#D46ju

Studiuję pielęgniarstwo. Pewnego dnia wracałam do domu po najcięższym dniu praktyk, jakie kiedykolwiek odbyłam (wypadek autokaru wycieczkowego). Podeszłam do samochodu zaparkowanego przed szpitalem, gdy nagle ktoś do mnie podbiegł i oblał czymś, co miał w kubku. Zapiekła mnie twarz. Spanikowałam. Myślałam, że to kwas (kiedyś na obozie językowym w Londynie poznałam dziewczynę, którą były chłopak oblał kwasem po szyi i szczęce i od tej pory mam uraz do tego typu sytuacji).

Zawołałam ochronę i uderzyłam napastnika pięścią w nos (rok treningu kickboxingu nie poszedł na marne). On się przewrócił, przybiegła ochrona i go skuli. Byłam w takim szoku, że trzeba było mi podać leki uspokajające.

Okazało się, że ten chłopak był początkującym "pranksterem" i oblał mnie wodą z lodem. Tłumaczył się, że to żart i on to nagrywa na YouTube.

Przez ten żart kolejny miesiąc omijałam szerokim łukiem każdego, kto niósł w ręce kubek z kawą. Więc jeśli jakiś niszowy youtuber będzie się żalił, że pobiła go nieznająca się na żartach piguła, a policja skonfiskowała nagranie i dała mandat, to byłam ja.
LadyFeedicorn Odpowiedz

Jedna z najgorszych plag na Youtube ostatnimi czasy..."pranko"

Naiana Odpowiedz

Największy debilizm na youtubie to są te challenge i pranki.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#DsspR

Kiedyś odwiedzałam chorego wujka w szpitalu. Nad wejściem do szpitala widniał napis: "Każdego dnia coraz bliżej pogrzeb pacjenta". Myślałam, że to bardzo smutne, że ktoś tak napisał, w dodatku na budynku szpitala.

Ostatnio okazało się, że tak naprawdę napis głosi "Każdego dnia coraz bliżej potrzeb pacjenta".
Pozdrawiam wszystkich ślepców xD

#iywFQ

Chcę opisać, przestrzec i może uświadomić kierowców. Mianowicie pracuję w chyba w najcięższej pracy pod względem wytrzymałości psychicznej, czyli sprzątam miejsca wypadku. Począwszy od "delikatnych" wypadków, po makabryczne widoki, których żaden człowiek nie powinien widzieć, i właśnie o takim będzie to wyznanie.

Niedaleko naszej bazy był wypadek, blisko, ale nikt z nas nie wiedział co się stało, jedynie się domyślaliśmy. Bez wahania wskoczyliśmy w samochód z całym naszym sprzętem i pojechaliśmy, ale to co tam zauważyliśmy, pomimo mojego 15-letniego doświadczenia mną wstrząsnęło.

Razem z moim kolegą, który dopiero zaczynał (1 rok w pracy), ledwo po wyjściu z samochodu od razu porzygaliśmy się.
Z jednej strony facet około 40 lat, sprawca wypadku, oparty na siedząco o rozbity samochód, trzymał się za głowę i kiwał się, jakby całe życie w psychiatryku spędził. Z drugiej strony najgorszy widok... Matka w szoku i zdesperowana, trzymająca swoje około 5-letnie dziecko na kolanach i... próbująca "ożywić" swoje dziecko poprzez włożenie jego mózgu do zmasakrowanej głowy. Pomimo mojego doświadczenia i nerwów ze stali, w tym momencie jedyne co chciałem zrobić, to własnymi rękoma połamać każdą kość temu facetowi, nawet te najmniejsze, i rozwalić każdy jego organ. Należy się takiemu tylko śmierć. Chciałem sprawić mu taki ból, jaki spowodował tej matce. Niestety nie byłem sam, pozostali dwaj koledzy po fachu, którzy połowę dnia spędzają na siłce, próbowali mnie powstrzymać przed zmasakrowaniem tego faceta.

W pewnym momencie jeden z kolegów zobaczył jeszcze jedno dziecko... Schowane za samochodem, nie mogło chodzić. W wyniku wypadku ten mały chłopczyk został sparaliżowany od pasa w dół. Pomimo młodego wieku (7 lat) cały zapłakany tylko mówił, że chce ratować siostrę, a nie czuje nóg.
Nie jesteście w stanie wyobrazić sobie mojego gniewu, ale to jeszcze nie apogeum.

Po przyjeździe policji, karetek, okazało się, że kierowca, który spowodował wypadek, miał w powietrzu 3 promile alkoholu. Moja furia sięgnęła zenitu, nikt nie był w stanie mnie powstrzymać, ani dwaj koledzy karki, ani policja.
Zostałem oskarżony o napaść na funkcjonariuszy, którym się oberwało, sprawca częściowo też oberwał, aż w pewnym momencie policja użyła paralizatora na mnie.
Po jakimś czasie dowiedziałem się, że tego dnia ten facet jechał po coś do domu z knajpy i miał do niej wrócić na świętowanie 18 urodzin córki.
Sąd ostatecznie uznał mnie w momencie napaści na funkcjonariuszy za niepoczytalnego, więc mi się nie oberwało. Koledzy zrozumieli mnie i dalej wykonujemy swoją pracę, a szef po tym zajściu wysłał mnie na urlop.

Apeluję do każdego kierowcy i przyszłego kierowcy. Pijesz = nie jedziesz. Kto wie. Może następnym razem trafi na ciebie.
Hafanana Odpowiedz

Mocne wyznanie. Nawet nie wiem co więcej napisać.

obzol Odpowiedz

Bardzo mi przykro.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#PhSuq

Jestem w 11 tygodniu ciąży i już zdarzają mi się zachcianki. O ile pozwolę sobie czasami na łyczka coca-coli albo filiżankę bardzo rozwodnionej kawy, to są rzeczy, których wypicie w ciąży jest dla mnie nie do pomyślenia, cokolwiek ludzie mówią. Chodzi mi oczywiście o alkohol. Słyszałam już rady w stylu: "pół szklanki piwa to nie alkohol" albo "lampka wina do obiadu jeszcze nikomu nie zaszkodzi" i, moje ulubione, "odrobina nalewki miętowej działa cuda na poranne mdłości".
Mniejsza o to. Złote rady mają to do siebie, że można je zignorować, ale przy okazji przypomniała mi się sytuacja z zamierzchłych czasów licealnych.

Trzymałyśmy się we czwórkę, ot, każda popaprana na swój sposób, ale miałyśmy dobre serca, więc z nami trzymała się też dziewczyna, z którą nikt inny trzymać się nie chciał. Jakkolwiek to nie zabrzmi, widać było, że nie jest najbardziej udaną owieczką Pana. Nie można było jej poprawić czy czegokolwiek powiedzieć, bo wpadała zaraz w furię (nie przesadzam). Logiczne myślenie nie było jej mocną stroną, a do tego brak jej było taktu i zrozumienia dla innych. My z czasem nauczyłyśmy się, jak się z nią obchodzić, tak żeby była względnie szczęśliwa.

Tak więc gdy jedna z nas organizowała kameralną 18. z ogniskiem, zaprosiła też i Helgę (żeby jakoś ją roboczo nazwać). Jakoś tak od słowa do słowa zaczęłyśmy rozmawiać o wpływie właśnie alkoholu na dziecko. I w tym momencie Helga wyleciała z tekstem:
- E tam, jak mama chodziła ze mną w ciąży, to piła piwo, kiedy tylko miała ochotę, a przecież jestem normalna.

Na szczęście nie była dostatecznie wrażliwa, żeby zauważyć ciszę, jaką zapadła.
Ryby Odpowiedz

I to jest właśnie to! Alkohol czy papierosy używane w małej ilości w ciąży wypływają dyskretnie na dziecko. Takie dziecko będzie sobie słabiej radzić w szkole, potem w pracy, będzie miało trudności w kontaktach z innymi, będzie mniej kreatywne, ale rodzice nie będą tego łączyć z lampką wina, czy przebywaniem w dymie tytoniowym. Dziecko w większości będzie mieścić się w szerokiej normie intelektualnej.

Odpowiedzi (2)
Tictac Odpowiedz

Bardzo proszę wszystkie przyszłe matki, kobiety po porodzie i inne złote usta... nigdy nie pierdolcie, że alkohol dziecku nie szkodzi. Nawet jak wyczytacie co innego bądź usłyszycie od lekarza z marnym powołaniem. Alkohol dla kobiety w ciąży to zło. Niszczy się przyszłość dziecku nawet jeśli to tylko szklanka piwa...

Zobacz więcej komentarzy (1)

#Oe5h1

Moja historia cofa się do dni przedszkolnych, kiedy to ja, mała blondyneczka, uchodziłam za najbardziej grzeczną dziewczynkę w starszakach. Oczywiście nie odbierałam tego w ten sposób. Ale do sedna.

Pewnego dnia w przedszkolu pojawiła się nowa dziewczynka. Wszystkie dzieci wprost ją kochały, bo jak się później okazało, mała miała dzianych rodziców i często przynosiła nowe zabawki, którymi dzieci również mogły się bawić. Oprócz mnie. Dziewczynka upodobała sobie, że nie mam prawa dotykać jej zabawek i tak po kilku tygodniach w końcu miałam dość zabaw tylko i wyłącznie z naszymi opiekunkami, bo inne dzieci oczywiście miały lepsze zajęcie. Zwyczajem w naszym przedszkolu było, żeby na drugie śniadanie i podwieczorek zjeść zawsze po jednym wybranym owocu i wypić soczek w kartoniku. Ja, przypominam, zawsze najgrzeczniejsza, porwałam z biurka naszej opiekunki małe, plastikowe kulki i z zamiarem nauczenia nowej koleżanki, że zabawkami trzeba się dzielić, "wzięłam ją na stronę" mówiąc, że jeśli również nie będę mogła się bawić zabawkami jak reszta, to te kulki wylądują w jej napoju.

Chciałam tylko zaznaczyć, że miałam wtedy z 5 lat i pewnie fiu-bździu w głowie, ale w życiu samej siebie bym nie posądziła o takie czyny. Oczywiście tylko ja wiedziałam, że chciałam ją wyłącznie przestraszyć. Dziewczynka natomiast tylko się zaśmiała i odpowiedziała, że zobaczymy kto będzie szybszy i bardziej skuteczny.
Teraz jak sobie przypominam brzmienie tych słów, to sobie myślę, że powinnam się bardziej przerazić. Wtedy jednak nie do końca zrozumiałam o co jej chodzi. I tu się zaczyna główna historia.

Następnego dnia podczas drugiego śniadania wzięłam mój soczek w kartoniku, upiłam trochę, odstawiłam na blat i wróciłam do zabawy. Po chwili znów chciało mi się pić, więc włożyłam rurkę do buzi, aż tu nagle w pewnym momencie poczułam w gardle coś ostrego, co też usilnie i szybko próbowałam przełknąć dalej, ale się nie dało. Zaczęłam panikować i wrzeszczeć z bólu na całą salę, kiedy wszyscy się zbiegli wkoło mnie i zaczęli wypytywać co się stało. Ja oczywiście bałam się w ogóle otworzyć buzię, więc pokazałam na moją szyję. Ból był nie do zniesienia, tylko tyle pamiętam. Potem obudziłam się w szpitalu i dopiero jakiś czas później dowiedziałam się, że tamta dziewczynka wrzuciła mi przez rurkę do soku szpilki. Takie prawdziwe, metalowe szpilki. Na swoje usprawiedliwienie miała jedno zdanie: "Nie chcę, żeby jakaś ładniejsza dziewczynka bawiła się moimi zabawkami".

Okazuje się, że mała była na coś chora i objawiało się to w postaci małych plamek na ciele. W dużej ilości. Ja wtedy nie rozpatrywałam tego jako czegoś nieakceptowalnego. Po prostu uznałam ją za nową koleżankę, która złośliwie nie chce się ze mną bawić. "Nowa" do przedszkola już nie wróciła, a ja do tej pory nie używam słomek.
kwadratek Odpowiedz

Czy to dziecko to Olga Z.? Miałam taką sukę w podstawówce

Odpowiedzi (2)
DzieckoRosemarry Odpowiedz

Kompleksy pięciolatki prawie Cie zabiły. Jaka była reakcja rodziców? Twoich i jej?

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (2)

#glQjK

Miałem wtedy chyba 6 lat, albo 7, Bóg wie, w każdym razie dawno. Byłem nad morzem z kuzynem i jego paroma kumplami. Jak to bywa, dzieciak na plaży od razu chce do wody, no i tak się stało. Pofrrrrrunąłem czym prędzej i tak się bawiłem. Kuzyn w międzyczasie siedział na plaży nie przejmując się mną.
Po jakimś czasie (był mocny wiatr) zniosło mnie w stronę pali falochronu i tam straciłem grunt pod nogami. Pływać potrafiłem mizernie i czułem, że to może być mój koniec, resztkami sił próbowałem się wydostać na powierzchnię ale było ciężko, więc zacząłem wołać pomocy, ale...
Po pomoc zwróciłem się do jakiegoś dziadka - Niemca (wiem, że to był Niemiec, bo słyszałem, jak ze swoją Grażynką rozmawiali po swojemu przy plaży).
Niemieckiego nie znałem, więc zacząłem wołać słówko, które Niemiec na pewno by zakodował w swojej głowie... "HITLER, HITLER!" zamiast "Hilfe, hilfe!".

Po dwuminutowej akcji pan dziadzio mnie przytargał na plażę, ja mu podziękowałem już po polsku, ale było widać na jego twarzy pewne zaciekawienie, tudzież rozgoryczenie po moich wołaniach.
Hmmm... Dobrze, że mnie nie utopił. q_q
szinigami Odpowiedz

A mógł zabić.

VirginiaWoolf Odpowiedz

A tak btw. jaki jest niemiecki odpowiednik Janusza i Grażyny? Helmut i Hilda?

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (11)

#8Mce9

Rozmowa z internetową znajomą na temat burz przypomniała mi historię mojego taty, która wydarzyła się parę lat temu.

Było to podczas jednej z tych nocy, kiedy niebo było praktycznie jasne z powodu burz, które od dobrych paru godzin przetaczały się jedna po drugiej nad Polską.

Mój tata, jak to prawdziwie męski mężczyzna, niczego się nie boi, a już na pewno nie jakichś tam piorunów, więc spokojnie poszedł spać, bo przecież jutro trzeba wstać do pracy.

Kojarzycie to powiedzenie, że jeśli budzimy się w nocy bez powodu, to ktoś nas obserwuje? Właśnie z takim dziwnym uczuciem obudził się mój ojciec, a jego serce prawie się zatrzymało, kiedy zobaczył pochylającą się nad nim postać, siwą, w białej długiej koszuli, której twarzy nie mógł dojrzeć. Na domiar złego za oknem właśnie w tej chwili rozbłysnęła błyskawica, jak w jakimś tanim horrorze.

"Jak wy możecie spaaaać?" zapytała postać, a tata szybko się przeżegnał, zrobił rachunek sumienia i pogodził z myślą, że oto nadszedł jego czas.

Cóż, sytuacja nie była aż tak poważna.
Moja babcia po prostu bardzo boi się burzy.

Tata traumy nie ma, aczkolwiek twierdzi, że jeśli teściowa jeszcze raz wpadnie na taki pomysł, serce może mu nie wytrzymać.
malypulpet Odpowiedz

Mi też kilkakrotnie przydarzyła się taka sytuacja :) Babcia stojąca w swojej białej koszuli nocnej, w samych drzwiach, o godzinie 24 :D

Lulle Odpowiedz

Nie dziwię się, sama chyba dostałabym zawału.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#FYDa3

Dziadek Teodor (od strony żony), ale po ślubie to również mój dziadek - fantastyczny 90-latek, znawca i miłośnik sportu wszelkiego rodzaju, tak samo jak ja. Gdy umierał, byłem przy nim i trzymałem go za rękę. Woziłem go do kościoła na 6 rano, zostawiłem na noc, jak były igrzyska olimpijskie, które oglądał w 98%. Byliśmy sobie naprawdę bliscy.

Pięć lat staraliśmy się z żoną o potomstwo. I nic. Pięć lat regularnego starania się o dziecko!!! Pewnej nocy obudził mnie głos. Dziadek zmarł w sierpniu, a zaczął odwiedzać mnie po nocach około listopada. Powiecie, że po@@@bany jestem? Otóż po nocnej rozmowie wstawałem z łóżka i wszystko to spisywałem na kartce w toalecie, żeby nie budzić żony. Opowiadał o największych szczegółach, np. remontu mieszkania jego córki z drugiego końca Polski - kolor ścian, meble, rogówka, lustro. Wiedział wszystko, nawet problemy z ekipą remontową i sprawy techniczne.
My nawet nie wiedzieliśmy, że ciotka ma remont. Teściowa ryczała jak bóbr, pytając przez telefon swoją siostrę o szczegóły zapisane przeze mnie.

Pewnej nocy mówię - Dziadek, ty lepiej wstaw się tam u góry o syna dla nas. Powiedział, żebyśmy się modlili za niego i dbali o grób, a on zobaczy co da się zrobić. I wiecie co nastąpiło? Podał mi dokładną datę narodzin, którą kazał schować w kopertę (zapisałem, schowałem i opisałem "Otworzyć we wrześniu"). Pochwalił mnie za opiekę nad teściową (jego córka), zjebał mnie, że od 2 tygodni baterie w lampce na pomniku są wyczerpane.

Pomylił się o dwa dni, a my w końcu zostaliśmy rodzicami.
Teoś, kocham Cię człowieku i obiecuję, że zawsze będziesz w moich myślach i sercu.
 
PS Od czasu narodzin mojego syna i dobrze wykonanej przez dziadka roboty tam na górze kontakt się zerwał. Notatki zostały, i to wyznanie.
niebieskiatrament Odpowiedz

'Woziłem go do kościoła na 6 rano, zostawiłem na noc, jak były igrzyska olimpijskie, które oglądał w 98%." - w kościele go zostawiłeś?

niebieskiatrament Odpowiedz

Będzie, że się czepiam, ale składnia tragiczna i te niektóre epitety rodem z gimbazy - a niby pisał to dorosły człowiek, będący ojcem.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#UUycG

Podobno na Woodstocku są sami "brudasi". Dzisiaj jednak spośród rzeczy w moim namiocie zostały skradzione żele pod prysznic.

Woodstock - 1, stereotypy - 0.
DeathFairy Odpowiedz

Mi na pewnym festiwalu ukradziono batonika czekoladowego. Tylko to. Portfel, telefon nie były interseujące

Odpowiedzi (3)
Morgenrot Odpowiedz

Użyją ich jako odświeżaczy powietrza... 😂

Zobacz więcej komentarzy (3)
Dodaj anonimowe wyznanie