputerowej, dowiedziałem się, że pieniądze są zrobione z bawełny. Przez cały czas myślałem, że to po prostu papier i np. gdy wpadnie do wody, to się zniszczy.
Okazuje się, że tak było 100 lat temu, a teraz w niektórych krajach (np. Kanadzie) banknoty są z polimerów, ale większość jest z tkaniny i np. dolary amerykańskie składają się w 75% z bawełny i 25% z lnu.
Mumei Odpowiedz

Nie wiem z czego są polskie banknoty, ale wiem, że zmoczone normalnie wysychają. Suszyć w pozycji płaskiej, by nie powstały zagięcia.

Odpowiedzi (4)
majer Odpowiedz

W sam raz materiał na jakieś fikuśne wdzianko ;)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#xi1xE

Pochodzę z domu na pozór pełnego miłości, bezpieczeństwa. Matka nauczycielka, tata biznesmen. Duży dom, dwa samochody. Jednak nie byłoby tego wyznania, gdyby wszystko wyszło mi w życiu idealnie.

Od dziecka słyszałam, że nic nie umiem, nic nie robię, jestem przeciętna, a nawet gorsza od innych dzieci. Wierzyłam. Wierzyłam, że nie pomagam, że ranię, że nikt nigdy mnie nie zechce. Gdy miałam 8 lat, matka zachorowała na depresję (a może to sobie uroiła, żeby wzbudzić we mnie i reszcie rodziny poczucie winy, litość?). To ja zajmowałam się domem. Ośmioletnie dziecko gotowało obiady, prało, prasowało. Tym bardziej bolało, kiedy w towarzystwie usłyszałam, że ja to najlepiej leżałabym w łóżku do 13, a potem robiła tylko syf wokół siebie. Dorastałam w przekonaniu, że ciocie mają cudowne córki, o których często opowiadały albo pozytywnie, albo neutralnie, a moja matka musi mnie tylko utrzymywać.
Jeśli już o pieniądzach mówimy... Nigdy na nic nie było pieniędzy. Kurtka ma dziurę? Kup nową. Nie masz pieniędzy, bo jesteś jeszcze w gimnazjum i legalnie nie możesz pracować? Trudno, radź sobie. Kiedy mając 18 lat podjęłam pierwszą pracę, pożegnałam się nawet z pieniędzmi na jedzenie. Zarabiałam poniżej najniższej krajowej. Nauka i matura zeszły na dalszy plan, jednak mimo to kończyłam każdą klasę z coraz lepszymi wynikami. Często słyszałam, że jestem leniwa i nie potrafię nawet się nauczyć. Co z tego, że miesiąc przed maturą po szkole i w każdy weekend zapierdalałam, żeby mieć co jeść. A co na to reszta rodziny? Ciocie, babcie? Miały prane mózgi od lat. Od lat byłam przedstawiana jako ta najgorsza. Od lat wszystko było koloryzowane i przekręcane na moją niekorzyść. Matka się stara, kocha mnie, chce jak najlepiej, jest dumna z tego, że jestem tak przedsiębiorcza i zarabiam na siebie, a ja jestem tylko zwykłą "dziwką", której się w dupie poprzewracało. Tak, dziwką.

Niejednokrotnie to usłyszałam, niejednokrotnie zabolało do żywego. Miałam wypadek i miesiąc leżałam w szpitalu. Wizyty matki się nie doczekałam, bo akurat była obrażona, że chciałam, żeby oddała mi pożyczone rok temu pieniądze.

Jak widać, nie każda matka kocha swoje dzieci.
mamyczas Odpowiedz

Nóż się w kieszeni otwiera, jak czyta się taką historię. Sam nie lubię dzieci i własnych nie planuje, ale nigdy nie zrozumiem, CO do jasnej cholery mają w głowach osoby takie jak twoja dawczyni genu, które nie dość, że nie kochają swoich dzieci i traktują je jak zło konieczne, to jeszcze niszczą je psychicznie na wszystkie możliwe sposoby.

