#vrKYv

Czytając wyznania o klepaniu w tyłek w podstawówce czy łapaniu za biust, przypomniała mi się moja szkoła.
U nas popularny był tzw "pajączek". Polegało to na tym, że 4 chłopaków łapało za wszystkie kończyny, a kolejny macał po genitaliach. Ofiarami padały zarówno chłopaki, jak i dziewczyny (w tym wypadku macane były również piersi). Działo się to głównie w toaletach. Nie mieli oporów, żeby siłą zaciągnąć dziewczynę do kibelka, mimo dyżurów nauczycieli na korytarzu. Ja też padłam niejednokrotnie ofiarą, już wtedy czułam się podle nie wiedząc, że to można podciągnąć pod molestowanie.
CzarnaSowa Odpowiedz

Żadne "podciągnąć", to JEST molestowanie

Odpowiedzi (4)
kultowa0 Odpowiedz

Nie wiem czy to ja byłam takim buntowniczym gówniarzem, czy po prostu nie jestem aż taka wrażliwa, ale pamiętam jak się wkurzyłyśmy z dziewczynami i za te wszystkie szczeniackie zachowania chłopaków, ściągłyśmy temu najbardziej rozwydrzonemu gacie na środku korytarza... Cóż, może mało mądre, ale zadziałało.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#YiyEq

Wczoraj w bloku obok mojego był mały pożar. Jako że do wejścia prowadzą schody, chodnik i jeszcze jedne schody, a ulica jest jednokierunkowa, to nie było gdzie indziej postawić wozu strażackiego, jak właśnie na ulicy.

Wóz sobie stoi, koguty migają, strażak na podnośniku wchodzi na balkon i nagle podjeżdża jakiś Janusz dużym BMW i trąbi na wóz...No ja qrwa nie wierzę. Facet wychodzi z auta i zaczyna drzeć się na strażaków, żeby zjechali na bok (no, ciekawe gdzie), bo on nie ma jak przejechać.
Ch^j z tym, że przez balkon widać ogień, ch^j z tym, że dziecko jest w mieszkaniu... ON MUSI PRZEJECHAĆ.
Na szczęście policja dała mu mandat i typo odjechał :)).
majer Odpowiedz

Jak goście w BMW nie ogarniają migacza, to skąd ten biedny człowiek miał wiedzieć co oznacza kogut na wozie strażackim? Ba, co to w ogóle jest wóz strażacki. Dla niego to był pewnie TIR (zna w kontekście Tirówek) co to się wtarabanił w miasto i zatkał ulicę.

Margaret Odpowiedz

Brawo dla policji! :)

Zobacz więcej komentarzy (9)

#hpCrs

Moja ulubiona zabawa?
Bycie psem.
Jedzenie z miski (do zupy), uwiązywanie się na smyczach (tych do kluczy) do nóg stołów/ kaloryferów i szczekanie do drzwi, gdy na klatce słyszę szmery chodzących sąsiadów.

I to zdziwienie mamy, kiedy sąsiedzi narzekają na psa, który pół dnia ujada za drzwiami.
Mam 20 lat. Nie mamy psa.
Kezia Odpowiedz

Uwielbiałam zabawe w psa z tym ze do jakiegoś 8 roku życia.

RudaWiewiorcia Odpowiedz

Czas znaleźć sobie Panią ;)

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (3)

#vEIvw

Pamiętam, że kiedy byłam małym dzieckiem, zawsze co roku w okresie świątecznym, jak w każdym kościele, śpiewało się kolędy. Jako że bardzo lubiłam śpiewać, to chciałam aktywnie włączać się do wspólnego kolędowania. Nie było wtedy ekranów, na których wyświetlał się tekst, więc powtarzałam to, co usłyszałam.

Minęło parę lat i do kościołów zaczęto wprowadzać wcześniej wspomniane ekrany. Podczas śpiewania "Gdy się Chrystus rodzi", podążając wzrokiem za tekstem uświadomiłam sobie, że źle śpiewałam tę kolędę...
Zamiast "in excelsis deo" śpiewałam "ile serc gwizdnęło"...
amnestia Odpowiedz

i Józef Stalin, i Józef Stalin ono pielęgnuje... :D

Odpowiedzi (4)
KOTzObrazka Odpowiedz

"Bo uboga była, rondel z głowy zdjęła!" Zawsze tak to śpiewałam 😜

Zobacz więcej komentarzy (16)

#kshTN

Moja szefowa wpadła ostatnio na genialny pomysł. Genialny według niej, oczywiście.

Zaproponowała swoim pracownikom (jest nas czwórka z panią X, ale ona o tym nic nie wie), żeby złożyć się na paczkę dla naszej koleżanki (panna X) na święta, bo ona jest w bardzo ciężkiej sytuacji rodzinnej.

Każdy z nas wie, jaka jest jej sytuacja. 22 lata, trójka dzieci. 5, 3 i 2 latka. Jej facet pracuje na budowie i połowę wypłaty wydaje na fajki i piwko po pracy, bo mu się należy.

Szefowa zaoferowała, żeby każdy z nas dał tyle, ile uważa za słuszne, a szefowa za te pieniądze kupi trochę słodyczy i zabawek dla dzieci. Sama z góry powiedziała, że od siebie wykłada 100 zł i bardzo się ucieszy, jak damy chociaż symboliczne 50 zł.

50 zł to niedużo. Racja. Jednak święta kosztują, prezenty dla rodziny też, a za coś jednak muszę żyć poza tymi świętami.

Dwójka dorzuciła się po te 50 zł, ale ja nie dałam.
Powiedziałam wprost, że ja to co najwyżej mogę kupić 3 czekolady i na mnie nie ma co liczyć, bo ja też mam swoje wydatki i niestety za coś żyć muszę.

Zostałam nazwaną sknerą i bezduszną babą, bo jak tak mogę.

Oczywiście padł argument, że nie mam dzieci, więc nie wiem jak to jest, gdy nie można dać dziecku tego, czego pragnie.

Mają rację. Nie wiem, jak to jest. Nie bez powodu. Chciałabym mieć teraz dziecko, ale nie stać mnie na nie. Pracuję w małym osiedlowym popularnym sklepie za kasą i zarobię maks. 2 tys. na miesiąc. Mój facet ma lepszą pracę, ale więcej niż 3 tys. też nie wyciągnie. A jednak kredyt hipoteczny, opłaty, moje studia i pomoc finansowa dla jego chorej mamy kosztują. Wszystko kosztuje.

Pani X jest dla mnie nieodpowiedzialna. Nie stać ją nawet na zabawki dla dziecka, nasze koleżanki z pracy często oddawały jej jakieś ciuchy po dzieciach, bo wyrosły, czy zabawki, które od dawna leżą w kącie.

Sama też czasem jej pomagam. Wychowałam się na wsi i jak moi rodzice do nas przyjeżdżają, to przywożą taką furę jedzenia, że dajemy to mamie mojego faceta albo pani X, bo u nas by to się zepsuło. W końcu co zrobić z 20 kg jabłek czy 10 kg marchewki prosto z pola. Takie rzeczy jak domowe dżemy czy powidła też chętnie oddam, bo nie jadamy ich w domu zbyt często.

Nie wiem właściwie, po co jej pomagam. Chyba tylko dlatego, że szkoda byłoby mi wyrzucać to jedzenie, a wiem, że jej dzieciaki się ucieszą. Nieraz zresztą dziękowała za pyszny truskawkowy dżem i mówiła, że dzieci uwielbiają naleśniki z tym dżemikiem i pytają, kiedy ciocia znowu da coś tak pysznego.

Tym razem jednak się zbuntowałam.
Każda z nas zarabia tyle samo i fakt, że ktoś nie myśli o swojej przyszłości, tylko płodzi dzieci, jest dla mnie skrajnie nieodpowiedzialny. I ja łożyć na niego nie będę.
mlody123 Odpowiedz

Widać że facet pani X wolał wydać kasę na fajki,piwo zamiast na prezerwatywy,
głupota ludzi nie zna granic... a potem płacz że dzieci nie mają co zjeść :(

Maxe Odpowiedz

W kwestii ubrań i zabawek. To, że dzieci noszą ubrania po dzieciach znajomych/rodziny nie jest jakimś wyznacznikiem biedy/patologi/cokolwiek miałaś na myśli. Według mnie jest to raczej normalne. Małe dzieci szybko rosną więc kupować im co chwila nowe ubrania a stare wyrzucać jest stratą pieniędzy a takiemu maluchowi to zwisa i powiewa czy ubierze pomarańczowy sweterek po kuzynie czy markową marynarkę od markowego producenta.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (14)

#j4vgZ

Moja sąsiadka jest przemiłą, młodą kobietą.

Pewnego dnia w osiedlowym sklepie zabrakło jej pieniędzy na takie podstawowe produkty jak chleb, ziemniaki i marchewka. Dorzuciłam jej te parę groszy i zauważyłam łzy w jej oczach.

To dało mi do myślenia. Wróciłam do domu, usiadłam z moim facetem i stwierdziliśmy, że coś nam nie pasuje. Taka miła osoba, a prawie się rozpłakała, bo dołożyłam jej do zakupów raptem parę groszy.

Wzięliśmy jakieś ciastka z domu i poszliśmy porozmawiać. Niechętnie nas zaprosiła do środka, ale w końcu weszliśmy.
Przeprosiła nas za to, że nie może nam zaproponować kawy ani herbaty, ale ostatnimi czasy bardzo krucho u nich z pieniędzmi i wolą te pieniądze wydać na coś do jedzenia niż na kawę, której nie poczują w żołądku.
Zrobiło mi się jej żal.
Opowiedziała nam całą swoją sytuację.

Sąsiedzi mają super miłego i wesołego 3-letniego synka. Oboje pracowali, mieli kredyt i wszystko było OK, dopóki nie zachorowała mama sąsiada. Mieli wybór: albo oddać ją do domu starców, albo zabrać do siebie. Po długiej rozmowie postanowili, aby zamieszkała z nimi.
Aga musiała zrezygnować z pracy na rzecz pilnowania teściowej.
Wtedy zaczęły się jej finansowe kłopoty. Pensja męża i niewielka renta, której duża część rozchodziła się pierwszego dnia w aptece, nie wystarczały im nawet na dogodności takie jak kawa.
Po zapłaceniu wszystkich stałych opłat, wykupieniu leków i podstawowych rzeczy do domu, takich jak płyn do naczyń czy papier toaletowy itd., zostawało im 700 zł na cztery osoby na miesiąc.

Codziennie właściwie jedli to samo. Chleb ze smalcem i solą, bo najtaniej. Na obiad ziemniaki i marchewka, czasem wątróbka z cebulką. Rosół gotowany na korpusie, bo udka czy pałeczki za drogie. Ryż z mrożoną włoszczyzną, bo tanio można kupić na wagę w sklepie. Ryż z jabłkiem. I płatki kukurydziane na sucho dla synka, bo mleko za drogie. Czasem jakiś owoc dla synka i teściowej, bo jej zawsze było szkoda jeść takie drogie rzeczy jak np. banan czy pomarańcza.

Od razu zaproponowaliśmy pomoc finansową, ale odmówiła. Nie chciała przyjąć od nas gotówki.

Po wyjściu od niej ubraliśmy się i pojechaliśmy do najbliższego marketu. Kupiliśmy podstawowe produkty, takie jak kawa, herbata, mąka, olej, mleko, jajka, do tego owoce, warzywa, trochę mięsa i nabiału. Takie typowe produkty, co prawie każdy ma w domu.
Daliśmy jej całą siatkę jedzenia. Nie chciała tego od nas wziąć. W końcu stwierdziła, że weźmie to pod warunkiem, że będzie mogła uczciwie na to "zapracować".
Umówiliśmy się, że raz w tygodniu wpadniemy do niej z zakupami, a ona w zamian może wyprowadzać codziennie naszego psa jak jesteśmy w pracy. I tak wychodzi z małym synkiem na spacer, więc od razu może wziąć naszego psa.

My jesteśmy zadowoleni, bo możemy pomóc. Oni, bo mają co jeść.
A pies, bo częściej chodzi na spacerki.
mlody123 Odpowiedz

Podziwiam Waszą postawę, oraz sąsiadki że chce "zapracować" na to co od Was dostała, aż przyjemnie się czyta takie wyznania :)

Odpowiedzi (1)
RickForrester Odpowiedz

Fajnie, podoba mi się takie odpracowywanie. Pies wybiegany, rodzina odżywiona.

Zobacz więcej komentarzy (21)

#qvhhp

Mam siostrę. 3 lata. Jak zapewne większość dzieci, nie przepada za jedzeniem obiadu do końca, za to jakieś słodycze po obiedzie - zawsze chętnie.
Argumentując, że już jej się nie mieści, mała uparła się, że nie zje więcej - mama powiedziała, że OK, ale w takim razie deser też jej się nie zmieści. Co siostra odpowiedziała? "Ale zupa trafia do żołądka, a słodycze do serca!".
 
Nie wiem, kto jej to powiedział, ale nas przekonała :D
Kuudere Odpowiedz

Do 15 roku życia słodycze trafiają do serca. Później już tylko w boczki i uda.

Odpowiedzi (4)
MorganSamara Odpowiedz

A mądry syropek na kaszel do płuc

Zobacz więcej komentarzy (4)

#RJfiT

Ostatnio wybrałam się na zakupy do pobliskiego supermarketu. Normalna sprawa.
Kupiłam składniki na obiad i szczęśliwa, że tym razem nie wydałam nic ponad to, co sobie zaplanowałam, podążyłam do kasy. Tuż przy kasie natknęłam się na Eksa. Tego, na którego widok serce staje mi w gardle, a w głowie mimowolnie napierdziela Marsz Mendelssohna.

No i standard. Krótka, grzecznościowa wymiana zdań:
- Co u ciebie?
Dwie minuty o tym co u nas.
- OK, to do miłego zobaczenia.
Odchodzi. Nadzieja umiera. Odwracam się zrezygnowana i nagle słyszę jego głos. Jakby czytał w moich myślach...
- Poczekaj!

Czekam więc.
Oczy zachodzą mgłą, serce napierdziela bardziej niż u j*****go kolibra.
Odwracam się z nadzieją. ON podchodzi z uśmiechem, wykonuje jeden gest ręką, zrywając coś z mojej kurtki.
- Bo chyba, wolałabyś wiedzieć. Przykleiło ci się coś.

Podaje mi naklejkę z działu warzywnego, a na niej jak byk: "BURAK CZERWONY 1,34 ZŁ".
Chwilę później opis z naklejki idealnie pasował do mojej osoby.
Nie ma happy endu :D
KrakowskiMoherek Odpowiedz

Jakieś 15 sekund zastanawiałem się co to za eksa - jakaś kolejna akcja świeżakopodobna czy co :D

Odpowiedzi (4)
Kirk99 Odpowiedz

Rozbawilo mnie to wyznanie. Nigdy nie wiesz, moze jego serce tez szybciej bije dla ciebie, a burak czerwony 1.34zl byl tylko byl tylko przykrywka.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (8)

#NbCww

Historia z autobusu.

Jechałam pewnego dnia z mojego uroczego zadupia do pracy. W autobusie w większości osoby młode, pan kierowca w średnim wieku, z wąsem i brzuchem piwnym. W pewnym momencie puścił muzykę, i zaczął do niej śpiewać. Były to polskie przeboje z lat 80. Zapomniał tylko głośników wyłączyć. Gdy się zorientował, szybko zamilkł, ale wtedy pasażerowie zrobili coś wspaniałego...

Zaczęło się od jednego studenta, który dokończył "Ale wkoło jest wesoło". Potem do wspólnego śpiewania dołączały kolejne osoby, a pan kierowca w pewnym momencie włączył nam radio.
Jechałam w tym autobusie jeszcze 5 przystanków i naprawdę żal mi było wysiąść :)
takase Odpowiedz

Wesoły autobus😄

Anonimowagrazyna Odpowiedz

Chciałabym codziennie jeździć takim rozspiewanym autobusem

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (14)
Książka Anonimowe Dodaj anonimowe wyznanie