#wZBRi

Przez całe dzieciństwo i młodość rodzice nie chcieli zgodzić się na psa czy kota, bo to za dużo obowiązków. Tłumaczyłem, że ja mogę się wszystkim zajmować, ale nic nie docierało. Chomik też nie wchodził w grę, bo będzie im hałasował w nocy. Co z tego, że klatka mogłaby stać w moim pokoju a drzwi są zamknięte? Oni i tak by to słyszeli. Zawsze lubiłem zwierzęta więc swoją pustkę wypełniałem głaskaniem zwierzaków gości, których odwiedzaliśmy, albo przypadkowo spotkanych na ulicy.

Teraz jestem dorosły, mam żonę którą kocham, nie chcemy mieć dzieci za to wychowujemy dwa cudowne yorki i kota perskiego. Gdy rodzice pytają kiedy będą mieli wnuki, odpowiadam, że nigdy bo to za dużo obowiązków i będą mi hałasować w nocy.
To w sumie jest prawda, bo właśnie dlatego nie chcemy mieć bachorów ale też nawiązanie do tego jak oni się tłumaczyli.

Nie jest mi ich szkoda. Zastanawiam się tylko, czy moja niechęć bo dzieci wynika z tego, że od dzieciństwa do dorosłości nie miałem okazji opiekować się zwierzakiem.

#Nn5tQ

Będąc małą dziewczynką uwielbiałam program "Od przedszkola do Opola". Każdej niedzieli wyczekiwałam nowego odcinka. Ponieważ nigdy nie mogłam się doczekać, ustawiałam miednicę (która była sceną) na środku pokoju i mama - jako prowadząca program - zaczynała mnie przepytywać.

- Dziewczynko, jak masz na imię?
- Martusia.
- Ile masz lat?
- 4.
- Z kim przyjechałaś?
- Z mamusią, tatusiem i braciszkiem.
- A powiedz kim jest Twoja mamusia?
- Moja mamusia jest uczycielką. - W tym momencie tato poprawił moją wypowiedź, komentując, że nie jest uczycielką tylko NAuczycielką.
- Dobrze, a kim jest Twój tatuś?
- NAleśnikiem.

Do tej pory cała rodzina wypomina mojemu Tacie, że jest naleśnikiem! :)

#zFQKZ

Moje życie jest brudne. Nie smakuje mi jedzenie u mnie w domu.

W gościach jedzenie jest zawsze takie smaczne. Rzadko jem na mieście, bo nie mam na to pieniędzy, ale też zawsze mi ono smakuje. U znajomych obiady są pyszne, a u mnie zawsze wszystkie potrawy są takie słabe. Nie wiem, co to powoduje.

Mieszkam na wsi i żyję w biednym domu. Niestety, ale moich rodziców stać na palenie dwóch paczek papierosów i picia kilku piw dziennie, a na kupno dobrych składników już nie bardzo. W lodówce zawsze jest najtańsza margaryna, smalec, chleby mrożone i dużo mięsa. Kiedyś myślałam, że jest u nas niedobre jedzenie, bo są najtańsze, stare składniki. Ale później zaczęłam sama gotować i staram się przemycać trochę lepsze składniki. Jedzenie jest dalej niedobre. Wstyd mi za to, wstyd mi zaprosić gości i poczęstować ich czymś takim.

U mnie to jedzenie wygląda zawsze tak brudno, nieładnie. Zawsze tak było i myślałam że to wina gotowania mojej mamy. Potem sama zaczęłam robić wszystko według sprawdzonych przepisów, ale efekt nie zmienił się. Jedzenie jest niedobre, wygląda tak brzydko i tłusto i smakuje jeszcze gorzej. Moja kuchnia jest sama w sobie ohydna. Staram się sprzątać, ale domownicy zaraz bałaganią. Wszędzie są klejące się ceraty i blaty. Ścieram ile mogę. Kuchenka gazowa też już jest stara, ale daje radę. Nigdy nic mi nie wyszło do jedzenia. Po prostu nie smakuje mi u mnie. U znajomych gotowałam z koleżanką i wyszło dobre. Mam wrażenie, że moje życie jest brudne. Wszędzie mam tylko najtańsze produkty. Nie mam żadnych porządnych kosmetyków tylko najtańszy żel - dla całej rodziny. Nikt nie używa żelu do higieny intymnej, nici dentystycznej - sama kupuję i słucham później, że wydziwiam. Zwierzęta karmione są tłustymi resztkami z obiadu, kotletami, chlebem. Próbuję działać i tylko spotykam się z pretensjami. Nigdy nie mogę kupić sobie fajnych ubrań, jakie mi się podobają, bo „wydziwiam”. Przeważnie noszę po siostrze, staram się szukać w lumpeksach. Nie mam pieniędzy na życie towarzyskie. Kiedy proszę o pieniądze na zakup świeżej bielizny, słyszę odmowę, bo „wydziwiam”. Moja obecna jest stara, za mała, wytarta. Jeśli staram się cokolwiek zrobić w tym domu, nikt tego nie zauważa albo krzyczy, że „wydziwiam”. Cały czas słyszę ten tekst. Czuję się przez to wszystko tak brudno...

#fWGNT

O tym jak karma wraca.

Kilka lat temu wychodząc z sali na moim wydziale znalazłam na korytarzu banknot stuzłotowy. Nikogo nie było w pobliżu. Stwierdziłam, że nawet gdybym zaczęła pytać po ludziach, to prawdopodobnie każdy by się z chęcią przyznał do zguby. Schowałam więc pieniądze do portfela.

Kilkanaście minut później udałam się do wydziałowego sklepiku z materiałami (wydział artystyczny). Przede mną w kolejce była jedna dziewczyna. Jakież było moje zdziwienie kiedy zaczęła żalić się sprzedawczyni, że zgubiła 100 zł. Nie było opcji żeby wiedziała, że to ja je mam, ponieważ nikomu o znalezisku nie mówiłam. Oddałam jej te pieniądze, byłam pewna, że należały do niej. W życiu nie widziałam tyle szczęścia w oczach człowieka, dziewczyna nie przestawała mi dziękować.

O sprawie zapomniałam aż do niedawna.

Potrzebowałam gotówki, udałam się więc do bankomatu w centrum handlowym, by wypłacić pieniądze. Następnie poszłam do sklepu. Kiedy stałam w kolejce coś mnie tknęło i zajrzałam do portfela - a tam pusto. Zapomniałam zabrać pieniędzy, zostały w bankomacie! Pognałam z powrotem do maszyny, z niewielką nadzieją. Oczywiście kasy ani śladu. Stoję wyklinając na samą siebie, gdy nagle ktoś puka mnie w ramię. Odwracam się, a tam dziewczyna mówi, że była za mną, widziała, że kasę zostawiłam, wzięła ją i czekała w razie gdybym wróciła. Mało się nie popłakałam z radości, dziewczynę prawie uściskałam i serdecznie podziękowałam.

Wtedy przypomniała mi się sytuacja, którą opisałam na początku. Uczciwość popłaca! :)

#Yo51D

W gimnazjum i technikum dokuczał mi jeden chłopak. Nie było to coś bardzo dokuczliwego, ale nigdy nie opuścił okazji by mi dopiec.
O dziwo bardzo go lubiłam, do wszystkich poza mną był bardzo miły życzliwy, do tego był przystojny miał miłą aparycję, zadbane paznokcie, na które zawsze zwracam uwagę.
Sytuacja trwała długo, to nie tak, że mnie ignorował, ale całą uwagę jaką mi poświęcał ukierunkował na coś wrednego. Tu schował plecak, tu mnie przezwał...

Odpuścił w ostatniej klasie technikum. Stał się wtedy z klasowego śmieszka, kimś zupełnie innym, stonowany i uprzejmy, ale gdy na niego spoglądałam to nie miał już tego błysku w oku. Oczywiście, zakochałam się... Wiem to brzmi dziwnie, ale może coś być w tym powiedzeniu "kto się czubi ten się lubi".

Zapytałam go w końcu pod koniec nauki czemu taki był w stosunku do mnie, spuścił wzrok uśmiechnął się lekko i przeprosił za te wszystkie lata.

Nie było happy endu. Poszliśmy każdy w swoją stronę, ja na studia a on do pracy - możliwości technikum i zawód i matura.

Nie miałam z nim żadnego kontaktu, nie było FB i internetu.... Teraz już minęło sporo lat, postanowiłam sprawdzić jak się miewa moja klasa i dowiedziałam się, że ów chłopak pół roku po skończeniu technikum wyjechał za granicę i tam... popełnił samobójstwo. Jako imigrant został pochowany na cmentarzu komunalnym, rodzina dowiedziała się już gdy był w ziemi.
Przez kilkanaście lat myślałam o nim od czasu do czasu wieczorami, zastanawiałam się jak się potoczyło jego życie. Mimo, że to tylko szczenięce miłostki... przez kilkanaście lat myślałam, że on żyje...
To bardzo dziwne uczucie, nie wiem co o tym myśleć... Wiele razy wyobrażałam sobie, że spotykamy się po latach i jak w romantycznym filmie miłość odżywa, ale on nigdy nie dał znaku życia... Bo nie żył.

#kHAg2

Mam 16 lat i kilka miesięcy temu zacząłem się bardziej interesować handlem na giełdzie. Czy to akcje czy to kryptowaluta. Zacząłem w tym kierunku się dokształcać odkąd mamy wolne, przeczytałem masę stron o inwestowaniu, o tym jak czytać wykresy, przeprowadzać analizy, pewnie na YouTube ze 100 godzin obejrzanych filmów na ten temat też by się znalazło.

Trzymałem to wszystko w ukryciu, ponieważ chciałem zaskoczyć rodziców nowym "hobby", nowym zainteresowaniem i możliwą formą zarobku.

Mam swoje oszczędności, niewielkie - 300 zł. Chciałem wziąć 8 złotych na próbę na rynku, założyć konto na jednych ze stron z brokerami, za pozwoleniem mamy oczywiście, i tu zaczyna się problem. Gdy tylko zapytałem się o to mamy, oboje rodziców się włączyło. Mama zaczęła przypominać jak to bank ją okradł na akcjach, za to ojciec wspomniał o "kumplach", którzy zainwestowali w 2013 roku w Bitcoina i potracili pieniądze. Oboje podjęli decyzje i zaprotestowali. Napisałem o kumplach w nawiasie, ponieważ on (tatuś) zawsze mówi co kumpel zrobił, czego nie zrobił. Usłyszał, że kumpel się nie szczepi to on też się nie szczepi na COVID, bo to wszystko ściema i chcą nas "wytempić".

Nie mam zielonego pojęcia co zrobić, jak ich przekonać. Przecież handel długoterminowy czy też krótkoterminowy jest świetną opcją na dorobek lub na polepszenie przyszłości (wrzucenie pieniędzy na emeryturę). Tak, zdaję sobie też sprawę z ryzyka jakie niesie handel, można stracić.

Jak ich przekonać, co ja mam zrobić?
Dziękuję za przeczytanie mych lamentów :)

#7HVLJ

W liceum miałem w klasie takiego typowego incela.
Koleś prawie codziennie narzekał, że żadna dziewczyna go nie chce i w sumie się nie dziwiłem.
Co prawda koleś jest chudy, nosi okulary i według większości ma brzydką twarz, ale jednak widziałem brzydszych od niego z ładnymi dziewczynami.
Więc dlaczego się nie dziwię?
O ile to co wymieniłem to nie jego wina, to koleś miał paskudny charakter.

Oto kilka przykładów:

1. Narzekał, że nie dostał się do klasy biologicznej i musi z nami siedzieć.
2. Wielokrotnie powtarzał, że ma przyjaciół w innych klasach.
3. Gdy robiliśmy coś w grupach powtarzał nam, że wolałby to robić sam.
4. Szczycił się tym, że na półmetek i studniówkę idzie sam. Szanuję, że ktoś może pójść sam z wyboru, ale on przed tymi imprezami mówił, jak to wreszcie znajdzie sobie osobę towarzyszącą, a jak nie wyszło zupełnie zmienił narrację.
5. Gdy chcieliśmy z nim normalnie porozmawiać odpowiadał zdawkowo i bez emocji.
6. Czasami go zagadywaliśmy, bo było nam go szkoda to okazało się, że ma duże wymagania co do dziewczyn, najlepiej super modelka, dziewica, katoliczka, oglądająca skoki narciarskie i wyścigi samochodowe. No i z ładnym nazwiskiem, bo jego się mu nie podobało i chciał po ślubie przejąć nazwisko żony. Zdarzało się też, że krytykował koleżanki z klasy za wygląd chociaż sam nie był nawet w normie.

Co jest w tym anonimowego?
Razem z kolegami postanowiliśmy ukrócić te ciągłe narzekanie. Gdy chodziłem do liceum w szkołach funkcjonowało coś takiego jak poczta walentynkowa. Wrzucało się listy do skrzynki wystawionej na korytarzu, a 14 lutego dyżurni roznosili to do adresata. Zazwyczaj nadawca był anonimowy. Złożyliśmy się i kupiliśmy ze 100 takich karteczek, napisaliśmy różne życzenia, staraliśmy się pisać różnymi charakterami pisma i wszystko zaadresowaliśmy do tego kolegi.
- Jakież było jego zdziwienie, gdy tamtego dnia jako jedyny z klasy dostał walentynki i to cały stos.
- Jakież było nasze zdziwienie, gdy koleś w to nie uwierzył i rozszyfrował, że ktoś sobie z niego jaja robi.
Narzekał jeszcze bardziej przez wiele dni.

#Mzbqy

Mieszkam w dość dużym mieście. Dziś odwiedził mnie ksiądz po kolędzie.
Po modlitwie i standardowej gadce, pyta gdzie mąż? Odpowiadam, że za granicą, że pierwsze święta spędziliśmy osobno. Mamy dwójkę dzieciaków. Jesteśmy normalną rodziną. Żyjemy w normalnych warunkach. Ale widać było po nim, że się przejął.

Gdy zbierał się do wyjścia, wręczam kopertę a tu zonk. Ksiądz stwierdził, że nie mógłby przyjąć ode mnie pieniędzy. Nie jest w stanie zrozumieć co przeżywają rodziny, gdzie są małe dzieci, a ojciec musi być tysiące kilometrów żeby zapewnić należyty byt rodzinie. Tłumaczył, że wizyta duszpasterska nie polega tylko na zbieraniu kopert. Stałam jak wryta, nie mogąc opanować łez.
To była pierwsza prawdziwa wizyta księdza w moim domu.

#iyyjh

W liceum miałem dziewczynę. Cud, nie kobieta. Wyrozumiała, inteligentna, skromna, szczera, sympatyczna, do tego ładna. Byliśmy już ze sobą pół roku, kiedy wpadłem w nieciekawe towarzystwo. Imprezy, alkohol, potem doszło ćpanie. Najpierw lekkie, zanim się obejrzałem brałem coraz to mocniejszy towar. Moja luba próbowała wszystkiego aby mi pomóc, jednak ja to totalnie ignorowałem. Po jakimś czasie zaczęła mieć dość mojego zachowania, nic do mnie nie docierało, było ze mną coraz gorzej. W końcu postawiła mi warunek. Jeżeli nie skończę z moim dotychczasowym życiem, to z nami koniec. Zbytnio się tym nie przejmowałem, myślałem, że prędzej czy później i tak wróci. Pomyliłem się, nie wróciła.

Z biegiem czasu byłem coraz bardziej uzależniony, a mój organizm znacznie się osłabił. Chociaż wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. W końcu przedawkowałem i trafiłem do szpitala. Wykryto u mnie poważną chorobę i nie obyło się bez operacji. Wiecie jaki był pierwszy widok, jaki zobaczyłem po wybudzeniu się ze śpiączki? Widok mojej ukochanej. Przez cały czas leczenia mnie wspierała, nie zostawiła mnie, potem pomagała wyjść z uzależnienia. Aktualnie jesteśmy razem, od używek trzymam się z daleka, a z byłymi "przyjaciółmi" nie utrzymuję kontaktu. :)

#SY3jQ

Ostatnio wydarzyło się coś, co sprawiło, że musiałam sporo się natrudzić, żeby nie rozryczeć się jak małe dziecko w tramwaju....

Po skończonej pracy, jak zwykle udałam się na przystanek, aby wrócić do do domu. Jak zwykle zaoferowana swoimi myślami, stanęłam w oczekiwaniu na tramwaj. Po chwili zobaczyłam siedzącą na ławce przystankowej starą babinkę. Na oko po 80, z ciepłem w oczach i o kulach. Liczyła niewielką ilość monet, które miała w garści. Nie wiem czemu podeszłam bliżej, a ona zapytała mnie czy dołożę jej na chleb 50 gr, bo jej brakuje. W pierwszym odruchu odwróciłam wzrok - nie raz napotykałam w mojej mieścinie na naciągaczy-pijaczków. Ale po chwili spojrzałam znowu na nią i na jej stare pomarszczone ręce z kilkoma monetami. Serce mi zmroziło...
Dałam jej oczywiście wszystkie drobne z portfela. Podziękowała bardzo takim miękkim babcinym głosem. Obok nas stała jeszcze kobieta, która również dorzuciła babince kilka złotych. Przypomniałam sobie, że mam przecież dwa chleby przed chwilą kupione i dałam babci ze słowami, że ma już chleb, a za te pieniądze może kupić sobie coś do niego. Starsza pani zaczęła płakać ze szczęścia i dziękować, że są jeszcze dobrzy ludzie. Za chwilę odjeżdżałam już tramwajem patrząc na biedną babcię, ściskającą bochenek chleba i łkającą...

Cały dzień o niej myślałam żałując, że nie poświęciłam jej dłuższej chwili na rozmowę i zrobienie niewielkich zakupów... Co się dzieje z tym światem?!
Dodaj anonimowe wyznanie