#fDxQU

Jakieś 2, 3 lata temu, kiedy odkryłam tę stronę, za każdym razem czytałam nazwę jako "Anonimowe wyzwania" i doszłam do wniosku, że tym tytułowym wyzwaniem jest napisanie jakiejś swojej wstydliwej historii.
Dopiero teraz zorientowałam się jak jest naprawdę.
Boże, dopomóż.
stokrotka1817 Odpowiedz

Przeczytałam poprawnie i zastanawiałam się gdzie masz problem xD

Odpowiedzi (2)
LubieSeksChyba Odpowiedz

Lepiej późno niż wcale

Zobacz więcej komentarzy (6)

#f5751

Kiedy chodziłam do początkowych klas podstawówki, bardzo lubiłam rysować. Rysowałam wszystko - ludzi, zwierzęta, całe pejzaże. Szkoda tylko, że poskąpiono mi talentu i każdy kotek czy piesek wyglądał jak bezkształtna breja.

Wszystko zmieniło się, gdy odkryłam, że można wziąć gotowy obrazek, na przykład z gazety, położyć go na szybie, a na nim czystą kartkę i dokładnie przerysować ołówkiem każdy szczegół. Można powiedzieć, że w jeden dzień stałam się Picassem.

Chciałabym bardzo przeprosić utalentowane dzieci (teraz już dorosłych), które przeze mnie nie zdobyły zasłużonej nagrody w wielu konkursach.
LaczkiZDupy Odpowiedz

Przepraszam, przepraszam. Nagrody im oddaj

T0RI Odpowiedz

Jak ja byłam w podstawówce to i tak większość prac które wygrywaly było robione ewidentnie przez rodziców więc Ci wybaczamy :D

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#pvt4e

Nie płakałam dowiadując się, że mój ukochany kotek wpadł pod samochód.
Nie płakałam, żegnając się ostatni raz z ciężko chorą ciocią.
Nie płaczę, kiedy na moich oczach ojciec bije czy kopie matkę.
Nie płaczę, kiedy matka kolejny raz mówi mi, że wolałaby nie mieć dzieci.

Skończyłam dziś czytać książkę - biografię pewnego artysty. Fragment o jego śmierci i opis pogrzebu tak mnie wewnętrznie rozwaliły, że chyba ze dwie godziny opłakiwałam go, patrząc tępo w ścianę, nie mogąc wydusić słowa ani przestać szlochać. Opłakiwałam gościa, który i tak od trzynastu lat nie żyje.

Moja wrażliwość i empatia chyba nie działają, jak powinny.
Linkyop Odpowiedz

"Nie płaczę, kiedy na moich oczach ojciec bije czy kopie matkę."
To jest niepokojące.

Odpowiedzi (3)
IsengardQueen Odpowiedz

Myślę, że ta książka była swego rodzajem Twoim odetchnieniem i chwilą słabości, takim wyrzuceniem żalu z siebie. To dobre, że w ciężkich chwilach potrafisz wytrwać i przenieść smutek czy gniew na coś innego, szczególnie, że na opisane problemy nie masz wpływu. To właściwa reakcja.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#BI5fJ

Mam 17 lat i krzywą przegrodę nosową (oddycham jedną dziurką), a lekarz stwierdził, że jestem za młody na operację.

Przeszedłem wczoraj przez dzielnicę mojego miasta, która słynie z kiboli i ich klubu.
Po jakimś czasie zaczepił mnie dres, który zadał mi pytanie: [przymiotnik od dzielnicy] Klub Sportowy czy [przymiotnik od miasta] Klub Motorowy?
Widocznie odpowiedziałem źle, bo po chwili trzymałem się za nos, a dres poszedł w siną dal.

Po wstaniu zorientowałem się, że oddycham normalnie, czyli dwiema dziurkami!

Bardzo dziękuję, mój wybawco!
Kolega1689 Odpowiedz

Odpowiedziałeś dobrze, więc Cię wyleczył.

szinigami Odpowiedz

Typ wojownika - dres. Specjalizacja - medyk.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#fNi9j

Zawsze gdy wiem, że ktoś wylądował w szpitalu, zrobił sobie jakąś krzywdę czy czuje się na przykład niepewnie w nowych okularach, fryzurze, ciuchach, piszę do tej osoby życzenia powrotu do zdrowia, zapytanie, czy wszystko w porządku lub komplement. Robię to choćby nawet za cholerę by mnie to nie interesowało. Po prostu sama wiem jakie to przyjemne i podbudowujące gdy wiesz, że przynajmniej jednej osobie nie jest obojętny twój stan i nie jesteś dla innych niewidzialna.
Polecam wszystkim takie zachowanie, im więcej nas będzie, tym przyjemniej będzie nam się żyło.
brainka Odpowiedz

Strzelam, że w takim razie piszesz do niektórych tylko i wyłącznie aby właśnie tak ich "podbudować". Tak jest? Trochę głupio widzieć Twoje wiadomości tylko w konkretnych sytuacjach, od razu rzuca się ta sztuczność...

C2U Odpowiedz

No ja jednak wolę szczere chęci i zainteresowanie..

Zobacz więcej komentarzy (5)

#0n5xy

Parę lat temu wyjechałam na jakiś czas do pracy do Holandii.
Moja mama do dziś myśli, że po prostu beznadziejnie mi płacili, bo po kilku miesiącach zapieprzania prawie nic nie zaoszczędziłam.

Nigdy się nie dowie, że przepalałam prawie całą wypłatę.
GeddyLee Odpowiedz

to ja nie wiem ile ty musiałaś palić

Odpowiedzi (1)
mamyczas Odpowiedz

Brawo, w końcu grunt to odpowiedzialność.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#YeErq

Mam fobię społeczną. Boję się ludzi do tego stopnia, że parę lat temu, mieszkając w akademiku (w jednoosobowym pokoju oczywiście), aby ich nie spotykać robiłam różne... dziwne rzeczy.

Zacznijmy od tego, że łazienkę dzieliłam z sześcioma facetami. Niestety zbyt schludni to oni nie byli - syf, brud, smród i ebola. Dlatego myć się chodziłam gdzie indziej - do łazienki przylegającej do pokoju jedynej osoby, której się nie bałam - mojego przyjaciela, który widział w jakim stanie jest ta przy moim pokoju i sam zaproponował, żebym myła się u niego. Niestety łazienka nie należała tylko do niego, dzielił ją z siedmioma osobami, więc żeby ich nie spotkać, potrafiłam myć się tylko dwa razy w tygodniu, kiedy miałam pewność, że nikogo tam nie będzie. No ale nie będę przecież przechodziła przez całe piętro tylko po to, żeby się wysikać w cudzej łazience! Z tą u mnie miałam jeszcze jeden problem - żeby do niej dojść, musiałam przejść obok pokoju sąsiadów - największych imprezowiczów w całym akademiku. Ich drzwi były otwarte prawie cały dzień. Serio, praktycznie ich nie zamykali. A siedziało u nich zawsze pełno ludzi. Co robiłam w takiej sytuacji? Brałam jakiś plastikowy pojemniczek, kucałam w pokoju, odlewałam się do niego... i przelewałam do butelek po wodach, sokach, generalnie co było pod ręką, a później butelki zawinięte w reklamówki wyrzucałam do kosza na parkingu w centrum handlowym (do którego codziennie jeździłam tylko po to, żeby zrobić kupę). Niestety, jako że jestem kobietą, nie celuję tak dobrze jak bym chciała i często mocz leciał obok pojemnika. Wtedy wycierałam to papierem toaletowym, który wyrzucałam do worka na śmieci, a podłogę przemywałam kosmetykami z zawartością alkoholu. Ręce po wszystkim myłam żelem antybakteryjnym.

Historia obrzydliwa, niestety prawdziwa. Nikt nigdy jej ode mnie nie usłyszy. Wiecie co jest w tym wszystkim najsmutniejsze? Dzisiaj, po paru latach od tych wydarzeń, kiedy moja fobia nieco osłabła, ale dalej istnieje... prawdopodobnie funkcjonowałabym dokładnie tak samo.
PanLatawiec Odpowiedz

To zadziwiające, jak bardzo potrafi utrudnić nam życie coś, co siedzi tylko w naszej głowie...
Życzę powodzenia w dalszym zwalczaniu fobii!

Kapcielek Odpowiedz

Chwila, jeździłaś do galerii, gdzie jest multum ludzi, żeby zrobić kupę, mając fobie społeczną. Tak.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#F2abh

Byłam w kinie na musicalu, film głośny, ledwo jedna piosenka się skończyła, już leciała następna.
Obok mnie siedziała zakochana para. Przytuleni, co chwilę szeptali sobie coś do ucha.
Nagle nastąpił najcichszy moment filmu (chyba jedyny cichy). Żadnego szmeru, zero muzyki, a nawet dialogów, tylko obraz.
I wtedy puściłam soczystego, głośnego bąka. Dźwięk rozniósł się po kinie, odbił od ścian. Naprawdę nie chciałam, próbowałam wytrzymać. Biedna para trochę się odsunęła od siebie, już się nie obejmowali. Mam nadzieję, że nie zepsułam randki czy coś...

Ale to nic. Mieszkam w małym miasteczku, jest tylko jedno kino.
I miałam pecha, że akurat za mną siedziała moja nauczycielka.
Kiedy po pierdnięciu rozejrzałam się odruchowo po kinie (że niby to nie ja i czyja to sprawka), napotkałam wzrok nauczycielki.
Nie wiem, czy ona wie, ale jakoś od tej chwili nie lubię jej patrzeć w oczy.
LaczkiZDupy Odpowiedz

Cóż, raz z tłumikiem, raz z armaty

RavenCrew Odpowiedz

Śmiechłam :'D

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#Fn5UI

Rozstaję się ze słodyczami.
Co mnie skłoniło? Pomyślicie pewnie, że docinki ze strony innych lub wyniki badań. Otóż nie.
A więc co? A no to, że dziś przez ochotę na coś słodkiego prawie uciekł mi autobus.
Pokusa była tak duża, że poszłam po batona do pobliskiego sklepu, myślałam, że szybko kupię i wracam. Straciłam jednak poczucie czasu i spędziłam 25 minut przed regałem pełnym smakołyków. Dobry kierowca, widząc mnie biegnącą w jego stronę, raczył zaczekać.
Dziękuję kierowcy, a was, słodycze, przeklinam!
sensitiveparasite Odpowiedz

A tam opowiadasz. Założę się, że już teraz wpierniczasz czekoladę czy inne czekoladowe uzależniacze

Odpowiedzi (1)
PowiedzTakTak Odpowiedz

Zostaw słodycze w spokoju,to wina regału!

Zobacz więcej komentarzy (3)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie