#1XfRy

Z liczbami nigdy nie było mi po drodze. Pisanie opowiadań, wierszy, rozprawek, to małe miki, ale gdy przychodziło mi policzyć choćby ułamki, czy dzielić w słupku, to już zaczynały się schody. Podstawówkę jakoś przebrnąłem, bo ciężko tam nie zdać. Pani znała moje "możliwości" i jakoś z tą 3 skończyłem. Ale po wakacjach nowa szkoła i ON. Pan od matematyki. Elegancki, pod krawatem, mówiący donośnym głosem, z burzą siwych włosów. Nauczyciel kochał swój przedmiot i było to widać. Jednocześnie nie darzył sympatią osób, które nie podzielały jego uczucia do procentów, ułamków i geometrii, a już totalnego szału dostawał gdy ktoś matematykę lekceważył.

Potrafił na sprawdzianach puszczać klasie z laptopa disco polo na cały regulator (by sprawdzić czy uczniów to rozproszy), potrafił żartować tak, że wszyscy pokładali się ze śmiechu, ale potrafił też porządnie upokorzyć. Kiedy ktoś czegoś nie umiał i nie chciał zrozumieć potrafił brać go do tablicy i kazać robić zadanie brzmiące mniej więcej tak: "X jest nieukiem i nie potrafi napisać sprawdzianu. Jego obecna średnia to 2,4. Do końca roku zostały dwa miesiące, czyli 15 godzin matematyki. Ile jedynek musi jeszcze dostać, by nie zdać do kolejnej klasy". Wszyscy musieli to zapisać w zeszycie- chodził i sprawdzał.

Choć mocno się starałem, to kilka razy moja osoba stawała się postacią z zadania. Przed każdą matematyką oblewał mnie zimny pot, ale... w końcu nauka jakoś zaczęła wchodzić do głowy. Nie - nigdy nie stałem się orłem, jednak w końcu zaczęły pojawiać się w dzienniku "mocne 3", co było powodem do radości, a kiedy dostałem u niego pierwszą 4, to sprawdzian skierowałem i powiesiłem nad biurkiem jak życiowe osiągnięcie. Stres jednak nie mijał i do końca gimnazjalnej edukacji bałem się oddawać zeszyt do oceny (wpisy w stylu "to nie bawi nawet w podstawówce" nie były niczym dziwnym). Jednak w końcu udało się - bez żadnej poprawki ukończyłem szkołę.

Rozpocząłem liceum i tam matematyka szła już w miarę gładko. Bez problemu łapałem trójki, bo stres minął, a wzory wykute ze strachu przed tamtym nauczycielem jestem w stanie wyrecytować o każdej porze dnia i nocy. Mogę nawet nieśmiało rzec, że liczby polubiłem. Trochę przymusowo, ale jednak. Tu historia mogłaby się zakończyć, ale okazało się, że kilka miesięcy po zmianie szkoły nauczyciel z gimnazjum odszedł do Lepszego Świata. Oczywiście na pogrzeb poszedłem. I nigdy tak nie płakałem jak wtedy. Ba, płakali wszyscy, a najbardziej ci, którzy mieli z matmą problemy. Nauczył nas; nas nieuków.

Kiedy ukończyłem liceum z dumnym 4 na świadectwie pierwsze co zrobiłem, to pobiegłem na cmentarz. Pochwalić się i podziękować. Patrzyłem w czarno białe zdjęcie nauczyciela mając niemal pewność, że patrzy na mnie z góry, śmieje się i mówi "No w końcu coś ci wlazło do łba".
myrymyry Odpowiedz

Ja miałam w liceum nauczycielkę, która potrafiła wziąć chłopaka do tablicy (akurat było lato i miał na sobie krótkie spodenki oraz owłosione nogi), po czym powiedzieć mu żeby usiadł, dostaje jedynkę bo brzydzi ją widok jego nóg. Kiedyś dostałam też jedynkę zanim zdążyłam podejść do tablicy :)

ZuEm

Też nóg nie ogoliłaś? 😉
A tak poważnie, to niestety często faktycznie ktoś nie odpowiada nauczycielowi i po ocenach ewidentnie to widać😑

Nezuuu

Ja może jedynki nie dostalam, ale jak przyszła moja kolej na rozwiązanie zadania przy tablicy, to nawet dobrze wstać nie zdążyłam, a usłyszałam "a nie, Ty nic nie umiesz, siadaj".. :/ w sumie może i lepiej dla mnie.

SmartGirl Odpowiedz

Powiem tak: ja tu nie widzę żadnych cech dobrego nauczyciela. Facet gnoił i upokarzał uczniów i ci uczyli się w strachu przed lekcjami. To nie jest dobry pedagog. Ty sobie poradziłeś, ale ktoś kto nie był by się w stanie nauczyć materiału skończyłby z traumą i urazem do matmy.

DrTenma

Właśnie, psychiczny gość, a nie dobry nauczyciel.

ZielonaKomoda

No tak, "dyskalkulia" teraz modna, ale żeby tyłek usadzić i chociaż próbować, to nikomu się nie chce.

YouKnowMyName

A gdyby nie był dobrym nauczycielem to uczniowie poszliby na jego pogrzeb i płakali? No chyba nie ze strachu...

hatesmog

YouKnowMyName - u mnie w szkole jest absolutnie psychiczna baba od majcy, której głównym sposobem uczenia jest gnojenie ludzi przy tablicy. Co ludzie robią? Uwielbiają ją. Nawet moja koleżanka powiedziała, że tak, X jest super nauczycielką. Chodzi na korki od pierwszej liceum, tak jak pół klasy. No, genialna nauczycielka.

GeddyLee

Jego metody były skuteczne. To jest ważne.

kaczki

Źle to interpretujesz. Mu tak bardzo zależało,że im nie odpuszczał,bo wierzył,że im się uda.Te chamskie rzeczy to raczej część jego charakteru była-nie coś,co miało uczniów "dobić".Kiedyś dzieci nie były aż takimi pipami jak teraz :))

Rosita

kaczki, czyli co, jak ktoś jest słaby psychicznie, to należy go gnoić?

marlenkazokienka

U mnie w liceum było nawet "gorzej", zdarzało się, że 10 osób dostawalo jedynkę za to samo, jeden chłopak dostał 5 jedynek za pracę domowa naraz. W pierwszej klasie nad było 31, a skończyliśmy trzecią w 17. I było ciężko, dużo stresu, ale nauczyłam się więcej niż kiedykolwiek i każdy z nas opowiada teraz z uśmiechem na ustach. Nasza nauczycielka od początku mówiła, ze nie zamierza swoim nazwiskiem podpisywać dyplomów przyszłych, niedouczonych magistrów. I nie było tak, ze zostali sami geniusze, ale osoby które po prostu chciały się rozwinąć. Mieli chęci, to zdawali bez problemu.

nierozumiemcie

Nie mogę uwierzyć w to co piszecie.
Miałam kiedyś nauczycielkę, która działała w bardzo podobny sposób. Tyle, że zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą, i jakoś w okresie dojrzewania, kiedy to psychika się kształtuje, nie zadziałało to na mnie zbyt dobrze. Przez ciągły stres i godziny nauki (ażeby tylko dostać dobrą ocenę) mocno straciłam na odporności, zachorowałam na nerwicę itp. i do teraz mam problemy ze zdrowiem.
Nie lepiej tłumaczyć coś dziecku ze spokojem i nie wywierać na nim takiej presji?

marlenkazokienka

No cóż, w moim przypadku to zwiększyło wykorzystanie wszystkich moich możliwości, a innym dało kopa do działania i napisania porządnie matury. Reszta przeniosla się do innych klas i mieli tam labe przez trzy lata. Ja też jestem bardzo nerwowa, ale ta kobieta naprawdę dobrze tłumaczyła i mimo, ze niektórzy mieli dużo tych jedynek to stawiała te oceny tak naprawdę za wyniki i chęci rownorzednie. Potrafiła olimpijczykowi obnizyc ocene za brak inwencji i zaangazowania na lekcji, a slabszemu podwyzszyc. Przynajmniej była sprawiedliwa.

Zobacz więcej odpowiedzi (5)
bubblegumbeach Odpowiedz

Od zawsze uwielbiam matematykę i wiem, że umiem tłumaczyć i uczyć. Zauważyłam to na początku gimnazjum, bo wielu znajomym tłumaczyłam biologię, chemię czy matmę. Od 3 lat daje korepetycje z matematyki i nie dość, że to łatwa kasa to naprawdę lubię tłumaczyć i uwielbiam to gdy widzę, że ktoś dzięki mnie zaczyna coś z niej rozumieć. Jestem na 3 roku studiów (nie matematyka) i niedawno naszły mnie wątpliwości, zaczęłam się zastanawiać czy nie zmienić kierunku na matematykę i akurat trafiam na takie wyznanie. Przypadek czy przeznaczenie? :D

ThisLove Odpowiedz

U niektorych stres dobrze działa. Ja przez takiego nauczyciela opuszczałam szkołę ile się dalo. Miałam z matmy 3, w klasie byly osoby z 1, a to mnie się czepiala, bo jej kogos przypominalam! Dziekuję za takich zakompleksionych debili nie nauczycieli!

zbuntowanamalolata Odpowiedz

Ja mam nauczycielkę która podczas dyktowania zadań na kartkówce mówi z 50 innych wersji, każdy ma inną, a później krzyczy że to my ją oszukujmy...😉

fatamy Odpowiedz

Też miałam taką nauczycielkę polskiego w gimnazjum :) mimo że byłam bardzo dobra uczennicą, przed lekcjami aż mnie brzuch bolał- w liceum zrozumiałam i byłam wdzięczna tej nauczycielce, tak wielu rzeczy mnie nauczyła..

LadyOlcia Odpowiedz

Ja na matematyce w gimnazjum dostałam 20pkt ujemnych z zachowania, bo po oddaniu sprawdzianu, gdy wszyscy skończyli podarłam kartkę z zapiskami do wyrzucenia. Podobno byłam za głośna

CzarnaSowa Odpowiedz

Prawdziwy nauczyciel z powołania!

Poroniec

Faktycznie. Nauczyciel z powołania gnoił i upokarzał uczniów, że czuli tak stres przed każdą jego lekcją - no po prostu nauczyciel...'idealny'.

Konfetti

Wydaje mi się, że CzarnaSowa napisał/a to z ironią :')

Poroniec

Czasami ciężko wyczuć.

OMBoze

Ale uczył skutecznie, to też ważne

78FS

Trochę poczucia ironii... Nie jest to za proste, ale też nie za trudne.

charade Odpowiedz

A dla mnie jego zachowanie było dobre. Chyba nie wiecie jakie dzieciaki w gimnazjum potrafią być zarozumiałe i jak lubią stawiać na swoim, "matma jest głupia, ja jestem mądry, nie będę się uczył głupot, no bo nie". Miałam takich w szkole wielu, szczególnie "dresików". W jakiś sposób zyskał ich szacunek, a to na pewno nie jest łatwe, bo nauczyciel może i straszyć, może dawać pałę za pałą, ale szacunku takim czymś nie zyskuje, wręcz przeciwnie. Za to inteligentne riposty zawsze były w cenie ;) Jedynie puszczania disco polo w celu rozproszenia nie rozumiem, ale może to i dobry pomysł, w końcu w szkole nie zawsze dawało się skupić przez hałas innych osób i to nie tylko na matematyce.

Andrzejty

Ale przecież ten nauczyciel nie zyskał ich szacunku celnymi ripostami, tylko gnoił uczniów. Jeżeli nauczyciel, żeby zyskać posłuch, musi się zniżyć do takiego poziomu to nie jest to dobry pedagog. Znam nauczycieli, którzy potrafili zachęcić nawet najbardziej zawziętych uczniów do nauki, zamiast ich zmuszać wprowadzając terror na lekcji.

78FS Odpowiedz

Jestem przekonana, że gdzieś w Niebie jest z Ciebie dumny :)

Zobacz więcej komentarzy (10)
Dodaj anonimowe wyznanie