Odpowiedzi (9)
AnonimowySmutass Odpowiedz

Skoro jesteś już po 18 , zarabiasz na siebie , to nie lepiej po prostu rozstać się z rodziną?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#ykOu7

Gdy chodziłam do 1 klasy podstawówki, miałam najlepsza przyjaciółkę Olę. Spędzałyśmy ze sobą czas codziennie i nigdy nam się nie nudziło. Ola miała brata, który był w starszym wieku. Nie pamiętam o ile jest starszy, ale miał chyba 15 lat. Często bywałam w domu Oli, wtedy były inne czasy, więc jej brat rządził komputerem.

Miałyśmy go tylko na 1 h, a na poważną rozgrywkę było to o wiele za mało. Brat powiedział, że przedłuży czas, jeżeli ja spędzę z nim chwilę. Lubiłam go, więc się zgodziłam. W końcu chciałyśmy wygrać grę.

Dodam tylko, że Ola była tak zapatrzona w komputer, że nie udałoby mi się jej oderwać niczym. Jej brat zaczął mnie łaskotać. Oczywiście nie było to złe. Do dzisiaj mam ogromne łaskotki, więc wywróciłam się na łóżku. Brat Oli jakby usiadł na mnie, żebym nie umiała się ruszyć. Nie widziałam w tym nic złego, chociaż dziwnie się czułam. Czasem dotykał tam gdzie nie powinien, więc jakimś cudem uwolniłam się od niego. Trochę zawstydzona całą sytuacją podeszłam do Oli i poprosiłam, aby skończyła. Niestety nie zgodziła się, a ja dalej musiałam być z jej bratem.

Usiadłam na łóżku, a on położyć się pod nie. Ściągnął mi skarpetki i położył moje gołe stopy na swoją twarz. Byłam lekko sparaliżowana, bo było to dziwne. Mówił, że bardzo to przyjemne, bo mam zimne nogi, i trzymał je rękoma. Niezbyt wiedziałam co mam zrobić i jak się zachować, więc po prostu siedziałam nic nie mówiąc i nie ruszając się. Zaczął przesuwać mnie do krawędzi łóżka, tak że tylko końcem ciała na nim siedziałam. Otworzył oczy i zaczął się uśmiechać. Oczywiście byłam wtedy cała rozkraczona, bo trzymał moje nogi. Szybko przesunęłam się do tyłu łóżka i po raz kolejny, już błagając, prosiłam Olę, aby skończyła rozgrywkę.

Wiem, że nie brzmi to poważnie, ale dla małej dziewczynki było to niezmiernie okropne uczucie. Dodam tylko, że zaczął palcami jeździć mi po całych nogach, byłam sparaliżowana, chociaż nic takiego się nie działo. Ola krzyknęła, że wygrała i wtedy odwróciła się. Jej brat przestał mnie trzymać i smyrać. Wyszedł z pokoju jak gdyby nigdy nic. Wyszłyśmy z Olą z domu.

Naprawdę zaczęłam unikać ich domu jak ognia. Aż w końcu przestałam się kolegować z Olą, bo zmieniłam szkole i kontakt się urwał.

Na dzień dzisiejszy nienawidzę stóp. Mam chłopaka, który często robi sobie ze mnie żarty i wchodzi pod łóżko. Gdy już się tam znajduje i zaczyna się wychylać, automatycznie daję nogi na łóżko, siedząc po turecku. Źle się wtedy czułam jako 7-latka w takiej sytuacji.
DwaGrosze Odpowiedz

Jeśli twój chłopak wie przez co przeszłaś, to jest idiotą.

Odpowiedzi (2)
Malinowysorbet Odpowiedz

Myślę że Twój chłopak nie powinien żartować z sytuacji która była tak traumatyczna...

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie