#tSd4L

Pewnie część z Was miała kiedyś w pokoju następujący układ mebli: łóżko (względnie rozkładana kanapa), potem chwila przerwy, niska ława, znowu kawałek miejsca i telewizor (taki kineskopowy, ze szklaną powierzchnią) na niskiej szafce rtv.
Być może część z Was ma długie ciemne włosy i czasami sypia w białej piżamie. Co może w takim połączeniu być niebezpiecznego? Już mówię.


Przebudziłam się kiedyś w środku nocy i zachciało mi się pić. Woda stała na ławie, a że nie chciało mi się wstawać, postanowiłam, że do niej podpełznę. Wystarczyło podeprzeć się rękami o podłogę i trochę wyciągnąć. Jako że byłam zaspana, szło mi dość opornie i powoli.

Jak pomyślałam, tak zrobiłam, aż tu nagle... Jezusie! Maryjo! Zaraz zginę! Przyszła po mnie! 7 dni minęło! Co ona tu robi?! I... czemu przestała pełznąć z tego telewizora i gapi się na mnie z tępym wyrazem pyska? I czemu... wygląda jak ja?

Tak. Moje odbicie w telewizorze wyglądało jak wypełzająca z niego Sadako. Mało kiedy tak się bałam...
IzaGamerka Odpowiedz

Mamo... Też bym się chyba wystraszyła.

katherinepierce Odpowiedz

A nie Samara?

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#TOFvZ

Zawiozłam moją okrutnie pobitą przez swojego męża siostrę do szpitala. Ogarnęli ją tam i później zawiozłam ją na komisariat, żeby złożyła zeznania. Po kilku minutach wyszła z pokoju mówiąc "już". Wiedziałam, że to zbyt szybko, więc weszłam po niej do tego pokoju i kiedy tylko spojrzałam na policjanta, ten od razu powiedział "rozmyśliła się, powiedziała, że nic jej nie jest i tak naprawdę jest jej dobrze z mężem, tylko on się musi troszkę zmienić, to wszytko. Nic nie mogę zrobić".

No gratuluję wszystkim tępym dzidom w takich sytuacjach - masz rodzinę i przyjaciół, którzy zawsze chętnie ci pomogą, ale wolisz być maltretowana przez jakiegoś kutafona i jeszcze dba o to, żeby nie został za to ukarany, no żelazka logika, brawo, naprawdę brawo.
Dziewczyny, bądźcie silne, nie idźcie tą drogą, zawsze znajdzie się ktoś, kto wam pomoże.
PuszystyKotek Odpowiedz

Niektóre kobiety są...dziwne.
Znam to, identyczna sytuacja, pomagam pobitej przez męża przyjaciółce, tylko po to, by następnego dnia usłyszeć " Wracam do męża, przeprosił, obiecał że to się nie powtórzy".
Wraca po tygodniu z nowymi siniakami.
Chyba nie ma sensu pomagać, skoro one tej pomocy tak naprawdę nie chcą..

Odpowiedzi (4)
livanir Odpowiedz

Dziwie się, ze nikt nie wmawia ludzią na wychowawczej czy w domu "Nikt nie ma prawa cie uderzyć, choćbym nie wiem jak źle gotował/a, jakim byś nie był bałaganiarzem/bałaganiarą". Przez całą edukacje nie pamiętam ani jednej lekcji z tego. Na WDŻ oglądanie filmów o ciąży, opowiadanie kto kim jest w rodzinie i takie bzdury, a na wychowawczej dostawanie ochrzanu za uwagi czy wypełnianie dziennika :/

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#1SVyY

W sali teatralnej obok mojej pracy był remont. Zatrudniono tam ekipę Ukraińców i pewnego razu usłyszałem, jak jeden z robotników w przerwie pracy przygrywa na fortepianie swoim współpracownikom. Robił to tak świetnie, że aż poszedłem się spytać o co tu chodzi.

Okazało się, że na Ukrainie wykładał w klasie fortepianu w szkole muzycznej, ale musiał przyjechać do pracy do Polski, żeby wyżywić rodzinę. Zrobiło mi się smutno, ale szybko wyrwał mnie z zadumy mówiąc, że on bardzo się cieszy, że może tutaj pracować i że w niczym mu to nie przeszkadza. Powiedział też, że to wspaniałe, że dostał od życia taką szansę, bo pracując w Polsce jest w stanie zapewnić swoim bliskim godne życie.
Zrobiło mi się trochę cieplej na sercu, ale jakiś żal do świata o tę całą niesprawiedliwość pozostał.
Monthnez Odpowiedz

Pracuje ze mną jedna Ukrainka. Studiuje prawo dziennie na Ukrainie i zaocznie w Warszawie. Bardzo się cieszy ze swojej pracy (kuchnia, restauracja), jak była barmanką w swoim kraju to dostawała 15 zł za całą noc, teraz to stawka za godzinę...

Risa Odpowiedz

Ileś setek tysięcy Polaków wyjechało za granicę w tym samym celu. Nie ma sprawiedliwości...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#k7TS1

Jestem u mojej mamy w Portugalii - pomagam w remoncie domu. Głównym bohaterem tej opowieści będzie materac. Niby zwykły materac do spania, ale jak na Hiszpanię, to jestem wysoki, więc przy zakupie okazało się, że na materac trzeba będzie poczekać 3 dni... Po 15 dniach przyjechał kurier, więc wybiegłem cały ucieszony i... dostałem opaskę. WTF!? Taką opaskę na rękę. Kolejnych 5 dni później do domu przyszedł materac.

Okazało się, że dzięki opasce ten materac jest mądrzejszy od najmądrzejszych materaców i potrafi mierzyć ile śpię, jak śpię, kiedy mam fazę REM i pewnie jeszcze kiedy w trakcie snu pierdzę i na ile decybeli, że o statystyce seksu (jasne, chyba masturbacji) nie wspomnę.

Materac w domu - fajnie, wreszcie będę miał na czym spać, bo mata ze sklepu sportowego rzucona na podłogę wygięła mi już dupę tak, że jak rano się budzę, to najpierw muszę wejść w płaszcz zawieszony na wieszaku w szafie, odwisieć 5 minut i dopiero po tym jestem w stanie stanąć prosto. Szkoda tylko, że materac tak śmierdział syntetykiem, że kolejne 3 dni po prostu się wietrzył, a ja co rano wychodziłem z szafy.

Po 3 dniach postanowiliśmy z mamą, że go powleczemy w cały ten szajs - pokrowiec, podkładkę taką, prześcieradło i tak dalej. Ze względu na nietypowe wymiary materaca te wszystkie rzeczy zakładaliśmy ze 3 godziny! Najpierw ten pokrowiec, okręcaliśmy, przekręcaliśmy, materac ze 20 razy stawialiśmy w pionie, w poziomie, w skosie, w zboku, dociągaliśmy to w podskoku, z doskoku i suwak ledwie się dopinał. Ja zaparty nogą o ścianę, mama trzymająca się jedną ręką drzwi od szafy, a nogą naciągająca pokrowiec. Pies sąsiada szczekający na to wszystko za oknem... Kolejny element układanki tak samo - pot, krew i łzy. No ale wreszcie nam się udało, po 3 godzinach sukces, materac gotowy.

I teraz uwaga: wziąłem INSTRUKCJĘ MATERACA i przeczytałem w niej, że opaska połączy się z materacem, jeśli zainstaluję apkę na telefonie. Apki oczywiście nie mogłem zainstalować, bo mi Play Store mówił, że w moim kraju nie można jej instalować. No pojechana akcja razy do kwadratu! Co z tym robić?

Po dłuższych bojach w końcu udało mi się zainstalować apkę. Teraz miała nastąpić synchronizacja z materacem. "Wyjmij czerwoną strzałkę z urządzenia w materacu". Święta Anielko, patronko materaców, przecież my 3 godziny powlekaliśmy materac! No załamka, ale odsłaniam tylko z jednej strony jedno po drugim, pokrowiec miał suwak po stronie urządzenia, więc rozsunąłem ze łzą w oku materacowy rozporek, który zasuwaliśmy przez pół godziny... udało się. Klikam kolejny krok w apce na komórce i... "zeskanuj kod QR materaca, aby kontynuować".

Kod QR jest dokładnie po drugiej stronie materaca... i wymaga całkowitego jego rozebrania, a później ubrania...

Nie, nie dokończyłem instalować tej apki. Teraz nie wiem ile śpię i jak głośno pierdzę.
PuszystyKotek Odpowiedz

Tyle problemów przez jeden materac 😓

ElPalmer Odpowiedz

Portugalia NIE JEST częścią Hiszpanii. Nie jest jej kraina ani Śląskiem Hiszpanii. Jest osobnym krajem, wiec gdzie sie znajdujesz?

Odpowiedzi (7)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#iAZqX

Gdy byłam mała, często jeździłam na wakacje do dziadka na wieś. Wpadała tam również moja młodsza kuzynka, która miała dużą kolekcję lalek Barbie.
Zwykle bawiłyśmy się zwyczajnie - w sklep, dom, wojny na owoce, ale czasem, gdy nikt nie patrzył, do akcji wchodził Ken gwałciciel. Tak, dobrze czytacie - Ken gwałciciel. Nasza "zabawa" polegała na tym, iż ów Ken porywał lalki, zamykał je w piwnicy i gwałcił. Oczywiście jakiś czas później na ratunek przebywał Ken numer 2 (bardziej przystojny) i ratował niewiasty z opresji.

Nie mam pojęcia skąd nam się to wzięło. Na co dzień rodzice nie pozwalali nam oglądać "dorosłych" filmów ani nawet słuchać wulgarnej muzyki. Nigdy też nie przyłapałam rodziców w łóżku.
Byłyśmy dziwnymi dziećmi.
gitarzystka Odpowiedz

"Ken gwałciciel"- o jak śmiechłam. :D

ArwenUndomiel Odpowiedz

Pamiętam, że jako mała dziewczynka od zawsze marzyłam o towarzyszu dla mojej Barbie. W końcu po długich tygodniach oczekiwania dostałam od rodziców Kena - istne cudo o ciemnej karnacji w miętowym dresiku z białymi lamówkami;) Niestety nie było im dane długie, szczęśliwe i plastikowe życie, a wszystko za sprawą mojego brata, który postanowił wyćwiczyć mojego Kena w karate i najzwyczajniej w świecie powyrywał mu nogi.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (15)

#nk3zW

Jak byłem mały, to miewałem głupie pomysły. Kiedyś, jako 8-letni szczyl oglądałem w telewizji jakąś polską telenowelę i tam był taki bohater, który sprzedawał dzieciakom amfetaminę w takich małych woreczkach plastikowych. Chłopak szybko zarobił na tym "biznesie" dobre pieniądze. Kupił sobie fajne ubrania i konsolę. Bardzo mnie to zainspirowało. Sam chciałem mieć konsolę!

Niewiele myśląc poszedłem do kuchni, wziąłem plastikową torbę, pociąłem ją na kawałki i nasypawszy na te skrawki mąki, zrobiłem takie małe zawiniątka. Było ich ok. 20. Wrzuciłem moje "narkotyki" do tornistra i następnego dnia zaniosłem towar do szkoły. Podczas długiej przerwy, zacząłem łazić po korytarzu pytając losowo spotkane dzieciaki, czy chcą kupić ode mnie narkotyki. Trochę słabo się ceniłem, bo za jeden woreczek żądałem od potencjalnych klientów po złotówce. Najgorsze jednak było to, że nikt nie był zainteresowany kupnem mojego towaru...
Za to ktoś podkablował mnie nauczycielce, która wyciągnąwszy z mojego tornistra tajemnicze woreczki z białym proszkiem od razu zadzwoniła po policję! Zaraz po przybyciu funkcjonariuszy do szkoły wpadli też moi rodzice oraz... para dziennikarzy i fotoreporter!

Oczywiście szybko na jaw wyszło, że moje narkotyki to tylko mąka (pełnoziarnista!). Dostałem straszliwą burę od rodzicieli, policjanci z kolei opieprzyli moich rodziców i kazali im uważać na to, co w telewizji ogląda ich dziecko. Nie zostałem też, na szczęście, zawieszony, ani wyrzucony ze szkoły.

Za to następnego dnia w "Fakcie", na pierwszej stronie pojawił się bijący po oczach nagłówek "Uczeń drugiej klasy szkoły podstawowej sprzedawał amfetaminę swoim rówieśnikom!". I było nawet moje zdjęcie (z zamazaną twarzą!).
TimeyWimey Odpowiedz

Który to był rok? Chyba pamiętam ten nagłówek, sama wtedy byłam jakoś w 2-3 klasie i mnie to strasznie oburzyło 😂

rokiowca Odpowiedz

Teraz byś miał problemy przez gluten.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#LTCHY

To co napiszę to nie będzie może wyznanie, ale raczej przemyślenie... Uważam jednak, że to idealne miejsce, żeby je zamieścić. Cała sytuacja miała miejsce kilka dni temu.

