#aGdwT

Mieszkam na wsi, która praktycznie z każdej strony jest otoczona lasem. Mając jakieś 6-7 lat oglądałam z tatą programy typu Boso przez świat itp. Często pojawiali się w niej ciemnoskórzy mieszkańcy Afryki. W mojej głowie narodził się genialny (tak myślałam, naprawdę) pomysł. Za lasem była Afryka! Często podczas zbierania grzybów, rozglądałam się w poszukiwaniu jakiś zabłąkanych plemion z dzidami. Po czasie dowiedziałam się prawdy. Byłam delikatnie zszokowana kiedy dowiedziałam się, że Afryka jest zdecydowanie dalej, a za lasem jest inna Wieś.
HoustonNaZadupiu Odpowiedz

Ostatnio co druga historia zaczyna się od opowieści w stylu "kiedy byłam malym dzieckiem, myślałam, że / wydawało mi się / wierzyłam w.... Itp, itd. Możecie po mnie pojechać, ale uważam to za najnudniejsze anonimowe opowieści. Każde dziecko ma jakieś dziwne zajawki, po cholerę to wszystko opisywać?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#pOxji

Jako dziecko byłam okropnym, rozwydrzonym bachorem. Zawsze musiałam mieć wszystko, co najlepsze, z nikim się nie dzieliłam itd. Byłam też strasznie głupia. Moją najlepszą oceną w podstawówce (klasy 1-6) była 3 (i to przy ściąganiu). Ciągle kłóciłam się z ojcem i matką, kiedyś oplułam ciocię. Krzyczałam na dziadków. Okłamywałam rodziców, wmawiałam im, że byłam w szkole, chociaż ostatni raz byłam w niej 3 tygodnie temu. Obrywałam za to, ciągle mi coś zabierano, mama potrafiła płakać z bezsilności, ojciec czasami nawet nie miał już siły mnie bić. Niczego się nie bałam, raz skoczyłam z balkonu, innym razem włożyłam rękę do piekarnika, jeszcze innym razem wskoczyłam pod auto. W szkole gadałam na lekcjach, wyzywałam nauczycieli, biłam rówieśników, robiłam głupie rzeczy. Wszyscy w klasie mnie nienawidzili, tak bardzo przeginałam. Ledwie przeszłam do gimnazjum.
W gimnazjum nagle się zmieniłam. Nie potrafię wyjaśnić, co się ze mną stało. Po prostu... nagle odechciało mi się wagarować, polubiłam naukę i zrobiłam się spokojniejsza (Może to zasługa fajnych nauczycieli?). Przeprosiłam wszystkich, powoli zaczęłam poznawać rodziców, spędzać z nimi czas. Odkryłam, że wcale nie muszę siedzieć kilka godzin nad książkami, bo mam bardzo dobrą pamięć i jedynie muszę sobie wszystko powtarzać.
Teraz jestem w technikum (2 klasa, technik architektury krajobrazu). Dalej jestem dobrym, kochanym dzieckiem i piątkowym uczniem. To nie będzie skromne ale ludzie mnie uwielbiają - rodzice wychwalają, nauczyciele chętnie rozmawiają, w klasie każdy chce się ze mną przyjaźnić. Plan też mam idealny - wracam wcześnie do domu (najpóźniej kończę o 15), dalej nie muszę się długo uczyć, bo wiele rzeczy już pamiętam.
A jednak nie jestem szczęśliwa.
Nie wiem, co się ze mną dzieje ale nienawidzę dnia, w którym poszłam do gimnazjum. Nienawidzę tej mojej "grzecznej" strony. Nienawidzę tego, że teraz nie potrafię nawet pyskować. Boję się popełnić nawet malutki błąd i często panikuje. Kiedyś robiłam wiele niebezpiecznych rzeczy, teraz jestem aż za bardzo ostrożna. Dalej odczuwam braki w mojej wiedzy.
W podstawówce pisałam opowiadania, dużo czytałam, rysowałam, tańczyłam i szyłam. Teraz nie mam na to siły. Wracam do domu, uczę się, jem obiad i już mam wszystkiego dosyć.
Nie lubię moich znajomych. Dziwnie mi z nimi. Męczę się, kiedy muszę z nimi rozmawiać. Z rodzicami i nauczycielami mam to samo.
Mam chłopaka. Nie wiem czy go lubię.
Nawet w wakacje jestem zestresowana i zmęczona.
Czasami bez powodu płaczę po nocach.
Od dwóch lat nic nie rysowałam. Codziennie mówię sobie "jutro". Ale jutro nie mam siły. Czasami kilka godzin wpatruję się w jedną kartkę, a potem chowam ją. A w nocy płaczę.
Pisać opowiadań już kompletnie nie potrafię.
Nie mam siły czytać.
Jestem nieszczęśliwa i nie potrafię tego zmienić
FoxyLadie Odpowiedz

Może hobby związane z adrenaliną by ci pomogło? Np jakieś sztuki walki, parkour itp. Poradzisz sobie 😊

Uneneane Odpowiedz

Dojrzewasz.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#wT7bZ

Uwielbiam zapach swoich butów. Zawsze przed założeniem mam nieodpartą chęć ich powąchania, bardzo podoba mi się ten zapach. Najgorzej kiedy jestem u kogoś i nie mogę tego zrobić. Tak, jestem pieprznięty, wiem, ale co? W końcu anonimowe...

#F1YqK

Kiedyś byłam smutna, już nawet nie wiem z jakiego powodu. Co zrobił mój ówczesny chłopak by mnie pocieszyć? Wrzucił mnie do fontanny miejskiej...
simsalagrimm Odpowiedz

chciał zmyć z ciebie cały smutek ;)

Uneneane Odpowiedz

Może śmierdziałas?

Zobacz więcej komentarzy (3)

#WN0bu

W szkole byłam gnębiona- czasy gimnazjalne. "Koledzy" mnie poniżali, docinali, nie dali dojść do słowa. W klasie stworzyły się kasty ... fajni, mniej fajni i ja. Samotnik. Bynajmniej mi to nie przeszkadzało...znaczy samotność. Dużo czytałam i nie miałam ochoty na bliższe kontakty z ludźmi, którzy mnie gnębili. Nie raz podczas przerwy, pozostawiony plecak miałam zalany, albo wsypane okruszki ciastek itp. Wymyślano mi różne przezwisko, sprawdzano czy zareaguję. Wyśmiewano mnie za ubiór, za to, że mojego ojca wiecznie widzą pijanego w rowie. Milczałam.
Podobny był okres liceum- bycie fajnym to chlanie, palenie, imprezy i gnębienie mniej popularnych.
Podrosłam, okres ten zapomniałam. Już od dawien dawna, miałam przypiętą łatkę cichej wody, grzecznej i kulturalnej szarej myszki. W domu żyłam z diabłem, który mnie okradał, też klął, bluzgał na matkę, gdy nie dostawała tego czego chciała. Nie mogłam nic zrobić, skarżąc się matce czy ojcu
- i co ja Ci dziecko zrobię- ona też jest moim dzieckiem.
babka zaś mówiła
-to twoja siostra musisz jej wybaczyć.
Co w szkole to i w domu, nie mogłam się odezwać. Powiedzcie mi jak długo można być cierpliwym, miłym i kulturalnym człowiekiem? Ja wybuchłam gdy, siostra ukradła z mojego pokoju obrazy, po czym je sprzedała (ponoć).
Puściłam tak soczystą wiązankę najczystszych, najbardziej polskich przekleństw jakie znałam. Kocham przeklinać. Miłe słowa "przestań, nie rób, tak nie wolno" czyli mniej więcej pokojowe załatwienie sprawy- nie działa. Po prostu ku*wa nie działa. Bić też ludzi ponoć nie wolno. Klęłam i działało.
"Nie możesz przeklinać!"
"Damie nie przystoi kląć" (żadna ze mnie dama, zwykła baba ze wsi)
"nie spodziewałam się tego po tobie" (oh, ojej...)
"musisz wybaczać, musisz być lepszym przykładem dla młodszej siostry"

Każdy ma swoje granice, ja nie wytrzymałam . Ironizując słowa koleżanki- z takim językiem, nie znajdę sobie faceta.
pinkflamingo Odpowiedz

Dokładnie, cierpliwość kiedyś się kończy

Zobacz więcej komentarzy (5)

#POUx8

O "miłości"...

Poznałam go jakiś czas temu, szybko wpadliśmy sobie w oko i zostaliśmy parą. Z początku było świetnie, jak to zwykle bywa, jednak wszystko się zmieniło...
Spadłam w hierarchii jego wartości gdzieś na dalszy plan. Liczyły się imprezy, znajomi, alkohol i inne używki. Kto był z kimś takim wie jak to wyglada, kto nie - łatwo sobie wyobrazi. Kłótnie, prośby, groźby, rozstania, powroty i od nowa. Szybko przekonałam się, ze mój ukochany potrafi być gburem, chamem i idiotą. Zaczęły się problemy, na uczelni, w domu, z prawem. Rodzina, znajomi, ja - wszyscy tracili do niego szacunek. On zawsze miał o sobie mniemanie jakoby był stworzony do wielkich rzeczy, ale zły świat był przeciwko niemu. Marzenia o dobrej pracy, prestiżu, pieniądzach, które kończyły sie otwarciem kolejnej butelki. Im bardziej spadał na dno, tym mniej widział problem.

A w tym wszystkim byłam ja. Na początku przepraszał, obiecywał zmianę, mówił piękne rzeczy o tym jaka jestem kobietą-aniołem, sprawiam ze chce być lepszy i inne bzdety. Gdy z nim zrywałam był niby załamany, gdy znów dawałam szansę robił to samo, nawet tego samego dnia. Później rozkręcił się na tyle, ze już nie przepraszał po każdej "akcji". A było za co przepraszać. Libacje podczas których zapominał o moim istnieniu, kłamstwa i jeszcze raz kłamstwa, wyzywanie, upokarzanie, także przy znajomych, narkotyki, agresja (za to szczególnie nie czuł się winny, bo po 1. nie pamiętał tego, po 2. w twarz nie dostałam wiec o co chodzi) - wszystko przerobiliśmy. A on nie widział w sobie winy, stale obarczał mnie. Jego punkt widzenia: gdy mnie okłamuje to moja wina, bo gdy mówi mi prawdę, źle reaguję (ciekawe czemu). Za każdym razem mówił żebym uważała, bo sprawię, że pożałuje że się przyznał! Gdy dzwoniłam do niego po raz kolejny bo mnie ignorował, wyłączał telefon bym mu nie przeszkadzała. Moja wina że wyłączał, bo go zadręczałam a on robił coś niezwykle ważnego jak picie piwa. Gdy płakalam - z bezsilności - wg niego próbowałam na nim coś wymusić, nie reagował "żebym się nauczyła że go to nie będzie ruszać". Gdy próbowałam rozmawiać, wyjaśniać, szukać rozwiązań, był zły i znudzony, bo wolał po prostu to zmienić zamiast o tym rozmawiać. Nie zmieniał. To że przestał się starać, to też moja wina, bo dobijały go moje stany depresyjne (domyślacie się pewnie ich pochodzenia).
To tak wielkim skrócie i wybiórczo.
W KOŃCU odpuściłam...

Straciłam z nim dużo czasu wierząc w niego i bojąc się samotności. Minęło sporo czasu, a ja jestem przeszczęśliwa. On pewnie wciąż uważa, że nie robił źle. Może gdy (jako fan tej strony) przeczyta to z "obcej" perspektywy spojrzy na to inaczej? Życzę mu tego, bo nigdy nie jest za późno na zmianę swojego zycia. Na szczęście już nie ze mną. Tylko do teraz nie wiem - jeśli wybrał takie życie, po co byłam mu ja?
HoustonNaZadupiu Odpowiedz

Po co w ogóle tracić czas na opisywanie związku z takim fiutem. Idź zrób coś pozytywnego dziewczyno!

Zobacz więcej komentarzy (1)

#Dl3oe

Od zawsze się dobrze uczyłam, starałam się być uprzejma i dobra dla ludzi, zarażać optymizmem.
Dlatego nigdy nie schodził mi uśmiech z twarzy.
Właśnie. Ostatnio dowidziałam się, że jestem niewychowaną bezbożnicą oraz córką Belzebuba, ponieważ UWAGA uśmiechałam się na lekcji.

Dostałam uwagę.
Rodzice porozmawiali z tą kobietą jeszcze tego samego dnia.
NimfadoraTonks Odpowiedz

Uśmiechałaś się? Może jeszcze napisz, że byłaś miła i serdeczna! Co się z tą młodzieżą w dzisiejszych czasach dzieje?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#Gp26h

Sytuacja z dzisiaj. Idę sobie ścieżką przy lesie na jednym z osiedli Olsztyna. W pewnym momencie z lasu wychodzi dwóch lekko podpitych chłopaków i jeden całkiem trzeźwy, choć też było czuć alkohol. W mojej głowie od razu pojawiła się myśl 'no kurde, nie podchodźcie do mnie, błagam', ale bóg jakby nie posłuchał moich próśb. Ja już gotowa do ucieczki kiedy jeden z chłopaków podaje mi swój telefon i pyta się czy zrobię im zdjęcie pod słońce, żeby twarzy nie było za bardzo widać. Ja na to,że ok, nie ma sprawy, bo bałam się tego co będzie jak im odmówię. Tak, jestem dość strachliwa. Ale do rzeczy. Chłopaki wyjęli butelki piwa i zrobili głupie pozy, ja cyknęłam fotkę. Oddałam telefon i przybiłam z jednym z nich piątkę. Zaprosili mnie też na wspólne picie w lasku, ale już odmówiłam. Sytucja całkiem spoko, ale jeszcze 10 minut później się trzęsłam. Jestem dziwna. A chłopaków pozdrawiam, o ile coś pamiętają.
pinkflamingo Odpowiedz

Co Ty gadasz, nie jesteś dziwna, jesteś przezorna i dobrze :)

Zobacz więcej komentarzy (1)

#wf2qG

Kiedy byłam mała bardzo lubiłam kolorować kolorowanki, ale myślałam, że jeśli wyjadę kredką za linię to pójdę do więzienia... To się nazywa życie na krawędzi.
HoustonNaZadupiu Odpowiedz

...ten dreszcz emocji podczas czytania twojej historii.

#auQdi

Gdy miałam jakieś 11-12 lat ciekawiły mnie okolice intymne mojego ciała oraz seks. Wszystko przez lecące późnym wieczorem porno.
Postanowiłam dowiedzieć się wiec o co z tym wszyskim chodzi.
Pewnego razu wsadzilam do swoje pochwy palce a pozniej cos ... innego.
No a później leciała krew.
Jako że nie rozumiałam o co chodzi postanowiłam nikomu o tym nie mówić.

Teraz moja mama wpadła na pomysł by pójść ze mną do ginekologa, by sprawdzić czy jestem dziewicą, bo od kilku dni mam chłopaka.

Jak bardzo mam przesrane?
lazanja Odpowiedz

Nie masz wcale. No chyba, że trafisz na przygłupa a nie ginekologa. Po pierwsze nie każda z nas ma tą głupią błonę. Po drugie ta błona może pęknąć samoczynnie w różnych innych sytuacjach niż seks, np. podczas intensywnych ćwiczeń. Także nawet jeśli tej błony nie masz to nie znaczy to, że nie jesteś dziewicą. Powodzenia!

T0RI Odpowiedz

Sama błony nie mam od dawna, poszła podczas ćwiczeń. Jak byłam pierwszy raz u ginekologa (miałam 16 lat) to pytał się mnie czy ma powiedzieć mamie ze błona jest ;) z tego co wiem to lekarz nie powinien udostępniać takich informacji nawet rodzicą

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (3)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie