#Lqrav

Dwa dni temu miałam trochę czasu "do wytopienia" w oczekiwaniu na koniec zajęć córki.

Poszłam więc do Lidla, wiedząc że jest tam zawsze mega kolejka i na pewno zakupy zajmą mi odpowiednio dużo czasu.

Faktycznie tak było, do tego stopnia, że nie mogłam znaleźć żadnego wolnego koszyka. Dopiero przy przedostatniej kasie - tadaaam - JEST. Pusty koszyk, jeden, jedyny, czeka na mnie. Zbliżam się więc, rejestrując wzrokiem mijaną paletę z promocyjnymi konserwami firmy na literę K.

I kiedy byłam tuż, tuż, już się schylałam po niego - nagle obok mojej głowy przelatuje wspomniana promocyjna konserwa, ląduje w moim jedynym wolnym koszyku - a w ślad za nią sekundę później zza moich pleców wyłania się jakaś Grażyna i z triumfalną miną chwyta za tak genialnie "zajęty" przez nią koszyk.

Zatkało mnie tak, że stałam jak słup soli jeszcze z pół minuty.
Slasher Odpowiedz

Ciekawe czy ten koszyk byłby warty odszkodowania lub, co najmniej, nerwów związanych z uszkodzeniem ciała gdyby faktycznie autorka dostała tą konserwą w głowę.

Odpowiedzi (1)
SzaK4l Odpowiedz

Lmao
Co za taktyczne podejście do zajęcia koszyka

Zobacz więcej komentarzy (7)

#TD9cS

Kiedy byłem jeszcze małym gówniakiem, w czasach gdzie "porno" to była gazetka kupiona po cichaczu w kiosku, fetysze były znacznie mniej powszechne i akceptowane.

Dzień przed pierwszą komunią świętą nakryłem rodziców w intymnej sytuacji. Rodzice byli nago, a mama przeprowadzała defekację na twarz mojego taty... Byłem w takim szoku, że nie uciekłem, tylko nadal na to patrzyłem i to był błąd, bo zaczęła na niego również pluć i oddawać mocz.

Do dzisiaj czuję się przy nich niekomfortowo.
paella Odpowiedz

Niekomfortowo masz prawo ale historia idealna na anonimowe! Gratulacje.

DwaNastroje Odpowiedz

Widziałam różne fetysze, ale sranie do ryja brzydzi mnie najbardziej xD. Nigdy tego nie zrozumiem i nie chce zrozumieć.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#CkcUA

Jak miałem jakieś 13-14 lat, rodzice kolegi wyszli z domu, zostawiając nam wolną chatę. Kolega w barku znalazł flaszkę i w ten sposób zakosztowałem pierwszy raz smaku wódki, wypiłem chyba 2 czy 3 kieliszki, ale to starczyło, żeby mnie naprawdę ładnie porobić.

Wszystko działo się wieczorem, więc podpity, ale z pewnością, że moi rodzice już śpią, wróciłem do domu. Chciałem zachowywać się normalnie, ale już przy wejściu potknąłem się o próg, a mama wyskoczyła z łóżka sprawdzić, co się stało. Ja zbieram się z ziemi, ona do mnie podchodzi wykrzykując, że chyba coś piłem i każe  mi dmuchać... Dmuchnąłem, ale nosem, z otwartymi ustami :D

Nie wiem do tej pory, czy była taka zaspana, czy ja miałem tyle szczęścia, ale stwierdziła, że jestem trzeźwy i w ten sposób pierwszy alkohol uszedł mi na "sucho" :)
kupiefuredachupierd Odpowiedz

Dziwne, że nie poczuła kiedy tylko otworzyłeś usta, ale szacun za pomysłowość

Eluwahere Odpowiedz

Byłam dzisiaj u ortodonty i jak wiadomo musiałam pokazać zęby. W pewnym momencie gość wyskoczył do mnie z "uśmiechnij się" więc uraczyłam go przeuroczym uśmiechem. Może i z zamkniętymi ustami, bez pokazania zębów, ale do końca wizyty się ze mnie śmiał. Mi tak jakoś głupio było no ale cusz.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (1)

#6Hbih

Nigdy tego nikomu nie powiedziałam, bo jest to dla bardzo przykre, ale najdziwniejszą i najbardziej obleśną rzeczą, jaką usłyszałam od mojej matki, jest że tata może mnie nauczyć jak całować z języczkiem.

Był przy tym obecny i nic nie powiedział.

Nie skorzystałam.
00n Odpowiedz

Może mama żartowała? No dobra to nawet mnie nie przekonuje. Jakie masz zwykle relacje z rodzicami?

Zihat Odpowiedz

Prawdopodobnie był to niefrasobliwy żart. Tato pewnie nie odpowiedział, bo wiedział że jest to żart, choć nie śmieszny.

Gorzej jakby tato odpowiedział coś w stylu
"Jasne, możemy zaczynać od zaraz" :D

Oczywiście Twoich rodziców nie znam, ani relacji jakie macie, ale obstawiam iż był to zwykły nietrafiony dowcip.

Zobacz więcej komentarzy (5)

#MxxAs

Jeśli istnieje anoreksja w drugą stronę, to chyba się w nią wpędzam.

Jako dziecko wiecznie miałam niedowagę. Z każdej strony słyszałam: "Jezu, ale ty jesteś chuda!", "czy ty w ogóle coś jesz?", "można ci policzyć wszystkie żebra". Jednocześnie od zawsze ciągnęło mnie do grubych osób, uważałam, że są przepiękne i tak cudownie mięciutkie, chciałam się do nich przytulać. Fascynowały mnie zwłaszcza "duże" kobiety, ich wielkie piersi i biodra. Kiedyś rozpromieniona powiedziałam mamie, że jak dorosnę, będę właśnie taka. Zaśmiała się tylko i powiedziała "przecież ty jesteś chuda jak patyk!". Bolało...


W wieku nastoletnim - na granicy niedowagi, absolutny brak kształtów. Pulchniejsze koleżanki zazdrościły mi zgrabnej sylwetki - ja nocami płakałam, że nie mogę z którąś z nich zamienić się za jej fałdki na brzuchu i cellulit na udach. Pytały mnie, co robię, że jestem taka szczupła - w rzeczywistości robiłam wszystko, żeby przytyć, potrafiłam wręcz na siłę wciskać w siebie jedzenie i przejadać się z nadzieją, że waga pójdzie w górę. Niestety, jak już udało mi się przybrać chociaż odrobinę, traciłam to w ciągu kilku dni. W końcu poddałam się, jadłam normalnie; waga znów trochę spadła i zatrzymała się.


Aż w wieku 21 lat musiałam zacząć brać leki hormonalne, które na liście skutków ubocznych miały "przyrost masy ciała". Rzeczywiście - po jakimś miesiącu z radością zauważyłam na wadze dwa kilogramy więcej, chociaż akurat wtedy szczególnie nie starałam się przytyć. Minęło trochę więcej czasu, a waga nie dość, że nie spadała, to powoli rosła dalej; zaczęłam zauważać subtelne zmiany w sylwetce. Zmotywowało mnie to, by znów zacząć się napychać. Jadłam, tyłam, mój apetyt stawał się jednocześnie coraz większy, coraz więcej byłam w stanie zmieścić. Moje ciało stawało się coraz piękniejsze.


W ciągu niecałego roku przytyłam kilkanaście kilogramów. Jestem aktualnie na granicy nadwagi, może jeszcze nie gruba, ale już na pewno krągła. Nigdy nie byłam tak piękna i seksowna jak teraz. Kocham czuć, jak mój wystający brzuch i duże piersi trzęsą się kiedy chodzę; rozpływam się z zachwytu, kiedy nie mogę dopiąć się w spodniach, kiedy muszę kupić stanik z większą miseczką, kiedy mój chłopak nazywa mnie swoim grubaskiem. Z jednej strony jestem bardzo szczęśliwa, jednak czuję pewne rozdarcie wewnętrzne. Wiem, że dalsze tycie będzie już niezdrowe, a jednocześnie chciałabym nie przestawać. Czasem patrząc w lustro widzę, że robię się gruba i mam z tego powodu poczucie winy - jednak kiedy zważę się i zobaczę, że schudłam chociaż kilogram, natychmiast robię wszystko by odzyskać ten kilogram z nawiązką.
Boję się schudnąć, naprawdę nie chcę wracać do poprzedniej sylwetki; jedynie chcę mieć w końcu normalny stosunek do swojej wagi. Być gruba i szczęśliwa.
tewu Odpowiedz

Sprawdź jaka jest górna granica twojej normy BMI i się jej trzymaj. Możesz też zwiększać swoją masę mięśni odpowiednimi ćwiczeniami - to zdrowsze przybieranie na wadze niź ciągłe jedzenie

doznudzenia Odpowiedz

Moze ustal sobie gorna granice taka dla zdrowia i jej sie trzymaj. Jedz i tyj poki sobie zdrowia nie rujnujesz i czujesz sie dobrze.

Odpowiedzi (2)
Zobacz więcej komentarzy (9)

#7XK0d

Mój mąż ma dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa. Poznaliśmy się, gdy był już po rozwodzie. Jeszcze rok temu, gdy braliśmy ślub, nie widziałam żadnego problemu w tym, że ma dzieci. Oczywistym dla mnie było, że to ich ojciec, że ma je kochać, dbać o nie i się z nimi spotykać.

Z dziećmi męża widuję się rzadko. Mimo starań z mojej strony, prezentów, uśmiechów, serdeczności, raczej za mną nie przepadają. Ja natomiast nie przepadam za byłą żoną męża i dlatego na spotkania z dziećmi mąż jeździ sam. Na początku jeździł 2 razy w tygodniu, teraz mam wrażenie, że więcej czasu spędza z nimi niż ze mną.

Praktycznie codziennie mąż dostaje telefony od dzieci albo byłej żony: "tato, przyjedź", bo albo "trzeba dzieci gdzieś zawieść", albo "musisz mi pomóc z matmy, bo mama nie umie wytłumaczyć", albo "może pójdziemy do kina".
Niestety jego była żona niczego nie ułatwia. Też sobie kogoś znalazła i mam wrażenie, że poza tym, że dzieci mieszkają z nią, wszystko zwaliła na męża. Bo on rano zawozi je do szkoły, odbiera za szkoły, a popołudniami i tak do nich jedzie. Na wywiadówki on, na wycieczki szkolne on, na zakupy z dziećmi też on. Kiedyś usłyszał od byłej żony, że skoro on ułożył sobie życie, ona też może i niech się nie wykręca od odpowiedzialności. Nie wykręca się, opisałam wyżej jak to wygląda i przecież płaci co miesiąc alimenty.

Kocham mojego męża, to cudowny człowiek. Wiem, że on też mnie kocha. Zawsze gdy mamy wieczór dla siebie stara mi się wszystko wynagrodzić... a ja staram się wszystko rozumieć i nie utrudniać pretensjami i żalami, ale mnie i męża zaczyna to już trochę męczyć... Przed chwilą mąż dostał telefon, tym razem od byłej żony, że "dzieci trzeba zawieźć do kolegi" (dodam, że ona również ma prawo jazdy). Stwierdził, że pojedzie i rozmówi się z byłą, bo tak dalej być nie może... Mam nadzieję, że się uda, bo kocham męża i nie chcę, by musiał wybierać miedzy mną a dziećmi. Mi zresztą z tą sytuacją również jest coraz ciężej. Trzymajcie kciuki.
Mocno Odpowiedz

Włącz się w to. Pojedź i zawieź do kolegi, podwieź do szkoły, idź z nimi razem do kina, nie odsuwaj się. Jesteś częścią życia ich ojca i muszą się do tego przyzwyczaić.
On kiedyś będzie miał wnuki, też będzie jeździł sam?
Poza tym, dla byłej będzie mniej komfortowe, jeśli będziesz we wszystkim uczestniczyć i sama zacznie się wycofywać, jak tylko zauważy, że dzieci zaczynają Cię akceptować ;)

Odpowiedzi (1)
Szalomea Odpowiedz

Bez urazy, ale wpakowalaś się. Dzieci zawsze będą najważniejsze. Taka sytuacja jest przykra dla Ciebie, ale żeby nie wyszło, że Ty jesteś najgorsza, zabierasz dzieciom ojca, gdy spróbujesz to jakoś rozgraniczyć. Ja Ci kobieto naprawdę współczuję.

Odpowiedzi (5)
Zobacz więcej komentarzy (16)

#7Ld42

Jestem ojcem dwójki dzieci, po powrocie do domu z roboty, jak już dzieciaki śpią, lubię sobie czasem coś wciągnąć - zawsze sprzątam wtedy dom do czysta. Jak dzieciaki się budzą i pytają kto posprzątał, zwalam winę na wróżki.
Poprostuodmiennie Odpowiedz

Wstydzisz się sprzątania, a powinieneś ćpania.
Jakkolwiek, w pełni anonimowe.

Odpowiedzi (11)
GeddyLee Odpowiedz

Kurz wciągasz czy dzieci wychowujesz na haju? Sam już nie wiem co gorsze.

Odpowiedzi (8)
Zobacz więcej komentarzy (13)

#JDyrJ

Na wstępie powiem, że jestem wielką miłośniczką rosołu.

Każdy zna ten żart z kostką rosołową w słuchawce prysznicowej. Moje rodzeństwo również postanowiło zrobić mi ten kawał...
Niestety nie wyszło im. Bo jako fanka rosołu nie przeszkadzało mi to i tylko rozkoszowałam się zapachem tej zupy, a w dodatku wyobraziłam sobie, że jestem składnikiem w garnku z gorącym rosołkiem.
Gro9 Odpowiedz

Dziwne. Mi kiedyś też zrobili ten żart. Przecież taka jedna kostka wystarcza na zrobienie ze 3 litrów buliony. A przez "słuchawkę" przepływa tej wody powyżej litra na minutę, w dodatku ta kostka nie topi się za szybko. W moim przypadku to był tylko delikatny zapaszek który ledwo wyczułem, nie byłem pewien czy mi się nie zdawało. Pewność miałem dopiero jak się ze mnie śmiali że w zupce się kąpałem.

Karo Odpowiedz

*jako fance

Zobacz więcej komentarzy (6)

#qvDSX

Dlaczego moja mama odrzuciła mnie, bo wolała swoją przyszłą synową?

Mam starszego brata, który ponad dwa lata temu ożenił się z Eweliną. Ewelina - szczuplejsza, ładniejsza ode mnie. Chociaż bez większych ambicji, prócz kupna kolejnego ciucha z internetu. Ewelina, której rodzice nadskakiwali od samego początku, a mnie odrzucili, bo stara panna, bo nie mam jeszcze żadnego stanowiska, bo przez problemy z tarczycą przytyłam, więc nie jestem już taka efektowna i nie można się mną pochwalić. Odrzucili mnie bardzo, dając mi to odczuć na każdym kroku. Momentami traktowali mnie jak powietrze.

Nigdy nie chciałam, żeby traktowali Ewelinę gorzej ode mnie. Starałam się być wobec niej miła, bo w końcu to przyszła/ obecna żona jedynego brata, więc i rodzina. Nie mam też innego rodzeństwa prócz Bartka.

Ewelina kochać kocha, ale pieniądze, nie mojego brata, co na dzisiejszy czas wreszcie zrozumieli nawet moi rodzice, a wraz z tym zrozumieniem ja stałam się najwspanialszą córką.

Tylko że ja nigdy czegoś takiego nie chciałam. Nie chciałam być dobra kosztem innej osoby. I kiedy sytuacja zmieniła się o 180 stopni, i tak postanowiłam zerwać kontakt z rodzicami. Może jestem niedojrzała do wybaczenia, ale nie potrafię inaczej. To do dzisiaj bardzo mnie boli, a wraz ze zmianą ich nastawienia sączy się to we mnie każdego dnia.

Powiedzcie szczerze - czy to ja jestem niedojrzała? Był moment, że pogodziłam się już z tym jak jest. Teraz zaś wszystko wróciło i nie umiem tego poukładać. Zwyczajnie nie potrafię.
Awtroil Odpowiedz

Bardzo dobra decyzja. Jak ktoś ma Cię w d..., to poco zadawać się z takimi ludźmi, nawet jak to Twoi rodzice. Może kiedyś do nich dotrze, że że mieli kiedyś córkę, na którą się wypięli.

Ninno Odpowiedz

Dlaczego jest minusowane?
Niektóre sytuacje podświadomie bolą nas tak bardzo, że gdzieś tam pozostaje niesmak. Mała ranka, która chociaz wiemy, że jest dziecinna - ciągle daje o sobie znać.
Miałam taką sytuację z siostrą, przebywanie w jej obecności było dla mnie katorgą przez pewne sytuacje. Byłam na nią wręcz wściekła chociaż nie chciałam i nie miałam obecnych powodów.
Jeżeli czujesz, że nie potrafisz wybaczyć to nic w tym złego. Może kiedyś się to zmieni, ale aktualnie jest to w porządku, tak po prostu czujesz.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#ddqVQ

O 5 rano postanowiłem pojechać samochodem do pobliskiej piekarni po pieczywo. W trakcie drogi zauważyłem, że z działki mojej przyjaciółki wyjeżdża samochód (to był jej tata). Gdy już się prawie zrównałem z bramą, kątem oka dostrzegłem psa, średniej wielkości psa, który wyskoczył z rowu i wpadł mi pod samochód. Zacząłem hamować dopiero w momencie uderzenia, nie miałem czasu na wcześniejszą reakcję. Wychodzę z samochodu, widzę ślad po oponie, trochę sierści i krew wypływającą spod zderzaka, myślałem, że zemdleję. Tata koleżanki po chwili poprosił mnie, żebym cofnął, aby mógł wyciągnąć psa spod samochodu. Podczas cofania usłyszałem dwa pęknięcia. Najgorszy dźwięk, jaki słyszałem w życiu... Tata psa wydobył i zabrał do weterynarza.

Następnego dnia widziałem się z przyjaciółką, bardzo chciałem jej powiedzieć o tej sytuacji, ale zrezygnowałem, bo bardzo się bałem, że przez ten wypadek odwróci się ode mnie (to był jej pies).
Wieczorem znów się z nią spotkałem, powiedziała mi "Tata prosił, żebym się spytała jak samochód". Najgorsza chwila w życiu. Poszliśmy do jej domu porozmawiać wszyscy razem.

Koniec historii jest taki, że pies ma tylko pozdzieraną skórę i założone szwy, a przerażające pęknięcia, które słyszałem podczas cofania, to były kawałki osłony silnika.

Co ja wtedy przeżyłem... Scena jak z horroru. Byłem pewien, że pies nie przeżył i nagle usłyszałem, że przeszedł pomyślnie operację i już następnego dnia stał na własnych łapkach. Leczenie trochę potrwa, żeby wrócił do pełni sił, ale i tak uważam to za coś niemożliwego i cieszę się, że pies żyje, aczkolwiek nie mam odwagi, aby samemu zobaczyć w jakim stanie jest pies.

Nauczka na przyszłość: nie bać się przyznawać do złych rzeczy, bo to nic dobrego, gorszą możliwością jest się z tym ukrywać, a prawda i tak wychodzi w końcu na jaw i może być już tylko gorzej.

Przepraszam cię za to, co się stało i że sam bałem się wszystko opowiedzieć, ale nasza przyjaźń jest dla mnie wszystkim i bardzo się bałem przyznać.
HowDeepIsYourLove Odpowiedz

Przecież to nie Twoja wina! Psa nie powinno być na drodze. Winni są tylko właściciele.

Odpowiedzi (1)
Brzydkipodludz Odpowiedz

Nie rozumiem dlaczego masz do siebie pretensje przecież nie potrąciłeś tego psa z premedytacją. Nie miałeś czasu na reakcje, wszystko pewnie trwało ułamki sekund. To oni nie uwiązali psa, a ten uszkodził Ci samochód. To co robi pies jest odpowiedzialnością jego opiekuna.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (7)
Dodaj anonimowe wyznanie