#TY86n

Mam specyficzne marzenie. Chciałabym iść do więzienia i zobaczyć, ile wytrzymam. Oczywiście nie mam zamiaru robić niczego złego, ale marzy mi się poznanie życia więźniów jako więzień. Przemoc, hierarchia społeczna i tym podobne - naczytałam się dużo, ale nie wiem, dlaczego mnie to nie odstrasza. Wręcz przeciwnie, uporczywie chciałabym tam trafić.
szinigami Odpowiedz

Hmm...za dużo Orange Is the New Black.

Odpowiedzi (8)
Komunizm Odpowiedz

Jest taki hotel gdzieś na świecie, w którym jesteś jak prawdziwy więzień. Wszystko jest jak w więzieniu, tylko, że za to płacisz. Chyba gdzieś w Łotwie o ile dobrze pamiętam. Nawet nie tak daleko.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#vqwMH

Uwaga, będzie obrzydliwie :D

Parę dni temu byłam z przyjaciółką na placu zabaw koło szkoły i była tam grupka chłopców, na oko 8-9 lat.
Z tego co słyszałam kłócili się o to, który jest najodważniejszy, i nagle jeden z nich wziął butelkę, którą trzymał w ręce, wylał zawartość, wyciągnął ze spodni swojego "kolegę", nasikał trochę do butelki, a później to wypił.
Przysięgam, myślałam, że zwymiotuję.

Ale przez kolegów został okrzyknięty tym najodważniejszym :)
Naiana Odpowiedz

Ciężko rozróżnić czy to był akt odwagi czy desperacji xd

PannaPojebanna Odpowiedz

A tam obrzydliwe... kolega tylko stosował urynoterapię :P

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (4)

#aVvcJ

Długo zabierałam się do napisania tego wyznania, ale postanowiłam się tym w końcu z kimś podzielić.
Nie wiem co mam o tym myśleć od czasu wydarzenia się tego, co chcę opisać.
 
Noc z 16 na 17 marca 2012 roku.
Obudziłam się w środku nocy przerażona. Pamiętam ten sen dokładnie z każdym szczegółem. Śnił mi się wujek, brat mojej mamy, z którym od blisko miesiąca była pokłócona ze względu na jego pociąg do alkoholu. Uśmiechnięty, w stroju roboczym z napisem "ochrona" przyszedł do nas i rozmawiał ze mną siedząc na krześle w naszej kuchni. Przyniosłam mu jego ulubiony rosół. W końcu po długiej rozmowie o niczym zapytałam dlaczego postanowił przyjść, skoro jest pokłócony z mamą. "Przyszedłem się pożegnać. Obiecuję, że już więcej nie będę pił". Koniec. Po tych słowach obudziłam się. Nikomu o tym nie powiedziałam.
Kilka nocy później, 26/27 marca śni mi się pogrzeb. Wujek zasypywał trumnę, innych osób biorących udział w pogrzebie nie pamiętam. O tym z samego rana już postanowiłam powiedzieć mamie. Intuicyjnie uznała, że pójdzie do wujka.

27 marca, godzina 13, mama dzwoni, że zastała wujka martwego w jego mieszkaniu. Sekcja zwłok wykazała niewydolność krążeniowo-oddechową, czas zgonu szacowany na 16/17 marca.

Mama nie mogła wybaczyć sobie kłótni, ja nie mogłam wybaczyć sobie, że nie powiedziałam mamie o pierwszym śnie. Jeśli poszłaby tam od razu, może skończyłoby się to inaczej. Choć wątpię, ale myśli męczą. Tyle ode mnie...
PuszystyKotek Odpowiedz

Najgorsze co możesz, to się za to obwiniać. Nie miałaś na to wpływu, a zresztą skąd miałaś wiedzieć, że twój sen się sprawdzi. Trzymaj się :)

Odpowiedzi (2)
Kurczak03 Odpowiedz

mocne wyznanie

Zobacz więcej komentarzy (5)

#Ebg9f

Myślicie, że wasi rodzice kłócą się o wszystko?

