#wUq5k

Jak przekonałam ojca do adopcji psa?

"Kochany tatusiu, dobrze się nad tym zastanów, bo przecież jak nie uratujemy tego, to kupimy takiego samego z hodowli. Weź pod uwagę to, że ta suczka jest za darmo, a zamiast tej z hodowli będziesz mógł kupić nowy telewizor, podobna cena".

Na odpowiedź nie musiałam długo czekać :)
Muazombie Odpowiedz

Działa? Działa :D

Pandorozec002 Odpowiedz

Mój nie chce się zgodzić na żadnego...

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#kfLGp

Wiem, że wielu nie spodoba się to co powiem, ale bojkotuję większość akcji charytatywnych. Kiedyś owszem, było mi szkoda widząc ludzi zbierających na jedzenie i tym podobne. Teraz jest okres przedświąteczny, wiele ludzi otwiera swoje serca i portfele dla tzw. szlachetnej paczki i innych akcji. Idea jak najbardziej, szlachetna, pozytywna, na pewno wiele jest osób, którym taka pomoc przed świętami daje wiarę w ludzi i pozwala przeżyć magiczne święta. Sama wspomagałam tę akcję, ale do czasu.
 
Mam w rodzinie kanalię, która była żoną mojego wujka. Nigdy nie przepracowała dnia, "zajmowała się dziećmi" podczas gdy wujek harował jak wół. Wujek zmarł nagle (przepracowanie, stres, brak czasu na zadbanie o siebie), a wszystkim nagle odbiło na punkcie biednej, samotnej wdowy.
Otóż biedna wdowa, która nigdy nie pracowała, od kilku lat żeruje na państwie, żyje z zasiłków, renty po mężu itd. Mimo że dwoje dzieci jest dorosłych i wszyscy są zdrowi, nikt nie pracuje. Ludzie z okolicy oraz rodzina pomagali jej przez kilka lat, a ona wydawała wszystko na pierdoły typu nowe meble, ubrania itd. Jako rodzina odcięliśmy się od tego pasożyta, ale zanim wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że zamiast wydawać nasze pieniądze, mogłaby sama iść do pracy, ktoś z sąsiadów zgłosił ją do szlachetnej paczki. Tym sposobem, nieświadomi ludzie, zapewne ciężko pracujący, zasponsorowali takiemu leniowi m.in. nową lodówkę, zapas jedzenia, ubrania dla wszystkich oraz prezenty świąteczne.

Nie chcę nikogo zniechęcać do pomocy, ale od tamtej pory mnie odrzuca na myśl, że ja i wiele innych osób ciężko pracujemy, a są kanalie, które żerują na ludzkiej dobroci.
wyrafinowana Odpowiedz

Pomagać warto, ale z głową. W dzisiejszych czasach chyba tylko przestudiowanie całego życiorysu danej rodziny jest w stanie nam pokazać, czy zasługują oni na taką szlachetną paczkę. Smutne jest to, że w ogóle trzeba to robić! Smutne, że ludzie idąc na socjal z własnej wygody nie myślą o tych, którzy takiej pomocy naprawdę potrzebują. Smutne, że czasem osoby potrzebujące rozleniwiają się i nie chcą walczyć o lepszy byt, bo wszystko dostaną od państwa, bądź ludzi życzliwych, pomocnych. Żyjemy w czasach, gdzie niedługo nie zaufasz własnemu zegarkowi gdy pokaże ci godzinę. Jeszcze raz powtórzę - smutne.

Odpowiedzi (2)
Ookami Odpowiedz

Ja mam podobne odczucia, ale sytuację inną. Miałam kiedyś znajomą, która dostawała paczki z darami, bo była biedna.
Tak biedna, że miała wypasiony komputer i kilka innych urządzeń elektronicznych oraz pieniądze na każdą zachciankę czego nie mam ja, żyjąca na troszkę lepszym niż przeciętny poziomie.

Pomogłabym tylko gdyby ktoś bezpośrednio poprosił mnie o np. kupienie czegoś do jedzenia

Zobacz więcej komentarzy (16)

#Pbbmc

Mam 29 lat, jestem po rozwodzie. Wychowuję sam córkę od 4 lat. Była żona się nie interesuje. Pracuję na etacie, a w dni wolne idę do drugiej pracy. Pracuję tylko od 7-15, żeby mieć opiekę przedszkola dla córki. Po pracy oczywiście sprzątanie, gotowanie, pranie, zabawa i nauka z młodą.

Co jest w tym anonimowego? Często wracając z pracy jadę dużo dłuższą drogą, żeby chociaż te pół godziny spędzić w aucie w ciszy i spokoju. Te pół godziny pozwala mi przetrawić codzienne wstawanie o 5 rano, daje mi cierpliwość do dziecka i siłę na zajmowaniem się domem.
Jestem tatą, mama i dwoma pracownikami w jednym, którzy w wolnych chwilach starają się zapanować nad porządkiem i kuchnią w domu.

PS Nie, nie jestem brzydki i mógłbym znaleźć sobie kobietę, która weźmie na barki część obowiązków, ale która tak mocno pokocha obce dziecko?
NarnijkawGlanach Odpowiedz

"Nie, nie jestem brzydki i mógłbym znaleźć sobie kobietę" tak jakby bycie ładnym/brzydkim było wyznacznikiem bycia w związku
Nie wiem w sumie nawet czy to jest bardziej zabawne czy smutne
Chyba smutne.

Odpowiedzi (5)
Arachnea1 Odpowiedz

Jestem macochą 6-latki. Czasami zapominam, że to nie moje dziecko. Kocham ją z całego serca i chętnie przejmuję obowiązki związane z opieką nad małą od mojego męża. Mamy babskie wieczory, lubimy robić wspólnie zakupy i chodzić na spacery. Wiele rzeczy robimy teraz tylko we dwie. Początki nie były łatwe, ale jak już się poznałyśmy lepiej to tarcia były mniejsze. Znam też inne dziewczyny w podobnej sytuacji i każda stara się budować relacje ze swoimi pasierbami i pasierbicami. Nie skreślaj związku zanim zdąży się wydarzyć. A może ta obawa to tylko wymówka przed samym sobą?

Zobacz więcej komentarzy (32)

#vePa2

Odkąd pamiętam moje wyniki w szkole były dobre, żeby nie powiedzieć bardzo dobre. Więc w czym problem? Oto chodzi, że właśnie w tym. Testy, które robiłem zawsze musiały być pokazywane na forum klasy, prace, które pisałem zawsze były czytane na głos przez nauczycieli, a sęk w tym, że ja jestem chorobliwie nieśmiały i zawsze się wstydziłem takich sytuacji.

Drugim problemem jest to, że każdy choćby najmniejszy i najmniej znaczący błąd był mi wytykany, co strasznie obniżało mi samoocenę.

Jak tu żyć gdy nauczyciele uważają cię za ideał, a nim nie jesteś, jak!?
TrvskawkaNaTorcie Odpowiedz

U mnie w technikum mieliśmy taką nauczycielkę, która pytała ucznia czy ten zgadza się na czytanie oceny lub pracy na głos ;). Jeśli się nie zgadzał, to ocenę wpisywała w ciszy. Ogólnie była czasami wkurzająca, ale akurat takie zachowanie patrząc z perspektywy czasu nawet dobrze o niej świadczy.

Odpowiedzi (2)
Zygfryda Odpowiedz

Jakbym czytała o sobie. Też mi było głupio w takich sytuacjach, nauczyciele myśleli, że jestem niewiadomo kim, a rówieśnicy ignorowali mnie lub po prostu wyśmiewali. Czułam ogromną presję, że nie sprostam oczekiwaniom dorosłych, byłam wręcz zastraszona. Teraz jestem w liceum, jestem wykończona nauką i najgorsze jest to, że ciągle myślę, że nie jestem dość dobra... Przepraszam, że tak wylewam tu swoje żale, no ale gdzieś trzeba

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#6g6zD

Jestem zasłużonym honorowym krwiodawcą. Po oddaniu 6 litrów krwi, czyli ponad 11 worków, zaczęły przysługiwać mi nieliczne prawa z tego tytułu, niniejszym wejście do lekarza pierwszego kontaktu bez kolejki, a do specjalisty w ciągu 7 dni. A teraz do sedna.

Nigdy specjalnie nie wykorzystałem swoich praw, ale nadszedł dzień, kiedy rzeczywiście mocno gorączkowałem, dusił mnie kaszel, ogólnie lipa. Po wejściu do przychodni widzę tłum ludzi w podeszłym wieku, średnia 70+. Piguła naturalnie mnie zarejestrowała i przedstawiła zebranym, że z takiego i takiego powodu mam pierwszeństwo, więc wchodzę pierwszy do gabinetu.

Takiej nienawiści nie spotkałem nawet na forum politycznym PiS vs PO. Zostałem nazwany: "kanalią", "oszustem", "chamem i prostakiem", "gnidą", "naciągaczem" i jakaś starsza pani w moherowym berecie i różańcem w dłoni odważyła się określić mnie nawet jako "ku*wę". Tyle.

Oddałem tyle krwi i zastanawiam się, czy warto dla takich ludzi...
SzySzy Odpowiedz

Nie oddajesz krwi dla ludzi z tej przychodni, tylko dla ogółu. W tym zarówno dla ludzi, których byś polubił, jak i takich, których z pewnością nie.

Elena123 Odpowiedz

Spoko, jestem w zaawansowanej ciąży. Teoretycznie też mam pierszeństwo w przychodniach ale nie korzystam z tego. Siedzę sobie grzecznie i czekam. Raz podjechałam pod budynek przed otwarciem przychodni, poczekałam chwilę w aucie, a po otwarciu byłam pod "zabiegowym" pierwsza. Po wyjściu z gabinetu zostałam "napadnięta" przez jakiegoś typa, że on widział, że przyjechałam później niż on, że jestem beszczelna, nie kulturalna i wiele różnych epitetów. Sytuacja nie jest może analogiczna do sytuacji autora, ale chodzi mi o to, że niektórzy ludzie nie rozumieją, że ktoś może z jakiegoś powodu mieć pierszeństwo.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#1GWNM

Na początek dodam, że jestem 18-letnim facetem z kynofobią. To schorzenie powstało u mnie we wczesnym dzieciństwie, kiedy to kilkukrotnie zostałem zaatakowany przez psy. Nic poważnego mi się nie stało, ale strach pozostał.

Latem moja matka postanowiła kupić sobie psa - owczarka niemieckiego. Nawet ja ucieszyłem się z tego pomysłu, bo od dawna chciałem jakoś przełamać mój lęk. Na początku wszyscy byli zachwyceni Puszkiem - był taki mały i uroczy. Jednak szybko się to skończyło. Dlaczego? Otóż moja matka wyczytała gdzieś, że dyscyplina wywołuje u psa agresję. Oznajmiła wszystkim, że Puszka nie wolno karcić w żaden sposób, o wychowawczych klapsach nie wspominając. Oto kilka absurdów, które z tego wynikły:

1. Puszek często próbuje wchodzić do domu (teoretycznie mu tego nie wolno, bo lubi tarzać się w błocie). Ostatnio wbiegł prosto na świeżo umytą podłogę. Wkurzyłem się i próbowałem go wyprowadzić. Pies zaczął gryźć mnie po ręce dosyć mocno. Gdy matka to zauważyła, okrzyczała mnie, ze nie wolno go dotykać.
2. Puszek często atakuje nasze dwa koty. Matka nie reaguje i mówi, że to psia natura i nie wolno na to reagować.
3. Ostatnio Puszek pobiegł na przystanek, gdzie dzieci czekały na autobus. Zaczął na nie skakać, jednego malucha przewrócił. Wkurzyłem się nie ma żarty, bo mógł zrobić im jakąś krzywdę. Matka, widząc to przez okno, stwierdziła, że nic im nie zrobi, przecież jest mały. A ojczym zaczął się śmiać, że dzieciaki się ucieszyły, bo przecież każdy kocha pieski.

Takich sytuacji jest mnóstwo. Próbuję wyjaśnić rodzicom, żeby opanowali psa, bo to może się źle skończyć, jednak oni nie reagują. Pozostaje mi tylko czekać, aż dojdzie do jakiejś tragedii i policja zapuka do naszych drzwi.
Bumblebeelady Odpowiedz

Może przynieś mamie jakieś fajne, uświadamiające książki o psach, albo przeczytaj jej jakieś artykuły. Prędzej, czy później dojdzie do nieszczęścia, a trening dla psa to radość, jeśli jest przeprowadzony w odpowiedni sposób. Możesz też sam zainteresować się tym tematem i zacząć szkolić psa w domu, pomoże Ci to przełamać lęk i zbuduje między wami zaufanie, a rodzice jeszcze będą zazdrościć jak zobaczą ile zrobiłeś.

