#NqEr0

Moja dziewczyna ma ostatnio cięższy okres, w tym sensie, że przechodzi fazę lenia. Na razie wszystko robię ja i nie ma problemu, zdarza się. Więc pytam co się z nią dzieje, a ona zajadając orzeszki z uśmiechem odpowiada:
- Nie jestem leniwa... po prostu padłam ofiarą przestępstwa.
- Jakiego przestępstwa? - pytam.
- Ktoś skradł moją motywację, więc wiesz... jestem tutaj jakby ofiarą...
bocadillo Odpowiedz

Ofiarą losu

NieUmiemTanczyc Odpowiedz

Rozumiem, że Ty też miewasz takie okresy i wtedy wszystkim zajmuje się dziewczyna? Czy to działa tylko w jedną stronę?

Zobacz więcej komentarzy (6)

#7eNqh

Czasami małe zmiany, oznaczają życiowe rewolucje. Wiedziałam, że mam wadę wzroku, ale nie spieszyło mi się z okulistą. W końcu za namową przyjaciółki poszłam. W dniu kiedy odebrałam okulary, pojawiłam się w sklepie mojego męża, żeby mu się pokazać. Akurat weszłam w momencie, kiedy całował się ze swoją pracownicą.
Krótko mówiąc... szybko przejrzałam na oczy. Polecam.
misiaapysia Odpowiedz

No widzisz, a gdybyś wcześniej poszła do okulisty może być wcześniej to zauważyła

Odpowiedzi (2)
Lolkakarolka Odpowiedz

Bardzo dobre szkła dostałaś - z błyskawicznym refleksem, nie anty-refleksem :).

Zobacz więcej komentarzy (2)

#x6kEH

Czuję się bardzo samotna. Odkąd urodziły się dzieci, a narzeczony popełnił samobójstwo, nie mam nawet z kim porozmawiać. Nawet siostra nie chce mnie wysłuchać...
JoffreyKingforever Odpowiedz

A ja powiadam: na tej stronie powinny być konwersacje prywatne.

Odpowiedzi (10)
Chudzielec Odpowiedz

Daj ogłoszenie na spotted, że potrzebujesz kogoś do rozmowy (nie żartuję, może się ktoś znajdzie, a i tak zostaniesz anonimowa)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (19)

#kqc7m

Jako dziecko zawsze rozmyślałam, dlaczego świece w kościele nigdy się nie topią, były dla mnie naprawdę wyjątkowe pod tym względem. Myślałam, że to sprawka magii.
Czar prysł, gdy zobaczyłam, jak ksiądz sprawdza stan oleju w środku świecy.
Tyle lat w kłamstwie.
LucaSenpai Odpowiedz

W moim kościele są magiczne świece które wszystkie zapalają się jednocześnie!
Przynajmniej tak mi się wydawało... Dopóki ministrant nie zaczął wymieniać w nich żarówek

Odpowiedzi (1)
WingsOfFenix Odpowiedz

Zniszczyłaś mi życie :-( nieładnie... Zabieram swoje grabki i zmykam do innej piaskownicy

Odpowiedzi (15)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#qYfla

Długo mi zajęło zebranie odwagi, ale napiszę o moim koszmarze dorastania.
Od zewnątrz niby szczęśliwa rodzina, klasa średnia, matka - nauczycielka, ojciec – inżynier, trójka dzieci.
Ale od środka nie było tak wesoło.

Jako najstarsze dziecko w najwcześniejszego dzieciństwa pamiętam tylko bicie. Wylałem sok na podłogę – lanie, dostałem 4 w szkole – lanie, wróciłem w podwórka kilka minut po czasie – lanie, etc. Na pewno było słychać moje krzyki, ale sąsiedzi i dziadkowie nigdy nie zareagowali.
Dla porównania na moją młodszą o 2 lata siostrę nigdy nie podnieśli ręki, ale za to zawsze ją krytykowani i nigdy nie pochwalili za nic.

Kiedy miałem 11 lat, urodziła się druga siostra, która stała się oczkiem w głowie i chyba jako jedyna nie wyrosła na psychopatkę. Przestali stosować wobec mnie bicie i zaczął się terror psychiczny.
Z tego okresu pamiętam tylko szlabany, nieustanne kontrole - regularne przeszukiwanie wszystkich moich rzeczy, kontrolowanie gdzie, z kim i kiedy idę. Po niedługim czasie nikt nie miał ochoty na kolegowanie się i zostałem sam.
Oczywiście, gdy nie było już kolegów, nie wolno mi było nigdzie wychodzić i po szkole musiałem siedzieć w domu i się uczyć (nawet jeśli wszystko było odrobione i oceny były perfekcyjne). Komputer – tylko w ich obecności. Nie dało się nawet zostać dłużej w szkole, bo sprawdzali plan lekcji i musiałem być z powrotem dokładnie po ostatnim dzwonku + czas dojazdu.
Nic dziwnego, że zamknąłem się w sobie i miałem permanentnego doła.

Próbowałem coś z tym zrobić. Rozmawiałem ze szkolnym pedagogiem , ale zawiadomił rodziców i przekazał im wszystko co mu powiedziałem. Miałem wtedy jeszcze większe piekło. Nieraz wyobrażałem sobie, że umierają i idę do sierocińca, bo przynajmniej wszystko by się skończyło. O dziwo – ja nigdy nie chciałem popełnić samobójstwa.

To trwało podstawówkę, gimnazjum i całe liceum. Ale i po maturze nie było dużo lepiej. Rodzice wybrali dla mnie studia w naszym mieście (na które nie chciałem iść, ale po tylu latach łatwo mnie było kontrolować).
Na studiach w końcu znalazłem znajomych, ale miałem duże trudności w kontaktach z ludźmi i nie udawało mi się ich podtrzymać na dłuższą metę. Nie wspominając nawet o znalezieniu drugiej połówki.

Po obronie wyrzucili mnie z domu, ot tak, po prostu.
Cudem jakoś przetrwałem następujące miesiące. Znalazłem jakąś pracę i mieszkanie, ale wpadłem w alkoholizm i depresję. Dopiero jak przedawkowałem i w szpitalu mnie odratowano, dostałem opiekę psychiatry, leki i terapię. Odciąłem się zupełnie od starego środowiska i nowym mieście zacząłem nowe życie, ale cały czas wiem, że mam na sobie piętno ich „wychowywania”.
Nieraz słyszałem, jaką mam dobrą i kochającą rodzinę i mi jej zazdroszczą. A teraz wszyscy się dziwią, dlaczego z nimi nie rozmawiam i nazywają wyrodnym synem.
Optymistka0 Odpowiedz

To jest przerażające że jest tak wiele takich historii i często nikt nic o tym nie wie lub właśnie udaje że nie widzi / nie słyszy zamiast reagować..

PrzerazonaZyciem Odpowiedz

Nie martw się tym co ludzie mówią. Nie wiedzą o piekle jakie musiałeś przejść. To co zrobił pedagog jest karygodne! Gdzie tu powołanie na pomoc?! Jak sam miałeś sobie poradzić?

Jedynie mogę życzyć ci siły, ale jako, że to wszystko przetrwałeś to jesteś silnym człowiekiem. Piętno kiedyś zniknie, w miarę walki i "leczenia". Powodzenia!

Zobacz więcej komentarzy (19)

#XHeDd

Lata 90.

Gdy moja starsza siostra zaczęła się uczyć małego katechizmu przed Pierwszą Komunią, ojciec postanowił, że i ja powinnam go się nauczyć. Całego...

Szło mi opornie, zwłaszcza te dłuższe modlitwy, nic dziwnego, miałam dopiero 5 lat. Co wymyślił ojczulek? Jak tylko cokolwiek zbroiłam (nie zawsze ja, byłam najmłodsza z okolicznej dzieciarni i często winę zwalano na mnie, mimo że fizycznie części psot nie byłam w stanie zbroić), to natychmiast w TYM miejscu, w którym mnie przyłapał, musiałam klękać i w nagłos odmawiać modlitwy, tak długo, aż nie powiedział "dość".

Mało? Ojciec nie zważał gdzie i przy kim wymierza mi karę, tak więc klęczałam na środku drogi (u nas mały ruch wtedy był), w bramie, ba, nawet w pobliskim miasteczku pod sklepem, bo wg niego "celowo za wolno szłam...". Z rezolutnej i uśmiechniętej dziewczynki pozostał cień, bałam się, że za chwilę znów przyjdzie i mnie ukarze, a ludzie będą mnie wytykać palcami.

Może to wydawać się dziwne, ale byłam naprawdę szczęśliwa gdy ojciec uznał, że mam modlitwy w małym paluszku i powrócił do standardowego wymierzania kar, czyli bicia (tym to już tak się nie chwalił).

Czasem w sennych koszmarach widzę tych ludzi nieraz stojących wokół mnie i śmiejących się z mojej kary...
ToTylkoJa90 Odpowiedz

Ojciec psychol, to nie ulega wątpliwości. Ale jak ludzie mogli nie zareagować na coś takiego? Mam na myśli normalną reakcję, nie debilny śmiech. W głowie mi się to nie mieści, serio.

Odpowiedzi (2)
JaAnna Odpowiedz

Jezu...

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#k3zBC

Wiele słyszy się historii o wdzięcznych psach i kotach, które "dziękują" swym wybawcom za ratunek. Ale czy ktoś z Was słyszał kiedyś o wdzięcznym... motylu?

Gdy miałam jakieś 9 lat, pojechałam z rodzicami nad morze. Budowałam babki z piasku, mama na kocu nieopodal pielęgnowała swą skwarkową opaleniznę, co jakiś czas wmuszając we mnie jagodziankę czy banana.
Wreszcie stwierdziłam, że ile można budować babki i postanowiłam, że pora nieco ochłodzić się w wodzie. Biegłam ile sił w nogach, już, już miałam wbiec do morza, gdy nagle moją uwagę przykuło coś leżącego na piasku. Gwałtownie się zatrzymałam i zaczęłam przyglądać się znalezisku. Był to mokry motyl, z całą pewnością wciśnięty w piach czyjąś stopą - do dziś mam nadzieję, że niechcący. Zrobiło mi się go szkoda, uznałam także, że są rzeczy ważne i ważniejsze, a morze nigdzie nie ucieknie. Delikatnie wyjęłam motylka z piasku i wróciłam na koc. Gdy jego skrzydła w końcu wyschły, motyl bynajmniej nie odleciał. Spacerował jedynie wzdłuż mojej ręki. Niestety po jakimś czasie, ku mojemu wielkiemu rozczarowaniu, wzbił się do lotu i wkrótce zniknął mi z pola widzenia.
Zasmucona utratą nowego przyjaciela, ale także pełna dumy z faktu spełnienia dobrego uczynku pobiegłam popływać.
Gdy wróciłam na koc, motyl wrócił i usiadł koło mnie. Podsunęłam mu dłoń, na którą ochoczo wszedł, w ogóle nie bojąc się nawet moich gwałtownych ruchów. Potem odleciał znowu, tym razem na dobre.

Przysięgam, że ta historia się wydarzyła, chociaż przyznam, że sama pewnie miałabym trudności z uwierzeniem w nią. Mam nadzieję, że mój motyl resztę swych krótkich dni przeżył w spokoju i radości. :')
36873 Odpowiedz

"resztę swych krótkich dni"

Zginął ze starości jeszcze tego samego dnia!

Odpowiedzi (4)
MilaAnonim Odpowiedz

Też kiedyś uratowała motyla
Jak topił się w basenie wrzucony przez moją koleżankę :)

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#tFHsR

Dużo podróżuję pociągiem, kilka razy w miesiącu nawet po kilka ładnych godzin w jedną stronę. Znajomi się ze mnie śmieją, że powinienem spisywać moje wyprawy bo to materiał na "Niemożliwe? A jednak".

Relacja Poznań-Katowice. Lato, upał jak w Egipcie, oczywiście Poznań więc przedział pełen. Podróż przebiega dosyć typowo aż do Wrocławia gdzie wysiadają wszyscy prócz mnie. Myślę "No to super, wolny przedział", ale nieeee zaraz moje nadzieje niszczy bohaterka historii. Pani około 30 roku życia z poważną nadwagą(nie żebym się naśmiewał, czy był uprzedzony, ale byłą po postu gruba na tyle, że problemy z tego powodu były kwestią czasu).

Glany, czarne spodnie w typie "na pewno wejdę w dwa rozmiary mniej niż powinnam", czarna koszulka z napisem: SEX, ALCOHOL, SLEEP, REPEAT, kolczkiem wielkości pięści w nosie i nieciekawym wyrazem twarzy. Średnio interesuje mnie ocenianie ludzi więc zupełnie nie zwróciłem uwagi na jej wyjątkowość.

Pani przez bite 30 minut ma wciąż minę kwaśną jak dziecko po cytrynie. Nachodzi mnie myśl, że może coś jest nie tak? Może jest chora, albo jakaś przykra sytuacja życiowa? Przez kolejne 30 minut zaczyna dyszeć, pocić się jak robotnik na budowie, a mnie ogarnia prawie przerażenie. Nie wiem czy kobieta ma atak, czy coś innego się dzieje. Sytuacja bez zmian, aż do momentu kiedy wstaje by udać się do toalety. Zamykam przedział, odchodzę dwa kroki i słyszę symfonię. Nie, to nie był po prostu bąk, to był wstrzymywany godzinami huragan, tornado, zew natury, wstrząs sejsmiczny, wybuch wulkanu. Powstrzymałem się od śmiechu, zrobiłem swoje i wracam do przedziału.

Otwieram drzwi i dostaje w twarz podmuchem, na tyle mocnym, że niemalże tracę wzrok, ale twardo siadam i udaje, że nic się nie dzieje. Kobieta chyba myśląc, że się nie wydało przez kolejne kilka stacji radośnie dawkuje mi cichy, śmiercionośny gaz. Wyłączają mi się kolejne funkcje życiowe, żołądek zaczyna przypominać co jadłem dzień wcześniej na kolacje, generalnie dramat.

W końcu nie wytrzymuje, wstaje przy najbliższej stacji i symulując wysiadanie co by kobitce głupio nie było ewakuuję się na korytarz. Plan miał jedną wadę, a mianowicie sprawczyni wysiadała przede mną i chyba zorientowała się o co chodzi. Burak na jej twarzy był porównywalny z kompotem babci, a prędkość wysiadania godna atlety z Zimbabwe.

Serdecznie pozdrawiam ów Panią i mam nadzieje, że problemy natury trawiennej już ustąpiły :)
Majeranek Odpowiedz

Idealnie pokazałeś jak wielka różnica jest między "e" a "ę" myślałem, że chodzi o panią, a ty miałeś na myśli siebie. Najsik.

Odpowiedzi (3)
Demonologia Odpowiedz

*ową Panią

Zobacz więcej komentarzy (16)

#Mpcvv

Mój luby wrócił dziś z pracy i od razu rozpoczął swój rytuał posiedzenia w kibelku. Mijają długie minuty, on wychodzi, myje rączki i kieruje się do mnie rozłożonej na fotelu przed TV. Potem wyciąga do mnie rękę, zapraszając do tańca. Zgadzam się, wstaję i tak oto romantycznie tańczymy a'la walca. Po chwili mówi do mnie:
- Ja tak lubię po kupie sobie chwilę potańczyć, bo tak mnie dupa piecze, że siedzieć nie mogę.

Myślałam, że on tak z miłości chciał potańczyć.
mamyczas Odpowiedz

Romantyk na miarę XXI wieku :D

CukrowaPanna Odpowiedz

Jak go piecze to niech sie zbada na hemoroidy czy coś. A nie tańce i hulanki w głowie

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#lSB7i

Przez moją i męża pracę, nie mieliśmy dla naszych dzieci czasu. Często się wszyscy mijaliśmy, a w weekendy córka wychodziła ze znajomymi, podczas gdy syn zamykał się w pokoju grając w gry i ignorując nasze próby rozmów.

Gdy miałam do pracy na drugą zmianę, to przeważnie z pracy wracałam około dwudziestej trzeciej/czwartej, a gdy dzieci szykowały się rano do szkoły, odsypiałam. Córka miała siedemnaście lat, a syn piętnaście, więc nawet gdy chciałam im np. zrobić śniadanie, mówili, abym dalej szła spać.

Pewnego dnia, gdy siedziałam w biurze, dostałam SMS od syna, czy mogłabym go obudzić jutro wcześniej, bo chciał pogadać. Oczywiście się zgodziłam. Jednak niefortunnie wypadło, że nie zdążyłam na autobus, a że mieszkam pod miastem, do domu wróciłam po pierwszej, od razu się kładąc.

Rano obudził mnie syn. Powiedział, żebym spała dalej, tylko chciał mi powiedzieć, że bardzo mnie kocha i że życzy mi miłego dnia. Dawno mnie tak nie przytulił jak wtedy. Na wpół śpiąca obiecałam, że pogadamy następnego dnia.

Następnego dnia dla niego nie było. Gdy wyszłam do pracy, on urwał się z lekcji i wrócił do domu, biorąc wszystkie leki nasenne, jakie były w domowej apteczce. Dopiero kilka godzin później, gdy córka wróciła ze szkoły, znalazła go w łazience.

Od tego czasu minęło kilka lat, a ja się dalej zastanawiam nad znakami, które próbował nam dać od siebie, aby pokazać swój ból, a które pewnie ignorowaliśmy. Nie zostawił żadnego listu. Przed śmiercią nie napisał do nikogo. Tak, jakby chciał po prostu... zniknąć. Bez słowa.
Dopiero jego strata uświadomiła nam, jak puści jesteśmy bez niego.

Czy naprawdę musiało do tego dojść, żebyśmy to zrozumieli?
Ochrona2009 Odpowiedz

Najgorsze jest to, że jest mnóstwo takich rodzin... Niestety przyszło mi też właśnie w takiej rodzinie żyć. Rodzice mówią Nam, że powinnyśmy dziękować za to co mamy - a mamy jedynie pieniądze i to nie jakieś duże. Wiem, że mamy lepiej niż inni, ale z rodzicami się nie znamy tak naprawdę. Oni nic nie wiedzą o nas, my o nich. Każde żyje swoim życiem... To bardzo przykre... Dziś nawet myślałam o tym, że jak założę swoją rodzinę to nigdy nie będę taka jak oni... Co z tego, że mamy duży dom, jak ten dom jest bez ciepła i miłości. Smutne.

Odpowiedzi (5)
Cocacabana Odpowiedz

Wstrzasnelo mną to wyznanie. Bardzo Ci współczuję

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (15)
Dodaj anonimowe wyznanie