Pobijcie nieodzywanie się do siebie i spanie u rodziny przez dwa tygodnie. Pokłócili się o to, na którym kanale będą oglądać reklamy...
efektmotyla Odpowiedz

Jedno japońskie małżeństwo wychowało już dorosłą czwórkę dzieci, z których tylko najstarsze pamiętało żeby ojciec kiedykolwiek odezwał się od matki. Ona do niego mówiła normalnie, on mówił do wszystkich innych ludzi normalnie, ale do swojej żony ani słowa. Okazało się, że dawno temu strzelił focha bo był zazdrosny, że żona zajmowała się ciągle dziećmi i przestała mieć dla niego zupełnie czas, więc on ją zaczął też ignorować. Sam stwierdził, że później właściwie to chciał się do niej odezwać, ale jakoś tak było mu niezręcznie nagle przerywać ciszę. I tak z 20 lat.

Odpowiedzi (1)
MrsWinchester Odpowiedz

Nie odzywali się ponad pół roku. O czapkę poszło.

Odpowiedzi (6)
Zobacz więcej komentarzy (12)

#G5ikD

Pracowałam jeszcze niedawno w sklepie. Nigdy już nie wrócę do pracy z ludźmi.

Czy tak ciężko zrozumieć, że czasem nie mamy drobnych, albo że nie mamy jak rozmienić pieniędzy?! "Klient nasz pan!", "klient płaci - klient wymaga!", "jest to pani obowiązkiem, aby wydać resztę!".

Przyszła kobieta, która chciała abym rozmieniła jej 100 zł na jakieś drobniaki. Spokojnie tłumaczyłam jej, że niestety, ale mam bardzo mało drobnych, a firma mi ich nie daje i z dnia na dzień muszę sama je "uzbierać". W rozmowę weszła wielka dama i mówi do tej kobiety: "Chce pani drobne? To niech pani chwilę poczeka! Daj mi kasjereczko od siedmiu boleści ten produkt za 4,59 zł!" i kładzie mi banknot 200 zł na ladę. "No wydaj! jestem klientem, to wymagam! To twój obowiązek!". Wydałam jej w złości resztę, a 10 zł oddałam w groszach ostatnich jakie miałam. Ta złożyła na mnie skargę.

Kolejna dama chciała kupić coś za ok. 7 zł i kładzie mi na ladę 200 zł. Nie biorąc ich do ręki zapytałam, czy nie ma drobniej. Obraziła się, zabrała pieniądze i wyszła. Na następny dzień złożyła skargę, że ukradłam jej te pieniądze. Na moje szczęście mieliśmy kamery, które były dowodem na moją niewinność. Ale to ile ta baba narobiła mi wstydu przy wszystkich wyzywając mnie od złodziejek, idiotek etc. to już moje...
Skoro doskonale wiecie, że sklep zamyka się za 5 min i chcecie kupić coś co NAPRAWDĘ jest wam potrzebne na TĘ CHWILĘ, to błagam, róbcie to w miarę szybkim tempie. Ale nie, po co?! Lepiej wejść 3 min przed zamknięciem i pierdolić, że to chujowe, że to za drogie i tak przez 40 min i nic nie kupić!

Gdy klient wchodzi, to moim obowiązkiem jest rzucić wszystko i czekać na jego pytania itd. NIE MAM PRAWA USIĄŚĆ. Raz zdarzyło się, że po 3 dniach po 14h dziennie byłam strasznie zmęczona. Musiałam zastąpić koleżankę. Wszedł klient, na to ja wstaję automatycznie. Pan powiedział, żebym się nie przejmowała i siedziała dalej, bo on musi się zastanowić. Następnego dnia dostaję wiadomość, że zostanie mi potrącone z pensji 300 zł za nieodpowiednią obsługę klienta. No zajebiście. Kulturalny pan uprzejmie doniósł, że nie raczyłam ruszyć dupy, jak czegoś potrzebował. Kamery są bez dźwięku i na nic moje tłumaczenia.

Skargi były z byle powodu. A to, że niechcący ubrudziłam opakowanie, z którego coś się wylało, że nie wytarowałam takiej siateczki "śniadaniowej", która nie ważyła nic, że za drogo (przecież to nie ja ustalam ceny), że za cicho powiedziałam "dzień dobry", itd. itd. Takich sytuacji było o wiele więcej.

Czy naprawdę (nie mówię, że wszyscy, ale większość) uważacie, że ludzie, którzy pracują w sklepie, to niewolnicy albo jakieś maszyny?! Większość ludzi rżnie bogaczy i ekspertów w każdej dziedzinie. I wszyscy ci ukazują się brakiem szacunku dla innych. Jest to bardzo przykra postawa, bo nawet jak stawałam na rzęsach żeby być "pracownikiem miesiąca" i dostać premię i uzbierać na wymarzony samochód, to znalazły się takie mendy, przez które potrafili mi uciąć pensję...
Frisk Odpowiedz

Nienawidzę tego typu ludzi najbardziej na świecie. Moja mama jest sprzedawczynią i bardzo dobrze wiem jak ciężka jest taka praca. Toteż choćby nie wiem co, ZAWSZE zamierzam szanować sprzedawców/kasjerów.
I, może zabrzmi to głupio, ale ilekroć w sklepie do którego przyszłam jest "napięta" atmosfera (np. długie kolejki) wyciągam słuchawki z uszu i jestem gotowa ochrzanić każdego, kto przyczepi się do kasjerów - bo wiem, że to nie ich wina, że jest kolejka/nie ma drobnych/kasa się zacięła.

Odpowiedzi (1)
WattpadGirl Odpowiedz

Jak jestem w sklepie zawsze ale to zawsze zakupy staram się zrobić szybko i jestem uprzejma dla sprzedawczyń. Jak spytają czy mogą być winne grosza to odpowiadam tak bo dla mnie to nie problem. Czasami jak mnie się uzbiera trochę gridzy typu 1 gr, 2 gr to przeliczam i oddaje do sklepu by pani zamieniła na grubsze monety. A często się to przydaje i wtedy sprzedawca ma jak wydać np.: 42 grosze. Nie lubie ludzi, którzy się wymądrzają i uważają się za pępek świata. Jak daje 100 złoyych w banknocie, a niestety nie mam drobnych to mi jakoś tak przykro bo pani za ladą musi wydać i rozmieniać a czasami nie ma jak.

Odpowiedzi (1)
Zobacz więcej komentarzy (31)

#GByxa

Czekając dzisiaj na przystanku autobusowym, widziałam, jak mężczyzna siedzi i karmi gołębie.

Niby nic dziwnego, ale po pewnym czasie złapał jednego z ptaków, skręcił mu kark, włożył do torby i uciekł z miejsca zdarzenia.

Moje miasto pozdrawia.
Margaret Odpowiedz

Sosnowiec?

Odpowiedzi (8)
KrakowskiMoherek Odpowiedz

Oj, będzie pyszny gulasz, mniam :)

Odpowiedzi (9)
Zobacz więcej komentarzy (20)

#setzE

Parę ładnych lat temu, bo już z chyba 11, przeprowadziłam się do nowego, ładnego mieszkania w równie ładnym i nowym bloku. Po paru tygodniach poznałam sąsiadkę, która była w moim wieku, no i wiadomo, jak to siedmiolatki - zaprzyjaźniłyśmy się. I mimo że X jest moją najlepszą przyjaciółką do dzisiaj, to same początki naszej znajomości były dziwne i denerwujące dla mnie.

Jako że dzieliło nas parę metrów w linii prostej, bardzo często do siebie nawzajem chodziłyśmy, ale X miała bardzo dziwny zwyczaj. Za każdym razem, jak tylko przekroczyła próg mojego domu, pytała, czy mamy coś słodkiego. Oczywiście jako dobra gospodyni zawsze coś znajdywałam i jadłyśmy to razem. I tak było zawsze, ale po paru tygodniach X stawała się śmielsza i pod koniec naszego czasu zabaw pytała, czy może sobie wziąć trochę słodyczy na drogę, a następnie brała dwie garści i wychodziła. Nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo do pewnego dnia.

Poszłam do X i po raz pierwszy odkąd się znałyśmy to ja spytałam, czy ONA ma coś słodkiego. Razem poszłyśmy do jej szafki, a tam były słodycze. Całkiem sporo. X wzięła coś i skierowałyśmy się do jej pokoju. Jednak w połowie drogi zatrzymała się, spojrzała na słodycz w ręku, na mnie, znowu na słodycz i powiedziała, że ona to w sumie wolałaby to zjeść z bratem. I odłożyła to!

To było za dużo dla dumy siedmiolatki. Od tamtej pory za każdym razem, kiedy X pytała, czy mam coś dobrego, ja podchodziłam do szafki, z której czasami wręcz wysypywały się słodycze, otwierałam ja szeroko, patrzyłam tam chwilę i mówiłam, że nic nie ma, albo że to nie moje, tylko mojej starszej siostry. Pamiętam, że patrzyła na mnie wtedy jak na idiotkę, ale nic nie mówiła. Po paru razach X się znudziło i przeżyłyśmy ponad dekadę jako przyjaciółki zapominając o całej sprawie.

Całkiem niedawno przy jakiejś rozmowie przypomniałam jej całą akcje. Jej burak był bezcenny, mówię wam.

Jak teraz to napisałam, to nie wydaje się to jakąś straszną zbrodnią, ale mając siedem lat jej postępowanie było dla mnie karygodne, a teraz jest po prostu śmieszne, dlatego dzielę się nim z wami.

X, jeśli to czytasz (chociaż wątpię), to nie gniewaj się i nie pisz do mnie zbulwersowana. Dam ci trochę czekolady lub chipsów i wiem, że i tak ci przejdzie :P
ktosnigdynormalny Odpowiedz

Czyli pamiętała to? A powiedziała ci dlaczego to robiła?

Odpowiedzi (5)
TwentyOnePilots Odpowiedz

Wiolka Ż? :v

Zobacz więcej komentarzy (6)

#wNK7c

Historia o moim małym (albo dużym?) defekcie, mianowicie dość poważnie się jąkam.
Jak wiecie lub nie, jąkanie objawia się u ludzi na wiele sposobów, w moim przypadku wygląda to tak, że często nie jestem w stanie wydusić z siebie słowa bądź zdania. Stoję wtedy z otwartymi ustami i wygląda to mega dziwnie.

Sytuacja właściwa - kilka lat temu, będąc kierowcą na imprezie, chciałem zamówić coś u barmana. Po kilkunastu sekundach próby artykulacji mojej prośby barman zakończył moje męki szybkim: "Najebany, to do domu". Było mi trochę głupio, przy okazji stwierdziłem, że tłumaczenie i odkręcenie tego zajęłoby mi kilka następnych imprez, więc odpuściłem :D

Korzystając z okazji, chciałbym podziękować wszystkim, którzy na widok osoby jąkającej dają jej dużo czasu na dojście do słowa, a nie wyszydzają, piona!
puszekokruszek Odpowiedz

Istnieje w psychologii coś takiego jak intencja paradoksalna. Często właśnie wykorzystywana w leczeniu jąkania. Chodzi w niej o to, że jeżeli bardzo zapragniesz się jąkać to w rzeczywistości tego nie będziesz robił. Chodzi o przekształcenie lęku w coś w rodzaju pożądania. Poczytaj sobie o tym, może się przyda :)

Odpowiedzi (3)
aImieJego44 Odpowiedz

A czy korzystałeś z pomocy logopedy? Takiego dobrego logopedy? Może nie uda się w pełni pozbyć tej przypadłości, ale coś może się poprawić.

Odpowiedzi (4)
Zobacz więcej komentarzy (10)

#mAN0o

Dziś wstałam z łóżka niczym Mike Tyson po walce: opuchnięte lewe oko, opuchnięta górna warga. Mąż omal nie dostał zawału - raz mu się zdarzyło przez sen "zdjąć" mnie z łokcia, przepraszał wtedy chyba z miesiąc.

Cały dzień robi za mnie wszystko: obiad, zakupy, pranie, odkurzanie. Dostałam w prezencie trzy nowe książki (kocham czytać), potężny bukiet kwiatów i lody o smaku zielonej herbaty.

I tylko ta lepsza część mnie walczy ze sobą, by mu wyznać, że to nie on, a komary... jestem silnie uczulona.
No, może jutro. ;)
KEpISz Odpowiedz

Współczuję ci uczulenia, ale przyznaję, że zasmialam się

ALEXX01011000 Odpowiedz

Lody o smaku zielonej herbaty?! Muszę je mieć :D

Odpowiedzi (10)
Zobacz więcej komentarzy (7)

#gMnI2

Miłość jest ślepa.
Jako dziecko nigdy nie zwracałem uwagi na ten fakt, dopiero jako nastolatek uświadomiłem sobie, że mój ojciec jest ponadprzeciętnie przystojny.
Kobiety na ulicy się za nim obracają, wszystkie moje koleżanki wzdychają na jego widok, a jak po raz pierwszy przyszedł do szkoły na wywiadówkę zamiast matki, to podobno rodzicielki innych osób z mojej klasy tak go obsiadły, że ten nawet nie był w stanie się dowiedzieć co jego pociecha (czytaj ja) narozrabiała w szkole.
Tata jednak zawsze to wszystko ignoruje, z kobietami rozmawia elegancko, ale zdawkowo, wszystkie próby flirtu od razu przerywa informując, że ma żonę i poprawiając obrączkę na palcu.

Moją mamę nosi na rękach, przynosi kwiaty, ciągle gdzieś zaprasza, zupełnie jakby dopiero się zakochał. Większość kobiet może tylko marzyć o takim traktowaniu, a moja mama... No właśnie, moja mama.
Mówiąc delikatnie jest kobietą, której w urodowej loterii się nie poszczęściło, a można by wręcz rzec, że przegrała.
Jak to się więc stało, że moi rodzice się ze sobą związali?

Ojciec za młodu mając lat 20 potrafił korzystać ze swojego uroku osobistego, który w połączeniu z jego intelektem dawał powalające efekty.
Nie było dziewczyny, która byłaby w stanie się mu oprzeć. Tatuś szalał po całości, najładniejsze dziewczyny, starsze, młodsze, mężatki. Każda, która wpadła mu w oko, kończyła z nim w łóżku.
Piękne kobiety oraz duża ilość alkoholu, od którego nie stronił (po co czekać na weekend, skoro napić można się już teraz, jak to podobno mawiał za młodu) sprawiły, że moi dziadkowie stwierdzili, że mają dość utrzymywania dziwkarza i alkoholika, po czym wyrzucili go z domu.
Nie mając co ze sobą zrobić i mając tylko trochę drobnych w kieszeni, wpadł na najlepszy pomysł życia i postanowił się upić, jednak nie byle czym. Wypił jakiś napój, po którym stracił wzrok i przytomność.
I w takim oto stanie znalazła go moja matka pod swoim płotem.

Zlitowała się nad nim i wzięła go do swojego domu, gdzie go umyła, przebrała i położyła do własnego łóżka.
Jak ojciec odzyskał świadomość, wpadł w histerię, że stracił wzrok, jednak moja matka go uspokoiła i tak siedzieli i rozmawiali.
Od tego momentu ojciec nie chciał nawet na chwilę odchodzić od poznanej dziewczyny. Pozwoliła mu u siebie zostać (pomimo potężnych kłótni z rodziną, ale to inna historia).

I tak sobie żyli przez kilka dni. Chodzili na spacery, rozmawiali, a ojciec poznawał życie od nowa aż do momentu, gdy nagle odzyskał wzrok i ujrzał swoją wybrankę.
Spojrzał na mamę i... i się rozpłakał, co moja rodzicielka będąc świadoma swojego wyglądu źle zinterpretowała i dała mu w ryj.

Okazało się jednak, że były to łzy szczęścia, a nie przerażenia, co szybko zostało wyjaśnione, a miesiąc później tata się oświadczył i do dziś mówi, że może i wzrok odzyskał, ale nadal świata poza nią nie widzi.
Sirdark Odpowiedz

Jak to co wypił "kropkę" czyli eter bardzo popularna forma upicia się tanim kosztem, przynajmniej dawniej. Można stracić wzrok na kilka dni jeśli się przesadzić

VC103221 Odpowiedz

Po drugim zdaniu myślałam, że zakochałeś się w swoim ojcu.

Odpowiedzi (3)
Zobacz więcej komentarzy (17)
Dodaj anonimowe wyznanie