SpaghettiJestem Odpowiedz

Imię Puszek dla długowłosego owczarka niemieckiego jest najbardziej trafione ze wszystkich... Z sierści z jednego czesania możnaby było zrobić niemałych rozmiarów poduszkę 😄

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (33)

#2xTuu

Kiedyś byłem u dziadka. Mój dziadek jest starszym, a nawet bardzo starszym panem, który przeżył wojnę (warto przypomnieć, że dziadek stracił rodzinę, a ma tylko nas, mieszka sam, ale kuzyni czasami przyjeżdżają). Niby nic takiego, ale po wojnie dziadek popadł w depresję po tym, jak musiał wyjść z czołgu i zabić żołnierza kluczem francuskim. Od tamtego czasu widzi różne rzeczy.

Nic sobie z tego nie robiłem, jak np: patrzył w niebo i mówił, że niemieckie bombowce lecą, albo jak słyszał ryk silnika czołgu i odbijające się pociski.
Ostatnim razem, kiedy u niego byłem, przechodziłem obok salonu, gdzie dziadek sobie często siedzi i patrzy przez taras na pola. Stało się coś dziwnego. Otóż poczułem chłód na ramieniu, jakby ktoś mnie trzymał, po czym dziadek, nie odwracając się, powiedział:
- Radzę ci młody chodzić trochę ciszej, niemieccy żołnierze już tu są i wydaje mi się, że jeden nawet stoi za tobą i w nas celuje.

Ogólnie nie wierzę w paranormalne historie, zawsze się z tego śmieję, ale od tamtego czasu jakoś dziwnie się czuję.
Tictac Odpowiedz

"Nie bój się martwych a żywych, to oni są największym niebezpieczeństwem dla Ciebie". Nas też czeka wojna, w sumie chyba już jest... wojna moralna, religijna i polityczna.. szkoda tych, którzy nie zawinili a muszą brać w niej udział

Odpowiedzi (2)
Cotusiedzieje Odpowiedz

To straszne, co wojna robi z człowiekiem... boje się, że wszystko zmierza ku wybuchowi III wś...

Odpowiedzi (13)
Zobacz więcej komentarzy (5)

#O085I

To było kilka lat temu, chodziłam wtedy do gimnazjum.
Nie chciało mi się dłużej siedzieć w szkole, więc postanowiłam zerwać się szybciej do domu. Niestety wyjścia pilnowała woźna, nie było szans, żeby przejść (dużo uczniów uciekało, więc nie mogliśmy wychodzić przed szkole nawet na przerwach). Szybka decyzja - uciekam przez okno w łazience.

Niestety coś poszło nie tak. Musiałam wejść na kibelek, żeby tego okna w ogóle dosięgnąć. Kiedy już wszystko zmierzało ku sukcesowi, już stałam na zbiorniku tylko jedną nogą... plastik się pode mną złamał. Ja spadłam na podłogę, a ze zbiornika niczym tsunami na wszystkie strony zaczęła lecieć woda. Przerażona uciekłam z tego "basenu" na lekcje, nie przyznając się nikomu co zrobiłam.

Jakie były efekty? Przez godzinę próbowali zatamować wodę, zalałam dwie łazienki - tę, którą zdemolowałam i tę pod spodem na parterze (wody było tak dużo, że zaczęło się lać z sufitu). Dodatkowo dwa apele dyrektora, na których kazał przyznać się osobie, która to zrobiła, "bo oni i tak się dowiedzą, a straty są naprawdę duże".

Nie, nie dowiedział się o tym nikt.
Przepraszam panie sprzątaczki i szkolnych konserwatorów!
NieMaMnieSzukajDalej Odpowiedz

Nie mają monitoringu w szkole ? I ten oklepany tekst ".. I tak się dowiemy kto to zrobił.." xD

Odpowiedzi (5)
Anonwho Odpowiedz

Aż tak bardzo nie chciało ci się siedzieć na lekcji, że postanowiłaś uciec przez okno i to jeszcze na pierwszym piętrze?

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (6)

#CwQrT

Historia o tym, jak straciłem kilku przyjaciół:
Od kilkunastu lat mieszkam w USA. Tu skończyłem studia, pracuję, mam przyjaciół, a przez chwilę nawet narzeczoną. Po prostu całe moje życie i wszystko co kocham znajduje się w Ameryce. Tyle słowem wstępu.

Wyszliśmy ze znajomymi do baru. Po kilku głębszych każdy zaczął opowiadać o swoim ideale partnera. Padały głównie stereotypowe odpowiedzi: duże cycki i dupa, wysoki i umięśniony facet itp. Kiedy przyszła moja kolej, ze szczegółami opowiedziałem o swojej wymarzonej kobiecie (jestem grafikiem, więc parę razy z nudów ją narysowałem). Niski wzrost, filigranowa sylwetka, długie ciemne włosy, mała twarz, mały, lekko zadarty nos, niebieskie lub zielone oczy, porcelanowa cera... i wtedy zostałem wyzwany od rasistów. No bo jak mogę wymagać, aby moja kobieta była biała. Potem zaczęli drążyć. Drobna sylwetka? Przecież Murzynki są zazwyczaj krągłe. Mały nos? Przecież czarna rasa słynie z tego, że ma duże nosy. Zielone lub niebieskie oczy? Afroamerykanie mają tylko brązowe. Wniosek? Jestem pieprzonym białasem, rasistą, nacjonalistą i walczę o czystość białej rasy. Najlepiej jakbym wrócił tam, skąd pochodzę, bo w USA nie dyskryminuje się czarnych.

Co ciekawe, moja była narzeczona jest Azjatką, a poza oczami (a to przecież niewiele znaczący szczegół) idealnie pasowała do mojego gustu, dla mnie była najpiękniejszą kobietą na świecie. Jeszcze ciekawsze jest to, że czarnoskóry kolega (taki ze mnie rasista, że mam znajomych wszystkich ras oraz wielu religii i narodowości) powiedział wcześniej, że marzy o czarnulce podobnej do Halle Berry. Nikt nie nazwał go rasistą, nikt nie zwrócił uwagi na jego wyznanie.

Finał był taki, że nikt nie chciał mnie słuchać, skoro nie podobają mi się Murzynki, to jestem rasistą i koniec. Nie twierdzę, że są brzydkie, ale każdy ma przecież swój gust i ja wolę po prostu blade dziewczyny.
Minęły 3 tygodnie, czwórka znajomych się do mnie nie odzywa i nic nie wskazuje na to, że się to zmieni. Resztę udało mi się jakoś udobruchać, ale po firmie rozeszła się plotka, że jestem rasistą i należę do polskiej organizacji nacjonalistycznej, więc wszyscy patrzą na mnie krzywo.

A podobno rasizm wobec białych nie istnieje.
crimsoneye Odpowiedz

Masz dziwnych i toksycznych znajomych, którzy są zbyt przewrażliwieni na punkcie rasy. Wymagają szacunku do swego koloru skóry, a nie dają go w zamian. Szkoda czasu na takich ludzi.

Twinpeaks Odpowiedz

Amerykanie chyba zapomnieli gdzie powstał i rozwija się do dziś Ku Klux Klan.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#NrWjd

Jestem adoptowana, ze względu na problemy zdrowotne co jakieś pół roku przychodzę z wizytą do pewnej pani doktor, której nie darzę sympatią. Do tego w przyszłym roku kończę 18 lat. Tyle słowem wstępu.

Dzisiaj, pod koniec moje przedostatniej wizyty u niej (chwała Bogu!), poprosiła mnie, żebym wyszła na chwilę, bo ma ważne pytanie do mojej mamy, co mnie w sumie trochę zdziwiło, bo jakoś zawsze wszystko było załatwiane przy mnie.
Po jakimś czasie mama wyszła, wyglądała jakby się chciała roześmiać/rozpłakać.

O co chodziło? A mianowicie o to, iż pani doktor stwierdziła, że skoro kończę te swoje 18 lat, to trzeba mnie odesłać do moich biologicznych rodziców! Bo jak to tak, przecież chyba chcą mnie z powrotem, prawda? Po tejże informacji również nie wiedziałam, czy mam płakać, czy się śmiać.
odpowiadamnapytanie Odpowiedz

może ona też była adoptowana, ale ją oddali?

Odpowiedzi (1)
SzySzy Odpowiedz

No to nie dziwię się, że nie darzysz jej sympatią

Zobacz więcej komentarzy (10)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie