#rqu0z

Czuję się jak debilka. Swoją złość najczęściej zmieniam na płacz. Tak jak małe dziecko. Mam prawie 20 lat, a potrafię popłakać się z powodu ezgaminu niezaliczonego w 2-gim terminie. Ostatnio wykładowca nie zaliczył mi egzaminu (niesprawiedliwie), a ja po prostu się przy nim popłakałam.
Za każdym razem jest mi tak wstyd.
Można by mówić, że są poważniejsze problemy- jak zdrowie- jestem chora na nieuleczalną chorobę (to nie rak ani guz). Swoje przepłakałam w przeciągu dwóch lat (diagnoza dwa lata temu. Moja mama miała wylew tuż po mojej diagnozie, ledwo udało jej się przyeżyć operację. Rok później w nocy dostała ataku padaczki. Po tym przez jakiś czas nie mogłam normalnie spać, brałam syropy na uspokojenie- cały czas nasłuchiwałam, czy wszystko jest okej, czy nie ma drugiego ataku.
Teraz studiuję i poprawiam maturę, by dostać się na wymarzony kierunek. Czasem po prostu siadam i płaczę z powodu moich błędów. W liceum nie miałam tak na prawdę nikogo, kto chciałby się ze mną spotykać- lepsza koleżanka zawsze się wykręcała od spotkania na naukę. Potrafiłam siedzieć całe dnie sama w szkole, nikt nie chciał ze mną rozmawiać sam z siebie, zawsze ja zaczynałam rozmowę. Byłam zbyt pomocna. Wykorzystywali mnie jako jedynie źródło informacji/notatek.
Najgorsze jest , że moja rodzina jest trochę zamożniejsza niż inne - wszyscy siłą rzeczy to zauważają. Jeżdżę własnym samochodem (nie jest nowy, bo to stara toyota), mam „ajfony”, droższe ubrania. Staram się być skromna, ale wychodzi na to, że po prostu za dużo pomagam i nawet nie zauważam, że niektórzy mnie wykorzystują.
Teraz mam dobrą koleżankę- może ciężko w to uwierzyć, ale ona pierwsza potrafi na mnie poczekać, nawet jeśli ma za chwilę zajęcia. Dla niektórych to normalne, ale dla mnie nikt takiego czegoś nigdy nie zrobił.

Przepraszam, trochę ponarzekałam. Trochę mi lżej.

Zazdroszczę wszystkim, którzy mają zdrowie i przyjaciół.
HannahBaker Odpowiedz

Nie mam ani zdrowia ani przyjaciół. Też wam zazdroszczę

grubabarbara Odpowiedz

Jezu nienawidzę jak ktoś nie zamyka nawiasów.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#RWiU3

Jestem kobietą, mam 20-parę lat.
Od 11 lat jestem uzależniona od filmów pornograficznych.
Tak, uzależniłam się w czasach, kiedy fartem udało się ściągnąć jaki film zamiast muzyki w programie typu eMule czy BearShare. Wcale nie interesuje mnie fabuła. Lubie włączyć na kilka minut, podniecić się, dać upust i wyłączam, po czym zastanawiam się, jak mogłam oglądać takie obrzydlistwo. W okresie dojrzewania włączałam sobie takie filmiki nawet i 5-7 razy dziennie. Lubię utożsamiać się z kobietą, słyszeć dźwięki rozkoszy ale też i podnieca mnie sam kobiecy biust. Uwielbiam to i stanowi to dla mnie ogromny problem, ponieważ przez to nie mogłam uprawiać seksu z chłopakiem, z którym byłam w poważniejszym związku. Po prostu mnie to nie podniecało i nie chciałam tego robić, wolałam obejrzeć sobie filmik na spośnej stronie i się podniecić w ten sposób. Wyobrażać sobie, że to ja jestem bohaterką tego ostrego rżnięcia, natomiast jak przychodziło co do czego, to w realu nie chciałam tego robić. Obecnie jestem singielką i boję się, że przez ten problem nigdy nie będę mogła być w związku. Jestem nienormalna.
majer Odpowiedz

Wszystko w nadmiarze potrafi być szkodliwe. Widocznie przedobrzyłaś. Zalecam poznanie poważnego gościa, odstawienie masturbacji, przygłodzenie instynktu, a potem...

OPeruit Odpowiedz

Filmy pornograficzne są sztuczne. Zaginają rzeczywistość, aby się lepiej sprzedawać. Prawo rynku, sprzeda się tylko to, co wydaje się najlepsze. Jak szpicujesz się tym, w dodatku tak często i się z filmami utożsamiasz, to jakoś nie dziwi, że normalne zbliżenie jest dla ciebie nudne

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#P2Zb8

Mój najwiekszy wstyd?
Byłem w związku przez internet przez kilka lat, nigdy się nie spotkaliśmy. Byliśmy na bardzo "zaawansowanym" etapie związku, jeśli można tak to nazwać - rzygaliśmy sobie nawzajem swoimi duszami. Gadaliśmy dniami i nocami, przez te kilka cholernych lat. Wielokrotnie dawałem do zrozumienia, że czas się spotkać, ale ile razy wchodziłem na ten temat, tyle razy zostałem zbywany, najczęściej przepraszaniem (na początku) a potem już kompletnie "bezpardonowo". Byłem takim przegrywem i taką cipą, że zmiast kopnąć w dupę leserkę cierpliwie znosiłem to wszystko i czekałem, czekałem te pieprzone kilka lat, że może w końcu ona się przekona, odważy. Pewnego dnia nie wytrzymałem i zakończyłem ten cyrk.
Tak kurewsko mi wstyd przed innymi i samym sobą, że tyle czasu dawałem sobą manipulować, kochałem i straciłem tyle czasu na kogoś, kto wydawał mi się najwiekszym skarbem jakiego spotkałem na swojej drodze. Wstyd mi, że jestem tak naiwnym przegrywem. I nigdy nie dowiem się, kim była osoba po drugiej stronie ekranu.
majer Odpowiedz

Pewnie była trolem o wadze 150 kg. Zapomnij i szukaj dalej, tylko może bardziej w realu.

Odpowiedzi (1)
GraczLoLa Odpowiedz

A ja ciebie podziwiam. Masz ogromne pokłady cierpliwości i wytrwałości, a to są twoje bardzo silne atuty. Nie powinieneś się wstydzić tego co zrobiłeś, tylko potraktować to jako lekcję, aby może w przyszłości lepiej zastanowić się nad tym, czy dobrze lokujesz swoje uczucia. Wiele perełek ucieka facetom (w tym zapewne i mi), właśnie dlatego, że nie mają cierpliwości do powolnego zdobywania swojej wybranki.

Znam parę, w której facet zdobywał swoją kobietę przez 7 lat. I udało mu się. Ona z jakichś powodów była nastawiona negatywnie do mężczyzn, ale ostatecznie dopuściła go do siebie, pokochała i są już małżeństwem z wieloletnim stażem. To jest raczej wyjątek, a nie reguła, ale pokazuje, że warto czasem poświęcić czas (nawet dużo czasu), na walkę o realizacje swojego marzenia. Ważne tylko, aby robić to zgodnie ze swoimi przekonaniami i się w tym nie zatracić (aby nie popaść potem w zgorzknienie).

Nie łam się tym, tylko szukaj dalej i w końcu na pewno ten wysiłek się opłaci. Dobrze jednak jest określić jakieś granice (np. po miesiącu, dwóch spotkanie) lub po czasie zastanowić się, czy dana osoba na prawdę traktuje cię poważnie, czy może gra i nic z tego nie będzie.

Zobacz więcej komentarzy (3)

#CyY4i

Mam 15 lat i już wiem, że nie mam szans na normalne życie.

Zacznę od początku. Odkąd pamiętam, byłam w domu pilnowana przez całą dobę. Należę do dość mocno zamożnej rodziny, więc kamery i człowiek z ochrony nie były dla mnie czymś niezwykłym. Nie wychodziłam bawić się z innymi dziećmi, jedyny kontakt to z dziećmi w szkole. Tak było do 12 roku życia. Zbuntowałam się, płakałam nocami i dniami, nie chodziłam do szkoły, a moja mama rwała sobie włosy z głowy, tata w tym czasie pracował. Postanowiłam targnąć się na swoje życie, do tej pory żałuje, że mnie odratowali( co nie było trudne bo nie umiałam porządnie zawiązać liny i po prostu trochę mocniej się poddusiłam). Do psychiatryka trafiłam na max 2 tygodnie, rodzice wykupili mi wyjście. Strasznie żałuje, że to zrobili. Od 6 klasy jestem cała pocięta, zaczęłam uciekać z domu, palić papierosy, pić, zażywać opioidy, a mój tata czasami sam mi coś załatwi. Moja mama to mocno wierząca katoliczka, nietolerancyjna i zawistna osoba. Gdy dowiedziała się, że wolę dziewczyny uderzyła mnie, zabrała telefon i napisała do najważniejszych dla mnie osób, a wiecie co ? Że nie są nic warci, nie mają szans na dobre życie i wiele innych. Jedna z moich znajomych po tej wiadomości jest w psychiatryku. Mam do nich ogromny żal, widzę jak zniszczyli mnie, a teraz niszczą moją młodszą siostrę.

Wiecie co jest w tym najgorsze ? Od znajomych słyszę, że mam zajebiste życie. Mogę chodzić na domówki, tata czasami załatwi mi działkę,jestem bogata. A ja w takich momentach mam ochotę uciec, rozpłakać się lub cokolwiek innego.
Znajomi moich rodziców uważają nas za wzór. Mama katoliczka, tata razem z dziećmi i z nią co niedzielę do kościoła. Ja i moja siostra chodzimy do jednych z najlepszych szkół. A od wewnątrz jest to najgorsze gówno.


Jest to napisane pod ogromnymi emocjami, bo trzymam to w sobie, nie mogę iść do nikogo po bardziej profesjonalną pomoc, bo prawie każda osoba w moim mieście jest uzalezniona od mojego taty.
Proszę nie róbcie takiej krzywdy swoim dzieciom i dajcie im normalne dzieciństwo.
Lexelith Odpowiedz

Słońce, jedyne co ci moge poradzić, to wytrzymać jeszcze 3 lata i uciekać gdzieś indziej na studia/ do roboty. Jak chcesz to możemy pogadać na gg (24696335). Zawsze dobrze jest się komuś ze wszystkiego wygadać. Trzymam za ciebie kciuki <3

Odpowiedzi (1)
Nitroglycerine Odpowiedz

Są też telefony zaufania, będziesz mogła się wygadać, jak będziesz mieć potrzebę.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#dBMm9

Mam 21 lat. Jestem uzależniony od narkotyków. Biorę 2 lata i trzeźwieję pół roku, a najdłuższy okres "czystości" który wytrzymałem to 5 dni. Zanim zacząłem chodzić na terapię cpalem dzień w dzień począwszy od zielska, poprzez dopalacze, skończywszy na twardych. Przez 92 dni chodziłem spać co 3/4 dzień i nie było dnia, żebym nie zapodał czegokolwiek. Pod koniec idiotycznego okresu film urwał się na 5 dni. Prośba to Was, abyście nie ruszali żadnego ścierwo, a jeśli już chcecie to róbcie z głową. Po około 80 dniach film zerwany na 5 dni.


Pewnie powiecie "kretyn" i tak macie rację. Gdyby nie zawiłości i porażki na przestrzeni lat nie zacząłbym. Głównym powodem było złamanie serca przez dziewczynę... Nie pierwsza nie ostatnia, ale jestem wrażliwym człowiekiem i szukałem wrażeń - znalazłem je, ba były zamiennikiem miłości. Można było żyć w swoim świecie, a ból złamanego serca odszedł w niepamięć.
Po roku palenia odstawilem na krótko wtedy tylko samo palenie. Szybko się zakochałem i po kilku miesiącach dostałem drugi cios. Zbieralem się kilka miesięcy, ale mówiłem nie używką... Aż do marca i "maratonu". Nie będę opisywał ile i co, bo nie ma się czym chwalić.


W tej chwili ograniczyłem się do minimum. Na trzeźwo (jeśli można nazwać kilka dni bez niczego) nie umiem cieszyć się z codzienności, z uczuć wypalony - właściwie to odczuwam same negatywne. Nawet chwilowa radość staje się czymś złym z czym zaczynam sobie dopiero radzić.

Nie napisałem tego, aby się pochwalić. Napisałem, abyście przestrzec innych, którzy nie widzą podobnego problemu. Nie róbcie błędów i bądźcie asertywni!
majer Odpowiedz

Teraz musisz zmierzyć się z największym hajem, rollercoasterem wszechświata - życiem na trzeźwo. Tylko dla największych twardzieli.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#Fd9F7

Ostatnio dużo jest wyznań od molestowanych kobiet i mężczyzn. Pod jednym z nich zauważyłem komentarz o tym, że ktoś chciałby przeczytać historię z perspektywy oprawcy. No i cóż - oto jestem.
Minął niecały miesiąc od samobójstwa jednego z moich rodziców, które całkowicie wykończyło mnie psychicznie. Poznałem dziewczynę o trzy lata młodszą ode mnie. Wiedziałem, że jest łatwa, toteż w tym samym dniu wylądowaliśmy w łóżku. Co prawda seksu nie było, ale inne zabawy owszem.
Do czego zmierzam? Otóż myślałem, że skoro raz się zgodziła, to następnym razem również. Tak jednak nie było, ale nie chciałem przyjąć odmowy. Mimo jej próśb abym przestał, dotykałem ją najpierw przez ubranie, potem wsunąłem jej rękę pod bluzkę. Wyrywała się, jednak byłem silniejszy. Dopiero kilkanaście minut później doszło do mnie,co właściwie robię. Wtedy uciekła.
Co miałem w głowie? Nie mam pojęcia. Jakby do mnie nic nie docierało. Może myślałem, że tylko się droczy? Cóż, teraz to i tak bez znaczenia.
Poczucie winy męczyło mnie parę tygodni, w końcu ją skrzywdziłem. Przepraszałem wielokrotnie, nawet chciałem sam się oddać w ręce policji - jednak ona tego nie chciała. Wybaczyła mi - ba, nawet mnie rozdziewiczyła kilka dni później i przez krótki czas żyliśmy w relacji "friends with benefits", dopóki nie znalazła sobie chłopaka.
Dziewczyna okazała się silna, ale molestowanie może innym jednostkom zniszczyć psychikę. Zróbcie słabszym od siebie przysługę i nie zachowujcie się tak, jak ja wtedy.
Arushat Odpowiedz

Hmm, wymolestowałeś ją, a kilka dni później się z Tobą przespała? Jednak Korwin miał rację.

TruskawkaBezSerca Odpowiedz

Całe szczęście, że się opamiętałeś i do teraz żałujesz. Masz farta, że laska jest silna psychicznie, gdyby było inaczej-mogłoby być ciężko. Ciekawe wyznanie

Zobacz więcej komentarzy (1)

#cvVL9

Ostatnio ktoś pisał, że wyobraża sobie wodospad gdy ma trudności z oddaniem moczu.

Ja, gdy mam zatwardzenie wyobrażam sobie, że ktoś mnie rucha w dupe. Gdy nadal mam trudności pochylam się do przodu i lekko poruszam się w przód i w tył, tak jakby ktoś mnie brał na pieska. Czasami nawet ścisnę sobie pierś. Zawsze pomaga.

Anal od zawsze mnie fascynował i robiłam tak nawet gdy jeszcze nie wiedziałam jakie to uczucie.

#NyS6d

Zacznę od tego że to historia nie moja, a moich przyjaciół. Najdziwniejszej relacji z jaką dane było mi się spotkać, choć narodziła się ona przez internet.
Więc cofnijmy się kilka lat wstecz:
Ona: Nazwijmy ją X. Lat 17, diabelnie inteligentna, a przy odrobinie chęci z jej strony to facetom odpływała krew z mózgu. Prawie ideał. Prawie, ponieważ należała osób które łatwo wybuchają - bogini wojny.
On: Niech będzie że Y. Lat 22, świetny kumpel, potrafił i pocieszyć, i dać mentalnego liścia, ale nie umiał przegrywać.
Oni: Niby przyjaciele, ale widać, że tam chodzi o coś więcej niż przyjaźń. Po prostu, więź na innym poziomie: kochankowie, rodzeństwo i przyjaciele w jednym, a to chyba i tak za mało.
Tylko, że no… kłótnie. Wiecznie, o wszystko, o każde najmniejsze potknięcie i błąd. Wieczne afery, dramaty lepsze niż w telewizji. Nie umieli odpuszczać, po prostu.
Często "zrywali" kontakt. Chcieli się uwolnić od tak naprawdę bardzo toksycznej relacji, ale… nie wychodziło. Zawsze do siebie wracali, zawsze się godzili i zawsze wszystko wracało do normy.
Oboje z samotności robili głupie rzeczy, naprawdę, nie warto nawet wspominać. Nie ma nic gorszego niż słyszeć ich podczas fazy rozstania, jednoczesna nienawiść i cholerna pustka, i żal.
Tylko, że w końcu zrozumieli, że to co czują do siebie to coś więcej. Coś więcej niż przyjaźń. Zrozumiali to co dla każdego kto ich znał było oczywiste od dawna.
I tak zostali parą. Były kłótnie, były wojny, była zazdrość. Ale w końcu to była wojna nie między sobą, a o siebie.
I nie wiem jak oni to zrobili, ale na moim stole leży właśnie zaproszenie na ich ślub.
GraczLoLa Odpowiedz

Trochę to nie miejsce na takie historyjki (znowu brak anonimowości).

Poza tym czuję, że na dłuższą metę to nie zadziała. Będą się dalej kłócić i możliwe, że wszystko skończy się rozwodem (chyba, że pogodzą się zanim do niego dojdzie).

Odpowiedzi (1)
Sebastian001 Odpowiedz

Zmarnowałem dwie minuty.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#pQrET

Kiedyś słuchałem tylko rapu, ale z wiekiem moje preferencje się poszerzyły i polubiłem metal. Gdy mam słaby dzień i nikogo nie ma w domu rozgłaszam na maksa "nocnego kochanka" i czuję się jakbym był na scenie.
Kuudere Odpowiedz

Fajnie, że się rozwijasz, jak najbardziej popieram taki progres (zbrodnią jest ograniczać się do jednego gatunku), ale... właściwie co w tym jest anonimowego?

Odpowiedzi (6)
Odpowiedz

Gdzie jest opcja edytuj skąd ja wytrzasnąłem te preferencje?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (1)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie