#zKbWE

Jestem 21-letnią dziewczyną. Szukałam pracy, a że nie mam zbyt dużego doświadczenia, nie odezwało się za dużo pracodawców, powiedziałabym wręcz, że nikt.
Postanowiłam, że skoro w McDonald's przyjmują każdego (sami piszą tak na ulotkach), wyślę im CV.
Minęło chyba 6 miesięcy, nadal czekam na ich informację o przyjęciu do pracy :D
KartonowaPacynka Odpowiedz

Do mnie ostatnio zadzwonili z zakładu, do którego CV złożyłam ponad 2,5 roku temu. Także czekałabym sobie na odpowiedź, nawet odmowną, do usranej śmierci głodowej.
Powodzenia w szukaniu pracy, jeśli nadal szukasz!

BlachazRdza Odpowiedz

Składaj tu i tam, szukaj szczęścia, OK. Ale może w między czasie zrób jakieś kursy?

Nie, to nie hejt.
Po prostu łatwiej by Ci było coś złapać na przyszłość. Pracować możesz choćby chwilowo w jakimś Maku czy tam Stonce, w Żabie. Ale warto byłoby pouczyć się, coś pozdawać, jakieś kwalifikacje, by kiedyś tam zahaczyć się o coś bardziej dochodowego, przyszłościowego, stałego.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#gPzFF

Działo się to ponad dekadę temu. Lekcja jednego z przedmiotów specjalizacyjnych w technikum. Nauczyciel miał specyficzną metodę wywoływania do odpowiedzi (zresztą nie jedyną) - wybierał z dziennika jakiś wyższy nr (klasa liczyła 32 osoby) i po przepytaniu wybranej osoby, dzielił tenże numer przez 2 (jeśli wynikiem nie była liczba całkowita, brał pod uwagę dwa najbliższe tej liczbie numery).

Siedzieliśmy z kolegą w pierwszej ławce wpatrzeni w zeszyt, by "stać się niewidocznymi" dla nauczyciela z powodu swojego nieprzygotowania. Nauczyciel spojrzał w dziennik i po chwili zastanowienia powiedział: "Poproszę nr 20 do odpowiedzi". Odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ wiedzieliśmy już, że wybór padł na ww. metodę wywoływania oraz to, że mieliśmy numery nijak pasujące do wyników dzielenia (mój nr 24, a kolegi 3). Po przepytaniu 20. nauczyciel spojrzał w dziennik i rzekł: "20 przez 2 ... nr 10 poproszę", a że 10. w tym dniu nie było, to przystąpił do kolejnego działania. Spojrzał jeszcze raz w dziennik i rzecze: "10 na pół to... (tu kilka sekund pauzy)... TRZY".
Mi opadła szczena, natomiast kolega zdębiał, po czym chwycił zeszyt, wstał i mruknął pod nosem "Jak ci to ku*wa wyszło?".

PS Dostał pałę :)
SweetChildOMine Odpowiedz

"wpatrzeni w zeszyt, by "stać się niewidocznymi"" ach, te piękne szkolne czasy <3

MiauCat Odpowiedz

Beznadziejny system te większe numery były częsciej pytane a nie które Praktycznie nigdy

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#5IgUU

Mój brat to typowy ''nolife''. Laptop, klima i dnia ni ma. Do niedawna...

Każdy miał już dość jego grania na laptopie całymi dniami i nocami. Grał do 5 rano, a później nie dało się go dobudzić do szkoły, ledwo zdał. Pomocy dla mamy zero - drzewo porąbać, rozpalić w piecu, pomóc coś w domu - nie robił nic!
Mama postanowiła zabrać mu laptop i wpadł w szał... Zdemolował pół domu, wyzywał mamę, ogólnie wkur*ienie na maksa. Mama powiedziała, że ja zabrałam laptop i zaczął mnie nękać. Na drugi dzień musiałam przyjechać do mamy po dzieci, bo były na noc, nawet nie wchodziłam do domu, ale wyszedł brat... Blado-sino-czerwony. Zapłakany i wkurwiony krzyczał "Oddaj mój laptop!", czułam, że może nawet zaraz rzucić się z łapami, więc szybko się ulotniłam. Chciał z nami jechać, żeby zabrać laptopa, ściemniłam mu, że prędko mnie nie będzie i odjechałam. A ten gówniarz wsiadł w busa, pokonał z buta kilka kilometrów, wjeżdżamy na podwórko, a tam on! Z tego co mi mama powiedziała chciał wejść uchylonym oknem do mojego domu i pobuszować. Oczywiście wyskoczył z tekstem "ODDAJ LAPTOP", a ja w śmiech i mówię, że nigdy nie miałam jego laptopa, tylko go w ciula z mamą zrobiłam :D Odwrócił się na pięcie i wrócił do domu.
Znowu zaczął męczyć mamę o odzyskanie, poziom jego desperacji doszedł do tego stopnia, że poszedł na policję i powiedział, że ukradłam mu laptop, na który on zbierał pieniądze. Był na drugi dzień z mamą, policjant kazał mu oddać laptop i pilnować go, żeby nie siedział za długo, jak się nie będzie słuchał czy chodził do szkoły, to mu zabierać i za tydzień przyjść powiedzieć, czy poprawiła się sytuacja.

Braciszek szczęśliwy był może przez tydzień, dopóki nie siadł dupą na swojego ukochanego laptopa i rozbił ekran :) oczywiście wina mamy, bo nakryła kocem i on go nie zauważył. Naprawiać się nie opłaca, a na drugi go nie stać. Mama tym bardziej nie kupi ;)
BlachazRdza Odpowiedz

Uzależnienie pełną parą. Szkoda, że nikt nie zainterweniował wcześniej - widać od razu, że to nie było od dzisiaj i trwało kawał czasu. Gdy z dzieckiem i niekoniecznie dzieckiem, dzieje się coś złego, od razu powinno się działać, a nie mieć pretensje, gdy w "szoku" i tej adrenalinie nagle dzieciak zdemoluje mieszkanie czy nawet rzuci się z pięściami w dzikim szale. ;-)

NieJedzChlebelaTem Odpowiedz

Y, to już chyba choroba psychiczna.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#WqALL

Mam dziwną "fobię". Brzydzę się oddychać "używanym" powietrzem.
Np. zimą, kiedy ludziom przy oddychaniu uchodzi para z ust czy nosa, przechodząc obok takiej chmurki zawsze wstrzymuję oddech.

Najgorzej jednak było w samolocie. 2 godziny lotu, podczas którego uświadomiłam sobie, że na tym małym pokładzie jest ponad 100 osób. Obieg powietrza był bardzo kiepski, nie można przecież otworzyć okien, żeby przewietrzyć, a ja niemal się dusiłam, bo "byłam zmuszona" wdychać czyjś oddech.
Pewnie brzmi to dla Was bardzo głupio, ale dla mnie to spory kłopot...
Egg Odpowiedz

Wiesz, że wszystko, z czego się składasz, było już kiedyś jakoś używane? Twoja materia nie wynurzyła się z nicości. :D

Odpowiedzi (2)
Syfer Odpowiedz

Kosmonautką to ty nie będziesz

Zobacz więcej komentarzy (9)

#fDxQU

Jakieś 2, 3 lata temu, kiedy odkryłam tę stronę, za każdym razem czytałam nazwę jako "Anonimowe wyzwania" i doszłam do wniosku, że tym tytułowym wyzwaniem jest napisanie jakiejś swojej wstydliwej historii.
Dopiero teraz zorientowałam się jak jest naprawdę.
Boże, dopomóż.
stokrotka1817 Odpowiedz

Przeczytałam poprawnie i zastanawiałam się gdzie masz problem xD

Odpowiedzi (2)
LubieSeksChyba Odpowiedz

Lepiej późno niż wcale

Zobacz więcej komentarzy (6)

#pvt4e

Nie płakałam dowiadując się, że mój ukochany kotek wpadł pod samochód.
Nie płakałam, żegnając się ostatni raz z ciężko chorą ciocią.
Nie płaczę, kiedy na moich oczach ojciec bije czy kopie matkę.
Nie płaczę, kiedy matka kolejny raz mówi mi, że wolałaby nie mieć dzieci.

Skończyłam dziś czytać książkę - biografię pewnego artysty. Fragment o jego śmierci i opis pogrzebu tak mnie wewnętrznie rozwaliły, że chyba ze dwie godziny opłakiwałam go, patrząc tępo w ścianę, nie mogąc wydusić słowa ani przestać szlochać. Opłakiwałam gościa, który i tak od trzynastu lat nie żyje.

Moja wrażliwość i empatia chyba nie działają, jak powinny.
Linkyop Odpowiedz

"Nie płaczę, kiedy na moich oczach ojciec bije czy kopie matkę."
To jest niepokojące.

Odpowiedzi (3)
IsengardQueen Odpowiedz

Myślę, że ta książka była swego rodzajem Twoim odetchnieniem i chwilą słabości, takim wyrzuceniem żalu z siebie. To dobre, że w ciężkich chwilach potrafisz wytrwać i przenieść smutek czy gniew na coś innego, szczególnie, że na opisane problemy nie masz wpływu. To właściwa reakcja.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#HCuoV

Piszę opowiadania - kryminały, thrillery, czasem horrory. Obecnie kończę przygotowywać do wydania pierwszą książkę; pod męskim pseudonimem, bo trochę się wstydzę :P.
Wiecie, kim są ofiary w moich opowiadaniach?
Spaceruję sobie po Internetach i wyszukuję najbardziej wkurzające jednostki lub całe grupy - przykładowo: madki z horom curkom, boginie i bogów Dejmidarmo, SłiTaŚne DziEffCzyNy od KoMciUff, wegeterrorystów, internetowych bojowników o poprawność polityczną, rycerzy Jawiematynie itp. Przedstawiciele tych grup w moim świecie kończą... dosyć kiepsko ;).
Jestem złym człowiekiem...
AzucarMoreno Odpowiedz

Daj tytuł, to będzie najbardziej satysfakcjonująca książka roku.

Ineedjesus Odpowiedz

Czemu pod męskim pseudonimem?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#BWr3n

Czytaliście książkę "Bez mojej zgody"? Podobna historia wydarzyła się naprawdę w moim życiu.
Miałem starszego brata, był chory na białaczkę. Chorował prawie od urodzenia, dostawał chemię, potem wchodził w remisję, czyli czas, kiedy był względnie zdrowy. Potem znowu się pogarszało, znowu chemia i tak dalej.
Rodzice wiedzieli od lekarzy, że najlepsze dla niego byłoby przeszczepienie szpiku kostnego. Niestety znalezienie zgodnego dawcy jest bardzo trudne, największą szansę na taką zgodność ma rodzeństwo chorego. Rodzice zaczęli starania o dawcę od razu, w tym celu urodziłem się ja...

Kiedy miałem 6 lat, nadszedł czas, kiedy jedyną możliwością leczenia jaka mu została był przeszczep. Po badaniach okazało się, że mogę zostać dawcą szpiku. Było to ponad 20 lat temu, wtedy szpik pobierano pod narkozą, wbijając dużą igłę w talerz biodrowy. Rodzice wytłumaczyli mi, że robią mi to, żebym mógł uratować mojego brata, że urodziłem się, żeby mu pomóc.

Przeszczep się przyjął, ale po kilku dniach osłabiony organizm brata został zarażony sepsą. Niestety nie przeżył tego.

Od tamtej pory zacząłem obwiniać się o jego śmierć, myślałem, że to mój szpik go zabił. Nikomu o tym nie mówiłem, gdyby rodzice o tym wiedzieli, na pewno wytłumaczyliby mi, że to nie moja wina.
Żyłem w poczuciu winy dopóki nie dowiedziałem się, że istnieje możliwość zapisania się do bazy dawców szpiku. Po skończeniu 18 lat od razu zapisałem się do bazy DKMS i codziennie mam nadzieję, że pewnego dnia będę mógł komuś uratować komuś życie.

Czuje, że moje życie ma sens i zachęcam was, drodzy Anonimowi, do zostania dawcą szpiku kostnego. To nic nie kosztuje, a może uratować komuś życie. :)
Whereru Odpowiedz

Jak można powiedzieć dziecku, że urodziło się po to żeby uratować brata. Co za rodzice......... współczuję

Odpowiedzi (2)
IsengardQueen Odpowiedz

Przykre w tym wyzwaniu jest to, że zdecydowali się na dziecko nie dlatego, że je chcieli, a po to by wykorzystać szpik. Przynajmniej takie wrażenie sprawia ta historia. Tak jakbyś był przedmiotem, a nie dzieckiem.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (15)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie