#i08nM

Kiedy byłem w III klasie podstawówki, z okazji Dnia Ojca pani zadała zadanie na lekcji pt.: jaki zawód ma Twój tata? Każdy miał za zadanie napisać w zeszycie, a pani kolejno podchodziła do każdego ucznia i sprawdzała.

Gdy podeszła do mnie, przeczytała, że mój tata to kierowca. Myślałem, że kierowcą jest mój tata, bo mnie odwoził i przywoził ze szkoły, a w rzeczywistości był nauczycielem historii. Rodzice często mi to wypominają. Ot, takie zabawne wspomnienie...
Fly Odpowiedz

Nas pytano w przedszkolu o to, kim są ż zawodu nasi rodzice, a ja dumna mówię, że mój tata jest donosicielem! (Listonoszem czyli)

Odpowiedzi (1)
Ardei Odpowiedz

Ale to głupota pytać dzieciaki kim są ich rodzice... Pamiętam jak dzieci w podstawówce traktowały mnie inaczej, nigdy nie dokuczały i chciały się przyjaźnić ze względu na moich rodziców. Wiadomo, w takiej sytuacji nie oddziaływało to na mnie jakoś źle, ale nie wyobrażam sobie co mogły czuć dzieci, których sytuacja była zupełnie odwrotna.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#tqrra

Gdy byłam małą dziewczynką zostałam zgwałcona. Mężczyzna dostał wyrok.
A dlaczego mnie zgwałcił? Bo stwierdził, że robiłam do niego jakieś zachęcające ruchy do seksu i miałam piękną sukieneczkę, a miałam tylko 7 lat...
wmw Odpowiedz

Ja pier.... co sie dzieje na tym swiecie?!!! Zabilabym gnoja!!

Odpowiedzi (5)
niebieskakremowka Odpowiedz

Za jaja i na latarnię!

Zobacz więcej komentarzy (12)

#OMHtI

Od jakiegoś czasu mam kompletnego doła. Mam w przyszłym miesiącu 20 lat, 173 wzrostu nie jestem ani chuda ani gruba - taka zwyczajna, ale czuje się najmniej atrakcyjną dziewczyną na świecie. Dlaczego? Otóż dlatego, że nikt nigdy nie zwraca na mnie uwagi poza panami w parkach czy pod sklepami popijając sobie piwko czy dwa.

Ostatnio siedzę tylko w pokoju, przeglądam Facebooka, oglądam filmy i...
...i jem. Ciągle. Wszystko.
Wczoraj miałam jechać gdzieś z rodzicami, a że miałam lepszy dzień wystroiłam się, wymalowałam i ogólnie wyglądałam o 50 zł drożej niż zwykle.
Kiedy szłam założyć buty, usłyszałam, jak rodzice odjeżdżają beze mnie. Zapomnieli o mnie...
Oni też raczej mnie nie wspierają.
KateClumsy Odpowiedz

To, że nikt nie gwiżdże albo nie taksuje cię przeciągłym spojrzeniem nie musi oznaczać, że nikt nie zwraca na ciebie uwagi. Takie manifestacje uskuteczniają głównie panowie spod monopolowego, nie ma co na ich podstawie budować poczucia własnej wartości. Kto wie, co niepozornie reagujący mężczyzna na ulicy, w sklepie czy w autobusie o tobie myśli, może akurat coś w tobie budzi czyjąś aprobatę, ale tego nie mówi głośno. Na pewno nie zmienisz niczego na lepsze, siedząc i jedząc (choć potrzymam, że szkoda, sama bym chętnie zastosowała taką metodę!). To ty musisz lubić siebie i ludzi wokół, żeby robić na innych dobre wrażenie. Uśmiechaj się, to najlepszy afrodyzjak. Nie zrażaj się widmem niepowodzeń. Rób to, co lubisz, rozwijaj się, spróbuj być szczęśliwa ze sobą. To sprawia, że się jest interesującym i atrakcyjnym, nie krótka spódniczka i szminka. ;)

A rodzice, cóż - albo się zniecierpliwili, bo długo trwały twoje przygotowania... Albo są nieczułymi złośliwcami i tym bardziej powinnaś sama zadbać o swój komfort. Bądź swoim przyjacielem. Potraktuj siebie jak kogoś "osobnego", na kim ci zależy. Uwierz, że jesteś ważna i że od ciebie zależy, jak cię postrzegają inni. Powodzenia!

Odpowiedzi (3)
haualien Odpowiedz

Jedź do Grecji, tam wyznają miłość na każdym kroku.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#XTRJm

Zostałem oskarżony o pobicie.

Mam ponad 210 cm wzrostu i najzwyczajniej na świecie w kogoś po prostu wszedłem, bo go nie zauważyłem.

Kupię garba.
RocketRaccon Odpowiedz

Sprzedam garba. Po taniości, zapraszam

RekaMnieNeka Odpowiedz

Gdzie można przesłać pieniądze na garba? Chętnie się dorzucę, zrób zbiórkę i opisz swoje przedgarbowe przeżycia.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#VZ61j

Od dziecka mieszkam w maleńkim miasteczku, rzadko przyjeżdża do nas ktoś "nowy", ogółem taka wieś, wszędzie daleko, ale jednak blisko. Ludzie są w porządku i wszyscy się znają.

Ostatnio rodzice mojej koleżanki postanowili adoptować dziecko. Wszyscy zachwyceni, bo w końcu takie to wielkoduszne i tak dalej. Koleżanka nie była zachwycona, mamy obie dopiero po czternaście lat i była pewna, że rodzice będą próbowali ją zaciągnąć do zmieniania pieluch, podobnie jak moi mnie (mam dwanaście lat młodszą siostrę). Chciałam jej wytłumaczyć, że wcale nie jest tak źle, ale sobie odpuściłam, bo czasami rzeczywiście jest. W wielkim dniu jej rodzice w końcu mieli przywieźć jej "nowego braciszka", koleżanka była troszku przestraszona, a że jesteśmy ze sobą blisko, to mnie zaprosiła, abym pomogła jej się skonfrontować, podobno mam rękę do dzieci. Na miejscu okazało się, że moja "ręka" i tak niewiele by się zdała ;)

Nowy braciszek mojej koleżanki ma prawie szesnaście lat, a to oznacza, że jest od nas starszy. Rodzice chcieli zrobić jej niespodziankę i nie zdradzili jej wieku nowego członka rodziny. Chłopak okazał się naprawdę przyjemnym i przyjaznym osobnikiem. Wprawdzie na początku był ociupinkę zestresowany, ale potem poszło łatwo. Bardzo miło nam się rozmawiało.

I chyba jedynym, kto u nas na wsi nie polubił Franka jest okoliczny ksiądz, ponieważ chłopak podobnie do mnie kategorycznie odmawia chodzenia do kościoła. Przynajmniej mam towarzysza do walki :)
Passionflower Odpowiedz

Wyobrażam sobie, gdyby nagle rodzice przedstawili mi mojego nowego, starszego brata. Prawie dorosłego człowieka, z którym mam teraz mieszkać. Nie wiem, trochę dziwna sytuacja.

olaola222 Odpowiedz

odważni rodzice, przyjmować do domu z 14 letnia córką 16 letniego "braciszka"...

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#oHvbx

Pamiętam, że na zielonej kolonii nad morzem wylądowaliśmy w jakimś nieładnym budynku, prawdopodobnie nawet "schronisku". Wszystko się sypało, skrzypiało, piszczało. Na ścianach był grzyb, pod łóżkami pająki, łazienki były w rdzy i mchu - a na stołówce podawano jedzenie, po którym niektóre osoby wymiotowały. Za ten komfort nikt nie oddał nam, czy raczej naszym rodzicom, pieniędzy.

Mieliśmy łączone pokoje, po 6 osób około. Chłopcy osobno, dziewczyny też osobno. Aczkolwiek grupy się mieszały, gdyż dzieciaki zajmowały całe drugie piętro, a opiekunowie zajmowali parter. Podsumowując - nikt nikogo nie pilnował. Niby cisza nocna, jednak cała góra w rozmowach i wygłupach. Wychowawcy padali szybciej niż muchy.

W moim pokoju było najwięcej "lubianych" chłopaków. Czyli tych, z najbardziej kreatywnymi pomysłami na niecodzienne czynności. Pewnej nocy przyszły do nas dziewczyny. Jedna z nich miała na imię Weronika - była bardzo odważną dziewczynką, która ponoć jako jedyna nosiła prawdziwy stanik, by "uformować piękne piersi". Koledzy zaczęli wyć jak do księżyca i namówili ją, by pokazała się bez bluzki. Zrobiła to chętnie, nawet nie zwlekała. Inne dziewczynki natomiast włączyły "Żono moja, serce moje, nie ma takich, jak my dwoje" (chyba tak to szło) - hit tamtego czasu, który radośnie zaczęły wyśpiewywać. Zaczęła się, jak by to nie nazwać, mała imprezka. Dziewczynki po chwili zaczęły radośnie tańczyć, w pokoju też zbierała się coraz większa, dość pokaźna grupa.

Chłopcy zaczęli "posuwać" łóżka, w przypływie oczywistej pomysłowości. Dziewczynki piszczały i śmiały się, więc tamci zaczęli szaleć bardziej, wykonując piękne machanie biodrami nawet w powietrzu. Nie wiem kiedy to się stało, bo nie brałem udziału w ich zabawie - że nagle Weronika odbyła swój pierwszy raz z jednym napaleńcem, przy wszystkich. Byłem tak zdegustowany tym wszystkim, w głowie huczało mi od muzyki i coraz większego tłumu - brakowało mi powietrza, w rezultacie zrzygałem się na środku pokoju. I tak właśnie zepsułem im zabawę - uciekli z piskiem.
Dziękuję za uwagę.
Fawkes13 Odpowiedz

Jeśli można wiedzieć, to...ile mieliście wtedy lat? Na początku obstawiałam, że to jakaś 3-4 klasa, ale potem...

Odpowiedzi (4)
zakretas123 Odpowiedz

Jaki wiek? Bo jestem przerażona.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#hlUsy

O tym, że nie tylko współczesne dzieciaki bywają debilami.

Pod koniec podstawówki rozłożyła mnie dłuższa choroba. Nie była jakaś bardzo ciężka, ale musiałem siedzieć w domu i z nudów zaczynałem już łazić po ścianach. Co jeszcze istotne dla tej historii, byłem już na tyle "dorosły", że rodzice bez obaw zostawiali mnie samego. Aż do pewnego feralnego dnia...

Rodzice poszli do pracy, poranny maraton kreskówek w telewizji się skończył, a ja zacząłem się rozglądać za jakimś ciekawym zajęciem. Nie pamiętam co dokładnie wymyśliłem, ale potrzebowałem coś z szafy, gdzie trzymaliśmy "artykuły gospodarstwa domowego", czyli właściwie mydło i powidło. Jak tam grzebałem, to wpadła mi w ręce nowa żarówka, taka zwykła gruszka, i w tym momencie, niczym wizja w filmie fantasy, przypomniała mi się historia opowiadana przez kuzyna. Pewnie już się domyślacie jaka to opowieść - nie da się włożyć żarówki do ust i potem normalnie wyjąć, czyjś kumpel/wujek/szwagier tak zrobił i musiał jechać na pogotowie itd. Na moją zgubę, mój mały głupi mózg uznał, że to przecież niemożliwe, bo jak się da włożyć, to musi się też dać wyjąć. I oczywiście, jak każdy szanujący się idiota, od razu postanowiłem to udowodnić. Pobiegłem do łazienki, stanąłem przed lustrem, rozdziawiłem paszczę... Weszła. Dobra, to teraz wyciągamy - próbowałem raz, drugi, trzeci, piąty, dziesiąty... nic. Bez pomocy sobie nie poradzę. Tylko skąd wziąć pomoc, skoro nie dam rady zadzwonić do rodziców, a do sąsiada też nie pójdę, bo nie mogę wyjść z domu?
 
Te kilka godzin (3-4), które przesiedziałem na podłodze w łazience, czekając na rodziców i wyobrażając sobie, że ta żarówka utknęła mi gębie na zawsze, to był chyba jeden z najgorszych momentów mojego życia. Miałem szczęście, że akurat tego dnia ojciec skończył wcześniej, bo siedziałbym tak do wieczora. Jak tylko zobaczył co narobiłem, zapakował mnie do samochodu i zawiózł do szpitala, a po drodze dostałem taki opi*rdol, jak nigdy przedtem ani potem... A, no i następny raz, jak zostałem sam w domu, miał miejsce dopiero jak skończyłem 18 lat.

PS Nie mam żadnej traumy związanej z żarówkami :)
kultowa0 Odpowiedz

Sama w to nie mogę uwierzyć. Sprawdziłabym, ale może lepiej nie.

Odpowiedzi (1)
DiscoverMe Odpowiedz

"Jak każdy szanujący się idiota" 😁😂

Zobacz więcej komentarzy (19)

#KgvmJ

Historia z mojej strony może nie za bardzo anonimowa, ale dla jej bohatera na pewno :) Całość dzieje się za granicą, w pewnym niemieckojęzycznym kraju.

Mieszkamy na dużym osiedlu, na drugim piętrze. Po jednej stronie bloku są balkony, ale umiejscowione w ten sposób, że nie da się między nimi przeskoczyć czy po nich wejść. Teoretycznie.

Którejś nocy wychodzę zapalić na balkon. Godzina grubo po północy, więc całe osiedle śpi, oświetlone słabymi lampami. Między nimi przechadza się jakiś człowiek, jego krok wskazuje, iż powraca właśnie z ciężkiej libacji. Jakoś tak wyszło, że zrobiłam lekki hałas, co przyciągnęło uwagę delikwenta. Patrzy na mnie spod lampy i woła do mnie po niemiecku. Ogólnie rzecz biorąc rozpływał się nad moją urodą (co ciekawe, bo nie był w stanie mnie widzieć w ciemności), wyznawał mi miłość i pytał, czy zejdę do niego. Ja mu mówię, że nie, więc Romeo proponuje, że sam do mnie przyjdzie. Dogasiłam papierosa, zawołałam, że niech przychodzi, ja czekam, i udałam się do łóżka.

Obudziło mnie stukanie do okna. Zerwałam się jak oparzona - podkreślam, mieszkamy na drugim piętrze. Na balkonie tymczasem stał mój Romeo i prosił, żebym go wpuściła do środka. Pobiegłam przerażona do taty, który spał w pokoju obok. Mówię mu, że ktoś jest na balkonie, a on rzuca tekstem w stylu "nie rób sobie jaj o tej godzinie". W końcu jednak udaje się go przekonać, żeby podszedł do mojego pokoju... no a potem rzucił się w stronę balkonu. Podchodzi do kolesia i rzuca mu wiązankę po niemiecku o własności prywatnej. Jednakże, jak każdy Polak w chwilach uniesienia, przeplata je "sk***ami" i "ch***ami za***ymi". Facet stoi w drzwiach i ma minę, jakby łączył wątki. W końcu, gdy tata robi przerwę na oddech, patrzy na niego i mówi po polsku: "Panie! Gdybym wiedział, że Polacy, to bym drzwiami wszedł! Flaszkę bym przyniósł! To miłość jest, nie można z tym walczyć! Pan rozumie!".

Tate na chwilę zatkało, ja parsknęłam śmiechem. Ogólnie rzecz biorąc atmosfera się rozluźniła, więc po prostu zaprowadziliśmy delikwenta do drzwi wejściowych i poprosiliśmy, żeby następnym razem po prostu zadzwonił. On zapisał sobie nasz adres w telefonie i obiecał, że jutro przyjdzie i mi kwiaty na przeprosiny przyniesie, i ojcu flaszkę wódki.

Nie przyszedł, zapomniał o swojej Julii na balkonie, albo zeżarł go kac. A my nazajutrz zrobiliśmy z tatą dokładny przegląd bloku i dalej nie mamy pojęcia, jak on mógł się wdrapać na to drugie piętro.
RandomowaBaba Odpowiedz

Polak potrafi.

Odpowiedzi (2)
IWannaMore Odpowiedz

Bo to był Człowiek Pająk.

Zobacz więcej komentarzy (12)

#nymAy

Mama nie chce się zgodzić na psa, ani żadne inne zwierzęta. Dlatego od kilku tygodni dokarmiałam pająka, który mieszkał u mnie w pokoju. Dziś odkurzała mój pokój, kiedy dobiegł mnie jej krzyk: Ale tłusty był ten pająk! Mam pytanie. Ile trzeba mieć lat, żeby się oddać do adopcji?
KateClumsy Odpowiedz

Ile trzeba mieć lat, żeby samodzielnie odkurzać swój pokój? Nie chcę być niesprawiedliwa, więc zaznaczam, że to tylko przypuszczenia - ale może mama jest przekonana, że nie jesteś wystarczająco odpowiedzialna, by opiekować się zwierzakiem - na co dzień, bez względu na humor i zmęczenie, wychodzić na spacery, karmić, czesać, pielęgnować w chorobach, sprzątać po nim itd. Taki na przykład pies to nie tylko słodki milusiński, ale też stałe wydatki i wiele obowiązków - być może mama spodziewa się, że ostatecznie takie zadania spadną na jej głowę, bo nie oszukujmy się: często tak bywa, że dziecko nalega na zwierzaka, a później "jakoś tak wychodzi", że rodzice muszą o niego dbać. Takie z pozoru drobne rzeczy, jak to, że nie uczestniczysz w dbaniu o porządek w domu, mogą zniechęcać mamę do zgody na twoje prośby o zwierzaka.

Odpowiedzi (4)
panama Odpowiedz

A może zwyczajnie ma alergię? Porozmawiajcie na spokojnie i przemyśl jej argumenty (ale nie na zasadzie "stara się czepia i pieprzy głupoty bo jest wredna i robi mi na złość").

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (11)
Dodaj anonimowe wyznanie