#NBlcy

Pracuję w lodziarni. Uwielbiam swoją pracę i do klientów podchodzę zawsze z uśmiechem na ustach i pozytywnym nastawieniem. Jednak gdy na moje radosne "dzień dobry'' nie usłyszę odpowiedzi, lub chociażby zwykłego "poproszę'' przy zamówieniu, specjalnie nakładam mniejsze porcje.
Taka moja mała zemsta za brak kultury.

#sdpI5

Parę miesięcy temu miałam okazję odbyć swoją pierwszą podróż samolotem. Strasznie bałam się lotu, zwłaszcza że mam silny lęk wysokości, tak że ten sposób transportu nie bardzo mi się uśmiechał.

Start nie był aż tak przerażający jak myślałam - było trochę adrenaliny i strachu, ale w końcu obraliśmy kurs i jakoś poszło. Nie było aż tak źle i byłam z siebie bardzo dumna, bo przecież udało mi się pokonać lęk przez podróżą samolotem... tylko po to, aby nabawić się lęku przed samolotową toaletą - kiedy nacisnęłam spłuczkę, zawartość muszli została wciągnięta do kanalizacji przez powietrze o tak dużej sile, że aż zaskoczona przewróciłam się na drzwi, a mój głupi mózg stwierdził, że na pewno moje odchody zostały właśnie wciągnięte do rur i od razu wyrzucone z lecącego samolotu i ze mną też się to stanie, jak stamtąd nie ucieknę :)
Miny ludzi widzących dziewczynę wyskakującą w panice z toalety - bezcenne.

#k9KQA

Gdy miałam około 10-12 lat, myślałam, że w każdym sklepie towar jest chowany na noc na zaplecze i rozkładany codziennie rano. Żal mi było pracowników, bo myślałam, że wstają o 4 rano i idą rozłożyć towar na półki i pracują do ciemnej nocy, żeby go schować.
Nie wiem co miałam w głowie xD
SweetChildOMine Odpowiedz

z tym wstawaniem o 4 rano bardzo się nie pomyliłaś, np. moja mama wstaje o 4, o 5 jest już w pracy, żeby wszystko przygotować, a o 6 sklep otwierają :)

Morgenrot Odpowiedz

W głowie miałaś mózg.

Zobacz więcej komentarzy (1)

#o5Vbb

Strasznie boje się ciemności. Ogólnie jestem strachliwa, szczególnie jeżeli chodzi o rzeczy paranormalne. Mój pokój (jako jedyny na piętrze) mieści się zaraz obok strychu, co również pobudzało wyobraźnię i działało na strach. Tak nauczyłam się zasypiać przy telewizorze. Wystarczyła funkcja drzemki. Moją zmorą były burze, zdarzało się, że nie było prądu. Przenosiłam się wtedy na kanapę w salonie, bliżej sypialni rodziców, gdzie czułam się bezpieczniej.

Ostatnio w moim mieście zdarzały się ulewy, a przez to podtopienia. Tej nocy zapowiadali potężne burze z opadami gradu. Rodzice z planami wyjścia do znajomych, ja w głowie z maratonem ulubionego serialu. Optymizm prysł, kiedy wieczorem zaczęło się błyskać. Niedługo potem spadł gigantyczny grad przy akompaniamencie potężnych grzmotów. Cały mój niepokój wylewałam chłopakowi przez telefon. Mieszka ok. 140 km ode mnie, poznaliśmy się na studiach. Kiedy burza nieco się uspokoiła, wrócili moi rodzice. Bali się, że miasto znowu będzie zatopione, nieprzejezdne, wiec postanowili wrócić do domu. Cała rodzinka do spania, ja rozłożona w salonie, który od czasu do czasu rozjaśniał się pod wpływem błysków.

W nocy obudziło mnie pukanie w okno. Ktoś pukał w drzwi od tarasu. Sparaliżował mnie strach. Przed oczami stanęły mi wszystkie sceny z horrorów, widziałam już seryjnego mordercę, który wybija całą moją rodzinę, a nasze wrzaski przeplatają się z porządnymi grzmotami burzy. Starałam się zachować zimną krew. Trzeba obudzić rodziców. Tak, zdecydowanie.
Mój tata - bohater domu - szybko wziął latarkę i postanowił znaleźć delikwenta/śmieszka/złodzieja. Mijały kolejne minuty. Strasznie się o tatę martwiłam, wiec podeszłam do uchylonych drzwi tarasowych, aby nieco skontrolować sytuację. Wpatrywałam się w światło latarki, gdy nagle "napastnik" pojawił się przed moimi oczami. To była sekunda. On w tym czasie zdążył powiedzieć "Hej". Ja? Napięcie sięgnęło zenitu. Spodziewałam się zawału serca, paraliżu czy czegokolwiek innego. Nic z tego - puściłam bąka. Już wtedy czułam, już wiedziałam, że to nie był zwykły pierd. Po prostu zesrałam się ze strachu w majtki.

Moim mordercą okazał się chłopak, który słysząc lamentowanie przez telefon postawił wsiąść w samochód i przyjechać. Zobaczył auto rodziców na podjeździe, więc nie chciał wchodzić przez drzwi frontowe i wszystkich budzić, tylko wejść dyskretnie - przez drzwi do salonu, w którym spałam ja.

Można powiedzieć, że śmiechom nie było końca (przynajmniej jeżeli chodzi o pozostałą trójkę). Wciąż nie mogę zrozumieć, czemu po prostu nie zadzwonił przez telefon...
malypulpet Odpowiedz

Ja też chcę takiego chłopaka..

Mleczyk Odpowiedz

Chyba pierwsza osoba która nie nazywa swojego strachu fobią.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#DsspR

Kiedyś odwiedzałam chorego wujka w szpitalu. Nad wejściem do szpitala widniał napis: "Każdego dnia coraz bliżej pogrzeb pacjenta". Myślałam, że to bardzo smutne, że ktoś tak napisał, w dodatku na budynku szpitala.

Ostatnio okazało się, że tak naprawdę napis głosi "Każdego dnia coraz bliżej potrzeb pacjenta".
Pozdrawiam wszystkich ślepców xD

#PhSuq

Jestem w 11 tygodniu ciąży i już zdarzają mi się zachcianki. O ile pozwolę sobie czasami na łyczka coca-coli albo filiżankę bardzo rozwodnionej kawy, to są rzeczy, których wypicie w ciąży jest dla mnie nie do pomyślenia, cokolwiek ludzie mówią. Chodzi mi oczywiście o alkohol. Słyszałam już rady w stylu: "pół szklanki piwa to nie alkohol" albo "lampka wina do obiadu jeszcze nikomu nie zaszkodzi" i, moje ulubione, "odrobina nalewki miętowej działa cuda na poranne mdłości".
Mniejsza o to. Złote rady mają to do siebie, że można je zignorować, ale przy okazji przypomniała mi się sytuacja z zamierzchłych czasów licealnych.

Trzymałyśmy się we czwórkę, ot, każda popaprana na swój sposób, ale miałyśmy dobre serca, więc z nami trzymała się też dziewczyna, z którą nikt inny trzymać się nie chciał. Jakkolwiek to nie zabrzmi, widać było, że nie jest najbardziej udaną owieczką Pana. Nie można było jej poprawić czy czegokolwiek powiedzieć, bo wpadała zaraz w furię (nie przesadzam). Logiczne myślenie nie było jej mocną stroną, a do tego brak jej było taktu i zrozumienia dla innych. My z czasem nauczyłyśmy się, jak się z nią obchodzić, tak żeby była względnie szczęśliwa.

Tak więc gdy jedna z nas organizowała kameralną 18. z ogniskiem, zaprosiła też i Helgę (żeby jakoś ją roboczo nazwać). Jakoś tak od słowa do słowa zaczęłyśmy rozmawiać o wpływie właśnie alkoholu na dziecko. I w tym momencie Helga wyleciała z tekstem:
- E tam, jak mama chodziła ze mną w ciąży, to piła piwo, kiedy tylko miała ochotę, a przecież jestem normalna.

Na szczęście nie była dostatecznie wrażliwa, żeby zauważyć ciszę, jaką zapadła.
Ryby Odpowiedz

I to jest właśnie to! Alkohol czy papierosy używane w małej ilości w ciąży wypływają dyskretnie na dziecko. Takie dziecko będzie sobie słabiej radzić w szkole, potem w pracy, będzie miało trudności w kontaktach z innymi, będzie mniej kreatywne, ale rodzice nie będą tego łączyć z lampką wina, czy przebywaniem w dymie tytoniowym. Dziecko w większości będzie mieścić się w szerokiej normie intelektualnej.

Odpowiedzi (2)
Tictac Odpowiedz

Bardzo proszę wszystkie przyszłe matki, kobiety po porodzie i inne złote usta... nigdy nie pierdolcie, że alkohol dziecku nie szkodzi. Nawet jak wyczytacie co innego bądź usłyszycie od lekarza z marnym powołaniem. Alkohol dla kobiety w ciąży to zło. Niszczy się przyszłość dziecku nawet jeśli to tylko szklanka piwa...

Zobacz więcej komentarzy (1)

#8Mce9

Rozmowa z internetową znajomą na temat burz przypomniała mi historię mojego taty, która wydarzyła się parę lat temu.

Było to podczas jednej z tych nocy, kiedy niebo było praktycznie jasne z powodu burz, które od dobrych paru godzin przetaczały się jedna po drugiej nad Polską.

Mój tata, jak to prawdziwie męski mężczyzna, niczego się nie boi, a już na pewno nie jakichś tam piorunów, więc spokojnie poszedł spać, bo przecież jutro trzeba wstać do pracy.

Kojarzycie to powiedzenie, że jeśli budzimy się w nocy bez powodu, to ktoś nas obserwuje? Właśnie z takim dziwnym uczuciem obudził się mój ojciec, a jego serce prawie się zatrzymało, kiedy zobaczył pochylającą się nad nim postać, siwą, w białej długiej koszuli, której twarzy nie mógł dojrzeć. Na domiar złego za oknem właśnie w tej chwili rozbłysnęła błyskawica, jak w jakimś tanim horrorze.

"Jak wy możecie spaaaać?" zapytała postać, a tata szybko się przeżegnał, zrobił rachunek sumienia i pogodził z myślą, że oto nadszedł jego czas.

Cóż, sytuacja nie była aż tak poważna.
Moja babcia po prostu bardzo boi się burzy.

Tata traumy nie ma, aczkolwiek twierdzi, że jeśli teściowa jeszcze raz wpadnie na taki pomysł, serce może mu nie wytrzymać.
malypulpet Odpowiedz

Mi też kilkakrotnie przydarzyła się taka sytuacja :) Babcia stojąca w swojej białej koszuli nocnej, w samych drzwiach, o godzinie 24 :D

Lulle Odpowiedz

Nie dziwię się, sama chyba dostałabym zawału.

Zobacz więcej komentarzy (5)
Dodaj anonimowe wyznanie