#K0O2P

Od dziecka fascynuje mnie... sikanie w majtki.

Gdy w przedszkolu któreś z dzieci posikało się, nie mogłam wręcz oderwać od niego wzroku.
Gdy któreś zrobiło kupę, brzydziło mnie to, ale posikanie się to co innego! Sama nie miałam odwagi tego zrobić, bo w końcu w przedszkolu czułam się taka "dorosła".

W podstawówce odkryłam potęgę internetu i zaczytywałam się w historyjkach o toaletowych wpadkach. Trafiałam m.in na fora dla fetyszystów, jednak historie np. o piciu moczu odrzucały mnie. Zdecydowanie wolałam historie, jak ktoś nie wytrzymał i zrobił siku w majtki.

Bardzo miałam ochotę zsikać się, ale mieszkam z rodzicami i nie wiem, jak bym im to wytłumaczyła. Zaczęłam wstrzymywać siku. Potrafię wytrzymać cały dzień w szkole bez sikania, by w drodze do domu pędzić na złamanie karku i w ostatniej chwili usiąść na toalecie.

Ostatnio trafiła mi się prawdziwa okazja. Rodzice musieli wyjechać służbowo na kilka dni, a ja zostałam w domu sama. Z pełnym pęcherzem poszłam do szkoły i trzymałam przez wszystkie lekcje. Udało mi się wytrzymać, ale w drodze powrotnej już nie dałam rady i posikałam się. Po powrocie do domu resztę dnia chodziłam w mokrych spodniach i "podziwiałam" plamę. W wilgotnych majtkach poszłam spać. Spodobało mi się to i nikt o niczym się nie dowiedział. Niedługo mam zamiar znowu to powtórzyć, zwłaszcza że moi rodzice wyjeżdżają na weekend. Teraz chcę to zrobić przy większej ilości osób, bo jestem bardzo ciekawa ich reakcji.
Niezywa Odpowiedz

Nie wiem jak komukolwiek może się podobać chodzenie w mokrych majtkach, przecież to niewygodne i podrażnia skórę.

Odpowiedzi (1)
Samanti Odpowiedz

Bardzo niezdrowy fetysz, możesz mieć w przyszłości poważne problemy z pęcherzem i nerkami.

Zobacz więcej komentarzy (13)

#kspIB

Mój dziadek był rybakiem. Takim jak ze starej pięciozłotówki, tylko bardziej barczystym i z brodą. Łowił zarówno w wodach śródlądowych, jak i morskich, trzymał się starych tradycji, zasad, bardzo kochał i szanował wodę oraz wszystko, co w niej żyło. Nigdy nie zadawał łowionym przez siebie zwierzętom więcej bólu, niż to było konieczne.

Całe dzieciństwo spędziłam w drewnianym domu dziadków, bo mój tata zmarł bardzo wcześnie, a mama pracowała w mieście i szczerze mówiąc, byłam jej potrzebna jak piąte koło u wozu. Pamiętam każdą babciną koronkę, garnek, ziółko w ogródku. Wiecznie pałętałam się po całym gospodarstwie ze stadem kotów, które dziadek powyławiał z worków w pobliskim jeziorze.

Moim ulubionym jedzeniem były ryby. Zawsze gdy babcia pytała mnie, co zjem na kolację, mówiłam, że "rybkę!", na co dziadek wzdychał, że niby ma dość, ale natychmiast brał wędkę, która zawsze stała w przedpokoju, wychodził na molo i w mniej niż 20 minut wracał z tłustą rybką dla wnuczki. Potem siadał przy mnie i podkręcając wąsa z zadowoleniem patrzył, jak wcinam, przy okazji wyciągając mi resztki ości spod nosa.

Pewnego razu dziadek nie wrócił. Przyszedł niespodziewany sztorm i fala po prostu zmyła dziadka. Znaleziono go 60 kilometrów dalej. Wszystko się skończyło. Babcia zmarła ze zgryzoty i tęsknoty, mimo że starała się ogarniać wszystko, a zwłaszcza mnie, do ostatniej chwili. Moja matka sprzedała ich dom, nie pozwoliła mi zabrać nic na pamiątkę, koty olała i zabrała mnie ze sobą. Nie było już ciepła, miłości, rybki na kolację, bajek, mycia w balii, koronek, kotów, ziół i pachnącej krochmalem pościeli. Moją jedyną relikwią, pamiątką po dziadkach, została PRL-owska pięciozłotówka z rybakiem.

Do domu dziadków udało mi się wrócić dopiero niedawno. Szukałam tamtego miejsca przez 20 lat, od kiedy stałam się pełnoletnia. Moje dzieciństwo przypadało na lata 80. Dziadek zmarł, gdy miałam 8. Nic tam nie zostało, tylko zarośnięte fundamenty i zgniłe pale z pomostu. Do dziś nienawidzę ryb i samej siebie, bo gdyby nie to, mój dziadek by żył, babcia by żyła i wszystko byłoby zupełnie inaczej. Matce nigdy nie wybaczyłam tego, że chociaż miała pieniądze, wszystko to zmarnowała, porzuciła te biedne, cudem ocalone zwierzęta, a mnie zrobiła z życia piekło tułania się po internatach, bo ona mnie nigdy nie chciała. Na grób dziadków nigdy nawet nie pojechała.
RollyPolly Odpowiedz

Smutno mi jak to czytam, bo też byłam wychowywana przez dziadków po śmierci mamy i wiem doskonale co masz na myśli. Również dorastałam w latach osiemdziesiątych, wśród babcinych koronek, starannie odkurzanych kryształów, owoców zrywanych prosto z krzaków i zapachu ciasta drożdżowego w sobotni poranek.
Współczuję Ci z całego serca.

Odpowiedzi (1)
lilsleep Odpowiedz

Okropnie smutne wyznanie. Mimo że nie masz za co się obwiniać, bo to był przypadek, to rozumiem cię, bo życie które wiodłaś za życia dziadków brzmi naprawdę wspaniale.

Zobacz więcej komentarzy (22)

#46q44

Pewnego dnia wprowadziłam się do uroczego domku na zapyziałej wsi, odziedziczonego po ukochanej babci. Tuż pod płotem wielki, ogrodzony ogród, stawik, sad, grządki, łąka... żyć nie umierać. Dom piętrowy, odnowiony, ma prąd, łazienkę, ogrzewanie, żaluzje antywłamaniowe, alarm i kamery dookoła. Przymierzałam się też do adopcji/kupna psa typu wilczarz irlandzki. Stawiałam na przygarnięcie fafika, dlatego przez jakiś czas robiłam za dom tymczasowy dla jednego - dwóch psów. Niestety, z żadnym nie przypadliśmy sobie nawzajem do gustu na tyle, by zostać przyjaciółmi na zawsze.

Po oddaniu w dobre ręce ostatniego psa, przygarnęłam dwa śmietnikowe, czarno - białe mruczki, Francisa i Napoleona-Kafla. Do tego siostra podarowała mi kociaka Mainecoona, który dostał na imię Imperius. Z czasem wyrósł na OGROMNEGO kocura.

Pewnego dnia listonosz spotkał mnie pod sklepem we wsi i zrobił potworną awanturę, że moje piekielne zwierzaki gonią go i po 300 metrów od posesji, on życia przez nie nie ma! Tłumaczę mu, że psów nie ma u mnie od dawien dawna, a nawet jak były, to zawsze zamknięte za solidnym płotem, więc to nie moje. Pan oznajmił, że to moje KOTY. Szczęka mi odpadła.

Przejrzałam monitoring. Rzeczywiście, gdy listonosz zbliżał się do murowanego słupka ze skrzynką, Imperius i jego dwaj kumple rzucali się na niego jak stado lwów, po czym gonili biednego faceta aż do głównej drogi. Zobaczyłam też, że panowie przeganiają również dziki, lisy (trzymam kilka kurek i przepiórki) oraz wydry znad stawiku. Byłam w szoku, bo przy mnie to kocie pierdoły i przytulanki, Kafel na dodatek jest leniwym grubaskiem, który jeśli nie śpi, to drzemie albo odpoczywa.

Zrezygnowałam z psów. Koty mi wystarczą.
Yaspis Odpowiedz

Sekretne życie zwierzaków domowych 😂

Odpowiedzi (1)
nurthollo Odpowiedz

Koleżanka ma kota, któremu chyba pomylono wcielenie, bo zachowuje się jak pies. Waruje na posesji, jak ktoś przyjeżdża to biegnie i obszczekuje po kociemu. A kiedyś przyjechała jakaś kobieta z psem do niej i psa wzięła ze sobą z auta, to powiedzieli jej żeby go z powrotem do samochodu schowała, bo mają kota. A ona powiedziała, że pies nic nie zrobi kotu, a oni że to kot może coś psu zrobić :D

Zobacz więcej komentarzy (8)

#hfM8a

Gdy miałem 17 lat, złamałem OBIE ręce... Jadąc na rowerze, miałem drobną kolizję z samochodem, przeleciałem przez maskę i poza złamanymi rękami praktycznie nic mi się nie stało.

NAJGORSZEMU WROGOWI TEGO NIE ŻYCZĘ...

Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę czy też nie, jak upokarzające jest proszenie tatę lub mamę, by w tym wieku wytarli tyłek po dwójce, jak upokarzające jest to, że nie potraficie samemu się ubrać lub rozebrać. O ile golenie nie było problemem (mimo młodego wieku musiałem golić twarz), to mycie zębów było istną komedią.
Moje ręce były usztywnione praktycznie od ramienia do nadgarstka pod kątem, tak by łokieć też się odpowiednio zrósł.

Wtedy też wyszło, kto jest moim prawdziwym przyjacielem, a kto nie...

Nie okazała się nią być moja najbliższa przyjaciółka, która w ramach przyjacielskiej przysługi, jak to ujęła, "pomagała mi rozładować napięcie, skoro moje ręce są niedostępne". Okazała się być moją przyszłą żoną, a nie tylko przyjaciółką.

Od tamtego wypadku wiele wody w Wiśle już upłynęło, ale niekiedy nadal wspominamy z uśmiechem na ustach, że dopiero złamanie obu rąk popchnęło do wyjścia z obustronnego friendzona, mimo że miętę czuliśmy do siebie od zawsze.

PS W miesiąc nauczyłem się obsługiwać telefon palcami u nóg do tego stopnia, że napisanie kilkuzdaniowego SMS-a zajmowało mi max 15 min.
Vito857 Odpowiedz

Fajna, anonimowa historia, dobra na tę stronę (wreszcie).

PS. Wyjdę na zboka, ale mnie to ciekawi - sam zaproponowałeś, żeby ci "napięcie rozładowywała"? :D

Odpowiedzi (3)
karolina1816 Odpowiedz

Wiem co czułeś, ja mam 18 lat, rok temu w szkole na samoobronie (szkoła mundurowa) przyjaciółka złamała mi rękę, dzień po poszłam na łyżwy i złamałam drugą przez swoją głupotę, kto idzie na łyżwy z ręką w gipsie xd tak więc też chodziłam prawie miesiąc z dwoma rękami w gipsie i wiem jak to jest :/

Zobacz więcej komentarzy (4)

#YayHB

Jak byłam mała myślałam, że przeżegnanie się po modlitwie działa jak "rozłączenie" się z Bogiem i jak tego nie zrobię, to będzie dalej słuchać tego co mówię, a jak się "rozłączę", to straci ze mną kontakt i będę mogła "legalnie" przeklinać.
Dodatkowo myślałam, że śmierć działa na zasadzie: kładziesz się na plecach i Bóg widząc to, zabiera Cię do siebie. Dlatego jak kładłam się na wznak mówiłam "jeszcze nie umarłam, Panie Boże, nie zabieraj mnie".
Dziwne, ale prawdziwe.
Etanolansodu Odpowiedz

Kiedy rodzice nie wytłumaczą dziecku po co się modli, tylko każą modlić.

Odpowiedzi (5)
bazienka Odpowiedz

ahah ile to razy sie "przezegnywalo" zeby jeszcze cos tam dodac, dopowiedziec...

Zobacz więcej komentarzy (8)

#oKqY7

Wiele razy zastanawiałem się, czy to moje własne wyrzuty sumienia czy głupota pchnęła mnie do napisania tego wyznania. Od początku...

Jakiś czas temu dostałem super robotę. Taka z tych bardziej wymarzonych prac. Zostałem kierownikiem w dużej państwowej korporacji. W zasadzie managerem działu.
Nie mogę wam powiedzieć nic więcej, bo za bardzo bym się podłożył.

Pracę zacząłem od 8, ktoś pokazał mi biuro, zalogował na komputerze, podpiął telefon i tyle. Nic, żadnego instruktarzu stanowiska, zakresu pracy, targetów. Po 2 tygodniach "aklimatyzacji" (czyli przeglądania internetów) pojawił się szef. Potrzebujemy zatrudnić 20 osób do twojego działu, HR przeprowadzi rozmowy, a ty wybierzesz odpowiednich kandydatów. Poza zatrudnieniem, żadnych wytycznych. Pomyślałem OK, wreszcie coś się dzieje. Zatrudniłem 20 pracowników. Zleciłem HR-owi pokazanie im biurek, zalogowanie na komputerze i podłączenie telefonów. Przez 3 tygodnie wyklarowałem sobie 5 osób, które wypełniały moje głupie zadania - czasami zupełnie niezwiązane z profilem działu. Robili raporty z raportów, wykresy z wykresów, tabele z tabeli. Mój dział nie robił zasadniczo nic.

Minęły 4 lata. W tym czasie zarządzałem ekipą, zatrudniając korpoludków i zwalniając takich obiboków jak ja. Robiłem briefingi, na których kradłem pomysły pracowników lekko je modyfikując, po czym kazałem im je wykonywać jako moje. Dorobiłem się dwóch awansów, potrojenia pensji, nagród rocznych i pochwał. Zasadniczo dalej nie robię nic. Spotkanie rano z działem (15 minut), przekazanie do wykonania ich własnych pomysłów (30 minut), przeczytanie raportu z raportów z raportów korpoludków (15 minut). Resztę czasu spędzam jedząc i oglądając Netflixa. Po wszystkim wracam do domu i mówię mojej żonie, jaki to ja jestem zmęczony po pracy.

Czasem zastanawiam się, czy nie zagrać w jakiegoś lotka. A może będę się kiedyś smażył w piekle?
HoustonNaZadupiu Odpowiedz

Sama pracuje w korporacji i czasami mam wrazenie, ze ten przybytek powstal tylko po to, by zatrudniac takich ludzi jak Ty autorze (bez obrazy dla Ciebie - nie mam tez nic do Twojego nicnierobienia - po prostu farciarz z Ciebie:)).
Gdyby u mnie zwolnic 90% pracownikow, to budynek nadal by funkcjonowal bez zarzutu.

Odpowiedzi (7)
sinusoidazemniejest Odpowiedz

A potem żona pisze na anonimowych, że ma caly dom i dzieci na głowie... Ale mąż jest zmęczony po pracy

Zobacz więcej komentarzy (11)

#4Cvf8

Brzydzi mnie ślina.

Przyznam się szczerze, że nigdy nie uznawałem tego za problem. Nigdy nic złego mi się nie stało i myślałem, że raczej się nie stanie, bo i co by to mogło być? Dopiero niedawno dowiedziałem się, jak bardzo może to być problematyczne.

Aktualnie mam dwadzieścia lat i nigdy nie miałem dziewczyny, nie byłem też zbyt blisko fizycznie z żadną dziewczyną. Prawdę mówiąc nigdy się też nie całowałem i nie miałem zielonego pojęcia jak może to wyglądać. Jakoś tak niedawno udało mi się nawiązać bliższą relację z pewną wspaniałą dziewczyną i wtedy właśnie moje obrzydzenie do śliny stało się prawdziwym problemem.

Jak nietrudno Wam się domyślić, chodzi o całowanie się, które niestety czasem polega na wymianie śliny. Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem, ale cóż... Dowiedziałem się w praktyce.

Pierwszy buziak nie był problematyczny, bowiem tylko leciutko pocałowałem ją w policzek. Po drugim, bliższym, romantyczniejszym i w usta lekko mnie zemdliło, ale nie powiązałem tego jakoś z moim obrzydzeniem do śliny. Po trzecim, gdy ukochana dosłownie się na mnie rzuciła i postanowiła pocałować "z języczkiem" ja...

Zwymiotowałem na nią.

Po prostu nie mogłem wytrzymać kontaktu z jej ustami, ohydną śliną i oblepionym śliną językiem. Próbowałem się wyrwać, lecz mój żołądek był szybszy i zamiast romantycznego pocałunku wyszedł okropny rzyg, który przekreślił moje szanse na pierwszy w życiu związek.

Parą nie jesteśmy, dziewczyna przestała się do mnie odzywać, a ja żyję ze świadomością, że chyba przez moją awersję do śliny już nigdy z nikim nie będę...
PeknietyBalonik Odpowiedz

Biedna dziewczyna, szczerze jej współczuję.

Odpowiedzi (3)
Cozabrednie Odpowiedz

O nie, gdyby ktoś na mnie zwymiotował w takiej sytuacji to tez bym się nie odezwała więcej. I nie chodzi o to, ze nie mam dystansu, jestem sztywna czy coś. To po prostu obrzydlistwo, którego nie byłabym skłonna zapomnieć 🤦🏼‍♀️

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (17)

#w2sS8

„Jestem w ciąży...” - powiedziałam parę lat temu do chłopaka, z którym się spotykałam. Zbladł, coś tam mruknął, że nie może rozmawiać, że mleko na gazie, że musi szybko do domu, bo coś tam. I poszedł. Od tego dnia już go nie widziałam. Podobnie jak nasi wspólni znajomi. Facet spakował manatki i ponoć już następnego dnia wsiadł w samolot. Wyjechał w bliżej nieokreślone miejsce, paląc za sobą mosty. To miało miejsce jakieś sześć lat temu.
Pewnie byłabym wściekła i nie spoczęłabym, zanim gnojek by się nie znalazł razem z alimentami na moje dziecko. Problem w tym, że… z tą ciążą to żartowałam. Nie zdążyłam mu się nawet do tego przyznać. W sumie to nie żałuję.
Dawnrose Odpowiedz

Beznadziejny żart...ale z drugiej strony^_^

Odpowiedzi (1)
abbartas Odpowiedz

Sprawnie mu to poszło, pewnie to nie pierwsza jego taka akcja :P Eh... te ciągłe życie na walizkach :D

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#X1EEk

Spotkałem ostatnio kumpla. Zdołowany, kręgi pod oczami, cień człowieka. Po pracy wyciągnąłem go na browara, żeby dowiedzieć się co się stało. Co się okazało? Narzeczona zerwała zaręczyny i odwołała ślub. Ślub, który miał się odbyć za 5 dni w sobotę. Dlaczego? Bo jego zaręczyny (kilka miesięcy temu) były nieromantyczne i on jej z pewnością nie kocha i ona po wielokrotnych rozmowach z psiapsiółami dorosła do tej decyzji. Bo on jej poważnie nie traktuje. Bo oświadczył się jej pierścionkiem nie za milion dolarów, tylko za kilkaset PLN (bo nie lubi wydawać kasy na biżuterie/ozdóbki, kupił prosty, ale gustowny), i to w domu, podczas wieczoru filmowego z pizzą. Bo uważał, że są sobie tak bliscy i tyle razy, dzień w dzień, okazywał jej miłość, że nie ma co robić szopki pod publiczkę, żeby się miała czym chwalić, bo oni już praktycznie są małżeństwem, trzeba to tylko w urzędzie przyklepać.
Ale nieeeeee, on jej nie kocha i mu na niej nie zależy. WTF?!

Wymienię, co z nią przeszedł przez 6 lat związku:
- wyciągnął ją z długów po tym, jak były chłopak na jej kredytach rozkręcił interes, który padł, facet zniknął (prawdopodobnie do UK)
- śmierć jej matki w wypadku - depresja, z której ją wyciągnął
- jej problemy z sercem - zapalenie mięśnia sercowego, 1 miesiąc na OIOK-u + 2 lata leczenia farmakologicznego (depresja, stany lękowe)
- depresja po tym, jak jej siostra - gdy ojciec po utracie żony podupadł na zdrowiu - starała się wysiupać ją z ewentualnego spadku po śmierci ojca - ciąganie się po sądach, wyszukiwanie brudów o niej - kumpel pomagał jej, stał przy niej twardo i ją wspierał.
- harował jak pojebany, wybudował im dom, w którym mieszkali, ona pracowała jako sekretarka w jego firmie (i się specjalnie nie przemęczała, jak słyszałem).

I ona zerwała zaręczyny, bo kuźwa nie przyjechał do niej na białym koniu ani nie zeskoczył ze spadochronem. Bo kuźwa to jest ważniejsze od tego, że JĄ KOCHAŁ I SIĘ O NIĄ TROSZCZYŁ. I NIE, nie brak w nim było romantyzmu. Tylko on wierzył w romantyzm nie na pokaz, intymny, tylko dla nich dwojga, nie miał problemu z wręczeniem jej kwiatów, zabraniem na kolację czy do kina.

W dzisiejszych czasach się niektórym kobietom (w szczególności jej psiapsiółom) popierdoliło w głowach od oglądania wszystkich tych filmów z USA i instastory z neta. Bo liczy się, czym się można pochwalić, a nie uczucia.

Pocieszyłem go na ile mogłem, bo nie mogłem znieść jak mi szlochał, roztkliwiał się nad tym, co razem robili, jak się bardzo kochali, ale szczerze - jednak cieszę się, że zerwali, nawet nie chcę myśleć, jakie on by miał z nią szopki potem, jakby jej odbiło po ślubie. Tylko żal mi gościa, bo facet to naprawdę głęboko przeżył.
Diavel Odpowiedz

Chętnie usłyszałabym opowieść drugiej strony, bo wyjątkowo idealny ten twój koleżka.

Odpowiedzi (5)
Ivanhoe Odpowiedz

Generalnie, jak sam zauważyłeś, kolega powinien podziękować psiapsiułkom swojej byłej. Przynajmniej teraz ma szanse, że jego życie się może fajnie ułożyć.
Pytanie tylko czy kolega był czasowo niepoczytalny, czy raczej dalej jest duża szansa że znowu trafi na jakąś nieciekawą kobietę.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (30)
Dodaj anonimowe wyznanie