#gPzFF

Działo się to ponad dekadę temu. Lekcja jednego z przedmiotów specjalizacyjnych w technikum. Nauczyciel miał specyficzną metodę wywoływania do odpowiedzi (zresztą nie jedyną) - wybierał z dziennika jakiś wyższy nr (klasa liczyła 32 osoby) i po przepytaniu wybranej osoby, dzielił tenże numer przez 2 (jeśli wynikiem nie była liczba całkowita, brał pod uwagę dwa najbliższe tej liczbie numery).

Siedzieliśmy z kolegą w pierwszej ławce wpatrzeni w zeszyt, by "stać się niewidocznymi" dla nauczyciela z powodu swojego nieprzygotowania. Nauczyciel spojrzał w dziennik i po chwili zastanowienia powiedział: "Poproszę nr 20 do odpowiedzi". Odetchnęliśmy z ulgą, ponieważ wiedzieliśmy już, że wybór padł na ww. metodę wywoływania oraz to, że mieliśmy numery nijak pasujące do wyników dzielenia (mój nr 24, a kolegi 3). Po przepytaniu 20. nauczyciel spojrzał w dziennik i rzekł: "20 przez 2 ... nr 10 poproszę", a że 10. w tym dniu nie było, to przystąpił do kolejnego działania. Spojrzał jeszcze raz w dziennik i rzecze: "10 na pół to... (tu kilka sekund pauzy)... TRZY".
Mi opadła szczena, natomiast kolega zdębiał, po czym chwycił zeszyt, wstał i mruknął pod nosem "Jak ci to ku*wa wyszło?".

PS Dostał pałę :)
SweetChildOMine Odpowiedz

"wpatrzeni w zeszyt, by "stać się niewidocznymi"" ach, te piękne szkolne czasy <3

MiauCat Odpowiedz

Beznadziejny system te większe numery były częsciej pytane a nie które Praktycznie nigdy

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#5IgUU

Mój brat to typowy ''nolife''. Laptop, klima i dnia ni ma. Do niedawna...

Każdy miał już dość jego grania na laptopie całymi dniami i nocami. Grał do 5 rano, a później nie dało się go dobudzić do szkoły, ledwo zdał. Pomocy dla mamy zero - drzewo porąbać, rozpalić w piecu, pomóc coś w domu - nie robił nic!
Mama postanowiła zabrać mu laptop i wpadł w szał... Zdemolował pół domu, wyzywał mamę, ogólnie wkur*ienie na maksa. Mama powiedziała, że ja zabrałam laptop i zaczął mnie nękać. Na drugi dzień musiałam przyjechać do mamy po dzieci, bo były na noc, nawet nie wchodziłam do domu, ale wyszedł brat... Blado-sino-czerwony. Zapłakany i wkurwiony krzyczał "Oddaj mój laptop!", czułam, że może nawet zaraz rzucić się z łapami, więc szybko się ulotniłam. Chciał z nami jechać, żeby zabrać laptopa, ściemniłam mu, że prędko mnie nie będzie i odjechałam. A ten gówniarz wsiadł w busa, pokonał z buta kilka kilometrów, wjeżdżamy na podwórko, a tam on! Z tego co mi mama powiedziała chciał wejść uchylonym oknem do mojego domu i pobuszować. Oczywiście wyskoczył z tekstem "ODDAJ LAPTOP", a ja w śmiech i mówię, że nigdy nie miałam jego laptopa, tylko go w ciula z mamą zrobiłam :D Odwrócił się na pięcie i wrócił do domu.
Znowu zaczął męczyć mamę o odzyskanie, poziom jego desperacji doszedł do tego stopnia, że poszedł na policję i powiedział, że ukradłam mu laptop, na który on zbierał pieniądze. Był na drugi dzień z mamą, policjant kazał mu oddać laptop i pilnować go, żeby nie siedział za długo, jak się nie będzie słuchał czy chodził do szkoły, to mu zabierać i za tydzień przyjść powiedzieć, czy poprawiła się sytuacja.

Braciszek szczęśliwy był może przez tydzień, dopóki nie siadł dupą na swojego ukochanego laptopa i rozbił ekran :) oczywiście wina mamy, bo nakryła kocem i on go nie zauważył. Naprawiać się nie opłaca, a na drugi go nie stać. Mama tym bardziej nie kupi ;)
BlachazRdza Odpowiedz

Uzależnienie pełną parą. Szkoda, że nikt nie zainterweniował wcześniej - widać od razu, że to nie było od dzisiaj i trwało kawał czasu. Gdy z dzieckiem i niekoniecznie dzieckiem, dzieje się coś złego, od razu powinno się działać, a nie mieć pretensje, gdy w "szoku" i tej adrenalinie nagle dzieciak zdemoluje mieszkanie czy nawet rzuci się z pięściami w dzikim szale. ;-)

NieJedzChlebelaTem Odpowiedz

Y, to już chyba choroba psychiczna.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#Gdh2w

Witajcie! Opowiem wam o moim dziwnym sposobie na zemstę.

Zacznijmy od tego, że mam 20 lat i jak byłem mały, zostawił mnie tata. Wiadomo, zdarza się, dla małego chłopca tragedia, ale co zrobisz, jak nic nie zrobisz?
Moja mama znalazła sobie innego faceta, który nie był dla mnie miły.
Jak miałem 13 lat, wymyśliłem jak się na nim mścić.

Zawsze gdy mnie wku*wiał, goliłem jego maszynką pachy i drągala (potem gdy zaczęły mi rosnąć tam włosy, to jeszcze te z rowka).
Tym sposobem zawsze jestem gładki i higieniczny, a on wiecznie ma pryszcze.
Pjetrek Odpowiedz

Ty zwyrolu

Grafitowa Odpowiedz

Nie ma co, pomysłowy z ciebie młodzieniec.

Zobacz więcej komentarzy (6)

#SRqJt

Kiedy byłam mała, byłam przekonana, że Pan Bóg daje dzieci tylko dobrym ludziom, żeby nie działa się im żadna krzywda.
Rodzice w późniejszym czasie wytłumaczyli mi jak to naprawdę jest. Płakałam kilka dni, nie rozumiejąc dlaczego świat jest taki okrutny.
LaczkiZDupy Odpowiedz

Jak pięknie byłoby, gdyby twoje przypuszczenia były prawdziwe....

pomidorymalinowe Odpowiedz

To dopiero początek rozczarowania tym, jak funkcjonuje świat.

Zobacz więcej komentarzy (2)

#HCuoV

Piszę opowiadania - kryminały, thrillery, czasem horrory. Obecnie kończę przygotowywać do wydania pierwszą książkę; pod męskim pseudonimem, bo trochę się wstydzę :P.
Wiecie, kim są ofiary w moich opowiadaniach?
Spaceruję sobie po Internetach i wyszukuję najbardziej wkurzające jednostki lub całe grupy - przykładowo: madki z horom curkom, boginie i bogów Dejmidarmo, SłiTaŚne DziEffCzyNy od KoMciUff, wegeterrorystów, internetowych bojowników o poprawność polityczną, rycerzy Jawiematynie itp. Przedstawiciele tych grup w moim świecie kończą... dosyć kiepsko ;).
Jestem złym człowiekiem...
AzucarMoreno Odpowiedz

Daj tytuł, to będzie najbardziej satysfakcjonująca książka roku.

Ineedjesus Odpowiedz

Czemu pod męskim pseudonimem?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#zKbWE

Jestem 21-letnią dziewczyną. Szukałam pracy, a że nie mam zbyt dużego doświadczenia, nie odezwało się za dużo pracodawców, powiedziałabym wręcz, że nikt.
Postanowiłam, że skoro w McDonald's przyjmują każdego (sami piszą tak na ulotkach), wyślę im CV.
Minęło chyba 6 miesięcy, nadal czekam na ich informację o przyjęciu do pracy :D
KartonowaPacynka Odpowiedz

Do mnie ostatnio zadzwonili z zakładu, do którego CV złożyłam ponad 2,5 roku temu. Także czekałabym sobie na odpowiedź, nawet odmowną, do usranej śmierci głodowej.
Powodzenia w szukaniu pracy, jeśli nadal szukasz!

BlachazRdza Odpowiedz

Składaj tu i tam, szukaj szczęścia, OK. Ale może w między czasie zrób jakieś kursy?

Nie, to nie hejt.
Po prostu łatwiej by Ci było coś złapać na przyszłość. Pracować możesz choćby chwilowo w jakimś Maku czy tam Stonce, w Żabie. Ale warto byłoby pouczyć się, coś pozdawać, jakieś kwalifikacje, by kiedyś tam zahaczyć się o coś bardziej dochodowego, przyszłościowego, stałego.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#dhIl3

Znajomi zawsze powtarzali mi, że jestem osobą nudną, która nie potrafi się bawić. W wieku 19 lat postanowiłam to zmienić.

Wyjechałam wraz z przyjaciółmi do Bułgarii. Nasz tygodniowy plan wycieczki był prosty. Mianowicie picie i imprezowanie. W 4 dzień pobytu nasza grupka postanowiła się rozdzielić. Ja wraz z koleżanką chciałyśmy iść na pewien koncert, reszta nie miała na to ochoty, więc postanowiliśmy, że tę noc spędzimy oddzielnie. Miejsce koncertu było daleko od naszego hotelu i po skończonej zabawie chciałam zamówić taxi. Moja mocna wstawiona koleżanka wpadła jednak na inny pomysł. Uznała, że nie będzie płacić, tylko złapie stopa. Bardzo nie podobał mi się ten pomysł. Znajoma jednak stwierdziła, że jak zwykle jestem sztywna.
Jako że naprawdę chciałam udowodnić wszystkim, jaka to nie jestem szalona, ustąpiłam. Koleżanka zaczepiła jakiegoś mężczyznę w samochodzie, a ten zgodził się nas podwieźć. Wsiadłam do samochodu z wieloma obawami, w przeciwieństwie do mojej pijanej koleżanki, która wesoło flirtowała z Bułgarem.

Po przejechaniu sporej ilości trasy zaczęłam się naprawdę niepokoić. Zupełnie nie poznawałam drogi, do tego miałam wrażenie, że zamiast przybliżać się do centrum, oddalamy się od niego. W pewnym momencie znajoma stwierdziła, że jest niesamowicie spragniona, kierowca podał jej jakiś napój. Powiedziałam do niej po polsku, żeby nie pija tej wody. Na nic się to zdało. Co prawda nie miałam pewności, że mężczyzna chce nas skrzywdzić, ale miałam naprawdę złe przeczucia. Nie wiedziałam co mam robić. Dzwonić na policję, wyskoczyć z samochodu? Nigdy tak bardzo się nie bałam.
W pewnym momencie okazało się, że brakuje benzyny, więc musieliśmy pojechać na stację. Wiedziałam, że to może być jedyna szansa na ucieczkę. Gdy Bułgar poszedł zapłacić, postanowiłam uciec, jak się okazało, zamknął za sobą drzwi. Do teraz nie wiem jak udało mi się otworzyć je za pomocą kopnięcia. Może była to kwestia starego auta lub tego, że strach dodał mi siły. W każdym razie wydostałam się z samochodu. Był nawet moment, w którym chciałam zostawić koleżankę, jednak nie zrobiłam tego. Wyciągnęłam ją, była ledwo przytomna (nie wiem, czy za sprawą alkoholu czy tego napoju). Udałam się z nią do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Słyszałam, że ten facet coś do nas wołał, ale potem sobie odpuścił. Spod stacji zadzwoniłam po taxi, która zawiozła nas do hotelu (okazało się, że Bułgar wiózł nas w zupełnie przeciwną stronę).
Rano koleżanka obudziła się z okropnym bólem głowy. Opowiedziałam znajomym o całej sytuacji, ci jednak stwierdzili, że koloryzuję i zbagatelizowali to.

Miałam naprawdę dość tych wakacji i udawania szalonej imprezowiczki, którą nigdy nie byłam. Ostatnie dni wakacji spędziłam bez znajomych w "najnudniejszy" sposób, czyli leżąc i czytając książki na słonecznej plaży.
Grafitowa Odpowiedz

Czas zmienić znajomych, serio.

Odpowiedzi (1)
Izolda23 Odpowiedz

Nie jestes nudna- tak jak juz tu ktos napisal, po prostu porzebujesz innych znajomych, bo akurat ci po prostu maja inne zainteresowania niz ty. Jest wiele osób które wola ksiazki niz ryzykowne imprezowanie- mam nadzieje ze znajdziesz lepszych znajomych którzy nie beda cie krytykowac za to kim jestes :)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#BWr3n

Czytaliście książkę "Bez mojej zgody"? Podobna historia wydarzyła się naprawdę w moim życiu.
Miałem starszego brata, był chory na białaczkę. Chorował prawie od urodzenia, dostawał chemię, potem wchodził w remisję, czyli czas, kiedy był względnie zdrowy. Potem znowu się pogarszało, znowu chemia i tak dalej.
Rodzice wiedzieli od lekarzy, że najlepsze dla niego byłoby przeszczepienie szpiku kostnego. Niestety znalezienie zgodnego dawcy jest bardzo trudne, największą szansę na taką zgodność ma rodzeństwo chorego. Rodzice zaczęli starania o dawcę od razu, w tym celu urodziłem się ja...

Kiedy miałem 6 lat, nadszedł czas, kiedy jedyną możliwością leczenia jaka mu została był przeszczep. Po badaniach okazało się, że mogę zostać dawcą szpiku. Było to ponad 20 lat temu, wtedy szpik pobierano pod narkozą, wbijając dużą igłę w talerz biodrowy. Rodzice wytłumaczyli mi, że robią mi to, żebym mógł uratować mojego brata, że urodziłem się, żeby mu pomóc.

Przeszczep się przyjął, ale po kilku dniach osłabiony organizm brata został zarażony sepsą. Niestety nie przeżył tego.

Od tamtej pory zacząłem obwiniać się o jego śmierć, myślałem, że to mój szpik go zabił. Nikomu o tym nie mówiłem, gdyby rodzice o tym wiedzieli, na pewno wytłumaczyliby mi, że to nie moja wina.
Żyłem w poczuciu winy dopóki nie dowiedziałem się, że istnieje możliwość zapisania się do bazy dawców szpiku. Po skończeniu 18 lat od razu zapisałem się do bazy DKMS i codziennie mam nadzieję, że pewnego dnia będę mógł komuś uratować komuś życie.

Czuje, że moje życie ma sens i zachęcam was, drodzy Anonimowi, do zostania dawcą szpiku kostnego. To nic nie kosztuje, a może uratować komuś życie. :)
Whereru Odpowiedz

Jak można powiedzieć dziecku, że urodziło się po to żeby uratować brata. Co za rodzice......... współczuję

Odpowiedzi (2)
IsengardQueen Odpowiedz

Przykre w tym wyzwaniu jest to, że zdecydowali się na dziecko nie dlatego, że je chcieli, a po to by wykorzystać szpik. Przynajmniej takie wrażenie sprawia ta historia. Tak jakbyś był przedmiotem, a nie dzieckiem.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#JoW4K

W mojej szkole jest bardzo mądry wymóg co do stroju na wf - trzeba mieć krótkie czarne spodenki, nawet zimą. Wyjątkowo można założyć legginsy/dresy, jeżeli jest się po dłuższej chorobie.

Na ostatnim wf-ie moja koleżanka założyła legginsy i na początku lekcji padło już standardowe pytanie od nauczycielki:
- Panna po chorobie czy wpisujemy nieprzygotowanie?
- Nie, jestem zdrowa, ale nie zdążyłam ogolić nóg przed szkołą. A nieprzygotowania nie potrzebuję.

Nieprzygotowania nie dostała, zamiast tego naganę od dyrektora za "niestosowny ubiór" oraz "obrażanie nauczyciela".
Grafitowa Odpowiedz

Zorganizujcie się i zgłoście to dużą grupą dyrekcji i rodzicom. Kto to pomyślał, żeby nie można było założyć normalnego wygodnego stroju w szkole, do tego żeby nauczycielka nie miała na tyle mózgu, aby widzieć w tym coś niewłaściwego.

Odpowiedzi (1)
C2U Odpowiedz

Patologiczna szkoła. Według nich strój, który zasłania całe nogi jest bardziej prowokujący niż spodenki, które zasłaniają tylko tyłek?

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (8)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie