#gDdlm

Przeglądając Facebooka, natrafiłam na post mojej byłej nauczycielki niemieckiego, która postanowiła opisać pewną rozmowę z Niemką uczącą historii. A było to mniej więcej tak:
– Czy wy obchodzicie jakieś inne święta narodowe poza Dniem Zjednoczenia Niemiec?
– Żadnych więcej... A co my niby mamy świętować, skoro wszystkie bitwy i wojny przegraliśmy?

Padłam, jak to przeczytałam :D

#45hB9

Moja mama zawsze była wielką fanką krzyżówek. Potrafiła rozwiązać każdą w kilka minut. Tak samo uwielbiała przeróżne telewizyjne teleturnieje – Milionerów, Koło fortuny, Jeden z dziesięciu, Jaka to melodia czy Familiadę. Odpowiadała na pytania szybciej niż uczestnicy. Po prostu miała ogromną wiedzę i świetną pamięć. Ja mam to po mamie. Też uwielbiam rozwiązywać krzyżówki, sudoku i jestem niezły w teleturniejach. Nawet w jednym wziąłem udział kilka lat temu i wygrałem niezłą kasę.

Niestety moja mama zachorowała na Alzheimera. Zapomniała, jak się pisze i czyta, zapomniała, jak się ubiera i używa widelca, w końcu zapomniała mnie, pozostałe swoje dzieci, wnuki i swojego męża. Mój tata opiekował się nią przez 10 lat, choć było z nią trudniej niż z dzieckiem. Karmił ją, mył, przebierał, podawał leki. A w zamian słyszał pytania „kim ty jesteś?”, wyzwiska, mama potrafiła go uderzyć czy rzucić się na niego, bo go nie rozpoznawała. Przez ostatnie 2 lata życia mama nie umiała już mówić ani chodzić. Z jej ust wydobywał się jedynie niezrozumiały bełkot. Jeśli oglądaliście kiedyś jakikolwiek film o tej chorobie, to zapewniam was, że nie oddaje on rzeczywistości. Ani „Pamiętnik”, ani „Ojciec”, ani „Daleko od niej”, ani „Strzępy”. Te wszystkie filmy są piękne, wzruszające i smutne, ale nie pokazują całej prawdy. Może początki choroby, ale nie to, co dzieje się z człowiekiem pod koniec. Przy czym ten „koniec” może trwać nawet kilka lat, jak to było u mojej mamy.

Wiele razy czytałem, że rozwiązywanie krzyżówek czy ogólnie ćwiczenie mózgu i pamięci może uchronić przed zachorowaniem na Alzheimera, ale teraz wiem, że to gówno prawda. Mojej mamie nie pomogło. Mi nie pomogło.
Niedawno otworzyłem krzyżówkę i zamarłem. Gapiłem się na nią przez kilka minut i nie potrafiłem odgadnąć żadnego hasła. Widziałem litery, rozumiałem słowa, ale nie wiedziałem, jakie są na nie odpowiedzi. Przerażenie odjęło mi mowę. Bo Alzheimer jest dziedziczny. Mój dziadek, tata mamy, również był chory. Ja mam dopiero 54 lata. Mama zachorowała znacznie później, bo pierwsze oznaki zaczęły być u niej widoczne, gdy była starsza ode mnie o przeszło dekadę.
Strasznie się boję. Nie chcę, żeby moja żona przechodziła przez to samo, co mój ojciec przechodził z mamą. Dlatego rozważam odejście z tego świata. Muszę to zrobić, póki jeszcze mam świadomość.

#pBKKs

Byłem wtedy bardzo młodym nastolatkiem o wyglądzie i budowie jeszcze młodszej/drobniejszej i charakterze emocjonalnym. W moim bloku mieliśmy sąsiada – mundurowca, którego większość dzieci się bała. Wielki, postawny, dominujący w rozmowie facet, często chamski do kobiet. To były czasy, kiedy dzieciarnia bawiła się na podwórkach. Kiedy tak lataliśmy, nagle pojawił się on, zaczął na nas krzyczeć, o coś nas oskarżać, a mając mnie pod ręką, wyżył się, targając mnie tak mocno za ucho, że myślałem, że mi je urwał, bo tak bolało – podniósł mnie za nie. Spanikowany i zszokowany napaścią uciekłem do domu. Nikomu o tym nie powiedziałem. Jak już doszedłem do siebie fizycznie (bolało jak cholera) i emocjonalnie, powiedziałem sobie, że kiedyś się za to zemszczę dokładnie tak samo – kiedy role się odwrócą, kiedy to ja będę duży i silny, a on będzie miał siłę małego dziecka.

Czas mijał (30 lat), cieszę się szczęśliwym życiem, ale o tym jak się wtedy czułem – zlekceważony, napadnięty bez powodu – coraz spokojniej, ale pamiętałem i co kilka lat jak przyjeżdżałem do rodzinnej miejscowości, widziałem go. Widziałem, jak się starzeje, jak słabnie. Jak z człowieka groźnego i pogardliwego dla słabszych, robi się starcem.

Teraz ja jestem duży i silny (od lat, dużo trenuję tygodniowo), o wyglądzie o wiele młodszym niż moi rówieśnicy (wygrałem młody wygląd na loterii genowej i podbijam to treningami – dużym dbaniem o siebie).

Kiedy nadszedł czas zemsty (i dopełnienia się tego, co dopełnić się miało), spierdolił mi. Jak się dowiedziałem, umarł w windzie, jeeebaniutki.

Jeszcze mi zostało wyrównanie rachunków z kilkoma „kolegami” ze szkoły średniej, tylko mi się napatoczą pod rękę, bo widzę na szkolnym FB, jakie stare kluchy się z nich zrobiły. Szkolne osiłki najmniej o siebie, jak widzę, dbają.

Tak, jestem pamiętliwy, a czas? Nie ma dla mnie znaczenia, czy to było wczoraj, czy 30 lat temu.

Lubiliście się znęcać nad kimś, kto był mniejszy od was samych – OK, ale nadszedł dzień zapłaty i tylko mi nie spierdolcie.

#LSbMf

Mam ogromny żal do swojej już obecnej żony za zatajenie prawdy i kłamstwa.

Jesteśmy młodym małżeństwem, dopiero pół roku po ślubie, choć w związku jesteśmy już od 8 lat. Obydwoje pochodzimy ze średnio majętnych rodzin, więc kiedy powinęła nam się noga i straciłem pracę, było ciężko. Do tego obydwoje bardzo dużo pracowaliśmy, aby odłożyć na wesele. A cóż się okazało po weselu? Otóż to, że żona 10 lat temu wygrała w totka pokaźną sumę, którą częściowo zainwestowała, a resztę trzyma na rozmaitych lokatach. Nie będę pisał ile tego jest, ale na tyle dużo, że oboje moglibyśmy nie pracować do końca życia i dobrze prosperować.

Mam żal, że kiedy ja martwiłem się o pieniądze, ona miała na koncie mały skarb. Żona twierdzi, że część tej kasy przeznaczyła na naszą pomoc finansową i że raz pojechaliśmy dzięki temu na wakacje. I tak mam żal, bo po 8 latach razem powinna wiedzieć, że może na mnie liczyć i powiedzieć mi o tym. Poza tym dałem się wmanewrować w intercyzę. Podpisałem ją, bo nalegała, twierdziła, że nie chce być zależna od męża, że w życiu bywa różnie i lepiej załatwić takie sprawy przed ślubem niż potem się kłócić o pierdoły. A tu dwa tygodnie po ślubie wyszło szydło z wora. Kiedy pokazała wszystkie swoje nieruchomości i kasę na lokatach, myślałem, że dostanę zawału. Najgorsze jest to, że o tej małej fortunie nie wiedział nikt oprócz niej. Nawet rodzicom nie powiedziała! Twierdzi, że takie pieniądze wszystko zmienią, a ona nie chce zmian... Po prostu ręce opadają. Mówiłem jej, że teraz możemy zainwestować w moją firmę, którą planuję rozkręcić od końca studiów, ale jest średnio do tego nastawiona. Mówiłem, że może pojedziemy na jakąś ekstra podróż poślubną, ale ona twierdzi, że nie można się afiszować pieniędzmi.

Czuję się oszukany i mam żal, że nie okazała mi zaufania przez 8 lat bycia razem. Zaproponowałem terapię dla par, bo nie jest pomiędzy nami najlepiej, ale co stwierdziła moja żona? Że szkoda pieniędzy i musimy to rozwiązać sami.

#CSrJh

Moja przyjaciółka po raz trzeci wychodzi za mąż. Wczoraj podekscytowana, trzymając dwie sukienki w ręce, pyta mnie, która lepsza, kremowa czy różowa.
– Czerwona najlepsza.
– Przecież nie mam czerwonej!
– No właśnie...

Nie wiem jak mam jej to powiedzieć.
Chłopak ma osiemnaście lat, a przyjaciółka czterdzieści trzy. No pragnę cieszyć się jej szczęściem, ale jakoś nie potrafię. Oni nawet nie rozmawiają w jednym języku i poznali się na jakim forum. Pocieszam się jednak, że takie związki istnieją i że do trzech razy sztuka...

#KJYhG

Ostatnio mój 17-letni brat powiedział do mnie, że ma nowy budzik. Pewnie się zastanawiacie jaki? A oto taki, że ma mnie... Ustawia 10 budzików na rano i kiedy ja wkurzona wstaję i się na niego drę, że ma wyłączyć te pieprzone budziki, to wtedy on wstaje.
Ale i tak kocham tego wariata :)

#i08nM

Kiedy byłem w III klasie podstawówki, z okazji Dnia Ojca pani zadała zadanie na lekcji pt.: jaki zawód ma twój tata? Każdy miał zrobić zadanie w zeszycie, a pani kolejno podchodziła do każdego ucznia i je sprawdzała.
Gdy podeszła do mnie, przeczytała, że mój tata to kierowca.
Myślałem, że tata jest kierowcą, bo mnie odwoził i przywoził ze szkoły, a w rzeczywistości był nauczycielem historii. 
Rodzice często mi to wypominają. Ot, takie zabawne wspomnienie :)

#KU7gH

Kilka lat temu pewni ludzie adoptowali mnie i mojego brata, a później oddali nas do domu dziecka. Gdyby nas nie wzięli, to moja biologiczna rodzina dałaby radę nas odzyskać.
Byłam jakiś czas temu ich odwiedzić w mieszkaniu i powiedzieli mi, że teraz chcą adoptować dziecko z Ukrainy. Bo takie biedne i bez rodziny...

Nie wiem nawet, co myśleć o tej sytuacji.

#vmlSg

Mam 29 lat, gdy miałam 17, zostałam zgwałcona, sprawcy nie złapano. Od 6 lat chodzę na terapię, wcześniej nie byłam gotowa. Większość tej traumy przepracowałam, ale przez to zdarzenie nie potrafię się podniecić i osiągnąć orgazmu bez przemocy. Brzydzę się tym, mam narzeczonego i muszę udawać, że „normalny” seks mnie zaspokaja. Terapeutka twierdzi, że to się zdarza, a ja czuję się brudna, myśląc o tym, ale często wspominam, jak się wtedy czułam i jestem podniecona. Wstydzę się tego, próbuję, naprawdę próbuję to ominąć, ale to po prostu jest w środku mnie. Nie umiem powiedzieć narzeczonemu, bo boję się, że mnie odrzuci przez to, że taka jestem. Wiem, że to nie moja wina, ale patrząc w lustro, po prostu brzydzę się siebie. Nie wiem jak dalej mogę żyć, jak powiem mu całą prawdę, on mnie zostawi, powie, że jestem chora, a jak nie powiem, to będę się męczyć z ukrywaniem tego. Mój narzeczony jest delikatny, pełen szacunku i między innymi za to go kocham. Wiem, że nawet gdybym poprosiła nie zrobi mi krzywdy... i w głębi ducha jestem tym zawiedziona. Jestem złym człowiekiem.
Dodaj anonimowe wyznanie