Jestem zawodowym strażakiem, do pracy muszę dojeżdżać około 60 km - spora część najkrótszej trasy wiedzie przez małe wsie i miasteczka, w których jest głównie teren zabudowany. W pracy naoglądałem się wiele wypadków i sam staram się przez to jeździć w miarę zgodnie z przepisami. Wolę wyjechać do pracy trochę wcześniej, niż pruć drogą jak wariat, przez co bardzo często młodzi chłopcy w przysłowiowym golfie IV 1.9 TDI nieuznający jakichkolwiek ograniczeń wyprzedzają samochody gdzie tylko popadnie.

Taka sama sytuacja miała miejsce również tego feralnego dnia.
Cała sytuacja miała miejsce na podjeździe pod górę w zalesionym terenie z wieloma zakrętami, czyli ogólnie widoczności brak, tym bardziej że na początku podjazdu jak byk stoi znak ''zakaz wyprzedzania''... Pech chciał, że młodemu chłopakowi (19 l.) bardzo się spieszyło i stwierdził, że zakręt to idealne miejsce do wyprzedzania... Głupi nie jestem, widząc, że zaczyna manewr wyprzedzania instynktownie zwolniłem, żeby go przepuścić. Kiedy był mniej więcej pół długości samochodu przede mną, za zakrętem pojawił się motocyklista. Co z tego, że on jechał prawidłowo, jak ten kretyn w golfie miał w d**ie przepisy i znaki... Wszystko co potem się działo to były tylko sekundy.

Samochód stop, torba medyczna do ręki i gnam do motocyklisty, gość, który właśnie dojechał pobiegł rozłożyć trójkąt, wzywając jednocześnie pogotowie.
Widziałem w życiu wiele, ale motocyklista bez głowy trafił mi się pierwszy raz w życiu... Nie wiem co się potem działo, w takim byłem szoku. Pamiętam, że ostatecznie znalazłem się we wnętrzu golfa zabezpieczając kręgosłup szyjny sprawcy wypadku. Przyjechała karetka, przyjechali koledzy z jednostki, przyjechała policja i zamiast w pracy wylądowałem na komisariacie, a potem wróciłem do domu.

Jedyne co mam do dzisiaj przed oczyma, to żółto-czarna naklejka na bagażniku golfa z napisem : "Patrz w lusterka, motocykle są wszędzie".
Okropny zbieg okoliczności...

Na koniec prośba - Znaki i przepisy drogowe nie są po to, żeby nas ograniczać i robić nam na złość, ale są dla bezpieczeństwa naszego i pozostałych użytkowników dróg. Patrzcie więc na znaki i włączajcie myślenie włączając silnik samochodu.
ManOnFire Odpowiedz

Niestety, ale nie wszyscy powinni uzyskiwać pozwolenie na prowadzenie samochodów 😩

Odpowiedzi (4)
Tayla Odpowiedz

Jeju az mnie ciarki przeszly... To niesprawiedliwe ze przez takich idiotow musza cierpiec inni.

Zobacz więcej komentarzy (25)

#uFopS

Idziemy sobie z siostrami w Gdańsku. Obok publicznej toalety stała wycieczka dzieciaków. Pani, która z nimi była, zaczęła krzyczeć:
- No, dzieci! Jeżeli ktoś chce do toalety, to przygotujcie 2 zł i ustawcie się w kolejce!

Była tam jedna mała, puszysta dziewczynka, co na pierwsze słowa już na początku kolejki stała. Po chwili posmutniała, zwiesiła głowę, zaczęła się cofać i westchnęła:
- Zrobiłabym kupę, ale mnie nie stać...
kokolada Odpowiedz

W dziesiejszych czasach nie ma nic za darmo ;/

Odpowiedzi (6)
CindyCin Odpowiedz

Ktod mogl jej pozyczyc...

Zobacz więcej komentarzy (6)

#ielg4

Mam 16 lat i 3-letnią siostrę. Ostatnio poszłam z nią do sklepu, ale że sklep wart polecenia jest ze 3 km dalej, postanowiłam pojechać tramwajem (młoda jeszcze nigdy nie jechała). W tym tramwaju natknęłam się na mohera. 

Od razu spojrzała na mnie wzrokiem meduzy i z komentarzem: „Trzeba się było nie puszczać”, „Taka młoda, a już dziwka” itp. Nie zwracałam na nią uwagi, bo zaraz był mój przystanek. Jak się okazało, jej też. Ów moher wepchnął się przed moją siostrę z takim rozbiegiem, że spadł ze schodów, wstając potknął się o krawężnik i zaiwanił głową w słup (nic się jej nie stało, bo zawaliła buraka i uciekła).

Dostałam takiego ataku śmiechu, że złapałam czkawkę.
Korsarz Odpowiedz

Miałam kiedyś podobna sytuację, zostawiłam swoje dzieci na przystanku z 15-letnia kuzynka, a sama poszłam jeszcze na chwilę do sklepu (maluchy miały cos ok roku). Kiedy wracalam usłyszałam jak strasza babka obraża moja kuzynke, szybko i bardzo głośno powiedziałam, że pewnie sama w młodości sie puszczala i dlatego teraz każdego mierzy swoją miarką (normalnie siedzę cicho i nic sie nie odzywam, ale wtedy mialam wyjątkowo zły dzien). Babka spaliła buraka, ale oczywiście wsiadla to tego samego autobusu co my i wysiadla na tym samym przystanku, na którym czekała juz na nas moja babcia. Od słowa do słowa, okazało się, ze babka ma 5 dzieci, które rodziła rok po roku, ledwo skończywszy 15 lat. Także ten ;)

gitarzystka Odpowiedz

Ludzie się wiecznie dziwią, że mochery sobie głośno komentują wszystko jak im się podoba... Może zamiast siedzieć jak ciele warto by było coś powiedzieć? Ja nie wiem, ktoś wam publicznie ubliża, a wy ani be ani me. Może jakby takiego mochera parę osób objechało za odzywki, to następnym razem siedziałby cicho? Ale nie, bo lepiej siedzieć jak ciota i dać się obrażać... Ludzie, trochę asertywności w życiu.

Ja wiem, że nie każdy jest mistrzem ripost, ale to trzeba ćwiczyć jak każdą inną umiejętność. Może parę razy Wam nie wyjdzie, ale w końcu załapiecie i będziecie gasić ludzi jak pety na dworcu. Przestańcie dawać sobą pomiatać, a potem jeszcze żalić się w internecie, że Was babcia obsmarowała. I nie mówię tutaj konkretnie o tym przypadku, ale generalnie, bo już serio mam dosyć tych historii o atakach mocherów. Owszem te kobiety nie mają prawa tego robić, ale jak już ktoś was atakuje słownie, to wypadałoby zrobić cokolwiek, a nie spuszczać oczy i dawać się obsmarowywać. Lub co gorsza potem się jeszcze żalić, jaki to ten świat jest zły, a ludzie są niemili. Są, byli i będą, więc albo się nauczysz bronić, albo będziesz całe życie popychadłem.

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#fR8xc

Kiedy miałem 20 lat, rzuciła mnie dziewczyna. Wstydziłem się łez, bo naprawdę mi zależało, pojechałem wyżalić się do swojej babci. Plącząc, opowiedziałem jej co się stało, jak to dziewczyna mnie rzuciła, a ja się załamałem, myśląc, że już nigdy nic dobrego mnie nie spotka.

Babcia zagotowała mi herbatkę, podała w kubeczku, jak to babcia, i po wysłuchaniu mnie powiedziała:

- Wnusiu, takiej cipki jak ty to ja dawno nie widziałam. Weź się w garść i zacznij myśleć jak mężczyzna...

Zakrztusiłem się herbatką...
PannaSliwkowa Odpowiedz

Babcia zawsze powie jakąś dobrą radę.

Odpowiedzi (4)
YurioPlisetsky Odpowiedz

Prawdziwy mężczyzna to, prawdziwy mężczyzna tamto...
Chłopak miał prawo się załamać, najwyraźniej zależało mu na tej dziewczynie.
Miał prawo też sądzić, że życie bez niej nie będzie miało sensu - Tak działa zakochanie się.
Nie mi oceniać RZECZYWISTEGO stanu rzeczy, ale moim zdaniem rada babci była nieco niepotrzebna, a nawet chamska.

Pozdrawiam, czekam na słodkie minusy ~>~

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (13)
Dodaj anonimowe wyznanie